Woda powoli opada, ale obraz, który odsłania, przeraża. To jest 19.30, Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór znad Odry, której stan, choć się obniża, to fala wezbraniowa już tu dochodzi. O tym będziemy dziś mówić. Ale najpierw spójrzmy na mapę polskich rzek. Sprawdźmy, gdzie zagrożenie jest mniejsze, a gdzie trzeba zrobić wszystko, aby woda nie wygrała. Tam, gdzie widzimy kolor czerwony, czyli na terenach opolskiego, dolnośląskiego i lubuskiego, sytuacja jest najbardziej dramatyczna. Głównie w dorzeczu Odry. Apogeum sytuacji powodziowej to obecnie Opole i Oława. Z kolei przez wrocławskie Marszowice i Stabłowice w południe przeszła fala wezbraniowa na Bystrzycy. Przez cały dzień gwałtownie rósł też poziom rzeki Bóbr. Trwa walka o Nowogród Bobrzański. Tak to wygląda na mapie, ale gdyby tę mapę przybliżyć, to zobaczymy, że nie ma takiej skali, która mogłaby oddać to, co dzieje się wielu miejscach, gdzie żywioł wygrywa z wysiłkami ludzi. Teraz aktualny raport na temat sytuacji powodziowej. Wielka woda w rzece Bóbr. Podczas tej powodzi zalała już między innymi Jelenią Górę, Wleń i Lwówek Śląski. Teraz z niepokojem na jej pełne koryto patrzą mieszkańcy Żagania, w Lubuskiem. To kolejne po Dolnym Śląsku, Śląsku i opolskim województwo zagrożone powodzią. Władze Żagania wezwały część mieszkańców do ewakuacji, doszło do podtopień. Przyszedł żołnierz i powiedział: pakować się szybko, zaraz zabieramy was. Newralgiczne punkty, gdzie woda mogłaby się wylać, są zabezpieczone i cały czas nadzorowane. Nam dostarczono worki i z sąsiadami ułożyliśmy te worki tak, jak należy. Worki z piaskiem przez całą noc układali mieszkańcy Szprotawy. Tam fala wezbraniowa na rzece Bóbr dotarła wcześniej. Ile możemy, to robimy, a co wyjdzie, to pokaże czas. A oczekiwanie na przejście fali powodziowej będzie się dłużyć. To nie będzie taki nagły spadek, jak było to w Kłodzku, ewentualnie jak to jest podczas takich szybkich powodzi po opadach burzowych. Wysoka i długa fala na Odrze zmierza w stronę Wrocławia - miasta szczególnie narażonego na podtopienia. Bo poza Odrą jest też Ślęza, Oława i Bystrzyca, która niesie wielka wodę, co widać już bardzo blisko stolicy Dolnego Śląsku - w Kątach Wrocławskich. Rozlewisko ma w tym miejscu gdzieś do 150 metrów. Do katastrofy nie doszło, bo napór wody wytrzymuje zapora w Mietkowie. Krajobraz po katastrofie w Stroniu Śląskim. Kilka dni temu były tu ulice i domy. Teraz jest ciężki sprzęt, tony gruzu i błota. W akcji - ponad 300 żołnierzy. Wojsko Polskie nie wyjedzie stąd przez wiele tygodni, bo tutaj będzie tyle rzeczy do naprawienia. Jaka to jest liczba, która nie może powrócić do domu? Jeszcze nie szacowaliśmy, ale jest to około 50 osób. Decyzją rządu, do oceny stanu podmytych domów mają być delegowani dodatkowi inspektorzy nadzoru budowlanego. Na terenach dotkniętych lub zagrożonych powodzią zawieszono zajęcia w niemal 500 szkołach i przedszkolach - najwięcej na Dolnym Śląsku, w Opolskiem i Lubuskiem. Część z nich to punkty ewakuacyjne, część została całkowicie zalana. Cały czas pompujemy od rana. W tej szkole podstawowej w Nysie lekcji prędko nie będzie. Dokonujemy inwentaryzacji wszystkich placówek, ale szkody są poważne. Służby dementują informacje o stu osobach zaginionych po powodzi. Na ten moment wiadomo o 7 ofiarach śmiertelnych. Choć w wielu miejscach południowo-zachodniej Polski sytuacja nieznacznie się poprawia, to walka z żywiołem trwa, bo wezbrana woda z wyżej położonych rzek wlewa się do tych większych jak Odra. Na jej drodze jest teraz Oława. Z niepokojem na Odrę patrzymy też w Opolu, choć tutaj wały, które mam za plecami, mają ochronić mieszkańców i miasto. A jak to wygląda na mapie? Gdzie i kiedy może dotrzeć woda? Już wyjaśniamy. Fala wezbraniowa na Odrze ma długość niemal 100 kilometrów, jeden z jej najwyższych punktów przechodzi właśnie przez Opole, drugi mija Oławę. Punktem krytycznym na mapie powodziowej jest Wrocław. Na stacji pomiarowej Trestno, obok miejsca, gdzie Odra wpływa do miasta, poziom wody może osiągnąć 560 centymetrów. Fala wezbraniowa ma dotrzeć do stolicy Dolnego Śląska dziś około 2:00 w nocy, a jej szczyt będzie przepływać przez miasto ponad dobę. W 23 powiatach obowiązuje stan klęski żywiołowej. W wielu miejscach woda wylewa się z koryt rzek, a mieszkańcy i służby nadludzkim wysiłkiem robią wszystko, aby powstrzymać żywioł. Nasi reporterzy, a z nimi operatorzy, którzy to wszystko rejestrują, są właśnie w takich miejscach. Daniel Chaliński jest w Oławie, Michał Niewodowski - w Lewinie Brzeskim, Tomasz Mildyn - we Wrocławiu. Dobrze was widzieć. Obserwujecie to wszystko, chodzi o to, aby zdążyć, by woda nie wdarła się do domów, nie zniszczyła dorobku życia. Aby się nie piętrzyła i popłynęła dalej. Ciężka noc za mieszkańcami Oławy. Danielu, powiedz, czy ten ogromny wysiłek mieszkańców przyniósł efekty? Czy ludzie mogą oddychać z ulgą? Nie powiedziałbym. Kluczowe będą najbliższe dni. Ta fala jest u nas. Jeszcze z nami zostanie. Odra i Oława pozostają w swoich korytach. Wczoraj zobaczyliśmy tu pełną mobilizację gminy. Osoby starsze, młodsze, dzieci. Wszyscy chcieli ratować dobytek. To się poniekąd udało. Na twarzach gościł spokój i uśmiech. Oława. Niecałe 30 kilometrów od Wrocławia. Uratować naszą Oławę. Kochani, cztery łopaty do worka. Nie więcej! Tu przez całą noc mieszkańcy walczyli o miasto. Fala powodziowa była coraz bliżej. Który to już worek przechodzi przez pani ręce? Nie liczy się tego, po prostu idziemy jak najszybszym tempem. Musimy się śmiać, żeby się nie załamać. Zawsze jest nadzieja, nigdy nie zabraknie nadziei. Każdy przy wzmacnianiu wałów przeciwpowodziowych miał swoje zdanie. Jedni przygotowywali worki, drudzy pakowali do nich piasek. Inni dbali o ich wyżywienie. Wydaliśmy już około 300 sztuk w tej chwili. Komu wydajecie te kiełbasy i inne rzeczy? Wszystkim, którzy tutaj pomagają, strażakom, policjantom, mieszkańcom, wszystkim, którzy tutaj aktywnie działają. Cały czas się kopie. Jak nie kopie, to się rzuca. I tak trzeba pracować. Mobilizacja była ogromna. Coś niesamowitego się dzieje, dlatego mnie to bardzo cieszy, że nie trzeba było się za bardzo prosić, po prostu było hasło: kochani, potrzebujemy rąk do pracy. I to się wydarzyło. Jest 3:00 w nocy, właśnie teraz do miasta miała dochodzić ta pierwsza fala kulminacyjna. W ciągu kilku godzin stan wody delikatnie się podniósł, ale niezaprzeczalne jest to, że sytuacja na Odrze, w Oławie, wciąż jest bardzo poważna. Fala wezbraniowa pojawiła się w mieście rano. Tuż po 10:00. W niektórych miejscach przesiąkały wały. Mieliśmy 738 rano, teraz mamy 742. Tutaj ta fala kulminacyjna właśnie przechodzi przez Oławę i powiat oławski. To zaledwie 24 mniej niż podczas powodzi w '97 roku. Najgorzej było w dzielnicy Zwierzyniec Duży. Tam ewakuowano niektórych mieszkańców. Odra zalewała ulice, posesje. Chwila moment to było. Ogródek był zadbany, wszystko, budynek gospodarczy, garaże, kurki. 17 kurek. Matko kochana. Gdyby nie te wały, cały dobytek zabrałaby woda. Na Zwierzyńcu w oczekiwaniu na przyjazd służb pomagają sobie są sąsiedzi. My jesteśmy przygotowani na przyjęcie tej wody i odpierać te ataki, które przychodzą do nas z zewnątrz. Co może się wydarzyć? To jest woda, to jest żywioł. Dwie sąsiadujące z Oławą wsie - Stary Otok i Stary Górnik - zostały odcięte od świata. Służby próbują dotrzeć do poszkodowanych śmigłowcami i za pomocą quadów. Fala wezbraniowa ma przepływać przez Oławę jeszcze kilka dni. Jednym z miejsc, gdzie woda wdarła się do miasta, jest Lewin Brzeski, w Opolskiem. Nysa Kłodzka zalała około 90% miasta, część mieszkańców ewakuowano, ludzie nie mają wody i elektryczności, nie działają telefony. Do Lewina Brzeskiego dotarł Michał Niewodowski. Jak wygląda teraz sytuacja? Sytuacja poprawiła się. Woda zaczęła opadać. Stan Nysy się obniżył. Dalej są problemy z elektrycznością i zasięgiem. Ale jest bieżąca woda. Jest apel, żeby ją przegotować przed użyciem. Niewielki Lewin Brzeski - wezbrana Nysa w kilka godzin dosłownie zatopiła miasteczko. Ocalał jedynie rynek i miejski ratusz. U mnie Fabryczna jest zalana całkowicie, że w ogóle wyjść nie idzie, w ogóle mam wszystko zniszczone w domu. Pod wodą znalazło się 90% miejscowości. Woda sięgała tu 2 metrów. Dlatego władze zarządziły ewakuację. Ewakuowaliśmy ok. 400 osób. Jeżeli będzie takie zapotrzebowanie, dodatkowe siły i środki zostaną zwiększone i zadysponowane na miejsce zdarzenia. Ewakuowani znaleźli schronienie u sąsiadów i osób prywatnych. Bo pod wodą znalazł się także budynek miejscowej szkoły. Realizujemy cele wyznaczone przez dowództwo i ewakuujemy tylko osoby, które wyrażą na to zgodę. Dziś powoli opadająca woda odsłania skalę zniszczeń. Zniszczona jest większość dróg dojazdowych do Lewina i większość zabudowań. A każdy zalany dom to ludzki dramat. Ja nie mam do czego wrócić, mieszkanie całe zalane. Wylewałam wodę wiaderkiem. Ratowałam dom. Mieszkańcy nie mają elektryczności, nie działają telefony. Prądu nie mamy. Sami wytwarzamy prąd pod ratuszem. Do niektórych części miasteczka dotrzeć można jedynie tak, jak robi to pan Kamil. Pomyślałem sobie, że skoro mam dwa w domu, to jeden będę napędzał, a w drugim będę przewoził rzeczy. Bo w Lewinie brakuje dosłownie wszystkiego. Od butelkowanej wody przez środki higieny po żywność. Woda, pieczywo. Osoby, które doświadczyły tej klęski żywiołowej, będą wdzięczne ze wszystkiego. Na miejscu pracują służby, pomagają też fundacje. Ta rodziny Maj oraz Fundacji Droga do Przeżycia robią to z nieba. Piloci helikopterów docierają tam, gdzie inni dotrzeć nie mogą. Był pan który potrzebował insuliny, policzyli drogę, że to jest około 3-4 h. My byliśmy tam w 3 minuty. Z powietrza jeszcze dobitniej widać skalę żywiołu, który dotknął południe Polski. Największy dramat rozgrywa się w małych wioskach, w małych miejscowościach. Wielka woda coraz bliżej Wrocławia, tak boleśnie dotkniętego powodzią w '97 roku. Według prognoz kulminacyjna fala ma dotrzeć do miasta już jutro. Sytuację obserwuje Tomasz Mildyn. Czy wszystko pod kontrolą? Te informacje są dynamiczne. Był komunikat, że fala dotrze jutro w nocy. Mamy informację sprzed chwili. Fala ma się zbliżyć tu dziś w nocy. Rzeka Odra we Wrocławiu rośnie znacząco. Mieszkańcy są przygotowani na wydarzenia po lewym brzegu. Boją się cofki. Czeka tu wał. Było hasło i to się wydarzyło. Jest nadzieja. To żywioł. Nie mam do czego wrócić. Wielka woda opada i już widać, że w wielu miejscach zniszczenia są przerażające. Jak to wszystko posprzątać, odbudować, jak naprawić, żeby można było żyć? Powodzianie sami biorą sprawy w swoje ręce, ale sami nie dadzą rady. O wielkim sprzątaniu, które rusza, bo nie ma co czekać, i o tym, co przed nami. Czechowice-Dziedzice nadal pod wodą. Żywioł zabrał Markowi Srokolowi wszystko. Musi przyjść jakiś fachowiec. Zbadać, czy nie będzie trzeba znów tynków tak jak w 2010. Malowanie, płytki. Wszystko podniosło. I czekamy na to, aby jak najszybciej ta woda zeszła. Wiele domów przy ulicy Wierzbowej jest zniszczonych. Straty liczone są w setkach tysięcy. Wszystko do wyrzucenia, panele na nic się nie nadają. Poszkodowani robią, co mogą, by uratować resztę dobytku. Od trzech dni pracują bez przerwy. Wiadra, łopaty i rękawice to jednak za mało, potrzeby są duże większe. Osuszacz konkretny by się przydał. Potrzebujemy agregaty mini, takie do opryskiwania drzew, co są, żeby wlać tam środek dezynfekujący. Najtrudniejsze zadanie to nie tylko uprzątnięcie, ale także osuszenie zalanych budynków. Każdy, kto potrzebuje, bezpłatnie może wypożyczyć odpowiedni sprzęt. Proszę o to, aby wszystkie osoby, które mają taką potrzebę, zgłaszały taką potrzebę do gmin. My będzie sukcesywnie zapewniali odpowiednią. Liczbę urządzeń. Wyzwaniem jest także wymiana przed jesienią i zimą zalanych i zniszczonych pieców. Starty liczy cała południowo-zachodnia Polska. To Kłodzko i morze potrzeb. Widać na ścianie ślady, ile było wody w mieszkaniu, aktualnie jesteśmy bez niczego. Działamy, próbujemy jak najszybciej wyciągnąć wszystko, wyburzyć ściany, bo wilgoć już wychodzi. W Głuchołazach powódź zerwała tymczasowy most. Już wiadomo, że zostanie odbudowany. Jeszcze dzisiaj nad ranem rozpocznie się decydująca faza odbudowy tego mostu. Zajmie się tym wojsko. Przeprawa jest potrzebna, by mieszkańcy mogli przedostać się na druga stronę miasta. Trwa sprzątanie i liczenie strat, lista potrzeb jest bardzo długa. Pierwsza rzecz, która jest teraz najbardziej potrzebna, to są miotły, łopaty. Wszystko to, czym możemy posprzątać i ogarnąć. W oddalonych o około 60 km Stroniach Śląskich mieszkańcy nadal bez prądu. To, na co pracowaliśmy latami, zniknęło pod wodą w jednej chwili. Jak pani patrzy teraz na swój dom... Jestem przerażona. Czy w ogóle sobie dam radę. Ja już mam dużo lat. Nie wiem, jak będzie. Czy dożyję. Woda, która w tak ogromnych ilościach płynie za moimi plecami, wszędzie tam, gdzie wezbrała, zabiera ze sobą wszystko. Zalewa nie tylko budynki, pola, ale i szamba, studnie, cmentarze czy wysypiska. Niesie też ciała zwierząt i resztki organiczne, a to zagrożenie, o którym trzeba pamiętać już teraz i gdy woda opadnie. Powiedzieli, żeby się szybko spakować. To jeden z najdramatyczniejszych momentów ostatnich dni. Woda wdarła się do szpitala w Nysie, a pacjenci zostali ewakuowani. Wśród nich była pani Ewelina. Dziś jest już bezpieczna i ze spokojem czeka na poród w szpitalu w Krapkowicach. Ja się bardzo bałam, natomiast strażacy nas uspokajali i stanęli na wysokości zadania, było ciężko, ale nie było innego wyjścia. Na zalanych terenach nadal nie działa część przychodni, dlatego NFZ uruchomił specjalną infolinię. 800 190 590 to numer, pod którym można uzyskać informacje na temat dostępnej pomocy zdrowotnej w najbliższej okolicy. Lekarze rodzinni w miejscu, w którym pacjenci przebywają, będą przyjmowali, nawet jeżeli to są pacjenci zapisani do tego lekarza rodzinnego, tak że proszę się nie obawiać, proszę się do kolegów lekarzy zgłaszać. Wiele osób ewakuowanych ma też problem z dostępem do leków. Główny inspektor farmaceutyczny ostrzega przed przyjmowaniem środków, które zostały zalane. Ponieważ w tych wodach oprócz zanieczyszczeń mogą być substancje ropopochodne i toksyczne. W sytuacji zagrożenia zdrowia bądź życia recepty mogą wystawić również farmaceuci. Jednak na zalanych terenach nadal nie działa kilkadziesiąt aptek. Tyle zostało po aptece w Kłodzku. Mamy też pozytywne informacje, chociażby z miejscowości Lądek Zdrój, gdzie dziś w godzinach porannych zostało przywrócone funkcjonowanie apteki dzięki dostarczeniu starlinków. Teraz kluczowe jest opanowanie zagrożenia epidemiologicznego. Woda powodziowa zalewa kanalizację, podmywa cmentarze i niesie ze sobą wszystko, co spotka na drodze. A to oznacza ogromne ryzyko rozwoju chorób zakaźnych. Tam, gdzie woda wdarła się do miast, wodociągi są najczęściej unieruchomione, ponieważ nie ma prądu i tam należy pić wodę butelkowaną lub dostarczaną w cysternach. Eksperci apelują też o utylizowanie żywności, która miała kontakt z wodą powodziową, nawet tej, która wydaje się hermetycznie opakowana. Woda przepływa przez rożne miejsca, porywa różne zanieczyszczenia. Czy to chemiczne, czy inne, a więc kontakt z wodą powodziową jest niebezpieczny, Lekarze przypominają też o odległych skutkach przebywania w zawilgoconych pomieszczeniach. Zespół chorego domu, czyli te nawilgocone ściany będą uwalniały rożnego rodzaju związki, na drodze wziewnej - kaszel, duszność, podrażnienie dróg oddechowych. Eksperci szacują, że usuwanie skutków powodzi zajmie co najmniej kilkanaście tygodni. Potrafimy, co już wielokrotnie pokazaliśmy, jednoczyć się w najtrudniejszych chwilach. Ofiary klęski żywiołowej - ludzie, ale przecież także i zwierzęta, nie mogą postać bez pomocy. Państwo to wiedzą i ruszają na pomoc. W falę pomocy włącza się też Telewizja Polska. Jest ze mną Małgorzata Wiśniewska. Jak nasi widzowie zareagowali na apel fundacji TVP? To nasz obowiązek - mówią nasi widzowie. Przychodzą do budynku TVP od rana. Potrzebna jest woda, karma dla zwierząt, niepsujące się jedzenie. Przynoszono też materace, koce. To przerażające. Można wpłacić. Ale można zostawić te rzeczy. Człowiek czuje odpowiedzialność. Nie można zostawiać drugiego człowieka. Przeżyłam pożar. Nie wyobrażam sobie nie pomóc. TVP zbiera też za pośrednictwem internetu i SMS-owo. Na kontach fundacji jest ponad 2,5 mln zł. Suma wciąż rośnie. Teraz o działaniach państwa. Zasiłki dla poszkodowanych, pomoc w spłacie kredytów mieszkaniowych, dofinansowania na odbudowę, ale także wsparcie dla właścicieli firm. Rząd obiecuje uproszczone procedury i szybką ścieżkę przyznawania wsparcia. Jak się o nią ubiegać, można sprawdzić na stronie www.gov.pl. Tam, gdzie była wielka woda. Teraz jest wielkie sprzątanie. Dzielnica Zamłynie w Nysie wciąż podtopiona. Ale mieszkańcy powoli zaczynają sprzątać domy. Straty pół miliona co najmniej. Meble, drzwi, podłoga, sprzęt kuchenny - wszystko jest tu do wyrzucenia. Woda ścianami wchodziła, nie tylko drzwiami, oknami, ale też ścianami. Nie mieli szans, by cokolwiek zabezpieczyć. To było 15 minut, jak ta woda się wdarła. Ja ledwo zdążyłam uciec z domu. Już można składać wnioski o 10 tysięcy bezzwrotnej pomocy. Można zawnioskować, nawet ustnie, żeby w ciągu 2 dni od złożenia wniosku te pieniądze trafiły do osoby poszkodowanej. Oprócz tego powodzianie otrzymają też do stu tysięcy złotych na remont mieszkania i do 200 tysięcy na odbudowę domu. Skala zniszczeń - 2 domy, gospodarstwo ogrodnicze, 3 hale, garaże, wszystko, co mogło płynąć, to popłynęło. Będzie też wsparcie dla posiadaczy kredytów hipotecznych na mieszkanie lub dom, które zniszczyła powódź. Raty przez rok będą umorzone. Spłaci je Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. To jest umorzenie, to nie jest tak, że to jest przesunięcie, jak czasami bywa z tą pomocą dla kredytobiorców. Tylko tu fundusz bierze na siebie spłatę tej raty. Także przynajmniej na rok najbliższy będziecie mieli spokój ze spłatą kredytu. Jest jeden warunek. Dotyczy kredytobiorcy, który utracił chociażby czasowo możliwość korzystania z domu lub lokalu mieszkalnego. Wsparcie dla poszkodowanych zapowiada też sektor bankowy. Chodzi między innymi o kredyty konsumenckie oraz dla mikrofirm. Przewidujemy w istocie odroczenie spłat rat kredytowych. Pracujemy jeszcze nad tym, na jaki okres. Ubezpieczyciele skierowali dodatkowe ekipy rzeczoznawców. Wzmocnili call center, wydłużyli godziny pracy, wycofali absolutnie wszystkie urlopy. Tzn. wszystkie ręce na pokład skierowane na Dolny Śląsk. Przeznaczyliśmy jako firma prawie 20 milionów złotych na takie cele, które są tutaj naprawdę potrzebne, czyli sprzątanie, usuwanie skutków powodzi. ZUS uruchomił specjalną infolinię dla poszkodowanych przedsiębiorców, przysługują im ulgi w opłacaniu składek. Z kolei UOKiK zapowiedział kontrole cen na Dolnym Śląsku. Gumowce czy rękawice miały zdrożeć nawet dwukrotnie. Uprzedzam wszystkich, którzy spekulują, czy usiłują zarobić na powodzi. Mam narzędzia związane ze stanami nadzwyczajnymi i użyjemy tych narzędzi, żeby przymusić do powrotu do cen sprzed powodzi. W razie konieczności premier nie wykluczył wprowadzenia cen urzędowych na niektóre produkty. Kraje dotknięte powodzią dostaną wsparcie z funduszy unijnych. Taka deklaracja płynie z Brukseli. Aby otrzymać pieniądze z Funduszu Solidarności Unii Europejskiej, trzeba oszacować straty. Więcej o tym, jak Europa chce pomóc i co rządzący pilnie muszą zrobić, aby tę pomoc odczuł przeciętny Kowalski. O powodziach w europarlamencie w Strasburgu eurodeputowani dyskutowali dziś przez ponad trzy godziny. Musimy współczuć i ratować. Apelujemy o pomoc nie tylko w gestach i słowach solidarności, ale poprzez natychmiastowe przekazanie środków dla poszkodowanych przez kataklizm. W ramach Europejskiego Mechanizmu Ochron unijne kraje pomagają, wysyłając sprzęt, w tym łodzie i ratowników. Wniosek o taką pomoc na razie do Brukseli złożyli tyko Czesi. To przykład naszej solidarności. Ale musimy też usiąść z krajami dotkniętymi powodziami i omówić, w jaki sposób możemy wesprzeć je w odbudowie i zwiększyć wydatki na działania naprawcze po kataklizmach, których będzie coraz więcej. W ciągu ostatnich 30 lat powodzie dotknęły ponad 5,5 miliona obywateli Unii, spowodowały śmierć 3 tysięcy osób i olbrzymie straty materialne. Średni koszt zniszczeń spowodowanych klęskami żywiołowymi w latach 90. wynosił 8 miliardów euro rocznie, obecnie to ponad 50 miliardów rocznie. Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem. Jest też szczególnie podatna na ekstremalne zjawiska pogodowe takie jak to, o którym dziś rozmawiamy. Nie ma powrotu do bezpiecznej przeszłości. Tymczasem unijny Fundusz Solidarności to rocznie zaledwie 1,5 mld euro. A Bruksela zwraca do 25% poniesionych strat. Na trudny dostęp do tych środków uwagę zwracali już między innymi Belgowie. Choć starty po powodzi, która nawiedziła ich kraj trzy lata temu, oszacowano na 3 miliardy euro, to z Funduszu Solidarności otrzymali niecałe 90 milionów. Na rozpatrzenie wciąż czeka wniosek Niemiec, które powódź nawiedziła w maju. Dlatego polscy europosłowie apelują o zwiększenie i przyspieszenie wypłat z Funduszu Solidarności. Polska dziś powiadomiła Komisję Europejską, że chce z niego skorzystać. Na usuwanie zniszczeń minister Pełczyńska-Nałęcz planuje też wykorzystać inne unijne pieniądze. Okazją do omówienia tych propozycji będzie jutrzejsza wizyta szefowej Komisji Europejskiej we Wrocławiu. W spotkaniu z Ursula von der Leyen poza polskim premierem wezmą też udział przywódcy Słowacji, Czech i Austrii. Kończymy 19.30. Już za chwilę Pytanie Dnia, które zadawać dziś będzie rodowita wrocławianka, która doskonale pamięta powódź z '97 roku, Justyna Dobrosz-Oracz. Pytań nie zabraknie, bo czeka na nie premier Donald Tusk. Dziękuję, że są państwo z nami. Do zobaczenia jutro.