Rozłam czy ustawka? Mateusz Morawiecki mówi, że nie chce wychodzić z PiS. Krótki tranzyt. Iran otworzył, a potem zamknął cieśninę Ormuz i winą obarcza USA. Kryptooszustwa. Kilkanaście tysięcy śledztw w sprawie przekrętów kryptowalutowych. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Sprzeczne ze statutem. Dla tych, którzy się zaangażują, nie będzie miejsc na listach PiS. I pojawiające się głosy o rozłamie w partii, konflikcie czy wewnętrznych walkach. Powołanie stowarzyszenia przez Mateusza Morawieckiego wywołało polityczną burzę. Coraz częściej wybijają się także opinie o tym, że zawirowania w partii to sprytny plan i strategia wobec spadającego poparcia. Dla jednych: Typowa ustawka, typowa ustawka. Dla innych preludium przed rozłamem. Niewątpliwie jest to początek procesu wydalania Morawieckiego. Tempo akcji w PiS dziś nieco słabnie. To Mateusz Morawiecki w Toruniu, z tej sceny nie padło ani jedno słowo o stowarzyszeniu, za to był wielki szyld PiS. To Kędzierzyn Koźle i Przemysław Czarnek. Z taka oceną rządów Mateusza Morawieckiego: To były najlepsze czasy dla Polski od niepamiętnych czasów, ja nawet śmiem twierdzić, że od Kazimierza Wielkiego. Dziś można by pomyśleć, że w PiS pełna zgoda, gdyby nie to, co wydarzyło się pod koniec tygodnia. Nie ma zgody na tworzenie tego typu podmiotów. Czyli na to, co zrobił Mateusz Morawiecki, powołując stowarzyszenie Rozwój Plus, do którego przystąpiło 38 polityków PiS. Mówię to jasno, że dla ludzi, którzy by się w to angażowali, miejsc na naszych listach nie będzie. Ale dziś ludzie byłego premiera i on sam przekonywali, że nic takiego nie padło. Absolutnie niczego się nie boję, będziemy realizować nasz plan w ramach PiS. Bo według niego chodzi o komunikacyjne turbulencje, które z prezesem PiS ma wyjaśniać w poniedziałek. Jest pewna kompromisowa propozycja naszego kierownictwa utworzenia Rady Eksperckiej. Reżyserem tego całego spektaklu jest nikt inny jak Jarosław Kaczyński, on jest całym mózgiem operacji, ale wygląda, jakby się spierali. To wszystko pic na wodę fotomontaż, żeby pokazać, że oni idą w kierunku centrum. Od kilku miesięcy PiS idzie mocno w prawo. I ścigając się na radykalizm z tym politykiem, gra w antyunijnej orkiestrze. Niemcy chcą nam zabrać państwo. I ten najnowszy sondaż CBOSu, gdzie PiS ma rekordowo niskie, 18-procentowe poparcie, pokazuje, że to może być kurs na mieliznę. Część elektoratu po prostu nie mieści się w tej formule i do tych ludzi będzie mówił Morawiecki. Co zresztą wprost przyznaje dziś jego frakcja. Celem Stowarzyszenia jest pozyskiwanie nowych wyborców i pozyskiwanie nowego wsparcia dla PiS, poszerzanie bazy. Ale także, co podkreślają rządzący, budowanie wewnątrzpartyjnej pozycji. Bo Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek walczą o władzę w PiS-ie. Mateusz Morawiecki moim zdaniem jednak gra o to, żeby przejąć schedę po Kaczyńskim, natomiast jeśli mu się nie uda, nie będzie miał innego wyjścia, jak wyjść z PiS-u. To nadal jest ten sam Morawiecki, który odpowiada za najwyższą w historii inflację, który odpowiada za aferę maseczkową, za zablokowanie olbrzymich środków unijnych. Jak donosi Onet, Mateusz Morawiecki niebawem może mieć postawione zarzuty związane z wyprowadzeniem kilkuset milionów złotych z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Według rządzących to też może być powód dystansowania się PiS od byłego premiera. Powołanie do najnowszej inicjatywy prezydenta, czyli Rady Nowych Mediów, osób budzących kontrowersje, a w śród nich youtubera Pawła Swinarskiego, rodzi wiele pytań o kryteria doboru autorytetów mających doradzać głowie państwa. O radzie "ruskiej narracji" mówi rzecznik rządu. A sam Karol Nawrocki powoływane przez siebie rady nazywa "strefą odsłuchu społecznego". To Rosji zależy na zohydzaniu UE. Obsrana jest ta Unia Europejska, wyciera sobie mordę demokracją. To Rosji zależy na rozbiciu jedności Europy wobec Ukrainy. Jest niemało argumentów, które świadczyć mają o tym, że to ukraińska prowokacja, której celem jest wciągnięcie nas do wojny. I w końcu to Rosji zależy na tworzeniu chaosu informacyjnego. Te bęcwały z Brukseli chcą nam zaimportować miliony, jak nie dziesiątki milionów hindusów do Europy. Teraz ten, który wielokrotnie rosyjską narrację powtarzał. Został powołany przez prezydenta do Rady Nowych Mediów. Zełenski pluje nam w twarz po raz kolejny. Rady, która ma być prezydenckim odsłuchem. Rady zgodnie z moją filozofią rad są strefą odsłuchu społecznego, wszystkich środowisk. Rada powołana przez prezydenta może być śmiało nazywana "radą ruskich mediów". Kwitują rządzący. A ten prezydencki minister dwoi się i troi, by jakoś usprawiedliwić obecność Swiniarskiego w radzie. Rady gromadzą różne osoby z różnych stron, a to, co zostanie wypracowane... Ale to jest proruska strona, panie ministrze. Liderzy różnych środowisk zasiadają w radach i albo ich głos będzie wzięty pod uwagę, albo nie. Miejmy nadzieję, że nie. Polskie wojsko przed tym człowiekiem ostrzegało już ponad dwa lata temu. Ochrony przed wrogimi działaniami w naszych umysłach. Rok później po ataku rosyjskich dronów na Polskę Swinarski wciąż szerzył rosyjską dezinformację. Jest to bardzo niebezpieczne. Mówią jednym głosem minister obrony i - co warto podkreślić - szef prezydenckiego BBN-u. Wpisał się w tę dezinformację prorosyjską. Ale Karol Nawrocki do błędu się nie przyznaje i próbuje rozpraszać odpowiedzialność. To pewna autorska kreacja ministra, który odpowiada za tę radę. Prezydent nie zrzuci z siebie odpowiedzialności, bo to on podpisał akt powołania Swinarskiego do rady. A wręczał jego minister znany z takich wypowiedzi. Ja wszystkich zachęcam do tego, żeby odwiedzać Białoruś. I zawsze mówimy, że my i Białorusini nie damy się podzielić. Pan Andruszkiewicz przez jeden z węgierskich think-tanków był wskazywany jako jeden z tych polityków, którzy wzmacniają rosyjską narrację w Europie. Dramat. Rządzący podnoszą jeszcze jeden wątek - znów rosyjski. Prezydent 20 dni przed wyborami na Węgrzech pojechał na Węgry i spotkał się z Viktorem Orbanem, europejskim przyjacielem Putina. Prezydent Nawrocki dał się wmanewrować w bardzo niebezpieczną grę, w której wiele powiązań prowadzi do Rosji. Karol Nawrocki próbuje teraz przekonywać, że to nie było poparcie. Te implikacje, że ja wsparłem w jakiś wyraźny sposób Orbana, dla mnie są dalekie od logiki. Co robił prezydent na Węgrzech 20 dni przed wyborami? Mówi pan o Dniu Przyjaźni Polsko-Węgierskiej? Mówię chyba o wsparciu Viktora Orbana. A ja mówię o Dniu Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Nie z nami te numery - odpowiadają rządzący. Prezydent na Węgrzech wspierał putinowskiego pupilka Orbana. Ale ani jego wsparcie, ani wsparcie Władimira Putina Viktorowi Orbanowi nie pomogło. Przegrał. To jest 19.30 w sobotę. A wśród dzisiejszych tematów jeszcze... Sejm za ustawą umożliwiającą odstraszanie dzikich zwierząt. Czy to rozwiązanie będzie skuteczne? To pokaże praktyka. Są osobniki, które utraciły bojaźń przed człowiekiem. Ma to poprawić sytuację? To czemu nie. Tranzyt przez cieśninę Ormuz miał być odblokowany. Niestety swobodny przepływ tankowców trwał krótko. Bardzo krótko. Irańskie władze ogłosiły powrót do stanu poprzedniego pod ścisłą kontrolą armii. Ta "kontrola" poskutkowała już atakiem na tankowce próbujące pokonać cieśninę. Irańczycy ponowne otwarcie tej drogi morskiej warunkują zniesieniem blokady ich portów przez USA. To reakcja nowojorskiej giełdy na tę wiadomość: Przepływ przez cieśninę Ormuz dla wszystkich statków handlowych zostaje uznany za całkowicie otwarty na pozostały okres zawieszenia broni. Rynki odpowiedziały natychmiast: ceny ropy spadły o 10%. A przez Ormuz, jak podała agencja Reutera, przepłynął konwój złożony z kilku tankowców. Kolejne szykowały się do wpłynięcia do cieśniny. Dzisiaj wszystko kręci się wokół dobrych wiadomości z Bliskiego Wschodu. Ale dobre wiadomości szybko się skończyły. Bo choć Donald Trump Iranowi podziękował, to jednocześnie zapowiedział: Blokada morska w odniesieniu do Iranu pozostanie w pełnej mocy, dopóki nasza transakcja z Iranem nie zostanie w stu procentach zakończona. Czyli do momentu podpisania porozumienia pokojowego na amerykańskich warunkach. Co, jak twierdził Donald Trump, jest coraz bliższe. Mam całkiem dobre wieści. Wygląda na to, że na Bliskim Wschodzie wszystko idzie bardzo dobrze. Iran studzi emocje. Strona amerykańska dużo pisze w mediach społecznościowych, dużo mówi. Czasami błędnie. Z godnie z warunkami Waszyngtonu Teheran musi nie tylko zakończyć wzbogacanie uranu, ale także pozbyć się jego zapasów. Na przykład przekazując je USA. A tego zrobić nie zamierza. Nigdy nie przedstawialiśmy jako opcji przekazania wzbogaconego uranu USA. Donald Trump w mediach społecznościowych pisał też o cieśninie. Iran już nigdy jej nie zamknie - zapewniał. Mylił się. W sobotnie przedpołudnie irańskie władze ogłosiły, że sytuacja wraca do stanu poprzedniego. Ta strategiczna cieśnina znajduje się pod ścisłym zarządem i kontrolą sił zbrojnych Iranu. Sytuacja pozostanie bez zmian, dopóki USA nie zniosą ograniczeń dotyczących pełnej swobody przepływu statków. Chodzi o przepływ jednostek płynących do i z Iranu. Ich blokowanie Teheran uznał za naruszenie warunków zawieszenia broni. Chwilę po tym komunikacie pojawił się kolejny, tym razem ze strony brytyjskiej agencji morskiej. 20 mil morskich od Omanu do tankowca zbliżyły się dwa irańskie okręty i ostrzelały go. Władze w Teheranie podkreślają, że nadzór nad jednostkami znajdującymi się w cieśninie ma obejmować zbieranie szczegółowych informacji o statkach, wydawanie certyfikatów tranzytowych oraz pobieranie opłat za przepływ. Blokada cieśniny Ormuz i gwałtowny wzrost cen ropy na świecie przyniósł także ten skutek. USA zdecydowały o przedłużeniu, na kolejne 30 dni, zawieszenia sankcji na rosyjską ropę załadowaną na tankowce morskie. Rosja zarabia więc dodatkowe miliardy dolarów. Ale jej potencjał jest ograniczany przez Ukrainę, która broniąc się, zadaje bolesne ciosy. Estońscy marynarze z niepokojem obserwują jak na Bałtyku u bram Rosji rośnie korek tankowców. Należą do rosyjskiej "floty cieni" i czekają na załadowanie rosyjskiej ropy. Do ich ochrony Moskwa wysłała nawet marynarkę wojenną. Rosja oświadczyła, że eksport produktów naftowych i gazowych jest jej interesem narodowym, a ten będzie chroniony wszelkimi środkami, także militarnym, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ryzyko bezpośredniego starcia militarnego z Rosją stało się tak wysokie, że Estonia zrezygnowała z siłowych prób zatrzymywania jednostek objętych sankcjami. Ale część została z nich właśnie zwolniona. Waszyngton zezwolił na sprzedaż przez miesiąc rosyjskiej ropy naftowej i produktów ropopochodnych, które zostały już załadowane na statki. Dlaczego - nie wiadomo. Dwa dni wcześniej sekretarz skarbu zapowiadał, że żadnych kolejnych ulg dla nafciarzy Putina nie będzie. Nie będziemy odnawiać generalnego zezwolenia na sprzedaż ropy naftowej z Rosji. Wcześniej chodziło o ropę, która była na wodzie przed 11 marca i ta została już zużyta. W ten sposób USA po raz kolejny zwiększyły dochody Rosji. Bo chodzi o sprzedaż ponad stu milionów baryłek ropy naftowej o wartości około 10 miliardów dolarów. Dzięki wojnie Ameryki z Iranem znacząco skoczyła też cena rosyjskiej ropy Urals - z nieco ponad 40 do ponad 100 dolarów za baryłkę. Zareagowała Ukraina. Dziś uderzyła w olbrzymią rafinerię i terminal naftowy w Tuapse. I to po raz drugi - to zdjęcia satelitarne sprzed dwóch dni. Płonie także rafineria w Nowokujbyszewsku. Wcześniej Kijów zaatakował terminal naftowy w Noworosyjsku - największy nad Morzem Czarnym. Ale najboleśniejsze były ataki na bałtyckie porty Ust-Ługa i Primorsk, które odpowiadają za niemal połowę rosyjskiego eksportu produktów naftowych. Musimy zachować odporność i siłę Ukrainy, by Rosja nie miała pokusy sądzić, że rosnące ceny ropy i globalna niestabilność mogą jej jakoś pomóc w wojnie. Seria ostatnich uderzeń kosztowała Kreml niemal dwa miliardy dolarów. Nawet 30 tysięcy osób może być w Polsce pokrzywdzonych w sprawie giełdy Zondacrypto. Mówił o tym premier Donald Tusk po tym, gdy Sejm ponownie nie zdołał odrzucić prezydenckiego weta do ustawy o rynku kryptowalut. Rusza śledztwo w tej sprawie. A kolejne zawiadomienia oszukanych trafiają do prokuratury. O tym, czy są szansę na odzyskanie pieniędzy. Kryzys Zondacrypto trwa. Zdaniem prokuratury straty klientów największej polskiej giełdy kryptowalut mogą sięgnąć ponad 35 milionów złotych. Poszkodowanych może być 30 tysięcy osób. Najpierw dziesiątki osób, potem setki osób, a teraz nie jesteśmy w stanie policzyć - tak podsumowuje liczbę zwracających się do niego poszkodowanych mecenas Nogacki, który pomaga klientom Zondacrypto. Prezes największej polskiej giełdy kryptowalut co prawda przekonuje, że pieniądze klientów są bezpieczne. Niczego nie ukradłem, niczego nie przywłaszczyłem, nie wyprowadziłem z firmy. I będę teraz robił wszystko, żeby znaleźć rozwiązanie, żeby zaspokoić wszystkie żądania względem klientów. Ale jego klienci w to wątpią. Jak Igor, który klientem Zondy był od kilku lat, od tygodnia nie ma dostępu do zdeponowanego w niej pół bitcoina, czyli ponad stu tysięcy złotych. Liczyłem na to, że albo jakieś wiarygodne tłumaczenie pojawi się ze strony giełdy, albo jakieś szybkie rozwiązanie tego kryzysu. Klienci, którzy nie mogą się tego doczekać, grupują się w internecie i razem szukają pomocy u prawników. A ci radzą: przede wszystkim trzeba zabezpieczyć dowody. Dokonać zrzutu ekranu, zabezpieczyć korespondencję z działem obsługi Zondacrypto, zebrać potwierdzenia wpłat i tym podobne. Ale nawet ministerstwo sprawiedliwości przyznaje, że bez lepszego prawa odzyskać środki będzie trudno. Jeżeli ktoś jest oszustem i to oszustwo planuje, to zazwyczaj środki ma wyprowadzone za granicę, pochowane. W ostatnich 6 latach śledczy prowadzili ponad 16 tys. spraw, w których za pokrzywdzonych uznano aż 57 tysięcy klientów. Straty związane z przestępstwami w branży krypto szacuje się na ponad dwa miliardy złotych. Od krypto, ostrzegają eksperci, zwykli klienci powinni się trzymać z daleka. To nie jest coś na start. To nie jest coś, w co, jeżeli nie mam doświadczeń inwestycyjnych, powinienem wrzucić swój majątek. Tym bardziej, że klienci takich giełd jak Zondacrypto nie mogą liczyć na systemową pomoc. Taką jak chociażby działający od ponad 30 lat Bankowy Fundusz Gwarancyjny zabezpieczający klientów banków do kwoty stu tysięcy euro. Rośnie liczba deportacji z Polski. Zobowiązania do powrotu wydane przez Straż Graniczną obowiązują głównie tych cudzoziemców, którzy są w u nas nielegalnie, naruszają porządek publiczny lub nie mają ważnych dokumentów. W ostatnich dniach wydalono z Polski lekceważących polskie prawo obywateli Ukrainy. Takich przypadków jest więcej. Tych 4 Ukraińców Straż Graniczna odstawiła do granicy i przekazała ukraińskim służbom. Za jazdę po alkoholu i kradzieże. Trzech z nich odbywało kary pozbawienia wolności za przestępstwa popełnione w Polsce. W ostatnich tygodniach Straż Graniczna deportowała też 15 obywateli Gruzji. W ubiegłym roku wydalono z Polski ponad 9000 osób. W tym roku już 5200. Rośnie też liczba odmów wjazdu do Polski. W 2025 roku odmówiono wjazdu 900 cudzoziemcom. Dla porównania w bieżącym roku jest ich już 6800. Kamery TVP towarzyszyły dziś funkcjonariuszom strzegącym granic w całej Polsce. Pieszo, na nartach i konno. Na quadach i poduszkowcach. To zielona granica z Federacją Rosyjską. Granica Polski, ale też Unii i NATO. Granica lądowa i wodna. I to tu sprawdzają się poduszkowce. Mogą poruszać się zarówno na wodzie, na lądzie, na sitowisku, i, to co pokazała nam tegoroczna zima, po lodzie. To wymagający teren. Trudny teren, pagórkowaty, tak że tutaj nie dojadą samochody osobowe, tylko sprawdzają się właśnie quady. A w górach narty. Na zachodzie i południu obowiązuje swobodny przepływ ludzi przez wewnętrzne unijne granice, co nie oznacza, że nie działa tam Straż Graniczna. Na co dzień zajmujemy się kontrolą legalności pobytu cudzoziemców. W warunkach zimowych najlepszym rozwiązaniem są narty skitourowe. W Bieszczadach spotykamy patrole jedyne w swoim rodzaju - konne. W służbie jest 8 takich wierzchowców. Ale tu też ogromne znaczenie ma sprzęt. To wieże obserwacyjne, drony, śmigłowce, bariera, która jest ogromnym wsparciem, ale także zwierzęta. Ze względu na presję migracyjną Polska tymczasowo przywróciła kontrole na granicy z Litwą i Niemcami. Przede wszystkim ujawniamy nielegalna migrację. Zajmujemy się również innymi przestępstwami typu: kradzione pojazdy, przewożenie środków odurzających przez granicę. Lotniska, tu krakowskie Balice, to też przejścia graniczne. Wykorzystujemy specjalistyczny sprzęt minersko-pirotechniczny. Tutaj mamy robota IBISa, który podejmuje w tej chwili bagaż. Nawet największe poświęcenie ludzi nie dałoby efektów bez odpowiedniego sprzętu. Istniejąca już od 35 lat Straż graniczna mogłaby liczyć na więcej, gdyby pod ustawą o unijnym SAFE podpisał się prezydent. W czasie, gdy niemal codziennie słyszymy o dzikach, które penetrują tereny w miastach, warto zwrócić uwagę na uchwaloną wczoraj zmianę. Umożliwia ona myśliwym odstraszanie niedźwiedzi i żubrów. Bo te coraz częściej pojawiają się w pobliżu zabudowań, szukając pożywienia. Broń gładkolufowa z gumowymi kulami to narzędzia, których w myśl znowelizowanej ustawy będą mogli używać myśliwi. Zamknięta brama dla tych niecodziennych gości nie jest żadnym problemem. Ta niedźwiedzia rodzina odwiedziła jedno z gospodarstw w gminie Solina w Bieszczadach. Ponieważ nikt nie przyjął ich nawet małym poczęstunkiem, wybrali się na dalsze poszukiwania czegoś na ząb. Takie odwiedziny to coraz częściej nie przypadek, a zwyczaj, i to niebezpieczny. Dlatego problemem zajęli się posłowie. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o ochronie przyrody. Nowe prawo pozwoli myśliwym strzelać gumowymi kulami do żubrów i niedźwiedzi po to, by skutecznie przepłoszyć te zwierzęta z ludzkich osad. Decyzja posłów wzbudza mieszane uczucia. W ogóle wobec zwierząt jestem przeciwko stosowaniu agresji. Jeżeli to ma tylko pomóc rolnikom, a nie zaszkodzi tak do końca żubrom, to czemu nie. Każde takie działanie, jak zakładają nowe przepisy, musi odbywać się za wiedzą i zgodą regionalnego dyrektora ochrony środowiska. Prawo do przepłaszania zwierząt mają tylko osoby z uprawnieniami myśliwskimi i w tym celu mogą używać tylko specjalistycznej broni. To jest bolesne, ale nie super dotkliwe przepłaszanie, czyli strzelanie kulami gumowymi. To jest taki rój kulek kauczukowych, taka wiązka, która wystrzeliwana jest z dubeltówki. Zwierzęta zapamiętują, że w danym miejscu spotkała je jakaś przykrość, tak samo jak zapamiętują miejsca, gdzie udało im się zdobyć pokarm. Ekolodzy z dystansem podchodzą do nowych przepisów i przypominają, że w tej kwestii powinniśmy stawiać przede wszystkim na prewencyjne działania. Bardzo ważne jest, żeby nie zanęcać niedźwiedzi i nie zachęcać do tego, by z lasu przychodziły do miasta czy do wsi i w sposób łatwy znajdowały pokarm. Czasem wystarczy, że zabezpieczymy domowe odpady i nie będziemy dokarmiać dzikich zwierząt. To może uchronić nas przed bliskimi spotkaniami z tymi pięknymi i majestatycznymi, ale kierującymi się przede wszystkim instynktem zwierzętami. Nieodpowiedzialna zabawa młodych ludzi na parkingu w Kościanie przerwana przez policję. To, co robili, mogło się skończyć bardzo groźnie. Przed miejscowym marketem urządzili sobie rajd, siedząc na drzwiach pojazdów. Skończyło się mandatem, ale od tragedii było o włos. Ta zabawa młodych ludzi w Kościanie w Wielkopolsce szybko wpadła w oko mundurowych. Policjanci zobaczyli pasażerów siedzących na otwartych drzwiach w dwóch samochodach, które krążyły w kółko. Za kierownicą i w niecodziennej dla pasażera pozycji 19-latkowie. Posypały się mandaty, a na konta kierowców trafiło 17 punktów karnych. Kara za głupotę mogła być jednak wyższa. Gdyby było awaryjne hamowanie, bo kierowca by się czegoś przestraszył, to by można zobaczyć, jak osoba wylatuje do przodu albo na boki. To już efekt zakładu, którego stawką był napój energetyzujący. Z pewnością najdroższy, jaki pił ten 24-latek, bo za takie wyczyny grozi mu 30 tys. złotych grzywny. W dobie social mediów wystarczy opublikować coś, co spodoba się społeczeństwu i faktycznie szybko możemy być osobą rozpoznawalną lub znaną z jakiegoś incydentu. Ta 19-latka driftowała po ulicach Legnicy dzień po zaostrzeniu przepisów dotyczących celowej utraty przyczepności. Musiała pożegnać się z prawem jazdy na trzy miesiące. Tylko fachowcy potrafią prowadzić samochód w poślizgu, jeśli ktoś robi taką rzecz i nie do końca sobie z tego zdaje sprawę, to na pewno to się źle skończy. Szalone pomysły przychodzą do głowy nie tylko samochodowym nowicjuszom. 30-latkowie urządzili sobie w Szczecinie kulig z deskorolką. Ten 50-letni kierowca, by uatrakcyjnić podróż nastolatkom, wprowadzał autobus w poślizg. To nie jest gra komputerowa, my tam nie mamy iluś żyć, że możemy zresetować i dostaniemy nowe życie, nowe zdrowie. Młodzi kierowcy, którzy w okresie próbnym przekroczą 12 punktów karnych, muszą odbyć dodatkowe szkolenie. Zdaniem ekspertów taki kurs na torze powinien być obowiązkowy dla każdego. Samochody są nowoczesne, mają masę systemów, ale my często wiemy więcej o swoim telefonie niż o samochodzie. Bo tor to jedyne miejsce, gdzie brawura za kółkiem to nie powód do wstydu. Piękny wiek. Cały wiek. Sto lat kończy Polskie Radio! Pobudza wyobraźnię, buduje emocje. Towarzyszy nam w domu, pracy czy w podróży. Zaledwie kilka przecznic od studia "19.30", przy Alei Niepodległości w siedzibie Polskiego Radia, trwa dziś codzienna praca. Codzienna, choć ten dzień jest absolutnie wyjątkowy. Potwierdzi to z pewnością radiowiec Karol Surówka. Stulecie obchodzi się tylko raz. Musimy zaprosić gości. Zapraszamy państwa do bardzo wyjątkowego miejsca, czyli naszego studia emisyjnego. Stąd nadajemy programy, które znają pokolenia. Programy takie jak "Sygnały dnia". Stąd emitujemy dźwięki, które wszyscy rozpoznają. Takie jak "Polka dziadek" na początku Lata z Radiem. Tworzymy też nowe programy. Nagrywamy też podcasty w studiach wokół. Takie jak Heweliusz. Równo sto lat temu tuż po 17:00 23-letnia spikerka, Janina Sztompkówna, rozpoczęła historię Polskiego Radia. Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fala 480 - te słowa poprzedziły pierwszą audycję, w której zaprezentowano muzykę Chopina. Na ul. Kredytowej na drugim piętrze był pokój, który pokryto kotarami, tworząc radiowe studio. Wtedy w radiu niemal wszystko było inne, ale najważniejszy był spiker. Musiał umieć zapełnić ciszę. A sto lat temu wszystko było nadawane na żywo. Co spowodowało, że w czasie tej pierwszej audycji śpiewaczka operowa chrypiała do mikrofonu, bo nie każdy głos do mikrofonu się nadawał. Nagrania radiowe zaczęły się w latach 30. Dziś zapisane jest tu sto lat polskiej historii - mówi szef archiwum Polskiego Radia. Część zasobów jest na płytach, część jest na taśmach, a współcześnie tworzymy w plikach cyfrowych. Radio jest medium najważniejszym - przekonuje Wojciech Mann, który swoją z nim przygodę rozpoczął 60 lat temu. Radio i jego charakterystyczny sposób docierania, ta właśnie możliwość dawania ludziom otwarcia swoich pomysłów na to, co widzą. To wszystko funkcjonuje w sposób szczególny. Nie jest taki dosłowny, jak telewizja, przepraszam bardzo państwa, czy internet. "Wiek radia" to spektakl, który transmitowano dziś w Studiu Koncertowym. Twórcy skorzystali z najcenniejszych archiwalnych nagrań. To nie są tylko Cyrankiewicz, Gomułka, Wałęsa czy Piłsudski, ale też Kennedy i wiele innych światowych postaci. Opowiadamy historię świata przez pryzmat Polskiego Radia. A na scenie gwiazdy: Krystyna Prońko, Ania Rusowicz czy Natalia Kukulska, która zdradza, że jest fanem radiowej Jedynki. Jedynki, ponieważ wydaje mi się, że zmieniła się na dobre. Jest bardzo otwarta, ma bardzo różną muzykę. Zaskakuje mnie czasami swoimi wyborami. Radio ma przyszłość i przetrwa jeszcze kolejne sto lat - przekonują jego twórcy. Myślę, że znajdzie nową formułę, ale wciąż będzie tym samym medium. Medium, które towarzyszy ludziom. Polskie Radio ma stuletnie DNA, ale cyfrowe serce. To cyfrowe serce pcha nas wszędzie tam, gdzie są nasi odbiorcy. Odbiorcy, których są miliony i którzy nie bez radia żyć nie mogą. Młodsza siostra Radia, Telewizja Polska, życzy dalszej owocnej współpracy dla dobra słuchaczy i widzów. Teraz kończymy. U Justyny Dobrosz-Oracz w Pytaniu Dnia Magdalena Bentkowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Do zobaczenia.