Senator PiS pozytywnie wypowiadał się ws. SAFE - właśnie został wyrzucony z klubu. Jak zaradzić rosnącym cenom surowców i energii? Co dalej w ETS? W Brukseli unijny szczyt. Ceny najwyższe od ponad 3 lat - 30% w górę po nowych atakach na Bliskim Wschodzie. Zapraszam na "19.30". Tylko ta jedna opinia... "Jest to bardzo dobry pomysł finansowo". ...o unijnych miliardach z programu SAFE wystarczyła, by kierownictwo PiS-u... Eliminujemy go z klubu. ...pozbyło się ze swojego klubu tego senatora. Już pan został wyrzucony, szybko poszło. No tak. Tak wygląda wolność słowa w PiS-ie. A raczej jej brak. Jak pan się z tym czuje? Niedobrze. 25 lat poświęciłem tej partii, swoich pomysłów, czasu, finansów. A jakieś "dziękuję" pan usłyszał za lata współpracy? Nie. Ani staż, ani zasługi senatora Włosowicza kierownictwa PiS-u nie powstrzymały. Powiedział prawdę, dlatego wyleciał z PiS-u. Problem w tym, że to prawda niezgodna z tą narracją PiS-u. Polska pod niemieckim butem. Czyli pan nie dostrzega tego zagrożenia, że Polska może skończyć pod niemieckim butem? Nie, dostrzegam. Do tej pory Polska się zadłużała na rynkach zagranicznych. I wtedy Jarosławowi Kaczyńskiemu to nie przeszkadzało. Stać nas na to? Lepiej być zadłużonym czy okupowanym? To już nieaktualne stanowisko, bo wtedy PiS było u władzy. Teraz jest w opozycji, więc zmiana o 180 stopni. Gigantycznej pożyczce, którą nasi wnukowie będą spłacać. Z pomocą PiS-owi przychodzą prezydent i szef Narodowego Banku Polskiego. Tyle że ich propozycja zdaniem rządzących jest kompletnie bez pokrycia. Tam nie ma żadnych pieniędzy. Do tego po analizie sejmowych prawników pojawił się problem. Są wątpliwości bardzo poważne co do konstytucyjności tej ustawy. Marszałek więc odsyła projekt do Pałacu Prezydenckiego po dodatkowe analizy. A minister obrony nie mówi prezydenckiemu projektowi jednoznacznego "nie". Jestem zwolennikiem prac nawet mimo wad konstytucyjnych. Chciałbym, by zostały naprawione. Wicepremier Kosiniak-Kamysz obok ministra finansów został upoważniony do podpisania umowy dotyczącej SAFE. Aż tak chwalonej przez senatora - do niedawna z klubu PiS-u. Sądzę, że żadne z nas nie otrzyma prywatnie takiego kredytu, jaki Polska może otrzymać. PiS o swoim nie tak dawnym koledze niechętnie rozmawia. Senator Włosowicz. A czemu pan się tak uśmiecha? Bo od wczoraj jest senator Włosowicz w sytuacji, kiedy on od 2011 roku nie jest członkiem naszej partii. Politycy PiS starają się zdystansować od Włosowicza, który krytykuje partię za stanowisko w sprawie SAFE i skręt w stronę nacjonalizmu. Ocenę tę podzielają też rządzący. Dzisiaj PiS stało się zakładnikiem takiego kursu skrajnie w prawo. Którego twarzą został ten polityk. Ma pan panele, czy pan nie ma paneli? A skąd pan wziął panele? Tyle że tu pojawia się problem z wiarygodnością. Bo choć Czarnek wykrzykiwał... OZE-sroze. ...to na jaw szybko wyszły informacje o tym, że sam ma zamontowane na dachu panele fotowoltaiczne. To teraz antyniemiecka obsesja. Kto do ciebie dzwonił, Tusku? Friedrich? Ursula? To retoryka, a to praktyka. Czarnek ruszył w kampanijną trasę niemieckim samochodem. Das Auto fur Czarnek. Razem z nim w Polskę ruszyli inni politycy PiS-u. Zostawcie nasz uniwersytet. Robicie tu szoł, ludzie mają konkretne potrzeby, a wy chcecie wprowadzić swoją agendę. Kopiować Trumpa, Kirka. I gdy wyborcy, w tym przypadku studenci, ze zliftingowanym PiS-em, w teorii otwartym na nowe środowiska, się nie zgadzają... Hańba. ...to PiS stuka się w głowę. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze m.in.: Europa walczy z drożyzną paliw - limity cen i interwencje rządów. Dziesiątki stacji benzynowych w północnej Słowacji dosłownie wyschły. Naprawdę obawiamy się tych wzrostów. Zaginął ponad 80 lat temu w Warszawie, obraz znaleziono w mieszkaniu w Katowicach. Miał znajdować się w jednej z warszawskich kolekcji i miał zaginąć. Od czasów II wojny światowej widniał w rejestrze utraconych dóbr kultury. Trzeba mówić o wielkim szczęściu. ETS kością niezgody w Brukseli. Polska i 9 innych krajów podpisały się pod listem do szefowej Komisji Europejskiej w sprawie reformy systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Liderzy domagają się złagodzenia jego wpływu na ceny energii elektrycznej. Łączymy się z Dorotą Bawołek. Jakie są szanse, że apel zostanie wysłuchany? Dość duże, bo coraz więcej stolic w zmianach tych opłat widzi szybkie ogólnoeuropejskie rozwiązanie dla rosnących cen energii, które potrafią obalać rządy. Wspólne zdjęcie europejskiej rodziny to stały element szczytu, na twarzach niektórych przywódców widać troskę - tym razem o unijną gospodarkę. W świecie, który staje się coraz trudniejszy, Europa musi umieć się utrzymać i dotrzymać kroku zarówno w zdolnościach obronnych, jak i bezpieczeństwie energetycznym. Któremu zagrażają ostatnio rekordowe ceny. Komisja Europejska zebrała dane z których wynika, że rachunek za prąd w Europie w ponad 50% składa się z ceny samego gazu, 18% to koszt przesyłu, 15% stanowią podatki, a 11% to ETS. I to właśnie zmian w tych ostatnich europejskich opłatach domaga się coraz więcej unijnych stolic. Jestem tu, by walczyć o europejski przemysł, czeski przemysł. ETS już kosztował 13 mld euro, ten system niszczy gospodarkę i musi zostać zmieniony. Europejski system handlu emisjami to główne narzędzie polityki klimatycznej Unii, które działa według zasady "zanieczyszczający płaci", wymagając od przemysłu ciężkiego, energetyki, transportu lotniczego i morskiego pozwoleń na emisję CO2. Uzyskane w ten sposób pieniądze unijne rządy mają wykorzystywać na transformację energetyczną. Jedno takie uprawnienie przypomina nam bilet. Tak jakby bilet wstępu gdzieś albo bilet do parkowania, można nawet powiedzieć: bilet do kina, ale w tym wypadku to jest po prostu bilet stanowiący pozwolenie na zatruwanie atmosfery. Unia ustala pulę takich biletów, która co roku jest zmniejszana, wymuszając redukcję spalin. Część pozwoleń w sprawie emisji unijne kraje do tej pory otrzymywały za darmo, ale Bruksela chce odejść od takiego rozwiązania. Warszawa postuluje, by je utrzymać. Inne państwa także są skłonne wesprzeć nas w tym żądaniu, aby możliwa była kontynuacja darmowych uprawnień do emisji dla przemysłu, w tym oczywiście przemysłu polskiego. Polska wraz z 9 państwami przekonuje też do zwiększenia liczby płatnych pozwoleń, ograniczając w ten sposób ich cenę. Na takie rozwiązanie jest już wstępna zgoda na szczycie. Siłę Polski w Europie buduje się otwartą dłonią, a nie zaciśniętą pięścią. Takimi słowa Donald Tusk podsumował kuluarowe negocjacje, które prowadzi w Brukseli już od wczoraj, a dzięki którym zrozumienie budzi także inny postulat Warszawy, dotyczący wyłączenia z systemu ETS sektorów współpracujących z przemysłem zbrojeniowym. Musimy kontynuować transformację energetyczną, ale brać przy tym pod uwagę specyficzne sytuacje niektórych państw i ich wciąż energochłonne sektory gospodarki. Negocjacje trwają. Najpóźniej w 2028 roku w życie ma wejść ETS2, który obejmie transport drogowy i ogrzewanie budynków. A teraz gazowe oko za oko na Bliskim Wschodzie. Po uderzeniu Izraela w irańskie pola gazowe i odpowiedzi Teheranu w postaci ostrzelania infrastruktury w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich ceny surowca w Europie wzrosły o 1/3. Donald Trump zagroził, że jeśli Irańczycy będą nadal atakować, to wysadzi złoża Iranu. Czy grozi nam globalny kryzys energetyczny? Pełny bak i maksymalnie 10 litrów diesla do kanistra. Ale na niektórych stacjach można zatankować jeszcze mniej. Na tej to maksymalnie 50 litrów. Premier Robert Fico mówi o stanie zagrożenia naftowego w kraju. A za sytuację wini turystykę paliwową z Polski, która ma wysuszać słowackie stacje. Doszło do sytuacji, w której dziesiątki stacji benzynowych w północnej Słowacji dosłownie wyschły. A to dlatego, że cena u nas jest znacznie niższa w porównaniu do tych w Polsce i Polakom opłaca się przyjeżdżać. To powoduje niestabilność. Dlatego obcokrajowcy za paliwo na Słowacji zapłacą więcej. Podobnie jest na Węgrzech, gdzie również stacje sygnalizują niedobory. W sąsiedniej Rumunii ceny rosną w tempie szybszym niż w najśmielszych czarnych scenariuszach. Byłam bardzo zaskoczona, jak bardzo cena skoczyła. Naprawdę obawiamy się tych wzrostów. Mimo interwencji rządu olej napędowy przekroczył psychologiczną barierę 10 lei, czyli 8 zł i 40 gr. A to sytuacja na giełdach. Rano cena baryłki ropy Brent skoczyła aż o 10%. Cena gazu ziemnego o przeszło 30%. W ten sposób inwestorzy zareagowali na płonąca największą na świecie instalację do produkcji i eksportu gazu LNG w Katarze. Uderzył w nią irański pocisk balistyczny, powodując rozległe uszkodzenia. Zastrzegamy sobie pełne prawo do odpowiedzi na ten atak wszelkimi dostępnymi środkami prawnymi. Ostrzej zareagowała Arabia Saudyjska. Zastrzegamy sobie prawo do podjęcia działań wojskowych, jeśli uznamy to za konieczne. Nie będziemy się wahać, by chronić nasz kraj i nasze zasoby gospodarcze. Bo reżim ajatollahów uderzył nie tylko w Katar, który jest drugim największym eksporterem LNG na świecie. Ale też w Saudów, którzy z kolei są największym światowym eksporterem ropy naftowej. To rafineria należąca do Saudi Aramco. Irańskie drony zaatakowały też dwie instalacje w Kuwejcie. Ta w Mina al-Ahmadi wytwarza ponad 700 tys. baryłek ropy dziennie. Ucierpiał też zakład gazowy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To operacja odwetowa, która trwa i jeszcze się nie skończyła. Jeśli ataki na infrastrukturę energetyczną Iranu się powtórzą, to nasze ataki nie ustaną aż całkowitego zniszczenia instalacji wroga. Irańską furię spowodował izraelski atak na te złoża gazu. Należą do Iranu i odpowiadają za 70% energii wytwarzanej przez kraj. Ale grozi też Donald Trump, jeśli Iran jeszcze raz uderzy w katarskie obiekty LNG. "USA wysadzą w powietrze całość South Pars z taką siłą i mocą, jakich Iran nigdy wcześniej nie widział". Szef Pentagonu zapewnił dziś, że w 20. dniu operacji ta przebiega zgodnie z planem. Armia USA kontroluje los Iranu. Na dalszą wojnę chce od Kongresu aż 200 mld dolarów. Rusza Ośrodek Systemów Autonomicznych. Nowa inicjatywa ma przyspieszyć wdrażanie technologii w armii i skrócić czas od rozpoczęcia badań do testowania sprzętu w wojsku i masowej produkcji. W planie ma być głównie budowa dronów. Minister obrony zapowiedział, że prace nad tzw. polskim Shahedem, czyli rodzimym bezzałogowym statkiem powietrznym, są już na finiszu. Tak wygląda rewolucja w polskim wojsku. Te drony Polskiej Grupy Zbrojeniowej już służą polskim żołnierzom. Ale w przypadku bezzałogowców konieczne są kolejne inwestycje. Dlatego rząd powołał Ośrodek Systemów Autonomicznych, który ma wprowadzić naszą obronność na zupełnie inny poziom. To niesamowity moment, kiedy wielkie odkrycia połączą się z praktyką i produkcją. OSA ma być centrum naukowo-przemysłowym, współtworzonym przez wojskowe i cywilne instytuty badawcze oraz Polską Grupę Zbrojeniową. Ma być szybko i nowocześnie, bo taka jest współczesna wojna. To widzimy w konflikcie rosyjsko-ukraińskim. Roboty, drony, różne obiekty, które przemieszczają się bez bezpośredniego udziału człowieka, są po prostu bezpieczne dla jednej czy drugiej armii. Jeszcze 3 lata temu na bezzałogowce w wojsku wydaliśmy 100 mln zł. Rok później była to kwota 3 razy większa, a w 2025 roku rząd na drony przeznaczył już 700 mln zł. W tym roku to będzie 25 mld zł na umowy z programu SAFE. Z tych pieniędzy zostanie sfinansowany m.in. system SAN, czyli ściana antydronowa na naszej wschodniej granicy. Ta inwestycja warta jest 15 mld. To jest autostrada dronowa. Systemy uderzeniowe, drony rozpoznawcze, laboratoria dronowe w jednostkach wojskowych. To jest rewolucja, która dzieje się na naszych oczach. Jednym z filarów tej rewolucji ma być polski dron typu Shahed o wdzięcznej nazwie PLargonia. Na tych zdjęciach widzimy prototyp urządzenia, które już wkrótce w pełnej krasie zostanie zaprezentowane w akcji. Jest to już finał prac i jest to pierwsze zadanie dla OSY, żeby doprowadzić ten projekt jak najszybciej do użyteczności. A takich projektów ma być więcej. Synergia działań polskiego przemysłu, polskiej nauki i polskiego wojska to jest przyszłość nie tylko sił zbrojnych, ale i całego państwa polskiego. Bo tylko trzymając rękę na pulsie rewolucji technologicznej, jesteśmy w stanie skutecznie dbać o nasze bezpieczeństwo. Białoruś uwolniła 250 więźniów politycznych - taką informację przekazała ambasada Stanów Zjednoczonych na Litwie. W zamian USA zgodziły się złagodzić sankcje na białoruski sektor finansowy oraz zakłady potasowe. Wśród kilkunastu wymienianych nazwisk nie ma dziennikarza i działacza Związku Polaków na Białorusi Andrzeja Poczobuta, wtrąconego do kolonii karnej na 8 lat. Szef Kancelarii Prezydenta kieruje do marszałka Sejmu pismo w sprawie wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Według Zbigniewa Boguckiego analiza procesu budzi "poważne wątpliwości". Sześcioro sędziów zostało wybranych przez Sejm w piątek. Przeciwko był klub PiS. Politycy PiS chcą uznania za niekonstytucyjne przepisów, które sami wprowadzili 10 lat temu. Mija 6 dni od tego momentu. Sejm 13 marca wybrał nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Ale do tej pory Karol Nawrocki nie zaprosił ich do Pałacu Prezydenckiego, by odebrać ślubowanie. To dziwi byłego prezesa TK. Powinien zrobić to, co np. zrobił Lech Kaczyński, gdy ja zostałem wybrany sędzią TK. Na drugi dzień po wyborze zaprosił mnie do Pałacu Prezydenckiego. Pałac Prezydencki od kilku dni coraz głośniej wyraża wątpliwości. Istnieją daleko idące zastrzeżenia co do sposobu procedowania przez Sejm. W tej sprawie szef Kancelarii Prezydenta wysłał pismo do marszałka Sejmu. Pisze o naruszeniu konstytucji i procedur, m.in. przez niedochowanie terminu zgłaszania kandydatur. Odpowiedź na wszystkie wątpliwości została już opublikowana na sejmowych stronach internetowych. Politykom PiS działania Pałacu się podobają - inaczej niż nowo wybrani sędziowie. Ewidentny skok na Trybunał obecnej koalicji rządzącej, naruszenie pluralizmu tej instytucji i obiektywizmu, który był przez ostatnie dziesięciolecia pielęgnowany w Trybunale. Ale żaden z tych nowych sędziów TK nie siedział jeszcze do niedawna w sejmowych ławach. Inaczej niż powoływani przez PiS byli posłowie tej partii: Krystyna Pawłowicz czy Stanisław Piotrowicz. A szef partii rządzącej nie mówił, że są jego odkryciem towarzyskim. W rządzie PiS był też obecny prezes Trybunału Bogdan Święczkowski. Według byłego prezesa TK są obawy, czy nie zaszkodzi nowym sędziom w przypadku braku ślubowania. Albo ich nie wpuści do Trybunału, albo jeśli wpuści, to np. nie będzie przydzielał spraw. PiS, by zablokować zmiany, zaskarżył do Trybunału własne, uchwalone w czasie rządów zjednoczonej Prawicy, przepisy o TK. przepisy przez nas tworzone w szczytnych celach posłużyły z czasem do paraliżu i demontażu państwa. W myśl zasady, że "ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni", dzisiaj bronią Trybunału przed upolitycznieniem, chociaż sami go w 2016 roku upolitycznili. Politycy koalicji już mówią o celowym działaniu prezydenta i zapowiedzi braku przyjęcia ślubowania. Obserwując to, co robi Nawrocki, nie spodziewam się, dlatego że pan Nawrocki robi wszystko, żeby utrudniać rządzenie. Konstytucja mówi wprost: sędziów do Trybunału wybiera Sejm. Z kolei w ustawie o Trybunale jest zapis, że osoba wybrana na sędziego składa wobec prezydenta ślubowanie. Akt ślubowania ma charakter właściwie techniczny, czynności ceremonialnej, która w ich statusie nie doprowadzi do zmiany polegającej na tym, że oni dopiero w tym momencie staną się sędziami. Jak mówi prof. Andrzej Zoll, jeśli głowa państwa nie zorganizuje uroczystości, złamie konstytucję. Ale jego zdaniem ślubowanie może odbyć się bez prezydenta. Ważne jest tylko, żeby akt ślubowania z podpisem danego sędziego trafił do rąk prezydenta. To jeden z pomysłów na plan B. Sędziowie złożyliby wówczas ślubowanie przed marszałkiem Sejmu. Na uroczystości miałby być obecny prezydent. Na razie rządzący liczą jednak, że Karol Nawrocki przyjmie ślubowanie od sędziów. Horyzont czasowy oczekiwania na decyzję głowy państwa zarysował marszałek Sejmu. Raz prezydent odebrał, jeden z prezydentów, jeden dzień po powołaniu, raz odebrał dwa dni po powołaniu, a raz półtora tygodnia po powołaniu. Po tym czasie marszałek Sejmu nie wykluczył działań koalicji rządzącej. Podpalali przenośne toalety - będą sądzeni jak dorośli. Policjanci zatrzymali dwóch 17-latków i 18-latka, którzy odpowiedzą za serię podpaleń. Doszło do nich we Wrocławiu. Sprawców udało się znaleźć po opublikowaniu nagrania z monitoringu. Podpalacze nie potrafili wyjaśnić powodów swojego zachowania. Za to, co widać na nagraniu z pętli autobusowej we Wrocławiu, trzech nastolatków może trafić do więzienia na 5 lat. Wszystko to robili dla zabawy. W taki sposób tłumaczenia wyglądały, czyli coś w formie żartu, zabawy, poszukiwania adrenaliny w nieodpowiedni sposób. Prawdziwe emocje dopiero przed nimi. Tłumaczenie, że to była zabawa, wbrew pozorom nie wpływa korzystnie na ocenę sądu. Jeden z podpalaczy ma 18, pozostali dwaj 17 lat, ale cała trójka będzie odpowiadać przed sądem jak dorośli. Na gruncie prawa karnego po osiągnięciu lat 17 już sąd będzie traktował sprawców, będą odpowiadać po prostu jako osoby dorosłe. Takich podpaleń przez kilkanaście miesięcy było 13, po jednym z nich MPK zdecydowało się zamontować monitoring. Widać wyraźnie twarze sprawców, widać sylwetki. Dzięki temu wiemy, że w marcu 3 nastolatków zjawiło się tu w tym samym celu dwukrotnie. Zawsze pojawia się ten aspekt, czy to nie jest wymierzone w kierowców, czy to nie jest wymierzone w naszych pracowników. Podpalacze odpowiedzą za zniszczenie mienia. Wiek i to, że nie byli wcześniej karani, to aspekty, które sąd weźmie pod uwagę przy wymierzaniu kary. Mogą czekać ich konsekwencje finansowe, ograniczenie wolności i prace społeczne, ale skutki mogą być też bardziej długofalowe. Taki wpis zagości w ich kartotece i przynajmniej przez jakiś czas będzie widoczny, co może utrudnić wykonywanie jakiejś określonej grupy zawodów czy dostanie wymarzonej pracy. Policja ma nadzieję, że ta historia pokaże młodym ludziom, że łamanie prawa prędzej czy później kończy się konsekwencjami. Mieszkańcy okolicy, w której dochodziło do podpaleń, też dokładają swój apel do młodzieży. Życie w tym wieku jest też fajne, nie trzeba podpalać, niszczyć. Trzeba pomagać budować, nie niszczyć. Od września w szkołach podstawowych nie będzie można używać telefonów. Smartfony znikną z lekcji i z przerw. Wyjątkiem może być decyzja nauczyciela o ich wykorzystaniu do nauki. Zakaz wprowadza Ministerstwo Edukacji. Decyzja została przyspieszona, jak mówi szefowa resortu, po rozmowie z premierem. Telefony będą mogły być wnoszone do szkół, ale to placówki będą decydować, gdzie je przechowywać w czasie zajęć. To areszt dla telefonów. Szafka, w której urządzenia czekają do końca lekcji. Jak przychodzimy do szkoły, zostawiamy telefony w specjalnych skrytkach, które umieszczone są w holu szkoły. Bo w tej zamojskiej podstawówce telefony są na cenzurowanym. Pomysłowość uczniowska jest bardzo szeroka, w związku z tym jeżeli uczeń zapomni zostawić swoje urządzenie w skrytce, będzie musiał złożyć je do bezpiecznego pokrowca. Etui można odblokować takim magnesem, który jest w gabinecie dyrektora. Od 1 września podobne rozwiązania mają obowiązywać we wszystkich szkołach podstawowych w Polsce. Ministerstwo Edukacji Narodowej kończy prace nad przepisami w tej sprawie. Po pierwsze: szkoła może zabronić używania smartfonów, po drugie: zabraniamy używania smartfonów w szkołach podstawowych. Urządzenia będą dozwolone jedynie w uzasadnionych przypadkach, na przykład zdrowotnych. Do uzależnienia od telefonu przyznaje się co piąty uczeń w Polsce. Najbardziej zgubne jest korzystanie z mediów społecznościowych i aplikacji. Powodują bardzo silne zaangażowanie, potocznie mówimy - wyrzut dopaminy. To te mechanizmy, które powodują, że człowiek chce korzystać więcej. A to może powodować obniżenie koncentracji, rozdrażnienie, problemy ze snem, a także pogorszenie relacji z rówieśnikami. Kiedy spotykają się z hejtem, z jakimś obrażaniem w sieci, często mamy nawet do czynienia z myślami samobójczymi i rezygnacyjnymi wśród dzieci. W Krakowie rozwiązania wdrożyło już kilkanaście szkół. W tym szkoła podstawowa numer 4. Na początku nie było łatwo. Trochę się nudzi, ponieważ telefon odgrywał dużą rolę na przerwach. Po kilku dniach pojawiły się zajęcia alternatywne i refleksja. Przecież o to chodzi, żeby twarzą w twarz ze sobą rozmawiać, a nie cały czas gapić się w telefon. Czyli bez komórki da się żyć? Dokładnie, to nie jest trudne. Nie jest, jeśli dorośli zaproponują rozwiązanie. Bo samo odebranie telefonu to nie recepta. Otworzyć szkolne drzwi na boiska, na korytarzach położyć gry planszowe, stoły do ping-ponga, dzieci w czasie przerw potrzebują się ruszać. Rachunek sumienia powinni zrobić też rodzice. Bo jeśli dorośli godzinami siedzą z telefonem, dają tym przykład dzieciom. Sensacyjne odkrycie w Katowicach. Obraz autorstwa Feliksa Michała Wygrzywalskiego, który zaginął w czasie II wojny światowej - odzyskany. Dzieło "Dzieci nad wodą" zostało znalezione w mieszkaniu jednej z katowickich rodzin, od pokoleń posiadającej zaginioną pracę. Wojenną zgubę namierzyli śląscy policjanci. To ten obraz "Dzieci nad wodą" Feliksa Michała Wygrzywalskiego zaginął ponad 80 lat temu. Obraz, którego poszukujemy, znajdował się w jednej z Warszawskich kolekcji i miał zaginąć, a dokładnie zostać zniszczony, w trakcie powstania warszawskiego. Teraz policja odnalazła go na Śląsku. Policjanci trafili do mieszkania, w którym ten obraz się znajdował, było to na terenie Katowic. Wartość tego obrazu oszacowano na 25 tys. zł. Na razie jest dowodem w sprawie. Trwają dalsze ustalenia dowodowe, które zdecydują, czy osoba, w której kolekcji znajdował się ten obraz, miała świadomość jego pochodzenia. Bo od II wojny światowej obraz widniał w rejestrze dzieł utraconych, choć obecny właściciel twierdzi, że jest to pamiątka rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nie zna ani historii zaginięcia, ani jak ten obraz trafił w ręce jego rodziny. W trakcie II wojny światowej Polsce zrabowano ponad pół miliona dzieł. Wśród nich najcenniejszy obraz z kolekcji Czartoryskich, "Portret młodzieńca" autorstwa Rafaela. Niestety Rafael nie został odnaleziony i być może ktoś jest bardzo świadomy, że ten Rafael jest, i on nigdy nie wypłynie, a może za dziesiątki lat on się znowu pojawi na aukcji. Takie aukcje są stale monitorowane przez Ministerstwo Kultury. Bardzo pomocny jest internet, możemy śledzić aukcje sztuki na całym świecie, możemy porównywać zdjęcia obiektów, które są wystawiane na sprzedaż, z obiektami, których poszukujemy. A odzyskanych obiektów będzie z roku na rok coraz więcej. Być może jest to związane z procesem zmiany pokoleniowej i chęcią pozbywania się obiektów. Też oczywiście w dobrej wierze. Na liście ministerstwa w bazie strat wojennych wciąż widnieje ponad 70 tys. poszukiwanych obiektów. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. U Aleksandry Pawlickiej dziś Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji. Spokojnego wieczoru.