Zawieszenie wniosków o azyl. Premier w Brukseli zyskał poparcie. Poprawianie zapory. Konieczna modernizacja płotu na granicy z Białorusią. Nowy w teamie. Iga Świątek na koniec sezonu ma nowego trenera. Zaczynamy "19:30". A na początek unijny szczyt w Brukseli i polskie stanowisko w sprawie migracji. Premier jeszcze przed rozpoczęciem obrad mówił, że w tej sprawie "osiągnął to, co chciał, przede wszystkim zrozumienie". Jakie wnioski płyną po rozmowach, to pytanie do Doroty Bawołek, która jest w Brukseli. Przedstawiciele rządu mówią, że chcą przekonywać europejskich partnerów do zmiany podejścia w kwestii migracji. Z jakim skutkiem? Wszystko wskazuje na to, że z bardzo pozytywnym. W czasie dyskusji na temat migracji, która przed chwilą się zakończyła, rozumienie dla Polski wyrażała nie tylko szefowa KE, 3 państwa, które też mierzą się z problemem nielegalnej imigracji, ale też kraje tak jak Irlandia czy Holandia, które chodzą z największych obrońców praw człowieka. Dziś Brukseli nie ma wątpliwości, że to, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy. Poparcie dla polskiej strategii migracyjnej Donald Tusk zdobył już po wstępnych rozmowach z unijnymi przywódcami. Jestem po spotkaniu ze wszystkimi graczami i to co, chciałem w tej kwestii osiągnąć, to osiągnąłem, chodzi przede wszystkim o zrozumienie. Ze zrozumieniem nie było problemu, bo coraz więcej europejskich krajów walczy z nielegalną migracją, nie patrząc na unijne wymogi. Częściowe kontrole na swoich granicach przywróciło aż 6 państw strefy Schengen, Szwecja i Niemcy na wszystkich granicach. Finlandia już rok temu zawiesiła prawo do azylu i zamknęła swoją liczącą 1300 km granicę z Rosją. Mam duże zrozumienie dla Polski i propozycji premiera Donalda Tuska odnośnie tego, jak zabezpieczyć granicę przed instrumentalnym wykorzystywaniem migrantów przez Rosję i Białoruś. Tysiąc tu czy 2000 tam to za mało, jeśli chcemy obniżyć liczbę 300 tys., a nam udało się osiągnąć znaczną redukcję. W ostatnich miesiącach w Niemczech złożono o blisko 50% mniej wniosków o azyl niż rok temu, deportacje również przebiegały sprawnie. Komisja Europejska proponuje, by migrantów, którzy w nielegalny sposób dostali się do Unii, odsyłać do ośrodków zakładanych w tym celu w państwach trzecich. W tym tygodniu pierwsze takie centrum w Albanii przyjęło migrantów, którzy dotarli na włoską Lampedusę. Oczywiście nie można sądzić, że rozwiązaniem jest zrzucenie problemu na inny kraj. Problem można go rozwiązać tylko wtedy, gdy stawią mu czoła wszyscy, zostanie kompleksowo rozwiązany na poziomie UE. Ale nie wszystkim w Unii podobają się takie rozwiązania. Niemiecki tygodnik Spiegel albański ośrodek deportacyjny już nazwał małym Guantanamo. Straszenie nie uspokaja nielegalnej migracji. Wręcz przeciwnie, tylko promuje ekstremizm. Takich głosów 9 lat po rozpoczęciu kryzysu migracyjnego w Unii, który obalił już wiele unijnych rządów i doprowadza do władzy skrajną prawicę, jest jednak coraz mniej. Rząd opublikował szczegóły projektu strategii migracyjnej, a w niej obok tymczasowego zawieszenia prawa do azylu, test obywatelski z pytaniami o polską kulturę i normy społeczne, czy zaostrzone zasady nabywania obywatelstwa. Migracja ma być szczegółowo regulowana, a bezpieczeństwo ma być priorytetem. Bezpieczeństwo to także modernizacja zabezpieczenia granicy i polityczna dyskusja o tym, jak zrobić to skutecznie. Granica polsko-białoruska będzie bezpieczniejsza. Inwestycja w tę zaporę przynosi rezultat. Jesteśmy w połowie jej realizacji. Ale konieczna jest modernizacja zapory zbudowanej dwa lata temu. Chcemy, żeby granica wschodnia i północna RP była nie tylko najlepiej chroniona z punktu widzenia tej twardej infrastruktury, ale też z punktu widzenia innowacyjności. Płot ma zyskać dodatkowe zasieki, kamery, a przęsła mają być naprawione i wzmocnione. Będą też nowe umocnienia. Budujemy zaporę optoelektroniczną na odcinkach rzecznych. Modernizacja zapory i wspólne działanie służb dają efekty - mówią wojskowi. Na 100% przyczyniają się, bo to widać po wykresach, do zmniejszenia presji migracyjnej. Bezpieczeństwo ma zapewnić Tarcza Wschód, która przez najbliższe 4 lata przewiduje budowę wielu umocnień przede wszystkim na granicy z Białorusią i Rosją, ale docelowo ma mieć 800 km i obejmie także województwa sąsiadujące z Ukrainą. Sama zapora stała wymaga modernizacji przez błędy poprzedników z PiS - słyszymy od rządzących. Gdyby ta zapora obok nas, która kosztowała ponad miliard złotych, była przetestowana przez wojsko, SG czy policję, dzisiaj nie trzeba by było jej modernizować. PiS odpiera zarzuty. Zapora zawsze może być wyższa i może być lepsza, gdyby rządziła Platforma, tej zapory by nie było w ogóle. Modernizacja jest konieczna, żeby zatrzymać wszystkich próbujących nielegalnie przekroczyć granicę - mówi generał Stanisław Koziej, były szef BBN i wiceminister obrony. Wśród tych cywili są odpowiednie komórki szturmowe wyspecjalizowane w forsowaniu zwykłego płotu, w związku z tym trzeba go wzmacniać. Od początku kryzysu migracyjnego było 110 tys. prób przekroczenia polsko-białoruskiej granicy. W tym roku - 28 tys. Cały czas mamy do czynienia z próbami nielegalnego przeniknięcia na terytorium RP. Tylko minionej doby takich prób było 60. W walce z tym ma pomóc przyjęta przez rząd strategia. Migracja ma być kontrolowana, by było wiadomo na przykład kto, skąd, w jakim celu i w jakiej liczbie przyjeżdża do Polski. Zmienią się przepisy dotyczące warunków dostępu do rynku pracy i do edukacji oraz polityka integracji cudzoziemców. Będzie nowa polityka wizowa, która ma być selektywna. Koalicja rządowa jest zgodna co do większości dokumentu. Kwestią sporną pozostaje czasowe zawieszenie prawa do składania wniosków o azyl. To jedna rzecz, z którą się nie zgadzamy, ale wydaje się, że to idzie w dobrym kierunku, czyli przestrzegania praw człowieka i konstytucji. Jeżeli prawo do azylu będzie musiało być ograniczone w stricte określonych wypadkach, to żeby to było bardzo dobrze skodyfikowane i zgodne z wszelkimi przepisami, także prawa międzynarodowego. Ograniczenie wniosków o azyl ma dotyczyć wszystkich, którzy będą nielegalnie forsować polską granicę. Oglądają państwo czwartkowe wydanie 19.30. Za chwilę u nas niełatwa polityczna kohabitacja, a potem także: Kolejny wniosek o areszt. Zachodzi konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku tego postępowania. Nie chodzi o prawo, chodzi o ściganie środowiska Ziobry. To tak jakby w Polsce nie funkcjonowały 3 komendy wojewódzkie policji. Poszukiwani do służb. Jest dodatkowy miliard dla Policji, jest więcej pieniędzy w budżecie. Nowe otwarcie Igi. Jestem bardzo podekscytowana, ponieważ jest to bardzo dobry trener. Prowadził zawodniczki, które osiągały sukcesy we wszystkich turniejach wielkoszlemowych. Rocznica wyborów 15 października to także pytanie o niełatwą polityczną kohabitację. W teorii to sytuacja, gdy rząd i prezydent pochodzą z różnych obozów politycznych i muszą współpracować. Praktyka pokazuje, jak trudna bywa to współpraca. A najświeższy przykład jest z wczoraj. Sejmowe starcie prezydenta i premiera to długa lista zarzutów Andrzeja Dudy do rządzących i premier, który pyta o prezydencką aktywność albo jej brak. Dokładnie rok temu PKW podała oficjalne wyniki wyborów. Potwierdzając zwycięstwo obecnie rządzącej koalicji. Mimo to prezydent powierzył misję tworzenia nowego rządu PiS. Wczorajsze orędzie według koalicji potwierdziło, że u prezydenta sentyment do byłej partii władzy wciąż jest głęboki. Andrzej Duda wspierał tylko rząd PiS, bo to jest prezydent PiS. I ten wczorajszy odczyt napisany trochę przez Mastalerka, Kaczyńskiego, Macierewicza był tego ostatecznym dowodem. Gabinet Donalda Tuska był przed wszystkim krytykowany. w której uchwały próbuje się podnosić do rangi ustaw, co jest prawniczą i ustrojową herezją, co jest złamaniem konstytucji. Trzeba jednak pamiętać, żeby ustawa weszła w życie, musi zostać podpisana przez prezydenta. Andrzej Duda od czasu, kiedy rządzi Donald Tusk, zrobił to tylko 7 razy, podpisując przepisy o bonie energetycznym czy pomocy powodzianom. Zawetował 3 ustawy, w tym o pigułce dzień po, 19 ustaw skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Wśród nich ustawę o szpitalach onkologicznych. Prezydent zachowuje się jak sabotażysta, jak osoba, której zależy na tym, żeby w Polsce była jak najgorsza, a nie jak najlepsza sytuacja. Według PiS prezydent zachowuje się wzorowo, a wszystkiemu winien jest rząd. Rządzący wybrali drogę wojenną wobec prezydenta. Rządzący mówią, że to pan prezydent jest hamulcowym. W jaki sposób jest hamulcowym? Np. wysyła ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Nie ma prawa wysyłania ustaw do TK? Nie robił tego za rządów PiS. Pan prezydent ma prawo wysyłać ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Tyle tylko że z tego prawa podczas pierwszych 10 miesięcy rządu PiS prezydent nie skorzystał ani razu. Za rządów Donalda Tuska zrobił to 19 razy. W Trybunale wylądowały m.in. ustawy, które miały naprawić wymiar sprawiedliwości. W efekcie wciąż nie została uregulowana sytuacja neosędziów, czyli tych, za których nominacjami stała nieuznawana przez europejskie trybunały neo-KRS. Jeżeli zostanie wylosowany neosędzia, czyli osoba powołana w wadliwej procedurze, to natychmiast moi klienci czy strony procesowe mają wątpliwości, że wyrok wydany w ich sprawie, ich najważniejszej sprawie w życiu, może być podważany. A tak dzieje się często, także w sprawach spadkowych, rozwodowych czy rodzinnych. W Polsce jest około 3000 neosędziów. By ich nie przybywało, minister sprawiedliwości do czasu zmiany ustawy wstrzymał ogłaszanie nowych konkursów na stanowiska sędziowskie. Za tym jednak idzie wzrost liczby wakatów. Teraz to blisko pół tysiąca, przez co czas oczekiwania na niektóre rozprawy liczony jest w latach. Pan prezydent miał szansę odwrócić swoje złe decyzje i przywrócić praworządność w Polsce nie dla polityków, nie dla koalicji rządzącej, ale dla obywateli. Trudna kohabitacja odbija się też na sytuacji międzynarodowej. Andrzej Duda do tej pory podpisał tylko jeden z kilkudziesięciu wniosków o wymianę ambasadorów. Co by się musiało stać, żeby ta kohabitacja układała się lepiej? - Musiałby się zmienić premier. - A nie prezydent? Kadencja Andrzeja Dudy kończy się w sierpniu przyszłego roku. Wniosek o tymczasowy areszt dla Marcina Romanowskiego czeka na rozpatrzenie. Prokuratura mówi o poważnych zarzutach i wskazuje na uzasadnioną obawę matactwa. Obrońca posła PiS i byłego wiceministra sprawiedliwości też ma w planach kolejne kroki, a wśród nich pisma do marszałka Sejmu i przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w sprawie "rażących naruszeń" i nieuzasadnionych działań śledczych. Prokuratura nie poddaje się po tym, jak w wyniku zamieszania z immunitetem poseł Romanowski 3 miesiące temu wyszedł z aresztu. Śledczy ponownie wnioskuje o trzymiesięczny tymczasowy areszt. Powód dla nich oczywisty. Realna obawa matactwa procesowego, a więc bezprawnego wpływania na tok postępowania, oraz realna groźba wymierzenia surowej kary. Ten zarzut jest kompletnie bezpodstawny. Trzeba pamiętać, że na byłym wiceministrze odpowiedzialnym za Fundusz Sprawiedliwości ciążą poważne zarzuty, które ponownie Marcin Romanowski usłyszał we wtorek w prokuraturze. Śledczy zarzucają mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej, przekroczenie uprawnień czy przywłaszczenia powierzonego mienia. Łącznie 11 zarzutów, które obejmują kwotę ponad 112 mln zł. Marcinowi Romanowskiemu grozi nawet do 25 lat pozbawienia wolności. Mamy 4 miesiące, a pan Marcin Romanowski nie destabilizował toku postepowania, nie podejmował działań mających na celu utrudniania postepowania. Innego zdania jest prokuratura, która zgromadziła kilkaset tomów akt. A te miały powstać choćby na podstawie złożonych wyjaśnień Tomasza Mraza, byłego dyrektora Funduszu Sprawiedliwości. Widzieliśmy nagrania, gdzie pan Romanowski ustawiał konkursy, kiedy decydował jednoosobowo, gdzie mają pójść środki publiczne poza procedurą konkursową. Koniec końców będzie musiał się z tego wytłumaczyć. Choć sam Romanowski wielokrotnie już pokazał, jak traktuje niezależną prokuraturę. 7 października nie stawił się na przesłuchanie, bo wyjechał na Węgry. Panowie wyjeżdżają w różne destynacje. Niektórzy na Białoruś, niektórzy na Węgry. Jeszcze inni - do Ameryki Południowej. Testują wszystkie możliwości, które sprawią, że przed obliczem sądu staną nie za miesiąc, a za kilka lat. Cała sprawa ma silny kontekst polityczny i tak naprawdę wynika z zemsty Donalda Tuska wobec środowiska Suwerennej Polski. Nie ma co do tego wątpliwości. Jeżeli pan Romanowski nie złamał przepisów prawa, to może spać spokojnie. Jeżeli pan Romanowski zapozna się z nagraniami rozmów, w których uczestniczył, to będzie miał koszmary nocne. W sprawie afery z Funduszem Sprawiedliwości w areszcie przebywają już 3 osoby. Ksiądz egzorcysta z Fundacji Profeto i dwie urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości. Teraz wnioskiem prokuratury o areszt tymczasowy dla Marcina Romanowskiego zajmie się sąd, który tak naprawdę nie ma żadnego terminu na jego rozpatrzenie, ale prokuratura zaznacza, że dla dobra śledztwa decyzja powinna zostać podjęta jak najszybciej. Wołodymyr Zełenski z planem zwycięstwa w Brukseli. Ma gwarantować zakończenie wojny, ale bez gwarancji ze strony europejskich partnerów nie ma szans na powodzenie. Ukraina nie ma też czasu do stracenia, bo i Władimir Putin ma mocne wsparcie od Korei Północnej, Chin czy Iranu. Uśmiechy i uściski to jedno. Ale z tym szczytem prezydent Ukrainy wiąże dużo większe nadzieje. Ten plan nie zależy od woli Rosji, tylko od woli naszych partnerów. I to daje nam możliwość jego realizacji. Plan zwycięstwa Ukrainy: 5 punktów i 3 niejawne załączniki. Według Zełenskiego to gwarancja zakończenia wojny już w przyszłym roku. Wczoraj przedstawił go Radzie Najwyższej. Dziś przyjechał z nim do Brukseli i liczy, że sojusznicy przyjmą go w 3 miesiące. Putin otrzymuje pomoc od Korei Północnej w postaci pocisków, sprzętu, a nawet ludzi. Także z Iranu. Otrzymujemy też sygnały, że Chiny nadal aktywnie pomagają Rosji. Musimy się teraz wzmocnić. W pierwszym punkcie Zełenski zakłada szybkie wejście Ukrainy do NATO. W kolejnym jest mowa m.in. o zniesieniu przez partnerów ograniczeń co do użycia broni dalekiego zasięgu na terytorium Rosji. Mowa jest też o dostawach różnego rodzaju broni. Większość przywódców unijnych krajów pozytywnie wypowiada się o planie zwycięstwa. Witamy plan zwycięstwa. Otrzymaliśmy dobre wyjaśnienie tego planu. Z moimi kolegami z krajów nordyckich i bałtyckich jesteśmy za. NATO obiecuje Ukrainie tylko pieniądze. Szef Sojuszu zapewnił, że jego członkowie w przyszłym roku przekażą 40 mld euro na pomoc wojskową dla Ukrainy. Ale tonuje oczekiwania co do szybkiej akcesji. Pewnego dnia Ukraina zostanie członkiem NATO i będę bił brawo, gdy ten dzień nadejdzie. Podczas spotkania przywódcy zapowiedzieli zaostrzenie sankcji względem Moskwy, a prezydent Zełenski podpisał dwustronną umową z Grecją o bezpieczeństwie. Dzięki porozumieniu Grecy będą mogli brać udział w odbudowie Ukrainy. A tuż przed szczytem USA ogłosiły nowy pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 425 mln dolarów. Poszukiwany od ponad tygodnia 34-letni Bartłomiej B. zatrzymany na Podkarpaciu. Mężczyzna został aresztowany w związku z zarzutem podwójnego zabójstwa i uciekł z obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Wcześniej przyznał się do zabójstwa ojca i brata. Grozi mu dożywocie. Ukrywał się między Rzeszowem a Krosnem, w miejscowości Żarnowa. Został zatrzymany w pustostanie na poddaszu, był całkowicie zaskoczony i przebrany w inne ubranie. Posiadał przy sobie mapę Polski i - jak stwierdził sam - zmierzał przez Słowację na południe Europy. W akcję poszukiwania mężczyzny zaangażowanych było ok. 300 policjantów, śmigłowiec, drony i psy służbowe. Na drogach ustawiono posterunki kontrolne. W poszukiwaniach brali udział także funkcjonariusze służby więziennej. Zaraz po zatrzymaniu Bartłomiej B. przyznał się do winy. Jako powód swego zachowania wskazał konflikt z ojcem i bratem. Nawet 14 procent nieobsadzonych etatów. To wakaty w policji, ale problem jest uniwersalny. Związki zawodowe protestują, minister koordynator służb specjalnych odpowiada: od czerwca tendencja się poprawia. Jak zachęcić do służby? Karawan przed kancelarią premiera. I z trumną z napisem "polska policja". Happening zorganizowali policjanci z Solidarności. Powód: braki kadrowe. W służbie brakuje obecnie prawie 15 tys. funkcjonariuszy. To oznacza, że około 14 procent etatów jest nieobsadzonych. To tak, jakby w Polsce nie funkcjonowały 3 komendy wojewódzkie policji. Najgorsza sytuacja jest w Komendzie Stołecznej. Tu brakuje prawie 1/4 ludzi. Wysoki odsetek jest także na Dolnym Śląsku i w Łódzkiem. Wyjeżdżamy tylko na te interwencje, na które musimy, a nie zawsze jedziemy tam, gdzie powinniśmy być. Ma być lepiej - pociesza szef resortu. Od czerwca mamy dobrą tendencję, zwiększenie liczby chętnych do służby w policji i zmniejszenie się liczby odejść, więc ta liczba wakatów się systematycznie zmniejsza. Minister chce rozmawiać ze związkowcami m.in. o zachętach do służby, w tym o zachętach płacowych. Począwszy od podwyżek, które nastąpiły na początku roku, podejmujemy rozmaite działania po to, aby godziwe wynagrodzenie towarzyszyło pracy w policji i nad tym na pewno będziemy pracowali. Ale nie tylko tego oczekują policjanci. Postulatami zajmie się specjalny zespół rządowo-związkowy. Ma wziąć na tapet 4 grupy spraw do rozwiązania. Jedna to jest kwestia wzrostu uposażeń, drugą jest program modernizacji, trzecia - rozwiązań dotyczących świadczeń mieszkaniowych na wzór ministerstwa obrony narodowej i czwarta, aby służba zdrowia MSW wróciła do formacji. Policjanci chcieliby, aby podobnie jak na obronność, wydatki na policję powiązać z PKB. W innych służbach też są wakaty. W Straży Granicznej co 10 etat jest nieobsadzony. Tutaj na Podkarpaciu służba w Straży Granicznej cieszy się dużym zainteresowaniem, w tamtym roku do bieszczadzkiego oddziału spłynęło około 700 podań, a w tym roku do października 650. Nie każdy chętny jednak przechodzi przez rekrutacyjne sito. Lepiej niż w innych służbach, choć też nie idealnie, jest w straży pożarnej. Tu wakaty stanowią nieco ponad 4 procent. Na terenie garnizonu pomorskiego prawie 100 strażaków obecnie brakuje, ale chciałbym państwa tutaj uspokoić, stanowi to jedynie 6 procent stanu ogólnego, więc mogą czuć się państwo w pełni bezpieczni. Problem wakatów, zwłaszcza tak palący jak w policji, wymaga pilnego ugaszenia. Nie pojawił się w ciągu roku czy kilku ostatnich lat. Niedobory kadrowe są znane od dekad, teraz jednak ich skala powinna zapalić już nie ostrzegawczą, a czerwoną lampkę. Za zamkniętymi drzwiami Sądu Okręgowego w Szczecinie ruszył proces doktor Marii Kubisy. Ginekolożka jest oskarżana o pomocnictwo w przerywaniu ciąży. W styczniu ubiegłego roku do gabinetu lekarki weszli agenci CBA, zabierając ze sobą dokumentację medyczną kilku tysięcy pacjentek. Dla wielu z tych kobiet Maria Kubisa to przede wszystkim wspierająca je obrończyni praw człowieka. Ma tytuł "Obrończyni Praw Człowieka". Dziś doktor Maria Kubisa zasiada na ławie oskarżonych za pomoc kobietom w przerywaniu ciąży. Tylko uniewinnienie będzie dla nas wyrokiem satysfakcjonującym. Zdaniem prokuratury doktor Kubisa za pieniądze miała udostępnić środki wczesnoporonne 6 kobietom. Grożą za to 3 lata więzienia. Pomagam ludziom, bo ja nie uważam, że komukolwiek zrobiłam krzywdę. Podobnie uważają aktywistki kobiecych organizacji i pacjentki doktor Kubisy, które dały temu wyraz przed budynkiem sądu. Proces powinna mieć ziobrystyczna prokuratura, która sfabrykowała ten akt oskarżenia, a nie doktor Kubisa. Na razie trwa śledztwo w sprawie działań CBA. W styczniu zeszłego roku agenci weszli do prywatnego gabinetu ginekolożki. Postępowanie zostało wszczęte w związku z zawiadomieniem 22 pacjentek, których dane wrażliwe zostały zabezpieczone. Funkcjonariusze CBA zabrali wtedy dokumentację medyczną wszystkich jej pacjentek, chronioną tajemnicą lekarską. Jakby ktoś wszedł pod bieliznę i zaczął mi grzebać między nogami, tak się poczułam. Nie powinno tak być, ale zdarzyło się tak dlatego, bo nie są zmienione nadal przepisy. W lipcu posłowie podjęli taką próbę, jednak projekt w sprawie dekryminalizacji aborcji przepadł 3 głosami. Przeciw była Konfederacja, PiS i duża część PSL-u. Liczyłam, że może wreszcie kobiety odzyskają prawa, ale nie ma takiej woli. Niedługo po przegranym głosowaniu projekt złożono po raz drugi. Trwają rozmowy wewnątrz koalicji, aby tym razem uzyskać większość. Projekt jak najszybciej powinien zostać uchwalony ponad różnicami, które dzielą nas w koalicji 15 października. Gdzieś zabrakło wcześniej tych konsultacji i dzisiaj bym zagłosował inaczej. Posłowie prawicy pokazują nieprzejednane stanowisko. Jestem za tym, żeby prawo było restrykcyjne, rygorystyczne, bo taki dekalog wyznaję i takie wartości. Obecnie polskie prawo jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Dopuszcza aborcję. gdy zagrożone jest życie lub zdrowie kobiety oraz gdy ciąża jest następstwem czynu zabronionego. W innym wypadku za wykonanie lub pomoc w wykonaniu aborcji grozi więzienie. To ma swoje skutki. Lekarze bardziej bali się prokuratorów, niż oddawali hołd przysiędze Hipokratesa. Koledzy dzwonią do mnie i mówią: "Marysia, weź pomóż, bo tu jest taka sytuacja, a nikt się nie chce dotknąć". Czy jest szansa na zmianę? Okaże się w listopadzie. Wtedy ruszą sejmowe prace nad liberalizacją prawa aborcyjnego. "To może być bardzo fajne połączenie - wizja, podejście i ogromne doświadczenie" - to Iga Świątek o swoim nowym trenerze. Wim Fissette dołącza do teamu tuż przed WTA Finals, ale - jak podkreśla tenisistka - jej perspektywa na karierę jest długoterminowa, a 44-letni Belg z mocnym CV ma być w tym maratonie mocnym wsparciem. Choć na co dzień otacza się gwiazdami, to dziś rozbłysła jego gwiazda. Wim Fissette to jeden z najbardziej utytułowanych trenerów w świecie kobiecego tenisa. Pod swoje skrzydła bierze 6. już w swojej historii liderkę rankingu WTA. To może być bardzo fajne połączenie i trener, który pozwoli mi się rozwinąć na kolejne lata, dlatego jestem bardzo podekscytowana i cieszę się, że właściwie szybko podjęłam tą decyzję i mogę zacząć w pewnym sensie nowy rozdział. To właśnie on był architektem największych sukcesów Angelique Kerber czy Naomi Osaki. Przede wszystkim jednak posiada doświadczenie w długich tygodniach turniejów wielkoszlemowych. On prowadził zawodniczki, które osiągały sukcesy we wszystkich turniejach wielkoszlemowych, a tego właśnie brakowało Idze Świątek. W sumie przez 15 lat prowadził 10 zawodniczek. Jak zaznacza była tenisistka Paula Kania-Choduń, w tenisie na końcu zawodnik jest sam na korcie i to on podejmuje decyzje, ale wsparcie w postaci trenera jest kluczowe. Cała ta praca dookoła jest robiona przez trenera. On obserwuje zawodniczki, on analizuje, statystyki robi. Trzy wygrane edycje Rolanda Garrosa, zwycięstwo w US Open i 15 triumfów w turniejach WTA zapewniły jej szczyt. To wszystko Idze udało się zdobyć pod okiem Tomasza Wiktorowskiego. Łącznie w karierze na pierwszym miejscu utrzymuje się od ponad 120 tygodni. Ale już wiadomo, że w listopadzie straci pozycję na rzecz Białorusinki Aryny Sabalenki. W zeszłym roku po US Open Iga straciła fotel liderki na rzecz Aryny Sabalenki, ale bardzo szybko na niego wróciła po WTA Finals. Teraz szansa pojawi się w przyszłym miesiącu na WTA Finals w Rijadzie. Nie oczekiwałbym nie wiadomo jakich sukcesów od razu, w pierwszych tygodniach współpracy, ale myślę że będziemy widzieli już jakieś zmiany może w Australian Open, może trochę później. W tenisie takie parę tygodni to jest takie minimum, gdzie zawodnicy zaczynają się zgrywać z trenerem. Iga wielokrotnie zaznaczała, że jej kariera to dla niej maraton, a nie sprint. Nowy trener mówi, że cieszy się na tę współpracę i liczy na to, że oboje będą się doskonalić i dążyć do spełniania sportowych marzeń. W 19.30 to już wszystko. Za chwilę Marek Czyż zaprosi Państwa na "Pytanie dnia". Jego gościem będzie wicemarszałek sejmu Piotr Zgorzelski. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia.