Ukraina ogłasza ekshumacje na Wołyniu i otwarcie archiwów, a premier Donald Tusk zapowiada dialog z Kijowem. Naprawiaj, nie wyrzucaj. Unia wprowadza nowe przepisy. Chełm kolejnym przystankiem na naszej wakacyjnej trasie. Jest 19:30. Anna Kowalska. Cieszę się, że są Państwo z nami. Dziś sobota, a to oznacza specjalne wydanie naszego programu. Jesteśmy w Warszawie i w Chełmie - w ramach wakacyjnej trasy Polskiego Radia i TVP, a także akcji Polska na Tak TVP Info. Na miejscu jest Monika Sawka. Dobry wieczór, Chełm. Dobry wieczór, Aniu. Dobry wieczór Państwu. To moje rodzinne miasto. Znam je jak własną kieszeń i chętnie podzielę się z Państwem - w drugiej części "19:30" - wiedzą o tym wyjątkowym miejscu na mapie Polski, które słynie z kredowych wzgórz i tajemniczych podziemi. Już teraz zapraszam. Do Chełma za chwilę wrócimy, ale zaczynamy od ważnej deklaracji w sprawie Wołynia. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że Ukraina otworzy archiwa dotyczące rzezi wołyńskiej. Obiecał też nowe pozwolenia na poszukiwania i ekshumacje, a na to czekały tysiące polskich rodzin. Czy ten ruch Kijowa daje szansę na naprawę nadszarpniętych polsko-ukraińskich relacji? Puźniki, Ostrówki, Wola Ostrowiecka, Huta Pieniacka - to miejsca, gdzie już trwają ekshumacje ofiar rzezi wołyńskiej. A będzie zgoda na kolejne, co właśnie ogłosił prezydent Ukrainy. Wołodymyr Zełenski podziękował też Polsce za wsparcie po rosyjskiej agresji. Mam nadzieję, że zostanie rzeczywiście wszystko odtajnione i będzie tak przekazane, że będziemy mogli powiedzieć, że prawda zwyciężyła, a nie że zrobiony zostanie znowu z tego jakiś układ oręża, który np. będzie mówił, że to Polacy coś robili. Bo ja ufam, ale chcę sprawdzać. Z satysfakcją i nadzieją przyjmuję słowa i decyzje Wołodymyra Zełenskiego To może być nowe otwarcie na linii Warszawa - Kijów po kryzysie wywołanym nadaniem ukraińskiej jednostce nazwy bohaterów UPA, zgrzycie z odbieraniem i oddawaniem orderów i w efekcie eskalacją nastrojów politycznych i społecznych po obu stronach. Ekshumacje to będzie prawdziwy sprawdzian dobrej woli i otwarcia ze strony ukraińskiej. Dobry sygnał, ale czekamy na efekty - tak ukraińską zapowiedź dość zgodnie komentują politycy od lewa do prawa. W polskim interesie narodowym są jak najlepsze relacje polsko-ukraińskie, bo my mamy wspólnego wroga, ale te relacje zaczęły być psute przez przywódcę państwa ukraińskiego, przez Wołodymyra Zełenskiego. Traktuję to jako krok w dobrą stronę, ale to nie znaczy, że Polska zmieni zdanie. Nie ma negocjacji, jeśli chodzi o kwestię wołyńską. I to Kijów jasno usłyszał w Brukseli. Parlament Europejski potępił gloryfikację UPA, dając Ukrainie do zrozumienia, że nie są to unijne wartości. Wnioskowała o to Europejska Partia Ludowa, do której należą KO i PSL. W UE nie można gloryfikować zbrodniarzy. Tego samego dnia w czasie szczytu NATO w Ankarze z Wołodymyrem Zełenskim rozmawiał Karol Nawrocki. Potwierdziłem nasze stanowisko w kwestii UPA. Do zapowiedzi Kijowa ostrożnie podchodzą historycy, którzy mieli utrudniony dostęp do ukraińskich archiwów. Strona polska posiada co najmniej kilkaset miejsc, w których doszło do mordów. Natomiast nie znamy dokładnej lokalizacji. Więc te poszukiwania, nawet jeśli zostaną wydane zgody, będą niezwykle żmudne. Na ekshumację czekają potomkowie ofiar rzezi wołyńskiej. W poniedziałek rodziny 8 z nich odnalezionych w Puźnikach odebrały noty potwierdzające tożsamość ich bliskich. Wśród nich była ciocia Tadeusza Szafrańskiego. Ulga i jeszcze raz ulga. Nie widzę powodu do tego, żeby brać odwet, przekazywać swoim dzieciom czy młodszemu pokoleniu ten odwet. Nie tędy droga. Chcą móc wreszcie godnie pochować przodków. Przywrócić imię i nazwisko ofiarom wrzuconym do bezimiennych dołów śmierci. Za tę polityczną kłótnię najwyższą cenę płacą zwykli ludzie. Liczba ataków na Ukraińców w Polsce rośnie. I jak wynika z opublikowanego sondażu, po raz pierwszy od początku wojny większość Polaków nie chce już przyjmować uchodźców. To nie tylko skaza na wizerunku Polski jako najbardziej gościnnego kraju świata. To też bardzo zła wiadomość dla naszej gospodarki. U mnie jest strach, nawet do pracy chodzić i w sklepie nie gadam w swoim języku. To mama 15-latka, który został zaatakowany w autobusie w Płocku. Tylko dlatego, że mówił po ukraińsku. Pan ok. 40 lat uderzył mnie i wypchał nas z autobusu. Podobnych aktów agresji przybywa wraz z nasileniem takiej narracji po prawej stronie sceny politycznej. Naród musi otworzyć oczy. Odesłać wszystkich Ukraińców na Ukrainę. Pytamy więc pracodawców, co realizacja haseł prawicy oznaczałby w praktyce. Katastrofa gospodarcza, absolutnie. Myślę, że ludzie sobie nie uświadamiają, jaki to byłby problem. Przyznaje dyrektor krakowskiego hotelu, w którym pracownicy z Ukrainy zajmują się sprzątaniem, gastronomią i recepcją. Zazwyczaj wykonują te prace, których Polacy nie bardzo chcą, bo zbyt nisko płatna w stosunku do płac, zbyt wymagająca. Według szacunków w turystyce Ukraińcy stanowią kilkanaście procent zatrudnionych. Są bardzo dobrze przygotowani, bardzo dobrze przeszkoleni. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy ktoś mówi nagle: dziękujemy Ukraińcom. Przyznaje wiceminister sportu i turystyki. Branża transportowa... Szacujemy, że brakuje około 100 tys. kierowców. ...pomysły prawicy ocenia podobnie. Dla całej gospodarki byłoby dużym ciosem. Spowodowałoby to brak nawet dostaw lub wykonywanych przewozów w międzynarodowym transporcie drogowym. Bo obecnie w polskich firmach transportowych pracuje ok. 80 tys. kierowców z Ukrainy. To 1/4 wszystkich zatrudnionych w tej branży. Ich wyjazd byłby odczuwalny dla wszystkich. Wzrosłyby ceny, czyli my wszyscy płacilibyśmy znacznie więcej za bardzo wiele usług i towarów. Według danych GUS w Polsce pracuje i płaci podatki oraz składki blisko 800 tys. Ukraińców. To około 5% wszystkich zatrudnionych. Podatki i składki, które wpływają do polskiego budżetu, do ubezpieczeń społecznych z tytułu obecności tutaj i pracy Ukraińców to 15,1 mld zł. Dla porównania: wypłaty 800+, z których korzystają, to niespełna 3 mld. A to oznacza, że inwektywy, które usłyszała 11-letnia Ukrainka z Bielsko-Białej, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Są kłamstwem powtarzanym m.in. po tym... Obcy naród na polskim utrzymaniu. ...polityku prawicy. Dane resortu pracy, GUS, Banku Gospodarstwa Krajowego i niezależnych instytutów mówią wprost. Na każdą złotówkę, która do Ukraińców trafia w ramach świadczeń społecznych, przypada ponad 5 zł, które wpłacają oni do polskiego budżetu. To rachunek ekonomiczny, który rozmija się z polityczną kalkulacją prawicy. W Kijowie trzeci dzień masowych protestów przeciwko nagłemu odwołaniu ministra obrony. Według Prezydenta Ukrainy ten ruch był konieczny, by zażegnać konflikt w rządzie, ale według obywateli Fedorow na wojnie z Rosją spisywał się wzorowo. Te protesty śledzi nasz ukraiński korespondent Piotr Kaszuwara. Z dnia na dzień na ulicach coraz więcej ludzi. Czy władze reagują? Protesty najwyraźniej przyniosły pierwszy efekt, bo Wołodymyr Zełenski spotkał się z dowódcami największych jednostek, a ukraińskie media informują, że rozważa zmianę na stanowisku głównodowodzącego. Determinacja, by tu być, jest wśród Ukraińców. Domagają się przywrócenia popularnego ministra obrony, który zapoczątkował i wdrożył rozwój dronów oraz nowych technologii na polu boju. Piotr Kaszuwara z Kijowa. Dziękujemy. A to jest "19:30" w sobotę. Dziś w programie jeszcze m.in... Wielkie odliczanie do wielkiego finału. To będzie supermecz. Czyli starcie gwiazd z historią w tle. To niemowlę to Lamine Yamal. Krzyknąłem: "Co?". A dziś stajemy naprzeciwko siebie na mistrzostwach. Nie ma większego wydarzenia niż finał mistrzostw świata. To koniec rozejmu - mówią już wprost Irańczycy po kolejnej nocy zmasowanych amerykańskich ataków. I ostrzegają: USA czeka pełnoskalowa wojna. Waszyngton od tygodnia nieustannie i z coraz większą siłą ostrzeliwuje Iran. W wyniku tych ataków zginęło już 50 osób, 500 zostało rannych. Eskalacja na Bliskim Wschodzie oznacza też podwyżki cen paliw. Kto umrze następny? Tak brzmi napis w centrum Teheranu. Tak irańska propaganda wykorzystała nagłą śmierć - z powodu choroby serca - - republikańskiego senatora Lindseya Grahama, który otwarcie popierał wojnę z Iranem. Kogo reżim chciałby wyeliminować, dosadnie pokazują nie tylko te banery. Ale też takie plakaty z groźbami przyniesione na modlitwę. Wszyscy członkowie terrorystycznej armii USA, zwłaszcza ci obecni w regionie, podlegają temu samemu wyrokowi. Nie będą już mieli pokoju. Dlatego MSZ odradza podróże na Bliski Wschód. To powody. Syreny alarmowe zawyły w Kuwejcie. Irańskie wojsko w ciągu zaledwie 12 godzin przeprowadziło też serię 5 ataków na Bahrajn. Celem była baza lotnicza i centrum dowodzenia wojsk USA. Iran nie będzie już ograniczał się do odwetowych działań o tej samej skali. Żadna granica nie będzie już bezpieczna. Reżim w Teheranie mówi wprost: jeśli w ciągu najbliższych dni ataki Amerykanów nie ustaną, wznowi operacje ofensywne na pełną skalę. Według doniesień medialnych również Waszyngton szykuje się do eskalacji. W regionie już jest 50 tys. amerykańskich żołnierzy. A do Izraela wysłanych ma zostać kilkadziesiąt powietrznych tankowców. Zniszczymy ich wszystkie elektrownie. Zniszczymy ich mosty, jeśli nie usiądą do stołu i nie zaczną negocjować. Negocjacje trwają, ale Donald Trump już spełnił swoją groźbę. Irańskie media poinformowały o zniszczeniu 5 mostów. Są ranni i zabici. Sekretarz generalny jest szczególnie zaniepokojony uderzeniami w infrastrukturę cywilną w Iranie i w całym regionie. Takie ataki są niedopuszczalne. Obie strony przerzucają się odpowiedzialnością za paraliż w cieśninie Ormuz. Amerykanie blokują irańskie porty. Kontrolują i zmuszają do zawracania statki takie jak ten. Prezydent Trump nie zamierza biernie przyglądać się aktom terroryzmu w cieśninie. Dopilnuje, aby Iran poniósł za nie konsekwencje. Teheran twierdzi, że w cieśninie Ormuz eksplodowały dwa tankowce po tym, gdy wpłynęły na miny. Jak większość twierdzeń Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej - to fałsz. A ceny ropy szybują w górę. Baryłka surowca kosztuje już prawie 90 dolarów. 1,5 miliona pralek i milion zmywarek kupili rok temu Polacy. głównie dlatego, że stare po prostu się zepsuły. To duże obciążenie dla naszego portfela i środowiska, bo stary sprzęt trafia na złom. Ale to ma się zmienić, bo w życie wchodzi unijna dyrektywa "Prawo do naprawy", co oznacza choćby łatwiejszy dostęp do części zamiennych. By zamiast wyrzucać, naprawiać. Między 17.00 a 19.00 mógłbym podjechać. Pan dzwoni do mnie. Beniamin Zabłocki, serwisant sprzętu AGD, na brak klientów nie narzeka. Często jednak jego praca kończy się tylko na diagnozie usterki. Przynajmniej raz dziennie się zdarza, klient się nie decyduje na naprawę, ponieważ koszt naprawy przewyższa wartość takiej pralki. I wtedy stary sprzęt, choć często jeszcze całkiem nowy, trafia na śmietnik. Mamy teraz takie doświadczenie, że popsuł nam się telewizor po gwarancji i musimy kupić nowym bo nie opłaca się naprawiać. Co się kupi ten sprzęt, to wytrzymuje tyle co gwarancja. I koniec. Ale wielkimi krokami nadchodzą zmiany. 31 lipca zaczyna obowiązywać unijna dyrektywa "Prawo do naprawy". Zmusza producentów sprzętu do udostępniania części zamiennych w niższych cenach. Naprawa popsutej zmywarki czy lodówki ma się bardziej opłacać niż kupno nowej. A to nie wszystko. Jeżeli klient w trakcie gwarancji zdecyduje się na naprawę, a nie wymianę sprzętu, to mu się wydłuża okres gwarancyjny o kolejne 12 miesięcy. Producentów ma pilnować Inspekcja Handlowa. Złamanie przepisów to kilkadziesiąt tysięcy złotych kary. Będziemy zbierali sygnały od konsumentów, którzy tak jak do tej pory informują nas o różnych zaniechaniach niektórych przedsiębiorców, tak i teraz te sygnały będziemy rejestrować. Według unijnych szacunków w 15 lat oszczędności klientów w całej Europie mogą sięgać 170 mld euro. Sprzęt raz wyprodukowany powinien z nami być długie lata. Bo fabryki elektroniki pracowałyby na niższych obrotach, co może być zbawienne dla środowiska - podkreślają ekolodzy. Wypuszczane jest około 260 mln ton dwutlenku węgla. To prawie tyle, co emituje cała polska gospodarka. Poza tym Europa niepotrzebnie produkuje góry elektrośmieci, które potem podlegają żmudnemu recyklingowi. 35 mln ton tego zużytego sprzętu trafia rocznie do zakładów choćby takich jak nasze. Prawo do naprawy to troska o klimat i o portfele Europejczyków. Jeżeli ta ustawa wejdzie, to nie ma żadnego problemu, zgłaszam do producenta, niech przyjeżdża po ten sprzęt, który się zepsuje, i niech naprawia. Za rok zacznie działać Internetowa Europejska Platforma Napraw. Będzie to porównywarka cen i usług naprawczych, by łatwiej znaleźć najkorzystniejszą ofertę. Po blisko 40 dniach i ponad stu rozegranych meczach przyszedł wreszcie czas na ten najważniejszy. Finał mistrzostw świata już jutro. Z tej okazji nie tylko wielki mecz, ale też wielki show. Na scenie - Madonna i Shakira, na murawie - Messi i Lamine Yamal. Ci najwięksi piłkarze świata spotkali się po raz pierwszy prawie 20 lat temu - jak Państwo zobaczą - w niecodziennych okolicznościach. To historia na filmowy scenariusz. Kolega z magazynu sportowego zadzwonił do mnie i zapytał, czy to moje zdjęcie. Odpowiedziałem: "Moje". A on powiedział, że to niemowlę to Lamine Yamal. Krzyknąłem: "Co?". Był 2007 rok. Rodzice Yamala wygrali loterię zorganizowaną przez kataloński magazyn sportowy i organizację UNICEF. Sesja była nagrodą i, jak się okazało, sportowym przeznaczeniem. Patrzenie na to zdjęcie to szaleństwo. Robiłam sobie z nim zdjęcie, gdy był niemowlęciem, a dziś stajemy naprzeciwko siebie na mistrzostwach. Messi był nieśmiały. Miał 20 lat. Wszedł do szatni. Widzi plastikową wannę wypełnioną wodą i dziecko w środku. Nie wiedział, jak trzymać dziecko. W wielkim finale zmierzą się już jutro o 21.00. Teraz reprezentacje Argentyny i Hiszpanii szlifują na boisku strategię na wygraną. Dla Argentyny to historyczna szansa na obronę mistrzowskiego tytułu. Żadnej reprezentacji nie udało się to od 64 lat. To są dwie superdrużyny, jest wiele podobieństwa, jeżeli chodzi o talent naszych zawodników i ich zachowanie na boisku. Myślę, że to będzie supermecz. Na stadionie ceremonia zamknięcia już prawie dopięta na ostatni guzik. Specjalnym gościem będzie Tom Cruise, a na scenie - największe gwiazdy. Shakira, Madonna i Robbie Williams. Nie ma większego wydarzenia niż finał mistrzostw świata. Dla mnie to prawdziwy zaszczyt. W Madrycie główna strefa kibica jeszcze powstaje, ale emocje już sięgają zenitu. Hiszpanie szykują się nie tylko na wielkie emocje, ale i wielkie świętowanie, bo w Madrycie każdy wierzy w powtórkę z 2010 roku, kiedy Hiszpania została pierwszy i jedyny raz mistrzem świata, to tu, na Plaza de Corones, powstanie największa strefa kibica. W Buenos Aires wszystko gotowe. Do największej strefy kibica wejdzie ponad 30 tys. osób. Kto nie zdąży przekroczyć bram, praktycznie nie ma już alternatywy. Miejsca w barach i restauracjach z TV zostały zarezerwowane już tydzień temu. Reprezentacja wybiegnie na murawę w biało-błękitnych koszulkach. To właśnie w tym komplecie zespół zdobywał swoje mistrzostwa świata. Przeszkodzić w finałowym widowisku może już tylko jedno. Ten unoszący się nad Nowym Jorkiem dym. Wywołały go pożary lasów, ale prognozowany na dziś deszcz z pewnością oczyści "atmosferę". Ja zapraszam Państwa do Jedynki nie tylko na jutrzejszy finał, ale też dziś na mecz o 3. miejsce - Francja - Anglia. A już teraz wracamy, jak obiecaliśmy, do Chełma i Moniki Sawki. Chełm był i do dziś jest miejscem, gdzie stykają się różne kultury i tradycje. Choć na co dzień to spokojny, zielony tygiel na wzgórzu, dziś od rana tętni życiem za sprawą akcji TVP Info Polska na Tak i Lata z Radiem i TVP. Mieszkańcy przez cały dzień dzielili się widzami tym, co charakteryzuje region. Łączymy się z Markiem Smółką, za chwilę rozpocznie się widowiskowy koncert. Kogo zobaczymy na scenie? Tak jak Chełm to miasto wielu kultur, tak nasz koncert połączy wiele gustów muzycznych i na pewno kilka pokoleń. Usłyszymy Krzysztofa Cugowskiego, Małgorzatę Ostrowską, Chłopców z Placu Broni, Big Cyc, a dla tych, którzy wolą nowsze przeboje, zaśpiewają Michał Szpak i Lanberry. A to i tak nie jest pełna lista artystów. Koncert, który zacznie się lada moment, to wisienka na torcie, zwieńczenie całodniowego spotkania nas, ludzi telewizji i radia, z państwem. Chełm. Zaledwie około 20 km od granicy z Ukrainą, jedno z najstarszych miast Polski wschodniej. Podziemia, Górka Chełmska, bardzo piękne, ciekawe miejsce. W bazylice na dole są takie lochy i jeszcze za księcia naszego dawnego. To miasto styku wielu kultur Wschodu i Zachodu. Dziś dookoła zabytkowej studni na Placu Łuczkowskiego - miejsce spotkania Polski na Tak z mieszkańcami. Bardzo fajnie, pogoda się już poprawiła. Nie pada w tym momencie, fajnie. Oby tak było do wieczora. Wieczorem koncert, ale atrakcji było mnóstwo przez cały dzień. Turniej piłki nożnej, spotkania międzypokoleniowe, lokalne wypieki. Wystąpiłyśmy z wnioskiem o wpisanie naszych bułek w 2 rodzajach - z makiem i z kaszą - na listę produktów tradycyjnych. Polska na Tak to akcja dobrze tu znana. Chełm nie tylko śpiewem, ale i tańcem stoi. I tym klasycznym, i latynoamerykańskim. Sprawia nam to wielką radość. Jest to nasza pasja od wielu lat. Jest to taka trochę nasza terapia, że jak idziemy na salę, to wyładowujemy wszystkie swoje emocje, A jak kogoś zmęczył taniec, mógł się zbadać. Coś dla duszy, coś dla ciała. Były stanowiska: pulmonologiczne, laryngologiczne, profilaktyki zdrowia kobiety, oprócz tego punkt pielęgniarski, można było zrobić sobie spirometrię, badanie ciśnienia, cukru. Kto zdrów, ten na koncert. Z doborem artystów udało nam się trafić w gusta Chełmian. Budka Suflera? O, będzie Cugowski. O, to dobrze, będzie miło, będziemy się bawić. Od wielu lat Lato z Radiem jest brandem znanym ogólnie, tak że tym bardziej fajnie brać w tym udział. Lato z Radiem i TVP. Najlepsza trasa tego lata. Następny przystanek - Chełm, miasto, gdzie historia spotyka nowoczesność. Już o 20.00 muzyką w najlepszym wydaniu wypełni się chełmski Plac Niepodległości. Na scenie poza Krzysztofem Cugowskim także Małgorzata Ostrowska, Lanberry, Michał Szpak De Mono, Big Cyc czy zespół Video. Jak to będzie brzmiało, proszę sprawdzić empirycznie wieczorem. Naprawdę się cieszę, że trochę tych chmur się przegoniło. Bardzo się cieszę, że jestem tutaj z wami. Że wyśpiewam wam ze sceny m.in. "Dzięki, że jesteś". Przedsmak koncertu mieszkańcy Chełma mogli poczuć już podczas prób. Chełm to miasto z bogatą historią i wielokulturowym dziedzictwem. Sama jego nazwa w folklorze żydowskim oznacza "marzenie" ze względu na liczne opowieści o mędrcach z Chełma. Według miejskiej legendy dziś marzenie spełnia duch, którego można spotkać w podziemiach. I choć jak mówią historycy, to zabytek łamania prawa, bo kredę wydobywano tu nielegalnie, to całkiem legalnie można ten unikat zwiedzać. A sama podróż to jak wyprawa do wnętrza ziemi, w którą udał się Maciej Gąsiorowski. Takiego cudu nie ma nigdzie w Europie. Podłoże kredowe. Mówią mieszkańcy Chełma o Podziemiach Kredowych. Przez wieki korytarze powstają siłą ludzkich rąk, powstają pod ulicami miasta. Ludzie wydobywają kredę. XVI wiek - kopią kredę. Mówią, że jest to dla nich białe złoto. W rezultacie korytarze łączą się, tworząc unikatowy labirynt. 15 km takich podziemnych korytarzy znajduje się pod ścisłym centrum miasta. Kiedyś na sto domów aż 80 miało swoją prywatną kopalnię kredę. Dziś kilometrową podziemną trasą zachwycają się turyści z całego świata. Najbardziej są zachwyceni tym pierwotnym charakterem tych tuneli. Najniżej pod ziemią to byłem w piwnicy u dziadka, przykładowo 2 metry, a tutaj jesteśmy 13-14, tak że mi się podobało, fajnie, chłodno. Ale są też miejsca takie jak to. Na pozór zwykły budynek. Naszej ekipie udało się wejść do korytarzy. Tutaj zaczyna się magia. Niedostępne dla turystów. Jest chłodno, mało tu tlenu, ale to miejsca niezmienione od setek lat. Tu jest w centrum cały labirynt takich korytarzy, które warto byłoby kiedyś połączyć i udostępnić do zwiedzania. W odkrywaniu takich perełek ma pomóc w tym roku czek turystyczny. Jest adresowany zwłaszcza do seniorów i osób z Kartą Dużej Rodziny. Uderzamy w ten mniejszy sezon turystyczny, czyli ten jesienny, bo chcemy wtedy pobudzić tę część Polski, która może być postrzegana jako niebezpieczna z uwagi na działania frontowe. Czyli 4 wschodnie województwa. Od września do listopada będzie tam można odpocząć z dofinansowaniem od 300 do 600 zł od osoby. Po wygenerowaniu tego czeku z generatora turysta będzie mógł pojechać do obiektu i spędzić co najmniej dwa dni, ale zachęcamy do dłuższych pobytów oczywiście. Województwo lubelskie dofinansuje nie tylko seniorów i duże rodziny, ale wszystkie osoby dorosłe, które np. odwiedzą Chełm. Można spotkać też opiekuna podziemnych korytarzy, czyli ducha Bielucha. Jestem panem i władcą tych kredowych korytarzy. Według legendy to duch opiekuna miasta, który jest w jego godle, białego od kredy niedźwiedzia. Najbardziej podobał się Bieluch. Duch Bieluch, tak. Może nam spełni marzenia. Zobaczymy. Bo miejsca takie jak Chełm wciąż są nieodkryte i niedocenione. Zdaniem archeologów pod całą zabytkową częścią Chełma mogą znajdować się jeszcze dziesiątki nieodkrytych korytarzy. To miejsce to raj dla przyszłych poszukiwaczy skarbów i tajemnic historii. Cytując bohatera jednej z powieści noblisty Isaaca Singera, dziś wszystkie drogi prowadzą do Chełma. Koncert w ramach Lata z Radiem i TVP za chwilę rozpocznie się w Dwójce. A ja już dziękuję Państwu za wspólnie spędzony czas. Do zobaczenia jutro o 19:30. Spokojnego wieczoru. Oddaję głos do Warszawy. I ja również już Państwu dziękuję - z Warszawy. Proszę jeszcze z nami zostać. W studio są już Aleksandra Pawlicka i jej gość w "Pytaniu dnia" Michał Wawrykiewicz, europoseł KO. Spokojnego wieczoru. -- Dobry wieczór, Aleksandra Pawlicka, zapraszam na "Pytanie Dnia". Naszym gościem jest dziś europoseł KO, współtwórca inicjatywy "Wolne Sąty", Michał Wawrykiewicz. -- Dobry wieczór. -- Panie pośle, nie milkną echa prezydenckiego weta do ustawy o statusie osoby najbliższej. Właściwie dlaczego ta decyzja wzbudziła aż tyle emocji? Skoro była do przewidzenia. -- No, niezależnie od tego, że była do przewidzenia, to ona powinna wzbudzać emocje, dlatego że jest to atak na 1 800 000 ludzi w Polsce żyjących w takich nieformalnych związkach, którym ta ustawa ogromnie ułatwiłaby życie, funkcjonowanie w sprawach administracyjnych, cywilistycznych. To przecież chodzi o świadczenia, o wspólność majątkową, o dostęp do dokumentacji medycznej, decyzje o pochówku, spadkobranie. No, takie sprawy życia codziennego. Ogromnie ważne, ale też należy to podkreślić, sprawy godnościowe. I w to wszystko zaatakował prezydent Nawrocki, zupełnie bez żadnej merytorycznej uzasadnienia merytorycznego. To jest tylko i wyłącznie atak na rząd, próba podłożenia kolejna 41. podłożenia nogi rządowi. I to jest wyłączna agenda prezydenta Nawrockiego. -- 41. próba, bo 41. weto. Ale szef gabinetu prezydenta Paweł Szewernaker mówi, że prezydent jest gotowy podpisać tę ustawę, tylko jeżeli ona będzie miała taką wersję, która nie będzie zagrażała instytucji małżeństwa. -- Ale wiemy, że ona nie zagraża w żaden sposób instytucji małżeństwa, nie zbliża się nawet do instytucji małżeństwa. To jest wyłącznie związek o charakterze partnerskim, gdzie pewne kwestie życia codziennego są regulowane na takim poziomie praktycznym. Tam nie ma nawet zmiany nazwiska, tam nie ma możliwości adopcji dzieci. Więc nie ma nic wspólnego z małżeństwem. Natomiast to, o czym mówi pan prezydent, że w konstytucji zawarowane jest to, że małżeństwo to jest wyłącznie związek kobiety i mężczyzny, to jest nieprawda. Artykuł 18 tego nie stanowi. On mówi wyłącznie o tym, że takie małżeństwo kobiety i mężczyzny jest objęte ochroną państwa. -- No dobrze, to skoro nie udało się, to pytanie o plan B. Katarzyna Kotula, która forsowała tę ustawę, mówi, że skoro nie udało się przekonać prezydenta do minimum, to teraz idziemy po wszystko. To znaczy, po co? -- Myślę, że miała na myśli to, że... znaczy, raczej nie po wszystko, bo Katarzyna Kotula powiedziała też o tym, że skoro nie ma możliwości zawarcia legalnie na drodze ustawy i rozwiązań ustawowych takiego związku o charakterze partnerskim, no to pozostaje transkrypcja małżeństw jednopłciowych. Jest wiele osób w takiej sytuacji, które mówią: no, jeśli nie będzie tej ustawy, no to ja będę po prostu wyjeżdżał do kraju, UE, gdzie jest to dozwolone i będę transkrybować w Polsce. -- I ustawią się kolejki przed urzędami stanu. -- No, to jest właśnie uderzenie kontrproduktywne prezydenta, bo ta ustawa była naprawdę daleko idącym kompromisem. I tu nie jest prawdą to, że można by ją jeszcze w jakikolwiek sposób zawężać, żeby dać satysfakcję prezydentowi. On po prostu nie chciał jej podpisać.