Ruszy¾ proces Dariusza Mateckiego. W tle 16 mln z¾ z Funduszu Sprawiedliwo¦ci. Koniec obławy. Podejrzany o brutalne zabójstwo teścia wreszcie w rękach policji. I dwa śledztwa: prokuratura zbada nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Jest 19.30, Anna Kowalska, dobry wieczór państwu. 16 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości miało trafić do ofiar przestępstw, ale ostatecznie trafić mogło m.in. na kampanię wyborczą Dariusza Mateckiego. To tylko jeden z sześciu bardzo poważnych zarzutów, które ciążą na pośle PiS. Dziś wraz z siedmioma innymi oskarżonymi stanął przed sądem w Szczecinie. Sam twierdzi, że te zarzuty są "polityczne" i "wyssane z palca", ale wyssana z palca nie jest kara. Za zarzucane mu czyny grozi 10 lat więzienia. Nie w ławie poselskiej, a tu, na ławie oskarżonych, poseł Dariusz Matecki przesiedzi najbliższe miesiące. Przed sądem ruszył proces w szczecińskim wątku afery Funduszu Sprawiedliwości. Polityk zeznawał dziś kilka godzin. Mówi głównie o swojej współpracy z Ministerstwem Środowiska, natomiast mało odnosi się do czynów zarzucanych w akcie oskarżenia. A ten liczy aż 200 stron, bo prokuratura stawia Mateckiemu 6 poważnych zarzutów. Ustawianie konkursów w Funduszu Sprawiedliwości, fikcyjne zatrudnienie w Lasach Państwowych i pranie brudnych pieniędzy. Kwota przywłaszczeń? Ponad 16 mln złotych. Jestem tutaj dlatego, że jestem Dariuszem Mateckim. Jak każdy podsądny, zawsze do końca uważa, że jest niewinny. Razem z nim w sprawie oskarżono siedem osób, w tym Adama S. oraz Mateusza W. To jego współpracownicy ze stowarzyszeń Przyjaciół Zdrowia i Fidei Defensor. To do nich miały trafiać pieniądze z ustawianych konkursów, potem transferowane do prywatnych kieszeni. Stowarzyszenie zatrudnia tłumacza, którego nie potrzebuje. Ten tłumacz dostaje przez trzy lata pensję, w zasadzie nie wykonując żadnej pracy. I cyklicznie część tej pensji, oczywiście jest to znajomy, przekazuje Dariuszowi M. Wszystko za wiedzą kierownictwa resortu: Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Według zeznań Tomasza Mraza Dariusz Matecki był uczestnikiem spotkań w domu tego pierwszego, gdzie decydowano o podziale pieniędzy. Tam, pomiędzy lodami serwowanymi przez panią Patrycję a wodą Borjomi, minister lekką ręką rozdzielił kilka, nie pamiętam już, czy tam doszło powyżej 10 milionów, ale kilka milionów na pewno. Milionów, które miały służyć ofiarom przestępstw. Zamiast tego stały się kampanijnym funduszem Suwerennej Polski. Matecki regularnie objeżdżał Polskę z czekami. Liczę na to, że będzie to proces sprawny i szybko zobaczymy wyrok w tej sprawie. Za pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości polityk rozkręcił też ze współoskarżonymi trzy portale informacyjne: Szczecińskie24, Lubelskie.info i Radomskie.info. Promowały głównie polityków SuwPolu. Jeśli doszło do nieprawidłowości, to trzeba takie osoby skazywać, nawet gdyby to była osoba z mojej partii, to bym stał na tym samym stanowisku. Do szczecińskiego sądu Matecki wkroczył z naręczem dokumentów, które mają być dowodem na to, że uczciwie wykonywał swoją pracę. Nie przyznaje się do zarzutów. Przed sądem robił z siebie ofiarę politycznej nagonki. Będę tłumaczył, dlaczego te podmioty powinny otrzymać te środki, dlaczego wszystko było dobrze rozliczane i dlaczego minister miał pełne prawo te środki przyznać. Pomimo tego przekonania o własnej niewinności pełnomocnicy oskarżonych chcieli pełnego utajnienia rozprawy. Sąd te wnioski odrzucił. Przedstawiciele mediów będą mogli uczestniczyć w rozprawie, podobnie jak inne osoby, które będą chciały to czynić. Zdaniem prokuratury proces Mateckiego i siedmiu innych oskarżonych potrwa przynajmniej kilkanaście miesięcy. A to tylko jeden z wątków gigantycznej afery Funduszu Sprawiedliwości. Po trzech dniach intensywnych poszukiwań 49-letni były policjant Dariusz R. jest już w rękach policji. Mężczyzna w piątek z zimną krwią zabić miał nożem swojego teścia i ciężko ranił jego żonę. To we wsi Mierzawa w Świętokrzyskiem. O tym, jak wyglądała obława i jak udało się go schwytać, opowie Piotr Opoka. Obławę na podejrzewanego o zabójstwo 49-latka codziennie prowadziło około 300 policjantów. Dziś po godzinie 12.00 mężczyzna został złapany. Pomogły w tym informacje przekazane funkcjonariuszom m.in. na numer alarmowy 112. On został zatrzymany w pobliżu miejsca zamieszkania, w terenach łąkowych, zarośniętych. Przyznał się do tego zdarzenia, do tego zabójstwa. To były policjant, który ze służby odszedł 3 lata temu. Dziś w policyjnym konwoju trafił do szpitala. Był wycieńczony. Nie wiadomo jeszcze, kiedy zostanie przesłuchany. Pewne jest, że to tylko kwestia czasu, oraz że mieszkańcy powiatu jędrzejowskiego mogą już czuć się bezpieczni. W tej sytuacji ciężko mówić o tym, żeby został zwolniony. Najprawdopodobniej prokurator zdecyduje o utrzymaniu aresztu i wystąpi ze stosownym wnioskiem do sądu. Za zabójstwo teścia i usiłowanie zabójstwa teściowej, która przebywa w szpitalu w stanie ciężkim, zatrzymanemu grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Wołodymyr Zełenski ma być głównym gościem Konferencji Odbudowy Ukrainy, która za trzy dni rozpocznie się w Gdańsku, ale ta wizyta stoi pod coraz większym znakiem zapytania. Prezydent Nawrocki, podobnie jak Viktor Orban, podsyca nastroje antyukraińskie na potrzeby polityki wewnętrznej - to najnowsza wypowiedź Zełenskiego, która dalszym stosunkom dobrze nie wróży. O ich poprawę apelują przedsiębiorcy, bo kłótnie nie służą nikomu. Za trzy dni to ma być polityczno-biznesowe centrum Europy. Obecność na gdańskiej Konferencji Na Rzecz Odbudowy Ukrainy zapowiedziało kilka tysięcy osób, w tym wiele delegacji rządowych. Jednak przy nazwisku głównego gościa - znak zapytania. Jeszcze w ubiegły czwartek nie było sygnałów, że prezydenta Ukrainy nie będzie w Gdańsku. Wątpliwości pojawiły się później. Oficjalnie - Wołodymyr Zełenski z decyzją wstrzymał się do czasu zapoznania z raportem dotyczącym przygotowań do gdańskiej konferencji. Niepewność zasiała piątkowa decyzja Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy. I szybka reakcja Zełenskiego, który odznaczenie odesłał do Polski. Na podobny krok zdecydowali się byli prezydenci Ukrainy - Poroszenko, Juszczenko i Kuczma - oraz kilku przedstawicieli obecnych władz w Kijowie. Na tym eskalacja sporu z historią i orderami w tle się nie kończy. W wywiadzie dla ukraińskiej telewizji Zełenski porównał postawę Karola Nawrockiego do zachowania byłego premiera Węgier. To jest to samo, co robił Orban. To walka stricte polityczna, która może się źle skończyć. Na nienawiści nie można odcinać politycznych kuponów. Wołodymyrze drogi, panie prezydencie, spór w ogóle nie dotyka wewnętrznych kwestii polskich. Karol Nawrocki powtarza, że odebranie orderu to reakcja na nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia "bohaterów UPA". W Polsce UPA kojarzy się jednoznacznie z rzezią wołyńską. Zełenski zrobił źle, że wybrał taką nazwę, a Nawrocki zrobił źle, że pospieszył się z odebraniem Orderu Orła Białego. Jeżeli się upamiętnia jedną z elitarnych jednostek nazwą, która nas musi boleć, bo to jest rzecz oczywista, to trzeba się liczyć z konsekwencjami. Pytanie, kto je ponosi. Im szybciej nastąpi uspokojenie nastrojów, tym lepiej. Bo spirala polityczno-historycznego sporu może niepotrzebnie nas skłócać. Nas ta przeszłość dzieli, ale wśród emocji różnego typu nie mamy tylko emocji negatywnych, my mamy ogromne połaci emocji pozytywnych i mamy wspólnego wroga, jakim jest Rosja. Złe nastroje wśród sojuszników to woda na młyn kremlowskiej propagandy - podkreślają rządzący. Niektórzy w Polsce politycy skrajni, oszołomy, będą próbować taką narrację nadawać. Nie będą wychwalać Rosji, ale będą obrzydzać naszych sojuszników. 25 lat temu we Lwowie Jan Paweł II powiedział: Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli. O deeskalację apelują przedsiębiorcy. To ich list do obu stron sporu. Polskie firmy są żywo zainteresowane dobrymi relacjami polsko-ukraińskimi. Złe mogą zamknąć furtkę do kontraktów na odbudowę Ukrainy po zakończeniu wojny. Nie możemy być zakładnikami przeszłości i musimy patrzeć w przyszłość, a przyszłością jest jak najbliższa współpraca gospodarcza między Polską a Ukrainą. Według szacunków Banku Światowego odbudowa Ukrainy może pochłonąć kilkaset miliardów dolarów. Polscy przedsiębiorcy liczą na znaczną część tej kwoty. I liczą na pierwsze deklaracje podczas gdańskiego szczytu. Oglądają państwo "19:30" i to jest świetny wybór, bo opowiemy jeszcze: O nadziei na nowy głos. Dzięki wynalazkowi młodego Polaka. To jest unikalne rozwiązanie w skali świata. Ale najpierw wróćmy do afery w Szpitalu Południowym. Stołeczna Prokuratura Okręgowa wszczęła dziś dwa odrębne śledztwa w sprawie możliwych nadużyć. Jedno dotyczy lekarza, drugie urzędników, którzy pracę placówki nadzorowali. Równolegle nową Radę Nadzorczą powołuje prezydent Warszawy, obiecując zmiany też w innych stołecznych szpitalach. W dniu dzisiejszym zostały wszczęte dwa śledztwa. To ruch prokuratury na nadużycia w warszawskim Szpitalu Południowym. Bierzemy od uwagę konieczność zgromadzenia bardzo dużej dokumentacji. Pierwsze śledztwo obejmuje podejrzenie oszustwa na szkodę placówki na kwotę co najmniej pół miliona złotych. Lekarzowi milionerowi grozi do 10 lat więzienia. Drugie śledztwo dotyczy funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz nadzoru sprawowanego przez stołeczny ratusz. Nie dopełnili odpowiednich warunków w zakresie cyklicznych kontroli i weryfikacji funkcjonowania tego szpitala pomimo przychodzących do nich formalnych i nieformalnych informacji. Równolegle tu w szpitalu powołano nową radę nadzorcza. Ten skład gwarantuje połączenie doświadczenia i kompetencji w wielu obszarach: od prawa, przez funkcjonowanie spółek, po wiedzę medyczną. Zapewnia prezydent stolicy. Wymiana rady nadzorczej to jest element tak naprawdę, żeby dokończyć audyty. Badany ma być też każdy kontrowersyjny przypadek wynagrodzeń w ochronie zdrowia w całym kraju. A takich patologicznych wręcz przykładów przybywa. Tu w Tomaszowie Lubelskim dyrektor szpitala i jednocześnie radny zarobił w ubiegłym roku ponad 800 tys. złotych brutto. Interpretacja mojego wynagrodzenia jest zdecydowanie błędna. Twierdzi sam dyrektor. Tłumaczenie? Na tak wysokie wynagrodzenie składa się kierowanie placówką i dyżury lekarskie. Dariusz Gałecki kontrowersji nie widzi. Przecież ja jestem w sumie lekarzem z bardzo dużym doświadczeniem zawodowym. Problem w tym, że kierowany przez niego szpital po pierwszym kwartalne ma ponad 5 mln straty. A za pogorszenie sytuacji w swoim szpitalu dyrektor wini - tu niespodzianki nie ma - rząd Tuska. Dyrektor od sowitych zarobków często występuje u boku polityków PiS-u. Tu ostatnio na konferencji prasowej obok posła Tomasza Zielińskiego. Zarobić a ukraść to jest podstawowa różnica. Czyli te duże pieniądze powinien zarobić ten dyrektor, radny? Jakieś widełki powinny być, ale dziś mamy przepisy i z nich korzystają i zarabiają lekarze. Dziwią zarobki w przypadku, kiedy ich placówki są zadłużone na miliony. Kolejny przykład. Andżelika Możdżanowska - kiedyś posłanka i wiceministra w rządzie Mateusza Morawieckiego. Obecnie prezes szpitala powiatowego w Kępnie. Niech pan sprawdzi, od jakich decyzji rozpoczęła swoje urzędowanie. Od podwyżki. I to wysokiej, bo ta wyniosła 10 tysięcy złotych. Obecnie zarabia miesięcznie ponad 30 tysięcy. A zadłużenie szpitala - duże. 10 mln. Pensje kierownictwa to jedno, drugie to zarobki samych medyków. Koszty wynagrodzeń personelu medycznego są największym obciążeniem wielu szpitali. Szczególny problem mają te mniejsze - powiatowe, bo na pensje wydają niekiedy prawie 100% całego budżetu. Stąd potrzeba zmian. Jest przyzwolenie społeczne, ale też z drugiej strony chyba zgoda lekarzy do tego, żeby usiąść i na nowo to wszystko przygotować. W sprawie wynagrodzeń jeszcze nie tak dawno temu polscy medycy byli na szarym końcu europejskich zestawień. Dziś zarabiają nawet lepiej niż w niektórych krajach Zachodu. Wyprzedzili chociażby Finlandię czy Hiszpanię. Dane dotyczą pracowników etatowych, w przypadku tych kontraktowych jest jeszcze lepiej. Osoba która będzie na kontrakcie, skasuje, wystawi fakturę często na wielokroć tej kwoty, na która może liczyć pracownik na umowę o pracę. Bo państwo, prawo na to pozwala? Niestety. Dlatego to nie pracodawca, a lekarz dyktuje stawki na rynku pracy. Tych kontraktowych jest więcej, bo aż 70%. Jakaś łapczywość jest większa niż zdrowy rozsądek. Zdrowy rozsądek w ochronie zdrowia postulują prawie wszyscy. To by ucywilizowało tę sytuację, dlatego że dzisiaj negocjacje nie mają górnej granicy. "Stop astronomicznym kontraktom" to tylko jedna z propozycji Lewicy na reformę ochrony zdrowia. Teraz Wielka Brytania, gdzie po tygodniach spekulacji i politycznych uników Keir Starmer podaje się do dymisji. Premier po sromotnej porażce w wyborach lokalnych i serii skandali był pod presją polityków swojej własnej partii, Partii Pracy. Nazwisko nowego, siódmego już tej dekady premiera, poznamy pod koniec lata. O tym, kto może nim zostać, z Londynu Artur Kieruzal. Keir Starmer nie przegrał przez skandal, ale dlatego że wyborcy przestali wierzyć, że wie, dokąd prowadzi kraj. Ale też przez poczucie, że Partia Pracy traci kontakt ze swoim tradycyjnym elektoratem. Bolesna była utrata robotniczych wyborców na rzecz Nigela Farage'a. Po wzroście poparcia dla jego partii coraz więcej posłów Partii Pracy mówi, że partia potrzebuje nowego lidera. -- Każdą decyzję jaką podejmowałem podejmowałem po to, żeby na pierwszym miejscu stawiać kraj, który kocham. Dlatego odejdę ze stanowiska przywódcy. Zwrócę się o ustanowienie harmonogramu. Nominacje można zgłaszać od 9 lipca. Pojawi się nowy przywódca przed powrotem parlamentu we wrześniu. -- Wtedy na scenę wrócił były burmistrz Manchesteru. Znowu zasiadł w Izbie Gmin. Wielu posłów Partii Pracy mówi, że widzi w nim lidera partii. Burnham jest bardzo ważny dla partii. Politykiem potrafiącym przemawiać do ludzi pracy. Jeśli ktoś ma zatrzymać Marsch Nigelle Farage'a to jest to właśnie on. "Obiecujący postęp" w rozmowach między Iranem a USA ogłosili tej nocy negocjatorzy w Szwajcarii. Iran miał się zgodzić choćby na inspekcję swoich obiektów nuklearnych. Szczegóły będą jeszcze omawiane, ale nie wiadomo kiedy, bo Irańczycy po groźbach Trumpa Szwajcarię opuścili. Czy pokój na Bliskim Wschodzie się przybliża czy oddala? Miały być bezpośrednie negocjacje, ale po internetowych groźbach Donalda Trumpa... Uderzymy w Iran ponownie z wielką siłą. ...Irańczycy nie chcieli rozmawiać twarzą w twarz z amerykańską stroną. Było trochę gróźb, narzekania, ale ostatecznie rozmowy były kontynuowane. Jak? Pakistańscy i katarscy mediatorzy biegali od stołu do stołu konfrontując stanowiska. W końcu ogłosili sukces. Jak? Pakistańscy i katarscy mediatorzy biegali od stołu do stołu konfrontując stanowiska. W końcu ogłosili sukces. Ustalono powołanie Komitetu Wysokiego Szczebla, który zapewnić ma polityczny nadzór nad mediacją, grup pracujących nad irańskim programem atomowym i kwestiami sankcji oraz stworzenie tzw. komórki dekonfliktowej w sprawie Libanu. Rzecz, z powodu której jesteśmy najbardziej podekscytowani, to fakt, że Irańczycy zgodzili się zaprosić inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej do siebie. To krok w kierunku pełnego zakończenia programu nuklearnego Iranu. Amerykanie czasowo zdecydowali się znieść sankcje na irańską ropę, za to że Iran otworzył Cieśninę Ormuz, choć w praktyce większość statków wciąż stoi. Wciąż nie mamy potwierdzonych informacji na temat możliwości przepłynięcia. Dla Iranu warunkiem ostatecznego pokoju jest zmiana postawy Tel Awiwu. Wyrażaliśmy nasze obawy i sprzeciw co do łamania postanowień umowy. Chodzi o ciągłe naruszenia zawieszenia broni przez reżim syjonistyczny. Ale mimo amerykańskich nacisków Benjamin Netanjahu nie zamierza wycofać się z południowego Libanu. Konflikt z Hezbollahem trwa. Nalegam, byśmy pozostali w strefie bezpieczeństwa tak długo, jak będzie to konieczne, by chronić mieszkańców północy. Izrael nie pozostanie w Libanie, nawet jeśli nasili swoje zbrodnie. Będziemy się bronić. Naruszeniom stawimy czoła. W Szwajcarii pracę rozpoczęły zespoły robocze. Na razie pozytywne efekty widać tylko na rynku ropy naftowej. Notowania Brent spadły do prawie 77 dolarów za baryłkę. Tym razem skończyło się tylko na strachu, ale ten wypadek mógł być tragiczny. Z 28. piętra najwyższego wieżowca w UE, czyli naszego stołecznego Varso Tower, tej nocy odpadła szyba i roztrzaskała się na zaparkowanym przy ulicy samochodzie. Zarządca zapewnia, że budynek jest bezpieczny, ale to nie pierwszy taki incydent. Ten szron na chodniku to nie jest akcja chłodzenia Warszawy w upały. To pozostałości szyby, która spadła w nocy z 28. piętra Varso Tower. Stałam na balkonie. Słyszę huk, nagle szyba jedna leci, a za chwilę druga. Pani Teresa mieszka w bloku naprzeciwko najwyższego budynku w Europie. Szybko zawiadomiła służby. Bałam się, żeby ktoś nie przechodził i nie dostał odłamkami w głowę. Zgłoszenie otrzymaliśmy po godzinie 4.00 nad ranem. Zgłoszenie dotyczyło skruszonej szyby, która spadła na chodnik i ulicę. W wyniku tego zdarzenia nikt nie ucierpiał. Ucierpiały za to samochody zaparkowane przy Chmielnej. Odłamki szkła wybiły tylną szybę w jednym, u panu Dawida uszkodziły przednią szybę i porysowały karoserię. Zobaczyliśmy, że jest wszędzie szkło, nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Zaczęliśmy zbierać szkło z dachu, z szyby z wycieraczek. Auto jest porysowane, szyba pęknięta. Wróciliśmy to zgłosić. Jak czytamy w komunikacie, szyba miała pęknąć z powodu różnicy temperatury. W branży takie zjawisko nazywa się spontanicznym pęknięciem szkła hartowanego. Zawinić miał wydzielający się w szybie siarczek niklu. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. I w przypadku utrzymania szkła w fasadzie kluczowe jest właściwe zaprojektowanie mocowania tego szkła. To nie pierwszy taki incydent w Warszawie. W ubiegłym rok szyba spadła po drugiej stronie Varso Tower. Elementy szklanej elewacji odpadły też z hoteli Intercontinental czy Hilton. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ale z takimi sytuacjami nie ma żartów. Od drobnych urazów nawet po śmierć. Wszystko zależy od tego, jak duże odłamki spadłyby z wysokości na człowieka. A to kilkadziesiąt kilogramów zagrożenia lecącego prosto na ulicę. A teraz o niezwykle inspirującej historii młodego Polaka, któremu przeciwności losu nie przeszkodziły w realizacji marzeń. Konrad Zieliński po długiej walce z nowotworem miał wyciętą krtań, ale że jego największą pasją jest muzyka, stworzył nowy model "krtani elektronicznej", która ponownie umożliwia mu mowę i śpiew i daje nadzieję innym pacjentom. Miał 17 lat, kiedy okazało się, że ma raka. Pięć lat później choroba wróciła, konieczne było usunięcie krtani. Jest to szok i ciężko się w tym odnaleźć. Wiele osób się izoluje. Konrad Zieliński przyznaje, że najtrudniejsze były pierwsze miesiące, kiedy na nowo musiał uczyć się mówić. W moim przypadku na przykład jedzenie to jest taki problem, z którym ja wciąż się borykam. Długo zajęło mi, żeby zaakceptować, że oddycham przez szyję. Rocznie w Polsce prawie 2 tysiące osób przechodzi zabieg usunięcia krtani. Mamy wzrost. Rak krtani jest olbrzymim problemem, bo utrata tej krtani powoduje, że jakość życia zostaje zdewastowana. Pacjenci nasi uczą się oddychać na nowo, uczą się jeść na nowo, ale najważniejsza jest ta komunikacja. Dostępne na rynku urządzenia umożliwiają osobom po usunięciu krtani mówienie, ale głos jest cichy i nie da się nim modulować. Tymczasem pan Konrad marzył, żeby jeszcze zaśpiewać. Dlatego wspólnie z kolegą ze studiów opracowali własną elektroniczną krtań. To brzmi w ten sposób. Pozwala komunikować się w takim codziennym życiu trochę pełniej. Młodzi naukowcy dzięki wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju mogli z powodzeniem testować urządzenie w USA. Jest możliwość stworzenia kilkudziesięciu tysięcy natężeń głosu, barwy głosu i to jest unikalne rozwiązanie w skali świata. Roman Stańczyk, który od dekady żyje bez krtani, pokazuje różnice w brzmieniu przy zastosowaniu urządzenia. MODULUJE GŁOS: Nazywam się Roman Stańczyk. Konrad Zieliński przed operacją grał w zespole. Dzięki elektronicznej krtani mógł wrócić do swojej pasji. Od kilku miesięcy trenuje śpiew. Już w piątek ma szansę spełnić jedno ze swoich największych marzeń - zadebiutuje na koncercie w Parku Bródnowskim w Warszawie. Konrad zaśpiewa na nim dwa utwory: jeden solo, drugi wspólnie ze mną, w trzecim weźmie udział jako cześć zespołu, więc jest to niebywałe osiągnięcie. Konrad Zieliński wierzy, że jego urządzenie pomoże też innym chorym wrócić do dawnego życia. I deklaruje, że pracuje nad kolejnymi nowatorskimi urządzeniami. Można żyć bez krtani, jest to trudniejsze, natomiast można w pełni brać udział w życiu społecznym. Tylko 8% Polaków korzysta z pomocy psychologicznej - mało, bo to dwa razy mniej niż we Włoszech i trzy razy mniej niż w Niemczech. Nad Wisłą wciąż dominować ma przekonanie, że problemy trzeba rozwiązywać samemu, ale ten mit próbują obalić eksperci we Wrocławiu, gdzie trwa właśnie pierwsza edycja Festiwalu Psychologicznego Re-Mind. To problem, obok którego nie można przejść obojętnie. 4 mln Polaków leczy się dziś z powodu zaburzeń psychicznych. W ubiegłym roku lekarze z tej przyczyny wystawili blisko 2 mln zwolnień z pracy. To prawie 10% więcej niż rok wcześniej. Często korzystamy, częściej niż kiedyś, z pomocy specjalistów, ale to wcale nie musi oznaczać, że jest z nami gorzej, po prostu jesteśmy bardziej świadomi, Świadomość rośnie, ale ciągle w kwestii edukacji czy dostępu do leczenia mamy wiele do zrobienia. Wśród najczęstszych problemów, z którymi zmagają się Polacy, są: depresja, zaburzenia lękowe, zaburzenia potraumatyczne. Ale pojawiają się też nowe wyzwania. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła dekadę samotności, samotność zaczyna być wręcz określana jako problem psychologiczny, definiowalny. O tym, jak z tym skutecznie walczyć, przez 3 dni debatują ludzie nauki, terapeuci i lekarze na kongresie Re-Mind. 4000 uczestników i 200 prelegentów. Organizatorzy: Uniwersytet SWPS, Miasto Wrocław i TVP. Chcemy pokazywać, że dbanie o zdrowie psychiczne jest ważne, jest istotne, potrzebne, ale musi się odbywać zgodnie z pewnymi regułami i musi się odbywać o metody, które są uznane naukowo. W Miasteczku Młodych można dowiedzieć się, jak dbać o higienę cyfrową czy być asertywnym. Antonina i Natalia przyszły tu z pytaniami na czasie, czyli jak radzić sobie ze stresem podczas sesji. Jak w życiu każdego studenta, mamy sporo stresu przy sesji, przy wszystkich egzaminach. Myślę, że świadomość jest, jednak ciężko jest to włożyć w życie, bo gdy mamy dużo egzaminów, dużo się zbiera rzeczy na raz, to jest ciężko ograniczyć ten stres. Nauka udowadnia, że ważnym sposobem radzenia sobie ze stresem jest też obcowanie ze sztuką. Tego na kongresie będzie można doświadczyć i jako twórca, i odbiorca. W specjalnym koncercie artyści tacy jak Krzysztof Zalewski, Natalia Przybysz czy Mela Koteluk zaśpiewają utwory wyrażające ich zaangażowanie w tematykę zdrowia i dobrostanu psychicznego. Czasami jak zastygnę w emocjach swoich i czuję to, że potrzebuję, żeby mnie coś wprowadziło w ruch, to zazwyczaj jest to kontakt ze sztuką. Ważne, żeby zwłaszcza trudnymi emocjami móc się z kimś podzielić. Nie lękajmy się, zakończę górnolotnie, prosić o pomoc, dlatego że to jest też jedna z najważniejszych rzeczy. Pomoc dla osób w kryzysie psychicznym dostępna jest przez całą dobę pod numerem 116 123 i pod adresem 116.sos.pl. A teraz "Pytanie Dnia" - czeka już Justyna Dobrosz-Oracz i jej gość, dzisiaj to Paweł Kowal z Koalicji Obywatelskiej. Dziękuje, że towarzyszyli mi państwo podczas mojego pierwszego programu. Wracam o 22.30, to na antenie TVP Info. Dobrego wieczoru.