Prezydent Francji w Gda$sku. Rozmowy z rządem m.in. o bezpieczeństwie i obronności. Liczba poszkodowanych rośnie, olimpijczycy też czekają na wypłatę nagród z Zondacrypto. Wewnętrzna wojna w PiS. Czym zakończy się spotkanie Morawiecki - Kaczyński? Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. 20 kwietnia to pierwszy raz, gdy Polska i Francja świętują Dzień Przyjaźni. Do Gdańska przyleciał Emmanuel Macron na Polsko-Francuski Szczyt Międzyrządowy. Na gdańskiej agendzie kwestie od bezpieczeństwa i obronności po gospodarkę, naukę czy kulturę. Symboli jest mnóstwo, jak solidarnościowy Gdańsk czy bogata wspólna historia, a cel to przyszłość oparta na silnym sojuszu w coraz mniej bezpiecznym otoczeniu. Przyjaźń trzeba pielęgnować. Dlatego dzień przyjaźni polsko-francuskiej Donald Tusk i Emmanuel Macron uczcili z rozmachem - Szczytem Międzyrządowym w Gdańsku. Obaj bardzo serio zaangażowaliśmy się w to, by relacje polsko-francuskie wynieść na najwyższy możliwy poziom. Nasze partnerstwo staje się coraz bogatszym partnerstwem. Mamy relacje, które osiągają poziom historyczny. To zaufanie będzie wzmacniane. Bo w tej wizycie nie chodzi tylko o przyjaźń i symboliczne gesty, ale o konkretne rozwiązania i duże pieniądze. Rok temu 9 maja w Nancy Francja i Polska podpisały traktat o współpracy i przyjaźni. Zakłada on wspólne działania w obronności, przemyśle, energetyce czy kulturze i coroczne wspólne posiedzenia rady ministrów. Dlatego dziś w Gdańsku spotkali się nie tylko szefowie rządów, ale też ministrowie obrony, spraw zagranicznych, energii i kultury. Francja i Polska podpisały umowę na budowę satelity dla polskiego wojska. A Polska chce sprzedać Francji własne rozwiązania. To są pojazdy minowania narzutowego Baobab, które sprawdzają się i są bardzo dobrze oceniane. Rozmowy w Gdańsku dotyczyły też francuskiego parasola nuklearnego. W marcu Emmanuel Macron zaproponował rozszerzenie francuskiego odstraszania na Europę. Polska jest na tak. Ale o konkretach premier mówić nie chce. Siłą rzeczy rozmowa o współpracy nuklearnej w dziedzinie bezpieczeństwa to jest rozmowa dyskretna. Ale w zamian za ochronę, Francja liczy na duże kontrakty. Francuskie EDF chce wybudować drugą w Polsce elektrownię jądrową. Pierwszą zbudują Amerykanie. Energetyka jądrowa jest modelem francuskim. Staramy się również wspierać produkcję w Europie i europejską preferencję i inwestycje w sektory strategiczne. Bo to wszystko ma z punktu widzenia Paryża pomóc uniezależnić się od USA. Francja, i na to zwracają dziś uwagę media, chce grać tu pierwsze skrzypce. Dla Emmanuela Macrona Polska jest tu partnerem priorytetowym: od 2017 roku walczy o budowanie tej europejskiej strategicznej autonomii. A że we Francji za rok wybory, walczy też o to, jak zostanie zapamiętany. Spotkania Emmanuela Macrona z prezydentem Karolem Nawrockim nie było, chociaż, jak powiedział w Onecie rzecznik prezydenta, prezydencka kancelaria o to zabiegała. Ale takiego spotkania w planach nie było - powiedział nam nieoficjalnie Pałac Elizejski. Jest to szczyt rządowy, czyli z udziałem premiera Tuska i ministrów obrony, spraw zagranicznych, energii i kultury. Nie zaplanowano z tej okazji żadnego spotkania, wywiadu ani sesji z Prezydentem RP Karolem Nawrockim. Gdańsk na tę wizytę został wybrany nieprzypadkowo. Premier chciał pokazać prezydentowi Francji, jak udało się odbudować miasto po II wojnie światowej. Emmanuel Macron odwiedził też cmentarz, na którym spoczywają francuscy żołnierze polegli w Polsce, co według Paryża przypomina, jak stare i silne są polsko-francuskie więzi. "Będzie 3. podejście do zawetowanej ustawy o kryptoaktywach" - zapowiedział w Pytaniu Dnia na antenie TVP Info wicepremier Krzysztof Gawkowski. O szczegółach na razie nie wiadomo - coraz więcej wiadomo za to o problemach Zondacrypto i stratach klientów. Rada nadzorcza składa rezygnacje, a Prokuratura Regionalna w Katowicach właśnie poinformowała, że poszkodowani stracili co najmniej 350 mln złotych i ta kwota stale rośnie. To kolejna surowa ocena drugiego weta prezydenta do ustawy o kryptowalutach. Ustawy, która miała uregulować rynek kryptoaktywów i chronić Polaków przed nieuczciwymi praktykami. Przez prezydenta Nawrockiego Polska stała się ziemią obiecaną dla oszustów, którzy chcą tutaj w kryptoaktywach robić czarne, brudne interesy. W piątek Sejm głosował nad odrzuceniem prezydenckiego weta. Głosami PiS-u i Konfederacji zostało utrzymane. Mimo że od wielu dni klienci największej polskiej giełdy kryptowalut Zondacrypto mają problemy z wypłatą środków. Premier mówił o takich powiązaniach. Ta sama giełda według szefa rządu wpłaciła kilkaset tysięcy złotych na fundacje Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera. Oni to hamowali, myśleli, że to cicho przejdzie. Okazuje się, że upadek na horyzoncie firmy, a w tle zarówno politycy z PiS-u i Konfederacji, którzy w to byli zamieszani. PiS i kancelaria prezydenta winnych szukają jednak gdzie indziej. Mamy do czynienia z jakąś gigantyczną indolencją w zakresie bezpieczeństwa państwa. Przypomnijmy: prezydent dwukrotnie zawetował ustawę, która miała pomóc chronić Polaków przed kryptowalutowymi oszustami. Jeszcze w grudniu ten sam minister zapowiadał współpracę z rządem, a nawet prezydencki projekt ustawy. Siądźmy razem, napiszmy dobra ustawę w 2-3 tygodnie. Projekt z Pałacu Prezydenckiego jednak nie wyszedł. Ustawa prezydencka nic by tutaj nie dała, bo nie byłaby procedowana. Prezydent Nawrocki bierze odpowiedzialność za każdą oszukaną złotówkę i każdego Polaka, który stracił na kryptoaktywach. Na samej giełdzie Zondacrypto straciło co najmniej 30 tysięcy osób. Katowicka prokuratura prowadząca sprawę wciąż dostaje zawiadomienia. Mówimy o kilkuset osobach, z tym że liczba ta stale rośnie. Podobnie jak zawrotna kwota oszustwa szacowana na 350 mln złotych. Rada nadzorcza estońskiej spółki zarządzającej Zondacrypto złożyła rezygnację. Problemy z wypłacalnością firmy odczuły m.in. kluby sportowe, których giełda była sponsorem. Piłkarski Raków Częstochowa rozwiązał już umowę, podobnie jak GKS Katowice czy koszykarski klub Orlen Basket Ligi - Dziki Warszawa. Mamy zaległe płatności od Zondacrypto i środki, których już nigdy nie zobaczymy. Nasza umowa miała potrwać jeszcze kilka miesięcy. Zondacrypto to też generalny sponsor Polskiego Komitetu Olimpijskiego. To jest coś nowego, innowacyjnego. Coś o czym marzyliśmy, o czym rozmawialiśmy. Mówił w październiku prezes PKOl o możliwości nagród w kryptowalucie dla części uczestników zimowych igrzysk. Najwięcej, bo blisko milion złotych, mieli dostać medaliści. Z tego, co wiem, tokeny są na kontach naszych sportowców. Ale sportowcy tak jak inni klienci Zondacrypto mają problem z wypłatą środków. Radosław Piesiewicz, który dziś zwołał specjalną konferencję, nie powiedział, czy zamierza pomóc w odzyskaniu pieniędzy sportowcom. Oskarżył za to rząd i ABW o nieprzekazywanie informacji. Sobie nie ma nic do zarzucenia, bo, jak mówi, PKOL środki wypłacił. Panczenista Damian Żurek miał otrzymać 100 tysięcy złotych nagrody od Zondacrypto, które chce przeznaczyć na spłatę mieszkania. Jestem łyżwiarzem, tutaj nie ma dużych pieniędzy, więc na pewno to jest duża pomoc. Sportowcy liczą, że pieniądze zgodnie z zapewnieniami zostaną wypłacone do końca kwietnia. Oglądają państwo "19.30" w poniedziałek. Za chwilę Mateusz Morawiecki u Jarosława Kaczyńskiego, co wiemy tuż przed spotkaniem obu polityków, a potem także: Czarny tydzień w szpitalach powiatowych. To jest krzyk, wołanie o pomoc. Musieliśmy zareagować, bo te koszty rosły bardzo dynamicznie. Są problemy z utrzymaniem płynności finansowej, z zabezpieczeniem leków. Ustawa podwyżkowa w tym roku kosztuje nas 70 mld, czyli 1/3 budżetu. Za niespełna pół godziny przy Nowogrodzkiej Jarosław Kaczyński ma się spotkać z Mateuszem Morawieckim. Były premier na rozmowę "w cztery oczy" idzie z przeczuciem, że dojdzie do porozumienia. I tu optymizm raczej się kończy, bo wokół stowarzyszenia Rozwój plus partyjne emocje buzują. Przed siedzibą PiS-u jest Anna Łubian-Halicka. Powiedz, co z bliska słychać o nastrojach przed spotkaniem i perspektywach na jego efekty. Politycy PiS dziś mówią o partii szerokiego namiotu, ale ta wizja się kończy tam, gdzie zaczynają frakcyjne interesy. Gdyby dziś doszło do ugody bez konsekwencji, to by oznaczało osłabienie Kaczyńskiego i wzmocnienie Morawieckiego. To próba gaszenia pożaru, który tlił się od czasu, gdy to Przemysław Czarnek z przeciwnej Mateuszowi Morawieckiemu frakcji został ogłoszony kandydatem na premiera. Prawdziwy ogień pojawił się teraz, gdy były premier wrócił do gry, powołując stowarzyszenie i nie robiąc sobie nic z ultimatum postawionego przez prezesa PiS. Jarosław Kaczyński jest jeszcze niekwestionowanym liderem PiS? No pani redaktor, przecież niech mu ktoś spróbuje podskoczyć. Mateusz Morawiecki próbuje. Ale piłka wciąż jest w grze. Absolutnie niczego się nie boję. Mateusz Morawiecki nie tylko nie zamierza zamykać stowarzyszenia. Swój skręt w stronę centrum określa jako jedyny ratunek dla PiS, którego notowania, to ostatnie sondaże, są najniższe od lat. A że rządzący nazywają to efektem Czarnka, miedzy frakcjami PiS-u wrze. Widać jak na dłoni, kto wycisza spory, Kto zaś chce zostawić Tuskowi wolne pole. Sorry Marcin Horała! Doprowadziliście do sytuacji, w której wszystkie media w Polsce rozpisują się o podziale w PiS, a teraz udajesz, że nic się nie stało? Ludzie Mateusza Morawieckiego nazywają to grą na dwóch fortepianach. Wiele samochodów, żeby mieć lepsze osiągi, czasem się tuninguje, czyli dodatkowo daje się konie mechaniczne. Mateusz Morawiecki będzie takim tuningiem? Jestem przekonany, że dzięki tej inicjatywie premiera Mateusza Morawieckiego my pojedziemy szybciej. Na naszych oczach odbywa się jedna wielka mistyfikacja polityczna. Dla rządzących ani jedność PIS, ani nowa twarz byłego premiera nie są wiarygodne. Czy Mateusz Morawiecki jako centrysta pana przekonuje? Nie, to są ci sami ludzie. Jeśli dzisiaj Morawiecki myśli, że weźmie gąbkę i zmyje z czoła napis "PiS" i nikt nie będzie pamiętał, że on był premierem, że łamał prawo, no to jest w błędzie, ludzie to pamiętają bardzo dobrze. Stąd taka ocena nowej strategii PiS. Grają na oszukanie wyborców. Która odnosi się do działalności obu frakcji PIS, a także tej dzisiejszej konferencji. Dzisiaj ten zakład popada w ruinę, bo nie ma zamówień z państwa polskiego, a pan się pyta o Morawieckiego, niech pan się zapyta Kosiniaka-Kamysza, dlaczego doprowadził do ruiny Łucznik w Radomiu i polską zbrojeniówkę. To ten sam polityk, który w lutym tak jak cały PIS głosował przeciwko 190 miliardom złotych na zbrojenia do wydania w polskich fabrykach i apelował o prezydenckie weto. Nie dla SAFE brukselskiego. Gdyby nie ono, fabryka broni w Radomiu miałaby milionowe kontrakty na lata. Blokada SAFE najlepiej pokazuje, że nie są zainteresowani rozwojem polskiego przemysłu zbrojeniowego. Czy przekonuje pana troska Przemysława Czarnka o przyszłość Łucznika? Przemysław Czarnek zachowuje się jak polityczny piroman, który podpalił stodołę, a później do strażaków, którzy przyjechali gasić, mówi: "dlaczego tak wolno? Starajcie się!" Sprzeciw prawicy blokuje około 9% wydatków z pożyczki SAFE. To pieniądze, które miały trafić na infrastrukturę i służby. Dzięki nim planowano m.in. zakup karabinków Grot dla policji w radomskim Łuczniku. My sobie z tym poradzimy, zamówienia będą, fabryka będzie miała się dobrze, ale uważam, że jest to szczyt hipokryzji, najpierw głosować przeciwko, a teraz stać przed fabryką i krzyczeć, że to skandal, choć myślę, że pan poseł Czarnek wie, że związkowcy wywieźliby go na widłach z tej fabryki, skoro nawet nie wszedł do środka. Pytany o to kandydat na premiera... Nie chcę przeszkadzać załodze. ...problemu nie widzi. To jest nabijanie ludzi w butelkę, to jest robienie z ludzi idiotów - mówią rządzący i przypominają, że to politycy PIS są autorami powiedzenia, że "ciemny lud to kupi". Czarny tydzień w szpitalach powiatowych. "Szpitalne łóżko poczeka, pacjent nie" - to hasło ogólnopolskiego protestu, a główny zarzut dotyczy polityki finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia. Ta w ocenie dyrektorów i medyków ze szpitali powiatowych zagraża bezpieczeństwu pacjentów. Zadłużenie już sięga 9 mld złotych i bez pilnych zmian kolejki będą jeszcze dłuższe. Czarne flagi przed szpitalami i ubrany na czarno personel. To jest nasza wspólna sprawa. W ten sposób wiele placówek powiatowych chce zwrócić uwagę na swoją dramatyczną sytuację finansową. Są problemy z utrzymaniem płynności finansowej, z zabezpieczeniem leków, sprzętu i z wypłatą wynagrodzeń. Szpital w Końskich do dziś nie dostał 5 milionów z NFZ za ubiegły rok. Nam naprawdę może nie starczyć na podstawowe rzeczy, nie tylko na leczenie. Szpital w Rypinie był zmuszony zamknąć oddział pediatrii. Nie mamy środków finansowych na te działania, nie tylko na oddział dziecięcy, tak właściwie na funkcjonowanie całego szpitala. Szpitale powiatowe toną w długach, które urosły już do ponad 9 miliardów złotych. Czarę goryczy przelało obniżenie nawet o połowę wyceny w finasowaniu kluczowych badań diagnostycznych wykonanych ponad limit. To uderza przede wszystkim w pacjentów, bo nie będziemy mogli im zaproponować badan, co wydłuży kolejki. NFZ tłumaczy, że oszczędności są konieczne, m.in. ze względu na rosnące nakłady na pensje pracowników szpitali. Chodzi o wprowadzoną przez rząd Mateusza Morawieckiego ustawę podwyżkową, regulującą minimalne wynagrodzenia medyków. Zgodnie z nią co roku pensje w ochronie zdrowia zwiększają się w oparciu o to, jak rośnie średnie wynagrodzenie. Ustawa podwyżkowa w tym roku kosztuje nas 70 mld, czyli 1/3 budżetu, który mamy do dyspozycji. Dla pacjentów to oznacza konieczność polowania na badania, nie wszystkim pozwoli na to zdrowie. Tu przyjechałam po tomografię, bo w Dąbrowie trzeba było czekać rok. Jan Nieszur po usunięciu tętniaka musi regularnie wykonywać tomografię. Teraz ma obawy, czy nie obejmą go limity. Bardzo ważne, bo ja to bym był już na tamtym świecie. Dlatego eksperci mówią o pozornych oszczędnościach na zdrowiu pacjentów i konieczności radykalnej reformy. Formuła funkcjonowania systemu ochrony zdrowia wyczerpała się, od dwóch lat alarmowaliśmy, ze upadek NFZ jest nieunikniony. W odpowiedzi resort zdrowia jutro zaczyna rozmowy trójstronne z przedstawicielami szpitali. Mamy nadzieję, że to spotkanie jutro będzie konstruktywne. Medycy zapewniają, że niezależnie od rozwoju sytuacji, nie odejdą od łóżek pacjentów. Zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie wygasa za dwa dni i na razie to jedyna sprawdzona informacja. Zapowiedź Donalda Trumpa o wznowieniu negocjacji spotkała się z błyskawicznym dementi Teheranu, który ostrzega, że odpowie na zajęcie irańskiego tankowca. A sam prezydent Trump ma coraz poważniejsze wewnętrzne problemy - notuje rekordowo niskie poparcie, a amerykańskie media piszą o impulsywnych, niekonsultowanych decyzjach. Amerykańscy komandosi na pokładzie irańskiego statku. To pierwsza taka akcja sił USA wobec jednostki, która usiłowała przełamać blokadę irańskich portów. Do desantu doszło na Morzu Arabskim. Statek towarowy pod banderą Iranu zmierzał do portu Bandar Abbas. Wcześniej przez 6 godzin jego załoga słyszała takie wezwania niszczyciela USS Spruance, by zatrzymała jednostkę i opuściła maszynownię. Amerykanie wielokrotnie grozili też użyciem siły, nim oddali te strzały. Teraz Teheran grozi odwetem. Po jawnej agresji terrorystycznych oddziałów USA na irański statek handlowy, siły zbrojne Iranu są gotowe do zdecydowanej konfrontacji. Atakiem na irański statek chwalił się Donald Trump w tym wpisie. Opublikował go zaledwie kilka godzin po tym, jak ogłosił, że wysyła delegację na czele z wiceprezydentem J.D. Vancem do Pakistanu. Ale nie jest jasne, z kim Amerykanie będą tam rozmawiać, bo Iran jak na razie nie potwierdza udziału w negocjacjach. A rozejm z USA wygasa za dwa dni. Obecnie nie mamy planów dotyczących kolejnej rundy negocjacji. USA uporczywie działają w złej wierze i naruszają zawieszenie broni. A przy tym upierają się przy pewnych nierozsądnych i nierealistycznych żądaniach. Chodzi m.in. o pozbycie się przez Iran zapasów wzbogaconego uranu. A także naruszanie przez Tel Awiw rozejmu w Libanie. To dzisiejszy izraelski ostrzał. Poleciliśmy izraelskiej armii działać z pełną siłą, zarówno na ziemi, jak i w powietrzu, w tym podczas zawieszenia broni, aby chronić naszych żołnierzy w Libanie. Szok wywołało to zdjęcie z wioski Debel na południu kraju opublikowane przez libańskiego dziennikarza. Przedstawia izraelskiego żołnierza niszczącego młotem figurę Jezusa. Czyn potępił premier Izraela. Napisał też, że jest "zszokowany i zasmucony". Szef dyplomacji nazwał go "haniebnym" i przeprosił chrześcijan. Zareagował też szef polskiego MSZ. Dobrze, że minister Sa'ar szybko przeprosił, było za co. Należy ukarać tego żołnierza, ale i wyciągnąć wnioski wobec sposobu, w jaki są formowani. Żołnierze IDF sami przyznają się do zbrodni wojennych. Zabijali nie tylko cywilnych Palestyńczyków, ale nawet własnych zakładników. A tak dom po domu niszczą zajmowane libańskie wioski w 10-kilometrowej strefie buforowej. Przerażająca zbrodnia w amerykańskim stanie Luizjana. W brutalnej serii ataków 32-latek zastrzelił 8 dzieci - był ojcem 7 z nich, ranił także dwie kobiety. Mieszkańcy mówią o największej tragedii w historii miasta. Ta tragedia wstrząsnęła całą społecznością Shreveport w Luizjanie. Mieszkańcy zapalają świece i zostawiają kwiaty przed domem, w którym zginęło 8 dzieci. Jeszcze wczoraj po południu te dzieci bawiły się tutaj, na podwórku. On siedział na werandzie. Trudno to pojąć. To wydarzyło się przed naszym domem. Codziennie widziałam, jak wracają ze szkoły. Wysiadały tutaj z autobusu. Sprawcą był ojciec 7 z 8 dzieci. Najpierw postrzelił na ulicy ich matkę, potem pojechał do domu, gdzie były dzieci. To zdarzenie o charakterze przemocy domowej. Rozegrało się w 4 lokalizacjach, ale najtragiczniejszy finał miał miejsce w tym szarym domu za nami. Tam zginęło 8 dzieci w wieku od 1,5 roku do 12 lat. Jedno dziecko uciekło, skacząc z dachu. Jest w szpitalu. W stanie krytycznym są też dwie dorosłe kobiety. Sprawca, Shamar Elkins, działał sam. Zginął podczas policyjnego pościgu. Sama jestem mamą i babcią. W takich chwilach chce się tylko przytulić dzieci i powiedzieć im, jak bardzo się je kocha, bo nigdy nie wiemy, co przyniesie jutro. Ta tragedia nas jednoczy. A ja bym chciał, żebyśmy potrafili być razem bez takich wydarzeń. Wtedy może udałoby się im zapobiec. Dokładny motyw zbrodni wciąż jest badany. Według śledczych, mężczyzna stosował przemoc domową. "Washington Post" podaje, że chciał odebrać sobie życie. Nie mógł pogodzić się z rozpadem rodziny. Wiadomo też, że miał na koncie dwa wyroki: za prowadzenie auta pod wpływem alkoholu oraz nielegalne użycie broni. To jedna z największych tragedii, jakie dotknęły nasze miasto od wielu, wielu lat. Przypomina, że zło wciąż istnieje i musimy zrobić wszystko, by je powstrzymać. Sprawę monitorują służby stanowe i federalne, w tym Biały Dom. W Shreveport ponad 30% zabójstw ma związek z przemocą domową. Ten dramat brutalnie potwierdził tę statystykę. "Chce się zrobić z naszej młodzieży to samo, co chciał Hitler" - to arcybiskup Marek Jędraszewski na Jasnej Górze o edukacji w Polsce. Mocnych słów duchownego w miniony weekend było więcej i może nie warto ich cytować, ale na pewno trzeba zapytać, jaki Kościół reprezentuje były metropolita krakowski - duchowny znany z politycznych kazań czy ideologicznych ataków. Na bocznym torze, ale znów jest o nim głośno. Przerażające żniwo cywilizacji śmierci. Arcybiskup Marek Jędraszewski, wysłany przez papieża Leona XIV na emeryturę, nie pozwala, by o nim zapomniano. I znowu atakuje. Chce się zrobić z naszej młodzieży to samo, co chciał Hitler: nauczyć tylko dodawania i odejmowania, by powstała masa bezwolna, do pracy na niemieckich polach szparagowych. Nie można do tego dopuścić. Emerytowany metropolita krakowski zarzucił, że w edukacji "wycina się nauczanie historii, języka polskiego, geografii i wszystkich ważnych przedmiotów wpływających bezpośrednio na kształtowanie tożsamości". Opowiada bzdury, nieprawdy. Przynosi wstyd Kościołowi i innym biskupom. Wycina się nauczanie historii. Kłamstwo. Języka polskiego, geografii. Kłamstwo na kłamstwie. Ministra edukacji odpiera zarzuty. Wzmacniamy nauczanie historii, wychowanie patriotyczne jest jednym z elementów polityki oświatowej państwa. Ale Jędraszewskiemu nie chodzi o merytoryczną dyskusję - zauważa ojciec Gużyński. Mi to raczej pachnie jednak na głęboką nieświadomość, głębokie urojenie wynikające z życia w świecie alternatywnym. Arcybiskup Jędraszewski dolał jeszcze oliwy do ognia. Przypominając ten internetowy wpis radnej Stargardu, byłej członkini KO, o pożarze krzyża papieskiego. Są ludzie u nas, którzy poniewierają ten krzyż, wpisując się w haniebną tradycję i sowietów, i hitlerowców. Mamy wysoce brutalny język, odwołujący się do nazistów, wręcz pogardę dla swoich adwersarzy. I pochwałę dla politycznych sprzymierzeńców. Na szczęście mamy takiego prezydenta, dla którego są ciągle aktualne ważne, fundamentalne wartości. Boże i ludzkie. Arcybiskup znany jest z uprawiania polityki, dzielenia Polaków i mowy nienawiści. Społeczność LGBT nazywał zarazą. Niemarksistowska, nie czerwona, ale tęczowa. Jego ostatni przekaz z Jasnej Góry może jednak nie być tak donośny jak dawniej. Są wypowiedziami osoby prywatnej, emerytowanego arcybiskupa krakowskiego. To nie jest głos Kościoła katolickiego w Polsce. I to głos w kolizji z wizją Kościoła aktualnego metropolity Krakowa, kardynała Grzegorza Rysia. "Zapłacił, przeprosił, dlatego jest w partii" - to prezes Kaczyński o pośle Łukaszu Mejzie, któremu w PiS-ie limit punktów najwyraźniej jeszcze się nie wyczerpał. To zupełnie odwrotnie, jak na drodze, gdzie jest absolutnym sejmowym rekordzistą. Tylko w odpowiedzialności czasem przeszkadza posłowi immunitet, ale nie na tyle, by kolejny raz łamać przepisy. Nie miał pan z tyłu głowy, że może kogoś zabić? Pytanie zasadne. Bo co chwila dowiadujemy się o nowych mandatach polityka PiS-u. Wszystkie dotyczącą prędkości. Mejza szarżował nawet 200 km/h. Zaraz komuś stanie się krzywda, ten człowiek kogoś zabije, i myślę, że PiS powinien jak najszybciej skończyć po prostu z tym cyrkiem, wyrzucić go dyscyplinarnie z partii. Ale nic z tych rzeczy, bo prezes swojego posła broni. No ale zapłacił, przeprosił. Kto pierwszy rzuci kamieniem. Zapłacił i przeprosił, ale za swój ostatni wyczyn. Zachowałem się źle, przepraszam, biorę to na klatę. Naprawdę uważam, że są w Polsce zdecydowanie ważniejsze tematy. Mówi to polityk, u którego na koncie może być wkrótce, bo sprawy kierowane są do sądów, 170 punktów karnych i mandaty na 18 tys. złotych. 168 punktów karnych. Ale, jak widać, dla prezesa każdy poselski głos się liczy. Może właśnie Kaczyńskiemu zależy na tym, żeby trzymać takich ludzi, im więcej ma za paznokciami, tym będzie bardziej swój i będzie bardziej pokorny wobec Kaczyńskiego. Choć już w samym PiS-ie zdania co do przyszłości posła Mejzy są podzielone. Gdyby to ode mnie osobiście zależało, Łukasz Mejza dzisiaj już by nie był posłem PiS. Osobiście bym doradził panu posłowi Mejzie, żeby kupił sobie skromniejszy samochód z takim silnikiem 0,9 litra. Politykom PiS-u przeszkadza, że poseł nie wyciąga wniosków, łamał wielokrotnie przepisy drogowe i sam bagatelizuje sprawę. Ale tu ostateczne zdanie ma prezes. Nie przeszkadzało zawiesić pana posła Szczuckiego za to, że mówił, że prezydent powinien zaprzysiąc sędziów TK, ale punkty karne tu tak w PiS-ie nie przeszkadzają. Ma pan odwagę cywilną przeprosić ludzi, którzy byli na tej drodze? Aż 9 wykroczeń tego polityka zarejestrowały fotoradary. Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Główny Inspektorat Transportu Drogowego tuż po tym, jak poseł PiS zrzekł się immunitetu, kieruje wnioski do sądów. Jestem przekonany, że skończy się to zatrzymaniem prawa jazdy i ponownym egzaminem sprawdzającym. Mejza próbuje skutecznie unikać kary za swoje pirackie rajdy - po prostu nie odbiera korespondencji. Mejza jest zwykłym tchórzem, boi stanąć się i odpowiedzieć za swoje czyny, nie odbiera korespondencji, dokładnie tak, jak robił to Macierewicz. To jest typowa cecha dla ludzi Kaczyńskiego, że oni są mocni tylko wówczas, kiedy rządzą. Na razie Łukasz Mejza wciąż ma prawo jazdy mimo wykroczeń czy nowych mandatów. Czy ponad sto nowych punktów zasili konto polityka, zadecyduje sąd. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. U Justyny Dobrosz-Oracz dziś Jan Grabiec, szef kancelarii premiera. Spokojnego wieczoru.