Węgierska przyjaźń. Karol Nawrocki spotyka się z Viktorem Orbanem tuż przed wyborami. 48 godzin - ultimatum Donalda Trumpa dla Iranu. Boom na bon. Podlaski Bon Turystyczny wykupiony w zaledwie dwie minuty. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Na początek spotkanie polskiego prezydenta z węgierskim premierem. Jutro Karol Nawrocki poleci z wizytą do Budapesztu. To z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, na trzy tygodnie przed tamtejszymi wyborami i dokładnie w czasie wielkiego zgromadzenia skrajnie prawicowej koalicji Patrioci dla Europy w Budapeszcie. Jest też ważne pytanie o to, czy szef węgierskiego MSZ faktycznie przekazywał Moskwie informacje z wnętrza UE. Budapeszt - najbliższy cel zagranicznej podroży prezydenta. Jest święto polsko-węgierskie, które od kilkunastu lat jest czczone. W planie spotkania z węgierskim prezydentem, ale nie tylko. Karol Nawrocki spotka się też z premierem Viktorem Orbanem. Wszystko na trzy tygodnie przed wyborami na Węgrzech. On angażuje się, spotyka się z Orbanem i przyjeżdża specjalnie na Węgry, żeby poprzeć go w tych wyborach. Bo w walkę o wygraną Orbana włącza się cała europejska prawica. W poniedziałek w Budapeszcie duża prawicowa konwencja. Orban będzie gościł Marine Le Pen czy wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, polityków uważanych za jawnie proputinowskich. W tle poważne oskarżenia wobec władz w Budapeszcie. Washington Post twierdzi, że Rosja zaproponowała Węgrom sfingowany zamach na premiera Viktora Orbana, by przed wyborami podbić sondażowe słupki. Budapeszt doniesienia nazywa absurdalnymi. Amerykański dziennik pisze też o węgierskim ministrze spraw zagranicznych. Polityk miał informować Siergieja Ławrowa o szczegółach unijnych rozmów. Te doniesienia nie powinny nikogo dziwić - pisze polski premier. Cały rząd Orbana jest w kieszeni Putina. Wszystko, co się dzisiaj na Węgrzech, to jest dokładnie według scenariusza pisanego na Kremlu. I dlatego Rosji tak bardzo zależy na tym, by utrzymać tę władzę. Czy w takich okolicznościach, prezydent Polski powinien spotykać się z Viktorem Orbanem? To akt zdrady narodowej, ponieważ Orban reprezentuje rosyjskie interesy w Europie. Blokuje SAFE, pieniądze na naszą obronność, a teraz będzie ściskał się z facetem, który blokuje pieniądze dla Ukrainy. To się wszystko składa w jedną orkiestrę zbrodniarza Putina. Gdy w listopadzie Orban spotkał się z Putinem, Karol Nawrocki spotkanie z węgierskim premierem odwołał. Takie spotkanie w przeciągu kilku dni w języku dyplomacji mogłoby oznaczać jakąś formę aprobaty dla tego kierunku polityki. Natomiast czas minął, nie ma tej koincydencji. To mogłoby tłumaczyć udział Mateusza Morawieckiego w zorganizowanej przez Orbana konferencji prawicowych partii CPAC, gdyby nie trwająca wojna w Ukrainie. Główny temat spotkania - krytyka Unii Europejskiej. Europa jest dzisiaj papierowym tygrysem. Ten polityk PiS-u nie kryje, po co przyjechał do Budapesztu. Wspieracie Viktora Orbana w tej kwietniowej walce? Oczywiście, dlatego że Orban, patrząc z perspektywy polskiej, jest naszym przyjacielem. Viktor Orban to przyjaciel PiS-u przede wszystkim. Odpowiadają politycy koalicji rządzącej. I przypominają, że Orban dał azyl Zbigniewowi Ziobrze i Marcinowi Romanowskiemu. Węgierski premier nie tylko namawia do powrotu do rosyjskich paliw. Blokuje też pieniądze dla Polski - rekompensatę za pomoc walczącej Ukrainie. To są miliardy, dwa miliardy. I tych pieniędzy po prostu nie ma. To PiS-u nie przekonuje. Został ciężko doświadczony przez Ukrainę, zwłaszcza jego obywatele. Ma prawo się gniewać w imieniu obywateli. Dlaczego za konflikt o paliwa na linii Ukraina - Węgry ma płacić Polska, tego posłanka nie wyjaśnia. Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej prezydent zainauguruje rano w Przemyślu. Później poleci do Budapesztu. Za naszą południową granicą protesty największe od lat. Ćwierć miliona Czechów wyszło na ulice Pragi pod hasłem "Nie pozwolimy, by skradziono nam przyszłość". To sprzeciw wobec rządu premiera Andrieja Babisa, prorosyjskiej polityki i za zbliżeniem z Unią Europejską. Jak podkreślali, nie chcą być Węgrami, nie podoba im się słowacka droga, wybierają Europę. Ćwierć miliona ludzi na ulicach Pragi w obronie demokracji. W tle legenda - gdy Czechy znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, z góry Blanik wyruszy armia śpiących rycerzy, by ocalić ojczyznę. Czeska demokracja właśnie w tym momencie się znajduje. Nie chcemy być Węgrami. Nie chcemy podążać śladami Słowacji. Czas się obudzić. Z Pragi idzie sygnał dla świata. Stąd parafraza słynnego pocałunku Honeckera z Breżniewem - na czeskich plakatach Trump z Putinem. I Putin z plakatów do czeskiego rządu: "Jesteście lepsi, niż oczekiwałem". Czesi krytykują zbliżenie premiera Babisa z Rosją. To droga do piekła. Rząd robi wszystko, by nas zbliżyć do Rosji wraz z Węgrami i Słowacją, osłabić UE. To ich kluczowa misja. Do tego dochodzą cięcia wydatków na obronę i media publiczne. Niechęć do rządzących jest coraz silniejsza. Planują bardzo radykalne zmiany polityczne, które idą w kierunku bardziej państwa autorytarnego. Ta wizja przeraża dużą część czeskiego społeczeństwa. Woli dmuchać na zimne. Jakub Mendek, twórca portalu Czechostacja, zwraca uwagę, że Czesi patrzą z niepokojem na Węgry i Słowację i pamiętają, co działo się w Polsce za poprzednich rządów. Erozja pewnych podstawowych norm i instytucji związanych z państwem prawa, społeczeństwa obywatelskiego, mediów publicznych to są rzeczy, które są realnie zagrożone, które de facto już, mimo że rząd Babisa rządzi dopiero od 100 dni, są przez ten rząd demontowane. W sąsiednich Niemczech w Nadrenii Palatynacie dziś wybory lokalne. Tu na AfD chce głosować co piąty obywatel. Powrót do skrajnej prawicy w kraju odpowiedzialnym za II wojnę światową najtrudniej zrozumieć. Mur, który zbudowały tradycyjne partie przeciwko AfD, zaczyna pękać. Nieraz już posłowie demokratycznych partii głosują razem z AfD i nie jest to takie jasne, jak było 2-3 lata temu. Wiele osób się obawia, że ten mur jednego dnia mógłby runąć. Łukasz Tomaszewski miał siedem lat, gdy z rodzicami wyjechał do Niemiec. Cieszy się, że nigdy nie zrzekł się polskiego obywatelstwa. Tak, ja się boję AfD. Ludzie tacy jak ja już się starają, by odzyskać stare paszporty. Partie skrajnie prawicowe notują coraz lepsze wyniki też we Francji, gdzie trwa druga tura wyborów samorządowych. Francuzi wybierają dziś merów blisko 40 tysięcy miast i wsi. Te wybory to ostatni sprawdzian przed wyborami prezydenckimi za rok. I już pierwsza tura pokazała, że partie głównego nurtu idą we Francji do lamusa na rzecz skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Partia Marine Le Pen wygrała już w 24 miastach, dziś radykałowie pewnie zgarną ich więcej, w tym Niceę. Nawet w bastionie lewicy Paryżu po raz pierwszy w historii trafili do drugiej tury. Oglądają państwo 19.30 w niedzielę. Dzień przynosi jeszcze m.in. takie wiadomości: Bon jak świeże bułeczki. Ci wszyscy, którzy chcieli, błyskawicznie weszli na stronę Podlaski Bon Turystyczny i pobrali. Ten rok będzie należał do województwa podlaskiego, bo Podlasie ma to coś. Ten spokój, ten nasz podlaski slow life - po to przyjeżdżają turyści. Tutaj naprawdę można się wyciszyć. 48 godzin na odblokowanie cieśniny Ormuz - to ultimatum amerykańskiego prezydenta dla Iranu. Zegar tyka, ale Teheran nie składa broni. Przeciwnie, zapowiada natychmiastowe ataki m.in. na krytyczną infrastrukturę energetyczną w krajach z amerykańskimi bazami. Jerozolimę obudziło wycie syren. To ostrzeżenie: Iran wystrzelił pociski w stronę Izraela. Pociski, których według Donalda Trumpa Iran już nie posiada. Oni nie mają marynarki wojennej. Nie mają sił powietrznych. Nie mają żadnego sprzętu, obrony przeciwlotniczej ani radaru. Ale wciąż mają zdolność blokowania cieśniny Ormuz, wąskiego pasa wody, przez który przebiega jeden z najważniejszych globalnych szlaków handlowych. Finansowe konsekwencje odczuwają ludzie od Sri Lanki... Bardzo trudno jest teraz zarobić na życie. ...po Niemcy. Te ceny z pewnością dają się we znaki. Dlatego Donald Trump stawia ultimatum. To kolejna zmiana narracji. Kilkanaście godzin wcześniej zapewniał, że Waszyngton jest bardzo bliski osiągnięcia wszystkich swoich celów w Iranie. Odpowiedzialnością za odblokowanie cieśniny Ormuz obciążał państwa, które korzystają z ropy naftowej eksportowanej tą drogą. Nie korzystamy z cieśniny. USA jej nie potrzebują. Europa jej potrzebuje. Korea. Japonia. Chiny. A szef Centralnego Dowództwa USA, admirał Brad Cooper zapewniał: Możliwości Iranu w zakresie zagrażania wolności żeglugi w cieśninie Ormuz i wokół niej uległy osłabieniu. Zmianę strategii skrytykowali nie tylko polityczni oponenci Trumpa. Głosy krytyki pojawiły się także w obozie Republikanów. Iran na ultimatum odpowiedział: I podtrzymał swoje stanowisko: cieśnina Ormuz jest otwarta. Nie przepłyną przez nią tylko statki USA i ich sojuszników. Do tej pory bezpiecznie pokonywały ją jednostki powiązane z Chinami i Indiami. W Brukseli uczczono 10. rocznicę najkrwawszych zamachów w historii Belgii. W atakach na lotnisku i w metrze 22 marca 2016 zginęły 32 osoby i trzech terrorystów samobójców. Z tymi, którzy ocaleli, rozmawiała nasza korespondentka Dorota Bawołek. 10 lat później bliscy ofiar i ci, którzy ocaleli z zamachów, mówią, że ich życie przypomina raczej "karę dożywocia" ze względu na fizyczne i psychiczne cierpienie, którego doświadczają. Beatrice w zamachu na lotnisku w Brukseli straciła obie nogi. Dosłownie pamiętam, jak leżałem na podłodze, krwawiąc, i powtarzałem sobie: "Nie umrę tutaj". Przez 79 dni leżałam na oddziale intensywnej terapii. Trzy i pół roku mojego życia spędziłam w szpitalu, przeszłam 65 operacji. Według lekarzy nie miałam szans na przeżycie, więc fakt, że tu jestem, to cud. Do zamachów w Belgii 10 lat temu doszło po tym, gdy kraj zaangażował się w walkę z Państwem Islamskim w Iraku. Najpierw zaatakowano muzeum żydowskie. By zapobiec powtórce tych wydarzeń w czasie, gdy trwa nowy konflikt na Bliskim Wschodzie, przed jedną ze świątyń już kilka dni temu doszło do wybuchu - od jutra synagog i innych ośrodków żydowskich w Belgii mają strzec żołnierze. W Belgii obowiązuje 3. poziom zagrożenia atakami terrorystycznym w 4-stopniowej skali, co oznacza, że zamachy są prawdopodobne. Belgijskie władze ostrzegają, że w związku z wojną w Iranie ryzyko ataków terrorystycznych może się w każdej chwili zwiększyć. Po pożarze strzelnicy na Ursynowie śledczy ustalają, co dokładnie spowodowało tragedię, w której zginęły cztery osoby. Wiadomo, że to obywatele Polski i Ukrainy, którzy pracowali w firmie remontowej. Ogień miał pojawić się na parterze strzelnicy, a otwarcie drzwi przez jednego z mężczyzn spowodowało wydostanie się pożaru na zewnątrz. Co udało się ustalić? Błąd człowieka czy przypadkowe zaprószenie ognia? Czy można było zapobiec tragedii? Trwa ustalanie okoliczności tragicznego pożaru na warszawskim Ursynowie. Kluczowe będą oględziny budynku i zabezpieczenie śladów oraz opinia biegłego z zakresu pożarnictwa. Wiadomo, że pożar miał ogromną skalę. Doszło tam do rozgorzenia. Świadczy o tym wypalenie pomieszczenia z materiałów, które się tam znajdowały. Funkcjonariusze nie natknęli się na żadną broń, żadne materiały. Eksperci muszą też odpowiedzieć na pytanie, czy w pomieszczeniach były czujniki dymu, a jeśli tak, to czemu nie zadziałały. W tej chwili trudno ocenić, czy jakiekolwiek systemy były, czy nie były. To będzie podlegało ustaleniu biegłych. Już teraz pojawiają się hipotezy dotyczące przyczyn tragedii. Były prowadzone prace spawalnicze, bo na miejscu znaleziono butle z argonem. Jeśli gasili w zamkniętym pomieszczeniu, co prawda o powierzchni 200 metrów, to można podejrzewać, że się podtruli. Ogień pojawił się w remontowanej strzelnicy na parterze kompleksu usługowego przy ulicy Migdałowej. Strzelnica nie była użytkowana. Pomieszczenie, w którym wybuchł pożar, ma powierzchnię około 300 metrów kwadratowych. Spłonął też bus, który stał zaparkowany obok. Poprzez otwarcie drzwi prawdopodobnie przez jednego z poszkodowanych wydostał się na zewnątrz i zapalił tego busa. Gęste kłęby dymu zobaczyli wczesnym popołudniem w sobotę mieszkańcy warszawskiego Ursynowa. Dym był dość straszny, było dość ciemno, dym był bardzo gęsty. Z pożarem walczyło pięć zastępów straży pożarnej. Lądował też śmigłowiec pogotowia. Bilans pożaru jest jednak tragiczny. Sześć osób poszkodowanych, w tym cztery ofiary śmiertelne, zostały przetransportowane do szpitala jedną karetką pogotowia drogą naziemną, druga - śmigłowcem pogotowia ratunkowego. Ofiary to mężczyźni, obywatele Polski i Ukrainy, pracownicy ekipy remontowej. W jakim stanie jest polska obrona cywilna i jaki jest plan na czarne scenariusze? Dziennikarze "Raportu specjalnego" przyjrzeli się naszemu przygotowaniu na sytuacje kryzysowe i ewentualny konflikt zbrojny. Gdyby się rozpoczął, schrony i miejsca ukrycia mogłyby pomieścić zaledwie kilka procent obywateli. A to dopiero początek problemów. W razie wojny takie miejsca mają zapewnić bezpieczeństwo Polakom. Schrony odporne na bombardowania, ataki biologiczne i chemiczne często jednak wymagają remontu. Tak jak ten w Chełmie na Lubelszczyźnie - teraz to głównie ciekawostka historyczna. Wymienić uszczelki na nowe, wymienić filtropochłaniacze, bo to jest podstawa, żebyśmy nie zamknęli się jak konserwy. W Polsce jest około dwóch tysięcy schronów, najczęściej pod budynkami administracji publicznej w dużych miastach, przyznaje autorka reportażu, dziennikarka magazynu "Raport specjalny". To jest niestety 1% populacji, który się tam skryje. Najprawdopodobniej będą to dowodzący, takie osoby, które będą decydowały o sytuacji w kraju i które będą musiały zająć się ewakuacją i ostrzeganiem innych ludzi. Schrony są dla nielicznych, więcej jest tzw. miejsc ukrycia. Najwięcej - miejsc doraźnego schronienia. To tunele, piwnice i garaże. Taki podział wprowadziła obowiązująca od stycznia zeszłego roku nowa ustawa o ludności i obronie cywilnej. Poprzednie przepisy to relikt z lat 60. To jest prawdziwa rewolucja w tym obszarze. Mieliśmy do czynienia z pustynią. To są zapisy, ale tego nie ma w realiach. Z przykrością muszę stwierdzić, że obywatele będą musieli liczyć na siebie, czyli pozostać w domu, zejść do piwnic. W powiecie bialskim w Terespolu tuż przy granicy z Białorusią nie ma ani jednego schronu. Zdaniem lokalnych władz to niejedyny problem z obroną cywilną. Jeżeli ja sobie wyobrażam wojnę, to w naszym przypadku pierwsza zniknie energia elektryczna. Jeżeli nie ma prądu, wtedy się wszystko zaczyna po kolei dziać. Nie mamy łączności, nie mamy wody. Zgodnie z nową ustawą trzonem obrony cywilnej staje się straż pożarna. Ma zarządzać infrastrukturą, ewakuować mieszkańców i pomagać im, gdy będą już w ukryciu. Brakuje jednak przepisów, które ułatwią selekcję strażaków. W razie wojny wielu może trafić do wojska. Przyznam się, że to jest ostatnie rozporządzenie, którego jeszcze nie wydaliśmy, które jest na ostatnim etapie procedowania. To jest właśnie rozporządzenie dotyczące korpusu obrony cywilnej i ewidencji obrony cywilnej. Wzorem do naśladowania jest Finlandia, kraj graniczący z Rosją. Z tego powodu obrona cywilna tam to priorytet. W Finlandii działa 25 razy więcej schronów niż w Polsce, w której jest ponad sześć razy więcej mieszkańców. Ludzie są najważniejszą sprawą Finlandii, więc musimy ochronić nie tylko elity, nie tylko ważnych ludzi, ale wszystkich. Oni to budowali przez lat 80, nam to tyle nie zajmie. Myślę, że jak za 18 lat wrócimy do tej rozmowy, będziemy mogli odtrąbić sukces. Pytanie, czy mamy aż tyle czasu. Więcej w "Raporcie specjalnym" o 20.15 w TVP Info. Mieści się w niewielkiej torbie i dla osób, które mają niewydolne serce, to urządzenie jest na wagę życia. W Narodowym Instytucie Kardiologii właśnie powstaje wiodące w Europie Centrum Mechanicznego Wspomagania Serca, które dla pacjentów oznacza nadzieję na powrót do aktywnego życia poza szpitalem. Filip Krzeszowski, do niedawna piłkarz i zawodnik sztuk walki. Uprawiał sport, nie wiedząc, że ma wrodzoną wadę serca. Stracił przytomność w czasie treningu. Zaczęło mi się robić słabo, bóle w klatce piersiowej. Przeszedł udar, operację serca, dwa miesiące był w śpiączce. W Instytucie Kardiologii ratunkowo wszczepiono mu pompę wspomagającą krążenie. Na tamtym świecie już byłem, ale udało się przeżyć, udało się mnie uratować, i mogę dalej realizować swoje marzenia i pasje. Łukasz Domalewski, kompozytor i wokalista, też żyje z pompą. Dwa lata temu nie był w stanie się ruszać. Zero siły, powietrza. Ja siedziałem i się męczyłem. Z niewydolnością serca zmaga się prawie półtora miliona osób. Co roku na przeszczep serca czeka 400 osób. Tylko część z nich ma szansę na narząd. Mechaniczne wspomaganie krążenia to dla nich jedyny ratunek. To są pacjenci, którzy korzystają z życia, pracują, zakładają rodziny, wyjeżdżają na wakacje, latają samolotami. Czują się na tyle dobrze, że nie myślą o transplantacji serca. Taką różnicę po wszczepieniu pompy poczuł Roman Rutyna. Niewydolność serca powodowała, że męczyłem się szybciej. Teraz idę i nie ma problemu z krokami, ze spacerem, z wchodzeniem po schodach. Narodowy Instytut Kardiologii od dziesięciu lat prowadzi program mechanicznego wspomagania krążenia. Jesteśmy ośrodkiem, w którym najwięcej tych urządzeń było wszczepionych. Cieszymy się ogromnie, bo tutaj powstaje ośrodek referencyjny, otrzymaliśmy grant edukacyjny. Łukasz wrócił do śpiewania, dba o serce i po dwóch latach z pompą jego wydolność wzrosła z 8 do ponad 40%. Śpiewam i się nie męczę, uprawiam sporty, siłownia, gram na akordeonie. Być może będzie jednym z tych pacjentów, u których serce się zregeneruje i uda się wyszczepić pompę. Z początkiem wiosny coraz chętniej i coraz częściej ruszamy w Polskę. Nie tylko autem, ale także motocyklem, rowerem czy hulajnogą. Zimowi kierowcy do jednośladów na drogach muszą się na nowo przyzwyczaić - mniejsza prędkość i większa czujność na pewno to ułatwi. Pierwszy wiosenny weekend zachęcił do aktywności tysiące miłośników jednośladów w całej Polsce. Tak było na nadmorskiej ścieżce rowerowej w Gdańsku Brzeźnie. My postanowiliśmy, że pojedziemy na przedstawienie "Czerwonego Kapturka". Jest fajny przewiew, jak jest gorąco. Ja bardzo lubię. Jednoślady w zatłoczonych miastach to nie tylko przyjemna rozrywka, ale często sposób na pokonanie korków. Jest ekologiczny, tani i poprawia naszą kondycję. Dlatego tysiące Polaków na wiosnę wybierają ten środek transportu. Jednak wraz ze wzrostem liczby rowerzystów rośnie też liczba wypadków z ich udziałem. Niemal dziewięć na dziesięć wypadków ma miejsce w obszarze zabudowanym. Chciałabym, by wszyscy myśleli o bezpieczeństwie, zwłaszcza jadąc z dzieckiem, jest to dla mnie bardzo ważne. Nieustąpienie pierwszeństwa, kierowanie pod wpływem alkoholu, niekorzystanie z elementów odblaskowych, właściwego oświetlenia roweru. To lista grzechów głównych kierujących jednośladami i samochodami. Kierowcy podkreślają, że rowerzystę trudniej zauważyć niż pieszego. Rowerzysta, który jedzie z dużą prędkością, może wtargnąć tam z dużym zaskoczeniem. Dobrze pokazują to te ćwiczenie symulacyjne z Olsztyna. Wjechałem na przejście dla pieszych, gdzie nie powinienem wjeżdżać. Sprawny rower, dobre hamulce, przednia i tylna lampka oraz odblaski - o tym muszą pamiętać rowerzyści. Ale najważniejsza jest głowa. "Kask nie boli" to kampania społeczna, którą prowadzi Fundacja TVP. Chce przekonać wszystkich, że kask może uratować życie. Dzięki niej udało się zmienić prawo. Sejm podjął decyzje o obowiązku kasku dla dzieci poniżej 16 lat. Przepisy wchodzą w tym roku w życie. Od czerwca za jazdę dzieci bez kasków rodzice zapłacą 500 zł mandatu. Jednak sami też powinni dać przykład bezpiecznej jazdy. Wystarczyły dwie minuty, by Podlaski Bon Turystyczny rozszedł się dosłownie na pniu. To rozwiązanie, które ma wspierać turystykę w regionie, który, jak przekonują lokalni przedsiębiorcy, jest nie tylko piękny, ale przede wszystkim bezpieczny. Koszt pobytu będzie o kilkaset złotych tańszy i wesprze podróże ponad 2600 osób. Nadbiebrzańśki świt. Wody szum, ptaków śpiew przyciągnęły turystów. Wiosna i przede wszystkim rzeka Biebrza. Jest naprawdę super. Cudowne miejsce, cudowni ludzie, cudowny czas. Który na Podlasiu płynie jakby wolniej, ale nie kiedy chodzi o Podlaski Bon Turystyczny - rozszedł się w niecałe dwie minuty. Tegoroczna edycja jest jeszcze bardziej udoskonalana, co sprawia, że więcej osób może przyjechać do województwa podlaskiego. Wydłużamy okres pobytu naszych turystów. Ponad 2500 turystów otrzymało bony na łączną sumę ponad 800 tys. zł. Mogą je wykorzystać od kwietnia do końca czerwca. Ci wszyscy, którzy chcieli, błyskawicznie weszli na stronę i pobrali, w związku z powyższym absolutnie trzeba zwiększyć środki i może ilość bonów. Dopłata do noclegu wynosi 300 zł przy wyjeździe na co najmniej dwie noce. Chętnych nie brakuje, bo Podlasie oferuje cztery parki narodowe, jeziora, pałace, a do tego ciszę i spokój. Podlaski "slow life". Mówi się, że u nas żyje się 30 razy wolniej. I faktycznie tak jest. Po to przyjeżdżają turyści. Po puszczę pierwotną, żubry i po jedzenie, cudowne nasze potrawy. Taki bon to okazja, by się rozsmakować w Podlasiu. Miejscu, w którym przenikają się smaki kuchni tatarskiej, żydowskiej i kresowej. W pierwszej edycji programu z dopłat do noclegów w regionie skorzystało ponad 14 tys. turystów. W ubiegłym roku, jak był Bon Turystyczny, mieliśmy sporo więcej gości. Goście później wracają, zamawiają kwatery już bez bonu, przyjeżdżają do nas. Bo Podlasie ma szczęście do turystycznych atrakcji, ale nie ma szczęścia do geopolityki. Kryzys związany z nielegalnym przerzutem migrantów przez białoruską granicę i wojna w Ukrainie spowodowały spadek liczby rezerwacji w regionie. Ale jak słyszymy, jedyne, czego można się teraz tu obawiać, to komarów. Ludzie dzwonili, pytali, czy to prawda, że u nas chodzą żołnierze z bronią. Nie mamy takich sytuacji, jest bezpiecznie, spokojnie jak dotychczas. Nic się nie dzieje. A niestabilna sytuacja na świecie zachęca do spędzenia wakacji w kraju. Warto w turystykę polską inwestować. Sytuacja polityczna na świecie może oznaczać, że turyści zostaną w Polsce i będą wakacje spędzali w Polsce. Kolejna tura rejestracji na Podlaski Bon Turystyczny rusza w czerwcu. Bardzo państwu dziękuję za wspólny weekend. Za chwilę "Pytanie dnia". W studiu czekają Aleksandra Pawlicka i jej gość, profesor Adam Bodnar, senator, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia.