Jest sobota, 21 września, Monika Sawka, dobry wieczór. Powodziowy dramat trwa: fala wezbraniowa na Odrze przesuwa się na północ. Kolejne województwa, powiaty i sołectwa ogłaszają stan alarmowy. "19.30" zaczynamy od stanu polskich rzek. 6,5-metrowa fala powodziowa dotarła dziś do Ścinawy na Dolnym Śląsku. Woda podtapia posesje, ulice i drogi. Następny na jej drodze jest Głogów. A w Lubuskiem ogłaszane są kolejne alarmy przeciwpowodziowe. Dobre informacje dla Wrocławia - jutro poziom Odry spadnie poniżej stanu alarmowego. Ten zaś cały czas utrzymuje się na rzece Bóbr. Na nadejście wysokiej fali szykuje się teraz województwo lubuskie. Wzdłuż brzegów Odry mieszkańcy pomagają w układaniu worków z piaskiem, służby przesuwają siły tam, gdzie poziom wody niebezpiecznie rośnie, i proszą o wsparcie. Bo każda pomoc w umacnianiu wałów jest na wagę złota. Według synoptyków groźna jest nie tylko sama kulminacja fali. ale również jej długość. Mieszkańcy miejscowości Stany w lubuskiem z niepokojem patrzą na Odrę. Bo Lubuskie jest na drodze fali wezbraniowej. Trzeba umacniać wały i chronić dobytek. Przywiozą nam ziemię, dowiozą nam worki. Część worków załadujemy zaraz stąd, zabierzemy tam aż hen, pod wiadukt. Szykujemy się na to, co przyniesie Odra, dlatego działamy już od Nowej Soli aż po Słubice. W Nowej Soli pełna mobilizacja - w poniedziałek poziom wody w Odrze będzie wyższy niemal o 2 m. Wojsko przewozi tam worki z piaskiem z miejscowości, które już obroniły się przed wielką wodą. Te worki są bardzo potrzebne w Nowej Soli, w tych miejscach, które walczą jeszcze. Szprotawa się obroniła, ale Nowa Sól musi waszej pomocy doświadczyć. Czoło fali wezbraniowej przepływa przez Dolny Śląsk, dotarło już do Ścinawy. Przekroczenie stanu alarmowego o 2,5 m skończyło się podtopieniami. Jest zalana piwnica jedna, druga, trzecia, trzy budynki gospodarcze. Do Głogowa wielka woda dotrze w poniedziałek, sytuacja ma być poważna. Tam bardzo blisko będzie do tego samego poziomu, który był w 1997 roku. Dosłownie, według dzisiejszych prognoz tylko 10 cm mniej. W mieście zebrał się sztab kryzysowy. Synoptycy ostrzegają, że równie duże zagrożenie co kulminacja fali stanowi jej długość. Stany alarmowe na Odrze będą przekroczone w jednym miejscu nawet przez 5 dni. To jest oczywiście ogromne obciążenie dla wałów przeciwpowodziowych, które mogą przesiąkać, mogą być uszkodzone. Dlatego każde ręce do ich wzmacniania są na wagę złota. Ja lubię pracować, to mnie nie męczy. Siedmioletni Mikołaj wraz z ojcem ciężko pracują w Brzegu Dolnym, choć miasto kulminację fali na Odrze ma już za sobą. Te wały są już nasiąknięte, są te wały zmęczone i w dalszym ciągu jest zakaz chodzenia po wałach. Na przejście fali powodziowej szykuje się już woj. zachodniopomorskie. Strażacy umacniają brzegi w Gryfinie. Kawałka wału brakuje, więc też zamierzamy ten wał leciutko, że tak powiem, zbudować. Według prognoz wielka woda z Odry spłynie do Zalewu Szczecińskiego na przełomie września i października. Tam, gdzie woda już opadła, gołym okiem widać przerażającą skalę zniszczeń. W Stroniu Śląskim wstępnie straty oszacowano na miliard złotych. Z powierzchni ziemi zniknęła część budynków publicznych, a wiele trzeba będzie rozebrać. Łączymy się z Witoldem Tabaką. Jak dziś wygląda życie w tym mieście? To, co dziś tutaj zobaczyliśmy, jest przerażające. Tony śmieci przy ulicach. Do tego zapach gnijących mebli, pył, który jest wszędzie. Drażni gardło ludzi, którzy tu pracują i próbują wrócić do normalności. Największym wyzwaniem jest kwestia przywrócenia wszystkich mediów i przede wszystkim kwestia wodociągów i odbioru śmieci, bo to jest dużym wyzwaniem dla nas wszystkich, ale ten sprzęt ciężki, który mamy ze straży pożarnej, wspiera nas Wojsko Polskie. Działamy i to widać. Z każdym dniem coraz bardziej miasto przywracamy do normalnego funkcjonowania i życia. Powrót do normalności, nie tej sprzed powodzi. Chodzi o to, żeby wrócić do swojego domu i do pracy. Powrót do zupełnej normalności to kwestia lat. Z Dolnego Śląska przenosimy się na Opolszczyznę. Zniszczone mosty, ulice, a na nich sterty mebli, dokumentów i książek, wyrwane kostki brukowe, zapadnięte studzienki. Głuchołazy po powodzi wyglądają jak po apokalipsie. To miasto - jak mówią mieszkańcy - nigdy nie będzie takie samo. A odbudowa będzie trwała latami. Głuchołazy, jakie znali mieszkańcy, przestały istnieć. Po tygodniu od powodzi miasto wciąż wygląda dramatycznie. Trwa wielkie sprzątanie. Za łopaty chwycili harcerze, którzy przyjechali tu aż z Mazowsza. To najlepsza lekcja wychowania obywatelskiego. Od rana z piwnic wynieśli setki kilogramów mułu. Jak przeglądałem Twittera, to wyglądało to masakrycznie, ale jak przyjechałem i zobaczyłem te ulice, no praktycznie rozebrane. Ogrom zniszczeń widać tu na każdym kroku. Czteroosobowa rodzina z ulicy Papierniczej straciła wszystko. Ich wspólną sypialnią stała się niewielka antresola - jedyne suche miejsce w domu. Teraz i tak jest dobrze, bo wrócił prąd, a tak to musieliśmy się świeczkami ratować. Po kilku dniach od powodzi, gdy zeszła woda, można zacząć szacować straty. To jest generalny remont, pomiędzy 50 a 100 tysięcy. Straty liczą też przedsiębiorcy. To było moje jedyne źródło dochodu. Ta popularna restauracja w Głuchołazach będzie jeszcze długo zamknięta. Wszystko straciłam, byłam zalana pod sam sufit, posprzątamy, a co dalej? Nie wiem, potrzebujemy pomocy. Pracują wszyscy, nawet ci, którzy jeszcze nie rozumieją, co się stało. U nich to była abstrakcja, wszyscy chodzili załamani, w dzieci się cieszyły, że było błoto. Mieszkańcy są zjednoczeni, ale miasto podzielone przez rzekę, która uszkodziła wszystkie mosty. Nowa tymczasowa przeprawa jest w budowie. Nurt Białej Głuchołaskiej nie ułatwia sprawy. Tniemy metalowe teowniki, dźwigary i za pomocą dźwigu próbujemy je wydobyć z koryta rzeki. Powódź uszkodziła nie tylko mosty, ale i główne ujęcie wody. Większość mieszkańców ma już wodę w kranach. W tej chwili przeprowadzana jest bardzo skomplikowana i chyba pierwsza w Polsce taka akcja przewożenia cysternami wody pitnej. Na odbudowę miasta trzeba będzie wydać fortunę, według wstępnych szacunków ćwierć miliarda złotych. Ponad 3,5 mld złotych trzeba będzie wydać na usunięcie zniszczeń tylko w województwie dolnośląskim. To wstępne szacunki, bo w wielu miejscach wciąż trwa walka z żywiołem. Według burmistrza Lądka-Zdroju takiej skali zniszczeń nie było w Polsce od II wojny światowej. Rząd zapewnia, że środków na odbudowę nie zabraknie i zapowiada program Odbudowa+. To pierwsze podejście do szacowania strat. Zdajemy sobie sprawę, że to są wstępne informacje i te najgorsze dane dotyczące największych szkód dopiero napłyną. Na razie jest mowa o zniszczeniach na kwotę ponad 4 mld złotych. Wiadomo, że ta liczba będzie znacznie większa, bo wiele samorządów wciąż liczy straty. Tu jest tragedia, ta pierwsza fala zniosła ten most i te domy. Tylko na Dolnym Śląsku, skąd dane są najpełniejsze, mowa o 3,832 mld strat. Tu jednak wciąż brakuje informacji z powiatu kłodzkiego, gdzie leży m.in. Lądek-Zdrój, który tak wygląda teraz. W Lewinie cały czas woda stoi. - mówi wojewoda opolska, gdzie na razie doliczono się 388 mln złotych strat. Brakuje jednak danych z Głuchołaz i Nysy, które ucierpiały najbardziej. Tylko w jednym powiecie - bielskim, gdzie trzy dni temu sytuacja wyglądała tak, zniszczone lub uszkodzone zostały 244 drogi, 33 mosty, 54 szkoły i przedszkola, ponad 1300 budynków mieszkalnych, ponad 700 gospodarczych i 5 ośrodków zdrowia. Nikt nie zostanie bez pomocy, nikt nie zostanie bez wsparcia, to jest nasze zadanie i zrobimy to jak najszybciej, jak najsprawniej, jak najlepiej. Marcin Kierwiński wczoraj został powołany na pełnomocnika rządu do spraw odbudowy po powodzi. To były minister spraw wewnętrznych i administracji i były samorządowiec. W czerwcu został wybrany na europosła. Teraz jednak zrezygnował z mandatu. Obejmie go była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Marcin Kierwiński ze swoim doświadczeniem administracyjnym, jednocześnie będąc jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska, daje rękojmię tego, że ten proces będzie dobrze spięty, dobrze zarządzony. Dajemy kredyt zaufania, będziemy patrzyli, jak wygląda ta pomoc i będziemy surowo oceniać. Ta pomoc i odbudowa to teraz najważniejsze zadanie rządu. Nie będziemy oszczędzać. Dla mnie to jest bardzo ważne i będę się przy tym upierał - tam, gdzie angażujemy bardzo duże środki, budżetowe i unijne, tam wszystko musi być lepsze niż przed powodzią. Numer jeden na liście potrzeb to zapewnienie powodzianom miejsca do zamieszkania. Wśród priorytetów także odbudowa oczyszczalni ścieków, szkół, dróg i mostów. Mamy w swojej dyspozycji drogowe mosty składane, które - jeżeli tylko warunki do tego pozwalają - one w 3-4 dni mogą być złożone i mogą już służyć mieszkańcom. Ale dziś premier zapowiedział także nowe otwarcie w sprawie budowy zabezpieczeń przeciwpowodziowych, tak by skuteczniej zapobiegać podobnym dramatom. Przez długie lata za bardzo rozdyskutowaliśmy się o tym, gdzie ma powstać zbiornik. Wszystkich staramy się dobrze zrozumieć, ale to nie jest tylko dramat powodzi, to jest wielkie ostrzeżenie na przyszłość. W powodzi ucierpiało 57 tysięcy osób. I niestety nie jest to ostateczna liczba. A teraz budujący przykład solidarności. Ponad 5,5 mln złotych trafiło na konto Fundacji TVP w ramach akcji "Razem dla was". Pieniądze pomogą osobom, które najbardziej ucierpiały w wyniku powodzi. W akcję wspierania poszkodowanych włącza się cała Polska. Czego najbardziej potrzeba na zniszczonych terenach i jak pomagać, by to miało sens? To obrazy ludzkiej solidarności. Do zalanego Lewina Brzeskiego ruszył transport darów dla powodzian zebranych dzięki państwu w bydgoskim ośrodku TVP. Podobnie jest w całej Polsce. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy udzielili mi takiej pomocy, jednocześnie bym prosiła o materiały, gdyby można było - styropian, beton i folie. Z Warszawy po konsultacjach z władzami zalanych miejscowości wyruszyły kolejne tiry. Proszą o łopaty, o grube worki, o rękawice, o buty gumowe, o osuszacze, mopy, szczotki, ścierki, bo dzisiaj zaczyna się czas sprzątania. Potrzebne są też ręce do pracy. Na apel odpowiedzieli w Tychach i ruszają do zalanego Bodzanowa. Będziemy usuwać błoto, szlam, to wszystko, co zostało po wycofującej się fali powodziowej. Nasza pomoc to i tak będzie kropla w morzu potrzeb. Rusza też ciężki sprzęt, jak ta koparka należąca do sołtysa Tryszczyna w Kujawsko-Pomorskiem. Sprzątanie, udrażnianie rowów, cokolwiek nam tam zlecą, Są też takie inicjatywy - to piknik sąsiedzki mieszkańców olsztyńskiego Zatorza. Pieniądze ze sprzedaży wypieków, przetworów, napojów w całości zostaną przekazane powodzianom. Dzisiaj bawimy się, jedząc i przekazując ogromne dobro i pamięć tym, którzy potrzebują nas dziś tak bardzo. Jutro przed kościołami w całej Polsce zbiórka organizowana przez Caritas. Tym, którzy chcą dołączyć do fali pomocy, przypominamy: Śledźmy informacje przekazywane przez samorządy. Skontaktujmy się z organizacjami pozarządowymi. Nie zostawiajmy darów przed budynkami. Jest wiele zbiórek, które są nieuczciwe, po prostu oszuści działają. Zaangażowaliśmy również te wojska związane z ochroną cyberprzestrzeni. Listę zweryfikowanych zbiórek można znaleźć na stronie zbiorki.gov.pl. Na niej jest m.in. zbiórka fundacji Telewizji Polskiej. Dzięki państwa szczodrości na jej koncie jest już ponad 5,5 mln złotych. Ale pomóc można także, oglądając TVP. Jutro tuż po programie informacyjnym wyemitujemy specjalny blok reklamowy, z którego zysk zostanie przekazany na pomoc powodzianom. Liczymy, że będą państwo z nami. Oglądają państwo 19.30. Już za chwilę wyjątkowa sztafeta na ulicach Warszawy, a później jeszcze... 300 km/h i slalom przez miasto. Powinno to być traktowane i nazywane jako wręcz usiłowanie zabójstwa. Ruszył wyścig o Biały Dom. Wyciągnęłam męża z łóżka i powiedziałam: "Musimy głosować. Zróbmy to już dziś!". Piosenka nadziei. Jak można pomóc obecnością, dźwiękami, to myślę, że to jest takie poczucie w środku. Bohaterami dzisiaj nie jesteśmy my tak naprawdę, tylko ludzie, którzy tam na miejscu biorą wszystko, wszystkie sprawy w swoje ręce. To prawdziwe święto transplantologii. Lekarze, sportowcy, dziennikarze, aktorzy, ale przede wszystkim ci, którzy dostali nowe życie po transplantacji, pobiegli w kolejnej edycji Biegu po Nowe Życie. W ten sposób promują świadome oddawanie narządów. I chociaż ubiegły rok pod względem przeszczepów był rekordowy, to wciąż jest wiele do zrobienia. Marcin Balicki, nauczyciel wuefu, były zawodowy koszykarz. Niespodziewanie po treningu jego serce prawie przestało pracować. Profesor, który mi robił echo serca, złapał się za głowę, powiedział, że mam 10% wydolności serca i powinienem już nie żyć. Ta pompa trzyma mnie przy życiu. Od 5 miesięcy Marcin żyje dzięki temu urządzeniu - pompie wspomagającej serce. Żyje aktywnie, uprawia sport. Dziś wspiera transplantologię i czeka na przeszczep serca. To nie jest okres wegetacyjny, że tylko musimy leżeć, czekać tylko na przeszczep, na ten telefon z kliniki. Żyjemy, jesteśmy, cieszymy się każdym dniem. To wydarzenie jest przede wszystkim dla nich - osób, które z powodu niewydolności narządu żyją z przeszczepem. Tak jak Monika, która dwa lata temu dostała nowe serce. Przed przeszczepem nie była w stanie wejść na piętro. Teraz znów chodzi po górach. Dla mnie to był cud. Naprawdę. Zupełnie inne życie, radość. I tak naprawdę dar. Inicjatorem biegu jest m.in. Przemysław Saleta, który 17 lat temu oddał nerkę swojej córce. Chciał, żeby transplantologia kojarzyła się z energią i aktywnością. Nie mówimy o chorowaniu, mówimy o powrocie do zdrowia, do normalnego życia. Bieg po Nowe Życie to wspaniałe uśmiechnięte święto, w którym pacjenci, lekarze, ludzie kultury i masa innych osób biegnie, żeby pokazać, ile jest warte życie po przeszczepie. W zeszłym roku przeszczepiono rekordowo 1910 narządów od dawców zmarłych i żywych. Wciąż jednak 2000 osób czeka na nowe życie. Dlatego na biegu dużo mówi się o oświadczeniu woli. Jest to czas, kiedy możemy rozmawiać z naszymi bliskimi, co chcemy, żeby się stało z naszymi narządami po śmierci. Transplantologia daje drugie życie, Taki jest przekaz. A to zależy od nas. Od każdego, kto może zostać po śmierci swojej dawcą. Dla tych, którzy żyją z przeszczepionym narządem, to szczególne zobowiązanie. My z tyłu na plecach mamy tego kogoś, dzięki komu żyjemy. I staramy się żyć tak, żeby ten ktoś i jego rodzina byli dumni z tego, że my tak żyjemy. W biegu wystartowała także redakcja 19.30 wspólnie z Konradem, który jest 10 lat po przeszczepie wątroby. I olimpijką Luizą Złotkowską. Ten bieg uświadamia mi, ale też za moim pośrednictwem innym osobom, ze można po swoim życiu dać cząstkę życia i nadziei innym osobom. Slalomem, na motocyklu wyprzedzał inne auta, w tunelu pod Martwą Wisłą w Gdańsku pędził prawie 300 km/h. Wszystko nagrywał. Film ze swojej niebezpiecznej jazdy opublikował w mediach społecznościowych. Policja zatrzymała podejrzanego. To 32-latek. Gdańsk. Motocyklista wjeżdża do tunelu z prędkością 300 km/h. Filmem ze swojego rajdu pochwalił się w sieci. Domniemany sprawca jest już w rękach policji. Usłyszał już zarzuty narażenia na bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia i jazdę pod wpływem środka psychotropowego. To już nagranie ze Słupska. Kierowca mercedesa przejeżdża na czerwonym świetle wprost na motocyklistę. Z odczytu czarnej skrzynki pojazdu, którym poruszał się Gerard B., wynika, iż na półtorej sekundy przed zderzeniem z motocyklistą poruszał się on z prędkością 156 km/h. Przy takiej prędkości motocyklista nie miał najmniejszych szans. Sprawca wypadku od czerwca przebywa w areszcie. Prokuratura rozważa postawienie mu zarzutu zabójstwa. Jeżeli ktoś jedzie 150-200 w terenie zabudowanym, to musi brać pod uwagę, że może kogoś zabić i nie jest to wypadek, tylko celowe działanie, mamy do czynienia z morderstwem. Piraci drogowi traktują miasta jak tor wyścigowy - alarmują warszawscy aktywiści. Na dowód pokazują nagrania z piątkowego wieczoru. Filmy zamierzają przekazać odpowiednim służbom, liczą na konkretne działania, aby w porę powstrzymać takich kierowców jak Łukasz Ż., który pijany ścigał się z kolegami na Trasie Łazienkowskiej. W głowie takiego kierowcy niewiele siedzi, to są często osobnicy, o których się mówi, że mają niewykształconą korę przedczołową, czyli ten fragment mózgu odpowiedzialny za przewidywanie faktów. Nadmierna prędkość, alkohol i poczucie bezkarności co roku doprowadzają do blisko 20 tysięcy wypadków na polskich drogach, w których ginie blisko 2000 osób. Zdaniem ekspertów konieczna jest szersza edukacja kierowców i społeczeństwa oraz wprowadzenie do katalogu przestępstw zabójstwa drogowego. Potrójne zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Prokurator Bartłomiej Legutko postawił taki zarzut sprawcy wypadku w Woli Filipowskiej, ale sąd nie zgodził się z taką kwalifikacją. Same okoliczności tego typu jak alkohol, narkotyki, przekroczona prędkość, brak reakcji hamowania to jeszcze nie obejmują tego, że sprawca swoim zamiarem obejmował skutek w postaci pozbawienia kogoś życia. Ministerstwo Sprawiedliwości deklaruje, że trwają prace nad zaostrzeniem przepisów m.in. w zakresie konfiskaty aut nietrzeźwym kierowcom. Aktualnie jest tak, że jak mamy bezwypadkową jazdę, to można go orzec, jeśli sprawca miał stężenie alkoholu 1,5 promila lub więcej. Nasz projekt przewiduje, że w każdym przypadku nietrzeźwości sąd będzie miał możliwość orzeczenia przepadku. Wśród proponowanych zmian jest też stworzenie systemu identyfikacji osób z orzeczonymi zakazami prowadzenia pojazdów i przepadek pojazdu kierowanego przez osobę posiadającą zakaz jego prowadzenia. Ruszył wyborczy wyścig w Stanach Zjednoczonych. Wyborcy w Wirginii, Minnesocie i Dakocie Południowej już oddali głos. W przyszłym tygodniu tzw. wczesne głosowanie ruszy w czterech kolejnych stanach. Zwycięzcę poznamy 9 listopada. Według najnowszego sondażu kandydaci mają niemal identyczne poparcie. Kamala Harris na wiecu wyborczym w Wisconsin. Donald Trump w Waszyngtonie na spotkaniu poświęconym antysemityzmowi. Tak walczący o Biały Dom kandydaci demokratów i republikanów zabiegali o wyborców. Chwilę przed rozpoczęciem głosowania. Bo do urn ruszyli mieszkańcy trzech amerykańskich stanów. Śledzę wszystkie wiadomości dotyczące wyborów i to ekscytujące, że dziś mogę oddać swój głos. Wyciągnęłam męża z łóżka i powiedziałam: "Musimy głosować! Zróbmy to już dziś!". Jako pierwsi głosy oddali mieszkańcy leżącej na Wschodnim Wybrzeżu Wirginii. To stan, który był bastionem republikanów, teraz przewagę mają tu demokraci. W Arlington do głosowania zachęcał senator Tim Kaine. Bitwa toczy się teraz między tymi, którzy budują, a tymi, którzy burzą, a my walczymy z największym artystą burzenia w historii amerykańskiej polityki - Donaldem Trumpem. Głosowanie rozpoczęło się też w Dakocie Południowej i Minnesocie. Mieszkańcy głosy mogą wysyłać też pocztą lub wrzucać je do specjalnie przeznaczonych do tego skrzynek. Nie zgadzam się w stu procentach z Donaldem Trumpem, ale myślę, że jest znacznie lepszym wyborem. Nie chcę, żeby prezydentem był szaleniec. Byłem tego zdania 8 lat temu, 4 lata temu i jest to jasne dla mnie też dziś. Jestem jednym z tych bezdzietnych kocich tatusiów, o których słyszałeś, i zamierzam upewnić się, że demokracja wygra. W Stanach takich kocich mam i tatusiów są tysiące. Swoje poparcie dla Harris pokazuję między innymi tak. Zdjęcie z kotem opublikowała też amerykańska gwiazda Taylor Swift. Do długiej listy celebrytów popierających Harris dołączyli też między innymi Meryl Streep, Jennifer Lopez, Julia Roberts czy Ben Stiller. O tym, dlaczego chcą głosować na demokratkę, mówili w programie Oprah Winfrey. Jestem wdzięczny Kamali za to, że udało jej się przywrócić to poczucie optymizmu i stłumić cynizm, jad i urazę, które zdają się unosić w całym Waszyngtonie. Według większości sondaży Harris i Trump mogą liczyć na podobne poparcie. W tym tygodniu karty do głosowania korespondencyjnego rozsyłano do wyborców między innymi w Karolinie Północnej i Pensylwanii. W przyszłym tygodniu wczesne głosowanie rozpocznie się też w Illinois i Missisipi. To był potężny cios w rosyjską ofensywę. W nocy ukraińskie drony po raz kolejny zaatakowały arsenał rakietowy, tym razem w kraju krasnodarskim. W poprzednim ataku w obwodzie twerskim Ukraińcy zniszczyli magazyn amunicji, gdzie Rosjanie przechowywali między innymi pociski balistyczne. Eksplozje wywołały dosłownie trzęsienie ziemi. Tak Putin traci śmiercionośną broń. Potężna eksplozja wstrząsnęła w nocy składem amunicji w okolicy Tichoriecka. Nad ranem w mieście wciąż wyły syreny. Ostrzegały nie przed kolejnymi ukraińskimi dronami, ale wybuchającymi wciąż z powodu pożaru pociskami, między innymi z Korei Północnej. 3 dni wcześniej eksplodował olbrzymi rosyjski arsenał w obwodzie twerskim. Wybuch o sile tysiąca ton trotylu wstrząsnął dosłownie całym regionem. Odłamki fruwały w promieniu dwóch kilometrów. Z zagrożonych terenów ewakuowaliśmy mieszkańców. Na miejscu są Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych, Departament Spraw Wewnętrznych, Gwardia Narodowa, prokuratura, Komitet Śledczy, wojsko. O skali zniszczeń świadczy nie tylko reakcja rosyjskich władz. Ale i te zdjęcia satelitarne. W teorii skład broni w Toropcu miał wytrzymać eksplozję nuklearną. Według ekspertów straty to około 750 tys. sztuk amunicji o łącznej masie 30 tysięcy ton. Takie działania osłabiają wroga. Dziękuję wszystkim zaangażowanym. Taka precyzja w atakach jest naprawdę inspirująca. Straty Rosja odczuje na froncie, bo był to zapas amunicji nawet na trzy miesiące walk. I takich ataków na ukraińskie miasta. Dziś rosyjskie rakiety spadły między innymi na Krzywy Róg i Charków. To terroryzm, prawdziwy terroryzm Rosji przeciwko Ukrainie. Ze wsparciem przed nadchodzącą zimą pośpieszyła Bruksela. Pożyczy Kijowowi niemal 150 miliardów złotych. Pomocy tej nie będą mogły zawetować Węgry. Unia Europejska jest tutaj, aby w waszej walce o przetrwanie, pomóc utrzymać światło, ogrzać ludzi i podtrzymać gospodarkę, ponieważ zima jest tuż za rogiem. Nowy pakiet wsparcia dla Ukrainy - największy od miesięcy - szykuje też Waszyngton. Ma go ogłosić w poniedziałek. Dzień później na forum ONZ wystąpi Wołydymyr Zełenski. W planach ma też rozmowy z Joem Bidenem, Donaldem Trumpem i Kamalą Harris. Ma im przedstawić swój plan na zmuszenie Rosji do zakończenia wojny. Powstaje nowa wersja legendarnego utworu "Moja i twoja nadzieja". Najpopularniejsze gwiazdy polskiej sceny muzycznej łączą siły, by pomóc ofiarom powodzi w ramach akcji TVP "Razem dla was". Piosenka podczas powodzi tysiąclecia była hymnem, który zjednoczył całą Polskę w niesieniu pomocy. W studiu imienia Agnieszki Osieckiej spotka się ponad 30 artystów, by po 27 latach znów zaśpiewać wspólnie dla poszkodowanych przez powódź. W 1992 roku ten utwór tworzyły wspólnie Kasia Nosowska z Edytą Bartosiewicz. Nie wiedziały, że 4 lata później stanie się hymnem solidarności dla poszkodowanych w powodzi tysiąclecia. I nie wiedziały, że znów się spotkają na scenie w tym samym celu. Ja jestem rozwalona w ogóle tym, że takie coś się dzieje ponownie. Nie mam, szczerze mówiąc, pomysłu jako zwykła przeciętna baba na to, jak zaradzić temu w przyszłości. Po prostu bardzo bym chciała, żeby takie rzeczy się nie działy. W tym momencie dla mnie to jest piosenka druga po Mazurku Dąbrowskiego w Polsce, która jednoczy, która tak potrafi wpłynąć na ludzi, która tak wzrusza i jest wciąż aktualna, niestety jest wciąż aktualna. Na scenie też ci, którzy lata '97 nie pamiętają. Wiktor Dyduła wtedy dopiero co się urodził, teraz czuje zaszczyt, że może zaśpiewać dla poszkodowanych. Bohaterami dzisiaj nie jesteśmy my, tylko ludzie, którzy na miejscu biorą wszystko, wszystkie sprawy w swoje ręce. Kamil Bednarek parę dni temu pomagał w swojej wsi rodzinnej umacniać wały. Widział solidarność ludzką i chciał to przeżyć wspólnie z innymi artystami. Jest wielu ludzi, którzy stracili cały swój dobytek, dlatego nie ma chyba nic bardziej potrzebnego teraz niż wsparcie. Inicjatorem nagrania nowej wersji utworu "Moja i twoja nadzieja" jest Telewizja Polska we współpracy z Polskim Radiem i rozgłośniami komercyjnymi. To, że w tak krótkim czasie udało się zebrać tak znakomitych artystów, którzy charytatywnie zjawili się tutaj, nikt się nie zasłaniał koncertami, obowiązkami, oni po prostu są, to jest coś fenomenalnego i bardzo się cieszę, że to właśnie z inicjatywy TVP, która jest otwarta, reaguje, pełni swoją misję, że to wszystko udało się zrobić. wielu artystów zmieniło plany, żeby tu dzisiaj być. Andrzej wiem, że specjalnie przebukował swój lot. Natychmiast powiedziałam "tak". Dzisiaj rano wsiadłam w pociąg, przyjechałam z Poznania , nagram to i zaraz wracam do Poznania, bo gram dzisiaj w Poznaniu koncert. Piosenka znów się stanie symbolem wspólnoty, solidarności, otuchy. że to jest takie poczucie w środku, że zobacz, ilu tu jest artystów, każdy chciał tu dzisiaj być, wspaniali ludzie zebrani i taki odruch serca pierwszy, żeby pomóc najlepiej, jak się potrafi. Szczególnie ta piosenka, która kojarzy się bezpośrednio z powodzią. I to jest tragizm tego pięknego solidarnościowego zrywu. Szkoda, że po tych ponad 20 latach, prawie 30, musimy powtarzać tę piosenkę, ale dobrze, może tym razem się nie tyle nauczymy na błędach, co może zrobimy więcej , żeby za kolejne 20-30 lat nie trzeba było śpiewać znowu tego samego. Premiera piosenki już w przyszłym tygodniu i wtedy każdy z nas będzie mógł dołożyć swoją cegiełkę dla powodzian, słuchając ulubionych artystów. Już za chwilę w TVP Info reportaż "Fala". A ja bardzo państwu dziękuje za wspólnie spędzony czas. Spokojnego wieczoru.