Ogromne zniszczenia, tytaniczna praca, aby było ich mniej, i walka dzień i noc, aby woda nie wygrała. To jest "19:30", Zbigniew Łuczyński z Opola, które wciąż przed falą powodziową liczy na to, że wszystko będzie dobrze. Na początek popatrzmy na mapę ze stanami rzek. Jeszcze kilka dni temu miejsc zaznaczonych na czerwono było więcej, ulewne deszcze opuściły Polskę, ale to nie znaczy, że zagrożenie minęło. Na mapie kolorem czerwonym oznaczone są rzeki powyżej stanu alarmowego, czyli miejsca, w których występuje realne zagrożenie zalaniem dla okolicznych terenów. Na nadejście fali powodziowej szykuje się Wrocław. Z kolei w Szprotawie w województwie lubuskim woda osiągnęła już poziom ponad 470 cm. W Dziećmiarowicach pękły wały, trwa ewakuacja. Fala wezbraniowa znajduje się w tym momencie na wysokości Oławy. Kolor pomarańczowy to z kolei rzeki powyżej stanu ostrzegawczego. Sygnał dla służb, by się im przyglądać. To rzeki w dorzeczu Odry - środkowym i górnym. Powódź w Polsce zbiera żniwo, ogromne straty materialne, zniszczone budynki, uprawy, drogi. Straty w skali całego kraju są nieoszacowane, ale doniesienia o ofiarach przerażają szczególnie. Tym bardziej ważne jest, aby były sprawdzone i wiarygodne, i żeby dotarły najpierw do bliskich tych, którzy zginęli. Co wielka woda zabrała, gdzie płynie i gdzie się pojawi? Wielkie sprzątanie po wielkiej fali. W Głuchołazach skala zniszczeń przeraża. Chcę otworzyć, żeby ta woda ściekła, ale nie mogę. Bo to wszystko, te drzwi popękane są. Za drzwiami do jednego z domów w Paczkowie widać niszczycielską siłę żywiołu. Gdy runął przepust pobliskiego zbiornika retencyjnego Topola, ewakuowano większość mieszkańców. Po powrocie są załamani tym, co zastali. W garażu mieliśmy kuchnię, drzwi tam wybiło, lodówka wypłynęła. To, co niszczyło Paczków, Głuchołazy i wiele innych miejscowości, siłą płynęło w kierunku Nysy. Miasto udało się uratować przed całkowitym zalaniem. Wielka woda w Nysie Kłodzkiej płynie dalej, zalała m.in. Lewin Brzeski. Mieszkańców trzeba ewakuować pontonami. Za Lewinem Brzeskim połączenie siły żywiołu - wezbrana Nysa Kłodzka wpływa do wezbranej Odry. Daleko za zbiornikiem w Raciborzu - wentylem bezpieczeństwa. Służby i mieszkańcy nadodrzańskich miast i wsi rzucili się do przygotowań na nadejście fali. W Oławie spodziewana jest w nocy, a jutro w ciągu dnia - we Wrocławiu. To zwiastun wielkiej wody w jednym z miejskich parków. Trwa umacnianie wałów w Marszowicach. Działamy prewencyjnie i próbujemy zapobiec nieszczęściu. Przez całą dobę organizowane są spotkania służb z władzami państwowymi i samorządowymi, obradują sztaby kryzysowe. Jest bardzo duża integracja działania służb, wspólne centrum operacji powietrznych, wspólne działania ratunkowe. Premier z kolei przypominał o zasadach starań o doraźną pomoc finansową. Chciałbym bardzo precyzyjnie przekazać wszystkim powodzianom tę informację: ten podwójny wniosek, 8 tys. plus 2 tys., to daje razem 10 tys., składamy w ośrodku pomocy społecznej na poziomie gminy miejskiej. Później szef rządu pojechał do zniszczonego przez powódź Kłodzka, rozmawiał z mieszkańcami. Dziś stanem klęski żywiołowej objęto kolejne obszary. Do 13 powiatów, 3 miast i jednej gminy dodano powiaty: lubański, dzierżoniowski, świdnicki, opolski, krapkowicki, brzeski i kędzierzyńsko-kozielski. Będziemy nowelizowali to rozporządzenie tyle razy, ile będzie trzeba. Stan klęski żywiołowej ma m.in. ułatwić służbom prowadzenie akcji ratunkowej i poszukiwawczej. Według policyjnych danych liczba ofiar śmiertelnych powodzi wzrosła do sześciu. Zbiornik Mietków pod Wrocławiem, zbiornik Gigant w Raciborzu. Oba, jak każdy, który może przyjąć nadmiar spływającej wody, są bardzo ważne. Dlatego ich pojemność, szczelność i wytrzymałość jest monitorowana, a każda awaria czy nieprzewidziane zdarzenia przyprawiają o drżenie serca służby i mieszkańców. W obu tych miejscach jesteśmy i my. Tomasz Mildyn w Mietkowie, Szymon Szulczyński w Raciborzu. Elektrownia wodna spółki Tauron zrzuciła wodę do zbiornika Mietków. Problem w tym, że zrzut nie był uzgodniony, a skutki mogły okazać się katastrofalne. Duże zainteresowanie służb. Latały helikoptery, pływały łodzie. Prezydent Kłodzka poinformował, że awaria obwałowania nie dotyczy Zalewu Mietkowskiego. Na tę chwilę sytuacja jest pod kontrolą. Nie mam wątpliwości, że to, co dzieje się dzisiaj, jest pod szczególną uwagą wszystkich służb. Wiemy także, że w tej chwili mieszkańcy nie mogą wchodzić na koronę wałów. Wszystkich tych miejsc pilnuje policja. Tuż za mną woda, która wypływa z Zalewu Mietkowskiego i dostaje się do Bystrzycy. To woda nieco większa niż ta w ciągu dnia. Zwiększono przepływ do 100 m3 na sekundę. Wcześniej było to 60 m3. Żeby sytuacja w zbiorniku się nie pogorszyła, zdecydowano, żeby więcej wody z niego wypuścić. We Wrocławiu obserwowaliśmy sytuację związaną z tym, co dzieje się na rzece bystrzycy. Wrocław Marszowice - informacja o tym, że trzeba działać tutaj natychmiast, przyszła w nocy. Było trzeba pomiędzy 24.00 a 4.00 rano podjąć cały szereg decyzji, które wcześniej wydawało się, że będzie można podjąć później, a to właśnie dlatego, że nagle sytuacja zmieniła się niezależnie od nas w sposób istotny. W poniedziałek napływ wody był zwiększony, bo - jak poinformowała prezes Wód Polskich - doszło zrzutu ze zbiornika zarządzanego przez Tauron kilkadziesiąt kilometrów przed Mietkowem. Informacja o tym nie dotarła do Wód Polskich. Informacja, którą od pani otrzymaliśmy, o tym zrzucie wody, o braku informacji i braku kooperacji jest szokująca, powiem szczerze. Jak tłumaczyła prezes Wód Polskich, Tauron miał poinformować o zrzucie lokalne centra zarządzania kryzysowego w Świdnicy i Wałbrzychu, ale nie Wody Polskie, bo nie wymagały tego przepisy. W oświadczeniu dla mediów Tauron tłumaczy... Na wrocławskich Marszowicach przed przyjściem wezbranej fali wał umacniały Wojska Obrony Terytorialnej i Straż Pożarna. Dla pani Alicji Kwiatkowskiej większy zrzut z Mietkowa to zły znak. Będziemy pływać jak nic. Mieszka tu od dziecka i pamięta, jak rzeka wylewała tu już kilkanaście razy. Ale jedna powódź była wyjątkowa. Nie było nigdy wody w mieszkaniu, tylko w 1997, jak nas podtopił Mietków. Wiadomość o problemach Marszowic szybko rozeszła się po mieście. Ale tutaj słyszałem, że w Bystrzycy coś jest nie tak, dlatego postanowiłem tu coś zrobić. Szykujemy się na wielką wodę. W punkcie wydawania worków z piaskiem mieszkańców mnóstwo. Jest obawa, że sprawy mogą potoczyć się źle, a nawet jeśli nie, to lepiej być zabezpieczonym. Wrocław walczy już z Bystrzycą, fala wezbraniowa na Odrze spodziewana jest w czwartek około południa. Teraz naszą uwagę kierujemy na Racibórz. Noc przy zbiorniku, od którego zależy bezpieczeństwo Opolszczyzny, ale także Dolnego Śląska, nie była łatwa. Na miejscu jest Szymon Szulczyński. Czy wszystko jest pod kontrolą i czy zbiornik daje radę? Ostatnio, jak się widzieliśmy, mówiłem o dramatycznej sytuacji. O przekroczonych stanach alarmowych na niemal wszystkich rzekach na południu województwa dolnośląskiego. Teraz sytuacja stabilizuje się. Kilka rzek nadal budzi grozę, ale to tylko kilka punktów w regionie. Na zbiorniku Racibórz Dolny w nocy wykryto wyrwę, przeciek. Skierowano tu natychmiast służby, straż pożarną i wojsko. Znalazły wyrwę i ją zatamowały. Zbiornik jest bezpieczny. Woda opada. Im niższy poziom, tym większy obraz zniszczeń żywiołu. Tragiczny bilans to jedna ofiara śmiertelna i tysiące zniszczonych domów. Mieszkańcy mają nadzieję, że najgorsze już za nimi. Ale odbudowa zajmie lata, ponieważ straty są ogromne. W nocy wykryto przeciek. Natychmiast skierowano tam wojsko i straż pożarną. Wyrwę zatkano. Sytuacja jest stabilna, więcej wody jest odprowadzanej, niż dopływa. Dla nas to informacja dobra. To pierwszy raz, kiedy obiekt został poddany tak wielkiej próbie. Zbiornik zapełnił się niemal w 80%, to znaczy, że przyjął ponad 147 mln m3 wody. Mówimy o ilościach, które pomieścił zbiornik Racibórz wspólnie z polderem Głuchów, podobnych do tych, które na co dzień znajdują się w Zatoce Gdańskiej. W Bielsku nadal utrzymany jest stan alarmu przeciwpowodziowego. Zagrożenie płynie ze strony Wisły. W całym powiecie trwa odpompowywanie wody. W sumie uszkodzonych zostało ponad tysiąc domów. W Czechowicach-Dziedzicach wylała Iłownica. W półtorej godziny trzeba było wynieść majątek życia na górę. Niewiele udało się uratować, ale zawsze coś, i w 15 min uciekać z domu. Strażacy czwartą dobę walczą z żywiołem. Zalany teren jest bezodpływowy. Niedaleko znajduje się przepompownia ścieków. Bardzo nam zależy też na tym, aby jak najszybciej można ją było uruchomić, żeby nie doszło do skażenia. Stąd apel, aby unikać picia wody z niesprawdzonych źródeł, zalanych studni. Ta woda może być zanieczyszczona substancjami chemicznymi, które mogą mieć wpływ na nasze zdrowie i życie. Zabełków. Dwa dni temu ewakuowano stąd mieszkańców. Poziom wody w dosłownie kilka godzin dramatycznie wzrósł. Teraz poszkodowani wracają do domów, jednak nikt nie był przygotowany na taki widok. Woda już była tak bardzo wysoko, zabrakło dosłownie kilku centymetrów, żeby woda wdarła się do domu. Wtedy byłoby wszystko zalane. Dwie fale na swojej drodze zabrały wszystko. Chociaż wielka woda ustała, to praca wcale się nie skończyła. Tutaj woda leciała. Poziom rzek powoli stabilizuje się. Większość to stany ostrzegawcze lub poniżej. Tylko kilka, w województwie śląskim, nadal jest powyżej stanu alarmowego. Przez najbliższe przynajmniej 2 tygodnie cały czas będą te stany alarmowe, bo woda dopływa do Odry. Już teraz mamy pierwsze takie wezbranie. Ludzie wciąż nie tracą nadziei, że najgorsze już za nimi. Walka o uratowanie wielu miejsc trwa dzień i noc. Z wielkim niepokojem patrzyliśmy na Nysę, trwała tam walka z czasem przy wzmacnianiu wałów. Dramatyczne komunikaty docierały też z Bodzanowa. Teraz w obu tych miejscach są nasi reporterzy: Michał Niewodowski i Igor Sokołowski. Wojewoda opolska powiedziała: "Można powiedzieć, że Nysa jest uratowana od najgorszego". Możemy więc już być spokojni lub spokojniejsi o Nysę? Możemy powiedzieć, że tak. Z informacji od służb wiem, że sytuacja jest pod kontrolą. Strażakom udało się opanować wyrwy, które były na wale oraz kilkaset metrów dalej, na tamie na jeziorze nyskim. Wojewoda i służby lokalne przekazały, że Nysa Kłodzka wróciła już do swojego koryta. Ale w nocy sytuacja była inna. To była trudna noc w Nysie. Woda zaczęła podmywać wał przy ul. Wyspiańskiego, było niebezpieczeństwo, że znowu zaleje centrum. Wszystko w naszych rękach. Jeśli tamta wyrwa by ustąpiła w całości, to sądzę, że ta woda by się diametralnie podniosła w mieście. To jest jedna z ważniejszych i mam nadzieję, że to jedna z ostatnich walk. Do pomocy ruszył kto mógł. Strażacy, wojsko, terytorialsi i przede wszystkim mieszkańcy, którzy spontanicznie ratowali swoje miasto. Uważam, że to jest potrzebne. Kochamy to miasto i nie chcemy, żeby było zniszczone. Mieszkańcy pomagali służbom, jak mogli, prywatnymi samochodami, nie zważając na koszty, wozili worki z piaskiem, żeby umocnić wał. Chcę pomóc. Też mam tu działeczkę. Wszystko idzie w tamtą stronę i reakcja, myślę, prawidłowa. Z pomocą przyszli też siatkarze ze Stali Nysa. Oni wiedzą, co znaczy walczyć o najwyższą stawkę. Nikt nas nie musi namawiać, więc plan jest wygrać z żywiołem. Gdy już udawało się wygrać z wodą, przyszła informacja, że kilkaset metrów dalej uszkodzona jest tama na Jeziorze Nyskim. Do akcji ruszyły wojskowe śmigłowce. Niestety to, co zobaczyliśmy, to był istny szok. Zobaczyliśmy drugą wyrwę w wale o szerokości 40 m. Nie pozostało nic innego, jak skierować wszystkie śmigłowce, które nam pomagały. Black hawki wzmacniały też tamę od rana. Taki jeden worek to kilka ton piasku i gruzu. Precyzyjnie zrzucony, ma zatrzymać wodę. Ochrona Nysy jest priorytetem. Tak Nysa wyglądała dziś. Jesteśmy zdumieni młodzieżą, która pracował tu tak niesamowicie. Wczoraj woda była bardzo wysoko i jeżeli ta pomoc ludzi, jeżeli oni by się nie zeszli, to byłoby w Nysie bardzo źle. Woda nieznacznie, ale opadła. Heroiczny wysiłek opłacił się, uratowano miasto. Walka z żywiołem trwa. Igor Sokołowski jest w Bodzanowie, w gminie Głuchołazy. Co zmieniło się od dramatycznego komunikatu "przegraliśmy, zalało nas, przepraszamy", który przekazała OSP z miejsca, w którym jesteś? Duży żal i rozgoryczenie czują mieszkańcy Bodzanowa nie tylko ze względu na tę tragedię, ale też dlatego, że czują się osamotnieni w walce ze skutkami powodzi. Rozmawialiśmy z nimi i za każdym razem słyszeliśmy to samo: "potrzebujemy pomocy". Pokażcie z czym się zmagamy i w jakich warunkach funkcjonujemy. Teraz tę prośbę spełniamy. Fala powodziowa przeszła przez Bodzanów 2 dni temu. Mieszkańcy wsi położonej na Opolszczyźnie z trudem usuwają skutki zniszczeń. Jednym z nich jest Adam Rudnik. Rolnik cudem uratował swoje zwierzęta przed utonięciem. Płakać się chce. Nie ma nic. Zboże, słoma, maszyny. Wszystko porwane jest. Muł. Chwila moment woda poszła. Ja dzisiaj dopiero poszłam, żeby dostać ziemniaki, bo dojechałam po prostu. My jesteśmy od soboty odcięci, nie mamy wyjścia. Bo tam wyrwało i byliśmy bez wody i bez chleba. Anna Król do tej pory nie jest w stanie suchą stopą dotrzeć do swojego domu. Przeraża ją perspektywa kolejnych dni bez prądu i wody. Mówią, że jeszcze trzeba poczekać na wodę, ja bym już coś wysuszyła, bo piec mam tam, ale piec jest zalany. I nie wiemy, kiedy będzie woda. Nie wiadomo też, kiedy lokalne przedsiębiorstwa znów zaczną działać. U mnie wszystko, biura, meble, wszystko wypłynęło. Auta do połowy zatopione, tak że teraz czekam tylko na ubezpieczycieli. Nie do ruszenia samochody. Mamy mnóstwo ludzi poszkodowanych wśród naszej załogi, bo to są ludzie w większości stąd, z Bodzanowa. Jest wielu takich, którzy pomimo zalanych domów przyszli tutaj odgruzowywać zakład. Są też przykłady solidarności z zewnątrz. U sołtyski Bodzanowa zorganizowano punkt pomocy, co rusz wolontariusze przywożą tu wodę, chleb i inne produkty pierwszej potrzeby. Przyjechaliśmy do sołtysa, część wody zostawiliśmy, jednego busa zawieźliśmy trochę dalej, do najbardziej potrzebujących, zrobiliśmy, co mogliśmy. Mieszkańcy proszą o dalszą pomoc. Bodzanów pilnie potrzebuje łopat, agregatów prądotwórczych i ciężkiego sprzętu, a przede wszystkim - dodatkowych rąk do pracy. Tak wygląda główna droga prowadząca przez Bodzanów. Mieszkańcy, których domy znajdują się po tamtej stronie, są zupełnie odcięci od świata. Mamy problem, bo tu nie ma sprzętu. Dwa dni to jest, powinna chodzić koparka i odsłaniać. Wszystko rzucili na Głuchołazy, proszę pana, a co my jesteśmy, od macochy? Mieszkańcy Bodzanowa przetrwali nierówne starcie z żywiołem. Teraz czeka ich równie trudna, o ile nie trudniejsza walka o powrót do normalności. Dramat związany ze skutkami ulew dotyka także naszych sąsiadów. Z niepokojem patrzymy zwłaszcza na to, co dzieje się w Czechach, gdzie zniszczenia są ogromne. Ale wielka woda zalewa także inne kraje. Słowacja, Austria, Węgry, Rumunia i Niemcy walczą z żywiołem. Jest coraz więcej zniszczeń i niestety także ofiar. To trzecie największe miasto w Czechach. Przez Ostrawę przepływają 4 rzeki, ale katastrofalne w skutkach okazało się pęknięcie wału przeciwpowodziowego u zbiegu Opawy i Odry. W ciągu kilkunastu godzin służby ewakuowały ponad 500 ludzi. Do niektórych dotrzeć można było jedynie helikopterem. Obudziłem się i zobaczyłem, że woda jest wszędzie. W sieci pojawiają się zdjęcia zalanego dworca głównego i elektrociepłowni. Najbardziej ucierpiały trzy dzielnice. Ci, którzy stracili dorobek życia, trafiają do centrów pomocy. Zapewniamy podstawowe rzeczy, jak artykuły higieniczne i opiekę psychologiczną. I takie wsparcie potrzebne będzie w wielu miejscach w kraju. Z zalanych terenów ewakuowano łącznie 13 tys. osób. Wylaniem grożą rzeki na południu kraju. Na północy i wschodzie sytuacja się stabilizuje. Zalane tereny widać nawet na zdjęciach satelitarnych. Tam, gdzie woda opada, odsłania ogrom zniszczeń. To katastrofa. Mówią, że 80% Karniowa znalazło się pod wodą. Poszkodowani mogą się ubiegać o zasiłek. W przeliczeniu to 12 tys. zł. Otrzymujemy wiele wyrazów solidarności z zagranicy, a także propozycje konkretnej pomocy. Do tej pory zaoferowało ją 10 krajów, m.in. USA . Ukraina, Izrael, Słowacja, Kosowo, Litwa, Macedonia Północna, USA, Grecja i Słowenia. Pomoc potrzebna będzie też w Austrii, zwłaszcza na północy, która ucierpiała najbardziej. Tam jednostki straży pożarnej ściągane są z całego kraju. Mamy tu już siły z Tyrolu i Vorarlbergu, wszystkie gotowe do pracy. W Tulln powstało schronisko dla powodzian. Do tej pory trafiło tu około 200 osób, zmieści się tysiąc. Są tu dobre warunki, przede wszystkim jest sucho i ciepło. To pomoc doraźna, a szkody wyrządzone przez powódź są gigantyczne. Na wsparcie poszkodowanych rząd przekaże 300 mln euro z Funduszu Pomocy Ofiarom Klęsk Żywiołowych. Udostępnimy więcej środków z funduszu, jeśli będzie taka potrzeba. Pomoc zapowiadają też władze Słowacji, którą również dotknęła powódź. To 1500 euro na każde poszkodowane gospodarstwo domowe. Wsparcie finansowe ma popłynąć też z unijnego Funduszu Solidarności. Woda, która w tak ogromnych ilościach płynie za moimi plecami, Teraz, kiedy nasze oczy zwrócone są na miejsca, gdzie trwa walka z żywiołem, zróbmy zoom i spójrzmy jeszcze bliżej na tych, którzy tam są dzień i noc, pełnią służbę i niosą pomoc wszędzie tam, gdzie jest niezbędna. To oni - strażacy, żołnierze, policjanci i tysiące wolontariuszy, którzy wspierają, jak mogą, mieszkańców, którzy chcą ocalić swój dobytek, a czasem potrzebują tylko butelki czystej wody. To policyjne śmigłowce i ewakuacja okiem policyjnej kamery. W ten sposób udało się uratować życie już 80 osób. Wśród ewakuowanych także osoby z terenów odciętych od świata z zawałami, udarami lub potrzebujące dializ. Przybyliśmy tutaj o 1.00 w nocy. Już po 5.00 rano z kolei byliśmy ponownie na nogach. W takim trybie służby pracują od piątku. Z wielką wodą walczy 7 tys. strażaków, 6 tys. żołnierzy i 9 tys. policjantów, zmienianych przez kolegów z całej Polski. 24 na 24 pracują, a niektórzy nawet non stop przez kilka dni, szczególnie dotyczy to druhów ochotników, bo oni bronią swoich ojczyzn. 3-4 godziny snu i dalej działania, więc wyczerpani są na pewno wszyscy bardzo. Ale trudno pozwolić sobie na odpoczynek, widząc ogrom tragedii. Tak, to jest obciążające, ta służba to nie jest w tej chwili służba na etacie, ona się nie kończy o 16.00, po 8 godzinach. Ci policjanci na bieżąco sypią do worków piasek, ci policjanci udrażniają studzienki kanalizacyjne. Ale także pilnują dobytku. W Lewinie w Opolskiem policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy skradzionym samochodem przedostali się na zalane tereny. Nie zdążyli się jeszcze nigdzie włamać. To próba kradzieży alkoholu z zalanej stacji benzynowej w Kłodzku. I błyskawiczna akcja. To jest służba, to jest misja. Widzimy, w jakiej sytuacji są powodzianie, ludzie, którzy musieli z dnia na dzień, z godziny na godzinę opuścić swoje domostwa. Ta wojskowa amfibia dostarcza żywność i wodę pitną do zalanych okolic Prudnika. To akcja ratowania wałów na Nysie z udziałem wojskowych pilotów. Tak wyglądało to z zewnątrz. A tak ze środka śmigłowca. Byłem kiedyś w Radomiu, na Air Show, to, co wyrabiają ci panowie... Szacunek przeogromny. Ja myślałem, że śmigłowiec spada. To jest mistrzostwo świata, to jest nie do opisania. Grzegorz Wardacki jest ratownikiem wodnym z Kujawsko-Pomorskiego. Widząc, co się dzieje, wraz z kolegami zabrał sprzęt i ruszył na południe. Jestem od poniedziałku, spałem może 3 godziny. Ale my, ratownicy, wyśpimy się w grobie. Tu już od kilku dni obowiązuje zasada: wszystkie ręce na pokład. I tak będzie, dopóki zagrożenie nie minie. Jest zadanie do wykonania i wszyscy do niego dążymy, mimo zmęczenia, mimo że nikt już nie pamięta, ile jest na nogach. Wielu z nas w sytuacji, w której trwa walka, aby woda nie wygrała, zadaje sobie pytanie, czy to już pora, aby pomagać w usuwaniu skutków powodzi, czy może czekać, kiedy woda opadnie już wszędzie. Odpowiedź może być tylko jedna. Nie ma na co czekać. Tak, można pomagać, i to w każdym miejscu, w którym teraz jesteśmy. Nawet kilkaset kilometrów od powodzi - sercami na południu Polski. Nasi widzowie wspierają powodzian. Do 16 miejsc w kraju od rana przynoszą dary. Najbardziej potrzebne: woda butelkowana, środki czystości i żywność. Ważne, żeby pomagać, ja uważam, że też mogę być w takiej sytuacji, i wtenczas chciałabym, liczyłabym, że mi ktoś pomoże. Dowiedziałem się o zbiórce z telewizji. Chciałem jakąś cegiełkę po prostu dać. Akcja TVP "Razem dla Was" to zbiórki: rzeczowa i finansowa. Jest to piękny uczynek, to piękna sprawa i nikt, kto nigdy nikomu nie pomógł, nie zrozumie, co to znaczy dawać, bo dawanie jest często dużo ważniejsze i dużo cenniejsze niż branie. Na specjalnie uruchomione konto mogą państwo wpłacać datki. W całym kraju pełna mobilizacja. Zbiórki prowadzą szkoły, urzędy, harcerze, ochotnicze straże pożarne, koła gospodyń wiejskich. Trochę tego kupiłam. Siedzę w domu oglądam telewizję i płaczę. Ja nie mogę im pomóc - tylko w ten sposób. To odpowiedź na takie apele jak ten - burmistrza zalanego Stronia Śląskiego. Sprawa jest katastrofalna, błagam was o pomoc. Pomóżcie nam. W akcje angażują się też artyści czy sportowcy. Kuba Błaszczykowski przekaże ze swoją fundacją ćwierć miliona złotych. Ta pomoc pokazuje, że Polacy w najtrudniejszych chwilach umieją się jednoczyć. To wielka fala i dużo większa niż na Odrze czy Nysie - fala ludzkiej pomocy spontanicznej. 40 mln zł przekaże Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Pieniądze pójdą na zakup sprzętu medycznego. Aby wszystkie szpitale, aby wszystkie ośrodki zdrowia, wszystkie te miejsca, które mają zniszczony sprzęt, aby ten sprzęt najlepszy w tym momencie został kupiony, a potrafimy to robić najlepiej na świecie, wiemy, jak to robić. Pomoc do Kłodzka wysłała wspólnota Chleb Życia. Ludzie potracili wszystko, dorobek życia, dach nad głową, poczucie bezpieczeństwa, pracę. Dlatego każdy, nawet najmniejszy gest, ma wielką moc. Każda złotówka się liczy. A tych złotówek do Fundacji TVP trafiło już 640 tys. Obiecuję, każda trafi do potrzebujących. Pomocy powodzianom poświęcimy też specjalne wydanie "Reporterów" o 22.05 na antenie TVP1. W "19:30" to wszystko, za chwilę "Pytanie dnia". Gośćmi Doroty Wysockiej-Schnepf będą: komendant główny Państwowej Straży Pożarnej Mariusz Feltynowski i starosta powiatu nyskiego Daniel Palimąka.