Kryptoprawda. K¾opoty Zondacrypto i problem z faktami prezesa PKOl. Polityczne pojednanie? Nocne spotkanie Kaczyński - Morawiecki i deklaracje o jedności. Bliżej portu. Kluczowy przetarg na budowę nowego lotniska pod Warszawą rozstrzygnięty. "Nie ostrzegliście nas przed zagrożeniem, a o to prosiliśmy i od tego jesteście" tak szef PKOl atakuje rząd i służby. Nasi olimpijscy medaliści czekają, aż się ich tokeny od Zondacrypto zamienią w gotówkę, a prezes Piesiewicz o wszystko obwinia ABW i premiera. Służba odpowiada, że to kłamstwo i manipulacja. I tylko naszym mistrzom na razie pozostaje olimpijski spokój. Brak możliwości wypłaty środków i ogromne spadki wartości portfeli - tak wygląda sytuacja klientów największej polskiej giełdy kryptowalut Zondacrypto. I rzeczywistość polskich olimpijczyków. PKOl pełni rolę naganiacza dla firmy, która okazała się oszustwem. Zondacrypto, sponsor generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego, obiecała nagrody w kryptowalutach za zimowe igrzyska. Łącznie prawie 1,5 mln zł. Sportowcy środków nie mogą jednak wypłacić. Sytuacja jest krytyczna. Mamy do czynienia z zawiedzionymi nadziejami samych sportowców, którzy oczekiwali, że nagrody zostaną im wypłacone. Umowę z Zondacrypto podpisał w październiku prezes PKOl. To coś nowego, innowacyjnego. Coś, o czym marzyliśmy. Radosław Piesiewicz nie poczuwa się jednak do winy. Obwinia rząd i służby, które - jak twierdzi - nie ostrzegły go przed Zondacrypto. Mimo że wysłał do ABW pismo. Że planujemy rozszerzyć nasze portfolio sponsorskie, również z podmiotami zagranicznymi, a także oferującymi produkty i usługi niestandardowe. To jest to pismo. To pismo w odpowiedzi opublikował rzecznik ABW. I kwituje: dokument to ogólnik i zwykła podkładka. Kłamie i manipuluje tymi dokumentami. Nie wspomina ani o kryptowalutach, ani o jakiejkolwiek firmie, ani o jakichkolwiek zagrożeniach. Po 5 dniach od wysłania dokumentu do ABW Piesiewicz ogłosił podpisanie umowy. Nie czekał na odpowiedź Agencji. Teraz mówi o braku kontaktu ze strony służb. Liczyłbym na to, że wysyłając pismo, zostaniemy w jakikolwiek sposób poinformowani. Kontakt był - ze wskazanym w piśmie sekretarzem generalnym. Okazuje się, że pan sekretarz nie jest już zainteresowany żadnymi szkoleniami. A to kolejne oskarżenia, tym razem pod adresem ministra sportu. Minister Rutnicki mimo kilku próśb nie uznał za stosowne, żeby spotkać się. Kolejne kłamstwo. Kiedy spotykaliśmy się, aby rozwiązać problem zawodników na IO. Wtedy pan Piesiewicz był u nas. Słowem nie zająknął się na temat kryptowalut. Ripostuje wiceminister sportu i dodaje: winę ponosi wyłącznie Radosław Piesiewicz, który umowy z kryptogiełdą nie zamierza zrywać. To jest działanie skandaliczne, niedopuszczalne, aby taką firmę, którą każdy Polak może sprawdzić w Internecie, nie sprawdził pan prezes Piesiewicz. Zondacrypto jest następcą giełdy BitBay, przed którą ostrzegała Komisja Nadzoru Finansowego. Prezes firmy zaginął w tajemniczych okolicznościach. Jak my jako stowarzyszenie mieliśmy to wiedzieć? Prezesura PKOl to nie jest miejsce, w którym on się powinien dalej znajdować. Prezes PKOl mógłby wiedzieć więcej, gdyby podpisanie umowy z Zondacrypto konsultował ze współpracownikami, którzy już w październiku prosili o wyjaśnienia w liście otwartym. Do dziś nie poznali zapisów umowy z Zondacrypto. Jesteśmy głęboko przekonani, że nie da się takiej organizacji prowadzić jednoosobowo, a wygląda na to, że w takiej sytuacji jesteśmy na dzisiaj. Rządzący twierdzą, że części problemów z Zondacrypto można było uniknąć, gdyby nie dwa weta prezydenta do ustawy regulującej rynek kryptoaktywów. I sprzeciw opozycji wobec odrzucenia wet. Wydawało nam się czymś absurdalnym, że prezydent, opozycja parlamentarna może bronić interesów piramidy finansowej. Ta ustawa nic by w tej sprawie nie zmieniła. Twierdzi poseł PiS-u. To nieprawda - odpowiadają rządzący, którzy zamierzają złożyć projekt ustawy o kryptowalutach po raz trzeci. KNF mogłoby wydawać ostrzeżenia. Gdyby była ta procedura, to może nie byłoby 30 tys. ofiar Zondacrypto, tylko 20 czy 10. Olimpijczycy liczą, że Zondacrypto do końca kwietnie obiecane im nagrody wypłaci. Między zgrzyty i trzaski w PiS ktoś wlał wiadro oleju i ucichło. Zanim panowie Morawiecki i Kaczyński wystąpili na wspólnej konferencji po nocnym spotkaniu, pojawiło się zdjęcie Adama Bielana wrzucone w środku nocy z podpisem o wspólnych pomysłach, jednym kierunku i iskrzącej, ale jednak sympatii. Czy to jest rozejm z datą przydatności do politycznego użycia? To pierwsze od dłuższego czasu wspólne oświadczenie tych dwóch polityków. Rozmowa przyniosła, ja przynajmniej jestem o tym przekonany, pewien kompromis. Wewnętrzne tarcia, wojna frakcji i wiszący rozłam w największej partii opozycyjnej zmusił Jarosława Kaczyńskiego do rozmowy z Mateuszem Morawieckim. Spotkanie trwało 7 godzin. Zakończyło się w środku nocy. Są pomysły, jest porozumienie i wspólny kierunek. A że czasem iskrzy? Kto się lubi, ten się czubi. Koniec rozłamu w PiS pana zdaniem? Nie, to nie jest koniec rozłamu. Mamy do czynienia z prawdziwym konfliktem, konfliktem o władzę i o wpływy wewnątrz PiS-u. Twierdzą rządzący i mają ku temu powody. Jeśli próbujecie państwo uwierzyć Bielanowi iksującemu po północy, to powiem szczerze, że naiwni. Pytanie, jaką rolę w tym spotkaniu odgrywał europoseł PiS, bo w zarządzie partii go nie ma, a nocne spotkania w towarzystwie Adama Bielana różnie się kończyły. Deklaracja prezesa jest jednak twarda. Partia będzie miała dwa płuca. Stowarzyszenie Rozwój plus Mateusza Morawieckiego będzie wciąż działać. Tyle że w strukturach PiS, mimo, że jeszcze w piątek prezes przecież ostrzegał. Jasno mówię: dla ludzi, którzy by się w to angażowali, miejsc na naszych listach nie będzie. To jest prawdziwa walka o wpływy w PiS i Jarosław Kaczyński przestraszył się siły Mateusza Morawieckiego i już nie zabrania mu budowania stowarzyszenia. Morawiecki ten pojedynek wygrał, przynajmniej chwilowo. Posłowie z jego frakcji, którzy dołączyli do stowarzyszenia, mają wejść do rady eksperckiej w strukturach partii. Nie chcemy prowadzić działalności stricte politycznej, partyjnej. Nie wierzyłem w te rozmowy po bokach. Wierzyłem w to, że pan Morawiecki się lewaruje i lewaruje swoją pozycję". A to nie podoba się przeciwnikom Morawieckiego. Chwile po oświadczeniu polityków, że w partii panuje zgoda, mogliśmy ją zobaczyć w sieci. Tobiasz Bocheński napisał, że działalność stowarzyszenia Morawieckiego zostaje zawieszona. Szybko odpowiedzieli mu współpracownicy byłego premiera. Kiedy wydawało się, że prościej się nie da, on i tak nie zrozumiał. Chyba słuchaliśmy innego oświadczenia. Proszę sobie odsłuchać jeszcze raz: dwa płuca. Prezes powiedział: chłopaki, chowajcie łopatki. A chłopaki wyjmują łopatki i się zaczynają okładać po głowach. To jest taki poziom. Tyle że robią to na X, a nie w piaskownicy. Emocje podsyca sondaż, według którego ugrupowanie byłego premiera, gdyby startowało w przyszłorocznych wyborach, mogłoby liczyć na ponad 5% poparcia. To jest "19.30" we wtorek 21 kwietnia, przed nami jeszcze: Może ja bym spróbowała, stąd powstała ta piosenka. Melodie nadziei. Już raz wygrałam z tobą, pamiętam to jak dziś. To hymn każdej osoby walczącej z nowotworem. To im daje w końcu głos. Dzięki takim działaniom możemy dać dzieciom realne poczucie sprawczości. To wszystko idzie lawinowo, zebraliśmy aż 2 mln zł. Nie przegramy tej walki. Im bliżej realnego wsparcia z programu SAFE, tym mocniej odżywa opozycyjny lament nad upadkiem polskiej zbrojeniówki pod rządami Tuska. Bryluje poseł Czarnek, grzmiąc o rychłym upadku zakładów Łucznika, pozbawionych kontraktów na karabiny. Tych samych zakładów, które są w planach wsparcia przez program SAFE, tego samego programu, któremu poseł Czarnek jest przeciwny. Wielkie pieniądze dla polskiego przemysłu zbrojeniowego coraz bliżej. W tym tygodniu Komisja Europejska ma przesłać Warszawie umowę na pożyczkę w ramach programu SAFE. Umowę pożyczkową muszą jeszcze zatwierdzić wszystkie unijne stolice. Dopiero po ich zgodzie Komisja Europejska uruchomi SAFE i dokona z niego pierwszych przelewów. Do Polski ma najpierw trafić 6,5 mld euro zaliczki. Łącznie to niemal 44 euro na produkcję pocisków, pojazdów wojskowych czy systemów antydronowych. Głównie w polskich zakładach. Pracujemy 24 godziny na dobę, przede wszystkim z Agencją Uzbrojenia, ale też wiele spotkań z wykonawcami. To jednak nie przekonuje polityków PiS. Dlaczego zostawia się polskie firmy, polski przemysł zbrojeniowy bez zamówień ze strony państwa. Przemysław Czarnek mówił o fabryce broni Łucznik w Radomiu i groźbie masowych zwolnień. Nie, nie zaczniemy zwalniać. Prezes firmy zaprzecza. Zaprzecza też, że zakład nie ma zamówień. Fabryka ma obecnie podpisany kontrakt z Ministerstwem Obrony Narodowej, kontrakt został podpisany w 2024 roku. Jego realizacja zaczyna się w tym roku. I trwa aż po kolejne lata. Mamy jeszcze w dostawach ponad 70 tys. sztuk, więc wydaje się, że jest to dość dużo. Wojskowych zleceń dla Łucznika ma być więcej, bo są na liście projektów programu SAFE, któremu PiS był przeciwny. Pod ustawą nie podpisał się Karol Nawrocki. Rządzący obejdą weto, które jednak komplikuje inne inwestycje w ramach SAFE. Chodzi o produkcję w radomskim zakładzie takich karabinów dla służb mundurowych. Mamy trudności wywołane przez weto prezydenta, ale nie poddajemy się, zrealizujemy ten program. Safe 0%. PiS odpowiada, że w Sejmie jest prezydencki projekt SAFE i podobny do niego projekt PSL-u. Oba zakładają modernizowanie armii za pieniądze z zysku Narodowego Banku Polskiego. To jest rzeczywiście projekt niezwykle poważny, dobrze by było, żeby w tej sprawie na sali plenarnej zabrał głos także prezes Narodowego Banku Polskiego. Prezydencki projekt kilkanaście dni temu zweryfikował jednak sam Adam Glapiński. Wynik finansowy NBP za 2025 rok był ujemny. I to nie po raz pierwszy. NBP od 4 lat wykazuje wielomiliardowe straty. Zysk możliwy jest najwcześniej za rok. W rozmowie z Financial Times minister finansów Andrzej Domański komentuje krótko. To pokazuje, że szanse na przyjęcie tzw. SAFE 0% są niemal zerowe. Minister w kancelarii prezydenta Nawrockiego, Adam Andruszkiewicz, z aktem oskarżenia. Po 12 latach śledztwa prokuratura zarzuca mu bezprawne przetwarzanie danych osobowych i fałszowanie podpisów na listach wyborczych. W okresie od 15 września 2014 roku do 6 października 2014 roku w Białymstoku kierował podrabianiem przez inne osoby list poparcia dla kandydatów zgłaszanych przez Komitet Wyborczy Ruch Narodowy w wyborach samorządowych. Akt oskarżenia, poza ministrem Kancelarii Prezydenta, dotyczy także dwóch innych osób, które miały być zaangażowane w proceder fałszowania list poparcia. Oskarżonym grozi do 5 lat więzienia. Oficerowie CBA, na polecenie Prokuratury Europejskiej, prowadzili dziś czynności w Ministerstwie Klimatu oraz w biurach wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska. Prokuratura podejrzewa, że dochodziło do poważnych nadużyć przy realizacji programu Czyste Powietrze. W ramach programu Czyste Powietrze, finansowanego z funduszy europejskich, właściciele domów mogą wymienić stare wysokoemisyjne piece czy docieplić budynek. Ale luki w przepisach wprowadzonych za czasów rządów PiS sprawiły, że w nieczysty sposób skorzystali na nim nieuczciwi przedsiębiorcy. Sprawę bada Europejska Prokuratura. Na jej wniosek dziś w Ministerstwie Klimatu i Środowiska i wojewódzkich filiach Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej pojawili się agenci CBA. Przyszli do kilkunastu urzędów centralnych, jak i w poszczególnych województwach na polecenie prokuratury zabezpieczali nośniki elektroniczne i dokumenty niezbędne do tego śledztwa. Nieuczciwe firmy podpisywały umowy z osobami, które zgłosiły się do programu. Brały zaliczki idące w dziesiątki tysięcy złotych i znikały lub wykonywały tylko część prac. Odpowiedzialność za niewywiązanie się z realizacji spadała na właścicieli nieruchomości. W 2024 roku program został chwilowo zawieszony, by uszczelnić przepisy. Program jest bezpieczny dla beneficjentów. Kontrolujemy każdą fakturę, każde rozliczenie i wniosek o płatność. Oprócz Prokuratury Europejskiej sprawę badają także polscy śledczy. "Bardzo chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich" - te słowa były hasłem jego pontyfikatu. Port Polska ma głównego wykonawcę. We wrześniu za robotę zabierze się amerykańskie konsorcjum Hill International. W biznesowym żargonie to Generalny Inżynier Kontraktu i został wyłoniony w konkursie ogłoszonym przez spółkę Centralny Port Komunikacyjny. Konsorcjum zarobi ponad 1,5 mld zł i ma pierwszych pasażerów wpuścić do terminali w 2032 roku. Tu na razie jest łąka. Ale będzie port lotniczy. Budująca Port Polska spółka właśnie wyłoniła inżyniera projektu. Lotnisko będzie budowało kilkadziesiąt firm. Te firmy trzeba będzie skoordynować w ścisłej współpracy z nami. Dlatego jest nam potrzebny inżynier kontraktu. Prace będzie koordynować amerykańskie konsorcjum Hill International wraz ze swoją polską spółką córką. To największy przetarg, jaki do tej pory rozstrzygnięto. Opiewa na ponad 1,5 mld złotych. To była jedna z najtańszych czy chyba najtańsza oferta złożona i w tym całym procesie zdobyła najwięcej punktów. To także krok milowy tej inwestycji. Jesienią planowane jest wbicie pierwszej łopaty pod budowę fundamentów portu. Wychodzimy z papierologii, z różnych dokumentów, do fizycznej budowy. Będzie przy niej pracować nawet 18 tys. osób. Ta inwestycja to nie tylko logistyka i transport, to również ludzie. Miejsca pracy, robienie biznesu na rzecz tego portu w okolicy. To nie chodzi o takie lotnisko stricte, ale także chodzi o strefy, gdzie będzie można magazynować, uprawiać logistykę. Lotnisko, hotele i zaplecze logistyczne to 35 tys. nowych miejsc pracy. Ale Port Polska to również inwestycja w budowę dróg i kolei dużych prędkości. W planach jest około 3000 km torów łączących Warszawę, Łódź, Poznań czy Wrocław. Myślę, że Polska potrzebuje pociągów tak szybkich, ponieważ na Zachodzie wszyscy mają te pociągi, więc my też musimy je mieć. Koncepcja ma już 9 lat. W 2017 roku CPK został jednym z flagowych projektów PiS i jak o wielu innych, o tym też politycy ówczesnej władzy głównie mówili. Ówczesna opozycja zarzucała, że na działce pod Baranowem niewiele się dzieje. Te zarzuty, zawarte w ten mem o pilnowaniu łąki, bazują na ludzkiej niewiedzy, jak wygląda proces inwestycyjny, żeby do tego przysłowiowego wbicia łopaty doprowadzić. Wśród zarzutów pod adresem Zjednoczonej Prawicy jest też jednak sprzedaż jednej z kluczowych dla inwestycji działek. Grunty, przez które ma przebiegać linia kolejowa na lotnisko, nabywca odsprzedał państwu. Opowiadali bardzo dużo, że będą pozyskiwali, grunty pod CPK, a tymczasem z jednej strony pozyskiwali, a z drugiej lekką ręka sprzedawali, narażając Skarb Państwa i spółkę na szkodę. Port, który ma obsługiwać rocznie 40 mln milionów pasażerów, ma być gotowy za 6 lat. Ameryka chyba coraz bardziej zmęczona wojną, w Kongresie pojawiła się delegacja weteranów różnych wojen, którzy chcieli złożyć flagę w hołdzie dla 13 żołnierzy, którzy zginęli w wojnie z Iranem. Zostali aresztowani przez policję. W tym samym czasie Donald Trump mówi o perspektywie dalszych rozmów pokojowych, tak samo rychłej, jak dalsze bombardowania Iranu. Marcin Antosiewicz jest w Waszyngtonie. Czy ktoś wie, jaka jest strategia Trumpa na następne tygodnie? Właśnie się tworzy. Wiele zależy od tego, co się wydarzy w najbliższych minutach. W Islamabadzie miały trwać rozmowy amerykańsko-irańskie, ale wiceprezydent J.D. Vance wciąż jest w Waszyngtonie. Nie ma potwierdzenia od Irańczyków, czy ich delegacja dojedzie i kto będzie w jej składzie. W Białym Domu trwa spotkanie kryzysowe. Nie wiadomo, czy Amerykanie opóźnią wylot, czy w ogóle go odwołają. Lot trwa 18 godzin, więc realnie negocjacje mogłyby się rozpocząć za jeden dzień. Wtedy kończy się to zawieszenia broni, które już zostało przez Trumpa wydłużone o 1 dzień. Ceremonia złożenia flagi była hołdem dla poległych amerykańskich żołnierzy. Czerwone tulipany - symbolem ofiar wśród Irańczyków. Na Kapitolu grupka weteranów i rodzin wojskowych domagała się spotkania ze spikerem Izby Reprezentantów, by porozmawiać o szybkim zakończeniu wojny. Szybko zakończył się jednak ich protest. Służby porządkowe wyprowadziły demonstrantów z budynku. Bo spiker Izby nie widzi roli dla parlamentu w wojnie Trumpa i Netanjahu z Iranem. To Kongres ma władzę, by powstrzymać lekkomyślność Trumpa. Kongresmeni mają tę władzę, więc nie rozumiem, co oni, na litość boską, robią. Dlaczego to my musimy przyjeżdżać tutaj aż z Kalifornii, by prosić ich o przeciwstawienie się Donaldowi Trumpowi? Poparcie dla jego polityki jest najniższe w historii. 63% Amerykanów wyraża dezaprobatę dla działań Trumpa. Bliski mu dziennik gospodarczy "Wall Street Journal" pisze, że Irańczycy traktują go jak frajera. Jednak prezydent robi dobrą minę do trudnych negocjacji i z obawy przed spadkami na rynkach finansowych pół godziny przed otwarciem nowojorskiej giełdy w wywiadzie dla biznesowej stacji próbował uspokajać nastroje. Myślę, że skończy się na świetnym porozumieniu. Uważam, że Irańczycy nie mają wyboru. Jesteśmy teraz w bardzo silnej pozycji negocjacyjnej, żeby zrobić to, czego inni prezydenci nie zrobili przez 47 lat. Dwutygodniowy rozejm wygasa już jutro. Irańczycy także prężą muskuły. Możliwe, że nasze negocjacje rzeczywiście nie przyniosą rezultatów i konieczne będzie ponowne prowadzenie działań wojennych. Wciąż nie wiadomo, o której i w jakim składzie dojdzie do rozmów w tym hotelu w Islamabadzie. Amerykanie nie mieli pewności, czy Irańczycy wyślą swoją delegację. Trump dąży do tego, by w swojej wyobraźni To odpowiedź przewodniczącego irańskiego parlamentu na serię ostatnich wpisów Trumpa, w których twierdził, że "wygrywa wojnę", "nie spieszy mu się z zawarciem porozumienia", a ataki z ubiegłego roku doprowadziły "do całkowitego i ostatecznego zniszczenia obiektów nuklearnych". Amerykańska armia zajęła na Indopacyfiku kolejny statek transportujący irańską ropę. A podwójna blokada cieśniny Ormuz nadal trwa. "Bardzo chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich" - te słowa były hasłem jego pontyfikatu. Zaskakiwał skromnością, przeprowadził reformę rzymskiej kurii, ale budził też kontrowersje, jak wtedy, gdy nie potępił jednoznacznie napaści Rosji na Ukrainę. Do Stolicy Piotrowej przyjechał z Argentyny. Dziś mija pierwsza rocznica śmierci papieża Franciszka. Tak wiele dał Kościołowi swoim życiem, świadectwem, słowem i gestami. Jego czyny często były odzwierciedlane w tym, co robił. Były prawdziwym ucieleśnieniem bliskości z najuboższymi, chorymi, dziećmi i osobami starszymi. Tak wiele dał Kościołowi poprzez swoje świadectwo i przesłanie. I pragnął dzielić się tym duchem z całym Kościołem, ofiarowując również tę piękną celebrację Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia. Módlmy się, aby już teraz cieszył się miłosierdziem Pana, i dziękujmy Bogu za wielki dar życia Franciszka dla Kościoła i świata. Na brytyjskim tronie siedziała 70 lat. Widziała z niego 15 premierów, 14 amerykańskich prezydentów i 7 papieży. Gdyby żyła, świętowałaby dziś setne urodziny. Zmarła 8 września 2022 roku, ale poddani pamiętają. O tym, jak Wielka Brytania wspomina Jej Wysokość Elżbietę II. Za murami tego pałacu znów było dziś czuć obecność kobiety, która przez siedem dekad była symbolem ciągłości brytyjskiej monarchii. W setną rocznicę urodzin królowej Elżbiety II, postaci, która dla wielu pokoleń Brytyjczyków była stałym punktem w zmieniającym się świecie, jej najstarszy syn, król Karol III, w poruszającym nagraniu wspominał swoją ukochaną mamę. Podejrzewam, że wiele kwestii związanych z czasami, w których obecnie żyjemy, mogło ją głęboko zaniepokoić. To wspomnienie powstało w Balmoral, miejscu, w którym dobiegło końca jej życie. I choć od jej śmierci minęło już kilka lat, dla wielu Brytyjczyków to wciąż ona wyznacza standardy dla całej rodziny królewskiej. Czy był to przelotny uścisk dłoni podczas królewskiego spotkania, czy jedno z tych ważnych, ikonicznych przemówień historycznych, ludzie zawsze będą pamiętać tę twarz, te niebieskie oczy, ten ciepły uśmiech i to, co symbolizowała dla Zjednoczonego Królestwa. To właśnie ten pałac był jej domem przez większą część życia. Z tej okazji otwarto dla zwiedzających wyjątkową wystawę - ponad 300 ubrań i osobistych przedmiotów monarchini. Bo w przypadku Elżbiety II nawet kolor płaszcza czy kształt kapelusza miał znaczenie. Jak wtedy, tuż przed referendum brexitowym, gdy pojawiła się publicznie w błękitnej garsonce i kapeluszu ozdobionym złotymi elementami, co wielu odebrało jako subtelny, ale czytelny gest w stronę Unii Europejskiej. W tej historii choroby były prawdziwe, tak jak pieniądze za leczenie wypłacane przez osoby prywatne, a nawet NFZ. Tylko dyplom był fałszywy, tak jak medyczna wiedza pseudopsycholog z Nowej Soli w Lubuskiem. Do niedawna dla pacjentów pani doktor, teraz już w aktach prokuratury Katarzyna O.-C. Do odsiadki może być nawet 10 lat, a do sprawdzenia także to, jak działa system, w którym to się mogło wydarzyć. Dwoje dzieci pani Sylwii potrzebowało pomocy psychologicznej. Kobieta, która pragnie pozostać anonimowa, zaufała Katarzynie O., polecanej psycholożce z wieloletnim stażem. Była dosyć polecaną osobą w Nowej Soli. Katarzyna O. działała na podstawie dyplomu magistra psychologii. Dyplomu, który okazał się fałszywką. Oszustwo wyszło na jaw przypadkiem. Zgłosił się do lubuskiego NFZ-etu pacjent, który na swoim internetowym koncie pacjenta zauważył, że sprawozdawane były porady, które tak naprawdę się nie odbyły. NFZ zaczął badać sprawę nowosolskiej psycholożki i okazało się, że zgłoszenie pacjenta to wierzchołek góry lodowej. Kobieta przez wiele lat diagnozowała pacjentów, wystawiała opinie i zaświadczenia. Wszystko bez uprawnień. Szkoda, którą oszacowała Prokuratura w Zielonej Górze, to jest ponad 1,3 mln zł. Ustalono, że kobieta udzieliła ponad 20 tysięcy świadczeń psychologicznych na szkodę 1600 pacjentów. Pacjentom trudno uwierzyć, że ktoś z fałszywym dyplomem mógł nie tylko prowadzić gabinet psychologiczny, ale także współpracować z Powiatowym Zespołem ds. Orzekania o Niepełnosprawności czy organizacjami pozarządowymi. Zastanawiam się, jak ona wysyłała do NFZ-etu, była rozliczana. Ta kobieta skrzywdziła pacjentów. Katarzyna O. po ujawnieniu sprawy uciekła do Niemiec. W lipcu zeszłego roku, na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania, została zatrzymana przez Interpol i sprowadzona do Polski. Z badań wynika, że kobieta jest w pełni poczytalna. Prokuratura postawiła jej łącznie 46 zarzutów. Mam żal o te wszystkie dzieci. Fałszywej psycholog grozi nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Nauka daje lekarzom w tej walce coraz skuteczniejszą broń, ale onkolodzy przyznają: wsparcie przychodzi czasem z nieoczywistych stron. Poza farmakologią konieczna jest świadomość choroby, ale z wiarą w jej pokonanie. Pogodę ducha między jednym wlewem a drugim pomaga budować muzyka i są na to kliniczne dowody. O terapii prawie tak dobrej jak chemia. Ponoć życie ma swój cel, wiec uśmiechnij się. Ta piosenka to dla niej forma terapii. Nie wierzyłam, zawsze byłam aktywna i nagle się okazuje, że mam nowotwór złośliwy. Justyna Głasek ma za sobą dwie operacje, radioterapię, teraz czeka na wyniki badań, po których lekarze zadecydują, co dalej. Nagrywanie piosenki pozwoliło jej choć na chwilę zapomnieć o chorobie, Każda choroba to jest podróż nieplanowana, w którą, czy chcemy czy nie, zabieramy swoich bliskich i ważne jest to, żebyśmy walczyli. "Ciągle tutaj jestem" - śpiewa też 11-letnia Maja, która po długim leczeniu i przeszczepie szpiku już po raz trzeci mierzy się ze wznową ostrej białaczki szpikowej. Chociaż ta droga trudna i czasami brak mi sił, czasami widzę mamę, jak ociera łzy. Maja swoim głosem niesie historię tysięcy dzieci walczących z nowotworem. Powiedziałabym, żeby się nie poddawali i szli po swoje. Utwór napisała Aleksandra Kopyść, a u boku Mai pojawił się raper Bedoes, czyli Borys Przybylski, który dzieli się też bardzo osobistymi doświadczeniami. Rak zabrał mu ojca i dziadka. Myślę, że ten utwór stał się takim hymnem dla wszystkich osób chorujących na nowotwór. Piosenka już ma ponad dwa miliony wyświetleń, a dochód z niej w całości trafi na leczenie pacjentów onkologicznych, dlatego akcje wspierają też inni twórcy internetowi, jak Łatwogang. Deklaruje, że by zebrać środki dla chorych, będzie non stop przez 9 dni słuchać "Dissu na raka". Aleksandra Dryzner przyznaje, że wsparcie psychicznie w chorobie onkologicznej jest równie ważne jak leczenie. Sama po wygranej walce z rakiem postanowiła pomagać innym jako psychoonkolożka. Jak ona się już wydarzyła, to dużo łatwiej się potem żyje, jak się jakiś sens w tym odnajdzie, czyli można coś dobrego zrobić dla siebie i innych. I Maja, i pani Justyna przyznają, że mimo trudności związanych z leczeniem ani na chwilę nie straciły wiary w to, że będą zdrowe. Wierzą, że ich głos będzie wsparciem i nadzieją także dla innych pacjentów, Dopóki nie pozwolimy rakowi nas pokonać, będziemy mieć szansę. Myślałeś, że mnie złamiesz? Nie, ja zamknę drzwi. Ryszard Petru - klub parlamentarny Centrum,