Przest-pstwo w Trybunale? Nowi s-dziowie skar¼@ si- na prezesa Trybuna¾u Konstytucyjnego. Dzień żonkili. Wspominamy bohaterów powstania w warszawskim getcie. Znów wybierają. Bułgarzy 8. raz w ostatnich latach poszli do urn wyborczych. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Nie widać końca konfliktu w Trybunale Konstytucyjnym. Po wyborze 6 nowych sędziów i ślubowaniu przed prezydentem oraz w Sejmie, tylko dwoje z nich może pracować. Do prokuratury trafiło od nich zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Z kolei prezes Trybunału to ich oskarża o składanie fałszywego zawiadomienia. Trybunał, zamiast radzić, wyraźnie sobie nie radzi. Weszła do Trybunału Konstytucyjnego, teraz zdradza kulisy. Zalega mnóstwo skarg. Mówi Magdalena Bentkowska - nowa sędzia Trybunału. Są takie skargi, które czekają 10 lat. I to są skargi obywateli. Tak wygląda Trybunał, który przez ostatnie 10 lat kierowany był przez Julię Przyłębską, nazywaną przez prezesa PiS "odkryciem towarzyskim", a później przez Bogdana Święczkowskiego, wieloletniego współpracownika Zbigniewa Ziobry. Trybunał Konstytucyjny prawie w ogóle nie orzeka, a do orzekania zabiera się wtedy, kiedy jest polityczne zamówienie. Sejm do Trybunału wybrał 6 nowych sędziów, dwoje z nich złożyło ślubowanie w Pałacu Prezydenckim. Czworo w Sejmie. Powód? Brak zaproszenia od prezydenta. Złamał przepis, złamał konstytucję, w dość taki czytelny sposób. Powiedział: "ja sobie wybiorę dwóch sędziów i co mi zrobicie?". I, co ciekawe, nawet sam prezydent przyznał, że nie ma takich uprawnień. Ma pan jakieś uprawnienia, które pozwalają panu wybrać tych, których pan będzie zaprzysięgać, a których nie? Nie. W tym samym wywiadzie chwilę później prezydent sobie zaprzeczał. Nie, ja nie powiedziałem, że nie mam takich uprawnień. Powiedział Karol Nawrocki, a to dowód. Sędzia ma obowiązek złożyć ślubowanie, a prezydent ma obowiązek uczestniczyć w ceremonii złożenia ślubowania. Teraz sędzia Bentkowska razem z sędzią Dariuszem Szostkiem, oboje składali ślubowanie w Pałacu, złożyli zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Bogdan Święczkowski nie dopuścił do pracy sędziów, którzy ślubowanie złożyli w Sejmie, bo nie zostali zaproszeni przez prezydenta do Pałacu. Każdy obywatel, a w szczególności sędzia, ma obowiązek, obowiązek nałożony przez Kodeks postępowania karnego zgłosić zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, jeżeli takowe widzi. To bardzo nie spodobało się prezesowi Trybunału. Bogdan Święczkowski chce zawiadomić prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez sędziów. Zarzuca im fałszywe zawiadomienie o przestępstwie. Ja działałam zgodnie z prawem. Jestem legalistką i za to będzie prowadzone postępowanie przeciwko mnie? Ja jestem co najmniej zaniepokojona. Uporządkujmy więc: prezes Trybunału Konstytucyjnego nie dopuszcza legalnie wybranych sędziów do pełnienia obowiązków, odmawia im dostępu do gabinetów i systemu - w praktyce siedzą oni na korytarzu. Święczkowski łamie konstytucję. Sejm wybrał legalnie sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Prędzej czy później prezes Trybunału poniesie odpowiedzialność - dodają rządzący. Ale ani tym, ani wieloletnim paraliżem Trybunału, Bogdan Święczkowski zdaje się nie przejmować. Nie pracują sędziowie, którzy mogliby orzekać, bo są na korytarzu Trybunału Konstytucyjnego. To jest poniewieranie sędziami? Tak, na pewno to jest duże upokorzenie. Do tego przyczynił się prezydent. Sędzia Bentkowska rozmawiała z Karolem Nawrockim w dniu uroczystości ślubowania. Był zaniepokojony w tej rozmowie z panią chaosem w wymiarze sprawiedliwości? Nie, nie. Prezydent jest strażnikiem konstytucji. Przynajmniej na papierze - według samej konstytucji. O godzinie 12:00 w stolicy rozległ się dźwięk syren. Aby przypomnieć i uczcić bohaterów powstania w getcie warszawskim. Symbolem bohaterskiego zrywu są takie żonkile, które wielu z nas przypina dziś z szacunku dla pamięci, która łączy. To był największy zbrojny zryw żydów podczas II wojny światowej. 83. rocznica tamtych dni połączyła wszystkich tych, którzy wzięli udział w dzisiejszych uroczystościach. Zdjęcie 12-letniej dziewczynki która właśnie straciła całą rodzinę. Rodziców, 6 braci, siostrę. Sama była najmłodsza. To właśnie dziwne jest, wyglądam na taką uśmiechnięta, taką pogodną. Nie płakałam, nie rozpaczałam, jakbym chciała wymazać to wszystko. Krystyna Budnicka, wtedy Hena Kuczer, trafiła do getta w wieku 11 lat - w jej pamięci to czas otępienia i głodu, nieustannej groźby śmierci, choć na początku ludzie myśleli, że z Umschlagplatzu jedzie się do pracy. Jakiś czas się nawet ludzie zgłaszali do pracy podobno sami, przychodzili, bo chcieli zrobić kawałek chleba, ale okazało się, że komuś udało się uciec z tej rzekomej pracy, wrócił i powiedział: słuchajcie, to nie jest żadna praca, to miejsce nazywa się Treblinka i tam jest po prostu obóz zagłady. wszyscy idą na śmierć. Po powstaniu w getcie ukrywała się w bunkrze i w kanałach z bliskimi. Gdy przyszedł ratunek, rodzice byli za słabi, by wyjść. Zostałam sama. W tym roku jest ambasadorką Akcji Żonkile. Powstanie w getcie, jak później powstanie warszawskie, to najważniejsze wydarzenia wojennej Warszawy i historii miasta. Jesteśmy w centrum dawnego getta warszawskiego, tuż przy Pomniku Bohaterów Getta, które w wyniku działań Niemców, którzy po prostu palili kamienica za kamienicą, zamieniło się w morze ruin. Krystyna Budnicka jest tu każdego roku. Póki starczy sił. Otoczona coraz mniejsza grupą świadków tamtych wydarzeń. Wieńce przed pomnikiem getta złożyli przedstawiciele władz państwowych, polskich, żydowskich i zagranicznych instytucji. Po coś przeżyłam, wszyscy zginęli silniejsi, dorośli, bracia, po coś przeżyłam, żeby być świadkiem, no i muszę to robić. Na uboczu, poza oficjalnymi uroczystościami, zawsze ten dzień świętował Marek Edelman, jeden z przywódców powstania. Z żółtymi kwiatami. Stąd zrodziła się akcja "Żonkile". Ten żonkil się wziął stąd, że zaczęliśmy przychodzić z żółtymi kwiatami, towarzyszyć Edelmanowi. Dziś też na uboczu wspominają go przyjaciele. I tych, którzy zginęli. Myślę o babci, która stąd pojechała do Treblinki, myślę o wszystkich członkach rodziny, których nie poznałem, którzy zostali zamordowani, o wszystkich, którzy nawet nie wiemy, że byli. Paula Sawicka, przyjaciółka Marka Edelmana, po uroczystościach wszystkich przyjmuje u siebie w domu. By wspominać między innymi jego. Nie lubił mówić o odwadze powstańców - podkreślał inne bohaterstwo. Bohaterstwo dziewczyny, która biegnie za matką, żeby pójść z nią do wagonu, żeby nie była sama, żeby ją ktoś trzymał za rękę, jest tak samo ważne. Taką bohaterką była siostra Krystyny Budnickiej - została z rodzicami w kanałach. Siostra, która mogła się uratować, bo miała wszystkie szanse, bo była młoda, ale ona nie chciała zostawić rodziców, a ja zostawiłam. To jakiś testament mojej mamy: "idź, ty masz iść". Mówię: "ja nie pójdę". Ona: "Idź, każę ci, masz iść!" Oglądają państwo główny serwis informacyjny TVP, a wśród dzisiejszych tematów: Wielkie starcie gwiazd w Płocku. Jest 1:1. Dziubnąłem i piłka znalazła się w siatce. W szczytnym celu. Bądźmy razem w tym dniu i wspierajmy każdego. Grać dla innych, dla fundacji i fundacja z kolei przekaże te pieniądze dalej. 8. wybory w ciągu 5 lat. Bułgaria po raz kolejny wybiera parlament. Głosowanie zakończyło się niecałą godzinę temu. Kogo wybiorą obywatele kraju liczącego ponad 6 milionów mieszkańców, nie wiadomo. Ale według sondaży największe szanse ma polityk, który zrezygnował z prezydentury kraju, aby stworzyć nowy projekt polityczny Postępowa Bułgaria i ubiegać się o stanowisko premiera. Kim jest Rumen Radew? Z samego rana ruszyli do urn. Dla Bułgarów to 8. wybory parlamentarne w ciągu zaledwie 5 lat. Jak mówią, głosowanie powoli staje się sportem narodowym. Wydaliśmy tyle pieniędzy na wybory. Moglibyśmy je przeznaczyć na budowę autostrady. Do upadku ostatniego rządu Rosena Żelazkowa doprowadziły te masowe protesty z końca roku. Iskrą zapalną był budżet, który zakładał podniesienie składek emerytalnych i podatków. Do tego największa bolączka - wszechobecna korupcja. Wszystko po prostu musi się zmienić. Ludzie mówią o systemie sądowniczym, korupcji, gospodarce, wielu rzeczach. Bułgaria boryka się z licznymi problemami. Spodziewam się, że po tych wyborach wyłoni się partia, która będzie lepiej rządzić. Do tej pory żadna partia nie była w stanie osiągnąć wystarczającej większości, by rządzić, dzisiejsze wybory mają zażegnać kryzys, ale zadecydują też o tym, czy Sofia utrzyma prozachodni kurs. Liderem przedwyborczych sondaży jest Rumen Radew, skrajnie prawicowy polityk z partii Postępowa Bułgaria, były prezydent i wojskowy. O swoich rosyjskich sympatiach mówi otwarcie. Będziemy rozwijać praktyczne relacje z Rosją, oparte na wzajemnym szacunku i równym traktowaniu. Musimy szanować naszą historię. Wiecie, jaką rolę odegrała Rosja w wyzwoleniu Bułgarii. To bardzo ważne i oczywiście nigdy o tym nie zapomnimy. Radew jest eurosceptykiem, był przeciwnikiem wejścia kraju do strefy euro, nie popiera sankcji na Rosję i sprzeciwia się europejskiemu wsparciu dla Ukrainy. Analitycy twierdzą, że może stać się nowym Viktorem Orbanem w Europie. Od samego początku tej wojny odmawiał nazywania jej wojną. Początkowo zaczął tłumaczyć, że jest to specjalna operacja wojskowa, co jest narracją Kremla. Tuż przed wyborami bułgarska policja zatrzymała ponad 500 osób za handel głosami. Cena jednego głosu wynosiła nawet 100 euro. Niektórzy próbowali kupić wyborców podrobionymi banknotami. Bułgarskie wybory śledzi nasz korespondent Rafał Miżejewski. Bułgaria to jeden z najbardziej niestabilnych politycznie krajów Unii. Czy Bułgarzy, idąc do urn, chcą to zmienić? Jak wyglądała frekwencja? Frekwencja ostatecznie nie była najwyższa, bo nie przekroczyła 50%. Kilkanaście minut temu po zamknięciu lokali wyborczych pojawiły się pierwsze wyniki exit poll. Prognozują zwycięstwo, i to zdecydowane, koalicji Progresywna Bułgaria. Ten sondaż jasno pokazuje, że po dzisiejszym głosowaniu Radew i jego koalicja Progresywna Bułgaria może liczyć na dosyć duże poparcie ponad 37%. Zapewne za kilkanaście minut Radew będzie mógł formalnie ogłosić się zwycięzcą tego wyścigu. Praktycznie nawet tak duże poparcie może nie przełożyć się na zdobycie 121 mandatów potrzebnych do skutecznego rządzenia. Oficjalne częściowe wyniki wyborów mają pojawić się mniej więcej za godzinę. Już teraz wiadomo, że dzisiejsze głosowanie nie obeszło się bez wyborczych incydentów. Polegały przede wszystkim na kupowaniu głosów. A teraz nasze polityczne podwórko i pytanie. Czy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz ma dostęp do informacji niejawnych? Po orzeczeniu Naczelnego Sądu Administracyjnego, który oddalił skargi kasacyjne rządu, sprawa wydawała się jasna. Jednak według ministra koordynatora służb specjalnych, ten ważny etap nie przywraca dostępu do tajemnic. Jak może wyglądać droga do rozstrzygnięcia wątpliwości? Polityczna awantura o poświadczenia bezpieczeństwa dla Sławomira Cenckiewicza nie ma końca. Na pierwszym planie są działania lubelskiej prokuratury oraz decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego. W tle pytania o narodowe bezpieczeństwo. Służby zajmują się m.in. ściganiem politycznym, polityczną walką, a nie zajmują się rozwiązywaniem problemów, bezpieczeństwem państwa. To komentarz do piątkowej informacji Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Zostało wszczęte postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, poprzez dopuszczenie do posiedzenia niejawnego osoby, która nie posiadała uprawnień. Tą osobą ma być Cenckiewicz, który 11 lutego pojawił się na zwołanej przez prezydenta Karola Nawrockiego Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. To absolutnie poważne naruszenie, w momencie, kiedy ktoś ma świadomość, że nie ma dostępu do informacji tajnych i ściśle tajnych i bierze udział w posiedzeniu klauzulowanym. Sam Cenckiewicz działania prokuratury ma za polityczną wendettę. Władza ma się na nim mścić po tym, jak w środę Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargi, które uchylały decyzje o cofnięciu mu poświadczeń bezpieczeństwa. Dokładnie to poświadczenie przywrócił mi sąd. Co pan Stróżyk, który cofnął mi poświadczenie, chce jeszcze ustalać? Inaczej widzi to minister koordynator ds. służb specjalnych. To SKW i ABW decydują, kto ma poświadczenie, a kto go nie ma. Póki co nie ma takiego systemu, w którym sam zainteresowany oświadcza, że ma dostęp do informacji niejawnych. Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego nie wyklucza, że cała procedura przyznawania poświadczeń może ruszyć na nowo. Wszystkich traktujemy równo i nie jest to w żadnym wypadku działanie polityczne, nigdy nie było i nie będzie. Rzeczą niedobrą jest, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego nie ma pełnego dostępu do materiałów niejawnych. Szans na polityczny rozejm nie widać. Tym bardziej, że na chcącym uchodzić za apolitycznego urzędnika Cenckiewiczu ciążą dziś prokuratorskie zarzuty. Odtajnione przez niego fragmenty wojskowego planu "Warta" PiS wykorzystał w kampanii wyborczej. Wstrząsające informacje ze stolicy Ukrainy. Uzbrojony mężczyzna strzelał do ludzi na ulicy. Zabił kilka osób, wielu jest rannych. Po strzelaninie agresor zabarykadował się w hipermarkecie, biorąc zakładników. Podczas akcji oddziału specjalnego, po próbach negocjacji, napastnik został zabity. Na tym nagraniu widać napastnika. Uzbrojony w karabin mężczyzna w średnim wieku podbiega do przypadkowych osób i morduje je z zimną krwią. Widziałam, jak ludzie porywali dzieci z placu zabaw i uciekali. Krzyczeli: uciekajcie, chowajcie się. Mówili, że mężczyzna strzela z karabinu. Horror rozegrał się na osiedlu w dzielnicy Hołosijiwskiej w Kijowie. Rozpoczęła się obława służb, jednak napastnik zdołał zabarykadować się w sklepie. Słyszałem strzały. Potem zobaczyliśmy ludzi wybiegających z supermarketu Welmart, niektórzy byli cali we krwi. Wziął zakładników, ale nie stawiał żadnych żądań. Na miejscu pojawili się negocjatorzy. Próbowaliśmy z nim rozmawiać przez 40 minut, ale to nie przyniosło rezultatu. Dlatego oddziały specjalne policji krajowej przeprowadziły szturm i zabiły mężczyznę. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam zdjęcia zabitych ludzi. Byłam w szoku i nadal nie mogę zrozumieć, dlaczego oprócz tego, że Rosjanie zabijają nas w nalotach, ludzie giną również na ulicach. Napastnik zabił 4 osoby na ulicy, 5. zmarła w szpitalu. 6. ofiarę zastrzelił w sklepie. Został szybko zidentyfikowany - to 58-letni Dmytro Wasyłczenkow. Urodził się w Moskwie, jednak ma ukraińskie obywatelstwo. Na stałe mieszkał w Bachmucie, przez pewien czas także w Rosji. Zanim rozpoczął masakrę, podpalił mieszkanie. Tak, widziałem go kilka razy. Zawsze mówił "dzień dobry". Mężczyzna miał pozwolenie na broń, strzelał z zarejestrowanego karabinu. Przedstawił zaświadczenie lekarskie. Śledztwo ustali, jakie organy były zaangażowane w sprawę i która placówka medyczna je wydała. Jak informują ukraińskie media, w sieci miał publikować antysemickie i antyukraińskie treści. Motyw jego działania wciąż pozostaje nieznany. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy uznała strzelaninę za akt terrorystyczny. Sprawdzamy informacje na jego temat i przyczyny tego, czego się dopuścił. Każdy szczegół musi zostać wyjaśniony. Służby wszczęły też śledztwo w sprawie tego nagrania. Słychać na nim wystrzały z broni i widać uciekających policjantów. Od czasu, gdy granica Polski z Białorusią stała się celem grup imigrantów, minęło kilka lat. Wiadomo, że za przerzutami stały białoruskie i rosyjskie służby. Granice zostały wzmocnione, próby ich przekraczania nie są już tak intensywne. Ale nie znaczy to, że szlak przerzutowy otwarty przez służby Putina i Łukaszenki nie działa. O tym dziś w Raporcie Specjalnym. Przemyt ludzi przez wschodnią granicę widziany od środka. Tu stoi wojsko dużym busem. Idą do mnie, poczekaj. Do tych nagrań z telefonów przemytników i do samych kurierów dotarła autorka reportażu "Biznes na przemytniczym szlaku". Nie przewożę broni, narkotyków, tylko osoby, mogę zarobić parę tysięcy, to brzmi bardzo kusząco. Jeden z nich zdradza szczegóły, jak dostawał zlecenia, jak wyglądał transport, jak nagrywał potwierdzenia, że dowiózł migrantów na miejsce, by rozliczyć się z mocodawcami. Wtedy, gdy te osoby już się nagrały, film był wysłany na jakimś komunikatorze do zleceniodawcy. Pieniądze przychodziły na konto. To są duże pieniądze rzędu od kilku do nawet kilkunastu tysięcy euro za jedną osobę. Reportaż ukazuje dramatyczną prawdę, że dla przemytników migranci są wyłącznie towarem. Byłem przekonany, że tam umrę. Przez miesiąc mieszkałem w lesie i nie miałem co jeść, piłem wodę z kałuży. Przemytnicy zażądali więcej pieniędzy i pobili mnie. Trudną sytuację tych ludzi, ich marzenia o lepszym życiu, wykorzystały Rosja i Białoruś, kryzysem granicznym skutecznie podgrzewając nastroje w Unii, szczególnie w Polsce. Oficerowie Białoruskich służb brali udział w tej operacji. Ciekawe jest jednak to, że nie robili tego za darmo, pobierali za to pieniądze. Część pieniędzy trafia do organizatorów przerzutów, część do kurierów. To hierarchiczna struktura. Główni organizatorzy są poza granicami Polski. W organizacji tej nielegalnej migracji posiłkują się ludźmi niższego szczebla. Temat migracji nie jest już tak żywy, jak w kampaniach wyborczych. Mimo że ten temat przycichł, to wciąż jest aktualny, ponieważ wciąż te szlaki przemytnicze działają, wciąż ludzie, mimo tych zapór, które powstały, próbują pokonać ten szlak. Według Straży Granicznej w zeszłym roku było prawie 30 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia wschodniej granicy. Przemytnicy wręcz reklamują w sieci swoje usługi. Potencjalnie mogą zarabiać na kolejnym szlaku Europy w związku z konfliktem trwającym na Bliskim Wschodzie. Raport specjalny dziś o 20:15 w TVP Info. Najpierw decyzja o zamknięciu. Kolejnego dnia jej wstrzymanie i powrót do działalności. Ale przyszłość Toru Poznań wciąż jest niepewna. Bo choć zaplanowane wydarzenia będą się odbywać, to problem hałasu może zaważyć na jego dalszym funkcjonowaniu. Czy problemem są wyśrubowane normy? I czy systemowe zmiany pomogą? W każdym razie inauguracja sezonu na poznańskim torze dzisiaj. Ryk silników otworzył nowy sezon sportowy na Torze Poznań. Łukasz Kaźmierczak od kilkunastu lat jest wyczynowym kierowcą, a także instruktorem. Pierwsze kroki stawiał właśnie tu. Bez tego toru nie ma mistrzostw Polski, jak nie ma tego toru, to zabijamy całą dyscyplinę motorsportu w Polsce. Bo może się okazać, że po torze zamiast samochodów hulał będzie wiatr. Po skargach okolicznych mieszkańców kilka dni temu obiekt został zamknięty. Od lat wskazywali na uciążliwości związane z ponadnormatywnym hałasem. Tor powoduje przekroczenia norm hałasu o 5 decybeli na dwóch pobliskich ulicach. Przyjeżdżają tu przede wszystkim motocykliści z Danii, Belgii, Holandii i oni generują jak największy hałas. Obiekt był nieczynny jednak tylko dobę. O zmianę decyzji Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska walczył automobilklub Wielkopolski. Chwilowo się udało, ale widmo zamknięcia toru wciąż jest realne. Kiedy decyzja staje się wykonalna, musimy założyć na bramę kłódkę, zero aktywności, nie mogłoby tu być nawet rolkarzy, kolarzy. W ostatnich latach z mapy Polski zniknęły kartodromy w Lublinie i Gostyniu. Nowelizacja ustawy chroniąca tego typu obiekty przed skargami dotyczącymi hałasu przepadła niedawno w Sejmie. We wtorek Ministerstwo Sportu zorganizuje w sprawie Toru Poznań okrągły stół. My też jesteśmy gotowi, jeżeli chodzi o odpowiednie rozwiązania prawne, chcemy doprowadzić do rozmów i przygotowania najlepszego planu. To jedyny w kraju obiekt z homologacją FIA. Na Torze Poznań od blisko 50 lat przy warkocie maszyn rosną nowe pokolenia kierowców. Dla mnie to jest muzyka, mi to kompletnie nie przeszkadza. Ewentualne zamknięcie toru to ogromne straty, dzienny koszt utrzymania obiektu to 30 tysięcy złotych. Kierowcy amatorzy straciliby też miejsce szkoleń. Ja rozumiem tych ludzi, że przeszkadza im hałas, ale mogli wybudować dom w innym miejscu. To jest tak, jak ktoś buduje dom koło lotniska i przeszkadza mu samolot. Głośno znów będzie za tydzień, najlepsi kierowcy będą tu walczyć o mistrzostwo polski. W tym meczu nie chodziło o liczbę goli ani o to, kto komu strzelił. I nawet jeśli reprezentacja TVP o jeden raz więcej wyjmowała piłkę ze swojej bramki, to zwycięzcami w tej zabawie są pacjenci Instytutu Matki i Dziecka oraz podopieczni Fundacji TVP. Zabawa była przednia, cel szlachetny, kibice na medal, a Płock piękny i gościnny. A relację ma Igor Sokołowski. 21. minuta meczu. Akcja lewą stroną, dośrodkowanie i gol. To była pierwsza z 3 bramek tego meczu. Ale drużyna TVP nie pozostała dłużna. Ja za bardzo nikomu nie kibicuję. To jest głównie zabawa. Zabawa, która zgromadziła 7000 osób na Orlen Stadionie w Płocku. Atmosferę święta czuć było zarówno przed meczem, gdzie na widzów czekało mnóstwo atrakcji, jak i na trybunach, dla których zagrali nie tylko piłkarze, ale także Skolim. Najpiękniejsza rzecz, jaka może być na świecie - pomoc drugiemu człowiekowi. Jeśli jesteśmy w ciężkiej sytuacji i otrzymamy pomocną dłoń, to jest na wagę złota. I ten gest wykonali wszyscy ci, którzy brali udział w wydarzeniu. Dochód ze sprzedaży biletów, pieniędzy wrzuconych do puszek i wysłanych SMS-ów przeznaczony będzie na zakup samochodu transportującego krew dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Jest wiele dzieci potrzebujących, nie tylko dzieci. Dlatego chcemy tu dzisiaj być i ich wesprzeć. Duch rywalizacji między artystami a zawodnikami TVP nie pozwolił zapomnieć o szacunku do przeciwnika. Grałem na prawej obronie. Dwa razy Sławomir Peszko biegł po mojej stronie. I dwa razy mnie okiwał, ale to nie ma znaczenia. Jestem zaszczycony, że mnie okiwał Peszko. Oni podeszli jednak z taką obawą do nas, bo wzmocnili się, mamy takich piłkarskich aktorów: Radek Majdan, Iwan, Świerczewski, Przecież ja wymieniłem pół kadry reprezentacji Polski. I ta przewaga przyniosła efekty. Wynik spotkania ustalił Rafał Maserak, strzelając 2. bramkę dla artystów. Dziubnąłem i piłka znalazła się w siatce. Najważniejsze jest to, że chcieli, chcieli tu przyjechać, być, dać z siebie wszystko, i wykorzystać swoją popularność do tego, żeby pomagać innym. I to jest najważniejsze. A ta pomoc przyniosła konkretny efekt w postaci tego czeku. To wspaniale, że taka akcja w ogóle się wydarzyła, że dwie drużyny chciały grać w tak fantastycznym meczu, a dla nas jest to ważne i przede wszystkim dla naszych pacjentów. Bo to oni, pacjenci Instytutu Matki i Dziecka oraz podopieczni Fundacji TVP, są największymi zwycięzcami. Sport łączy, podobnie jak pomaganie. Dziękuję, że są państwo z nami. I proszę pozostać, bo za chwilę gościem Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu Dnia" będzie wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Ja dziękuję za wspólny weekend. Do zobaczenia.