Choroba VIP. Polityczne konsekwencje nieprawidłowości w warszawskim szpitalu. Umowa obronna. Polska i Niemcy podpisały umowę o współpracy wojskowej. Incydent w Berlinie. Prowokacyjna misja narodowców Roberta Bąkiewicza. Zaraza wykryta w warszawskim Szpitalu Południowym daje kolejne objawy. Patogeny znane, bo polityka od dawna choruje na VIP-owskie schorzenia. Leczone na specjalnych oddziałach i w specjalnych trybach przyjęć, a dzisiejsi oskarżyciele i oskarżani mają na sumieniu takie same grzechy. "System jest zwyrodniały", mówi premier, Lewica postuluje limity wynagrodzeń dla lekarzy, a opozycja wieszczy śmierć koalicji w VIP-owskim saloniku. Kolejny dzień i kolejne pytania do Koalicji Obywatelskiej. Bo w aferze lekarza-milionera pojawiają się informacje, że działacze związani z KO mieli korzystać z usług szpitala poza kolejnością. "Każdy kto znajdzie się w tej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć jak było naprawdę." - reaguje premier na doniesienia medialne. Szpital Południowy w Warszawie w błyskawicznym tempie miał zajmować się wpływowymi partyjnymi działaczami i ich rodzinami. Tak zwane VIP-y miały mieć tu specjalny salonik. Przeczytałam dzisiaj artykuł, jestem zniesmaczona. Zniesmaczenie i oburzenie jest na miejscu, gdy tysiące pacjentów czeka godzinami na SOR-ach, a miesiącami, jak nie latami - na wizytę lub zabieg. Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator oczywiście, jeśli złamano tylko kwestie dobrych obyczajów, to będzie odpowiedzialność polityczna. Mimo takich deklaracji opozycja wykorzystuje sytuację. Leczycie się bez kolejki, okradacie najbiedniejszych, tych chorych, tych poszkodowanych w szpitalach. To oczywiście wymaga wyjaśnienia, po to są te kontrole, czy to są członkowie KO, PiS czy jakiekolwiek innej partii, czy osoby bezpartyjne. Oczywiście kolejka obowiązuje wszystkich. Afera lekarza-radnego... Od kogo zależy ile będziecie czekać na lekarza dzisiaj w szpitalu? To cios dla KO, bo 28-latek do niedawna był działaczem tej partii. Jest kontrola NFZ i tutaj nie będzie żadnej pobłażliwości, wszystko będzie do spodu wyjaśnione. Kontrola NFZ to jedno, równolegle w szpitalu prowadzi ją miasto. Jeżeli funkcjonują w jakimkolwiek systemie patologie, to po pierwsze trzeba je nazwać, po drugie - potępić, po trzecie - poprawić. Przygotowaliśmy czerwony dywan dla Koalicji Obywatelskiej. PiS takimi happeningami próbuje wykorzystać sprawę jako paliwo wyborcze. Czy on tu jeszcze pracuje? Nie pracuje. Bo Dawid Kacprzyk został właśnie zwolniony. Pytanie co z zarządem szpitala, bo to placówka podległa prezydentowi miasta. Na razie Ratusz w swoim oświadczeniu poinformował, że Rafał Trzaskowski zwrócił się do rady nadzorczej, aby odwołała dyrektorkę ds. medycznych placówki. Wstępny audyt potwierdził nieprawidłowości. Szpital przygotowuje zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia oszustwa przez lekarza Dawida Kacprzyka. Lekarza, który bez specjalizacji, zarobił ponad 1,5 mln zł jako koordynator szpitalnego oddziału ratunkowego. Jest wystarczająco dużo sygnałów, żeby ci którzy dysponują tym szpitalem, podjęli też decyzje personalne już w tej chwili, taka jest moja opinia. Sam szpital sprawy nie komentuje. Na pytania dziennikarzy, jak czytamy na stronie placówki, odpowie po zakończonej procedurze kontrolnej. Dymisja wasza pewnie nie nastąpi dzisiaj, mówimy do pana Tuska i całego rządu, ale Polacy właśnie wam mówią "do widzenia i nie do zobaczenia." Ale Przemysław Czarnek powinien pamiętać choćby np. o wizycie prezesa Kaczyńskiego w Szpitalu Wojewódzkim w Lublinie. Według mediów zamknięto dla niego pół oddziału. A sam polityk był hucznie witany przez władze placówki. No dobrze, że jeszcze czerwonego dywanu nie rozwinął. Ja nie mówię, że to usprawiedliwia sytuację ze Szpitala Południowego w Warszawie, ale pokazuje, że takich kwiatków niestety na przestrzeni lat trochę jednak było. Dlatego - kiedy system nie działa - potrzebne są szybkie zmiany. "Pokaż lekarzu, co masz w garażu" - hasło powstało dawno temu, ukuł je polityk władzy za pierwszych rządów PiS-u w odpowiedzi na protesty medyków. Dziś lekarze nie protestują, za to bliscy protestu są pacjenci, którzy latami czekają na zabiegi, a dziś dowiadują się ile lekarz może zarobić. Gigantyczne honoraria to nie norma, ale premier woli to sprawdzić i chce kontroli NIK. Szpitalny Oddział Ratunkowy w Siedlcach. Na dyżurach brakuje, podobnie jak w innych szpitalach, specjalistów medycyny ratunkowej. Ci, którzy są, pracują nie tylko na etacie, ale także na dodatkowych dyżurach, nawet po 300 godzin miesięcznie. Nie jesteśmy w stanie na wiele dyżurów dać ani jednego specjalisty w wielu szpitalach, w związku z tym lekarze na pierwszej linii, na SOR-ach, ich praca jest bardzo ciężka. Żeby przyciągnąć lekarzy deficytowych specjalności, szpitale są zmuszone płacić im płace wysokie. A lekarze pracują często w kilku miejscach. Ponad 3/4 na kontraktach. Te kontrakty nie są za liczbę przepracowanych godzin, ale za procent od procedury. To doprowadziło do tego, że w wielu lekarzy zaczęło pracować na akord, doprowadzając do tego, że te wynagrodzenia były bardzo wysokie. Ponad 3 mln zł brutto zarobił w zeszłym roku jeden z ortopedów. Pobierał równolegle pensje prezesa szpitala w Grójcu i dyrektora szpitala w Nowym Mieście nad Pilicą. Choć o kandydatów na kierowanie szpitalami, podobnie jak z lekarzami niektórych specjalności, jest trudno. Sytuacja wymaga kontroli, tam gdzie są wydawane publiczne pieniądze. Premier zwrócił się o to do Najwyższej Izby Kontroli. Ilość środków, jakie przeznacza się na wynagrodzenia, jest nieproporcjonalnie duża w porównaniu do tego, ile wydajemy na pacjentów. Nikogo nie obwiniam, ten system jest naprawdę zwyrodniały, on przez całe lata robił się coraz mniej sprawnym systemem i coraz bardziej nastawionym na śrubowanie, przynajmniej w odniesieniu do niektórych lekarzy, zarobków i dochodziło i dochodzi do takich dysproporcji, że są szpitale, gdzie wynagrodzenia stanowią blisko 100% wszystkich wydatków szpitala. Jak duża jest skala patologii? Według Agencji Oceny Technologii Medycznych, ok. 1,5 tys. lekarzy, 1% wszystkich medyków zarabia powyżej 100 tys. zł miesięcznie. Samorząd lekarski potępia takie dysproporcje. Sytuacja, w której ktoś jeden, bo jego specjalizacja jest opłacalna, zarabia 100 tys., a reszta może liczyć tylko na umowę o pracę wedle ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, jest to głęboko destrukcyjne dla systemu. Sejmowa komisja zdrowia jest zgodna, że dane o zarobkach lekarzy trzeba zebrać na podstawie numerów PESEL i Pozwolenia Wykonywania Zawodu. Należy też oszacować jaka jest skala tego zjawiska, czyli takich incydentów, które są zwyczajnie nieetyczne, bo to trzeba sobie powiedzieć wprost, i to pozwoli nam podjąć dalsze kroki. Jednym z pomysłów jest określenie górnego limitu płacowego, którego dotąd nie było w ochronie zdrowia. Trzeba tutaj różnych systemowych rozwiązań i m.in. przeliczenia ilu tych lekarzy potrzebujemy w tym systemie, szpitali i oddziałów, tak, żeby nie dublować usług tam, gdzie nie ma takiej potrzeby, nie tworzyć sztucznej konkurencji między szpitalami. Maksymalny limit zarobków to też postulat Lewicy, która w propozycjach idzie jeszcze dalej. Przyszedł czas, aby podjąć dyskusję na temat zakazu łączenia praktyki prywatnej z praktyką w publicznych jednostkach opieki zdrowotnej. Czasu jest coraz mniej. Przyszedł czas, aby podjąć dyskusję na temat zakazu łączenia praktyki prywatnej z praktyką w publicznych jednostkach opieki zdrowotnej. Czasu jest coraz mniej. W lipcu zapowiadane są kolejne podwyżki w służbie zdrowia. Deficyt w ochronie zdrowia w tym roku to 18 mld zł, w przyszłym - 22 mld zł. To jest 19.30, co jeszcze w naszym programie... Bez wody zdatnej do picia. Jest to uciążliwe. Na razie wystarcza, ważne by zrobili i wodna była zdatna do picia. Tak na herbatę i zupę to starczy. Wykryto groźną bakterię. Mogło dojść do zainfekowania odcinka sieci rozdzielczej i magistralnej. Nie ma w niej wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa, ale są zapisy o rozwoju wspólnej infrastruktury, współpracy w cyberprzestrzeni. Nie będzie stałej obecności niemieckich wojsk w Polsce, ale będzie wojskowa współpraca na Bałtyku. Polska zawarła dziś Niemcami umowę obronną. Uroczyście, z wojskowym ceremoniałem. Powitanie ministra obrony narodowej Niemiec w Warszawie. Cel spotkania Borisa Pistoriusa z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem: podpisanie polsko-niemieckiej umowy o współpracy wojskowej. Nie ma bezpieczeństwa bez Polski, nie ma bezpieczeństwa bez Niemiec, bez naszych wartości, bez naszego udziału w UE i NATO. Jesteśmy tego świadomi, że dla bezpieczeństwa bardzo ważne jest odstraszanie na wschodzie i konieczna jest współpraca polsko-niemiecka. Ta umowa to dokument międzyresortowy. Nie ma rangi traktatu, które w ostatnich tygodniach polski rząd zawierał z Francją i Wielką Brytanią. Ale ma ważne zapisy. Porozumienie z Niemcami przewiduje rozwój infrastruktury, współpracę na lądzie, morzu i w cyberprzestrzeni. Nie ma w nim mowy o gwarancjach bezpieczeństwa innych niż przewiduje art. 5. NATO oraz stałej obecności Bundeswehry w naszym kraju. Ta niestała będzie możliwa. To choćby pomoc przy budowie Tarczy Wschód. Żołnierze wojsk inżynieryjnych Republiki Federalnej Niemiec będą wspierać polskie wojsko, polskich inżynierów, polskie firmy w budowie zabezpieczenia Europy. Umowa ma zacieśnić współpracę, która już trwa. Pół roku temu w bazie w Malborku rozlokowano takie niemieckie myśliwce. Niemieckie wyrzutnie rakiet Patriot strzegły nieba w pobliżu lotniska w Jasionce. Polska i Niemcy są na nowym poziomie zacieśnionej współpracy militarnej, wspólnym przeciwnikiem jest Federacja Rosyjska. Poprzednią polsko-niemiecką umowę wojskową podpisano 15 lat temu, w innych geopolitycznych realiach, bo przed aneksją Krymu przez Rosję. Zupełnie inne były dokładnie 35 lat temu. 17 czerwca 1991 r. polski premier i kanclerz Niemiec podpisali w Bonn traktat o dobrym sąsiedztwie i współpracy. To był przełomowy moment w relacjach polsko-niemieckich. Z okazji tej rocznicy w Berlinie też rozmawiano o zacieśnianiu współpracy obu państw. Szczególnie istotnej w zakresie obronności - mówili uczestnicy Forum Polsko-Niemieckiego. Należymy do tej samej grupy państw co Niemcy, co jest historycznie właściwie rewelacją. Natomiast to, co jest dzisiaj najważniejsze, to jest to wyzwanie dla naszego bezpieczeństwa. A tych wyzwań nie brakuje. Będziemy razem angażować się na rzecz wzmocnienia wschodniej flanki NATO oraz bezpieczeństwa w regionie morza Bałtyckiego. Największym zagrożeniem dla NATO oraz dla pokoju w Europie jest Rosja, dlatego Polska i Niemcy muszą działać razem. Jutro jednym głosem mają mówić ministrowie obrony Niemiec i Polski podczas spotkania w Kwaterze Głównej NATO. Bez uzyskania pozwoleń, bez zaproszenia, pojechali narodowcy od pana Bąkiewicza do Berlina. Zapowiadali postawienie krzyża ku pamięci polskich ofiar hitleryzmu, a skończyło się na interwencji niemieckiej policji, zatrzymaniach i robocie dla konsula, by patriotom zdjąć kajdanki. Oczywiście mogło być inaczej, bo na wszystko są procedury, ale nie wiadomo, czy chodziło o krzyż, czy o sprowokowaną zadymę i głos zza krat: "Niemcy nas biją". Co pan dzisiaj robi tutaj? Miał pan na Berlin ruszać? Ruszyłem, ale musiałem zawrócić. Wczoraj wielkie uniesienie... Ruszamy na Berlin. ...dziś otrzeźwienie. Antyniemiecka szarża PiS-u trwała zaledwie kilka godzin i wyglądała tak: Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz. Do Berlina pojechał Robert Bąkiewicz, człowiek Jarosława Kaczyńskiego od zadań specjalnych wraz z medialnym zapleczem PiS-u i samozwańczym Ruchem Obrony Granic. Próbowali ustawić krzyż przy pomniku upamiętniającym polskie ofiary wojny. Taki przemarsz został tej grupie uniemożliwiony, ta manifestacja nie były zgłoszona, a takie w Berlinie obowiązuje prawo. Zamiast tego zaproponowano im, za pośrednictwem polskojęzycznego policjanta, by zorganizowali to zgromadzenie nieco dalej, w pobliskim parku, lub pojedynczo udali się w miejsce pamięci. Z takiej możliwości osoby te nie skorzystały. Ale jest pozwolone przez policję na waszą demonstrację dokładnie tutaj. To jednak bardzo nie spodobało się Bąkiewiczowi, który - uwaga - porównał swoją sytuację do czasów II wojny światowej. To przypomina najgorsze czasy, które niemieccy naziści mordowali naszych dziadów. To niedorzeczne. Bąkiewicz znieważa pamięć poległych w wojnie. Jego działanie nie miało na celu upamiętnienia kogokolwiek. Wręcz przeciwnie, miało na celu zrobienie awantury politycznej, awantury międzynarodowej. To jest zachowanie godne pogardy. Finał tej historii? Manifest przerodził się w przepychankę ze służbami. Gestapo, gestapo. Skończyło się na użyciu środków przymusu bezpośredniego. Po zakończeniu czynności wszyscy zostali zwolnieni. W Berlinie działa polski konsul. Jednak rządzący nie mają wątpliwości. Pojechał tam szczuć, prowokować, to była "wyreżyserowana ustawka Bąkiewicza". Prawdziwe intencje Bąkiewicza już raz wyszły na jaw. Tak on i komentator propisowskiej telewizji w przeszłości instruowali swoich kompanów, co robić w razie zatrzymania przez policję. Wyobrażasz sobie, ja jestem psem i ty krzyczysz: "zostaw mnie, przecież ja bronię polskiej granicy". Niemcy wpuszczają. Ja nic do was nie mam. Robimy dobre rzeczy, ratujemy Polskę. W tej wersji prowokacji Bąkiewicza użyto dodatkowo krzyż, więc szef dyplomacji pyta władze Kościoła katolickiego: Czy krzyż, czyli coś, co jest dla milionów Polaków i Niemców świętością, powinien być używany do robienia polityki jako pałka polityczna? Ale PiS jakby się tym nie przejmowało. Performance Bąkiewicza wykorzystuje, by nakręcać antyniemieckie nastroje. Niemieckie bojówki w mundurach brutalnie spacyfikowały i pobiły polskich patriotów. Wicepremier i minister obrony przestrzega. To jest realizacja strategii bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Niszczenie wspólnoty narodowej, niszczenie wspólnoty państwa zachodnich, rozbijanie państw UE i rozbijanie NATO. Te demonstracje mnie zaskoczyły i zmartwiły. Oczywiście, że antyniemieckie resentymenty mnie niepokoją. Na koniec podstawowe fakty: Niemcy od lat są sojusznikiem Polski i największym partnerem handlowym. Razem jesteśmy w UE i NATO. Ostatnie akordy szczytu G7 najgłośniej wybrzmią w Wersalu, ale nie wszyscy usłyszą. To właśnie tam uroczystą kolacją prezydenta Trumpa podejmie prezydent Macron, a na ten czas pałac i okolica zmienią się w twierdzę. Żadnych turystów, żadnego parkowania, kto kupił bilet, może go zwrócić. Anna Kowalska przygląda się tym przygotowaniom. Witaj Aniu, powiedz, co jeszcze czeka Paryżan i skąd taka ranga? Co czeka nas, bo czeka jeszcze przyjazd Trumpa bardzo spóźnionego. Oficjalnie to prezent z okazji 250. rocznicy powstania USA. Prezydent lubi czuć się ważny. Takiego zaszczytu dostąpił mało kto. Ostatnim prezydentem z USA był John Kennedy. Dzisiaj będzie pokaz fajerwerków. Będzie wystawna kolacja. Spotkanie niektórzy nazwali sprzeniewierzeniem Francji. Inni - dyplomatycznym geniuszem. Donald Trump podpisał się pod każdą z 9 deklaracji końcowych szczytu G7. Tej nagrody nie mógł wcześniej odebrać, bo siedział w białoruskim łagrze. Uwolniony w kwietniu, stanął dziś przed posłami europarlamentu, by przemówić i odebrać Nagrodę im. Sacharowa. Andrzej Poczobut, przedstawiciel Związku Polaków na Białorusi, mówił o dramatycznej sytuacji na Białorusi i nadziei, że kiedyś będzie częścią zjednoczonej Europy nie tylko geograficznie. O przyznanej mu w ubiegłym roku unijnej nagrodzie Andrzej Poczobut dowiedział się w białoruskim łagrze, do którego trafił - jak opowiadał w europarlamencie - za bycie Polakiem. Jest znany polski wiersz: "Katechizm polskiego dziecka". Jego słowa: "Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak twój? Orzeł Biały?". To zna każdy Polak. W moim przypadku ten wiersz stał się dowodem winy. Został on uznany za nawoływanie do separatyzmu. Po aresztowaniu usłyszałem, że mój grzech jest taki: jestem zbyt polski. I że tacy jak ja nie powinni istnieć. Choć ludzie Łukaszenki robili wszystko, by go złamać, Andrzej Poczobut nie zgadzał się na wcześniejsze uwolnienie, bo wiązałoby się ono z zakazem wjazdu na Białoruś, gdzie chce wrócić, by wspierać tamtejszych Polaków. Ja byłem w celi, która mieściła się w piwnicy. I tam było 24 ludzi. Na jednego człowieka przypadał 1 m2. Byłem też sam w celi, gdzie było bardzo zimno. Administracja starała się wybierać takie warunki, które będą dla mnie najtrudniejsze. I to za taką niezłomność, coraz rzadszą w dzisiejszych czasach, Andrzej Poczobut otrzymał unijnego Nobla. Wysyłamy dziś przesłanie wystarczająco głośne, by dotarło do każdej celi więziennej na Białorusi i w Gruzji: nie zostaliście zapomniani i będziemy was wspierać, dopóki ostatni więzień nie odzyska wolności. Europarlament jeszcze w tym tygodniu przyjmie rezolucję, w której wezwie białoruski reżim do uwolnienia pozostałych prawie 850 więźniów politycznych, którzy dzielą los Andrzeja Poczobuta. 2 dni od zabójstwa rosyjskiego artysty i dysydenta w Białej Podlaskiej najbardziej prawdopodobne jest to, że mord był polityczny. Ale to nie przybliża śledczych do wyjaśnienia sprawy, a może wręcz przeciwnie. Nadal poszukują dowodów na miejscu zdarzenia, a przede wszystkim świadków. Jeśli potwierdzi się polityczny charakter zbrodni, będzie to oznaczało, że Polska w wojnie hybrydowej z Rosją trafiła w nowe miejsce. Po 2 dniach od brutalnego zabójstwa w Białej Podlaskiej policjanci wrócili na miejsce zbrodni. W ruch poszły łopaty i wykrywacze metalu. Na nowo przeczesano teren, gdzie został zamordowany Siemion Skrepecki. Wszystko na to wskazuje, że jest to zabójstwo polityczne. Artysta wyemigrował z Rosji 5 lat temu. Na obrazach bezlitośnie kpił z Władimira Putina, Aleksandra Łukaszenki czy Ramzana Kadyrowa. W poniedziałek rano nieznany sprawca zastrzelił go, oddając 5 strzałów. To była egzekucja. To nie było spontaniczne zabójstwo, ale doskonale zaplanowane. Dwóch zatrzymanych w dniu obławy Białorusinów dziś trzeba było wypuścić. Prokuratura nie znalazła dowodów na ich udział w egzekucji. Ich związek z tym zdarzeniem został zweryfikowany negatywnie. Policja ciągle szuka świadków. Szczególnie interesują ją ta okolica, ulica Królowej Jadwigi, gdzie doszło do zabójstwa. To miejsce bardzo uczęszczane. Są tam pasaże handlowe, było bardzo dużo ludzi. Podejrzewamy, że sporo z nich jeszcze nie rozmawiało z policjantami. Pytani o wyjaśnianie okoliczności morderstwa politycy apelują o spokój i cierpliwość. W sprawę zaangażowało się ABW. Wiemy, że opinia publiczna jest zainteresowana tematem, ale służby lubią ciszę. Przyznają jednocześnie, że udział Rosjan lub Białorusinów oznaczałby nowy poziom eskalacji. Dramat i poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa, jeżeli by się okazało, że służby specjalne obcych państw mogą wykonywać wyroki na opozycjonistach w Polsce. Bo choć liczba ataków hybrydowych w Europie rośnie, to po raz pierwszy w naszym kraju zamordowany został przeciwnik reżimu. To pokazuje, jak dalekie i jak mocno rozciągnięte mogą być macki państwa Putina. Morderstwo Skrepeckiego odbiło się też echem na świecie. O zabójstwie artysty pisano od USA po Australię. Specjalny odcinek poświęcił mu popularny antyputinowski podcaster Jurij Raszkin. Męczennik, który został zamordowany demonstracyjnie, ostentacyjnie, pokazowo, okrutnie, po to, żeby nikt inny podobnie się nie wychylał. W Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok zabitego artysty. Na jej szczegółowe wyniki przyjdzie jednak jeszcze poczekać. Starachowice, Wąchock, gmina Brody - tak wygląda mapa miejsc w Świętokrzyskiem bez wody zdatnej do picia. W kranach wykryto bakterie E. coli, na ulice wyjechały beczkowozy z czystą wodą, a sanepid bada przyczyny i pracuje nad przywróceniem właściwej jakości wody. Mieszkańcy Starachowic, kilku ulic Wąchocka i części gminy Brody po wodę pitną muszą chodzić do beczkowozów, bo w wodociągach stwierdzono niebezpieczne stężenie bakterii E. coli. Jest to uciążliwe. Utrudnienie. Usuną i chyba będzie okej. Okej będzie dopiero po weekendzie. Służby już działają. Jeżdżą po punktach i sprawdzają, czy chlor dotarł. Ale sprawa wymaga czasu i pewności, że woda jest bezpieczna i nadaje się do spożycia. Bo skutki zatrucia wielu osób jednocześnie mogłyby spowodować spore problemy. Gdyby nagle tyle osób zachorowało, byłby to bardzo poważny problem o charakterze zdrowia publicznego, bo te osoby trzeba na krótko przynajmniej hospitalizować. Przyczyną skażenia była prawdopodobnie wymiana starych rur. Przypuszczamy, że w wyniku intensywnych prac związanych z remontami mogło dojść do zainfekowania odcinka sieci. W poniedziałek wszystko powinno wrócić do normy. W dużo gorszej sytuacji są mieszkańcy wsi Komorzno na Opolszczyźnie. My na wodę pitną już ponad 1500 zł wydaliśmy. Wody w kranach nie mają od 8 tygodni, bo sieć została skażona pestycydami. Był to albo nielegalny pobór wody i podłączenie się z rurami z opryskiwaczem, z tymi zabronionymi środkami. Tę sprawę bada już prokuratura. W obu przypadkach nadzór nad jakością wody sprawił, że nie doszło do masowego zatrucia mieszkańców. W całym kraju jest 350 tys. km wodociągów. Zdarzenia jak to ze Starachowic czy Opolszczyzny, choć uciążliwe dla mieszkańców, zdaniem specjalistów mają charakter lokalny i nie sposób wyeliminować ich w stu procentach. Taki przypadki są ujawniane i możliwa jest odpowiednia reakcja. Bo system chroniony jest przez odpowiedni nadzór nad jakością wody i monitoring stacji uzdatniania. Nigdy nie jesteśmy zabezpieczeni w stu procentach, ale stopień bezpieczeństwa urządzeń jest ogromny. Warto jednak pamiętać, że każdą niepokojącą sytuację dotyczącą wodociągów lub jakości wody warto zgłosić służbom sanitarnym. Michał Łukowicz i Kinga Łozińska. Należy te nazwiska zapamiętać, bo w świecie filmu dadzą jeszcze znać o sobie. Na razie wygrali filmowy konkurs TVP "Ziemia obiecana". Nakręcili obraz "Pozowane" i stawkę 10 innych konkursowych produkcji zostawili w tyle. Główna nagroda - 300 tys. zł - trafi do katowickiej filmówki. O młodych filmowcach i dojrzałym kinie - Maciej Gąsiorowski. Artysta ma prawo mówić rzeczy trudne, ale język kina musi być językiem powszechnie zrozumiałym - mówił Andrzej Wajda, patron tego konkursu. To jest scheda po nim, poszukiwanie kolejnych pokoleń polskich filmowców, którzy potrafią i chcą za pomocą kina powiedzieć coś o własnym pokoleniu. Do "Ziemi obiecanej" zgłoszono ponad 70 scenariuszy. 11 ekip ze szkół filmowych dostało szansę realizacji półgodzinnego filmu fabularnego. Poruszały różną tematykę, rożni bohaterowie w rożnym wieku, różne gatunki: od lżejszych komedii po horrory po dramaty, po kino muzyczno-musicalowe. Dzięki wsparciu TVP twórcy każdego z filmów dostali ćwierć miliona złotych. Mieli profesjonalny sprzęt i szansę pracy z najlepszymi polskimi aktorami. TVP wyciągnęła do tych ludzi rękę, do tych zdolnych twórców i pokazała, że możecie spełniać swoje marzenia. Po to jesteśmy. Ja tak też rozumiem misję telewizji publicznej. Zwyciężył film "Pozowane", którego scenarzystą i reżyserem jest Michał Łukowicz, student Szkoły Filmowej w Katowicach. Wierzymy w to, że warto robić dalej kino, prawdziwy człowiek się broni, że żaden komputer nie zagra tak dobrze jak Klementyna Lamort De Gail, która u mnie gra główną rolę, czy Andrzej Konopka. "Pozowane" to słodko-gorzka opowieść o rodzinie. Film o trudnych decyzjach opieki na starymi ludźmi, nietrwałości pamięci i przemijaniu. Na prawdziwości relacji rodzinnych. Niczego nie udajemy. Pokazujemy prawdziwe trudy, przełykamy rożne traumy. Bardzo lubię energię tych młodych ludzi, którzy są entuzjastycznymi na planie. Trochę jestem jak ten wampir energetyczny, tę energię zasycam i niosę na dalszą drogę. Studenci z Katowic dostali także wyróżnienie za film "Ochotnik". Łódzką Szkołę Filmową doceniono za film "Kołtunica". Wszystkie 11 zrealizowanych filmów będzie można obejrzeć w TVP i TVP VOD. A młodzi twórcy mogą już myśleć o projektach do kolejnej edycji "Ziemi obiecanej". W "Pytaniu dnia" dziś Andrzej Poczobut, dziennikarz, przedstawiciel Związku Polaków na Białorusi, laureat Nagrody im. Andrieja Sacharowa, którą dziś odebrał w Parlamencie Europejskim. Na rozmowę zapraszam w imieniu Macieja Zakrockiego. A potem "Bez trybu" Justyny Dobrosz-Oracz.