Sąd postanowił - należy uznać akt małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą. Ważne ustępstwa - unijny system certyfikatów emisji CO2 będzie zmieniony. Gra o paliwa - dostawy gazu i ropy do Polski niezagrożone, zapewnia rząd. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. To historyczna decyzja. Naczelny Sąd Administracyjny uchyla decyzję odmawiającą wpisania do rejestru stanu cywilnego aktu małżeństwa jednopłciowego, które było zawarte w innym kraju. Dwóch Polaków zawarło związek w Berlinie i domagało się transkrypcji aktu małżeństwa do polskiego rejestru stanu cywilnego. Po dzisiejszym wyroku ma się tak stać. Mamy dzisiaj święto praw człowieka. To pierwsze słowa pełnomocników tuż po ogłoszeniu wyroku, który nazywają bezprecedensowym. To jest ogromny sukces skarżących i w ogóle ogromny sukces społeczności, która od bardzo, bardzo wielu lat domaga się tego, co dzisiaj stało się. Skargę do NSA wniósł nasz telewizyjny kolega, dziennikarz Teleexpresu, Mateusz Trojan i jego mąż Jakub Cupriak-Trojan. 8 lat temu wzięli ślub w Niemczech, ale polski urząd stanu cywilnego odmówił jego uznania. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego jest jasny - małżeństwa zawarte w krajach Unii Europejskiej są w Polsce ważne. Tolerowanie więc dyskryminacji ze względu na różnicę płci oznacza naruszenie w odniesieniu do tych osób poszanowania godności i wolności. To samo w listopadzie orzekł unijny Trybunał Sprawiedliwości. My sami czekamy na to 9 lat i wreszcie uwierzyliśmy w to, że się doczekamy. Sukces, wzruszenie i radość - to były najczęściej powtarzane słowa przez osoby LGBT, które zebrały się przed sądem. Monika i Nora parą są od 5 lat. Wyrok oznacza praktyczne zmiany: wspólne rozliczanie podatków, dziedziczenie czy dostęp do informacji medycznej. Państwo polskie patrzyło na nas jak przez szkło, nie ma nic. No i w końcu się okazuje, że jednak jest. To jest ogromna satysfakcja i szczęście. Warszawski urząd stanu cywilnego ma teraz 30 dni na przeniesienie niemieckiego aktu ślubu Mateusza i Jakuba do polskiego rejestru małżeństw. Ostatnio mówili, że 8 miesięcy na to jest. Przykro mi, macie miesiąc. Pracujemy nad tym, żeby ustalić to konkretne brzmienie, czy to będzie małżonek 1, małżonek 2, czy po prostu małżonek. Prace nad zmianami w urzędowych dokumentach resort cyfryzacji zaczął w styczniu, po wyroku TSUE. Na ten wyrok czekało całe środowisko LGBT, które było tu obecne przed NSA. Pojawiły się transparenty przypominające, że związki partnerskie to była jedna z obietnic koalicji rządzącej. Marszałek Sejmu chwilę po wyroku... Ludzi trzeba kochać. ...pojawił się w Parlamencie z tęczową flagą. To jest pierwszy ważny krok i on otwiera drogę do tego, żeby wszystkie takie małżeństwa zawarte zagranicą kiedyś w przyszłości, mam nadzieję, że niedalekiej, były w Polsce uznawane. Sejm pracuje nad rządowym projektem ustawy o statusie osoby najbliższej. Ale nie wiadomo, co zrobi prezydent. Zwłaszcza gdy z prawej strony słyszymy dziś takie komentarze: Jeżeli Naczelny Sąd Administracyjny nie rozumie przepisów konstytucji, to jest jego sprawa. To jest bezprawie, łamanie praworządności, to jest gwałt na rozumie, także dlatego, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Nie ma czegoś takiego jak małżeństwo jednopłciowe. Art 18. Konstytucji, przypomnę, mówi, że związek małżeński jako związek kobiety i mężczyzny podlega szczególnej ochronie. Nie mówi, że jest jedyną możliwą formą zawarcia związku, i mniej więcej to powiedział NSA. Tyle argumenty prawne. Są jeszcze godnościowe. Nikogo nie krzywdzi to, że dwie osoby ze sobą żyją, że się kochają, że chcą tworzyć wspólnotę. Mam dosyć tej prawicowej nagonki na społeczność LGBT+ i trzeba to bardzo jasno powiedzieć: każdemu należy się szacunek. Rządzący szacują, że w Polsce jest kilkanaście tysięcy jednopłciowych małżeństw zawartych zagranicą. To jest "19.30" w piątek, a wśród najważniejszych wiadomości. Wyrok na ginekologa. Podejmowane przez niego decyzje medyczne skutkowały wywołaniem bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia. Nie chodziło o to, żeby on poszedł do więzienia, tylko żeby nie mógł przyjmować pacjentów. Błąd przy porodzie kosztował Tymka zdrowie. Musi być renta dla tego dziecka, która zagwarantuje mu dobrą jakość życia. ETS, czyli unijny system opłat za emisję CO2 do atmosfery, nie będzie zawieszony, ale zreformowany. Polska we współpracy z Włochami wywalczyła ważne ustępstwa, które mają polegać na indywidualnym podejściu do przemysłu każdego kraju. Zapisano także reformę mechanizmu, który pozwoli reagować na zbyt wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 i wpływać na ograniczenie ich wzrostu. O tym, jak zmienia się kierunek myślenia o ETS, który może przekładać się na nasze rachunki za energię. Takie szybkie unijne kroki, jak te podjęte na szczycie w celu obniżenia cen energii w Europie, nie zdarzają się często. Premier Donald Tusk mówi o przełomie. To jest w jakimś sensie polityczna rewolucja w UE, że instytucje i wszystkie państwa właściwie zaczęły mówić naszym językiem. Komisja Europejska niebawem wypuści na rynek dodatkowe pozwolenia na emisję, co obniży ich cenę, a w efekcie także rachunki za prąd, zwłaszcza w Polsce, gdzie opłaty ETS stanowią aż 1/4 ceny. Kraje mają różne miksy energetyczne, dlatego nie można stosować tego samego rozwiązania wobec wszystkich, musi być dostosowane do sytuacji w poszczególnych państwach. Pod presją unijnych stolic, największej z Warszawy i Rzymu, Komisja Europejska zgodziła się nie tylko wstrzymać redukcję, ale również zwiększyć pulę darmowych pozwoleń na emisję, których potrzebuje energochłonny przemysł w Europie. Najbardziej w tych krajach, gdzie wydatki na certyfikaty ETS są największe. Rewizja systemu ETS ma pomóc rozwiązać jego nieproporcjonalne skutki, nierównomiernie rozłożone ciężary między poszczególne państwa, jestem zadowolona z dzisiejszych ustaleń. Na szczycie zapowiedziano też powstanie nowego, wartego 30 mld euro, unijnego funduszu dla państw, w których ETS pozostaje największym wyzwaniem. Pierwszeństwo w dostępie mają mieć mniej zamożni. Dokładnie tak zdefiniowano tę grupę państw, aby Polska w tej grupie się znalazła. Pieniądze z funduszu mają służyć dekarbonizacji gospodarek i uniezależnieniu się od importowanych paliw kopalnych. Choć do powrotu do rosyjskich surowców na szczycie namawiał Wiktor Orban. Zachowanie i strategia europejskich przywódców jest po prostu szalona, oczywiście że potrzebujemy rosyjskiej ropy, Europa nie może twierdzić, że bez niej przetrwa. Wiktor Orban na szczycie usłyszał od europejskich przywódców jeszcze bardziej krytyczne słowa. Zablokowanie pożyczki dla Ukrainy, na którą węgierski premier zgodził się w grudniu, uznano za przekroczenie wszelkich granic przyzwoitości. Granice unijnej polityki klimatycznej i jej narzędzia, jak ETS, na szczycie okazały się za to bardziej elastyczne. Kolejna fala ataków uderzających w Iran. Według izraelskiego premiera Teheran nie ma już zdolności do wzbogacania uranu ani produkcji rakiet balistycznych. Jednak rakiety i drony nadal wystrzeliwane są z terytorium Iranu. Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie przeznaczają miliardy dolarów na zakup sprzętu wojskowego od USA. Gdy w Teheranie opadał kurz po uderzeniach rakiet, w Jerozolimie po raz kolejny padły takie zapewnienia. My wygrywamy, a Iran jest dziesiątkowany. Jak dodał premier Izraela, Iran nie może wzbogacać uranu i nie jest już w stanie produkować pocisków balistycznych. Zniszczyliśmy setki wyrzutni, ich zapasy rakiet i przemysł. Chwilę po tym, gdy padły te słowa, w Jerozolimie zawyły syreny alarmowe. O tym, że Teheran nie składa broni, świadczą też uderzenia w rafinerię w Hajfie. Iran kolejny raz zaatakował też instalacje w Kuwejcie. Mina al-Ahmadi wytwarza ponad 700 tys. baryłek ropy dziennie. Z Kolei Katar twierdzi, że naprawa instalacji do produkcji gazu po uderzeniu Teheranu zajmie nawet 5 lat, a straty wyniosą 20 mld dolarów rocznie. Ta wojna musi się natychmiast skończyć, kanały dyplomatyczne są zawsze otwarte, ale muszą opierać się na wzajemnym szacunku. Kraje Zatoki Perskiej nie mówią już tylko o dyplomacji. By odpierać irańskie ataki, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Jordania kupią od Amerykanów warty prawie 16,5 mld dolarów sprzęt wojskowy. M.in. te wielozadaniowe radary obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. W oświadczeniach Departamentu Stanu mowa o natychmiastowej sprzedaży. A to oznacza pierwszeństwo w dostawach przed umowami zawartymi z innymi krajami. Największym importerem amerykańskiego uzbrojenia są państwa europejskie, które po raz kolejny stały się obiektem ataku amerykańskiej administracji. Niewdzięczni sojusznicy w Europie powinni powiedzieć prezydentowi Trumpowi jedno: dziękuję. Prezydent USA domagał się pomocy w chronieniu transportu w blokowanej przez Iran Cieśninie Ormuz. Wsparcie zadeklarowało sześć państw: Wielka Brytania, ale też Francja, Niemcy, Włochy, Holandia i Japonia. Swoje rozwiązanie zaproponował też premier Izraela. Wystarczy poprowadzić ropociągi i gazociągi na zachód, przez Półwysep Arabski, aż do samego Izraela i naszych portów nad Morzem Śródziemnym. Benjamin Netanjahu zasugerował też, że by pokonać reżim ajatollahów, niezbędna będzie operacja lądowa. A takie rozwiązanie odrzucił wcześniej amerykański prezydent. Polska nie zamierza wysyłać swoich żołnierzy w region Zatoki Perskiej. Dziś żołnierze polskiego kontyngentu w Iraku zostali bezpiecznie wycofani do Polski, część jest w Jordanii. Donald Trump apeluje, aby Izrael nie atakował irańskich gazociągów. Izrael w kilkanaście godzin po apelu atakuje, jak podaje, infrastrukturę irańskiego reżimu. Teheran uderza w odwecie m.in. rafinerię w Hajfie. Na rynku gazu coraz trudniej. Czy dostawy ropy i gazu do Polski w czasie eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie są niezagrożone? Te eksplozje zatrzęsły światowym rynkiem błękitnego paliwa. Ceny wystrzeliły, bo irańskie pociski uszkodziły największą gazową instalację w Katarze. Koncern Qatar Energy oszacował potężne straty. A to ich konsekwencje. Przerwy w dostawach spowodują wycofanie z rynku około 3% światowej podaży gazu Duże problemy będą więc także po ewentualnym odblokowaniu Cieśniny Ormuz. A gaz w Katarze kupuje też Polska. Do terminalu w Świnoujściu dociera m.in. takimi gazowcami Orlenu. W ostatnich dniach koncern powiększył swoją flotę o kolejne dwa takie statki. Dostawy, które dzisiaj do Polski docierają, a które wypłynęły jeszcze przed wybuchem konfliktu, są niezagrożone. Te zaplanowane na kolejne tygodnie anulowano. To rodzi pytanie o lukę w zasobach gazu. Z Kataru przypływa 1/5 importowanego przez Polskę LNG. Głównym źródłem dostaw są jednak USA. Jeżeli spojrzymy na dane z zeszłego roku z ponad 80 dostaw LNG, które dopłynęły do Polski, 17 to były dostawy z Kataru, natomiast pozostała część wyłącznie prawie to były dostawy z USA, i te są niezagrożone. Jak zapewnia Orlen, gaz katarski może być zastąpiony surowcem z północnej Europy, Afryki lub Karaibów. Stabilność systemu nie powinna być zagrożona dzięki dywersyfikacji - zarówno kierunków dostaw, jak i ich metod. Większość potrzebnego Polsce gazu ziemnego pochodzi z Norwegii, surowiec tłoczony jest przez Baltic Pipe. Jest go więcej niż przywożonego statkami. Polskie potrzeby uzupełnia też krajowe wydobycie oraz dostawy z Niemiec, Słowacji i Litwy. Do tego dochodzą zapasy. Polskie magazyny tego surowca wypełnione są niemal w połowie. Zapasy to jest w naszym przypadku kilka tygodni, tylko pamiętajmy o tym, że one przede wszystkim mają nam starczyć na ten okres zimowy, bo wtedy jest ten największy pobór. Konflikt na Bliskim Wschodzie torpeduje też dostawy ropy. Surowiec z Arabii Saudyjskiej do Polski płynie bez przeszkód, bo tankowce omijają Cieśninę Ormuz. Jednak z powodu niedoborów w innych krajach cena za baryłkę to wciąż ponad sto dolarów. Bez udrożnienia Cieśniny Ormuz i bez zaprzestania ataków na strategiczną infrastrukturę energetyczną nie będzie żadnego spadku cen. Mowa o cenach ropy. Ceny paliw na stacjach mogą spaść, jeśli rząd czasowo obniży VAT i akcyzę. To niewykluczone, ale zależy od tego, jak długo będzie trwał konflikt w Zatoce Perskiej. Propozycja prezydenta Karola Nawrockiego nazwana SAFE 0% budziła i budzi nadal wątpliwości. Jednym z głównych źródeł zasilania projektu miałby być zysk NBP, ale także pożyczki i obligacje. W kilka dni po tym, gdy prezydent i przez NBP roztaczali swoją wizję, cena złota spada, a zyski NBP maleją. O wartości prezydenckiego SAFE. Ta opadająca linia to cena złota i jej największy od ponad 40 lat spadek, który przekłada się także na wartość tego, co w sejfach trzyma prezes NBP. 40 mld wyparowało w 2 tygodnie. Tym wszystkim, którzy wierzyli, że złoto ma tylko jeden kierunek - do góry, to pokazuje, że to nie jest prawda, i opieranie na tym jakieś strategii finansowania czegoś jest bardzo ryzykowne. Tym czymś według prezydenta i prezesa NBP miało być bezpieczeństwo. Mamy dla SAFE konkretną, polska, suwerenną alternatywę. Jest to pewne źródło finansowania sił zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej. Te zapewnienia właśnie zweryfikował rynek. Cena złota spada, więc stabilność takiego finansowania stoi pod znakiem zapytania. Pan prezydent zaproponował nam ustawę, żebyśmy finansowali kontrakty, a będziemy je finansowali z przyszłych zysków, tylko pytanie, czy te zyski w ogóle będą. Wątpliwości wobec projektu Karola Nawrockiego... Nie nadaję numeru druku temu projektowi. ...wczoraj wyliczał marszałek Sejmu, kierując go do dalszych analiz. To niezgodność z konstytucją i brak oceny skutków finansowych. Jestem nim zainteresowany. Szef MON, który od początku deklarował, że armii przydadzą się każde pieniądze, dziś wyszedł z własną propozycją. Premier nie mówi "nie", ale przypomina, że w propozycji prezydenta brakuje odpowiedzi na najważniejsze pytanie: gdzie jest źródło finansowania. Prezydent w ustawie pisze o zysku NBP, który od 3 lat wykazuje straty, a także o kredytach, pożyczkach i obligacjach. W przypadku Polski to byłby koszt około 5%, w unijnym SAFE odsetki wynoszą 3%. Ale rachunek ekonomiczny PiS nie przekonuje. Pożyczka 3% jest arcyniestabilna, jest szkodliwa dla Polski. To nie są słowa jednego polityka, to zorganizowana akcja, która celuje w UE. "Nie" dla SAFE brukselskiego. Jest łańcuchem na naszą suwerenność. Klucze do wojskowych magazynów oddajemy Niemce von der Leyen. Kiedyś była taka zasada, że bezpieczeństwo jest wyłączone z bieżącego sporu politycznego, to co się stało, że jednak już nie? Tak powinno być, ale PiS wykorzystuje każdy moment, żeby budować swoją politykę, i na polskim bezpieczeństwie budują politykę. To jest trochę tak, jakbyśmy w '39 roku odrzucili ogromny program zbrojenia armii, wiedząc, że naciąga wojna z Niemcami lub Sowietami. Sytuacja niewyobrażalna wręcz. Wśród rządzących jest zgoda, że mimo weta miliardy na zbrojenia z Unii należy wykorzystać. Stąd plan B - do zastosowania w przypadku wojska. Nieodpowiedzialne weto prezydenta wygenerowało olbrzymie problemy. Można powiedzieć, że pan prezydent rozbroił polską straż graniczną, policję i służbę ochrony państwa. 7 mld zł, które miały do nich trafić, stanęło pod znakiem zapytania. Prezydent wyraził zgodę na nominacje oficerskie. 78 żołnierzy i funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego będzie mianowanych na I stopień oficerski, na stopień podporucznika. Spór o awanse oficerskie trwał od listopada ubiegłego roku. Prezydent nie podpisał wtedy 136 nominacji żołnierzy Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Karol Nawrocki twierdził, że premier zabronił szefom służb specjalnych spotykania się z prezydentem. Do takiego spotkania doszło jednak na początku tego roku. Teraz nastąpił zwrot i dziś Biuro Bezpieczeństwa Narodowego przekazało, prezydent wyda stosowne postanowienie po kontrasygnacie premiera. Na nominację prezydenta czekają jeszcze funkcjonariusze ABW. Dziecko nie chodzi, nie siedzi, nie je samodzielnie. Jest w wysokim stopniu niepełnosprawne. Ginekologa oskarżono o błąd w sztuce. 75-letni lekarz z Białegostoku nie godził się na cesarskie cięcie. Poród musiał odbyć się naturalnie. Dziś zapadł prawomocny wyrok. Sąd zaostrzył karę zaskarżoną w pierwszej instancji. Tymek ma niecałe 5 lat, ale już wiele doświadczył. Tak wygląda jego codzienność. Wizyty u specjalistów, rehabilitacja. Każdy dzień to dla niego trudna walka o samodzielność. Nie mówi, nie chodzi, nie siada, wymaga stałej opieki. Mój syn będzie cały czas potrzebował rehabilitacji. Chłopiec zmaga się z czterokończynowym dziecięcym porażeniem mózgowym. Sąd uznał, że w czasie porodu doszło do błędu w sztuce medycznej. 75-letni lekarz ginekolog został, już prawomocnie, skazany. Podejmował decyzje nieakceptowalne z punktu widzenia prawidłowego zachowania lekarza. Za długo zwlekał z decyzją o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia, napierał na brzuch pani Magdaleny, podał nierozcieńczoną oksytocynę. Szczegóły są wstrząsające, ale dziś to nie one są najważniejsze. Ulga, że prawie 5-letni proces zakończył się zakazem wykonywania zawodu, bo o to walczyłam. Nie chodziło o pieniądze ani żeby poszedł do więzienia, tylko żeby nie mógł przyjmować pacjentów. Lekarz ma 6-letni zakaz wykonywania zawodu, został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Ma też zapłacić grzywnę 60 tys. zł. Nie było go dziś na sali, a wcześniej nie przyznawał się do winy. Nie jest to 100% wina, załóżmy, że dziecko było niedotlenione w czasie porodu. Dlatego też biegły nie widzi na 100%, że to była moja wina, bo mogły być i inne przyczyny. Ginekolog to pracownik zewnętrznej spółki współpracującej ze szpitalem w Białymstoku. Przed sądem trwa też inny proces tego samego lekarza, dotyczący kobiety rodzącej w tym samym szpitalu. Jej dziecko zmarło. Dzisiejszy wyrok to nadzieja dla kobiet, które czują, że ich prawa zostały złamane. Co dziesiąta kobieta, która rodziła, określa swój poród jako doświadczenie koszmarne, jako dzień, który był najgorszy w jej życiu. Rodzice Tymka na własną rękę finansują rehabilitację i leczenie synka. Założyli zbiórkę. Planują złożyć pozew cywilny przeciwko szpitalowi. Wrocław zamalowuje mowę nienawiści. I to dosłownie, bo z murów znikają wulgarne, siejące hejt, nienawistne napisy, które uderzają w inne osoby, mogą ranić i wykluczać. Mieszkańcy łączą siły, aby przestrzeń w mieście nie dzieliła. O unikalnym w skali kraju programie, z którego inne miasta mogą brać przykład. Ta akcja to przykład na to, że wałek i pędzel mogą zdziałać coś więcej niż tylko zwykły remont. Mogą być narzędziem do walki z mową nienawiści. Sylwia, Antoni, Filip i Tymon z 7 D dziś na ochotnika do tej walki ruszyli. Mowa nienawiści to obrażanie kogoś, po prostu tak się nie robi. W akcji "Mury mówią" uczniowie Szkoły Podstawowej nr 1 we Wrocławiu nie byli dziś sami. Za pędzle złapali też skazani, których sądy skierowały do Wrocławskiego Centrum Integracji na prace społeczne. Ja dopiero zacząłem odrabiać godziny, tak naprawdę. Dla pana Mariusza to szansa na naprawienie wyrządzonych szkód. Narozrabiałem, lepsze to jest, żeby odpracowywać karę na wolności. Jak trafiać za takie czyny do więzienia, które się popełniło. Dla miasta to spora oszczędność, bo nie ponosi kosztów pracy skazanych. Do wrocławskiego centrum integracji rokrocznie trafia prawie tysiąc osób, które wypracowują prawie 100 tys. godzin, to prawie 3 mln zł. Szanse na wyjście z trudnej sytuacji dostają też w mieście osoby, które zalegają z czynszem. Dla nich takie zadania to możliwość odpracowania zadłużenia. Po prostu jestem bardzo zadowolona, w ogóle z wykonywania tej pracy i że jest takie coś, że można odpracowywać. Ale takie akcje dają nie tylko finansowe korzyści. Koordynatorzy programu zauważają, że satysfakcja z naprawiania wspólnej przestrzeni owocuje chęcią do jeszcze większej dbałości o to, co nas otacza. Taką wartością dodaną tego całego systemu jest to, że nasi skazani bardzo chętnie w ramach wolontariatu nadal chcą zostawać i usuwać mowę nienawiści. Wsparcie w walce z hejtem na ścianach pokazali dziś także osiedlowi radni, urzędnicy czy znani bardziej z pilnowania niż robienia porządku miejscy strażnicy. Myślę, że powinien przykład iść z góry, powinniśmy pokazać nasze zaangażowanie w tego typu rzeczy. To już 5. edycja programu "Mury mówią", przez 5 lat z wrocławskich ścian zniknęło 20 tys. wulgarnych i obraźliwych haseł i znaków. Wspólna praca przywróciła normalność na kilkudziesięciu tysiącach metrów kwadratowych ścian. Fajnie się z tym czujemy, że zrobiliśmy coś dla innych, że nikt nie będzie musiał na to patrzeć. Miał własną gwiazdę w Alei Gwiazd w Los Angeles i będzie miał własne miejsce w pamięci milionów fanów na całym świecie. Carlos Ray "Chuck" Norris nie żyje. Amerykański aktor, producent filmowy i telewizyjny, mistrz sztuk walki, 6-krotny mistrz świata w karate, zmarł w wieku 86 lat. Na ten dźwięk czekały miliony. Tak samo jak na legendarny półobrót telewizyjnego herosa wszech czasów. Kapelusz i odznaka. Atrybuty serialowego półboga, który jednym spojrzeniem potrafił powstrzymać przestępców. W latach 90. to on strzegł Teksasu. Myślę, że łączył pokolenia tatusiów, wujków, dzieci, którzy zasiadali wszyscy razem przed ekranem. Chuck Norris - aktor, 6-krotny mistrz świata w karate i jedna z największych ikon popkultury. Debiutował w filmie Bruce'a Lee "Droga Smoka", gdzie zmierzył się z legendą. Przegrał - ale tylko raz. Bo później na ekranie był nie do zatrzymania. Największą popularność przyniósł mu serial "Strażnik Teksasu", stał się supergwiazdą. Był "Zaginionym w akcji", szefem "Oddziału Delta". W Polsce oglądały go miliony. Uchodził za symbol sprawiedliwości i siły. Był człowiekiem bardzo silnym wewnętrznie i też o tym mówił, o tym opowiadał i zarażał innych taką intensywnością życia. Jego legenda wyszła poza ekran. Stał się bohaterem żartów i władcą memów. Takich, w których prawa fizyki po prostu go nie obowiązują. Chuck Norris nie robił pompek - on odpychał Ziemię. Nie nosił zegarka, bo sam decydował, która jest godzina. Tylko on wiedział, co ma piernik do wiatraka. Przede wszystkim miały pokazywać, że Chuck Norris miał ogromną siłę. Jest prawdziwym twardzielem i może zrobić wszystko. Dosłownie, bo w Polsce był też twarzą jednego z banków. Kredyty załatwiał bezboleśnie. Naprawdę nazywał się Carlos Ray Norris. Dziś rodzina poinformowała, że aktor zmarł w spokoju i otoczeniu najbliższych. Miał 86 lat. Tysiące inicjatyw, setki pomysłów i jedno ważne przesłanie: "Polska na tak". Znana już państwu akcja, łącząca Polaków, którzy potrafią dostrzegać jasne strony rzeczywistości, ma swoją wiosenną odsłonę. Już jutro "Polska na tak" odwiedzi Chełm, a także Ząbkowice Śląskie. O tym, że pod dachem tej pozytywnej akcji jest miejsce dla każdego. Duma z munduru i odpowiedzialność. Oni są na tak. Chciałam pokazać patriotyzm naszej szkoły i wszystkie działania mundurowe, ze względu na to, że jest ich bardzo dużo. Wszystko zaczęło się od tego zgłoszenia uczniów Zespołu Szkół Ekonomicznych i Mundurowych w Chełmie. Efekt - jutro specjalny koncert w ich szkole zagra Budka Suflera. Legendy rocka pokażą, jak muzyka łączy pokolenia. Muzyka temu powinna służyć, nie powinniśmy na siebie patrzeć wrogo, tylko bawić się. Nie możemy być smutnym społeczeństwem, tylko radosnym, wesołym. Niezwykły koncert dla niezwykłej szkoły. Przygotowujemy różne atrakcje. Jesteśmy szkołą mundurową i musimy się tym pochwalić. Musztra, parada będzie pokazana, będą pokazane sztuki walki, pierwsza pomoc przedmedyczna, survival. Oprócz tego strzelnica wirtualna, która gwarantuje bezpieczny trening. Bo szkoła w Chełmie ma szeroki wachlarz możliwości w przygotowaniu do służby wojskowej. Daje uczniom możliwość zapoznania się z realiami służby wojskowej, większość uczniów po ukończeniu naszej szkoły zostaje zawodowymi żołnierzami. Ale to nie jedyna ścieżka kariery, jaką można tu wybrać. Chciałam być policjantką, jakoś nie myślałam o wojsku ani straży granicznej, a że powstał taki profil tu w szkole, to stwierdziłam, że chcę tu być. Bo ta szkoła daje solidne postawy. Na szóstkę taki karabin trzeba rozłożyć w 12 sekund Mamy zajęcia z musztry, jak i zajęcia taktyczne, i to są moje ulubione. Zajęcia z samoobrony zaliczają na najlepsze stopnie. A w ramach "Polski na tak" dowiedzą się też, jak obronić się przed hejtem i dezinformacją w sieci. Dzieci będą żyły w świecie internetu, one sobie tworzą ten świat, i fajnie by było, żeby ten świat był dla nich pełen życzliwości, a nie hejtu. I po to właśnie jest akcja "Polska na tak", to jest taka Polska właśnie na tak. Zobaczymy to jutro w TVP info, o 12.00 "Polska na tak" zagości w Ząbkowicach Śląski, a o 15.00 przeniesiemy się do Chełma. To wszystko w "19.30". Za chwilę Pytanie Dnia, Aleksandra Pawlicka w rozmowie z wiceprezesem NFZ Jakubem Szulcem, a o 21.30 w Jedynce "Sekielski wieczorową porą". Do zobaczenia.