Niechciany. Izraelski minister na liście cudzoziemców z zakazem wjazdu do Polski. Tragedia w żłobku. Pozostawiony bez opieki dwulatek zginął po wyjściu ze żłobka. Wniosek odrzucony. Nie będzie prezydenckiego referendum w sprawie Zielonego Ładu. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego na liście osób niepożądanych w Polsce. Itamar Ben-Gwir stał się persona non grata po tym, jak światło dzienne ujrzało nagranie, na którym szydzi z zatrzymanych aktywistów płynących do Strefy Gazy, wśród których byli także Polacy. Aktywiści zostali uwolnieni - pozostała międzynarodowa burza. W Warszawie chargé d'affaires Izraela prosto w oczy usłyszał, że nie będziemy akceptować naruszania praw polskich obywateli, nawet jeśli odradzano im wyjazd do Izraela i Palestyny. To nagranie wywołało międzynarodowy skandal. Opublikował je ten człowiek - minister bezpieczeństwa Izraela. Widać na nim kilkudziesięciu aktywistów z flotylli, którzy chcieli dostarczyć pomoc do Strefy Gazy. Są szarpani przez izraelskie służby, zmuszani do klęczenia z twarzą do ziemi i zasypywani wyzwiskami. W operacji poniżania uczestniczy sam Itamar Ben-Gwir. Z jego twarzy nie schodzi uśmiech. Przybyli z wielką dumą, jak bohaterowie. Spójrzcie, zobaczcie, jak teraz wyglądają! Część aktywistów po przesłuchaniu miała zostać przewieziona do znanego ze złych warunków więzienia na pustyni Negew. Spotkaliśmy osoby, które skarżyły się na silny ból, z podejrzeniem złamania żeber, które nie mogły swobodnie oddychać. Wśród zatrzymanych było też dwoje Polaków. Poleciłem wezwać niezwłocznie chargé d'affaires Izraela w Warszawie celem przekazania mu wyrazów naszego oburzenia oraz żądania przeprosin za skrajnie niewłaściwe zachowanie członka izraelskiego rządu. Przeprosiny nie padły na tym spotkaniu. Stąd decyzja szefa MSZ i szefa MSWiA - Ben Gwir ma zakaz wjazdu do Polski na 5 lat. Nie ma zgody na poniżanie polskich obywateli. Razem z ministrem Sikorskim stosowne dokumenty zostały podpisane. I stosowne wpisy w polskich rejestrach już obowiązują. Głosy potępienia. Czerwona linia została przekroczona. Potworne, haniebne, nieludzkie. Natychmiast uwolnić wszystkich uczestników flotylli. Posypały się nie tylko z resortów spraw zagranicznych innych państw. Ale też w izraelskim rządzie. Premier Benjamin Netanjahu mówił o działaniu niezgodnym z wartościami i normami Izraela. Padły też mocniejsze słowa. Świadomie zaszkodziłeś naszemu państwu tym haniebnym przedstawieniem i to nie po raz pierwszy. Podobne nagranie z zatrzymanymi aktywistami Ben Gwir opublikował w październiku ubiegłego roku. Dziś za swoje zachowanie także przepraszać nie zamierza. Jestem dumny, że pełnię funkcję ministra odpowiedzialnego za służby, które przeprowadziły akcję przeciwko zwolennikom terroryzmu. Obraz tego, co działo się po zatrzymaniu flotylli, izraelski rząd starał się złagodzić, publikując takie zdjęcia. Jednak aktywiści, którzy wrócili już do swoich domów, mówią o czymś zupełnie innym. Bili nas. Naprawdę bili. Kopali i uderzali w twarz. Celowali w nas z karabinów maszynowych. Polskie MSZ zapewniło, że uwięzieni Polacy jeszcze dziś trafią do Turcji. Jutro wrócą do Polski. Co dalej z azylem dla Zbigniewa Ziobry? Według informacji, do których dotarła "19.30", Waldemar Żurek podpisał wniosek do władz węgierskich o uchylenie azylu dla Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Peter Magyar na antenie TVP Info przyznał, że będzie rozmawiał z ministrem spraw wewnętrznych i nie wyklucza takiej decyzji. Po wczorajszej deklaracji Petera Magyara: Zbadamy te sprawę. jest ruch ministerstwa sprawiedliwości. Według informacji "19.30" wniosek o uchylenie azylu politycznego tym posłom PiS dziś został podpisany i wysłany do Budapesztu. To by dość poważnie zmieniło sytuację byłego ministra Ziobry w kontekście jego możliwości ukrywania się. Bo wraz z uchyleniem azylu, ważność straci paszport przyznany mu przez węgierskie władze. To obecnie jego jedyny ważny dokument po tym, jak anulowano mu dwa inne paszporty: polski i dyplomatyczny. Czyli będzie miał problem z poruszaniem się nawet po USA. Czyli wówczas będzie w USA nielegalnie? Nie będzie miał dokumentu, na podstawie którego będzie mógł się legitymować. To jednak nie musi oznaczać problemów z pobytem w USA. To jest zarezerwowane przede wszystkim dla urzędu imigracyjnego, w związku z powyższym to tylko i wyłącznie decyzja polityczna, ale też decyzja oparta o wewnętrzne przepisy. Najpierw jednak na Węgrzech musi ruszyć procedura, a ta do szybkich nie należy. To jest od kilku miesięcy do nawet kilku lat, więc wszystko zależy od postępowania. A Polska kiedykolwiek unieważniła azyl polityczny? Nie przypominam sobie. Węgierski parasol chroni polityków PiS dzięki decyzji Viktora Orbana, którego potem w kampanii wyborczej i PiS, i Karol Nawrocki, bezskutecznie wspierali. Ba kilka godzin przed moim zaprzysiężeniem Ziobro i Romanowski opuścili Węgry. Pan Romanowski poprzez Serbię opuścił Węgry, dalszych informacji nie mam. Zbigniew Ziobro chwali się sam swoim miejscem pobytu. Może na rondzie Waszyngtona należy mnie szukać. Tu podczas występu w powiązanej z PiS telewizji, która wiceprezesa PiS zatrudniła, dzięki czemu mógł on dostać się do Ameryki na dziennikarskiej wizie. Nie ma nowego korespondenta? Tak wczoraj wiceszef MON pytał w Waszyngtonie o Zbigniewa Ziobrę. Nie, to nieprawda, że przebywał u mnie w domu. Zarzekał się dziś Jacek Kurski, który według nieoficjalnych doniesień wraz z Adamem Bielanem stał za organizacją podróży Zbigniewa Ziobry do USA. Powoływali się na wpływy u Donalda Trumpa. Nie potrafią załatwić nic dla Polski, potrafią tylko i wyłącznie załatwiać swoje interesy. Politycy PiS nie przebierają w słowach. W przypadku Zbigniewa Ziobry jesteśmy reżimem. Toczy się wokół niego proces, który ma znamiona procesu politycznego charakterystycznego dla państw totalitarnych. To PiS, a to fakty. Sprawa tymczasowego aresztowania Zbigniewa Ziobry przez sąd jest rozpatrywana od listopada, czyli od ponad 180 dni. W podobnych przypadkach sądy wydają prawomocne wyroki na ogół w ciągu miesiąca. Dopytujemy więc PiS. To jak one są upolitycznione? Tego nie wiem, jak funkcjonują sądy w konkretnych aspektach. Ziobro, który był przez 10 lat ministrem sprawiedliwości, uważa, że tylko wtedy są dobre sądy, jak on jest ministrem. Ziobro i jego stronnictwo stają na głowie, jak uzasadnić to, że on się po prostu boi odpowiedzialności karnej za wszystkie wałki, które on popełnił w Polsce. Śledczy chcą rozliczyć ministra z milionów złotych, które według nich zamiast do ofiar przestępstw trafiały do prywatnych kieszeni i na partyjne cele. Marcin P., prezes firmy cinkciarz.pl, został zatrzymany w USA. Mężczyzna był poszukiwany czerwoną notą Interpolu. Jest podejrzany o oszustwa na szkodę klientów firmy, która zajmuje się internetową wymianą walut. Marcin P. został zatrzymany we wtorek w ramach procedury ekstradycyjnej. Śledztwo w jego sprawie toczy się od października 2024 roku, kiedy do prokuratury zgłaszali się klienci platformy, którzy nie odzyskali wpłaconych pieniędzy. W marcu 2025 roku Marcinowi P. chciano postawić zarzuty, ale mężczyzna przebywał poza granicami kraju. W lipcu zeszłego roku Interpol wydał czerwoną notę poszukiwawczą za Marcinem P. Według szacunków prokuratury, mężczyzna wyrządził swoim klientom szkody w wysokości ponad 125 mln złotych. To jest czwartkowe wydanie "19.30". Mamy dla państwa jeszcze m.in. takie tematy... In vitro znów pod ostrzałem PiS. Są problemy kto jest ojcem. Te kilka tysięcy rocznie nie ma znaczenia. Nie wspieracie małżeństw, które w sposób naturalny chcą mieć dzieci, nie w sposób sztuczny. Jest medyczną bzdurą. 13 tysięcy urodzeń z in vitro. Program przynosi to, co najważniejsze, nowe życie. Prokuratura Rejonowa w Wołominie sprawdzi, jak doszło do wstrząsającej śmierci dwuletniego dziecka w podwarszawskich Ząbkach. Chłopiec miał niezauważony przez dorosłych wyjść z terenu żłobka i na sąsiedniej posesji wpaść do oczka wodnego. Mimo długiej reanimacji dziecka nie udało się uratować. W sprawie zatrzymano dwie opiekunki. Miał być bezpieczny pod opieką dorosłych. Tak jak każdego dnia dwuletni chłopiec został przyprowadzony do żłobka w Ząbkach. Kilka godzin później znaleziono go w oczku wodnym. Na terenie posesji, na której działała placówka. Coś strasznego dla tych rodziców i dla tych opiekunów. Dziecko już nie wróci. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu po 5 minutach od zgłoszenia. Od opiekunek przejęli reanimację dziecka. Czynności ratunkowe prowadzili też ratownicy medyczni. Niestety po kilkudziesięciu minutach prowadzonej reanimacji ratownicy również stwierdzili zgon tego chłopczyka. Do tragedii doszło, gdy rodzice odbierali dzieci z placówki. Według wstępnych ustaleń maluchy miały bawić się na zewnątrz, na terenie żłobka, czekając na opiekunów. Śledztwo w sprawie śmierci chłopca prowadzi Prokuratura Rejonowa w Wołominie. Prokurator w trybie pilnym zarządził przeprowadzenie sekcji zwłok. Zostały zatrzymane 2 kobiety, opiekunki z tego żłobka i one nadal są zatrzymane. Trwają czynności procesowe. Są przesłuchiwani świadkowie. Jest gromadzona dokumentacja dotycząca funkcjonowania tej placówki. Kobiety nie zostały jeszcze przesłuchane. Były trzeźwe. Szacuje się, że w momencie tragedii w żłobku mogło przebywać ok. 20 dzieci. Mieszkańcy Ząbek są wstrząśnięci. Niewyobrażalna tragedia dla wszystkich. Szczególnie dla rodziców, ale myślę, że zarówno dla personelu żłobka, jak i właścicieli posesji. Był kolega i zniknął. To, czego teraz dzieci potrzebują, to spokojnego dorosłego, który wyreguluje też ich rodziców. Rodzice zmarłego dziecka oraz opiekunki ze żłobka zostali objęci pomocą psychologiczną. Burmistrzyni Ząbek zapowiedziała kontrole we wszystkich żłobkach na terenie miasta. Pilną kontrolę w tej placówce zarządziło też Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Za każdym kolejnym faktem w tej sprawie stoi niewyobrażalny dramat rodziny. Śledczy szukają odpowiedzi i odpowiedzialności, ale bliscy chłopca zostają ze stratą, której nic już nie zmieni. Czerwone światło ze strony Senatu dla prezydenckiej propozycji referendum klimatycznego. Pałac komentuje, że spodziewał się braku zgody na zarządzenie referendum, ma plan "B" i Karol Nawrocki podejmie kolejną próbę spytania Polaków o zdanie w tej sprawie. Przy tej okazji warto zapytać także o polityczne opinie. "Odrzucenie Zielonego Ładu oznaczałoby ustawienie się na marginesie" - to Jarosław Kaczyński przed 5 laty i podobnych opinii w PiS-ie było więcej. Tak w sieci Mateusz Morawiecki zrelacjonował swoją obecność na proteście przeciwko europejskiemu Zielonemu Ładowi. Kto nie skacze, ten za Tuskiem. Polityk PiS-u próbuje grać węgierską nutą. Różnica tylko taka, że jego występ stworzyła sztuczna inteligencja. Ale jest też poważniejszy problem - wiarygodności. Bo Morawiecki dziś kreuje się na zagorzałego przeciwnika Zielonego Ładu. Byliśmy przeciwko temu, broniliśmy Polski przed Mercosurem, przed paktem migracyjnym, przed Zielonym Ładem. Rządzący ostrzegają: nie dajcie się na to nabrać. To ich komisarz zatwierdzał Zielony Ład, to Mateusz Morawiecki zatwierdzał Zielony Ład. Przeciwko któremu teraz protestują. To Robert Telus z PiS-u na demonstracji. A to Robert Telus, gdy PiS było u władzy. Niektórzy próbują nas straszyć tym Zielonym Ładem, że rolnictwo na tym straci. Ja uważam, że polski rolnik na Zielonym Ładzie zyska, a nie straci. Podobnego zdania był unijny komisarz rolnictwa z nadania PiS-u. Zielony Ład to wielka szansa dla rolnictwa w Polsce. Jarosław Kaczyński też z niewielką dozą sceptycyzmu zgadzał się na Zielony Ład. Ten plan jest po prostu czymś, w czym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę. Warto uczestniczyć nawet za pewną cenę. Na poziomie Komisji Europejskiej zostaliśmy sami. Oni mówią, że nie mieli możliwości tego zablokować. Nie wiedzieli, nie wiedzieli biedaczki, jak to się robi. Proszę zobaczyć, jak teraz jest sytuacja odwrotna, rządzi koalicja prodemokratyczna, to jakoś dało się w czasie odsunąć ETS. Oni nie potrafili budować większości na forum europejskim? Panie redaktorze, to się nazywa "nieumiałki". Na proteście pojawili się też ludzie prezydenta. Szef jego gabinetu dziękował uczestnikom. Walczycie z Zielonym Ładem. Prezydenta na demonstracji nie było, ale on też próbuje się przedstawiać jako przeciwnik Zielonego Ładu. I nawet zaproponował referendum z takim pytaniem: To pytanie nie może być pytaniem referendalnym, bo to jest pytanie z tezą. Komentuje marszałkini Senatu. Wczoraj późnym wieczorem Senat pomysł referendum wyrzucił do kosza. Pan prezydent pewnie miał jakąś nadzieję na pozytywny. Myślę, że gdyby wyłagodził to pytanie albo byłoby bardziej obiektywne, to byłoby prościej. Takie są moje podejrzenia. To już nie mnie oceniać. Senat niestety nie ma uprawnień do modyfikowania treści tego pytania. To wszystko to tylko polityczny teatr - słyszymy od rządzących. Za referendum podnieśli rękę politycy PiS-u. Z tej samej formacji, która gdy była u władzy, Zielonego Ładu nie zablokowała. Ci hipokryci są w stanie zmienić narrację tylko po to, żeby na tym zbijać swój kapitał polityczny, zapominając, jak bogate są telewizyjne archiwa. Zielony Ład to wielka szansa. I jak długa bywa pamięć wyborców. Ponad 13 tysięcy - tyle dzieci urodziło się w Polsce po uruchomieniu rządowego programu refundacji in vitro. Dla posła PiS-u Kazimierza Smolińskiego to liczby, które nie mają znaczenia, metoda jest sztuczna i nie widzi potrzeby, by polskie państwo ją wspierało. Milczenie bywa złotem, ale bywa też za późno, a gdy opinia pada od parlamentarzysty, który współtworzy prawo, to przemilczeć kwestii po prostu się nie da. Szczęśliwa polska rodzina? Zdaniem posła PiS Kazimierza Smolińskiego tylko taka, gdzie jest mężczyzna, kobieta i są dzieci narodzone w sposób naturalny. Metoda leczenia niepłodności in vitro, która dla wielu polskich par jest jedyną szansą na posiadanie dziecka, to dla niego procedura, gdzie występują tylko i wyłącznie wady. Gdzie jest problem z tymi zamrożonymi zarodkami, gdzie jest problem z ojcostwem, problemy ze zdrowiem tych dzieci, które się rodzą. Problemy, zaznaczmy to wyraźnie, których nie potwierdza współczesna wiedza medyczna. I doświadczenie rodziców. Mówienie o tym, że to jest jakiś eksperyment, nie mówiąc już nawet o tym, że jest to eksperyment w jakiś sposób szkodliwy, jest totalną medyczną bzdurą. My doskonale wiemy, kim są ojcowie naszych dzieci, kto jest tatą mojej córki, mojego syna, to jest absolutnie jasne i nie mamy z tym żadnego problemu. W kraju, który walczy z kryzysem demograficznym i gdzie z niepłodnością zmaga się co piąta para, poglądy posła PiS są zaskakujące. Ale spójne z linią partii. To nie jest metoda walki z bezpłodnością. To jest produkcja człowieka. Gdy PiS objął władzę, rękami ministra zdrowia wstrzymał finansowanie programu. Sama metoda budzi wątpliwości etyczne, dlatego ja będę przeciwko finansowaniu jej z budżetu państwa. Mówił o in vitro Przemysław Czarnek. W marcu tego roku już jako kandydat PiS na przyszłego premiera zdanie podtrzymał. "Pieniądze z budżetu powinny być przeznaczane przede wszystkim na kompleksowy program, który wykreuje modę na dzieci. PiS promował naprotechnologię. Efekty były opłakane. Tylko 633 poczęcia w 4 lata. Poseł Smoliński powiedział głośno to, co wszyscy pisowcy mają w głowach. A to jest ruina. Ruina empatii, ruina myślenia o współczesności, zaściankowość i anachronizm. Finansowany przez rząd program w odróżnieniu do naprotechnologii daje wymierne efekty. Na ten rok zabezpieczono na niego w budżecie 600 milionów złotych. Ponad 13 tysięcy urodzonych dzieci, 48 tysięcy zakwalifikowanych par do tego programu, a każde dziecko to ogromne szczęście. Szczęście polskich rodzin, choć może nie do końca takie, jakie na myśli miał poseł Kazimierz Smoliński. "Budujemy nową architekturę bezpieczeństwa w oparciu o Bałtyk" - zapowiada w Tallinie polski minister obrony. A czas i miejsce mają tutaj znaczenie. Państwa bałtyckie stają się terenem coraz śmielszych prowokacji Kremla, a ostatnie dni dostarczają aż nadto przykładów, także z Estonii. Spotkanie ministra obrony z załogą ORP Czernicki. Okręt patroluje morze Bałtyckie w ramach misji NATO. Teraz zawinął do portu w Tallinie. Infrastruktura krytyczna musi być zabezpieczona, szlaki komunikacyjne handlowe, Bałtyk jest dla nas niezwykle ważny. Bo to niemal wewnętrzny akwen NATO - z naciskiem na niemal. Jest jeszcze Rosja. Takie sąsiedztwo wiąże się z zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski i krajów Bałtyckich. Nie tylko na wodzie. Tak wyglądał wczorajszy poranek na Litwie. Po alarmie powietrznym mieszkańcy Wilna uciekli do schronów. Dziś dron wojskowy naruszył przestrzeń powietrzną Łotwy - kolejny raz w ostatnich dniach. Bezzałogowiec pojawił się też nad Estonią. To najprawdopodobniej drony ukraińskie, ale szef NATO nie ma wątpliwości. Nie pojawiły się tam, bo Ukraina chciała wysłać drona na Łotwę, Litwę lub do Estonii. Są tam z powodu lekkomyślnego, nielegalnego, zakrojonego na szeroką skalę ataku Rosji w 2022 roku. Rosja teraz grozi krajom NATO, bo rzekomo mają udostępniać ukraińskiej armii swoją przestrzeń powietrzną. Nie ma czasu do stracenia. Stąd dziś w stolicy Estonii słychać deklaracje współpracy. Polska wyśle swoje myśliwce do estońskiej bazy lotniczej. Oba kraje mają razem wydać część środków z programu SAFE. To m.in. zakup takich polskich wyrzutni Piorun. Wysyłamy wiadomość nie tylko do Rosji, ale też do naszych sojuszników, że traktujemy naszą obronność bardzo poważnie. To kolejny dowód. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia przeznaczają na obronność największy odsetek PKB spośród krajów NATO. Jest też jednak druga strona medalu. Dla Amerykanów to argument za tym, żeby zredukować swoją obecność w Europie. Pentagon przygotowuje nową strategię, trwa oczekiwanie na jej kształt. Na to musimy poczekać ok. 2 do 4 tygodni, tak jak informują nas planiści z dowództwa sił amerykańskich w Europie. Wcześniej, bo już dziś, w szwedzkim Helsinborgu spotkają się ministrowie spraw zagranicznych państw NATO. Wśród głównych tematów dalsze zwiększanie wydatków na obronność. Europa powinna wziąć również wojskowo większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo na kontynencie. Ścisła współpraca krajów basenu Morza Bałtyckiego to krok w tym kierunku - oceniają eksperci. Polska i kraje bałtyckie to jest jedność. Jeśli dorzucimy kraje nordyckie, to mamy idealny format do obrony przed Federacją Rosyjską, nie tylko na morzu Bałtyckim, ale także na wschodniej flance NATO. Mamy wspólną świadomość tych zagrożeń, mamy wspólne przekonanie co do naszego strategicznego interesu, jakim jest powstrzymanie Federacji Rosyjskiej. Odstraszać Rosję mają też takie nowoczesne myśliwce F-35. Pierwsze maszyny w barwach polskich sił powietrznych mają dotrzeć do bazy w Łasku w ciągu kilkudziesięciu godzin. 4 konkurencje i ponad 40 drużyn reprezentujących 5 krajów, wśród nich Polacy. Na wschodzie Francji odbyły się pierwsze międzynarodowe zawody dronów wojskowych. Zadania dla żołnierzy to m.in. naprowadzanie w złożonym środowisku, tor przeszkód, czy ataki na ruchome cele. W mgnieniu oka pokonują przeszkody i trafiają prosto do celu. Piloci dronów wojskowych muszą wykazać się refleksem i opanowaniem. Pilot nie ma żadnych wspomagaczy w postaci stabilizacji czy GPS i tak dalej wszystko zależy od umiejętności pilota. Bo chodzi o nowoczesne drony FPV: operator na żywo steruje dronem, obserwując obraz z kamery na swoich okularach. Ekipy, tak jak w wyścigach samochodowych, złożone są z 2 osób, jeden żołnierz nakierowuje, a drugi steruje maszyną. Niektóre przeszkody można przelecieć bez żadnego problemu, a przez niektóre "spotter" musi wskazać pilotowi, którą drogę ma wybrać, np. przelot przez budynek. Polska ekipa była jedną z blisko 50, które wzięły udział w pierwszych takich w Europie międzynarodowych zawodach dronów wojskowych. Do Francji przyjechali piloci z 9 krajów NATO. Konkurencje mają symulować prawdziwe sytuacje z pola bitwy. To lot manewrowy w zamkniętym pomieszczeniu, lot z uderzeniem w cel, tor przeszkód i wreszcie uderzenie w cel ruchomy. Żołnierze muszą uderzyć w balon znajdujący się z tyłu poruszającego się samochodu. Chodzi o to, by uderzyć w najbardziej wrażliwy cel obiektu. I to wszystko z prędkością nawet 200 km/h. W tych zawodach liczą się ułamki sekund. Najlepsi byli Francuzi, przed Brytyjczykami. Polacy uplasowali się w połowie stawki. Ale chodziło przede wszystkim o to, by wspólnie rozwijać zdolności techniczne i taktyczne sojuszników. Europejskie drony są coraz szybsze, coraz bardziej precyzyjne i przede wszystkim coraz tańsze. Ten np. kosztuje tylko 500 euro, a jest w stanie zniszczyć całkiem duży czołg. Wojsko poprosiło nas, by szybko produkować drony w celach operacyjnych, teraz produkujemy 150 takich dronów dziennie. To dalej dużo mniej niż Rosja, ale Europa chce nadrabiać zaległości. Własne drony produkuje już Polska. Francja zamówiła w tym roku 15 tys. sztuk dronów. Dzisiaj zarówno po stronie ukraińskiej, jak i rosyjskiej, latają miliony dronów. Jesteśmy w momencie naprawdę wielkiej rewolucji. Porównywalnej według żołnierzy z wynalezieniem czołgów. Dlatego szkolenie pilotów, którzy te maszyny są w stanie okiełznać, jest dziś podstawą naszego wspólnego bezpieczeństwa. Zawsze łączyła, nie dzieliła, kochała życie, lubiła ludzi, była radosna i przyjacielska. Stanisława Celińska. Dziś bliscy i przyjaciele pożegnali ją w Kościele Środowisk Twórczych na Placu Teatralnym w Warszawie. Była nie tylko wybitną aktorką i pieśniarką, ale też pięknym człowiekiem. Dzięki Stanisławie nasza doczesność była lepsza, mądrzejsza, piękniejsza, bardziej szalona, dowcipniejsza, bardziej refleksyjna. Wiele osób mówi, że Stanisława dała im moc, dawała motywację do działania i siłę. Była Kimś. Człowiek chciał przy niej być też jakiś, chciał pokonywać swoje trudności, słabości, chciał powstawać z upadków. Dla miast to wyjątkowo cenni lokatorzy, bo mają ważne zadanie do wykonania. Sokoły wędrowne regulują populację ptaków, dzięki czemu utrzymują pożądaną w miejskim ekosystemie równowagę. Dlatego samorządy dbają o cennych mieszkańców, a żeby mieć ich pod kontrolą, ornitolodzy obrączkują pisklęta. I to wielkie wydarzenie miało miejsce dziś w stolicy. Ci mieszkańcy ostatniego piętra Pałacu Kultury nie spodziewali się dzisiaj odwiedzin. Ale przyszedł czas na to, by te dwa pisklęta sokoła wędrownego opuściły na chwilę swoje lokum. Ornitolodzy ze stowarzyszenia "Sokół" mogą dzięki temu mogą przyjrzeć się tym ważącym niecały kilogram samcom i przy okazji zbadać zawartość ich gniazda. Wyciągnęliśmy dwa jaja, łącznie jaj było w gnieździe cztery, z dwóch jaj nie wykluły się pisklęta, z dwóch jaj się wykluły, jaja zabraliśmy po to, by zbadać, czy były zalężone. Głównym celem tej operacji jest zaobrączkowanie piskląt sokoła wędrownego. Teraz ci młodzi rezydenci symbolu stolicy są już zarejestrowani. Obrączki ornitologiczne to rodzaj ptasiego dowodu osobistego i ich zakładanie ma konkretny cel. Jak założą gdzieś gniazdo i odczytamy obrączki, wiemy, skąd takie ptaki pochodziły, tak że większość par lęgowych, jakie w Polsce mamy, to znamy ich pochodzenie. Termin obrączkowania nie jest przypadkowy. Teraz, gdy trwa okres lęgowy sokoła wędrownego, ornitologom łatwiej złapać i oznaczyć ptaki, choć sama operacja i tak jest skomplikowana ze względu na wysokości, na jakich ci ptasi drapieżnicy zakładają gniazda. Na przykład tutaj, na kominie stołecznej elektrociepłowni na Żeraniu, by dokonać obrączkowania, potrzebna była pomoc przemysłowego alpinisty. Trzeba je zabierać ostrożnie, zgodnie ze wszystkimi procedurami. Są to czterotygodniowe pisklęta, one będą lotne za mniej więcej dwa tygodnie i będzie można obserwować pierwsze loty. Warszawskie kominy kojarzą się z zupełnie czymś innym, a tu jest dobry przykład tego, że taka wysokościowa konstrukcja służy też do obrony przyrody i do zachowania gatunku, jakim są sokoły wędrowne. To ważna misja ze względu na to, że to jeden z najrzadszych gatunków ptaków w Polsce. Kiedyś szeroko występujące w całym kraju, niemal wyginęły w połowie XX wieku. Przyczyną było zatrucie środowiska przez stosowanie w rolnictwie silnie chemicznych środków, takich jak DDT. Teraz próbujemy odtworzyć ten piękny gatunek. Gościem Justyny Dobrosz-Oracz w Pytaniu Dnia jest sędzia Dariusz Zawistowski, członek nowo wybranej Krajowej Rady Sądownictwa. Dziękuję i do zobaczenia.