"To się dzisiaj nie skończy" - to słowa prezydenta Wrocławia o fali kulminacyjnej, która przechodzi przez miasto, w którym dziś jesteśmy. Zbigniew Łuczyński, to jest 19.30 znad Odry, która nadal pokazuje swoje groźne oblicze. Poziom wody w rzekach na południowym zachodzie Polski pozostaje bardzo wysoki. Nadal obowiązują ostrzeżenia hydrologiczne, a stan alarmowy przekroczony jest w kilkudziesięciu miejscach. Popatrzmy na mapę. Kolorem czerwonym zaznaczyliśmy rzeki z przekroczonym stanem alarmowym. Po wylaniu Odry odcięci od świata są m.in. mieszkańcy Starego Górnika i Starego Otoku. Większość zdecydowała się jednak pozostać w domach. Z wysokim poziomem Odry walczy też Brzeg Dolny. Mieszkańcy czekają na przyjście fali kulminacyjnej, która ma osiągnąć 950 cm. Kolor pomarańczowy to z kolei rzeki powyżej stanu ostrzegawczego. A nasi reporterzy są wszędzie tam, skąd mogą raportować specjalnie dla państwa i przekazywać na bieżąco informacje z miejsc, gdzie trwa godna najwyższego szacunku praca tysięcy ludzi. Tomasz Mildyn, Michał Niewodowski, Daniel Chaliński są już na stanowiskach. Na początek Tomek Mildyn. Jesteś kilka kilometrów stąd. Powiedz, czy ta rozlana, ale jak widzę bardzo silna, fala wezbraniowa, to znak, który potwierdza, że Wrocław wygrywa z wielką wodą? Wody jest naprawdę bardzo dużo. Tydzień temu, kiedy rozpoczynała się ta powodziowa historia, kiedy robiliśmy z tego miejsca relację na żywo, stałem kilka metrów dalej, w miejscu gdzie teraz zupełnie przykrywałaby mnie woda. To pokazuje, jak wiele tej wody w rzece teraz jest. Niedaleko jest punkt pomiarowy. Odczyt pokazuje 641 cm. To poziom wysoki, ale taki, na który władze były przygotowane. Fala wezbraniowa przechodzi przez Wrocław. Budzi ciekawość i niestety strach. Nieopodal ujścia rzeki Oławy do Odry też niespokojnie. Ten wał z worków z piaskiem powstał tu wczoraj, mieszkańcy boją się tak zwanej cofki. Ale to łzy w oczach stają na samo wspomnienie '97, co tu było. Dziś poziom rzek jest niższy, ale ci, którzy pamiętają tamto lato, czują lęk, kiedy widzą, jak woda wzbiera. Boimy się cały czas, jest obawa cały czas, bo też słońce świeciło, to była sobota, słońce świeciło, chodziliśmy tu, a w ciągu godziny zrobiła się tragedia. Żeby tym razem tragedii nie było, na jazie Małgorzata uruchomiono pompy, które nie pracowały od 14 lat. Od 3.00 nad ranem wtłaczają one na siłę wodę z Oławy do Odry. Dzięki temu Park Wschodni, część wschodnią Wrocławia, ratujemy przed podtopieniem, podlaniem, na ten moment, jak panowie widzicie, dużo wody, ale jest w miarę opanowane. A to już północny zachód Wrocławia. Tu także obawy przed cofką. Wrota rzeki Ługowiny zostały zamknięte, bo tu także wysoki poziom Odry wtłoczyłby wodę z powrotem. Inwestycja oddana przed rokiem dziś ratuje około 30 tys. mieszkańców Maślic i Praczy Odrzańskich. Gdyby nie ta inwestycja, prawdopodobnie już w tym momencie byłaby tutaj heroiczna walka, układanie i wzmacnianie tej zapory, która była tutaj przez dziesiątki lat. Na Marszowicach ciągle niespokojnie, bo gdzieniegdzie pojawiły się przesiąki i potrzebne były kolejne akcje umacniania wałów workami z piaskiem. Odra trzyma się w korycie, ale fala wezbraniowa pozostanie tu jeszcze wiele godzin i to jest teraz największe zmartwienie służb. Największym wyzwaniem są wały, wały, które już są nasączone, namoczone i czasami gdzieś przesiąkają. Wrocławianie zagrożenie traktują ciągle poważnie. Wielopoziomowy, bezpieczny dla samochodów parking na wrocławskim stadionie wypełnił się autami w moment. W mieście wszędzie worki z piaskiem, ulice niemal puste. I ważna informacja: ABW zatrzymała 26-letniego mieszkańca jednej z miejscowości niedaleko Wrocławia, który przebrany w mundur dezinformował ludzi o rzekomym planie wysadzenia wału przeciwpowodziowego. Premier Donald Tusk uspokaja mieszkańców: "Nikt nigdzie nie ma zamiaru niczego wysadzać". Teraz przenosimy się do Nysy. Nasz reporter Michał Niewodowski jest przed szpitalem polowym, który powstał po tym, jak tamtejszy szpital powiatowy musiał być w całości ewakuowany. Pacjenci i personel wydostawali się stamtąd na łodziach i pontonach. Czy nowy szpital uruchomiony tak błyskawicznie działa już w pełni? Szpital polowy, który tu uruchomiono, przyjmuje już pierwszych pacjentów. Przed kilkunastoma minutami wylądował tutaj Black Hawk, który dowiózł pacjentkę, żeby lekarze mogli się nią zająć. Miasto powoli wraca do normalności. Szpital daje im poczucie bezpieczeństwa. Bo budynek szpitala jest zalany. Jak zaczęła się powódź w Nysie, wszyscy kojarzą to nagranie, gdzie woda wdzierała się przez drzwi do szpitala. - To tu? - Tak, w zasadzie to jest to miejsce, znajdujemy się w tym symbolicznym miejscu. Szpital w Nysie najbardziej ucierpiał w pierwszych godzinach powodzi. W budynku dalej są ślady, dokąd sięgała woda na zalanym oddziale ratunkowym i w laboratorium. Tutaj woda sięgała bardzo wysoko. Dotąd. Ja mam 1,72 m, więc jak myślę, że to jest 1,60 m. Woda zniszczyła nie tylko pomieszczenia, ale i sprzęt medyczny. Straty to kilkadziesiąt milionów złotych. Bez tomografii komputerowej taki szpital jak nasz funkcjonować nie może i teraz robimy wszystko, żeby w jakiś sposób odkupić ten tomograf. Może powalczyć też o taki tomograf przenośny. Jeśli uda się zorganizować przenośny tomograf, szpital może wznowić działanie w przeciągu miesiąca - na razie trwa sprzątanie. Jest niekończąca się ilość wody, mułu, który staramy się wyciągnąć do zewnątrz. Mieszkańcy Nysy, do czego już nas przyzwyczaili w trakcie tej powodzi, pomagają jak mogą. Przywieźliśmy łopaty tutaj z panem konserwatorem, bo zbieramy sprzęt u nas w przedszkolu. I to właśnie dla bezpieczeństwa mieszkańców wojsko postawiło szpital polowy przy hali Stali Nysa. To, co jest za nami, pełni rolę bezpieczeństwa medycznego, tego podstawowego bezpieczeństwa medycznego. Dysponujemy 25 stanowiskami, jedno stanowisko do czynności chirurgicznych, dwa stanowiska do intensywnej opieki i 22 stanowiska do obserwacji pacjentów w stanie lekkim. W planach jest jeszcze dobudowanie punktu pediatrycznego. Pierwsi pacjenci dostają już potrzebną pomoc medyczną. Jest potrzebne, bo działamy w tych zalanych domach. Ja też jestem zalana i zakażenia właśnie dostałam. Dziś do Nysy z wizytą przyjechali wicepremier i ministrowie, żeby zapewnić, że pomoc będzie, dopóki będzie potrzebna. Będzie tu do tego momentu, aż życie nie wróci do normalności. A teraz już Oława. Około 30 km stąd. Daniel Chaliński jest na miejscu. Odwiedziłeś dziś razem z wojskiem Stary Otok, wieś odciętą od świata przez powódź. Czy pomoc dotarła do wszystkich i kiedy ci ludzie będą mieli szansę na normalne życie? Za chwilę zobaczą państwo zdjęcia. Ci ludzie, którzy tam zostali, na wsi odciętej od świata, mają w sobie siłę. To nie jest ich pierwsza powódź. Wiedzą, że przetrwają. Jeśli chodzi o powrót do normalności, plany może pokrzyżować zbliżająca się zima. To pierwsza taka wyprawa z pomocą władz gminy i wojska do wsi odciętych od świata. Łódź to jedyny środek transportu, którym można dostać się do Starego Otoku. Mamy w tej chwili poziom wody taki, że ani na silniku popłynąć, ani przejść, żeby można było dojść, bo za chwilę będzie już troszkę głębiej, tak że cały czas coś trzeba myśleć. Pokonanie 2,5 km zajęło nam 40 minut. Przez zalane ulice... Tu jest asfalt, tu jest normalnie droga. ...i pola, na których wciąż można spotkać spłoszone dzikie zwierzęta, które szukają schronienia. W końcu dopływamy do wsi, w której tylko niewielka część mieszkańców zdecydowała się opuścić swoje domy. Obiady gotuję, jest wszystko okej. Cała rodzina na pierwszym piętrze? Cała, tylko zięć się wyprowadził, bo on musi do pracy dojeżdżać. Pieski w domu, kotki w domu, wszystko. Kury na strychu. Jakiś miesiąc temu nowy kocioł włożyliśmy, poszło. Tam jest bardzo nisko i się nie dojdzie. Trzeba mieć jakąś łódkę. Przez ostatnie dni przygotowywali się do zalania. Wystawili agregaty, wywieźli zwierzęta gospodarskie. Ludzie, jesteście tam? Potrzebujecie pomocy? Wielka woda przyszła do nich wczoraj o poranku. Każdy kupuje sobie strój odpowiedni i się przygotowuje. Najgorzej mamy z tyłu domu. To nie pierwsza ich powódź. Najpierw był 1997, a później - 2010. Czegoś jeszcze w ogóle pani potrzebuje? Jedzenia, wody? Nie, wszystko mamy, zamrażarki opróżniamy. Woda powoli zaczyna opadać. Jednak jak widać na tych zdjęciach, przed mieszkańcami wsi dużo pracy. - Najważniejszy jest czas. - Dlaczego? Idzie zima, to musi wyschnąć. Dwa tygodnie musi co najmniej schnąć. Do kolejnych odciętych od świata wsi łodzie popłyną jutro. Rolnicy z obszarów dotkniętych powodzią zachowają prawo do dopłat obszarowych i płatności bezpośrednich, a zaliczki będą zwiększone - poinformował o tym dzisiaj resort rolnictwa. To ważna informacja, bo sytuacja rolników, którzy stracili plony bezpowrotnie, jest tragiczna. Wielka woda zniszczyła nie tylko miasta, gwałtownie wywróciła do góry nogami życie tysięcy rolników. Wylądowałem wczoraj w szpitalu, bo ciśnienie skoczyło mi do 200, a to drugie do 100. Tysiące hektarów zalanych upraw i zagrożone hodowle. Z zalanych pól nie będzie nawet kilograma zbiorów. To, co było w magazynach, też trzeba będzie wyrzucić. Woda zatopiła pasze, które nie nadają się do karmienia zwierząt. Rząd zakłada szybkie szacowanie strat i system rekompensat dla rolników. Zakładamy, że w październiku będą one już realizowane. Bądźmy realistami, ja zakładam drugą połowę października. To 100 tys. zł na odbudowę budynków gospodarczych i 200 tys. na odbudowę domów. Często to jednak kropla w morzu potrzeb. Jak Polska długa i szeroka, rolnicy rozpoczęli zbiórki środków higienicznych, wody, a także paszy i zboża. Po 24 godzinach mamy 4 ciężarówki darów. 27 lat temu Janusz Białoskórski, rolnik z Wielkopolski, zbierał dary dla poszkodowanych w powodzi na Dolnym Śląsku. Doskonale wie, z czym teraz walczą hodowcy zwierząt z południa Polski. Tam zaczyna śmierdzieć, zwierzęta padły, są zatopione, wypłynęły z gospodarstw. Te, które udało się uratować, trzeba będzie nakarmić. Nadaje się dla wszystkich grup zwierząt. Ta wysokiej jakości pasza i zboże do wysiewu ozimego w przyszłym tygodniu pojadą na południe kraju. Bezinteresowną pomoc organizują rolnicy. Bo tak należy, to jest zwykła ludzka solidarność, ale my też moralnie czujemy się odpowiedzialni za tych ludzi. Izby rolnicze z całego kraju badają bieżące potrzeby rolników z zalanych terenów. Niebawem ma ruszyć zbiórka pieniędzy. Żeby te gospodarstwa w miarę szybko odbudować i żeby mogły zachować płynność finansową. Rząd zapowiada, że pomóc może też przesunięcie w płatnościach składek KRUS-owskich, a zaliczki unijnych dopłat będą zwiększone. Ministerstwo Rolnictwa zwróciło się też do Komisji Europejskiej o nowe środki z rezerwy rolnej. Z Wrocławia, którego mieszkańcy wciąż z niepokojem obserwują wzburzoną wodę, przenosimy się teraz do studia w Warszawie, gdzie czeka już na państwa Joanna Dunikowska-Paź. Dobry wieczór. Ze studia w Warszawie kontynuujemy temat walki z powodzią. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która jest w Polsce, poinformowała, że kraje, które nawiedziła powódź, będą mogły skorzystać z 10 mld euro z funduszu spójności. Chodzi o stuprocentowe finansowanie. To są nadzwyczajne czasy, a nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych działań. Na początek przekażemy 10 mld euro z funduszu spójności państwom, które zostały dotknięte przez powódź. To jest nasza reakcja na tę kryzysową sytuację. Bardzo dziękuję za szybkie zorganizowanie tego spotkania. Będziemy przy was w kolejnych miesiącach i latach, kiedy będziemy mówić już o naprawach i odbudowie po tej katastrofie. Dziękuję za waszą determinację. Że zareagowaliście na sygnał. Potrzebowaliśmy 45 minut, żeby uzgodnić nasze oczekiwania i żeby uzyskać satysfakcjonujące nas deklaracje ze strony KE. Ma chronić Polaków przed żywiołem i odbudować zdewastowane tereny. Ruszy operacja "Feniks", największa taka operacja wojskowa w historii Polski. Żołnierze są w pełnej gotowości, by zapewniać bezpieczeństwo w 5 kluczowych obszarach. Pomoc płynie z wielu stron, wsparcie wysyła także stolica. Przed Miejskim Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji kolejka samochodów czeka na rozładunek. To głównie mieszkańcy z darami dla powodzian. Fantastyczne jest to, że właśnie my jako Polacy potrafimy się zjednoczyć i tak z całego serca potrafimy przyjechać i dać to, co każdy może. Zachęcam, żeby przyjeżdżać jak najczęściej i wspierać, bo ci ludzie naprawdę na południu Polski potracili wszystko, całe dobytki. Wojciech Kuczyński przywiózł głównie wodę i środki czystości. Już rano wyjechało 10 tirów, dziś jeszcze wyjadą kolejne. Do Lądka-Zdroju pojechały. Potrzeba wody, kaloszy. Prezeska warszawskich wodociągów przypomina, żeby patrzeć na listę potrzebnych artykułów w Internecie. Tam jest wszystko, czego aktualnie brakuje. Zaznacza, że to akcja spontaniczna, wodociągi nie są organizacją pomocową i nie działają na taką skalę jak teraz PAH, WOŚP, Caritas czy PCK, ale niemal równie skutecznie. Teraz spakowaliśmy kolejny transport, może poł godziny temu i wyruszyli do Lewina w województwie Opolskim. Tam w koordynacji jestem ze sztabem wojewody i wedle potrzeb oni wskazują nam te miejscowości. W Lewinie Brzeskim ludzie czekają na tę pomoc, podobnie w Nysie. Zalane domy, mieszkania, instytucje, szpital, ale także część szkół. Nie wiadomo, kiedy dzieci z podstawówki nr 1 wrócą do nauki. U nas nic nie działa, prądu dalej nie ma. Próbowaliśmy uruchomić, niestety na tę chwilę dalej jest wilgoć w szkole i ten prąd się nie uruchomi. Trudno mi jest powiedzieć, kiedy będziemy mogli zacząć tutaj normalne życie, normlane funkcjonowanie szkolne. M.in. uczniom pomagają Ochotnicze Hufce Pracy. Do dyspozycji sztabów kryzysowych na terenach zalanych oddali 1300 miejsc z możliwością zakwaterowania i pełnego wyżywienia. Możemy je przeznaczyć na to, żeby te dzieciaki przyjechały, będą miały gdzie mieszkać, będą miały co jeść i jeżeli przyjadą z nimi nauczyciele, to też ich będą mogli uczyć. Na terenach powodziowych coraz więcej żołnierzy. Teraz to 16 tys. W weekend pomagać będzie już 20 tys., a od poniedziałku operacja "Feniks" - jedna z największych w historii Wojska Polskiego. To ma być wieloetapowa odbudowa, a jednym z etapów będzie szkolenie samorządowców w zarządzaniu kryzysem. Doświadczenia zebrane podczas trwającej powodzi pokazują, że trzeba jeszcze dążyć do polepszej koordynacji pomiędzy wojskiem a samorządami lokalnymi. Wojsko będzie tutaj do momentu, aż życie wróci do normalności - zapowiada Władysław Kosiniak-Kamysz. A w tle walki z wielką wodą - walka polityczna. Opozycja krytykuje działania rządzących, nazywając je spóźnionymi. Rządzący odpowiadają: to nie pomaga w skutecznej walce z żywiołem. Naiwnością byłoby wierzyć, że powódź powstrzyma polityczny spór, ale warto zapytać, kiedy jest na niego odpowiedni czas. To czwarta w tym tygodniu konferencja PiS i ten sam przekaz. Dzień przed tragedią, kiedy zbroiła się cała Europa, premier zwołał konferencję prasową i powiedział, że nie ma powodu do paniki. Wypowiedź premiera, z której opozycja czyni zarzut, warto przytoczyć w całości. Nie ma dzisiaj powodu do paniki, ale jest powód, aby być w pełni zmobilizowanym, by w tych miejscach, gdzie może wystąpić jakiś dramat, wszyscy mogli liczyć na skuteczną i szybką pomoc. Te słowa padły w piątek rano, po sztabie kryzysowym i ogłoszeniu mobilizacji straży pożarnej, wojska i policji. Co robiła w tym czasie opozycja, pewnie państwo dobrze pamiętacie. Chodzi o tę, sobotnią manifestację w obronie m.in. aresztowanego ks. Michała O. Jest hańbą tej władzy. Duchownemu prokuratura zarzuca udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wyłudzenie milionów złotych z Funduszu Sprawiedliwości. Więc ci wszyscy, którzy krzyczą, że Tusk dopiero zauważył powódź, oni akurat powinni milczeć, oni akurat mają powody do wstydu. Na tej grafice na pomarańczowo zaznaczyliśmy liczbę kilometrów wałów przeciwpowodziowych wybudowanych za rządów Platformy, a na granatowo - za rządów PiS. Ale PiS obwinia Platformę za brak infrastruktury przeciwpowodziowej. To mieszkańcy Kotliny Kłodzkiej i ich protest z 2019 roku przeciwko budowie 9 zbiorników retencyjnych. Wówczas na miejsce przyjechała Anna Zalewska z takim przekazem. Nie ma żadnych dalszych analiz, nie ma dalszych planów, tylko i wyłącznie to, co teraz się dzieje, czyli tylko te cztery zbiorniki zaplanowane przez poprzedników będą realizowane. Teraz Anna Zalewska twierdzi, że za te decyzje odpowiada ktoś inny. Wtedy opozycja, teraz rządzący rozpętali prawdziwe ekologiczne piekło. W każdej wsi wisiały banery protestujące. Wywołana do tablicy, także takimi wpisami posła Suwerennej Polski, wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska odpowiada w sieci... Ale PiS-u to nie przekonuje. Państwo Tuska to jest w mojej ocenie nie tylko państwo z dykty, ale państwo z dykty do kwadratu. Bierzcie przykład z ludzi. Oni mają zupełnie co innego niż jakąś polityczną bijatykę. To jest czas solidarności wszystkich ze wszystkimi. I oczekiwałbym od wszystkich pełnego skupienia na tym, jak pomagać ludziom. Do sytuacji na południu Polski dziś krótko odniósł się prezydent. Sytuacje kryzysowe, powódź, pandemia COVID-19 czy napaść Rosji na Ukrainę to zawsze taki moment, taka godzina prawdy o państwie i o rządzących. Andrzej Duda dziś był w Małopolsce, na Forum w Krynicy, w niedzielę brał udział w dożynkach. Na zalanych terenach do tej pory się nie pojawił. Limuzyny i konwoje na miejscu nie ratują ludzi - tak tłumaczył to BBN. Prezydent Czech najwyraźniej takiej asysty nie potrzebował, by spotkać się z mieszkańcami zalanych terenów. W czasie, gdy wielka woda odcina od reszty świata kolejne miejscowości na Węgrzech, Łukasz Żak poszukiwany także za granicą. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania, służby apelują o pomoc do wszystkich, którzy mogą mieć o mężczyźnie jakiekolwiek informacje. Łukasz Żak miał pięciokrotny zakaz prowadzenia pojazdów. Mimo to najprawdopodobniej pod wpływem alkoholu wsiadł do auta, w centrum Warszawy przekroczył prędkość i uderzył w auto, którym podróżowała 4-osobowa rodzina. To tu, na Trasie Łazienkowskiej, poszukiwany listem gończym Łukasz Żak zabił 37-letniego mężczyznę i ciężko ranił jego rodzinę: żonę i dwójkę małych dzieci. Był wielokrotnie karany i miał sądowy zakaz prowadzenia samochodu. Na tym filmie dokładnie widać, jak bardzo rozpędzony był pijany kierowca, kiedy uderzył w tył jadącego przed nim samochodu. Była sobotnia, zakrapiana noc. 26-letni sprawca razem z kompanami, w wieku od 22 do 27 lat, jechał z jednej imprezy na drugą. Sprawca uciekł, a pozostali uczestnicy rajdu nie udzielili pomocy nie tylko poszkodowanym z uderzonego auta, ale też 22-latce, która z nimi jechała. Młodzi mężczyźni mieli wręcz odganiać osoby chcące pomóc. Nie tylko zostawili ciężko ranne dzieci, małżeństwo, ale także swoją koleżankę, z którą dobrze się bawili, i w zmowie chcieli zrzucić na nią odpowiedzialność, że to ona kierowała samochodem. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Sprawcy tragedii prawdopodobnie po pijanemu postanowili się pościgać. Mamy często do czynienia z kierowcami recydywistami, którzy mimo nawet sądowych zakazów bardzo często siadają za kierownicę i jeżdżą, dopóki nie zdarzy się taka tragedia lub też nie zostaną zatrzymani przez patrol policji. Już po zdarzeniu trzy osoby zostały aresztowane. W cały proceder pomagania podejrzanemu Żakowi uniknięcia odpowiedzialności karnej było zaangażowanych wiele osób. Dlatego lista podejrzanych może się wydłużyć. Łukasz Żak prawdopodobnie jest za granicą, sąd wystawił za nim europejski nakaz aresztowania. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi mu do 12 lat więzienia, ale śledczy zastrzegają, że to tylko wstępna kwalifikacja. Stan wyjątkowy to czas, gdy obserwujemy pomoc bez granic, ale i ludzi bez sumienia. W Lądku-Zdroju szabrownicy okradli jubilera, w Głuchołazach - garaż, a we Wrocławiu - nawet niosących pomoc ratowników. Na żerowanie na ludzkiej tragedii trudno znaleźć słowa, ale są konkretne paragrafy. Trudno się dziwić, że takie zachowanie budzi wielkie emocje. Kiedy w Kłodzku woda opadła, pojawiła się okazja. Niestety to nie pojedynczy incydent. Szabrownicy żerują na tragedii ludzkiej. Boję się, bo mam mieszkanie na dole. Jest zalane. Wszystko zostało to, co tam było. W Lewinie Brzeskim zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy ukradli samochód i narzędzia. W Głuchołazach szabrownicy z zalanego garażu ukradli opony i felgi. Złodziei zatrzymano. Mieszkańcy widzą kolejne przypadki. Szabrowników już w niedzielę mieliśmy, tak że już wynosili. Na dzień dzisiejszy mieliśmy zabezpieczone dobrze drzwi. Lądek-Zdrój i kolejny przykład tego, do czego zdolni są ludzie bez sumienia. Już pierwszego dnia powodzi sklep jubilerski został całkowicie splądrowany. Została tak okradziona, że płakała bardzo. Bym go złapał, tobym rękę uciął siekierą, proszę pani. Albo niech cały Lądek sprząta, całą dobę, kula do nogi i do roboty. We Wrocławiu mężczyzna okradł ratowników, którzy przyjechali nieść pomoc. Policja traktuje to jako akt szabrowniczy. Sprawca, wykorzystując sen ratowników WOPR, biorących udział w działaniach ratowniczych związanych z powodzią, dokonał z ich pokoju kradzieży w kwocie 10 tys. zł oraz aparatu. Do tej pory zatrzymano 9 osób, które w sposób obrzydliwy wykorzystały ludzką tragedię. W rejonach zagrożonych pracuje policja, żandarmeria wojskowa i wojska obrony terytorialnej. Wyposażeni w nokto- i termowizję. Działania typu szabrownictwo, kradzieże spotykają się z naszej strony z jak największym potępieniem i dlatego właśnie skierowaliśmy tam taką ilość wojska, żeby to wojsko było tam obecne, widoczne, zarówno w dzień, jak i w nocy. Solidarność w obliczu tej tragedii na szczęście jest częściej spotykana niż żerowanie na osobach, którym woda zabrała wszystko. W czasie, gdy wielka woda odcina od reszty świata kolejne miejscowości na Węgrzech, w stolicy trwają gorączkowe prace, by utrzymać Dunaj w korycie. "Obrona Budapesztu została zapewniona" - pisze Orban, ale prawdziwy test nadejdzie dopiero w weekend. Ale mimo wszystko chcemy zostawić państwa z przykładami, o których warto mówić głośno. Bo w czasie, gdy trwa szacowanie strat, pojawia się coś, czego oszacować się nie da, czyli ludzka solidarność. Pomagają także ci, którzy sami potrzebują wsparcia, jak podopieczni Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących. Także TVP codziennie obserwuje państwa zaangażowanie w ramach akcji "Razem dla Was", które można już liczyć w milionach. Aktualnie to już prawie 4 mln 300 tys. zł. Dwie noce nie spaliśmy, wypompowywaliśmy wodę z piwnicy wiadrami. Woda powoli opada i pokazuje ogrom zniszczeń i potrzeb. Ręce do pracy, osuszacze powietrza, żeby to wszystko doprowadzić do porządku i dalej żyć. Nie wiem, jak to będzie. Trudno nie załamywać rąk po tym, co przeżyli, ale dzięki tysiącom mniejszych i większych akcji pomocy czują, że nie są sami. To jeden z bardziej poruszających gestów - podopieczni Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących zbierają dary dla uczniów ze szkół specjalnych na zalanych terenach. Trzeba pomagać innym ludziom po prostu. Z Krakowa do Lądka-Zdroju rusza grupa przedsiębiorców. Będziemy montowali za darmo podłogi, drzwi, będziemy też malować. Warszawskie pogotowie wysyła 10 tys. kombinezonów dla ratowników pracujących na zalanych terenach. Okazuje się, że te ubrania, w których ratownicy przyjechali, już nie nadają się do użytku. To jest obuwie, to jest odzież ochronna. Swoją pomoc zdalnie oferują też psycholodzy z Pomorza. Osoby w kryzysie mogą się mierzyć z różnymi załamaniami, ze strachem, lękiem o siebie, o bliskich. Zbiórki są prowadzone również we wszystkich ośrodkach TVP w ramach akcji "Razem dla Was". Odzew z państwa strony jest ogromny. Ja to przeżyłem, trzeba pomóc. To jest bardzo ważne, żeby pomagać. Pierwsze transporty z darami dla powodzian już wyjechały z ośrodków TVP w Katowicach, Rzeszowie, Poznaniu, Łodzi, Kielcach i Krakowie. Cudownie, żeście się tym zajęli. Środki na pomoc dla powodzian można też wpłacać na specjalnie uruchomione konto Fundacji TVP. Liczy się każda złotówka i każdy gest solidarności. Za chwilę w TVP Info specjalne, powodziowe wydanie programu "Niebezpieczne związki". Spokojnego wieczoru, do zobaczenia.