Słońce wróciło na Dolny Śląsk, ale odsłania to, co najdroższe pod słońcem - rachunki za powódź. Na szczęście nie tylko. To jest "19.30", Marek Czyż, dobry wieczór, witamy państwa z Wrocławia, za mną ciągle alarmowo wysoka Odra, ale już nie tak groźna, teraz pcha swoje wody na północ, tam też dziś będziemy. A to jest mapa rzek polskich, nadal na czerwono, bo one nadal niebezpieczne. Najwięcej wody jest w Brzegu Dolnym. Tam Odra ma ponad 9,5 metra, a to jest ponad 3 metry więcej niż stan alarmowy. We Wrocławiu - 622 cm, 70 cm powyżej stanu alarmowego. Dopływy Odry już bez czerwonych alarmów. Gdzie już liczy się straty, gdzie jeszcze czeka na kulminacyjną falę, gdzie układa się sterty pogruchotanych i zaszlamionych mebli, a gdzie jeszcze ciągle worki z piaskiem? Ślady powodzi ciągną się od Kotliny Kłodzkiej i na razie nie wiadomo, gdzie będzie koniec tego krajobrazu po bitwie, bo powodziowa fala ma jeszcze kawał drogi przed sobą. Nowa Sól. To pierwsze większe miasto - już w województwie lubuskim - na drodze wielkiej fali. Mieszkańcy mają czas najwyżej do niedzieli, by zdążyć przed jej nadejściem. Robimy, co możemy. Zbroimy się. Tak naprawdę gotowość mamy pełną. Stąd do Brzegu Dolnego, gdzie fala wezbraniowa dotarła nad ranem, jest niecałe 100 km. Jak pan patrzy na tę wodę, która przepływa przez Brzeg, to jakie są odczucia? Odczucie grozy, grozy. 1800 ton na sekundę. Z taką ogromną ilością i siłą wody muszą sobie poradzić wały - podnoszone i umacniane przez wiele dni. Tysiące ludzi w tej chwili pilnuje Odry w całym jej biegu. Każde miasto, każda miejscowość jest ważna. Fale wezbraniowe z większości lewostronnych dopływów Odry już spłynęły. Ale to nie oznacza końca zagrożenia. W Prochowicach groźna jest cofająca się woda w rzece Kaczawa. We Wrocławiu - wysoki stan Bystrzycy, która spowodowała przecieki na wale w północno-zachodniej części miasta. Zauważyli go w nocy mieszkańcy i od razu zaczęli działać. Kładli się spać ze świadomością, że problem udało się rozwiązać. Ale rano pojawiły się kolejne przesiąki. Obserwujemy teraz naprawdę piękną solidarność mieszkańców i dzięki tej pracy miasta mogą być zabezpieczone. Mieszkańcy miejscowości integrują się jak nigdy. W stolicy Dolnego Śląska stan alarmowy wciąż jest znacznie przekroczony. Ale Odra powoli zaczyna opadać. Jest za wcześnie, żeby wpadać w stan uspokojenia, woda ciągle jest wysoka, spadki są minimalne, presja wody na wały jest duża. I utrzyma się przez najbliższe 3 do 4 dni. Tam, gdzie woda już opadła, najczęściej słychać jedno słowo na określenie tego, co się wydarzyło. Masakra była. Nie do opisania. Dom pani Haliny w Stroniu Śląskim został zalany przez wodę do połowy okna. Przeżyła już trzecią powódź. Boimy się tu mieszkać. Jest ciężko. Wielkie sprzątanie także w Kłodzku. Szacuje się że odbudowa miasta po powodzi może zająć nawet 6 lat. Pomagają m.in. strażacy z zachodniopomorskiego. Codziennie pracujemy od 7.00 rano do 20.00 wieczorem. Do wtorku będzie sprzyjała pogoda, bo nie są przewidywane opady. W Brzegu Dolnym walka o brzegi, bo fala kulminacyjna sunie przez miasto. 9,5 metra - to dużo. 3 piętra i 2 metry ponad stan alarmowy. Daniel Chaliński jest na miejscu. Wygląda chyba na to, że miasto wygrało z wodą, choć ludzie ciągle na wałach? O wygranej nie mówimy, chociaż sytuacja jest stabilna. W niektórych częściach miejscowości pękają wały, ale wysyłane jest tam od razu wojsko, harcerze i osadzeni z pobliskich zakładów karnych. Jesteśmy w centrum ratowania wałów przeciwpowodziowych. Od kilku dni mieszkańcy gminy ratują miasto. Kiedy skończą pracę? Kiedy rzeka zacznie opadać. Żeby te worki wytrzymały napór Odry, potrzebna praca. Inaczej się nie da, trzeba podzielić pracę. Bo Brzeg Dolny zmaga się z falą wezbraniową. Jest gorzej niż prognozowano. Tydzień temu nic nie było, myśmy z psem normalnie chodzili, a teraz - strasznie, Normalnie jak się tutaj stoi, to nie widać rzeki stąd, w tej chwili jak się tutaj stoi, to widać wodę, która płynie, wiec każdy sobie zdaje sprawę, jak tutaj jest poważnie. Stan wody w Brzegu Dolnym wyniósł dziś 953 centymetry. To 3 metry więcej od stanu alarmowego. By ratować nie tylko miasto, ale i całą gminę, mieszkańcy od kilku dni, przez całą dobę przygotowują worki na wały przeciwpowodziowe. Wiążemy, coś tam pomagamy, jak możemy. Na wale spotykamy pana Mieczysława. Przeżył trzy powodzie, najgorsza była 27 lat temu. Wtedy Odra zalała centrum miasta. Jest jeszcze nie tak jak w 1997, dobrze pamiętamy, w 1997 było tak, jak widać tutaj, pół metra wyżej. Władze miasta uspokajają, że mimo wysokiego stanu wody, sytuacja jest pod kontrolą. Powódź w 2010 roku a ta obecna to porównywalne wartości, to oznacza, że się nie przeleje przez koronę wałów, ale będzie duży napływ wody na wał. Do miasta przyjechał dziś wicepremier Kosiniak-Kamysz wspólnie z szefem MSWiA i ministrem infrastruktury. Czym możemy wesprzeć, co możemy uruchomić? Teraz tutaj potrzebujemy zwiększoną ilość wojska, mamy około 100 osób, bardzo ważne dla nas jest to, byśmy dostali włókninę do zabezpieczenia przedsionków, to jest teraz kluczowa sprawa. Bo w niektórych dzielnicach wały przeciekały. Czas gra tu ważną rolę. Po to jesteśmy, aby coś wyłapywać, walczymy z tym, żeby utrzymać wały. Przy wzmacnianiu wałów ciężko pracują harcerze, wojsko, ale także osadzeni z pobliskich zakładów karnych. To ich trzeci dzień w Brzegu Dolnym. Pracujemy od 8.30 do 17.00, potem skazani wracają na zakład karny, a my, ci, którzy maja ochotę, wracają i pomagają do nocy. Jutro stan wody na Odrze w Brzegu Dolnym ma spaść o 35 centymetrów. Od poniedziałku wojsko uruchamia akcję Feniks, by wesprzeć odbudowę po powodzi, a Komisja Europejska uruchamia przelewy. Polska może liczyć na ponad 20 mld zł i to połowa całej puli środków dla środkowoeuropejskich powodzian. Pieniądze nie są nowe, bo to dobrze znany fundusz spójności, ale wykorzystać będzie je znacznie łatwiej. Nie ma gdzie wracać, mieszkania nie ma, nic nie ma, cały dorobek życia poszedł. Wszystko spłynęło razem z wielką wodą, która uszkodziła tamę na rzece Morawka i przetoczyła się przez Stronie Śląskie. Ponad 20 domów będzie przeznaczonych do wyburzenia, ponad 700 osób ewakuowano z kilku bloków, którym grozi zawalenie. Trwa walka z czasem, dlatego że rzeka podmyła fundamenty ścian szczytowych. Tu konieczne będą szczegółowe ekspertyzy nadzoru budowlanego. W Głuchołazach wystarczył rzut oka. Były dwa mosty - nie ma żadnego, zmiotła je woda. Trwają przygotowania do budowy przepraw tymczasowych. Te mosty zapewnią odpowiednią nośność, aby ruch mógł bezkolizyjnie się odbywać. Potrzebę budowy mostów tymczasowych zgłosiło już 11 innych samorządów. Na razie na 125 mln zł straty po powodzi szacuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Przeszło 150 mln pochłonie naprawa zniszczeń na kolei, a miliard - naprawa zbiorników wodnych. To jest dopiero początek szacowania strat, taki orientacyjny, wszystkie straty muszą być profesjonalnie określone. Zniszczenia infrastrukturalne, drogowo-mostowe, budynki mieszkalne. Naprawdę to jest ogrom kosztów. Jutro ma być gotowy wstępny raport na temat skali zniszczeń. Zadanie jest gigantyczne, będziemy musieli rozdysponować mądrze i szybko miliardy złotych. A to człowiek, który będzie za to odpowiadać. Marcin Kierwiński zrzeknie się mandatu europosła. Premier wyznaczył go na stanowisko pełnomocnika rządu do spraw odbudowy po powodzi. Podwójny inżynier, inicjator ustawy o ochronie ludności cywilnej, szef spraw wewnętrznych i administracji. Trudno o kogoś, kto miałby lepsze kompetencje do tego bardzo trudnego projektu. Przy odbudowie zniszczeń trzeba będzie połączyć działania rządu i samorządu, a do wydania będą też środki unijne. 10 billion euros. 10 mld euro z Funduszu Spójności dla krajów dotkniętych powodzią - ogłosiła wczoraj szefowa Komisji Europejskiej po szczycie powodziowym we Wrocławiu. Połowa tej kwoty dotyczy Polski. Jednak nie są to dodatkowe pieniądze, a zgoda na ich przesunięcie z innych zadań. Te 5 mld euro będzie uwolnione od tych procedur, które prawdopodobnie by uniemożliwiły ich wykorzystanie. W polskim budżecie na pierwszą, doraźną pomoc zarezerwowano do tej pory 2 mld zł. W setkach szkół i dla tysięcy uczniów na terenach objętych powodzią rok szkolny zdążył się zacząć, ale dzwonek nie prędko zadzwoni, bo albo go nie ma, albo nie ma szkoły. Ministerstwo Edukacji ma świadomość, że ten stan może potrwać miesiącami i trzeba uczniom zapewnić opiekę i dostęp do edukacji. Jak się rozpala kaganek oświaty zalany wielką wodą? Materace, skrzynia - to była jedna z blokad, takich barykad, które budowaliśmy przed wpłynięciem wody. Wleń. Tutejsza szkoła podstawowa odbudowana po powodzi w '97 roku znów zniszczona. Pod wodą jeszcze rano była aula, sala gimnastyczna i kotłownia. Szkoła musi szybko wrócić do życia, pytanie tylko, jak ją ogrzać. Piętro pierwsze, drugie, tak możemy zorganizować zajęcia, tu jest także przedszkole. Ale bez ogrzewania. To będzie trudny czas dla nas. Może za parę dni będzie można włączyć osuszacze. W Nyskiej Szkole Podstawowej nr 1 dało się sprzątnąć częściowo zalane pomieszczenia, ale woda wciąż się przesącza. W całym mieście nieczynna jest połowa z 20 szkół i przedszkoli. Kiedy wpuszczę uczniów, jeszcze nie wiem, podejrzewam, że perspektywa może być trochę długa. W całej Polsce lekcje są zawieszone w ponad 430 szkołach. Niektóre - mniej zniszczone - pełnią rolę schronisk dla tych, którzy stracili wszystko. Dzieci też jednak to widzą. Też to przeżywają i stresują się. Pomoc deklarują szkoły i placówki z całej Polski. Uczniowie z tej szkoły podstawowej w Szczecinie wysłali pomoce szkolne dla rówieśników, którzy stracili wszystko. Nasze plecaki, nasze piórniki pomogą im wejść na nowo w nowy rok szkolny. Platforma "Szkoły Szkołom", zorganizowana przez Ministerstwo Edukacji, ma pomóc skierować pomoc tych, którzy ją oferują, tam, gdzie jest potrzebna. Ruszają także akcje zielonych szkół. Schronisko w Chęcinach czeka na uczniów z okolic Kłodzka. Z pomocą zgłosili się m.in. hotelarze w Świeradowie, zielona szkoła będzie tu tak długo, jak tylko będzie to potrzebne. Mamy możliwości, żeby zapewnić dzieciom nie tylko nocleg, ale też zajęcia lekcyjne, żeby zapewnić zajęcia WF-u. W akcję Zielonych szkół włączają się inne organizacje. To wielka współpraca pomiędzy resortami. Ministerstwo Infrastruktury, PKP i PKP Intercity oferują w ramach modułu "zielone szkoły" bezpłatne przejazdy dla dzieci. Ministerstwo Edukacji uruchomiło także specjalną linię telefoniczną, która będzie czynna codziennie. Pod numerem 22 347 48 97 można uzyskać konsultację psychologiczną dla uczniów i dla nauczycieli z terenów dotkniętych powodzią. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Walka z powodzią jest także tematem politycznego sporu i politycznych ocen, które - jak się okazuje - potrafią być zmienne. Od krytyki ważniejsza jest pomoc - mówi prezes PiS, w czasie gdy politycy tej partii krytykują rządzących za błędy i spóźnione reakcje. Jest też ocena prezydenckiej wizyty na Dolnym Śląsku i słowa o propagandowych działaniach. Lało się do piwnic. To pierwsza taka wizyta, o której Pałac Prezydencki poinformował wczoraj późnym wieczorem. Pomoc już nadchodzi. Dziś Andrzej Duda odwiedził zalane miejscowości Dolnego Śląska. Fachowcy i sprzęt to podstawa. Od mieszkańców dowiedział się o skali tragedii. Mam na razie gdzie mieszkać, u rodziny, a później to nie wiem. Ale usłyszał też gorzkie słowa. O spóźnionej wizycie prezydenta mówi część polityków rządzącej koalicji. Widzieliśmy go na dożynkach, widzieliśmy go na różnych spotkaniach prezydenckich, widzieliśmy jego plany związane z wizytą u Donalda Trumpa, ale zapomniał o polskiej wodzie i zapomniał o swoich obywatelach. W podobnym tonie brzmi list, który do prezydenta wczoraj wysłał Jerzy Owsiak. Taka była moja reakcja na brak reakcji głowy państwa. Teraźniejszość go przerosła. Dziś Andrzej Duda tłumaczył, że na miejscu niemal od początku był podlegający mu szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Moja obecność tutaj zakłócałaby ratowanie ludzkiego zdrowia i życia. Nie było to po prostu potrzebne. Ja natomiast jestem dzisiaj. Choć nie wszyscy to docenili. To są przedsięwzięcia o charakterze w niemałej mierze propagandowym, chociaż jednocześnie mogą wspierać tych, którzy walczą z wielką wodą. Prezydent jeszcze wczoraj na forum w Krynicy o walce z żywiołem wypowiadał się raczej krytycznie. Godzina prawdy o państwie i o rządzących. Dziś doceniał pracę służb i rządu. Dziękuję za wielkie zaangażowanie wszystkim przedstawicielom rządu, na czele z panem premierem. To zaangażowanie jest dzisiaj niezbędne, żeby wszystkie skutki powodzi zwalczyć. Na zwalczaniu skutków powodzi dziś skupiał się także prezes PiS i zaprezentował samochód z darami dla poszkodowanych. Myśmy nie przyszli po to, żeby oceniać działania władzy, one są oceniane na różne sposoby, przyjdzie czas podsumowania. Ale w tej chwili chcemy mówić o potrzebie pomocy. To duża zmiana. Bo jeszcze wczoraj... To jest państwo z dykty do kwadratu. ...podobnie jak w poniedziałek, wtorek i środę... Państwo polskie abdykowało. ...politycy PiS na konferencjach nie szczędzili słów krytyki pod adresem rządzących. To, że zmienili zdanie, to dobrze, może rozsądek jakiś tam jest. Czas przeszły jest tu uzasadniony. Minęło zaledwie 6 minut od zapowiedzi zawieszenia politycznej wojny... Nie będę w tej chwili w te sprawy wchodził. ...kiedy prezes PiS powiedział to: Ta formacja, która dzisiaj jest u władzy, pominąwszy jej uzależnienia zewnętrzne, w ogóle nie jest w stanie rządzić ze względu na stan przygotowania i wyposażenie kulturowe. Każda pomoc jest potrzebna i dobrze, że pan prezes Kaczyński do tej pomocy się przyczynia. Tak na krytykę ze strony PiS odpowiadają rządzący. Łukasz Ż. zatrzymany w Niemczech. Zaledwie kilka godzin po wydaniu za nim europejskiego nakazu aresztowania w związku z dramatycznym wypadkiem na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Mężczyzna nie ukrywał się długo, zaskakująco długo trwała za to jego bezkarność na drodze. I zaskakująco dużo jest podobnych przypadków. Łukasz Ż. został zatrzymany w szpitalu w Lubece po wystawieniu europejskiego nakazu aresztowania. Procedura wydania go stronie polskiej trwa, trudno powiedzieć, kiedy nastąpi przekazanie stronie polskiej, myślę, że jest to kwestia jeśli nie dni, to tygodni. W sprawie do tej pory zatrzymano 5 osób, które wspólnie z Łukaszem Ż. miały uczestniczyć w wyścigu ulicami Warszawy. Zachował się jak zbrodniarz. Pijany 26-latek uciekł z miejsca wypadku, po tym jak wjechał rozpędzonym autem w tył forda - zginął ojciec, który jechał autem z żoną i dwójką dzieci, byli 7 minut od domu. Tylko psychopaci uciekają z miejsca zdarzenia, nie biorą na siebie odpowiedzialności. Ani on, ani żaden z jego współpasażerów nie udzielili pomocy poszkodowanym w wypadku, nawet kobiecie, która podróżowała z nimi. Krzysztof Hołowczyc zwraca uwagę na uderzającą bierność społeczeństwa, która zawsze wybija się na pierwszy plan w takich przypadkach. Ta przyczyna jest esencją, bo jest ciągle ciche przyzwolenie, że człowiek, który wsiada po alkoholu, nawet jak widzimy w restauracji, czy ktoś reaguje? Sprawa bulwersuje z wielu względów - pokazuje też nieskuteczność polskiego wymiaru sprawiedliwości. Gdzieś na jego relacji był filmik, gdzie jechał 280 na godzinę, i często też siadał pod wpływem alkoholu za kółko. Sprawca wypadku był już wielokrotnie karany, w dodatku posiadał zakaz prowadzenia pojazdów. Tylko od początku roku nietrzeźwi kierowcy spowodowali ponad 800 wypadków, w których zginęło 100 osób. Nie odstrasza ich nawet perspektywa utracenia samochodu za jazdę na gazie. Jeżeli chodzi o przepisy dotyczące konfiskaty aut nietrzeźwym, takich pojazdów policjanci skonfiskowali już 4 tys. Eksperci wskazują, że mamy odpowiednie przepisy, ale największym problem pozostaje ich egzekwowanie. Od roku nie udało się zatrzymać Sebastiana M. podejrzanego sprawie tragicznego wypadku na autostradzie, w którym zginęła 3-osobowa rodzina. Listem gończym ścigany jest Robert Nogala, pseudonim Frog, który organizował szaleńcze rajdy po Warszawie i Kielcach. Ja myślę, że czas zdefiniować to inaczej, wsiadając za kierownicę po pijaku jesteśmy po prostu zabójcami. Kwalifikacja prawna wypadku jako zabójstwa czasami jest stawiana, niemniej jest on ciężki do udowodnienia w postepowaniu sądowym, bo trzeba wykazać zamiar zabójstwa. Łukaszowi Ż. grozi nawet do 20 lat więzienia. Andrzej Duda nie spotka się z Donaldem Trumpem w tzw. amerykańskiej Częstochowie w Pensylwanii. Otoczenie byłego prezydenta miało zrezygnować z takiego planu ze względów bezpieczeństwa. To ważne dla amerykańskiej Polonii miejsce, a dla Donalda Trumpa ważne są polskie głosy w listopadowych wyborach. O wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w USA. Donalda Trumpa nie będzie w niedzielę na spotkaniu w Doylestown, w Pensylwanii, nazywanym amerykańską Częstochową - takie informacje dostaliśmy bezpośrednio ze sztabu kandydata republikanów. Jak na razie nie jest planowane także żadne spotkanie Duda-Trump w Nowym Jorku, ale wszystko może się zmienić, bo prezydent Duda będzie tam od jutra, przylatuje na Zgromadzenie Ogólne ONZ. W sztabie Trumpa jest świadomość, jak słyszę, uczynienia gestu pod adresem Amerykanów polskiego pochodzenia. Szczególnie po tym, jak w telewizyjnej debacie prezydenckiej Kamala Harris bezpośrednio zwróciła się do Polonii w Pensylwanii. Z wizytą u amerykańskiej Polonii jest prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, a za tydzień z Polonią w Michigan, czyli jednym z kluczowych stanów w tych wyborach prezydenckich, spotka się Radosław Sikorski. Minister wygłosił dzisiaj wykład na Johns Hopkins University w Waszyngtonie, w którym zachęcał Amerykanów do kontynuowania wsparcia Ukrainy i powstrzymania Putina przed dalszą dewastacją ładu międzynarodowego. Zapewnił, że jego propozycja powierzenia ONZ na 20 lat Krymu ma doprowadzić do odzyskania przez Ukrainę swojego półwyspu, a nie przekazania go Rosji, jak twierdzi rząd w Kijowie. Wszystkie czerwone linie zostały przekroczone, to równoznaczne z wypowiedzeniem wojny - tak przywódca Hezbollahu reaguje na serię wybuchów krótkofalówek i pagerów należących do bojowników. Oskarża rząd w Tel Awiwie, przyznaje, że Izrael ma przewagę technologiczną, ale dodaje, że cios nie rzucił Hezbollahu na kolana. Izrael oficjalnie nie przyznaje się do ataku, ale ogłasza rozpoczęcie nowej fazy wojny. Izrael zaatakował pozycje Hezbollahu w południowym Libanie. To nowa faza wojny. Naszym celem jest bezpieczny powrót Izraelczyków na północ, do ich domów. Hezbollah zapłaci nam za wszystko. Hezbollah, libańska partia polityczna finansowana przez Iran i Syrię, jest uważana za organizację terrorystyczną. Od początku jej powstania, czyli od lat 80., jest antyizraelska i chce ustanowienia w Libanie Republiki Islamskiej. Wraz z atakiem Hamasu na Izrael Hezbollah regularnie ostrzeliwuje północ tego kraju. Co doprowadziło do ewakuacji 100 tys. cywilów. Potrzebujemy rezultatów. Ludzie muszą wrócić do domu. Walkę z Hezbollahem popiera 67% Izraelczyków. Dlatego po tym, jak w Libanie wybuchały urządzenia elektroniczne członków organizacji, mieszkańcy północy kraju nie kryli entuzjazmu. Ktokolwiek zorganizował ten atak w Libanie, musiał być Żydem. To bardzo zaawansowana technologia. To coś nowego. Izrael oficjalnie się nie przyznał, ale autorstwo przypisywane jest izraelskiemu wywiadowi wojskowemu. Najpierw przez około 40 minut wybuchały pagery należące do Hezbollahu. Kolejnego dnia eksplodowały krótkofalówki. Tu na pogrzebie mężczyzny zabitego w wybuchu pagera. Zginęło 37 osób, w tym dzieci, kilka tysięcy jest rannych. Takiej operacji nigdy nie było w regionie. Z daleka uszkodzili 3 tys. rąk, które mogły pociągnąć za spust i wystrzelić rakiety w kierunku Izraela. Przywódca Hezbollahu zapowiedział odwet na Izraelu. Może to być masakra, zbrodnia wojenna lub wypowiedzenie wojny. W Libanie i radość, i strach. Nie ważne, co zrobi Izrael. Nie pokona nas. Bóg jest z nami i Nasr Allahem. Ludzie się boją, dzieci wracają do szkoły. Niech Bóg ma nas w opiece. Waszyngton wzywa obie strony do rozmów i deeskalacji konfliktu. Rozwiązanie dyplomatyczne wciąż jest możliwe. Wierzymy w to. Atmosfera jednak nie sprzyja negocjacjom. W regionie wściekłość wzbudziły zdjęcia izraelskich żołnierzy zrzucających ciało zabitego Palestyńczyka z dachu na Zachodnim Brzegu. W ostatnich dniach sporo mówimy o pomocy dla powodzian, na konto fundacji TVP wpłynęło już 5,5 mln zł. Ta pomoc ma też konkretne twarze. Wśród nich pan Ryszard Filipczak. Mimo ciężkiej choroby razem z kolegami ruszył, by sprzątać po wielkiej wodzie. Przyznaje, że jego też ogrom zniszczeń zaskoczył, ale i bardziej zmobilizował do działania. Wszystkie ręce na pokład. Ryszard Filipczak, emerytowany wojskowy, rzucił wszystko, by nieść pomoc. Sam choruje na nowotwór jelita grubego. Przechodzi chemioterapię, lecz choroba zeszła na drugi plan, gdy katastrofa dotknęła ludzi. Pierwszy raz coś takiego widziałem. Armagedon. Woda na wysokości 4 metrów. Woda zmyła całe miasto. Na własny koszt zorganizował znajomych, transport i sprzęt. Potem wyruszył w drogę z Wrocławia do Lądka-Zdroju. Do miasta trudno dotrzeć. Niemal wszystkie drogi dojazdowe są zniszczone i nieprzejezdne. A potrzeby mieszkańców są ogromne. Czuję się, jakbym była w filmie. Jednak jestem tu, chodzę pomiędzy tymi gruzami, widzę te wyrwane asfalty, domy, samochody, wszystko zniszczone. Żywioł był bezlitosny. Na swojej drodze zniszczył domy, mosty i kanalizację. Teraz woda opadła - straty rosną każdego dnia. Skala zniszczeń jest ogromna. Jak się z nimi rozmawia: ta woda szła , traumę mają, wczoraj rozmawiałem z panią, to ona mówiła, że jak się budzi, to nie wie czy to sen, czy woda z powrotem nie idzie. Łopatami, koparkami i własnymi rękami pan Ryszard razem z kolegami stara się posprzątać skutki wielkiej wody. Udało się już z niektórymi budynkami. To Szkoła Podstawowa nr 1. Tu wszystko jest do remontu. Jesteśmy teraz na boisku sportowym. Jest specjalna wykładzina. Na niej był szlam o grubości 10 cm i specjalną koparką trzeba delikatnie, żeby nie uszkodzić powierzchni. To zrobiliśmy. To jedyna szkoła podstawowa w mieście. Woda wdarła się na zasadzie fali uderzeniowej. Nie wiadomo, kiedy dzieci wrócą na zajęcia. To potrwa, przede wszystkim ogrzewanie. Kotły gazowe muszą zostać zamontowane. Tam, gdzie działała kotłownia, nie ma prądu, cała instalacja jest spalona. Dlatego pracują od 3 dni. Nieprzerwanie i wspólnie - krok w krok z poszkodowanymi. Zdjęcia tego wszystkiego nie pokazują. Gdy usłyszeli "na ratunek!", nie zawahali się ani chwili. Ludzie czują, co się stało, nie wierzyli, że tak żywioł może to zniszczyć, nie wierzyli. Solidarność buduje. Z nią każda przeszkoda i choroba są do pokonania. Jutro o 20.00 w TVP Info reportaż "Fala". Tą zapowiedzią kończymy "19:30", przy stole obok czeka na państwa Justyna Dobrosz-Oracz, już za chwilę jej gościem w "Pytaniu dnia" będzie wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia.