Pegasusem w przeciwników. Czy PiS wyłudziło zgodę sędziego na podsłuch posła Brejzy? Kłopoty NFZ. Rząd zapewnia: pacjenci bezpieczni. Dlaczego nie hamował? Prokuratura wyjaśnia przyczyny wypadku pod Gdańskiem. "19.30", Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Były szef CBA Ernest Bejda po raz kolejny nie stawił się przed sejmową komisją śledczą do spraw Pegasusa. Zeznawał natomiast europoseł Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza. Na jaw wychodzą okoliczności kontroli operacyjnej posła. Sędzia początkowo odmówił zgody na szpiegowane Brejzy, a potem zmienił decyzję. O podejrzanych działaniach służb. Krzysztof Brejza jest jedną z ofiar afery Pegasusa. Działa komisja śledcza, która ujawni pełną patologię państwa PiS, pełną skalę zamienienia CBA w organizację przestępczą. Jest bez wątpienia symbolem, symbolem walki ze stosowaniem Pegasusa bez podstaw prawnych, wykorzystywaniem go do celów politycznych. Był inwigilowany nie tylko jako poseł ówczesnej opozycji, ale też jako szef sztabu wyborczego największej partii opozycyjnej. Dziś Brejza stanął przed komisją śledczą i przez trzy godziny opowiadał o szpiegowaniu jego osoby. To był wielki akt oskarżenia wobec służb i rządów PiS. Najpoważniejszy dotyczy wyborów parlamentarnych 5 lat temu. to było przeprowadzenie tych wyborów przez służby specjalne opanowane przez ludzi PiS. Brejza opowiadał o tym, jak wpływano na jego pracę przewodniczącego sztabu, np. wysyłając 4 sfałszowane opracowania potrzebne do prowadzenia kampanii. Zawierały rzekome analizy wyborcze, wpływając na to, co robiliśmy w początkowej fazie kampanii wyborczej. Tak naprawdę Jarosław Kaczyński robił wszystko tylko po to, żeby mieć wiedzę, co robi konkurencja, i pan Krzysztof Brejza dzisiaj to potwierdza. Wybory w 2019 roku zakończyły się zwycięstwem Zjednoczonej Prawicy w Sejmie, która zdobyła prawie 44% głosów. W Senacie PiS straciło większość na rzecz ówczesnej opozycji. Służby, zwłaszcza CBA i koordynatorzy służb, chciały zwiększyć szansę na kolejną kadencję w tamtych wyborach. PiS odpiera zarzuty i atakuje Brejzę. Był szefem sztabu w tamtych wyborach i przegrał te wybory, stąd takie twierdzenia formułuje. Krzysztof Brejza - jak mówi - był osobą niewygodną dla PiS i dlatego zapadła decyzja o jego inwigilacji. Nie tylko był szefem sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej. Ale tropił afery w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Chociażby z głośną aferą nagród lewych w rządzie PiS, które doprowadziły do spadku sondażowego w ciągu miesiąca o 10-12 punktów. Jak usłyszeliśmy, wniosek o kontrolę operacyjną wobec Brejzy został oparty o pomówienia byłej działaczki PiS. Samego europosła nigdy w tej sprawie nawet nie przesłuchano. Manipulowano danymi, żeby ostatecznie sporządzić wniosek o kontrolę operacyjną, uzasadnić to, a na końcu po prostu trałować i szukać czegokolwiek. Jak podał Onet.pl, CBA mogło wyłudzić zgodę sądu na szpiegowanie, opierając się także na zmanipulowanych materiałach. A na formularzu sędziego o przedłużenie inwigilacji ręcznie miała zostać dopisana zgoda, mimo wcześniejszego odrzucenia wniosku. Co, jak mówi źródło portalu, nie było normą. Te informacje są szokujące. Na komisję ponownie nie stawił się były szef CBA Ernest Bejda, który wcześniej tłumaczył nieobecność decyzją Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Oni po prostu się boją, że zestawienie dokumentów, trudne pytania, szczegółowe pytania spowodują, że oni chlapną. Komisja złoży wniosek o ukaranie Bejdy i doprowadzenie go na posiedzenie komisji. W NFZ nie ma dziury finansowej, a pacjenci są bezpieczni, mówiła na antenie TVP INFO kierująca ministerstwem Zdrowia Izabela Leszczyna. Stwierdziła jednocześnie, że w NFZ nie ma pieniędzy na nowoczesne leki onkologiczne, neurologiczne i kardiologiczne. Na reakcję byłego premiera nie trzeba było długo czekać. Mateusz Morawiecki pisze: "Budżet NFZ świeci pustką. Dramat pacjentów i brak pieniędzy". Pacjenci w Polsce są bezpieczni, programy lekowe są płacone. Zapewniała na antenie TVP INFO ministra zdrowia. Nie oznacza to jednak, że na nic nie brakuje. O tym, że kołdra jest za krótka w służbie zdrowia, słychać coraz głośniej. Rząd PiS nie zabezpieczył ochrony systemu zdrowia na rok 2024, bo zrobił kilka bardzo złych rzeczy. Jedna z nich to decyzja podjęta w pandemii, kiedy w NFZ pojawiły się oszczędności, bo służba zdrowia koncentrowała się na leczeniu tylko jednej choroby. Ówczesne wydatki kontrolował m.in. Dariusz Joński. Niestety pandemia spowodowała, że te pieniądze po prostu wypływały, jak chciały, a można to było zainwestować. W tamtym czasie były środki, żeby ta służba zdrowia dzisiaj inaczej wyglądała. Jednak rząd PiS - jak wynika ze słów ministry zdrowia - tymi pieniędzmi postanowił zasypać dziurę w budżecie i zdecydował, że rachunki za ratownictwo medyczne, bezpłatne leki dla seniorów, leczenie nieubezpieczonych czy wysokospecjalistyczne procedury będzie płacić nie Skarb Państwa, jak było wcześniej, a właśnie NFZ. Efekt jest taki, że dziś do kasy Funduszu trzeba dołożyć 21 mld zł. To oznacza, że dodatkowych pieniędzy na skrócenie kolejek na razie nie ma. W tym roku taką mamy sytuację, bo tak PiS zaplanował pieniądze. Tyle obecny rząd. Na reakcję poprzedniego nie trzeba było długo czekać. Rząd i minister zdrowia Izabela Leszczyna nie radzą sobie z zapewnieniem pieniędzy na finansowanie ochrony zdrowia. Były wiceminister zdrowia w rządzie Mateusza Morawieckiego, który wydał 160 mln zł na zakup respiratorów u handlarza bronią, pisze dziś w mediach społecznościowych o bankructwie sytemu działającego wcześniej, jak twierdzi PiS, niemal idealnie. Płaciliśmy za wszystko i było nas wtedy na to stać! To skąd te kolejki, panie pośle? W ochronie zdrowia zawsze są potrzeby większe niż możliwości finansowania, ale nigdy nie było za rządów PiS tak, że w październiku odsyłało się ludzi na styczeń. Tu warto się zatrzymać. I skonfrontować słowa posła PiS z tym sprawozdaniem z działalności NFZ. Wynika z niego, że w ostatnim roku rządów PiS do endokrynologa trzeba było czekać pół roku, niemal tyle samo na rehabilitację, do gastroenterologa - 5 miesięcy, do kardiologa - blisko 4 miesiące. To więcej niż wspomniane przez posła PiS 3 miesiące. U Mateusza Morawieckiego była taka zasada: na slajdach i w Power Poincie wszystko się zgadzało, ale jak dochodziło do faktur, do płatności, do rachunków, to wtedy były braki. Ratunkiem w tym roku mają być pieniądze z budżetu państwa. To jednak według ekspertów tylko doraźne rozwiązanie, Samo podnoszenie wydatków na ochronę zdrowia bez mechanizmu powiązania tego pieniądza z rezultatem, jaki chcemy osiągnąć, może prowadzić donikąd. Stąd plany reformy. Ministra zdrowia zapowiada zmiany m.in. w szpitalach powiatowych. To jest 19.30. Za chwilę polska nauka na mieliźnie, a także: Dramat bezdomności. Już nie miałem gdzie mieszkać, straciłem rodzinę. To są ludzie bardzo samotni i oni nie mają innych. Listonosz jak członek rodziny. Przez 30 lat tak się zżyłem z ludźmi. Nie wyobrażamy sobie, żeby tu chodził inny listonosz. Polski statek badawczy "Oceania", jedyna taka jednostka w Polsce, bez dofinansowania. Dramatyczną informację przekazała Polska Akademia Nauk. Ministerstwo Nauki odpowiada, że środki na wsparcie "Oceanii" nie zostały obcięte przez rząd, a ministerstwo podejmie "niezbędne kroki", aby znaleźć rozwiązanie. Jakie to kroki i czy polska nauka będzie dotowana więcej niż 1 procentem PKB? "Oceania" to duma polskich naukowców. Laboratorium pod żaglami pozwala polskim naukowcom badać m.in. zmiany klimatu. To jest jedyny polski statek badawczy, który jest w stanie operować na otwartych wodach oceanicznych czy polarnych. "Oceania" operuje przede wszystkim w Arktyce europejskiej. Statek należący do Polskiej Akademii Nauk zbudowano prawie 40 lat temu. "Oceania" jest statkiem przeznaczonym do przeprowadzania badań na morzach i oceanach, czyli jest to pływające laboratorium. W sobotę pracownicy Instytutu Oceanologii poinformowali, że decyzją rządu ta historia może dobiec końca. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego miało odmówić dalszego finansowania projektu. Konieczne są okresowe remonty, przeglądy, wymagane naprawy. Zaniechanie tego oznacza po prostu likwidację jednostki i konieczność zwolnień grupowych. Dziś szef resortu Dariusz Wieczorek uspokoił, że te doniesienia to nieporozumienie. Procedura trwa, poprosiłem, żeby szybko tę procedurę zweryfikować i szybko ją zakończyć. Nie wyobrażam sobie, żeby ten statek i ten instytut nie otrzymał środków na kontynuowanie tych badań. Zamieszanie wokół "Oceanii" to tylko jeden z wielu problemów polskiej nauki, która zdaniem akademików ma fatalną kondycję finansową. Obecnie na ten cel przeznaczamy niewiele ponad 1% polskiego PKB. To o połowę mniej niż w większości krajów unijnych. Cała Polska nauka jest równoważna finansowaniu takiego uniwersytetu jak Uniwersytet Harvarda. Więc Polska Akademia Nauk jest tylko niewielką częścią. Przypomnę, że cały budżet akademii to jest 1,2 mld złotych. To dla porównania jest połowa budżetu Uniwersytetu Warszawskiego. Ten budżet mógłby być większy, ale sejmowa Komisja Edukacji i Nauki głosami posłów koalicji rządzącej odrzuciła poprawki opozycji zwiększające finansowanie m.in. Polskiej Akademii Nauk. Poprawka nie uzyskała pozytywnej opinii komisji. Według posłów PiS zwiększenie nakładów na naukę zapewnione przez obecny rząd jest niewystarczające. Wzrost wydatków o 3,2% w zestawieniu z inflacją pięcioprocentową to jest oczywiste zmniejszenie finansowania. Rządzący o obecny stan obwiniają poprzedników. Zdaniem ministra nauki problem mogłyby rozwiązać pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, których podjęcie blokowała polityka rządu Zjednoczonej Prawicy. 25 mld, które można byłoby zainwestować w polską naukę, to jest prawie następny budżet, którym dysponuje minister nauki. Tego nie zrobiono. Mniej pieniędzy na naukę to brak rozwoju, rezygnacja z wielu projektów, które pozwoliłby nam się szybciej rozwijać. Mołdawia bliżej Unii Europejskiej. Połowa obywateli tego kraju zagłosowała "tak" w niedzielnym referendum w sprawie członkostwa. Przechodząca do drugiej tury wyborów prezydenckich Maia Sandu zapowiada kontynuację prozachodniej polityki. Podobny kierunek widzą przed sobą Gruzini, którzy wyszli na ulice, aby demonstrować poparcie integracji z Zachodem. Te wybory mogłyby stać się scenariuszem politycznego thrillera. Referendum unijne w podzielonej Mołdawii o włos, czyli z przewagą 13 tysięcy głosów, wygrali zwolennicy integracji. Chcę Mołdawii w UE. Nie chcę UE. A kraj był celem ataku rosyjskich służb na niespotykaną do tej pory skalę. Grupy przestępcze, które działały wspólnie z zagranicznymi siłami wrogimi naszym interesom narodowym, zaatakowały nas przy użyciu dziesiątków milionów euro, kłamstw i propagandy. Za wszystkim miał stać współpracujący z Moskwą zbiegły oligarcha Ilan Sora, skazany zaocznie na 15 lat więzienia za korupcję. Mamy dowody, że celem było kupienie 300 tysięcy głosów. Razem z unijnym referendum mieszkańcy Mołdawii głosowali w wyborach prezydenckich. Tu wciąż rozstrzygnięcia nie ma. Potrzebna jest druga tura. Przeszli do niej: proeuropejska urzędująca prezydentka Maia Sandu i były prokurator generalny popierany przez prorosyjskich socjalistów Alexandr Stoianoglo. Sandu była jedyną kandydatką w stawce otwarcie popierającą wejście Mołdawii do UE, a przy tak podzielonym kraju znów może zadecydować, jak w referendum, zaledwie kilkanaście tysięcy głosów. Ten wynik jest na granicy, ale nadal jest pozytywny. Jest szansa, że nasze społeczeństwo nie da się zawrócić z europejskiej ścieżki. A Europa trzyma kciuki za Sandu. Gratulacje przesłał premier Donald Tusk. Kolejny kluczowe wybory za tydzień w Gruzji. Choć większość mieszkańców popiera proeuropejski kurs, to rządząca partia zerka przychylnie na Moskwę i opozycja obawia się zmanipulowania wyborów. Zostały zaledwie dwa tygodnie, a w sondażach kandydaci w amerykańskich wyborach prezydenckich idą równo. Oto najnowszy z nich, uśredniony, z całych Stanów Zjednoczonych. Publikuje go "New York Times". Minimalnie, o 1%, Kamala Harris wyprzedza Donalda Trumpa. To niezdecydowani są języczkiem u wagi. Końcówkę kampanii w wahających się stanach śledzą nasi reporterzy Marcin Antosiewicz i Witold Tabaka. Trump robi co może, żeby zmienić swój wizerunek na rzecz człowieka z ludu. Zatrzymał się w jednej z restauracji fast food i wydawał jedzenie klientom. Mógłbym to robić cały dzień. Trump wykorzystał okazję, żeby wspomnieć, że Kamala Harris w swoim życiorysie ma napisane, że kiedyś pracowała w jednej z takich restauracji jako młoda dziewczyna. Donald Trump twierdzi, że to nieprawda. Teraz skupia się na zdobywaniu nowych wyborców. Pomaga mu Elon Musk, który zorganizował loterię, w której codziennie jest do wygrania milion dolarów.. Prawnicy mają wątpliwości, czy to legalne, ale rozstrzygnięć na razie nie ma. Do tej pory 2 osoby wygrały już czeki na milion dolarów. Tak będzie codziennie aż do wyborów. Elon Musk prowadzi wiece, na których przekonuje do Donalda Trumpa. Jednak nie Donald Trump jest liderem, jeśli chodzi o środki zebrane na kampanię. Liderką jest Kamala Harris. Kamala Harris zebrała ponad miliard dolarów na swoją kampanię wyborczą. To jest prawie 3 razy więcej od Trumpa. Pieniądze przeznacza głównie na spoty wyborcze skierowane do bardzo konkretnych grup wyborców. Sondaże pokazują, że popiera ją znacznie mniej Afroamerykanów niż zazwyczaj kandydata Partii Demokratycznej. Gdy Joe Biden zrezygnował z reelekcji, przekazał jej swoje poparcie, to jedną z pierwszych osób, do których zadzwoniła, był jej pastor. W Georgii dołączył do niej Stevie Wonder, żeby zaśpiewać jej Sto lat. Aktywnie włączył się w kampanię. Harris walczy też o głosy Latynosów. Ponad 50% mężczyzn z tej grupy chce głosować na Trumpa, mimo że używa on haseł antyimigranckich. W Arizonie i ponad 20 innych stanach głosowanie korespondencyjne już się rozpoczęło. Trudno powiedzieć, dla kogo to jest lepszy obraz. Zazwyczaj we wczesnym głosowaniu brało udział więcej demokratów, ale w tym roku po raz pierwszy Trump wezwał swoich zwolenników do udziału w tym wczesnym głosowaniu. W Stanach Zjednoczonych w dzień wyboru to jest 5 listopada. Po tragicznym karambolu pod Gdańskiem już wiadomo, że kierowca był trzeźwy, a w jego krwi nie było substancji psychoaktywnych. "Zagapiłem się", miał tłumaczyć policjantom. Najpoważniejsza od lat katastrofa drogowa nasuwa pytania o zagrożenia ze strony gigantów na kołach oraz o to, z czym kierowcy ciężarówek muszą liczyć się, prowadząc pojazdy o ogromnej masie. Trasa S7 koło Gdańska, miejsce wypadku, w którym zginęły cztery osoby, w tym dwoje dzieci. 15 osób wciąż przebywa w szpitalach. Mateusz M., kierowca ciężarówki, która staranowała samochody, usłyszał zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Do aresztu jednak nie trafił. Sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji, stawianie się 7 razy w tygodniu w jednostce policji. 37-latek nie był pod wpływem ani alkoholu, ani narkotyków. Nie korzystał również z telefonu. Feralnego dnia zastępował swojego kolegę, który nie mógł wykonać tego kursu. Na pytania śledczych o to, co zawiodło, nie potrafił odpowiedzieć. Jest absolutnie w szoku, nie może uwierzyć w to, co się stało i powtarza, że to sen, że on nie wierzy, że to taki potworny wypadek. Kierowca to zawód wysokiego ryzyka i wysokiej odpowiedzialności. Część ludzi nie zdaje sobie sprawy, że jak mamy duży samochód, to tak jakby mamy do czynienia z bronią, narzędziem do zabijania, zgodnie z tym należy postępować z pojazdem jak z bronią, która źle obsługiwana może poczynić wiele szkód. Stąd w każdym tirze takie urządzenie. Tachograf, który dokładnie rejestruje godziny jazdy i przerw. Zarówno właściciel firmy, jak i służby mogą w czasie rzeczywistym, bez zatrzymywania auta sprawdzić czas pracy danego auta i kierowcy. Wytyczne są jasne. Kierowca za kółkiem może spędzić nie więcej niż 9 godzin. Po przejechaniu 4,5 godziny musi odbyć 45-minutową przerwę na kawę i herbatę i potem kolejne 4,5 godziny jazdy. Od początku roku Inspekcja Transportu Drogowego przeprowadziła blisko 170 tys. kontroli drogowych. W ponad 22 tys. przypadków stwierdzono naruszenia. Świadomie wyłączają tachograf, wkładają kartę innego kierowcy, przyczepiają magnes, nie stosują wymaganych przerw w jeździe. A kierowca zmęczony i przepracowany jest na drodze tak samo niebezpieczny jak ten pijany. Do tego dochodzi często rutyna. Myślenie w ten sposób, że jadąc autostradą czy drogą ekspresową czuję się bezpieczniej - a właśnie nie, właśnie wtedy trzeba pamiętać, że ryzyka są większe, że prędkości są większe i powinniśmy wziąć to pod uwagę i nie czuć się królem szosy. Okoliczności tragicznego karambolu pod Gdańskiem zbadają teraz biegli. Oskarżonemu Mateuszowi M. grozi do 15 lat więzienia. Nie żyje Janusz Olejniczak, wybitny polski pianista, wielokrotnie nagradzany za swoją twórczość. Jego talent i technika były doceniane na całym świecie. Janusz Olejniczak nagrał większość partii fortepianowych do filmów: "Chopin. Pragnienie miłości" oraz "Pianista". W 1970 roku został najmłodszym laureatem 8. Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Później był także jurorem tego konkursu. Skończył 72 lata. Osoby bezdomne, społecznie wykluczone, spotykamy ich w przestrzeni publicznej i reagujemy... różnie. Na szczęście oprócz osób reagujących niechęcią albo agresją są też tacy, którzy dostrzegają człowieka i problem, z którym się zmaga. Bo bezdomność można pokonać, a o tym, że jest to możliwe - Maria Guzek. Taka kolejka potrzebujących ustawia się co dzień w Warszawie. Od wolontariuszy dostają ciepły posiłek. To jest bardzo ważne. Można coś ciepłego zjeść, z ludźmi się tutaj skontaktować. Ci, którzy pomagają osobom w kryzysie bezdomności, często zastępują im rodzinę. Dziękuję, idź na zupkę. Pan Andrzej w schronisku Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej od kilku miesięcy nie tylko mieszka, ma też dyżury w kuchni. Zaczyna na nowo. Tak się zdarzyło w moim życiu, że już nie miałem gdzie mieszkać, straciłem rodzinę dzięki własnym zawirowaniom, które sobie sam stworzyłem. Takich historii w Polsce jest co najmniej 31 tysięcy. O tylu osobach mówią oficjalne dane. Jednak skala może być o wiele większa, bo nie do wszystkich osób udaje się dotrzeć. W Lublinie Straż Miejska regularnie odwiedza miejsca, w których koczują ludzie. To są bardzo trudne interwencje, bo jak przyjedziemy na taką interwencję dotyczącą osoby bezdomnej, to te warunki mieszkalne, o ile można je nazwać mieszkalnymi, są bardzo trudne. Organizacje zajmujące się osobami w kryzysie bezdomności będą mogły liczyć od przyszłego roku na zastrzyk gotówki. Rząd zwiększy budżet z 5,5 do 10 mln złotych dla gmin. Każda gmina prowadzi właściwie trzy rodzaje wsparcia. Pomoc niskoprogową - to są łaźnie, noclegownie, jadłodajnie. Drugi stopień to są te wszystkie miejsca schroniskowe. Kolejny stopień to jest wsparcie mieszkaniowe. Zbliżająca się zima to najtrudniejszy czas. Dlatego jeśli widzimy kogoś na mrozie - reagujmy, dzwońmy pod numer alarmowy 112. W tym specjalnym autobusie mobilnego punktu poradnictwa w Warszawie potrzebujący mogą ogrzać się, przespać i dostać pomoc. Zarówno w charakterze informacyjnym, W Chorzowie, w pierwszym takim ośrodku na Śląsku, oferowana jest bezpłatna pomoc internisty, chirurga czy stomatologa. To są osoby wykluczone, nieubezpieczone, a lekarze i wolontariusze chcą pomagać bezinteresownie. Często mylnie myślimy, że bezdomność to wybór. Nie spotkałem ani jednej osoby, która by powiedziała, że tak sobie zaplanowała życie, wybrała sobie bezdomność, wybrała sobie życie na ulicy. Dla osób w kryzysie najtrudniejsze często jest przyznanie się do błędu i poproszenie o pomoc. Wstyd, niepewność, lęk przed nowym, nieznanym, i ta świadomość, że już się nie ma własnego domu, trzeba zamieszkać z kimś, trzeba stosować się do zasad, które tutaj są. No i zmienić swoje życie. Ludzie listy piszą - w obronie listonosza. Swojego. Mówię o panu Andrzeju z Gdańska. Na osiedlu Brzeźno znają go wszyscy. No bo jak go nie znać, jeśli to on od 30 lat roznosi listy, przynosi do domu renty i emerytury, a na pytanie "czy jest coś do mnie?" zawsze ma gotową odpowiedź. Dlatego wiadomość, że ich ukochany listonosz ma odejść, rozzłościła mieszkańców. Takiego odruchu serca się nie spodziewał. Andrzej Krym swojej pracy i jednocześnie pasji oddał 3 dekady życia. W gdańskim Brzeźnie znają go wszyscy. Zawsze punktualny, z sercem na dłoni. Przez 30 lat tak się zżyłem z ludźmi. Stoją tutaj w mojej sprawie, żeby mi pomóc, żebym wrócił tutaj z powrotem. To więcej niż praca. To współżycie. Doręczać listy to nie wszystko jest. Informację o przeniesieniu do innej dzielnicy otrzymał z dnia na dzień. W oczach stanęły łzy. Schudł kilka kilogramów. Jak sam przyznaje, nie wyobraża sobie pracy w innym miejscu. Tu są jego przyjaciele. W pierwszej chwili chciał nawet zrezygnować z pracy, którą kocha. No straszne te emocje. Pani naczelnik, jak mi tę kartkę kładła, powiedziała, że złą zapałkę wybrałem. Dla mnie to poniżej pasa. Mieszkańcy Brzezna stanęli murem za panem Andrzejem. To on przynosił pieniądze seniorom, którzy mają do niego pełne zaufanie. Jak tłumaczą, nie da się go zbudować z dnia na dzień. Bardzo tęsknią. Pamiętam, jak mój mąż jeszcze żył, nie bałam się zostawiać męża samego, mimo że był ciężko chory. Przyjaciel to mało powiedziane. Rodzina i tyle. Pamiętam, jak mój mąż jeszcze żył, nie bałam się zostawiać męża samego, mimo że był ciężko chory. Bez niego to nie wyobrażamy sobie dalej korespondencji otrzymywać. Tak się zmieniło, że od kiedy pan Andrzej odszedł, tutaj wszyscy też narzekają, że awizo do skrzynki. A jak pan Andrzej był, zawsze pukał, zawsze czekał. Tu są podpisy, które złożyłam. Bardzo dużo podpisów. W ramach protestu zaczęli zbierać podpisy w obronie listonosza. Opublikowali nawet apel w mediach społecznościowych. Chcą, żeby wrócił. Nie wyobrażamy sobie, żeby tu chodził inny listonosz. Będziemy walczyć do skutku. Niewykluczone, że pan Andrzej wróci. Poczta Polska mówi, że jest otwarta. Jak przyznaje rzeczniczka, to ludzie są najważniejsi. Oczywiście to ludzie są największym kapitałem Poczty Polskiej. Oczywiście tak szybko, jak tylko będzie to możliwe, zostanie zorganizowanej spotkanie wszystkich stron zaangażowanych w tę sprawę. Niektórych znam od dziecka. Niektórych znam aż do śmierci, można powiedzieć. Ludzi, których pamiętam. Mieszkańcy wierzą, że się uda. Mówią, że pan Andrzej jest dla nich bardzo ważny i to krzywda nie tylko dla niego, ale również dla nich. Dla wielu był jedyną osobą, z którą mogli porozmawiać. W TVP Info o 20.18 "Bez retuszu". O tym, co dziś, najlepiej opowie jego gospodarz Marek Czyż. Po co liberał sięga po język konserwatywnej prawicy? Chcemy zapytać, czy polska strategia migracyjna to jest numer na polski polityczny rynek czy początek zmian w całej UE. A za chwilę w Pytaniu Dnia Dorota Wysocka-Schnepf i jej gość, profesor prawa i politolog Wojciech Sadurski. W "19.30" to wszystko, zapraszam jutro. Do zobaczenia.