Dwa bratanki - nowe otwarcie w relacjach Polski i Węgier. Pentagon zdecydował - amerykańskie wojska w Europie będą zredukowane do poziomu sprzed wojny w Ukrainie. Nowe ustalenia - prokuratura wie już, jak Zbigniew Ziobro uciekł do USA. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Intensywna wizyta premiera Węgier Petera Magyara w Polsce. Po Krakowie i Warszawie, gdzie szef węgierskiego rządu rozmawiał z premierem, i spotkał się z prezydentem i marszałkami Sejmu i Senatu, przyszedł czas na Gdańsk. Tam spotkanie z Lechem Wałęsą i przemówienie, w którym padły pamiętne słowa "Nie lękajcie się" skierowane do jego rodaków. O nowym otwarciu w relacjach bratanków. Polak, Węgier - dwa bratanki. Tak po polsku swoje przemówienie rozpoczął Peter Magyar. Węgierski premier ramię w ramię z Donaldem Tuskiem mówił o wspólnym odbudowaniu relacji. Te słowa o przyjaźni polsko-węgierskiej, o bratankach, już nie musimy powtarzać jak zaklęcia, tylko będziemy codzienną pracą pokazywali, że Węgry i Polska są jak jedna pieść. Cieszę się, że tysiącletnia przyjaźń polsko-węgierska otwiera nowy rozdział i możemy wzmocnić relacje. Dowodem na polsko-węgierską przyjaźń jest ten prezent. Symbol Koalicji Obywatelskiej. Dziś serce w węgierskich kolorach pojawiło się w klapie garnituru węgierskiego polityka. Dziękuję, że przyjąłeś to serce. Obaj wiemy, że można pokonać każde zło, jeśli ma się serce, jeśli się wierzy we własny naród. Ale nie tylko o polsko-węgierskich relacjach była mowa. Peter Magyar jest w Polsce razem z sześciorgiem ministrów. Ci konsultowali się ze swoimi polskimi odpowiednikami. Powód - wymiana doświadczeń. Rząd pana premiera Tuska musiał się zmierzyć z podobnymi problemami po wygranych wyborach. Takich jak przywracanie praworządności, odzyskanie funduszy unijnych czy rozliczenie korupcji. Zapewnienia obu premierów są jasne. Polska i Węgry będą razem działać nie tylko w sprawach geopolitycznych, ale i europejskich. Premierzy rozmawiali także o Grupie Wyszehradzkiej, tworzonej przez cztery państwa Europy Środkowej: Polskę, Czechy, Słowację i Węgry właśnie. Jestem gotów, żebyśmy rozszerzyli tę współpracę wyszehradzką o inne kraje. Być może o kraje skandynawskie czy Austrię. Ostatni szczyt grupy, w którym udział brali szefowie rządów, odbył się dwa lata temu. Długo czekałem na ten moment, aby znowu razem z Węgrem, Słowakiem, Czechem usiąść przy jednym stole i rozmawiać o tym, co możemy razem zrobić dla swoich narodów i w Europie. Węgry są silnie uzależnione od rosyjskich surowców. Premier Tusk zapewnił, że Polska jest w tej sprawie gotowa do pomocy i współpracy z węgierskim rządem. Jak zaznaczają eksperci, to jest teraz priorytet. Ta dywersyfikacja i to, jak Polska może uczestniczyć w dywersyfikowaniu źródeł energii na Węgrzech, jest kluczowe. Tuż po wspólnej konferencji Donalda Tuska i Petera Magyara węgierski polityk udał się do Belwederu na spotkanie z prezydentem Karolem Nawrockim. Tam konferencji nie było. W polityce przypadków nie ma. Karol Nawrocki w węgierskiej kampanii aktywnie wspierał przyjaciela Putina, Viktora Orbana. W tym celu odwiedził także Budapeszt. Peter Magyar z prezydentem rozmawiał głównie o współpracy gospodarczej. Później węgierski premier był z wizytą u marszałków Sejmu i Senatu. Rozmawialiśmy jak swój ze swoim. O polityce zagranicznej i o współpracy między Węgrami a Polską, a ta wreszcie może spokojnie nabrać rumieńców. Po południu obaj premierzy polecieli do Gdańska. Tam czekały na nich tłumy. Był spacer Długim Targiem i wspólne zdjęcia. To wyjątkowe miejsce. II wojna światowa się tutaj zaczęła, powstała tu Solidarność, komunizm tutaj upadł i to miejsce, w którym wasz premier się urodził, więc to wyjątkowe miejsce i jestem szczęśliwy, że tu jestem. Na koniec dnia obaj premierzy spotkali się także z legendą Solidarności, Lechem Wałęsą. Za niespełna pół godziny Peter Magyar będzie gościem Justyny Dobrosz-Oracz w "Pytaniu dnia". A teraz - najwierniejszy sojusznik i przykład do naśladowania dla innych krajów Europy. To mówi o nas Pentagon, ale już wiadomo, że amerykańskie wojska stacjonujące w Europie będą zredukowane do poziomu sprzed pełnoskalowej wojny w Ukrainie. A te decyzje spowodują z kolei tymczasowe opóźnienia w rotacjach do Polski. Politycy przekonują, że na reorganizacji sił USA nie będziemy stratni. Co to może oznaczać? "Polska może liczyć na Stany Zjednoczone" - próbuje uspokajać amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth. A wiceprezydent J.D. Vance pytany o to, dlaczego USA karzą jednego z najwierniejszych sojuszników, twierdzi, że wstrzymanie przerzutu pancerniaków do Polski to "jedynie opóźnienie". Nie mówimy o zabraniu wszystkich sił z Europy, mówimy raczej o przesunięciach, aby zmaksymalizować bezpieczeństwo USA. Ciągle przed nami decyzja, gdzie dokładnie te siły zostaną umieszczone. Rzecznik Pentagonu Sean Parnell przyznał, że Amerykanie zmniejszyli liczbę zespołów bojowych przydzielonych do Europy z czterech do trzech, ale w specjalnym oświadczeniu zapewnił, że "Stany Zjednoczone zachowają silną obecność wojskową w Polsce". Ono powinno uspokoić emocje. Z radością przyjąłem deklarację Waszyngtonu, że jeżeli chodzi o Polskę, będzie ona traktowana tak, jak na to zasługuje. Jest wyjątkowym sojusznikiem i Amerykanie to widzą i doceniają. Średniorocznie w Polsce w ramach służby stałej i rotacyjnej stacjonuje około 10 tysięcy żołnierzy w kilkudziesięciu bazach. O to, aby było ich jak najwięcej, zabiegał wczoraj w rozmowie z dowódcą wojsk amerykańskich w Europie, generałem Alexusem Grynkewichem, szef sztabu generał Wiesław Kukuła. Dziś o tym samym z amerykańskim generałem Christopherem Mahoneyem rozmawiał szef MON. Nie podjęto decyzji o zmniejszeniu, tylko tymczasowym wstrzymaniu. Polska nie będzie na tym stratna. Jak informuje Reuters, w piątek Pentagon ma oficjalnie poinformować europejskich sojuszników, że USA znacząco zmniejszą zaangażowanie na kontynencie. Sygnalizuje to sekretarz NATO. USA muszą bardziej skoncentrować się np. na Azji. Będzie to realizowane stopniowo, w sposób ustrukturyzowany. Siły rotacyjne nie mają wpływu na plany obronne NATO. Według MON plany nowego rozmieszczenia wojsk USA w Europie opracowuje generał Grynkewich. Minister Kosiniak-Kamysz twierdzi, że wiążące decyzje zapadną w przeciągu najbliższych kilkunastu tygodni. Dzisiaj najważniejszą rzeczą jest to, żeby niezależnie czy to pan premier, pan minister, czy pan prezydent, ręce na pokład i powinniśmy działać, aby utrzymać określoną, jak największą liczbę żołnierzy amerykańskich w Polsce. Z dyplomatyczną ofensywą do USA polecieli wiceministrowie resortu obrony: Cezary Tomczyk oraz Paweł Zalewski. W Waszyngtonie mają podkreślać, że Polska jest nie tylko wojskowym, ale też biznesowym partnerem. Sam kontrakt na śmigłowce Apache opiewa na 10 mld dolarów. W Polsce inwestujemy w bazy, lotniska, magazyny i przedsiębiorstwa, bazy w Powidzu, w Dęblinie, więc Polska może być liderem, jeśli chodzi o odpowiedzialność za wschodnią flankę i cały region. Na swoje siły obronne Polska wydaje najwięcej ze wszystkich państw NATO, ma trzecią co do wielkości armię w Sojuszu i największą w UE. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz. Polscy politycy, wiceszefowie MON są dziś w USA. Jakie są efekty ich rozmów? Decyzja Pentagonu o wstrzymaniu rotacji nie została cofnięta. Być może zostanie, ale nie w najbliższych dniach, bo jak usłyszeli przedstawiciele polskiego rządu, trwa reorganizacja amerykańskich sił wojskowych w Europie. Gdy koncepcja będzie zakończona, dowiemy się, ile żołnierzy będzie stacjonować u nas. Cezary Tomczyk w Białym Domu od wiceszefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego usłyszał, że Amerykanie na pewno będą obecni w wysokiej liczbie w Polsce. Z kolei on usłyszał krystaliczne przesłanie z Warszawy. Nasza delegacja przyleciała do Waszyngtonu z jasnym przekazem od rządu - że sojusz polsko-amerykański jest kluczowy z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa, że Polska jest gotowa gościć żołnierzy amerykańskich. Polscy i europejscy dyplomaci słyszą, że w piątek na spotkaniu Szwecji Amerykanie pokażą swoje karty, jak wyobrażają sobie swoją obecność wojskową w Europie. Chcą, żeby wszystko zostało zapięte na ostatni guzik, również jeśli chodzi o europejskie zadania przed szczytem NATO za półtora miesiąca w Ankarze. Amerykańskie przesłanie będzie brzmiało: Europejczycy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za obronę. Nasza oferta będzie dotyczyła już tylko parasola nuklearnego. To jest "19.30" w środę, a wśród tematów, które przyniósł dzień... Znikające porodówki. To jest dramat, że kobiety są pozbawiane możliwości urodzenia. Gdzie my miałybyśmy teraz jechać, jak wszędzie są zamykane? Będą nowe kryteria. Chcemy zrobić tak, aby każda Polka miała do 30, najdalej 40 minut dostępny ośrodek. Poczucie bezpieczeństwa to jest ta najważniejsza rzecz, którą musimy mieć zapewnioną w ciąży. Waldemar Żurek zapowiada wystąpienie o ekstradycję Zbigniewa Ziobry. Prokuratura Krajowa prowadzi czynności. Wiadomo, że Zbigniew Ziobro wyleciał do USA dzięki paszportowi genewskiemu, który miał wydać poprzedni premier Węgier Viktor Orban. Wyjaśniana jest także rola prawicowej telewizji, która podała, że były minister został ich komentatorem politycznym. W tej sprawie do prokuratury został wezwany szef tej stacji. Idziemy po was. Politycy PiS-u, jeszcze więcej polityków PiS-u. I tu też politycy PiS-u. To wbrew pozorom nie jest wiec partyjny, ale manifestacja wsparcia dla prezesa telewizji, która sama siebie nazywa Domem Wolnego Słowa. A na kanapie w tym "domu", a jakże - politycy PiS-u i ci, którzy wciąż przekonują, że są dziennikarzami. Choć ciężko w tym wszystkim odróżnić, kto jest kim. Tym bardziej jak dołoży się jeszcze ten wątek. Czy pan zatrudnia Zbigniewa Ziobrę w jakiejkolwiek formie? Tomasz Sakiewicz - prezes medialnej przybudówki PiS - milczy. A pytań wokół ucieczki Zbigniewa Ziobry do USA jest coraz więcej. Posłużył się wizą członka zagranicznych mediów. Według ustaleń Onetu Ziobro miał otrzymać wizę jako przedstawiciel propisowskiej telewizji Republika. Republika pomagała Zbigniewowi Ziobrze jakoś załatwić tę wizę dziennikarską. Tego to ja nie wiem. Ale był pan obok prezesa Sakiewicza, to mógł pan spytać. Nawet jeżeli to robił, to nie jest przestępstwo. Pomaganie osobie, która jest zbiegiem ściganym listem gończym, jest przestępstwem. Prokuratura ma prawo sprawdzić, czy ktoś nie pomagał temu, który jest zbiegiem. I dlatego Sakiewicz w charakterze świadka został wezwany do prokuratury. Na większość pytań nie odpowiedział. Zasłaniał się tajemnicą dziennikarską. To kpina - mówią rządzący. To jest jedna klika, jedna banda. Sakiewicz to nie dziennikarz, więc jak może zasłaniać się tajemnicą dziennikarską - słyszymy. Kaczyński na nich łożył, jak rządził, i oni mu się dzisiaj odpłacają. Media zarządzane przez Tomasza Sakiewicza za rządów PiS-u otrzymały ok. 150 mln zł z publicznej kasy. Jego środowisko medialno-biznesowe korzystało też na Funduszu Sprawiedliwości. Podpisane umowy opiewają na prawie 5 mln zł. Ziobro drenował Fundusz Sprawiedliwości, Sasin spółki Skarbu Państwa, to dzisiaj Republika mówi: będę was bronić. Wespół z politykami PiS-u. Nie byłoby tej całej sytuacji, gdyby nie aktywność polityków PiS. W sejmowych kuluarach najczęściej pada nazwisko Adam Bielan. Politycy przypominają jego wizytę w Białym Domu pod koniec kwietnia. Wmieszali tę sprawę do naszych relacji międzynarodowych. To jest niebezpieczne. Bo Stany Zjednoczone są kluczowym sojusznikiem Polski. A jak ujawnia Reuters, wiceszef amerykańskiej dyplomacji Christopher Landau osobiście miał polecić wydanie wizy Zbigniewowi Ziobrze. O tę sprawę nasz amerykański korespondent próbował zapytać samego Landaua. Odpowiedzi jednak brak. Politycy PiS-u działają wbrew polskiej racji stanu - słyszymy. Chcą wykreować w USA i międzynarodowej opinii wizerunek Polski jako kraju niepraworządnego. A następnie, jak rozumiem, chcieliby zachęcać opinię publiczną, szczególnie w USA, do wsparcia dla Polski i silnej obecności w Polsce. Tak się nie da. Rządzący przyznają wprost: polskie bezpieczeństwo nie może rozbić się o jednego polityka - tego polityka. On okazał się miękiszonem. Ten Ziobro przypomina tego Ziobrę z tego wiecu z łamiącym się głosem. - Złośliwe to było. - Trochę. Wszyscy razem: razem wygramy. Za Ziobrą wystawiony jest list gończy. Prokuratura chce postawić mu 26 zarzutów. Na ulicach Warszawy protestowała dziś Solidarność. W demonstracji przeciwko unijnej polityce klimatycznej brali także udział politycy PiS i Konfederacji. Dzisiaj tu przyszło społeczeństwo przed ten budynek Sejmu i Senatu, aby głośno powiedzieć: nie ważcie się głosować przeciw rozpisaniu referendum w sprawie Zielonego Ładu. My jako obywatele, jako Polacy domagamy się tego referendum, bo mamy do tego prawo. Szef Solidarności podkreślił, że manifestacja jest wyrazem wsparcia dla prezydenta Karola Nawrockiego, który złożył do Senatu wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Duda przypomniał, że to efekt umowy programowej, jaką Nawrocki zawarł jako kandydat na prezydenta z Komisją Krajową Solidarności. Związkowcy protestowali też przeciwko umowie z Mercosur i polityce rządu. Drony - to słowo w naszym kontekście i naszych sąsiadów ze wschodu wymieniane jest ostatnio bardzo często. Dziś na Litwie w pobliżu granicy wykryto taki obiekt. Ogłoszono alarm obejmujący Wilno i okolice. Poderwano myśliwce, a mieszkańcom zalecono udanie się do schronów. Ewakuowano także rządzących. O dronowych alarmach. Głośny huk, samoloty i drony na niebie. Mieszkańcy pełni obaw. Na początku usłyszałem huk, tak jakby myśliwca, i po tym huku z tamtej strony. Widziałem chyba ze 4 drony przelatujące ze wschodu na północ. To zaniepokojeni mieszkańcy przygranicznego Hrubieszowa. Nic nie wiedzieli, że to wojskowe ćwiczenia, o których powinien powiadomić ich starosta hrubieszowski. Oczywiście, że jest strach. Jesteśmy niepoinformowani, każdy ma w nosie. Wojsko do starostwa wysłało stosowne informacje 9 dni temu. Miało to zapobiec panice. Starosta stwierdził, że to informacje tajne. Mimo że takie nie są. To jest niezgodnie z prawem i nie powinienem tego przekazywać, a to, że ludzie zrobili z tego show, to już nie jest moja wina. Dziękuję bardzo. Chociaż starosta sprawę bagatelizuje, to fakt zagrożenia dronowego jest realny. Bezzałogowce potrafią przenosić ładunki wybuchowe, wskazywać cele. Mogą sparaliżować infrastrukturę. Nawet setki kilometrów od granicy - w Łodzi - prowadzone są ćwiczenia na wypadek ataków dronów. Bo zdolności obronne NATO są pod ciągłą obserwacją. Rosja regularnie testuje zdolności NATO w zakresie obrony powietrznej. Będzie testowała, bo na tym polega zbieranie doświadczeń. Rosja chce wiedzieć jak najwięcej. I to coraz bardziej widać. W Estonii siły powietrzne NATO zestrzeliły drona, prawdopodobnie pochodzenia ukraińskiego, który został skierowany do ataku na Rosję. Na Litwie i Łotwie ogłoszono alarm zagrożenia z powietrza. Władze Litwy zostały ewakuowane do schronów. Alarm trwał około pół godziny. Z czasem obiekt zniknął z naszych radarów. Nie możemy potwierdzić, czy za bardzo zbliżył się do ziemi, przeniósł się do innego kraju czy się rozbił. Komisja Europejska mówi wprost - odpowiedzialna za obie sytuacje jest Rosja. Ostrzegałem już wiele miesięcy temu, że może nastąpić eskalacja sytuacji nie tylko jeśli chodzi o wojnę ukraińsko-rosyjską, ale także jeśli chodzi o całą wschodnią flankę. Bo dziś wojna nie ma jednego frontu. Często przebiega nad głowami cywilów. Zbierali informacje o stacjonowaniu wojsk NATO i mieli przygotowywać działania sabotażowe na terenie Polski. Trzej nasi obywatele zostali zatrzymani przez Funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i usłyszeli zarzuty współpracy z rosyjskim wywiadem. Służyli tej fladze, chociaż są Polakami. Funkcjonariusze ABW zatrzymali trzech mężczyzn, którzy działali na rzecz rosyjskiego wywiadu. Sabotaż, dywersja i dezinformacja to były ich główne cele. Byli zaangażowani w proceder organizowania broni dla Rosjan w Donbasie. Nie ma żartów w tych sprawach, nie ma miejsca na lekceważenie. Bo wojna hybrydowa toczy się tu i teraz. Zatrzymani mężczyźni w wieku od 48 do 62 lat od dawna szpiegowali na rzecz Moskwy. Mamy kilkuletnie, trwające w przypadku niektórych podejrzanych od 2019 roku działanie różnego rodzaju, czasami pod przykrywką szkoleń militarnych, paramilitarnych. Śledzenie ruchów wojsk natowskich na terenie naszego kraju, wytwarzanie i udostępnianie materiałów o charakterze dezinformacyjnym. Jak wynika z raportów ABW, mamy do czynienia z bezprecedensowym wzrostem zagrożeń dywersyjnych na rzecz rosyjskich służb. Przykładami są m.in. pożar stołecznego centrum handlowego Marywilska czy uszkodzenie torów kolejowych na linii Warszawa-Lublin. Od momentu pełnoskalowej agresji przeciwko Ukrainie zarzut szpiegostwa na rzecz obcych wywiadów postawiono ponad 80 osobom. 62 z nich zostały zatrzymane. Niektóre osoby są werbowane ze względu na pewne inklinacje ideologiczne, a niektóre są werbowane klasycznie, czyli motyw finansowy. Polacy zatrzymani przez ABW zostali aresztowani na 3 miesiące. Prokuratura podkreśla, że sprawa jest rozwojowa. Nie ma czegoś takiego jak szpiegostwo nieumyślne, nieświadome. Oni wiedzieli, co robią, dla kogo robią i zdradzili państwo polskie, wyrządzając określone szkody. Teraz poniosą za to konsekwencje. Zatrzymanym Polakom może grozić nawet dożywocie. Nadchodzą zmiany na mapie porodówek w Polsce. A wśród kryteriów, którymi kieruje się Ministerstwo Zdrowia, jest m.in. liczba porodów i odległość. Jednym z rozważanych warunków ma być 700 porodów. Czy nowa mapa zdrowotnych potrzeb to może być dobra zmiana? Szpital w Makowie Mazowieckim. Od maja bez oddziału położniczego. Szpital wystąpił do Narodowego Funduszu Zdrowia o wygaszenie porodówki z powodu coraz mniejszej liczby urodzeń. W zeszłym roku odebrano tu 70 porodów. Jeżeli będzie nagły poród, co się rzadko zdarza, ale się zdarza, jest system państwowego ratownictwa medycznego, który w takich sytuacjach reaguje. Kobiety jeżdżą rodzić do sąsiednich miast. Zamiast kilku - nawet kilkadziesiąt minut. Pani Ewa przyjechała z Makowa do szpitala w Przasnyszu. Ale i tu oddział boryka się z problemami finansowymi, a władze lokalne walczą o jego utrzymanie. Jako matka świeżo upieczona gromadki dzieci dla mnie to dramat, że kobiety są pozbawione możliwości rodzenia w miejscu najbliżej siebie. To jest bardzo ważne, bo gdzie miałybyśmy teraz jechać, jak wszędzie są zamykane? W ciągu ostatnich lat zamknięto w Polsce 140 porodówek, kolejne znikają. Fundacja Rodzić po Ludzku alarmuje, że brakuje informacji o dostępności oddziałów. Musimy wiedzieć, gdzie jechać, jak dostać się do tego szpitala, co zrobić, kiedy nie mam transportu i jest z tym problem, na co mogę liczyć ze strony państwa. Ministerstwo Zdrowia wraz z konsultantami oraz Polskim Towarzystwem Ginekologów i Położników opracowuje mapę potrzeb położniczych w Polsce. Chodzi o to, żeby uporządkować to dzikie zamykanie porodówek w naszym kraju. Nie odbywa się to na razie zgodnie z żadnym planem, tylko z potrzebami lokalnych dyrektorów i obciążeniami finansowymi szpitali. Według resortu pozostaną porodówki, w których jest 700 porodów rocznie, czyli dwa dziennie. Bo tam są zespoły, które mają doświadczenie. Ważny jest też czas dojazdu, który, podobnie jak w innych krajach, nie może przekroczyć godziny. Jeżeli mamy odległość dojazdu do porodówki większą niż godzinę lub inne wskazania niż odległość, to zakładamy utrzymanie oddziału z mniejszą ilością porodów. Mapa porodówek ma być znana do końca czerwca. Trwają też prace nad adekwatną wyceną porodów. Dla przyszłych rodziców ważne jest, żeby w chwili porodu mieć poczucie bezpieczeństwa. Łączył w swoim życiu trzy światy, niczym trzy kolory - prawo, politykę i kino. Wybitny scenarzysta "Dekalogu" czy "Podwójnego życia Weroniki" został dziś pochowany w rodzinnym grobie na warszawskich Powązkach. Bliscy i przyjaciele Krzysztofa Piesiewicza, którzy chcieli towarzyszyć mu w ostatniej drodze, zebrali się w warszawskim kościele Sióstr Wizytek. Krzysztof Piesiewicz odszedł 14 maja, w dniu premiery "Historii równoległych", filmu opartego na szóstej części "Dekalogu". Był też adwokatem i senatorem pięciu kadencji. W stanie wojennym bronił działaczy Solidarności, był oskarżycielem posiłkowym w procesie zabójców księdza Jerzego Popiełuszki. Współtworzył scenariusze filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Za "Trzy kolory: Czerwony" był nominowany do Oscara. Miał 80 lat. Zapowiada się wyjątkowa edycja. I w dodatku jubileuszowa. Przed nami 25. odsłona Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej "Dwa Teatry". Tegoroczna będzie miała miejsce pomiędzy 19 a 22 czerwca. Ale już dziś warto rezerwować czas na to wyjątkowe wydarzenie. Ćwierć wieku przerwy od teatru i 18 lat od aktorstwa. Marek Kondrat wraca w spektaklu Teatru Telewizji "Król Maciuś Pierwszy", w którym wcieli się w Doktóra. To opowieść o dorastaniu, odwadze i nadziei, która nie gaśnie nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone. To jest taki powrót sentymentalny nie tyle do zawodu, co do postaci głównie. W "Królu Maciusiu" mój stryj grał. "Król Maciuś Pierwszy" to jest rzecz, którą pamiętam z dzieciństwa i która otarła się o początek mojej kariery. Bardzo bogatej. Ponad sto filmów i seriali oraz ponad 50 ról w spektaklach Telewizji Polskiej. Do powrotu przez dwa lata mistrza namawiał Michał Kotański. Chwilkę to trwało, ale były to bardzo miłe spotkania. Cieszę się, że udało się go namówić i na pewno drzwi Teatru Telewizji będą dla niego zawsze otwarte. Spektakl z Markiem Kondratem już jesienią. Wcześniej w Sopocie rusza jubileuszowy festiwal "Dwa Teatry", święto Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji. To już 25. edycja imprezy. Mamy i produkcje komediowe, poważne, współczesne, klasyczne, i też rozgłośnie regionalne, więc bardzo różnorodnie. W konkursie 19 z 31 premier Teatru Telewizji i 16 słuchowisk Teatru Polskiego Radia. O nagrodach zdecydują m.in. Olaf Lubaszenko, Zyta Rudzka, Witek Mrozek, Wojciech Blecharz i Łukasz Lewandowski. W tym roku będą super gwiazdy, bo będzie i Danusia Stenka, i Andrzej Seweryn, i mnóstwo aktorów. Wspomniani artyści odbiorą nagrody specjalne. W programie także spotkania, wspomnienie Andrzeja Wajdy i multimedialna wystawa z okazji 70-lecia Teatru Sensacji Kobra. Będą panowie szaleć ze sztuczną inteligencją, z hologramami. Start festiwalu 19 czerwca. Wcześniej, 1 czerwca, premiera spektaklu "Kanato" z Anną Seniuk. A jesienią powrót Marka Kondrata i przypomnienie, że teatr, nawet ten na ekranie, wciąż potrafi zrobić coś, czego nie da się przewinąć, zatrzymać ani powtórzyć tak samo. W "19.30" to tyle dzisiaj. Za chwilę rozmowa Justyny Dobrosz-Oracz z premierem Węgier Peterem Magyarem. A Aleksandra Pawlicka tu na miejscu porozmawia z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Ja zapraszam jeszcze na podsumowanie dnia o 22.30. Do zobaczenia.