-- W areszcie węgierski sąd zdecydował w sprawie kierowcy polskiego autokaru, który uległ wypadkowi. Skutki burz zniszczone budynki, nieprzejezdne drogi, podtopienia i ponad 1000 strażackich interwencji. Na 99% premier Tusk o pobycie Marcina Romanowskiego w Naddniestrzu. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Zapraszam na 19:30. Węgierski sąd zdecydował dziś o 30-dniowym areszcie dla kierowcy polskiego autokaru, który w niedzielę nad ranem uległ wypadkowi. 62-letni mężczyzna został przesłuchany w charakterze podejrzanego o nieumyślne spowodowanie wypadku, który zakończył się katastrofą w ruchu lądowym. Dołącza do nas Bartosz Filipowicz. Powiedz, jak sąd w Miszkolcu argumentował swoją decyzję, a także co wiemy na dziś o stanie najciężej poszkodowanych pacjentów. -- W szpitalach cały czas jest czterech polskich pacjentów w ciężkim stanie, dwóch w Egerze, dwóch tutaj, w Miszkolcu. Ich stan jest zagrażający życiu, ale stabilny. I oczywiście cały czas czekamy na komunikaty mówiące o tym, że te osoby wracają do zdrowia. Jeśli chodzi o polskiego kierowcę, to węgierski sąd uznał areszt za konieczny ze względu na grożącą mężczyźnie surową karę, ale też na to, że jest on obcokrajowcem i zdaniem sądu jest zwiększone ryzyko jego ucieczki z terytorium Węgier. -- Kierowca polskiego autokaru, który rozbił się na Węgrzech, trafi do aresztu. -- Czy pamięta pan, co się stało? -- To decyzja węgierskiego sądu. Prokuratura twierdzi, że mógł zasnąć ze zmęczenia i doprowadzić do wypadku. -- Jest to nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym i jest zagrożone karą od 2 do 8 lat, biorąc pod uwagę, że oskarżony jest obcokrajowcem, istnieje podejrzenie ucieczki i dlatego zdaniem sądu areszt jest konieczny. -- 62-letni Robert M. ma spędzić w areszcie 30 dni. -- Po tym czasie sąd ponownie podejmie decyzję w sprawie jego dalszego aresztowania. -- Obrona zapowiada odwołanie kierowca ma być w bardzo złej kondycji psychicznej. W węgierskich szpitalach pozostaje 17 polskich pacjentów. To oficjalna informacja z polskiego rządu. -- Z czego czterech pacjentów w stanie poważnym, który w chwili obecnej nie umożliwia transportu do Polski. -- Dwie osoby lżej ranne, w stanie stabilnym, są w szpitalu w Nyíregyházie. Pięć w Egerze, w tym dwie ciężko. W Debreczynie jest trójka pacjentów. Ich stan się poprawia. -- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będą mogli opuścić szpital do końca tygodnia. -- W Miszkolcu przebywają najciężej ranni w wypadku. Dwie osoby cały czas są w bardzo poważnym stanie. Obie przeszły planowe operacje. Reszta pacjentów ma groźne obrażenia, ale ich życiu na razie nic nie zagraża. Są też dobre informacje z Miszkolca. Pan Dariusz opuścił wczoraj szpital. -- Jestem wyobijany i obdzierany, ale funkcjonuję. Zresztą chciałem już iść, bo nie jest przyjemnie leżeć w szpitalu. -- Na oddziale wciąż jest jego żona, na którą czeka razem z synem. W komunikacji ze szpitalem pomaga im głównie miejscowa Polonia. -- Gdyby nie tu, oni tutaj, ludzie tu, którzy nam tłumaczą, byłoby ciężko się w ogóle dogadać z lekarzami, bo dzisiaj lekarze z Polski tutaj nie ma. -- Przed szpitalem od rana w nerwowym oczekiwaniu rodziny także innych poszkodowanych. Z ich perspektywy są problemy, o których rozwiązanie apelowali do rządu. -- Aby ktoś odesłał tutaj psychologów, pacjenci są tam zhisteryzowani, są za wszelką cenę wyjeżdżać, żeby co jakiś czas ktoś wyszedł, co 4-5 godzin poinformował, jak sprawa wygląda, jak co na takiej zasadzie, żebyśmy mieli cokolwiek, jakieś informacje. -- Po południu pomoc psychologiczna dotarła do Polaków w Miszkolcu. Rząd potwierdził, że wszyscy pacjenci i ich rodziny będą w pełni zaopiekowani. -- Niebawem będzie nasz szarż da fer wsparty przez inny personel placówki. Jest również na miejscu przedstawiciel zespołu pomocy humanitarno-medycznej z Ministerstwa Zdrowia. -- Prawdopodobnie jutro 12 osób będzie mogło opuścić węgierskie szpitale. Specjalistyczny transport jest gotowy w każdej chwili. Słyszymy. -- Jest zabezpieczona wojskowa kasa gotowa, są też zabezpieczone samoloty transportu medycznego. -- 10 ofiar wypadku zostało zidentyfikowanych. Dziś rodzinom prawdopodobnie uda się potwierdzić dwie pozostałe. MSZ będzie apelowało do węgierskiego rządu o skrócenie procedur, by ciała mogły jak najszybciej wrócić do Polski. -- Miszkolc, Bartosz Filipowicz, 19:30. -- Tak jak Bartek wspomniał w swoim materiale, w najbliższych dniach planowany jest kolejny transport naszych rodaków, których stan zdrowia pozwoli na podróż do kraju. Większość z tych, którzy wczoraj wylądowali w Rzeszowie, wróciła do domów. Ale to powrót do pełni sił będzie ogromnym wyzwaniem. Nasz reporter Daniel Chaliński odwiedził dziś miejscowości, z których pochodzą poszkodowani pielgrzymi w swojej relacji opowie o trudnych powrotach i żałobie po tych, którzy odeszli. -- Trudno to mówić o szczęśliwym powrocie, bo wśród tych, którzy przekroczyli progi swoich domów, są ludzie, którzy wracają bez swoich bliskich, sąsiadów czy znajomych. -- Specjalnym samolotem rządowym wróciło wczoraj 21 pielgrzymów. Większość do domów. Pięcioro poszkodowanych trafiło do rzeszowskich szpitali. -- Bawiliśmy się z żoną i przeżyliśmy. Obydwoje. To jest najważniejsze. A resztę wszystko gorzej te osoby, co potraciły rodzinę. -- Ale sam wróciłem. Żona została tam. -- Żona pana Stanisława zginęła w wypadku, podobnie jak 11 pozostałych pielgrzymów. Ja dziś rozmawiałem z poszkodowanymi, którzy wrócili do swoich miejscowości. Oni rozmawiać przed kamerą dzisiaj nie chcieli. Odpoczywają w otoczeniu rodziny, zbierają myśli po prostu przeżywają żałobę. Dopiero kiedy opada adrenalina i pierwsze emocje, pojawia się ból, kilka osób rano poczuło się gorzej, skarżyli się na ból w klatce piersiowej czy głowy. Trafili oni do pobliskich szpitali. -- A co ważne, wszyscy pielgrzymi, którzy są już tutaj na Podkarpaciu, otrzymali pomoc psychologów. Przed nimi teraz długa, i niestety trudna droga powrotu do normalności. -- Z Rzeszowa, Daniel Chaliński, 19:30. Ulewne deszcze i gwałtowne burze, a w efekcie podtopienia uszkodzone budynki, zablokowane drogi i setki strażackich interwencji. Służby najwięcej pracy miały w województwie śląskim na Dolnym Śląsku, a także w Małopolsce. I często wracali właśnie tam, gdzie przed dwoma laty katastrofalna powódź zabrała mieszkańcom dubytek życia. Marek Smółka. -- Woda na posesjach. Wdzierająca się do domów. -- Połamane drzewa i pozrywane dachy. Burze, które przeszły przez Polskę najmocniej uderzyły na południu. -- To Chorzów i grad wielkości piłek pingpongowych. Mieszkańcom gminy Rudziniec, niedaleko Gliwic, wichura odcięła prąd. -- To wszystko moment trwało. To główne zasilanie poszło. No i to tak zostało wyrwane, musiałaby iść straszna siła. -- Zawiało, ściana wody, nic nie widać. Pięć minut i po krzyku. Nie ma dachu. -- Ucierpiały pszczoły z pasieki pana Józefa. Wiatr poprzewracał ule, część zupełnie zniszczył. -- Nie wiadomo, czy przeżyją. Bo jak matki zginęły, to nic z tego nie będzie. -- Strażacy po wieczornych i nocnych nawałnicach na Śląsku interweniowali około 300 razy. -- Interwencja dotyczyła usuwania skutków silnego wiatru i gradu. -- Straż przejechała, powiedzieli, żebyśmy nie wychodzili dalej, bo tu pozrywało kable wszystkie. -- A to już opolskie. -- 40, blisko interwencji dotyczyło samej miejscowości Głuchołazy. Jak i okolicy. -- Właśnie w okolicy w Bodzanowie wylał ten potok. -- Przeżyliśmy naprawdę dramat. Woda poniosła się momentalnie, zalewając nam drogę, pół posesji. Na szczęście do domu nie doszła. Opadła, ale strach pomyśleć, co by było, gdyby padało troszeczkę dłużej. -- A padało zaledwie 15-20 minut. I choć woda szybko opadła, w mieszkańcach od razu obudził się lęk przed powodzią. -- Za każdym razem, kiedy pada, a my chodzimy jak na szpilkach, nie śpimy, czuwamy. To, co mamy w domu na najniższych poziomach, na dole, wszystko pozabezpieczać, dokumenty, rzeczy, torba, pod rękę i tak naprawdę jesteśmy w gotowości, co dalej. Bo nie wiemy, co będzie, co przyjdzie. Tak że powtórka praktycznie 2024. -- Mieszkańcy tych terenów mówią, że dwa lata od tamtej powodzi zagrożenie jak było, tak jest. -- Jednym z problemów jest ten potok tutaj w Bodzanowie, który, nad którym jesteśmy. I po prostu on jest zaniedbany, mimo tego, że 2024 roku mieliśmy taką sytuację, nic nie zostało zrobione. -- Zaniedbali ten potok po powodzi. Tak obiecywali, miał być specjalny projekt, a to. Tak że Wody Polskie, bardzo prosimy, motywacja, współpraca, z powiatem, z gminą, z województwem, działajcie. -- W świętokrzyskim, w gminie Włoszczowa, ze skutkami potężnej burzy mierzy się kilka rodzin. Nikt nie został ranny, ale niewiele brakowało, bo wiatr pozrywał dachy. -- Dobrze, że nikomu nic się nie stało, bo gdyby to uderzył taki kawałek dachu, to niestety nieszczęście wtedy straszne. -- Burze mogą jeszcze dać się we znaki. Mieszkańcom wschodniego Pomorza i Warmii. Marek Smółka, 19:30. -- Oglądają państwo wtorkowe wydanie 19:30. Co jeszcze przed nami? Organek w Arktyce. -- To, w jakim tempie lodowce topnieją, jest porażające. -- Koncert z misją. -- To jest projekt po to, żeby każdy mógł zrozumieć, odczuć i doświadczyć tej zmiany. -- Na 99% Marcin Romanowski przebywa w Terespolu w Naddniestrzu. To premier Donald Tusk. O miejscu pobytu byłego wiceministra sprawiedliwości. Informacje miały potwierdzić służby innych państw regionu. Polityk PiS-u złożył wniosek o wydanie listu żelaznego, jednak w oficjalnym komunikacie prokuratura poinformowała, że nie zgodziła się na zastosowanie tej procedury wobec Marcina Romanowskiego. Anna Łubian-Halicka. -- Trop europejskich służb w sprawie tego posła prowadzi do jednego miejsca. -- Znajduje się na 99%, tak na wszelki wypadek to mówię, w Naddniestrzu. Sam ten fakt wystarczy za cały komentarz na temat nie tylko pana Romanowskiego, ale całej formacji politycznej, która korzystała z takich ludzi i do dzisiaj ich kryje. -- Bo Naddniestrze to separatystyczny, nieuznawany na świecie region Mołdawii, całkowicie zależny od Rosji. I nie chodzi tylko o takie pomniki. W Naddniestrzu stacjonują rosyjskie wojska, Gazprom dostarcza paliwa, Moskwa finansuje emerytury, KGB kontroluje wjeżdżających do kraju. -- Najpierw uciekł na Węgry, a teraz uciekł do Putina. -- Nie wiem, co jeszcze bardziej może skompromitować polityka. Chyba tylko to, że uścisnąłby dłoń Putinowi. -- Ale byli i obecni politycy PiS wciąż murem za Marcinem Romanowskim. Łukasz Schreiber nie waha się porównać go do laureata literackiej Nagrody Nobla. -- Gabriel García Márquez też oskarżony przez swego czasu kolumbijskie władze wyjechał przed procesem. -- Przemysław Czarnek pytany o konsekwencje wobec Romanowskiego poucza dziennikarzy, że powinni pytać o inne rzeczy. -- To jest pytanie dla Polaków, a nie to, gdzie jest Romanowski i czy jest dalej członkiem PiS. Naprawdę. -- I tylko nieliczni przyznają. -- To jest sprawa, której nie da się obronić. -- Adres w zależnym od Rosji Naddniestrzu Romanowski podał sam we wniosku do sądu o wydanie listu żelaznego. To Glejt, który umożliwiłby mu powrót do kraju i odpowiadanie z wolnej stopy. Prokurator mówi nie. -- List żelazny nie powinien być nagrodą za skuteczną ucieczkę. -- To po pierwsze. Po drugie, wartość zapewnień Marcina Romanowskiego to wpis sprzed dwóch lat. -- Nie zamierzam uciekać ani mdleć. -- Zweryfikował czas. Od tej deklaracji nie minęło pół roku, a poseł PiS zapadł się pod ziemię. Najpierw tłumaczył się chorobą, potem ogłosił, że jest na Węgrzech. Właśnie wyszło na jaw, że utrzymywał się tam dzięki wartej 4 miliony złotych dotacji od rządu Wiktora Orbana. Tego samego, który był uznawany za największego przyjaciela Putina w Europie i którego przed wyborami wspierali politycy PiS i Karol Nawrocki. Teraz Marcin Romanowski znów blisko Rosji. -- To jest kolejny po szmycie. Człowiek, który jest w miejscu, który jest kontrolowany przez Putina. I Putin nie kryje ich za darmo. -- Tomasz Szmyt, który za rządów PiS też był w resorcie sprawiedliwości, jest na Białorusi, gdzie w internecie to jego ostatni wpis powtarza propagandę Kremla na temat Ukrainy. Według rządzących przed Marcinem Romanowskim podobna droga. -- Postrzegam jego wniosek o udzielenie listu żelaznego jako pewną rodzaj negocjacji czy groźby pod adresem Polski. -- Dysponuję informacjami ściśle tajnymi. -- Ale dla adwokata Marcina Romanowskiego to szansa na uchylenie europejskiego nakazu aresztowania. Potrzebny jednak jest dowód, że poseł PiS przebywa poza Unią, stąd wniosek obrony o wezwanie na świadka Donalda Tuska po tym, co dziś powiedział. -- To nie tędy droga. Naprawdę Marcin Romanowski, jakby chciał wykazać, że przebywa teraz w polu, to mógłby to zrobić bardzo łatwo. Chociażby nagraniem, zdjęciami. -- Gdyby to zrobił, przyznałby wprost, że dla uniknięcia odpowiedzialności stanął po stronie Rosji. -- Anna Łubian-Halicka, 19:30. Maciej Berek, oficjalnym kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, jego kandydatura musi poprzeć Sejm. Decyzja wywołała gorącą dyskusję wśród prawników i polityków. Jedni podkreślają prawnicze kompetencje kandydata, inni wskazują na jego wieloletnią pracę w rządzie, której bezpośrednim następstwem nie powinna być praca w Trybunale. W ocenie premiera Donalda Tuska Maciej Berek to jeden z najwybitniejszych polskich prawników, który będzie w stanie przyczynić się do rozwiązania pata trwającego od lat w Sądzie Konstytucyjnym. W styczniu w Polsce pojawi się nowa możliwość inwestowania i oszczędzania. Osobiste konta inwestycyjne będą zwolnione z 19-procentowego podatku do kwoty 100 tysięcy złotych, a w przypadku lokat i obligacji limit zwolnienia wyniesie 25 tysięcy złotych. W ocenie Ministerstwa Finansów pieniądze zgromadzone w ramach oki napędzą polską giełdę, a jak konkretnie mają zachęcić do oszczędzania, sprawdzał Arkadiusz Pogłud. -- Znam także Jennifer Lopez. -- Marek Belka zasłynął nie tylko barwnym językiem i poczuciem humoru. -- W tej teczce, jakby się pan chciał zapytać, to jest jabłko. Które zaraz zjem. -- Ale też podatkiem, do którego przylgnęło nazwisko byłego premiera i który już od ćwierć wieku pożera część zysku wypracowanego przez nasze oszczędności. Mimo takich zapowiedzi polityków. -- Nie będzie miejsca dla tych dwóch podatków zwanych potocznie podatkiem belki. -- Należy zlikwidować podatek belki. -- Podatek belki istnieje, ale otwiera się furtka, by go omijać. Prezydent podpisał rządową ustawę w sprawie osobistych kont inwestycyjnych oki. -- Te pieniądze, które już inwestujemy, czy tam lokujemy w banku, czy w obligacjach, czy w jakichś funduszach inwestycyjnych, po prostu opakować, schować na takiego specjalnego konta i dzięki temu oszczędzać na podatku belki. To znaczy nie płacić go do pewnego poziomu. -- Do kwoty 100 tysięcy złotych. -- Precyzuje minister finansów. Do tej kwoty cały zysk ze sprzedaży akcji czy obligacji załóżmy 10% zostanie w kieszeni. Teraz, bez oki, niemal jedna piąta zysku trafia do budżetu państwa przez podatek belki. 25 tysięcy złotych to górna granica. Bez tej daniny dla oszczędności i lokat. Powyżej 100 tysięcy złotych kapitał będzie obłożony niespełna 1-procentowym podatkiem. -- Jest to wyraźnie zachęta podatkowa do tego, by zacząć oszczędzać i zacząć inwestować. -- Dzięki tej uldze podatkowej to ma być takie mniej straszne, bardziej przyjemne. Czy się uda, nie wiemy, ale taki jest plan. -- Jak znam ludzi, to będą chcieli oszczędzić. -- Oki będą popularne. Uważa analityk finansowy Piotr Kuczyński i jednocześnie podkreśla. -- Oki poleciłbym tym ludziom, którzy mają świadomość, że na inwestycjach można i zyskać, i stracić. To jest podstawowa rzecz. -- Bez zysku brak podatku belki traci na znaczeniu. Mimo politycznych zapowiedzi raczej nie ma szans na całkowitą likwidację tej daniny, bo rocznie przynosi budżetowi państwa około 9 miliardów złotych. -- Jest zbyt istotne dla budżetu, żeby go likwidować. Po pierwsze, a po drugie, naprawdę w olbrzymiej większości cywilizowanych państw świata taki podatek istnieje. -- To już trochę zaczyna śmiesznie wyglądać, kiedy zamiast po prostu zlikwidować ten podatek, wymyślamy różnego rodzaju koncepcje, które naprawdę chyba już w głowie trochę namieszały naszemu społeczeństwu. -- Na ten moment oki to jedyny parasol osłaniający nas przed podatkiem belki. Osobiste konta inwestycyjne będzie można zakładać od stycznia. Arkadiusz Pogłud, 19:30. -- Kolejny ukraiński ataki w pobliżu rosyjskiej stolicy. Tylko minionej nocy w rejonie obwodu moskiewskiego pojawiło się ponad 600 dronów. Na cel wzięły m.in. magazyn rosyjskiej platformy zakupowej, który też tuż po uderzeniu stanął w płomieniach. I gdy w rosyjskich mediach mówi się o ataku największym od dwóch lat, to sytuacja musi być poważna. Artur Kasprzycki. -- Rosyjska obrona powietrzna na pełnych obrotach. Przez długi czas atakowali Ukrainę niemal bezkarnie. Teraz Kijów nie pozostaje dłużny. Według rosyjskich źródeł w nocy Ukraina miała wysłać ponad 1600 dronów, z czego około 600 na samą Moskwę. To rekord. Na ulicach chaos. Zamknięto wszystkie główne lotniska, a jeden z dronów po raz kolejny trafił w kompleks logistyczny Wildberries. W tym samym czasie Rosjanie uderzają. W cywilów. Po ataku rakietowym na wieś w obwodzie charkowskim zginęło 10 osób, a 18 zostało rannych. -- Czyli to telefon. Należał do żeni, które zginął tutaj. Uciekł z okupowanego Wołczańska. -- W obwodzie zaporoskim rosyjski atak odebrał życie małżeństwu. To był Shahed. Jego silnik zgasł, zaczął spadać, a potem uderzył prosto w dom. Ukraińskie odpowiedzi coraz mocniej odczuwają sami Rosjanie. Zakłócają transport, przemysł i dostawy paliwa. Rosnące niezadowolenie Kreml tłumi już w zarodku. Właśnie zdecydował o losie antywojennej partii Jabłoko. -- Pozostawić bez zmian decyzję Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej oraz oddalić apelację. -- Tym samym partie ostatecznie wykluczono z wrześniowych wyborów do Dumy. Ugrupowanie otwarcie opowiadało się za negocjacjami z Ukrainą i dialogiem z NATO, choć miało zaledwie 3% poparcia. Władze zarzuciły jego politykom naruszanie praw autorskich i przyjmowanie pieniędzy z zagranicy. -- Dzisiaj nie było prawdziwego procesu. To była jego imitacja. Sprzeciw zwolenników został szybko stłumiony. Przed sądem zatrzymano ponad 30 osób. -- Jaki jest powód zatrzymania? -- Używanie wulgaryzmów w miejscach publicznych, drobne akty chuligaństwa. -- Wiceszef partii Lew Schlossberg usłyszał znacznie cięższe zarzuty. Za potępianie rosyjskiej agresji został skazany na 11 lat więzienia. -- Wysoki Sądzie, to pani będzie musiała z tym żyć. Bóg wybaczy. -- Wrześniowe głosowanie do Dumy będzie pierwszym od początku pełnoskalowej wojny z Ukrainą. Im bliżej tego dnia, tym mniejszy wybór mają Rosjanie. -- Artur Kasprzycki, 19:30. -- Trwają niemal 4 tygodnie odbywają się w kilkudziesięciu lokalizacjach w całym kraju. Uczestnik za nie nie płaci, sam za to może zarobić i przede wszystkim całkiem porządnie się wyszkolić. Wakacje z wojskiem to oferta przede wszystkim dla młodych ochotników w wybranej jednostce wojskowej. Od piechoty po marynarkę. O służbie jako wakacyjnej alternatywie Igor Sokołowski. -- Najpierw formalności. Wypełnianie dokumentów i zdjęcie do książeczki wojskowej. Potem regulaminowe strzyżenie. Wreszcie dopasowanie munduru, butów i ekwipunku. Teraz cywil jest gotowy na poligonową przygodę. Czyli na kolejny turnus programu Wakacje z wojskiem. -- Oczekiwania, że nauczy się bardzo dużo dyscypliny, bo mi się to przyda. Oczywiście mam nadzieję, że będzie tak jak w wojsku. -- Koniec sprawdzania się, czy podołam w takich trudnych warunkach, stresowych. Może też sprawność fizyczna: czy będzie odpowiednia. -- Odpowiedzi na te pytania przyniesie najbliższych 27 dni. Podczas których żołnierze służby przygotowawczej będą poznawać wojskowe realia. -- Instruktorzy przekażą wiedzę w zakresie taktyki, musztry, zachowania się w sytuacjach kryzysowych. -- Do wyboru uczestnicy mieli m.in. wojska pancerne, desantowe, rakietowe czy marynarkę wojenną. Każdy z elewów ma zapewnione zakwaterowanie, wyżywienie, umundurowanie, opiekę medyczną oraz ubezpieczenie. Wynagrodzenie za udział w wakacjach z wojskiem to niemal 6000 zł brutto. Ale nie jest to główną motywacją. -- Szkolenie podstawowe i przysięga wojskowa otwiera później szeroki wachlarz możliwości. Osoby, które się zdecydują, mogą zostać na szkoleniu specjalistycznym, które trwa do 11 miesięcy. -- A to już tylko krok do zostania żołnierzem zawodowym. Wiele osób, które rozpoczęły właśnie wakacje z wojskiem, planuje karierę w mundurze. Łącznie w tym roku na takie szkolenie zgłosiło się około 9000 osób. -- Zawsze mi się to od dziecka podobało. Sprzęt wojskowy, mundur i w ogóle bycie żołnierzem, misja też żołnierza. -- Bo nikt tutaj nie zapomina, że założenie tego munduru wiąże się nie tylko z benefitami, ale przede wszystkim odpowiedzialnością za bezpieczeństwo kraju. -- Czuję obowiązek obywatelski. Jednak też ten duch patrioty był pielęgnowany w domu i uważam, że tak należy. -- Im więcej jest ludzi, którzy mają podstawowe przeszkolenie wojskowe, którzy wiedzą, jak się zachować, chociaż w tym podstawowym sposób w wojsku, no to dla wojska to jest nieoceniony zasób. -- Ci, którzy nie zdążyli wziąć udziału w wakacjach z wojskiem, nie muszą się martwić. Będą kolejne możliwości, by sprawdzić samego siebie w trudnych, koszarowych warunkach. Więcej informacji o kolejnych szkoleniach i możliwościach rekrutacji można znaleźć na stronie zostanzołnierzem.pl. Igor Sokołowski, 19:30. -- W Boczkach na Podlasiu mężczyzna cofając potrącił czteroletniego syna. Chłopiec jest w szpitalu w Białymstoku. Na szczęście jego stan jest dobry. W tym domu jednak tragedia dramatycznie się powtarza i jak się okazuje, właśnie najbliższe otoczenie mieszkania czy ogrodu dla bezpieczeństwa najmłodszych często jest największym zagrożeniem. Jak go uniknąć, pyta Katarzyna Grzęda-Łozicka. -- Mieszkańcy niewielkiej wsi Boćki są w szoku. Ich sąsiad manewrując autem z przyczepką na podwórku przed domem potrącił syna. Czterolatek trafił do szpitala, ale jego życiu nic nie zagraża. -- Trudne dni dla nich. Mam nadzieję, że nie skończy się to jakoś tak w gorszy sposób. Po prostu nie chciałbym, żeby coś takiego się zdarzyło nikomu. -- Sąsiedzi mówią o szczęściu w nieszczęściu, bo trzy lata temu w rodzinie rozegrał się podobny dramat. Ten sam mężczyzna potrącił autem młodszego, 10-miesięcznego syna. -- Dziecko zmarło wówczas mężczyzna został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka. Za tamto przestępstwo został już prawomocnie skazany. -- Eksperci wskazują, że w przypadku tak małych dzieci sekundy mogą decydować o ich bezpieczeństwie. -- Absolutnie powinniśmy maksymalnie swoją czujność tutaj obudzić. Nie rozluźniając się, że no to jest moja pasja, nic się nie wydarzy. Może się wydarzyć wszędzie. -- Na oddział intensywnej terapii dziecięcego szpitala klinicznego w Białymstoku od początku roku trafiło już 60 dzieci. Większość to ofiary wypadków. Na hulajnogach i w rolnictwie. -- Dziecko nie przewidzi. Dziecko, które ma ten wzrost, ma zupełnie inne pole widzenia. -- To właśnie w okresie letnim, w trakcie żniw, w gospodarstwach rolnych dochodzi do największej liczby wypadków z udziałem dzieci. -- Mamy sytuację taką, gdzie dziecko było przewożone na przyczepie z sianem. Spadło, a druga przyczepa po tym dziecku przejechała. Więc to są tego typu nieszczęśliwe zdarzenia, czy też dziecko, które wypada podczas jazdy z ciągnika. -- Stąd kolejne apele o zachowanie szczególnej ostrożności. -- Przede wszystkim dzieci nie powinny znajdować się w miejscu, gdzie są prowadzone prace rolnicze. -- Bardzo ważny jest odgrodzenie części mieszkalnej od produkcyjnej, nazwijmy to, żeby te dzieci po prostu nie spędzały czasu tam, gdzie do tych niebezpieczeństw może dochodzić. -- Ojciec, który potrącił syna, usłyszał już zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi mu do 5 lat więzienia. Katarzyna Grzęda-Łozicka, -- Zdjęcia, które za moment państwo zobaczą, i muzyka, którą państwo usłyszą, poruszają zmysły, ale w tym wyjątkowym miejscu na świecie każą przede wszystkim zadać ważne pytania o kierunek zmian tego świata. Zespół Organek wyruszył na Szpicbergen, by wspólnie z naukowcami Uniwersytetu Mikołaja Kopernika opowiedzieć historię miejsca, które klimat zmienia dosłownie z dnia na dzień. Jak poprzez emocje można opowiadać o nauce, Michał Niewodowski. -- Zamiast tłumu fanów, grupa naukowców, a za plecami zamiast świateł i sceny lodowiec. Tomasz Organek pojechał na Szpicbergen z ważnym apelem. -- To, w jakim tempie lodowce topnieją, jest porażające. Ja to zobaczyłem na własne oczy, właśnie na tej wyspie, na której mamy grać koncert, której de facto nie było 3 lata temu. -- Bo kiedy muzycy skończą grać, naukowcy UMK powrócą do badań. Na Szpicbergenie pracują od lat. Sezon po sezonie zbierają dane o zmianach zachodzących w środowisku polarnym. Jednym z miejsc ich obserwacji jest lodowiec Waldemara. -- Bardzo cofa się czoło lodowca. To widać z sezonu na sezon. I to jest właśnie takie przykre, szczególnie dla naukowców. -- Toruńscy naukowcy prowadzą badania na Szpicbergenie nieprzerwanie od ponad pół wieku, a baza UMK jest najdalej wysuniętą na północ, polską Uniwersytecką Placówką Badawczą w Arktyce. -- Wszyscy bierzemy udział w badaniach. I to mi się bardzo podoba, że można tutaj się tak wprawić w rytm i po prostu czuć się częścią czegoś ważnego. -- Bo Arktyka jest jednym z najlepszych laboratoriów do obserwowania zmian zachodzących na Ziemi. -- To, co się dzieje w ostatnich dwóch dekadach, to jest kilkakrotnie większe przyspieszenie tego topnienia. Że to jest po prostu coś, czego się żadni naukowcy nie spodziewali. -- Czoło lodowca Waldemara rocznie topi się nawet o 4 metry. To dużo, tyle że wykres temperatury czy tabela wyników rzadko wywołują emocje. I właśnie dlatego do naukowców dołączyli muzycy. W unikatowej ekspedycji pod hasłem "Nauka, muzyka, Arktyka". -- Zmiany klimatyczne, których wszyscy doświadczamy, nieważne czy tu na Svalbardzie, czy w Polsce, czy w jakimkolwiek regionie świata. To jest projekt po to, żeby każdy mógł zrozumieć, odczuć i doświadczyć tej zmiany. Bo ona się dokonuje. -- O tym jest właśnie utwór Tomasza Organka, którego premiera dopiero po powrocie ze Szpicbergenu. -- Natura nas stworzyła, no to my jesteśmy dzisiaj tutaj, żeby tę kulturę właśnie wykorzystać do tego, żeby szerzej o tym opowiedzieć. -- Organek ze Szpicbergenu zabierze nową muzykę naukowcy kolejne dane. Oby za kilka lat jedni i drudzy mieli tu jeszcze do czego wracać. Michał Niewodowski, 19:30. -- Tym tematem kończymy nasze wtorkowe spotkanie. Dziś w "Pytaniu Dnia" u Aleksandry Pawlickiej Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocniczka rządu do spraw promocji marki Polski. Spokojnego wieczoru i do zobaczenia. -- Dobry wieczór, zapraszam na "Pytanie dnia". A z nami jest już doktor habilitowana Barbara Mróz-Gorgoń, nowa pełnomocniczka rządu, ds. promocji marki Polska. -- Bardzo mi miło, dzień dobry, i dziękuję za zaproszenie. -- To pierwszy wywiad, którego pani udziela po objęciu tej funkcji. Proszę powiedzieć, właściwie dlaczego teraz promocja Polski? Mamy świetną prasę, mamy świetne oceny, jesteśmy 21. gospodarką świata, jesteśmy liderem w wzroście PKB w UE, jesteśmy prymusem w zbrojeniach, więc właściwie po co jeszcze się specjalnie promować? -- Pozwolę sobie jeszcze dodać: jesteśmy szóstym krajem, który się ocenia najwyżej, właściwie, jeżeli chodzi o inwestycje. No właśnie, a jeżeli chodzi o markę narodową, jesteśmy we wszystkich indeksach nieco niżej. Marka to reputacja, marka pracuje dla naszego biznesu, dla naszych badaczy, dla naszych ludzi kultury i sztuki, zanim jeszcze usiądą do stołu. I dokładnie wszystkie te elementy, które pani redaktor wskazała, wskazują na ten właśnie moment. Odbyliśmy bardzo długą drogę, przeszliśmy właściwie może, jeżeli chodzi o zmianę cywilizacyjną naszego dobrostanu, w naszym kraju, i teraz jest ten moment, żeby się zaopiekować tym naszym dobrem narodowym,