Zasady sojuszu. Polska oczekuje od sojuszników przewidywalności i szacunku - podkreśla premier. Wydatki biurowe. Rozliczamy wydatki na biura posłów uciekinierów. Sprzątanie po Orbanie. Nowy premier Węgier odkrywa kolejne nieprawidłowości poprzednika. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Początek tygodnia na gorącej linii Warszawa - Waszyngton oznacza kolejne rozmowy, które mają wyjaśnić zaskakującą decyzję kluczowych sojuszników. To, co wiadomo na pewno, to że Amerykanie wstrzymali rotację wojsk do Polski, to, czego nie wiadomo, to kto i kiedy zastąpi żołnierzy, którzy u nas stacjonują. "Polska zawsze będzie oczekiwała od sojuszników tego samego, co sama wobec nich prezentuje - szacunku i przewidywalności" - to premier o współpracy polsko-amerykańskiej. Opozycja zarzuca rządzącym brak informacji. Ta umowa ma szczególne znaczenie. Nie tylko dlatego, że dzięki niej zakłady w Dęblinie jako jedyne w Europie i jedne z trzech na świecie będą serwisować silniki takich amerykańskich czołgów Abrams. To nie tylko dowód dobrych relacji polsko-amerykańskich, ale także zwiększenie obronności Polski. Umowa została podpisana trzy dni po tym, jak Pentagon przyznał, że wstrzymuje rotacyjną obecność w Polsce 4000 żołnierzy brygady pancernej. Ta decyzja była zaskoczeniem po obu stronach oceanu. Czy Polska została powiadomiona przez sekretarza? Nie wiemy dobrze. Już znam odpowiedź, ponieważ dzwonili do mnie wczoraj. Nie wiedzieli. Byli zaskoczeni. To jedni z naszych najlepszych sojuszników i nie mieli pojęcia. Wierzę, że wszystkie niedomówienia, bardziej szum medialny, zostaną w najbliższych dniach wyjaśnione. Przekonywał dziś szef MON. Stąd zaplanowana na ten tydzień seria spotkań. Do Waszyngtonu leci dwóch wiceministrów. Do brukselskiej siedziby NATO - szef sztabu generalnego. W Warszawie minister obrony narodowej będzie rozmawiać się z Danem Cainem, najwyższym rangą wojskowym USA. Stanowisko rządu polskiego jest jasne. Rozumiemy, że dochodzi do reorganizacji pobytu wojsk amerykańskich w Europie, ale ta reorganizacja nie może się odbywać kosztem największego sojusznika USA w Europie. Polska zawsze będzie oczekiwała od sojuszników tego samego, co sama wobec nich prezentuje - szacunku i przewidywalności. Tyle rząd. Pałac Prezydencki, choć zapewnia, że rząd może liczyć na pana prezydenta, to narazie konkretnych działań nie podjął. I podobnie jak politycy PiS... Donald Tusk robi wszystko, żeby ten okręt zatopić. ...skupił się na krytyce rządu. MON, mam takie przekonanie, przez ostatnie miesiące nie zawsze zbyt aktywnie uczestniczyło w tej dyskusji, tego też efektem było pewne zaskoczenie. Rządzący w odpowiedzi pytają o skutki aktywności prezydenta, który dwa tygodnie temu połączył się telefonicznie z Donaldem Trumpem. O czym rozmawiał pan prezydent Karol Nawrocki z Donaldem Trumpem, nigdy się nie dowiemy, ale, jak widać, nie były to sprawy ważne, a jeżeli nawet rozmawiał o sprawach ważnych, to nic nie osiągnął. Szef dyplomacji przypomina, że to Karol Nawrocki miał być gwarantem dobrych relacji z obecnym prezydentem USA. Pałac Prezydencki zabiegał o to, żeby szczególnie wykorzystywać tą bliskość ideologiczną i stosunki osobiste prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem Donaldem Trumpem. Liczymy na skuteczną interwencję pana prezydenta w tej sprawie. Na razie jest polityczna ofensywa prawicy. Paweł Szefernaker pisze o polityce strachu. Jarosław Kaczyński o proniemieckiej polityce. Czyli znowu: nie wychylajmy się, nie walczmy o swoje. Otoczenie prezydenta i PiS się zachowują jak takie hieny, które żerują na polskim interesie narodowym. Premier dziś apelował o jedność. Niech nikt nie ulegnie pokusie, żeby kwestie bezpieczeństwa Polski wystawiać na szwank w związku z jakimś doraźnym interesem politycznym. I przypomniał, że bezpieczeństwo do tej pory było wyłączone z politycznego sporu. Głównodowodzący amerykańskiej armii w środę w Warszawie będzie rozmawiał z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Z kolei w Waszyngtonie polscy wiceministrowie obrony będą próbowali odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie się wydarzyło. Z jakim skutkiem? To pytanie do Marcina Antosiewicza, który jest w Waszyngtonie. Polska delegacja przede wszystkim będzie chciała się dowiedzieć, kiedy i na podstawie jakich kryteriów dojdzie do wznowienia amerykańskiej rotacji w Polsce. W Pentagonie nieoficjalnie słyszę, że decyzja ma charakter czasowy, że Amerykanie zostają w Polsce, że nigdy przecież nie było ustalonej stałej liczby żołnierzy, więc teraz dojdzie do jej redukcji, a może za jakiś czas do jej zwiększenia. Kongres mamy po swojej stronie, ale on nie ma znaczenia w Ameryce Trumpa. I nie możemy tego brać osobiście. Bo wojna z Iranem czy wojna celna z prawie całym światem są prowadzone bez pytania o zgodę Kongresu, choć konstytucja widzi dla niego rolę partnerską w amerykańskiej władzy wykonawczej. Sytuacja bezpieczeństwa na globie nie może być taka zła, bo dziś sekretarz wojny, szef Pentagonu Pete Hegseth jedzie do stanu Kentucky, by w jednym z okręgów wyborczych wesprzeć w prawyborach kandydatów, który staje naprzeciwko obecnego kongresmena z Partii Republikańskiej, Thomasa Messiego. To ten, który doprowadził do odtajnienia części akt ze sprawy Epsteina. Prezydent atakuje Messiego od miesięcy, chce się go pozbyć z Kongresu. Oto czym żyje polityczny Waszyngton. Oglądają państwo "19.30" w poniedziałek. Za chwilę u nas: Masło za bezcen. To jest niemożliwe, żeby taka niska cena była. Nie wyobrażam sobie, żeby jakiś producent wyprodukował kostkę masła za złotówkę. Gigantyczna promocja, na której cierpią małe sklepy. Cała wojna toczy się o ilość sprzedawanych produktów. My nie jesteśmy w stanie w ogóle konkurować z tymi cenami. Polska praworządność na arenie międzynarodowej - to temat z długą historią i ważnym pytaniem, czym jest donoszenie na Polskę i czy donosić nie wypada co do zasady, czy nie wypada politycznym przeciwnikom. Krytycznie o polskim sądownictwie w ostatnim czasie mówił i prezydent w Bukareszcie, i były minister sprawiedliwości w Stanach Zjednoczonych. I to zaledwie kilka przykładów, które gdyby prawica rządziła, nazywała donoszeniem na własny kraj. Przedstawiłem takie "11 points of Czarnek". To jeszcze nie tak dawno politycy PiS-u nazywaliby wprost donoszeniem na Polskę. Przemysław Czarnek dziś rano na konferencji postanowił pochwalić się swoją podróżą do USA. Pogwałca się praworządność w Polsce. Gdzie przekonywał amerykańskich słuchaczy, że sytuacja w Polsce wygląda bardzo źle. W 11 punktach Amerykanom przedstawiłem i całemu społeczeństwu światowemu, które się zgromadziło wówczas w Ameryce, 11 punktów braku praworządności. To jest, jak się okazuje, ich konkretny program polityczny - kablowanie na Polskę. Bo przykładów złych podszeptów ze strony PiS-u nie brakuje. Już 7 dni po utracie władzy podczas oficjalnej wizyty w Polsce wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Elżbieta Witek z PiS-u zatrzymała w sejmowym korytarzu Verę Jourovą i alarmowała, że w Polsce dochodzi do niszczenia demokracji. Tego w Polsce jeszcze nie było po 1989 roku. O Polsce źle albo bardzo źle mówi też wiceprezes PiS-u. Aktualnie uciekający przed wymiarem sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro prosto z USA nadaje. To nie jest państwo praworządne, to nie jest państwo demokratyczne. To PiS w opozycji. A to PiS u władzy. Ulica i zagranica. Chcielibyśmy, żeby pani komisarz miała właściwą wiedzę, co się dzisiaj w Polsce wydarzyło. Europosłowie z Polski atakują swoją ojczyznę. To jest niebywałe po prostu. Tusk nie uznał rozporządzeń prezydenta i zarządził porwanie posłów z Pałacu Prezydenckiego. Nie ma nic gorszego niż donosić na własną ojczyznę za granicą. Żyjemy już od roku pod totalitarnymi rządami Tuska. W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. To jest jakby w genach niektórych ludzi. Tego najgorszego sortu. To teraz prezydent Karol Nawrocki, który na międzynarodowej konferencji w Rumunii pytany o ucieczkę Zbigniewa Ziobry do USA, stanął po stronie wiceprezesa PiS-u i powiedział: Nie mógł się spodziewać uczciwego procesu w Polsce. Te słowa Karol Nawrocki wypowiedział w obecności Marka Ruttego - szefa NATO. To znaczy, że stara się przekonać szefa NATO czy niektóre kręgi w polityce amerykańskiej, że Polska jest niewiarygodnym partnerem. To może do takiego kraju nie można wysyłać wojsk amerykańskich? Nawrocki w obecności liderów innych krajów na szczycie w Bukareszcie obrzuca błotem własne państwo. Coraz gorzej z nimi. Komentuje w sieci premier. A politycy PiS-u biorą w obronę prezydenta. Za granicą o Polsce można dobrze albo wcale? Mark Rutte już się tyle napatrzył na szkalowanie Polski przez Donalda Tuska i jego towarzysze wcześniej. Nie opozycja wydawała orzeczenia w imieniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i ETPC. To te instytucje wskazywały, że rządy PiS łamią praworządność w Polsce. Mówią rządzący. Żyjemy w czasach niebezpiecznych. Dziś trwa dyplomatyczna gra o nasze bezpieczeństwo. A każde słowo wyjątkowo dużo waży, szczególnie z ust prezydenta. Polityka międzynarodowa i dotycząca bezpieczeństwa powinna być spójna. A w momencie, kiedy oni dla Ziobry rozgrywają polityczne interesy i uderzają w Polskę, rację stanu i bezpieczeństwo w relacjach z USA, to trzeba się zastanowić, po czyjej oni są stronie. Czy oni są po stronie Polski? Dobro Polski jest na językach. Pytanie, czy równie często w działaniach. 25 tysięcy miesięcznie, co rocznie daje 300 tys. zł - to kwota, jaką posłowie dostają na funkcjonowanie biura. A co w sytuacji, gdy parlamentarzysta od miesięcy przebywa za granicą i na powrót się nie zanosi? W takiej sytuacji są Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski. W biurze tłumaczą, że praca wre, ale wyborcy pytają, gdzie są posłowie, bo to na nich głosowali w wyborach i im chcieliby powiedzieć o swoich problemach. Biuro poselskie Zbigniewa Ziobry w Rzeszowie. Piętro w remoncie, więc dotąd oddzielne biura poselskie Marcina Warchoła, Daniela Obajtka i Krzysztofa Sobolewskiego są teraz w jednym pokoju. Przyjmowanie petentów odbywa się rotacyjnie Jak tłumaczy Krzysztof Sobolewski, biuro posła Ziobry działa - raz do dwóch razy w tygodniu przychodzi asystentka na dwie godziny. Była i dziś - pracuje od miesiąca, ma stały kontakt ze Zbigniewem Ziobro. Mamy kontakt mailowy, pan poseł zapoznaje się z tymi sprawami na bieżąco, te sprawy są realizowane. O to, jakie to sprawy, pytamy dyrektora biura, Mateusz Chmielarski jest w Warszawie, w Rzeszowie bywa. Wyborcy wciąż się zgłaszają - twierdzi. Jest wiele kwestii, w których trzeba pomóc. Kwestiami bardzo różnymi, przebiegu dróg, funkcjonowanie samorządu, wszystkimi sprawami się zajmujemy i ślemy pisma do odpowiednich instytucji, żeby móc zaradzić. W biurze pracuje tylko on i asystentka - nie wie, ilu pracowników Ziobro miał w zeszłym roku, a wiadomo, że zarobili ponad 186 tysięcy. Dużo jak na fakt, że poseł złożył w tej kadencji dwie interpelacje - najmniej aktywni składają ich kilka rocznie. Należałoby przeanalizować, czy te środki z kancelarii Sejmu powinny być przekazywane na biuro poselskie, jeśli ono chyba nie działa. Biuro poselskie ma służyć wyborcom do kontaktu z posłem - na Ziobrę głosowało ponad 74 tysiące osób. Jak ma im służyć, jeśli go nie ma w Polsce? Kancelaria Sejmu ma związane ręce ustawą o mandacie posła. Obowiązuje ona posła do otworzenia oraz prowadzenia biura poselskiego, a Sejm do pokrywania kosztów. Długotrwałe przybywanie za granicą nie zmienia tutaj sytuacji. Biuro musi działać, a Sejm powinien je finansować. Na funkcjonowanie biura każdy z posłów dostaje 25 tysięcy miesięcznie, co daje 300 tysięcy rocznie. Zbigniew Ziobro w zeszłym roku wydał ponad 377 tysięcy złotych, a jego kolega Marcin Romanowski, którego w ogóle nie było w Polsce przez cały rok, prawie 290 tysięcy. Razem politycy kosztowali budżet ponad 650 tysięcy złotych tylko w zeszłym roku. Ich tu nie ma. Nie ma ich na komisjach. Nie ma na sali głosowań. Nie podnoszą rąk w sprawach ważnych dla Polski. Oni udają, że pracują. A tak naprawdę pobierają pieniądze za tą pracę i oszukują podatników. Więc apel: oddajcie tą kasę. Posłanka z PiS-u nie widzi w tym nic dziwnego. Skoro kancelaria nadal płaci. Skoro nie wstrzymała tych pieniędzy, to znaczy, że to finansuje, ale to nie znaczy, że to jest wydane. Zbigniew Ziobro wydał. Nawet znacznie więcej, bo dodatkowo prawie 100 tysięcy, które zostały z roku poprzedniego. Ja uważam, że PiS, które broni go do ostatniej kropli krwi, powinni oddać te pieniądze. Dziś do końca nie wiadomo, czy Zbigniew Ziobro nadal jest posłem zawodowym, bo jeśli pracuje w prawicowej stacji jako komentator, to przestaje być posłem zawodowym. Zostanie mu zabrane ostatnie 1300 złotych z pensji. Ale biuro to co innego. Worki pełne zniszczonych dokumentów i materiały kampanijne Fideszu. W siedzibie węgierskiego ministerstwa budownictwa i transportu sprzątanie po rządach Viktora Orbana odsłania ciekawe odkrycia. I prawdopodobnie kolejne kwestie do zbadania dla Państwowego Urzędu Kontroli, który przed zapowiadaną wielką zmianą nad Dunajem ma wielkie porządki do przeprowadzenia. Ukryte w piwnicy węgierskiego ministerstwa budownictwa i transportu stosy worków pełne zniszczonych dokumentów i materiałów propagandowych Fideszu. Poprzednicy nie zdążyli ich wywieźć. To, co tutaj widzimy, może wskazywać na kilka przestępstw, m.in. nielegalne finansowanie partii. Złożymy zawiadomienie do prokuratury. Premier Peter Magyar publicznie rozlicza swojego poprzednika i jego ekipę. Od tygodnia w mediach społecznościowych publikuje takie filmy obnażające niegospodarność rządów Viktora Orbana. Myślę, że obejrzeli za dużo hollywoodzkich filmów - "Wielkiego Gatsby'ego" czy "Wilka z Wall Street". Tylko na tę siedzibę MSW wydali miliard złotych, w samym środku pandemii COVID-19. Na luksus wykorzystywali też środki unijne. Nie wiadomo, co jeszcze przed Węgrami ukrył lider Fideszu i jego rząd. No proszę, co my tu mamy. Zupełnie nową niszczarkę do dokumentów. A mówiliście, że nie dochodzi tu do niszczenia dokumentów. Jeden z filmów Magyara został obejrzany 8 milionów razy w ciągu zaledwie jednego dnia. To więcej niż liczy cała populacja Węgier. Pod nagraniem znaczące komentarze. Blisko parlamentu i symbolicznie przy ulicy Konstytucji będzie mieściła się teraz kancelaria Petera Magyara. Nowy premier przeniósł ją z siedziby na Wzgórzu Zamkowym, które przez ostatnie lata kojarzono z władzą Viktora Orbana. W środku m.in. wypożyczone z Muzeum Narodowego obrazy wielkich węgierskich malarzy. I wielki globus z wielkimi Węgrami. Magyar pokazał też miejsce, gdzie zapadały najważniejsze decyzje, czyniące z Węgier najbiedniejszy i najbardziej skorumpowany kraj w Unii. A tutaj zrobiono te ikoniczne zdjęcia poprzedniego premiera przyjmującego państwowych gości. To ostatnie z nich. Aby rozpocząć nowy rozdział, Magyar musi najpierw odwiedzić Polskę. Polska jest regionalną potęgą w Europie Środkowej. Poza tym Fidesz i PiS były często opisywane jako bliźniacze partie, więc zwycięstwo Magyara ma też symboliczne znaczenie, także dla Donalda Tuska. Peter Magyar wizytę w Polsce zacznie jutro od Krakowa. Zarzuty spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym to wstępna kwalifikacja śledczych po śmierci 13-latka w warmińsko-mazurskiej gminie Barciany. Dla ustalenia szczegółowego przebiegu dramatycznej w skutkach kłótni kluczowa będzie przeprowadzona dziś sekcja zwłok chłopca. Nieoficjalnie grupa nastolatków miała zaczepić dorosłych mężczyzn, którzy później mieli agresywnie odpowiedzieć. Jeszcze kilka dni temu Mikołaj razem ze znajomymi uczył się w tej szkole. Odwołano zaplanowany apel, panuje tu cisza. To był spokojny chłopak, miał trudne życie, bo od 1. klasy nie miał mamy, tylko ojciec go wychowywał tak naprawdę, to musiał sobie radzić w życiu sam. Mikołaj chodził do 7. klasy. Szkoła żegna swojego ucznia. Na korytarzu przygotowano miejsce pamięci - ostatnie słowa od kolegów, których już nigdy nie usłyszy. Tragiczna śmierć nastolatka wstrząsnęła lokalną społecznością. W jego intencji odprawiono msze. Mikołaj był spokojnym chłopakiem, uśmiechniętym, znał się z prawie każdym tutaj z wioski. 13-latek zginął w sobotni wieczór nad jeziorem Arklickim na Mazurach. Ciało dziecka odnaleziono na bagnach. Nieoficjalnie, zwrócone twarzą do wody. Tego się nie da opisać. Ja jestem po prostu w szoku jeszcze. Zatrzymano 4 mężczyzn w wieku od 30 do 43 lat. To trzej bracia i ich szwagier. Najmłodszy miał promil alkoholu w organizmie, reszta była trzeźwa. Wstępne ustalenia mówią o akcie zemsty - wcześniej miało dojść do awantury. Tu nie ma żadnego usprawiedliwienia, w relacji dorosły-dziecko zawsze musi mieć kontrolę dorosły. Prokuratura nie ma wątpliwości - zgon nastąpił przy udziale osób trzecich. Zatrzymanym postawiono pierwsze zarzuty - spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to nawet dożywocie. Kwalifikacja jednak może się zmienić. Mikołaj był w towarzystwie kolegi, który uciekł i powiadomił służby. Według jego relacji nastolatków zagoniono na mokradła. Na ciele ofiary były ślady pobicia. Drugą noc nie mogę spać. 47 lat tu mieszkam i nie było czegoś takiego. Władze gminy apelują o niewyciąganie pochopnych wniosków i uszanowanie tragedii rodziny 13-letniego Mikołaja. Promocyjne ceny masła w popularnych dyskontach pod lupą Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jeśli za kostkę płacimy mniej niż złotówkę, to warto sprawdzić, czy to cena, która nie jest poniżej kosztów zakupów. Bo to oznaczałoby uderzenie w konkurencję. Klient z niższego rachunku jest zadowolony, ale mniejsze lokalne biznesy w takim starciu nie mają szans. To kostka niezgody. A konkretnie cena tej kostki poniżej złotówki. Za złotówkę bym nie kupiła, bo to jest podejrzane, ja bym pomyślała, że to jest zwrócone może do producenta czy gdzieś i przedatowane. Nic z tych rzeczy. To cena masła w promocji w dwóch największych sieciach handlowych. Dokładnie 88 groszy. Wykorzystywanie kostki do swoich celów, do czego masło absolutnie nie jest przeznaczone. Spółdzielnia "Społem" chce, by Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdził, czy taka walka na ceny jest fair play. Masło czy produkty inne tego typu, podstawowe, kupują wszyscy i wtedy bardzo łatwo przyciągnąć klientów permanentną promocją, a inni mogą tylko zgrzytać zębami. Dla sieci handlowych to czysty zysk. Chodzi o to, żeby klient, który przyjdzie zwabiony bardzo niską cenę jednego produktu, włożył do koszyka więcej innych produktów, bo będzie czuł, że tu na tym zaoszczędził, a zatem na innych może sobie pozwolić. Ta wojna cenowa osłabia mniejsze sklepy. Nas już zostało niewiele, 20% około, tego typu praktyki spowodują, że wkrótce nas nie będzie. Sklepikarzy, nie tylko tych ze "Społem", niepokoją pomysły dyskontów na przyciągnięcie klientów. Oni mają inne rozliczenia, inaczej to u nich wychodzi, w ten sposób przyciągają klientów. My nie jesteśmy w stanie w ogóle przyciągać takimi cenami. My jednak musimy swoje marże narzucać. Powinny być kontrole, bo to jest nierówna konkurencja. Wojna cenowa martwi też przetwórców mleka. To absolutnie nie odzwierciedla kosztów produkcji, to po pierwsze, po drugie wśród klientów wykształca pogląd, że to są realne ceny produkcji tych produktów. Od sieci handlowych komentarza nie uzyskaliśmy. A od tego, co zrobi UOKiK, może zależeć, czy podobne akcje promocyjne będą szły jak po maśle. To sceny jak z filmu akcji i robiłyby wrażenie, gdyby nie wydarzyły się naprawdę. Amerykańskie myśliwce zderzyły się w powietrzu w trakcie pokazów lotniczych w stanie Idaho. Zdjęcia z wypadku mrożą krew w żyłach, ale wszyscy członkowie załóg zdołali się katapultować. Trwa ustalanie przyczyn zdarzenia. To miał być rutynowy lot, jakich wykonują setki. Dwa wojskowe samoloty walki elektronicznej EA-18G Growler, czyli zaawansowana wersja myśliwca Super Hornet, zderzyły się w powietrzu podczas wykonywania akrobacji. Nagrania z mediów społecznościowych pokazują dramatyczny przebieg wypadku. Widzowie air show w Idaho uchwycili na nagraniach dwa lecące blisko siebie odrzutowce, nagle samoloty wydają się nakładać na siebie, po czym tracą stabilność i zaczynają spadać w spirali. Prawdopodobnie był to błąd jednego z pilotów. Pilot numer dwa, tak zwany wingman, zakrył kadłubem samolotu swego prowadzącego i w sposób niekontrolowany zderzył się z nim. Wszyscy 4 piloci zdołali się katapultować. Mogą mówić o dużym szczęściu, nie tylko dlatego, że im się to udało mimo trudnej pozycji samolotów, ale dlatego, że nie doszło do wybuchu w trakcie zderzenia. Krótko po wypadku baza Mountain Home Air Force Base została zamknięta. Według organizatorów oraz wojska nikt z widzów nie odniósł obrażeń. Służby rozpoczęły badanie przyczyn katastrofy. "Przejdą lata i wieki przeminą, pozostaną ślady dawnych dni" - brzmią słowa legendarnej pieśni o Czerwonych Makach na Monte Cassino, która powstała w noc poprzedzającą zwycięską bitwę. Właśnie mijają od niej 82 lata. Po miesiącach wyczerpujących walk polscy żołnierze pod dowództwem generała Andersa zdobyli ruiny klasztoru Benedyktynów. O niezwykłej historii i tych, którzy ją tworzyli. Był jednym z najmłodszych. Podczas bitwy miał 19 lat. Było nas pod Monte Cassino 50 tys., zostałem tylko ja. Mam 101 lat, ale jadę do nich. Do końca życia będę jeździł, dopóki będę mógł. Tak mówił, wyjeżdżając z Gdańska do Monte Cassino. Dziś Władysław Dąbrowski był w miejscu, które 82 lata temu stało się symbolem polskiej waleczności. Największa lądowa bitwa w Europie - tak pisali o niej brytyjscy historycy. Jej celem było przełamanie Linii Gustawa - niemieckich umocnień, które blokowały aliantom drogę na Rzym. Kluczowego klasztoru benedyktynów nie udało się zdobyć Amerykanom, Brytyjczykom. Ostatecznie udało się II Korpusowi generała Andersa. Szturmowanie pod górę w tym terenie. Przekonali się o tym i Amerykanie, i Nowozelandczycy, że jest to niemożliwe, a jednak nam się udało. Teraz przyjechali tu potomkowie bohaterów. Ojciec Ugo Rosenberga przed wojną w Wadowicach grał w piłkę z Karolem Wojtyłą. A potem uciekał ze Związku Sowieckiego, by walczyć u generała Andersa. Mój tata zawsze był dumny, że należał do tej armii - walczyli w niej katolicy, ortodoksi, żydzi, protestanci, muzułmanie. Byli razem dla wolności i dla Polski. Bitwę wspominano także w Polsce. W Lublinie pod pomnikiem bohaterów Monte Cassino zabrzmiał hejnał mariacki - ten sam, którego żołnierze Andersa słuchali po zdobyciu klasztoru. Szacunek dla tej ziemi, to jest krew, przesiąkła ziemia krwią naszych żołnierzy. Tam na każdym centymetrze widać ślady. Na tym cmentarzu spoczywa ponad tysiąc żołnierzy. Także ich dowódca generał Anders. Władysław Dąbrowski jest przekonany, że pamięć o nich nie zginie. Oni nie żyją, wykonali zadanie, ja jeszcze żyję, ale moim obowiązkiem jest przyjeżdżać, spotkać się z nimi, zmówić za nich paciorek. A po nim, jak mówi, pamiętać będą młodzi, którzy coraz liczniej tu przyjeżdżają. Ostatni taniec w domu - to Robert Lewandowski o pożegnalnym meczu na Camp Nou. I to, że w Barcelonie czuł się jak u siebie, było wczoraj widać i czuć. Duma Katalonii pożegnała Polaka jak na mistrza przystało, a mistrz obiecał, że to klub, o którym nie zapomni. O pożegnaniu legendy. Chyba każdy piłkarz chciałby być tak żegnany przez swój klub i kibiców. Dla Roberta Lewandowskiego był to wieczór niemal idealny. Choć obrońcy Realu Betis bronili tak, jakby od tego meczu zależało mistrzostwo świata. Polak gola nie strzelił, ale kilka razy był naprawdę blisko. A Camp Nou reagowało niemal na każdy jego kontakt z piłką. Atmosfera. To, jak stadion go wspierał i dopingował. Widać było, że bardzo chciał zdobyć gola. Nie udało się, ale był blisko. Wiesz co? Bez komentarza. Nie mogę powstrzymać łez. Tak, już dziś bardzo dużo płakałem. On jest legendą. Lewy to już legenda Barcelony. Ale ten wieczór nie był tylko meczem piłkarskim. W drodze na stadion słychać było dziesiątki języków z całego świata. Jedno nazwisko powtarzało się jednak wszędzie - "Lewandowski". Barcelona ma Polakowi za co dziękować. Zostawia ją na samym szczycie. Wyjątkowe było też coś jeszcze. Camp Nou tego wieczoru chwilami brzmiało bardziej po polsku niż po katalońsku. Szok i niedowierzanie. Barcelona jest dzisiaj polskim miastem, można powiedzieć. To było królewskie pożegnanie. I chyba takiego piłkarza już nie będziemy mieli. Nasz rodak jest tak traktowany przez kibiców innego klubu. To jest coś niesamowitego. I chyba właśnie wtedy było widać najlepiej, kim naprawdę stał się tutaj Lewandowski. Nie tylko skutecznym napastnikiem. Ale piłkarzem, który połączył Barcelonę z Polską mocniej niż ktokolwiek wcześniej. Już za chwilę Justyna Dobrosz-Oracz zaprosi państwa na Pytanie Dnia. Dziś członek KRS, sędzia Bartłomiej Starosta, i pytanie, czy w Radzie właśnie kończy się pewna epoka. ciekawego wieczoru, do zobaczenia.