Recepty polityczne. Zielone światło dla rządowej ustawy dotyczącej zarobków lekarzy. Dziki problem. Niemowlę w szpitalu po bliskim spotkaniu z dzikiem w Krakowie. Spotkajmy się. Już jutro pierwszy koncert Polskiego Radia i Telewizji Polskiej i okazja, by poznać "19.30" od kuchni. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Dziś rano Sejm dał zielone światło dla rządowego projektu ustawy dotyczącego zarobków lekarzy. To o krok bliżej do przypisania kwot konkretnym medykom, co ma być, jak podkreśla premier, w interesie ich samych. A w interesie społeczeństwa, z którego wspólnego portfela zrzucamy się na ochronę zdrowia, jest odpowiedź na pytanie: co dalej? Tylko nie mdlej, tylko nie mdlej. Oddaj kasę. Grożący palcem kandydat na premiera PiS, nerwowa dyskusja. To tylko część tego, co działo się w trakcie sejmowych głosowań. Ważnych, bo Sejm dał zielone światło w sprawie zbierania informacji o zarobkach medyków. Aby unikać takich sytuacji, aby standaryzować te wynagrodzenia, po pierwsze informacja. Propozycja zakłada, że agencja rządowa podległa ministerstwu zdrowia będzie mogła po PESEL-u zidentyfikować konkretnego lekarza i jego zarobki, co ważne, ze wszystkich placówek, w których jest zatrudniony. Będzie również bazą do ponownej ratyfikacji procedur medycznych, co w finale będzie ułatwiało kontraktowanie świadczeń przez NFZ. I choć wydawało się, że to sprawa ponad politycznymi podziałami, to posłowie PiS wstrzymali się od głosu. Bo są tam inne tematy, które są tam istotne do przedyskutowania. Jakie na przykład? No to się pan dowie, proszę porozmawiać z posłami. Ale pan się wstrzymał. Czyli pan nie czytał do końca tej ustawy. Wszystkich ustaw, chyba pan doskonale wie, że nie da się czytać. Zdaniem posła PiS-u nie da się, choć jest to obowiązek parlamentarzysty. Propozycje zawarte w ustawie to tylko pierwszy krok do zmian w całym systemie. Płace poszły w górę od 2022 roku o ponad 57%. I wciąż rosną. 5 lat temu medycy, protestując przeciwko niskim zarobkom, założyli przed kancelarią premiera tak zwane Białe Miasteczko. Wtedy rząd PiS przyjął przepisy. Dzięki którym medycy mają ustawowo zagwarantowane coroczne podwyżki. Wydaje nam się, że personel medyczny, który pracuje na umowach o pracę, zajmuje się ludzkim życiem i zdrowiem, przynajmniej tak powinien być wynagradzany i ta ustawa powinna trwać. Medycy przyznają, że dzięki przepisom lekarze pozostali w szpitalach, a pielęgniarek przybyło. Aktualnie średnia pensja lekarza specjalisty na umowie o pracę to 23 tysiące złotych. Ale ponad 70% lekarzy pracuje na znacznie niżej opodatkowanych kontraktach. System podwyżek też ich obejmuje. W szpitalach powiatowych większość lekarzy jest na kontraktach. Jeżeli nie dostaną podwyżki, a nie dostaną podwyżki, jak szpital nie dostanie większej wyceny, to odejdą do innego szpitala, który im zaproponuje wyższą kwotę, bo o nich rywalizuje. Płacowe kominy to efekt systemu. I choć lekarze, którzy zarabiają ponad sto tysięcy złotych miesięcznie to mniejszość, to każdy taki przypadek ma zostać zbadany. W sprawie szpitala południowego, w którym lekarz bez specjalizacji zarobił w rok 1,6 miliona zł, trwają kontrole. Nie ma żadnego ryzyka, że ta sprawa zostanie zamieciona pod dywan. Tak jak powiedziałem, niezależnie kogo ma to kosztować, musi być wyjaśniona do samego końca. Czuję się odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się w mieście. Dziś prezydent Warszawy zaprzeczył, że wiedział o nieprawidłowościach w placówce. Zapowiedział nową radę nadzorczą szpitala. Nie będzie tam polityków, mogę powiedzieć, że będą to urzędnicy miejscy i będą to specjaliści z zakresu ochrony zdrowia. Deficyt w ochronie zdrowia w tym roku to 18 miliardów złotych. Magdalena Sobkowiak-Czarnecka nową wiceministrą obrony narodowej i jednocześnie pierwszą kobietą na stanowisku sekretarza stanu w resorcie. Wśród jej zadań są m.in. militarne zakupy i promocja polskiego przemysłu zbrojeniowego. A ta właśnie ma swój czas na Warszawskich Targach Obronnych. I także tam wśród ekspertów z pewnością słychać pytanie, czy stała amerykańska baza w Polsce to realna perspektywa. Stała obecność amerykańskich wojsk w Polsce po zielonym świetle od Pentagonu wychodzi ze sfery dywagacji. Rozpoczynamy kolejną fazę prac nad stałą bazą amerykańskich wojsk w Polsce, w tym gwarancji, które trzeba przygotować, zdolności, logistyki, inwestycji budowlanych i wyboru miejsca. Wśród potencjalnych lokalizacji bazy wymieniane są Poznań i Wrocław, gdzie są już amerykańscy żołnierze. I oba miejsca oceniają pozytywnie. Rozmowy w sprawie utworzenia bazy trwają od dawna, ale w ostatnich tygodniach zdecydowanie przyspieszyły. Brali w nich udział ministrowie polskiego rządu oraz prezydent. Tu wszyscy gramy do jednej bramki. Choć prezydencki minister sprawę widzi inaczej. Nie byłoby tej dyskusji w ogóle, gdyby nie było prezydenta Nawrockiego, bo rząd właściwie nie ma kanałów z Waszyngtonem albo te kanały są bardzo mocno ograniczone. To szkodzi Polsce, jeśli będą się wykłócać jak dzieciaki w piaskownicy. Jak dodaje premier, chodzi o bezpieczeństwo. W połowie maja Pentagon wstrzymał rotację do Polski 4000 żołnierzy. Wysłanie dodatkowych 5000 obiecał w mediach społecznościowych Donald Trump. Konkretów na razie brak. I tu pojawia się prawdziwa przewaga stałej obecności wojskowej nad rotacyjną. Obecność rotacyjną można szybko przerwać, wycofać żołnierzy, nie przysyłać żołnierzy. Natomiast stałą bazę jest dużo trudniej zlikwidować. Jak mówi generał Koziej, to też pozytywny sygnał dla całego NATO. A także ostrzeżenie dla Rosji. Ich nadzieje na odzyskanie wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej maleją, że Amerykanie są gotowi jednak powstrzymywać Rosję. Formalnej decyzji USA w sprawie utworzenia bazy jeszcze nie ma. Ale dziś rozmawia się o niej wszędzie, także tu. Na warszawskich targach obronnych. To już jest ten najwyższy poziom wskazania, jakie znaczenie mamy dla USA. Targi uroczyście otworzyła od dziś nowa wiceszefowa resortu obrony - Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, która koordynowała program SAFE. Skupie się przede wszystkim na dalszej rozbudowie i transformacji sił zbrojnych, wyposażeniu, ale też na promocji polskiego przemysłu zbrojeniowego. A ten, zwłaszcza po podpisaniu umów z programu SAFE, będzie produkować dużo więcej i dużo lepiej. To wzmocni nie tylko polską armię. Chcemy też stać się europejskim eksporterem sprzętu wojskowego. Mamy potencjał, ale mamy też konkretne produkty, którymi możemy się pochwalić i które naprawdę mogą zwiększyć bezpieczeństwo nie tylko polskich żołnierzy, ale także innych armii. To jeden z tych produktów, który budzi zainteresowanie sojuszników - "potwór z Tarnowa". Wejdzie w skład polskiego zintegrowanego systemu antydronowego SAN - najnowocześniejszego w Europie. Charakteryzuje się wysoką szybkostrzelnością, 3600 strzałów na minutę, co skutkuje tym, że praktycznie każdy cel może być skutecznie zniszczony. W pierwszej edycji Warszawskich Targów Obronnych bierze udział ponad stu wystawców. Porozumienie z Iranem otworzyło cieśninę Ormuz, w drogę ruszyły miliony baryłek ropy. Szerszy strumień płynie także na polskie stacje, na których nie ma już pełnego pakietu CPN, ale na razie nie ma też radykalnego wzrostu cen. Z końcem czerwca wygasa obniżka VAT-u. Na stacjach paliw cenowa stabilizacja. Tanio, lepiej niż w Europie Zachodniej. Tak że ja jestem zadowolony. Jeżeli porównamy do Europy, to niedrogo. Dziś maksymalna cena za litr benzyny 95 to 6 złotych, a oleju napędowego - 6,20. W weekend i poniedziałek będzie o kilka groszy taniej. Drożej może być od lipca - przyznaje minister energii. Wtedy wygaśnie rządowy program CPN. Ceny paliw nie będą już regulowane. Na razie zrezygnowano z niższej akcyzy, do normalnej stawki ma wrócić VAT. Pewnie trochę czasu minie, zanim do momentu sprzed wojny te ceny spadną, choć i tak należy być w tym zakresie optymistami. To podstawa optymizmu: podpis Donalda Trumpa pod porozumieniem pokojowym z Iranem. Oznacza ono początek końca blokady cieśniny Ormuz. Tym szlakiem przed wojną płynęła 1/5 wydobywanego na świecie surowca. Po ponad trzymiesięcznej przerwie pierwsze tankowce załadowane ropą ponownie ruszyły w rejs. Ostatniej nocy 12,5 miliona baryłek ropy przepłynęło przez cieśninę Ormuz, to rekord od początku konfliktu. Irańczycy drugą noc z rzędu nie strzelali do statków, trzymając się porozumienia. Na co pozytywnie zareagowały światowe giełdy. Ceny ropy naftowej spadły do poziomu 70 kilku dolarów za baryłkę, a oleju napędowego wyraźnie poniżej tysiąca dolarów za tonę. Irańsko-amerykańskie porozumienie jest na razie wstępne. Pytanie o jego trwałość, która daje szanse na trwałe odblokowanie transportu ropy. W Szwajcarii miały dziś ruszyć negocjacje dotyczące ostatecznego kształtu umowy pokojowej. Rozmowy jednak przełożono. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze i rzeczywiście sytuacja w cieśninie się unormuje, to te niskie ceny, stosunkowo niskie ceny, które widzieliśmy na początku tego roku, zobaczymy także na początku przyszłego roku. I awaryjne regulowanie cen paliwa w Polsce nie będzie potrzebne. Program CPN pochłonął około 4 miliardów złotych. Te pieniądze rząd chce dla budżetu państwa odzyskać. Źródłem ma być podatek od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Ustawa, która wprowadza nową daninę, została dziś przyjęta przez Sejm. Oglądają państwo "19.30" w piątek. Co jeszcze przed nami: Narodowy Instytut Onkologii wśród najlepszych. Ogromny zaszczyt dla instytutu, bardzo jesteśmy dumni. Potraficie integrować badania naukowe i opiekę, wprowadzając nowe odkrycia do opieki z korzyścią dla pacjentów. Jestem wdzięczny, że chodzę, że żyję. Są wyniki pilnej kontroli w klubie dziecięcym w Ząbkach. W maju doszło tam do tragedii. W oczku wodnym utonął dwuletni chłopiec. Jednym z najważniejszych ustaleń jest to, że w placówce było za mało opiekunek i więcej dzieci niż pozwala regulamin. Klubik dziecięcy, w którym doszło do tragedii, już nie istnieje. Na terenie tej placówki było oczko wodne, w którym miesiąc temu utonął niespełna dwuletni chłopiec. Kontrola przeprowadzona przez gminę Ząbki na zlecenie Ministerstwa Pracy wykazała, że dwie pracownice nie były w placówce zatrudnione. Miały pod opieką 25 dzieci, o jedno więcej, niż wynosi limit. Do tragedii doszło po tym, jak część dzieci odebrali już rodzice. Co najważniejsze, w chwili zdarzenia na miejscu było 13 dzieci i powinny być z nimi dwie opiekunki. Była tylko jedna. W ramach kontroli nie udało się ustalić, jak dwulatek przedostał się do oczka wodnego. Pozostaje pytanie, czy urzędnicy kontrolujący placówkę zwrócili uwagę, dlaczego w placówce dla małych dzieci był dostęp do zbiornika wodnego, nawet jeśli był oddzielony płotem. To także ważne wskazówki dla rodziców. Warto sprawdzać, czy te ujednolicone standardy są wdrożone, czy placówka działa zgodnie ze standardami ochrony małoletnich, czy opiekunowie są sprawdzani, jaka jest infrastruktura. Tragedia w Ząbkach przyspieszyła prace nad nowelizacją ustawy o opiece nad dziećmi do lat trzech, którą Rada Ministrów przyjęła na początku czerwca. Projekt zakłada wyższe kwalifikacje dla opiekunów i obowiązek podnoszenia ich umiejętności. Na krakowskim osiedlu Kliny od tragedii było o krok. Dzik przewrócił wózek z rocznym dzieckiem, dziewczynka z obrażeniami głowy trafiła do szpitala. W Krakowie zebrał się miejski zespół zarządzania kryzysowego, ale problem nie dotyczy tylko małopolskiej stolicy. Kolejne nagrania od zaniepokojonych mieszkańców różnych części kraju zalewają sieć. Na pierwszy rzut oka niegroźne i przyjazne, ale to pozory. To dzikie zwierzęta, które kierują się instynktem, który może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Przekonała się o tym mieszkanka krakowskiego osiedla Klimy, kobieta prowadziła wózek z rocznym dzieckiem, gdy na ulicy napotkała spłoszoną watahę dzików. Jedno z nich uderzyło w wózek, wywracając go na ziemię. W pierwszej kolejności działania podejmowały karetki pogotowia. Roczna dziewczynka wypadła z wózka i doznała urazu głowy. Dziecko trafiło do szpitala, po obserwacji wypisano ją do domu. Mieszkańcy osiedla mówią wprost: to zwierzęta są tu gospodarzami. Te dziki wiedzą, że tutaj też są ludzie, więc raczej są spokojne. Gorzej, jak się je zaskoczy. Oczywiście, że się boję, głowa mi się kręci dookoła, zanim przejdę. Dlatego władze Krakowa zwołały sztab kryzysowy, po którym zapowiedziano zwiększenie liczby odłowni i poszerzenia obwodów łowieckich. Jeżeli chcemy sobie efektywnie poradzić z problemem dzików, to jednym z istotnych elementów jest odstrzał. To musimy przyjąć jako założenie. Ale tylko wtedy, jeśli inne środki zawiodą. Tak jak na przykład stosowanie antykoncepcji u dzików czy odstraszanie zwierząt takimi urządzeniami. Ale problem dzikich zwierząt w miastach dotyczy nie tylko Krakowa i nie tylko dzików. W centrum Przemyśla na Podkarpaciu nocny spacer młodego niedźwiedzia zaskoczył mieszkańców i postanowił na nogi miejskie służby. Widziałem też z długą bronią funkcjonariuszy, którzy byli przygotowani w razie jakiegoś niebezpieczeństwa, żeby odstrzelić tego misia. Do tego na szczęście nie doszło, bo zwierzę nie było agresywne. Choć mieszkańcy żartują, że ta wizyta była jak najbardziej na miejscu, bo Przemyśl ma w swoim herbie właśnie niedźwiedzia, to sprawa jest jak najbardziej poważna. I w takich sytuacjach musimy pamiętać o swoim bezpieczeństwie. Nie powinniśmy tych zwierząt prowokować jakoś, atakować, głośno przepłaszać, ponieważ w stresie, w panice, one mogą zrobić coś, co zagraża naszemu życiu i zdrowiu. Narodowy Instytut Onkologii z prestiżowym certyfikatem organizacji zrzeszającej kluczowe europejskie ośrodki onkologiczne. Żeby dostać medycznego Oscara, trzeba spełniać niezwykle wysokie standardy, które w instytucie były weryfikowane przez rok. To ważna wiadomość, ale przed polską onkologią wciąż wiele wyzwań, jak czas oczekiwania na diagnozę czy nierówny dostęp do badań. Proces leczenie jest tu indywidualnie dobierany do rodzaju mięsaka. Karol Dylewski mówi o szczęściu w nieszczęściu. W szpitalu powiatowym usłyszał, że to krwiak. Zanim trafił do Narodowego Instytutu Onkologii, przeszedł 4 operacje. Po przyjeździe do szpitala, do instytutu, pierwsza opcja mojego leczenia to było szanse 50 na 50 i nogę tniemy całą. Przed nim cykl chemii, ale dzięki indywidualnie dobranej terapii z nadzieją patrzy w przyszłość. Jestem wdzięczny, że chodzę, że żyję. Tylko w ubiegłym roku do warszawskiego instytutu onkologii trafiło ponad 42 tysiące nowych pacjentów. Jak podkreśla profesor Piotr Rutkowski, dzięki nowoczesnym terapiom coraz więcej chorych udaje się uratować, przykładem jest leczenie czerniaków. Efekt też jest taki, że w ciągu ostatnich 8 lat przeżycia chorych na czerniaki wzrosły o 20%. Badania prowadzone w Polsce mają szansę zmieniać standardy leczenia, a polska onkologia zaczyna liczyć się na świecie. A to dowód - Narodowy Instytut Onkologii jako pierwszy ośrodek w Polsce otrzymał prestiżowy certyfikat przyznawany przez OECI - organizację zrzeszającą kluczowe europejskie ośrodki onkologiczne. Ogromny zaszczyt dla instytutu, bardzo jesteśmy dumni. To jak medyczny Oscar. Mamy dostępne nowoczesne terapie, ale nie popadajmy w samozachwyt. Ta poprzeczka zawsze będzie wysoka, ponieważ są nowe technologie. Certyfikat to potwierdzenie spełnienia wyśrubowanych standardów, które przez rok weryfikowali międzynarodowi eksperci. To oznacza, że zapewniacie naprawdę wysoką jakość opieki. Macie opiekę skoncentrowaną na pacjencie, procedury leczenia, zespoły interdyscyplinarne, a także solidne badania naukowe. Profesor Iwona Ługowska podczas spotkania europejskich liderów onkologii została wybrana na prezydenta organizacji OECI. To, co jest ważne, to wykorzystanie tych możliwości, które daje ta organizacja, by wspólnie planować lepszą przyszłość dla pacjentów. Bo choć polska onkologia jest doceniana na arenie międzynarodowej, nadal jest wiele do poprawy. Problemem jest nie tylko nierówny dostęp do badań w różnych częściach kraju, ale także czas oczekiwania na diagnozę. Na tomografię pacjenci muszą czekać średnio 67 dni, na rezonans nawet dwa razy dłużej. Jak w soczewce pokazuje to historia pana Karola. A to czas w onkologii gra kluczową rolę. Ta droga jest kręta i długa, ale gdzieś ta meta jest. Mam nadzieję, że wszyscy do tej mety dotrą. Na marginesie unijnego szczytu w Brukseli Donald Tusk rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim. Polsko-ukraińskie relacje budzą emocje największe od miesięcy, a w perspektywie są pytania o nadchodzący szczyt o odbudowie Ukrainy, który ma się odbyć w Gdańsku. Jak obie strony komentują to spotkanie? Trudne czasy wymagają bliskiej współpracy - tymi słowami Donald Tusk rozpoczął rozmowę z Wołodymyrem Zełenskim, który miał przekonywać, że nie było jego intencją, by obrazić Polaków czy naruszyć na szwank polsko-ukraińskie relacje. Po spotkaniu przypomniał, że to Polska wspierała Ukrainę od pierwszych dni rosyjskiej inwazji, a wspólne interesy bezpieczeństwa obydwu państw muszą być chronione. To był błąd i niepotrzebnie naraża nas wszystkich na emocje i liczę na to, że wszyscy w to zaangażowani będą gdzieś tam z tyłu głowy przynajmniej mieli ten najważniejszy priorytet polityczny na uwadze, to znaczy, żeby historia nam nie zrujnowała przyszłości. Prezydent Zełenski po rozmowach nie potwierdził ostatecznie, ale też nie odwołał swojego udziału w gdańskiej konferencji. Spotkanie w Brukseli, choć nie przyniosło natychmiastowego przełomu, ale mogło pomóc w łagodzeniu napięć. Historię brutalnie pobitego Artioma poznaliśmy w maju. 16-letni Ukrainiec został zaatakowany przez chuliganów na Moście Świętokrzyskim, przez kolejne dni dochodził do siebie w szpitalu. Dziś chłopak spotkał się z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Poza polityką są uczucia i ludzkie sprawy - mówił przed spotkaniem marszałek, chociaż warto dodać, że na ludzkie sprawy polityczne narracje często mają wpływ. Tym mostem 7 maja wieczorem 16-letni Artiom z ukraińskimi przyjaciółmi szedł w kierunku Pragi. Zaczepiło ich kilku napastników. Najpierw były homofobiczne wyzwiska, potem brutalny atak. Dostałem uderzenie w głowę, w ucho. Przez sekundę, dwie nie widziałem, co się dzieje. Było to takie uderzenie, że miałem czarno przed oczami. Bandyci bili, używając kastetów i gazu pieprzowego, kopali po głowie. Kolegę Artioma próbowali nawet wrzucić przez barierki do Wisły. Zaczęli krzyczeć w naszą stronę: "wy*****cie, k***y, na Ukrainę". Chłopak miał pęknięta czaszkę i zmasakrowaną twarz. Dziś już dochodzi do siebie. Artioma i jego rodzinę marszałek Czarzasty zaprosił do Sejmu, by pokazać, że mimo nagonki prawicy na Ukraińców, podgrzanej ostatnio decyzją prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia Bandery, Polska to nadal kraj przyjazny. Pojawiają się nastroje bardzo mocno antyukraińskie, ale bez względu na to, jakie są nastroje, nie można zezwalać ani akceptować sytuacji bandyckich. Rodzina Artioma przyjechała do Polski z Zaporoża po wybuchu pełnoskalowej wojny. Pracują na nasza gospodarkę i jej rozwój, a ich rodacy walczą W Ukrainie za nasza wolność, o nasze bezpieczeństwo. Sprawcy ataku na Artioma i jego przyjaciół już po 3 dniach od zdarzenia byli w rękach policji. Dwaj w wieku 17 i 18 lat usłyszeli zarzuty pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Są w areszcie, grozi im do 8 lat więzienia. Trzej pozostali nie mają skończonych 17 lat i sąd umieścił ich w schronisku dla nieletnich. Według danych policji w tym roku w całej Polsce było ponad pół tysiąca przestępstw popełnionych z nienawiści. Najwięcej, bo ponad 200, dotyczyło właśnie Ukraińców. Ale to nie są pełne dane pokazujące to zjawisko. Część ofiar agresji nie składa zawiadomień. Na przykład znieważenie w tłumie, jak oplucie. To takie osoby często odstępują od tego, żeby zgłaszać tego rodzaju przestępstwa, z tego powodu, że nie chcą wchodzić w tą długa procedurę. To też szczególny rodzaj przestępstw, które godzą w ludzką godność. Cała rodzina i Artiom utracili najważniejsze, co jest w życiu - poczucie bezpieczeństwa. To poczucie bezpieczeństwa potrzebuje czasu, żeby wrócić, o ile wróci w pełni. Rekordowa liczba dzieci będących ofiarami w konfliktach zbrojnych. Sekretarz Generalny ONZ publikuje coroczny raport, a w nim zatrważające dane cierpiących w wyniku wojen najmłodszych. Liczby najwyższe od dekad robią wrażenie, ale to konkretne historie bezbronnych ofiar geopolityki okradzionych z dzieciństwa rozdzierają serce. Bawiła się w progu rodzinnego domu. Chwilę później Mennatallah zginęła od izraelskiej kuli. Miała 6 lat. Ta mała dziewczynka, mały rajski ptaszek, niewinne dziecko, które nie zrobiło nic złego. Takich historii są dziś tysiące. Tylko w ubiegłym roku w konfliktach zbrojnych życie straciło ponad 6000 dzieci. O 1/3 więcej niż rok wcześniej. Za każdą z tych liczb stoi dziecko. Jego marzenia, plany, nadzieje i przyszłość, które zostały wymazane. ONZ alarmuje: ubiegły rok był najtragiczniejszym dla dzieci żyjących w strefach konfliktów od trzech dekad. Przemoc dotknęła ponad 24 tysiące najmłodszych. Życie tych 24 tysięcy dzieci to blizny na naszym zbiorowym sumieniu. Dzieci są zabijane, okaleczane i gwałcone. Przemoc seksualna wobec dzieci, zwłaszcza dziewcząt, nadal jest stosowana jako taktyka wojenna służąca upokarzaniu, terroryzowaniu i wysiedlaniu całych społeczności. Wielu z nich odmawia się dostępu do pomocy humanitarnej, narażając na głód i choroby. Konflikt w Sudanie uderza najmocniej w kobiety i dzieci, co widzimy w niezwykle wysokim poziomie niedożywienia. Te dzieci są przyszłością kraju, ale bez pilnego wsparcia ta przyszłość jest zagrożona. A to nie wszystko. Dzieci są porywane i siłą wcielane do bojówek i milicji. Tylko część z nich udaje się uratować. ONZ apeluje, by traktować je jako ofiary i zamiast zamykać w więzieniu, wspierać ich powrót do społeczeństwa. Zaspokajamy ich podstawowe potrzeby: jedzenie, schronienie, odzież, wodę, a nawet wsparcie psychospołeczne. Podejmujemy też działania mające na celu ich ponowną integrację ze społecznościami, z których pochodzą. Nadużycia i zbrodnie tego rodzaju kojarzone są z organizacjami przestępczymi. W 2025 roku po raz pierwszy od wprowadzenia ONZ-owskiego Mechanizmu na rzecz Dzieci w Konfliktach Zbrojnych za większość naruszeń praw najmłodszych odpowiadały siły państwowe. Kto chce poczuć, jak brzmi i smakuje lato, niech rusza z nami w wakacyjną trasę. Pierwszy przystanek już jutro w Bielsku-Białej, a Lato z Radiem i Telewizją Polską będzie miało dla państwa atrakcje od rana do wieczora. I o tej wieczornej porze "19:30" ma dla państwa szczególne zaproszenie - spotkajmy się w ramach specjalnego wydania naszego programu w waszym mieście. Bo i Bielsko-Biała, i cała Polska, po prostu jest na tak! To będzie lato w trasie od Podbeskidzia po Mazury, z muzyką, która od lat łączy pokolenia. Pierwszy przystanek - Bielsko-Biała. Na scenie nazwiska, które nie potrzebują zapowiedzi, Doda, Maryla Rodowicz czy Michał Szpak. Chciałam odwzorować mój teledysk do piosenki "Pamiętnik" i poprosiłam wszystkich moich fanów o wysyłanie różnych aranży techno, dance, coś, co jest kompletnie przeciwstawnym biegunem do tego, co zaproponowałam im jako oryginał i wybiorę jedną wersję właśnie na Lato z radiem. Jeżeli mogę pokusić się o anegdotkę z własnego życia, to "Formacja Nieżywych Schabuff" i piosenka "Lato", która towarzyszyła mi w dzieciństwie, którą moi rodzice mieli na składance "Lata z Radiem", i proszę bardzo, mamy 2026 rok. Takich szlagierów w ramach wakacyjnej trasy Lata z Radiem i TVP usłyszymy jutro znacznie więcej. Spodziewamy się tłumów. Jesteśmy przygotowani na kilkadziesiąt tysięcy osób. Trasa koncertowa przez 12 kolejnych tygodni, przez całą Polskę. Ale koncerty to tylko jeden z elementów: od rana z Bielska-Białej na żywo program TVP Info "Polska na tak", pokazujący miasto, jego mieszkańców i lokalnych artystów. Specjalne plenerowe wydanie przygotowuje także nasza redakcja Program powstanie w samym centrum wydarzeń. Już od samego świtu będziemy w Bielsku-Białej. Będziemy rozmawiać z gwiazdami, ale też z osobowościami lokalnej społeczności, A widzowie będą mogli nie tylko zajrzeć za kulisy realizacji programu, ale też spotkać się z naszą ekipą na miejscu. Liczymy, że państwo rzeczywiście do nas wpadniecie i będzie was wiele. Oczywiście, że jesteśmy tam nie tylko po to, żeby opowiadać, co dzień przyniósł, ale żeby się spotkać z ludźmi, więc jeśli ktoś będzie miał na to ochotę, to jestem cały do państwa dyspozycji. Bo lato najlepiej przeżywa się razem pod sceną, wśród ludzi i przy muzyce, którą wszyscy znamy. A ci, którzy nie dotrą do Bielska-Białej, mogą o 20:00 sięgnąć po pilota i obejrzeć transmisję w telewizyjnej Dwójce. Spotkajmy się jutro, ale tu ważna informacja: "19.30" ze względu na mundialowe emocje o 18:20. A już za chwilę gościem Aleksandry Pawlickiej w Pytaniu Dnia będzie Andrzej Szeptycki, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego z Polski 2050. Do zobaczenia.