Podwyższona gotowość na polsko-ukraińskich przejściach granicznych. Gra o bazę. Od obecności Amerykanów w Polsce zależy nie tylko nasze bezpieczeństwo. Kolejne zatrzymanie. Były policjant zamieszany w aferę Zondacrypto. Wojna dudni echem za wschodnią granicą, ale już nie ma wątpliwości, że jest blisko jak nigdy. Wróg jest hybrydowy, ale rakiety i drony mogą być prawdziwe. I gdyby sprawy zaszły za daleko, nie będzie czasu pytać, czy to pomyłka, czy przypadek. Władze ogłaszają podwyższoną gotowość i wojsko na 6 przejściach granicznych wschodniej Polski, baterie Patriot w Lubelskiem i na Mazowszu, punkty schronienia i ścisła współpraca służb. Wspólne patrole wojska i Straży Granicznej, instalacje obrony przeciwdronowej i schrony na przejściach granicznych. Rząd wzmacnia granice po rosyjskim ataku tuż przy polsko-ukraińskim przejściu Dorohusk-Jagodzin. Przed tygodniem dron trafił w ukraińską stację paliw zaledwie 800 metrów od polskiej granicy i oddalony o 2 km pociąg. Może dochodzić do prowokacji związanych z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej, dlatego rozwinięte zostały kolejne jednostki, stanowiska obrony przeciwlotniczej na przejściach granicznych. Na przejściu w Dorohusku rozmieszczono znane z Iraku i Afganistanu mobilne HESCO schrony dla w sumie 650 osób: celników i podróżnych. Jeszcze nigdy wcześniej w historii formacje podległe MON i MSWiA tak blisko ze sobą nie współpracowały. Do tego kilka tygodni temu w województwach lubelskim i mazowieckim rozmieszczono baterie Patriot. W podkarpackim stacjonują już od dawna. Plany na wypadek rosyjskiej eskalacji szykuje Litwa. Tydzień temu myśliwce NATO zestrzeliły uzbrojonego rosyjskiego drona na wschód od Kowna, który nadleciał od strony Białorusi. Jeśli zostaniemy zaatakowani, podejmiemy walkę. Nie poddamy się. Litwini chcą żyć w pokoju. Ale w razie scenariusza, który nazywamy dniem X, będziemy gotowi. Szykujemy plany ewakuacji osób starszych z największych miast. Jeden ze scenariuszy zakłada ewakuację do Polski. Będziemy na taką sytuację przygotowani. Miejmy nadzieję, że się nie zdarzy. W razie ataku wiemy, co robić. Taki sygnał ostrzegawczy w kierunku Rosji wysłał szef komitetu wojskowego NATO. Mamy 4000 stron planów tylko dla wschodniej flanki. Obejmują one wszystko, od drobnego kryzysu czy prowokacji na naszym terytorium, aż po uruchomienie artykułu 5. Sojusz jest gotowy. Gotowa jest struktura, żołnierze, systemy i uzbrojenie. Według amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną Rosja może chcieć przetestować solidarność NATO-wską poprzez ograniczoną operację przeciwko Estonii. O ile pełnoskalowa agresja rosyjska na państwa NATO-wskie jest skrajnie mało prawdopodobna, ponieważ Rosja po prostu nie ma odpowiedniej ilości sił, te są w Ukrainie, o tyle Rosja może pokusić się o jakąś formę przetestowania jedności NATO-wskiej, przetestowania względem zwłaszcza państw bałtyckich. Pamiętajmy, że to są kraje, które mają liczącą się mniejszość rosyjską. W Estonii - 25% obywateli, czyli co czwarty. To są po prostu Rosjanie. Rosyjska FSB kilka dni temu czasowo zamknęła pas przy granicy z Estonią i wprowadziła godzinę policyjną. Może chodzić o uniemożliwienie ucieczki Rosjanom na wypadek mobilizacji. Ale uchylanie się od służby wojskowej nie daje podstawy do ochrony międzynarodowej. Nie ma sensu przyjeżdżać po to do Estonii. Celem rosyjskich prowokacji jest zastraszanie Europy, by ograniczyła pomoc dla Ukrainy - bezskutecznie. O dalszym wsparciu militarnym i energetycznym rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim Emmanuel Macron. A Unia wstępnie porozumiała się w sprawie rosyjskich sankcji na kolejne 3 lata. Unijną czarną listę przedsiębiorstw i osób objętych zakazem wjazdu na teren Wspólnoty i zamrożeniem zgromadzonych tu majątków otwiera sam Władimir Putin. W sumie znajduje się na niej już prawie 3000 nazwisk. Dziś w Nowym Jorku rozmowa Trump - Zełenski. Może doprowadzić do honorowego zakończenia tej wojny. Jeżeli to mu się uda, to mając do tego prawo, sam nominuję go do Pokojowej Nagrody Nobla. W Nowym Jorku trwa szczyt ONZ. Organizacja Narodów Zjednoczonych powstała tuż po II wojnie światowej, by zapewnić światu pokój. Najpierw Donald Trump ogłasza, że stała baza w Polsce coraz bliżej, potem ministrowie obrony umawiają się na rozmowę, a jeszcze potem Amerykanie nagle i pilnie spotkanie odwołują. Oficjalnie słychać o koniecznej zmianie planów, ale na język dyplomacji można to przełożyć inaczej. Czy Ameryce aż tak się z bazą nie spieszy? Żółte światło w sprawie szczegółów stałej bazy USA w Polsce. Minister obrony narodowej nie pojechał do Stanów na rozmowy z szefem Pentagonu. Spotkanie zostało przełożone na pilną prośbę Amerykanów. Z uwagi, wydaje się, że na wizytę przywódcy Chin wraz z całym otoczeniem, w tym osobami odpowiedzialnymi za wojsko, i całodniowe zaangażowanie sekretarza Hegsetha. Polska delegacja i tak wyruszyła na rozmowy do Waszyngtonu w okrojonym składzie. Przewodniczą mu wiceministrowie: Magdalena Sobkowiak-Czarnecka i Paweł Zalewski. Bo tematów ze stroną amerykańską jest wiele. I sprawa baz, i sprawa transferu technologii, dostaw też amerykańskiego sprzętu. Tylko wczoraj do Polski dotarła kolejna partia czołgów Abrams. Główna oś rozmów polsko- amerykańskich miała jednak dotyczyć stałej bazy wojskowej nad Wisłą. A spotkanie na szczeblu minister obrony - szef Pentagonu nadałoby sprawie politycznego rozpędu. Warszawa decyzję przyjmuje ze spokojem, zwłaszcza wobec narastającego konfliktu Stanów z Iranem. W stosownym czasie, kiedy zostaną terminy ustalone, pojedzie do USA i pozałatwia te wszystkie rzeczy. Drugie dno znaleźli politycy PiS, którzy atakują rząd. Jasny sygnał, że Kosiniak-Kamysz nie jest ważnym rozmówcą dla amerykańskiego ministra. Donald Tusk nie jest zainteresowany stałą bazą wojsk amerykańskich. Przypomnijmy, spotkanie zostało przełożone z powodu wizyty prezydenta Chin. Ale narracja PiS-u w sprawie stałej bazy USA jest niezmienna: to prezydent ma być ojcem sukcesu, a rząd przeszkadza. Dochodzą do nas niepokojące sygnały, że prawica wypuszcza takich emisariuszy, którzy będą chcieli z przedstawicielami Partii Republikańskiej rozmawiać, żeby ten proces odkładać i opóźniać ze względu na kalendarz wyborczy. Jak słyszymy, te sygnały mają być coraz bardziej wyraźne zwłaszcza po takich słowach europosła PiS, który ma dobre kontakty z Partią Republikańską w Stanach. Ja się obawiam, że kiedy Trump dowie się, co się dzieje w Polsce, to może już być za późno, to znaczy temu może towarzyszyć bardzo brutalna decyzja dla nas, np. o wstrzymaniu budowy. Pytany o możliwe sabotowanie działań polskiego rządu przez PiS wicepremier odpowiada wprost: to byłoby działanie kompletnie niezgodne z racją stanu RP, to byłoby działanie de facto wrogie dla Polski. Bo stała amerykańska baza w Polsce byłaby gwarantem bezpieczeństwa dla Polski w przypadku otwartej agresji ze strony Rosji. Byłaby nie tylko atakiem na terytorium Polski, ale jednocześnie od razu bezpośrednio i wprost angażowałaby żołnierzy amerykańskich, którzy tutaj będą. Dla Rosji to jest ważny sygnał, że USA i Polska to kraje NATO-wskie, i to są kraje, które mogą na sobie polegać. I już polegają, bo w Polsce stacjonuje obecnie około 7000 żołnierzy z USA - w systemie rotacyjnym. Docelowo przy stałej bazie miałoby ich być nawet 15 tys. Baza prawdopodobnie powstanie w woj. Dolnośląskim lub wielkopolskim. To jest kilka tygodni na podjęcie decyzji ze strony amerykańskiej. Polska chce, by stacjonowało w niej około 4500 żołnierzy. Jacy dokładnie - jeszcze nie wiadomo. Standardowo mają i komponent powietrzny, i lądowy, i wywiadowczy, i sił specjalnych. Krótko mówiąc, w zależności od tego, jak zmienia się sytuacja, odpowiednie siły są przerzucane do takiej bazy. Ostateczna decyzja w sprawie bazy może zapaść do końca roku, gdy Stany zakończą przegląd swoich wojsk w Europie. Jutro polska delegacja ma przedstawić pierwsze rezultaty wizyty w Waszyngtonie. Świat zjechał do Nowego Jorku, by debatować o najważniejszych wyzwaniach dla Zjednoczonych Narodów. W agendzie kryzysy demolujące światowy pokój, od Zatoki Perskiej po Rosję i Ukrainę. Dokładnie teraz trwa spotkanie prezydenta Donalda Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Na miejscu jest Marcin Antosiewicz. Jak silna jest nadzieja Ukrainy, że prezydent Trump wywrze na Moskwie skuteczną presję? -- W sytuacji Ukraińców każde spotkanie z amerykańskim prezydentem wiąże się z silną nadzieją, tym bardziej, że Kongres właśnie dał Trumpowi potężny instrument do podniesienia ceny tej wojny dla Putina. Trump może nałożyć na Rosję ogromne cła i na kraje kupujące od niej gaz i ropę naftową. Do tego namawiają go tutaj Ukraińcy, ale także polska delegacja. W zeszłym tygodniu ku czci senatora Lindseya Grahama podpisałem nowe potężne prawo uchwalone przez Kongres dające mi ogromne uprawnienia celne, z których w razie potrzeby będę musiał skorzystać. Czas położyć kres zabijaniu. -- Trump w swoim przemówieniu skoncentrował się przede wszystkim na wojnie z Iranem. Uzasadniał jej konieczność dla tego prezydenta Nawrockiego. Zapytałem o to, czy popiera wojnę Trumpa w Iranie i jednoznacznie odpowiedział, że tak, że widzi powody do prowadzenia tej wojny. Oczywiście ta wojna jest kłopotliwa pod względem ekonomicznym. Cały świat płaci konkretną cenę. W kategoriach zaś wartości całej operacji większym zagrożeniem jest Iran z bombą atomowa niż Iran bez bomby atomowej. -- W Nowym Jorku obecny także wicepremier Sikorski przedstawił nam nieco inne stanowisko, a właściwie odmienne stanowisko rządu w tej sprawie. Na szczęście w sprawie amerykańskich baz w Polsce Nawrocki i Sikorski w Nowym Jorku mówią jednym głosem, a szef MSZ w przełożeniu wizyty szefa MON w Pentagonie nie widzi żadnej politycznej gry polsko-polskim sporze o relacje z Amerykanami. -- Wystosowaliśmy propozycję na piśmie do strony amerykańskiej. Przyjęliśmy delegację. Zabiegamy o, znaczy, nie szukajcie dziury w całym. W tej sprawie Polska działa jak jeden mąż. -- Jutro wieczorem czasu polskiego przemówienie prezydenta Nawrockiego na zgromadzeniu ogólnym ONZ, a wcześniej wystąpienie wicepremiera Sikorskiego na Radzie Bezpieczeństwa obaj będą przekonywać świat, że rosyjskie sabotaże w Polsce i krajach bałtyckich mogą zniszczyć pokój w całej Europie. Oglądają Państwo 19:30, w której dziś jeszcze m.in. o kalendarzu, który się pospieszył tu i tam. Zima już tu jest. Pierwszy raz we wrześniu chodzę po śniegu. Nie jestem przyzwyczajona do zimy. Ja wolę lato. Pierwszy śnieg w górach. Nawet 16 cm. Taki prawdziwy pierwszy śnieg. Takiej aury w kolejnych dniach możemy się w Tatrach spodziewać. Na imię ma Paweł, 17 lat. I trudno sobie wyobrazić, kiedy zdążył zbudować w sobie takie poglądy, że postanowił wysadzić w powietrze szkołę i meczet. Policja była szybsza, dowody mocne, a sąd zdecydowany. I nastolatek właśnie trafił do aresztu na 3 miesiące, a prokuratura zarzuca mu planowanie masowego aktu terroru z wieloma ofiarami. Pierwszy zarzut dotyczy brania udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, drugi dotyczy nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, wyznaniowych, religijnych oraz propagowania treści faszystowskich, neonazistowskich. Trzeci - najpoważniejszy - dotyczy planowania zamachu terrorystycznego. W niedzielę - wybory, dziś - wyborcza debata. Przed samorządowym starciem o Kraków kandydaci na prezydenta właśnie opowiadają Krakusom, jak widzą miasto pod swoimi rządami. Kandydatów jest ośmioro, a debata może mieć swoją wagę, bo co piąty Krakowianin jeszcze nie wie, na kogo głosować. Anna Łubian Halicka jest na miejscu. Wybory są samorządowe, ale jak mocno się w nich przegląda ogólnopolska polityka? -- Cóż, z jednej strony w Sejmie słyszymy, że to właśnie wybory lokalne, które nie można traktować jak prognostyka przed ogólnopolskimi wyborami, ale z drugiej strony naprawdę trudno znaleźć polityka z pierwszych stron gazet, które ostatnio nie przyjechałby do Krakowa, by wesprzeć swojego kandydata. Na razie prowadzi kandydat bezpartyjny, który przekonuje, że partyjne logo byłoby dla niego tylko obciążeniem, ale słuchając obietnic, które tutaj dziś podczas debaty padały, trzeba przyznać, że część z nich trudno będzie zrealizować bez wsparcia z Warszawy. I nie chodzi tutaj tylko o słynne już choć wciąż nieistniejące krakowskie metro, ale także chociażby o opłatę, turystyczną, o której Kraków potrzebuje bardzo i nad którą pracę w ostatnim czasie w polskim parlamencie bardzo mocno przyspieszyły z tej opłaty turystycznej skorzysta nie tylko Kraków, ale wszystkie popularne miasta w Polsce. Anna Łubian Halicka, bardzo dziękujemy. Jest kolejne zatrzymanie w śledztwie dotyczącym giełdy Zondacrypto. Zatrzymano emerytowanego naczelnika wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Jak miała być jego rola w aferze - tego prokuratura nie ujawnia, ale wiadomo, że usłyszał zarzut udziału w grupie przestępczej, pomoc w przywłaszczeniu pieniędzy użytkowników giełdy i prania pieniędzy. Artur K., były naczelnik policyjnego biura zwalczenia cyberprzestępczości, jest kolejnym podejrzanym w aferze Zondacrypto. Po doprowadzeniu do prokuratury emerytowanemu funkcjonariuszowi postawiono zarzuty. Udział w zorganizowanej grupie przestępczej, ale też szereg innych przestępstw, m.in. szkody na rzecz spółki BitBay oraz spółki BB Trade Estonia przywłaszczenia powierzonego mienia, pomocnictwa do oszustwa komputerowego oraz prania brudnych pieniędzy. W giełdzie BitBay, poprzedniczce Zondacrypto, Artur K. był szefem pionu bezpieczeństwa. Poza jego mieszkaniem przeszukano dziś bazę paliwową, gdzie ostatni raz widziano szefa giełdy Sylwestra Suszka. Weryfikujemy wszystkie dowody, które zostały w ostatnim czasie przedstawione. Chcielibyśmy poznać, jaki był los Sylwestra Suszka. K. to kolejna osoba, której postawiono zarzuty w sprawie upadłej giełdy kryptowalut. Usłyszeli je już m.in. gangster Marian W., pseudonim Maniek, jego była żona Jaromira W. oraz ich prawa ręka Anna P. Oskarżony jest też inwestor Rafał Zaorski. Nam zależy na tym, żeby się dowiedzieć, co się z moim bratem stało. Jeżeli nie żyje, to przynajmniej zrobić mu pogrzeb. Po zaginięciu Suszka kierowanie biznesem przejął on - Przemysław Kral, wcześniej prawnik giełdy. To on zmienił jej nazwę i zaczął współpracę z politykami. Każdy dzień przynosi nowe zatrzymania. To pokazuje, że jest konsekwencja, determinacja przede wszystkim prokuratora generalnego Waldemara Żurka, by wyjaśnić tę sprawę do dna. Do dna, bo pieniądze Zondy popłynęły strumieniem do prawicowych przedsięwzięć. Kral sponsorował rzeszowski kongres CPAC, gdzie promował się Karol Nawrocki, a jego ludzie szukali kontaktu z politykami. W tym Michałem Moskalem, który na pytania reaguje tak. Czy pani zwróciła swoją pensję, którą ma pani ze środków Zondacrypto? A politycy PiS przekonują, że to afera nie ich, ale Donalda Tuska. Do świadomości ludzi, szczególnie tych poszkodowanych, dociera, że gdyby instytucje państwa zachowały się inaczej, to ich szkody byłyby daleko mniejsze. Ale pod kierownictwem Krala Zonda sponsorowała Polski Komitet Olimpijski, którego szef, Radosław Piesiewicz, zdobył stanowisko dzięki PiS-owskiemu poparciu. Biznesmen rozważał kupno akcji Telewizji Republika i sponsorował fundacje Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera. Dziś jest głównym świadkiem w sprawie. Sprawa nabiera tempa. To pokazuje, że odkąd mamy zeznania i współpracę z organami ścigania pana Przemysława Krala, coraz więcej informacji wychodzi na jaw. Jak wynika z jego zeznań, związany z prawicą pan X miał mu nawet obiecywać prezydenckie ułaskawienie w zamian za hojny sponsoring. Dziennikarze ujawnili, że panem X jest Tomasz Sakiewicz. Ta historia dopiero się zaczyna. Bo to jest historia przenikania się PiS ze zorganizowaną przestępczością. W najbliższym czasie śledztwo poświęcone Zondacrypto zostanie przeniesione z Katowic do Warszawy. Jak zapowiedział Waldemar Żurek, będzie je kontynuował specjalny zespół w Prokuraturze Krajowej. 76 800 zł brutto na dwóch etatach. Taki limit zarobków lekarzy, ratowników medycznych, pielęgniarek i fizjoterapeutów znalazł się w przyjętych przez rząd przepisach. Wkrótce zajmie się nimi Sejm. Dotyczy to blisko pół miliona osób. Najważniejsze zmiany, jakie proponujemy, to są te zmiany, które uniemożliwią już w najbliższej przyszłości wyzyskiwanie systemu NFZ na nieuzasadnione, jeśli chodzi o wysokość i nakład pracy, nieuzasadnione zarobki. Papież Leon jedzie do Francji. W programie 4-dniowej pielgrzymki: Lourdes, Metz i Paryż, gdzie papież będzie pierwszego dnia. W Paryżu msza z udziałem dwutysięcznego chóru, ale nie tylko tych głosów Leon XIV będzie mógł wysłuchać. Do stolicy Francji zjeżdżają ofiary przestępstw seksualnych duchowieństwa sprzed 30 lat. Chcą zapytać o działania i decyzje. Byli uczniowie Betharram do szkolnych wspomnień wracają niechętnie. Bernard przyjechał tu po raz pierwszy od 35 lat specjalnie dla nas, by opowiedzieć o swoim cierpieniu. Wystarczy przekroczyć drzwi i trafiamy prosto do więzienia. Więzienia przemocy, molestowania i gwałtu. W renomowanym katolickim gimnazjum Notre-Dame-de-Betharram w Nowej Akwitanii księża i nauczyciele przez 60 lat bezkarnie wykorzystywali nieletnich. Zaczynało się na karach i biciu, kończyło w pokojach księży. Dzieci tak bardzo bały się przemocy, że akceptowały już wszystko. Agresja seksualna była nagrodą. Tylko wybrani przez księdza mogli pójść do jego pokoju i tam byli dotykani, wykorzystywani jako zabawki seksualne, gwałceni. W atmosferze zmowy milczenia. Nikt nam nie wierzył. Żandarmi nas nie słuchali, a kuria nie chciała mówić o tym, że w religijnej szkole duchowni biją czy gwałcą. Społeczeństwo nie chciało nas usłyszeć. Aż do 2023 roku, gdy w Internecie swoje cierpienia opisała wreszcie grupa absolwentów. Od tego czasu na policję wpłynęło ponad 200 skarg. Organizacje szacują, że wykorzystano tu 1500 uczniów. Betharram stało się symbolem przemocy w Kościele. Ale w latach 1950-2020, jak wykazała niezależna komisja, ofiarami nadużyć padło ponad 300 tys. Francuzów. Papież Leon XIV podczas wizyty we Francji spotka się z siedmioma ofiarami. I chociaż według pokrzywdzonych to za mało, to liczą na pierwsze rezultaty. Kościół we Francji nie wywiązał się ze swojej misji. Powołał szereg komisji, ale nie przynoszą konkretnych działań. Pokładamy w nim nadzieję, że wyrazi głęboki wstyd z powodu czynów wszystkich tych księży. To będzie pierwsza wizyta państwowa papieża we Francji od 18 lat i podróży Benedykta XVI. Leon XIV w piątek i sobotę odwiedzi Paryż. W niedzielę będzie w sanktuarium w Lourdes, a w poniedziałek - w Metz. I wszędzie będą czekać na niego tłumy. Francję ogarnęła papieska gorączka. W Paryżu Leon XIV odwiedzi Katedrę Notre Dame, spotka się z młodzieżą na Stade de France i odprawi mszę na Polach Elizejskich i Placu Concorde. Przygotowania trwają od wielu tygodni, bo frekwencja będzie ogromna. Na tę mszę zapisało się już 600 tys. wiernych, dwa razy więcej, niż przewidywała diecezja. Ten entuzjazm w kraju laickim jest bezprecedensowy, a oczekiwania przekraczają ramy Kościoła. To więcej niż fenomen religijny. To fenomen społeczny. Francuzi chcą zobaczyć papieża i pokazują, że potrzebują jego modlitwy o pokój. Przesłanie pokoju ma popłynąć w świat z Metz. To tu papież wygłosi przemówienie do Europejczyków. Pałac Elizejski na tę okazję zaprosił do Metz wszystkich europejskich przywódców. Żyją w ciałach, które z różnych przyczyn uczyniły ich życie trudnym. Przeszli wypadki, udary, tkwią w degradujących chorobach, ale w pracy widzą najważniejszą kotwicę, która łączy ich ze światem pełnej sprawności. Może dlatego, że wykonując prozaiczne zawody, muszą wykazywać heroiczny wysiłek. Są bohaterami kampanii "Widzimy się w pracy", która ma pokazać, że tych bohaterom warto dać szansę. Marta jest ekonomistką i przełamuje stereotypy. Mimo postępującego zaniku mięśni od ukończenia studiów jest aktywna zawodowo. Ja w pracy zawodowej nie zajmuję się Można, da się. Jest to trudne, jest to wyzwanie. Trzeba pamiętać, że pracuję 7 godzin, ale mam zadań tyle samo. Joanna 6 lat temu przeszła udar podczas porodu. Ma sparaliżowaną lewą stronę ciała, ale się nie poddała. Pracuje w banku jako ekspert. W dużej mierze to jest myślenie, dzieje się to w naszych głowach. Dopiero jak w głowie mojej się uporządkowało, to byłam w stanie powiedzieć: jestem gotowa i chcę to robić, chcę pracować i się rozwijać dalej. "Widzimy się w pracy" to kampania, której bohaterami są osoby z niepełnosprawnościami pracujące w różnych zawodach. Zamiast mówić o ograniczeniach, pokazuje ludzi w działaniu. Chcemy przełamywać stereotypy, uświadamiać, jakie kroki podjąć, by być aktywnym zawodowo, Kampania chce przekonać pracodawców, by nie bali się zatrudniać osoby z niepełnosprawnościami. Także w małych firmach, którym wydaje się to bardzo trudne. Trzeba nas postrzegać pod kątem naszych umiejętności, a nie ograniczeń - podkreśla Robert Zarzecki. Sam prowadzi salon masażu i zatrudnia kilkadziesiąt osób. Ponad 10 lat temu zaczął tracić wzrok. Ja nie widzę problemu. Ale pracodawcy nie wiedzą, boją się problemów związanych z zatrudnieniem osób z niepełnosprawnościami. Kampanii towarzyszy praktyczny poradnik dla pracodawców przygotowany przez ekspertów i praktyków zajmujących się rynkiem pracy. pokazuje osoby z niepełnosprawnością nie jako takie, które na rynku pracy potrzebują wsparcia, ale jako specjalistów, którzy znają się na swojej pracy, A bohaterowie kampanii zwracają też uwagę na tzw. pułapkę rentową. np. jak ktoś zarabia 6500 zł, to żeby dostać podwyżkę, to musi dostać minimum 2000 zł więcej. Takie przepisy mogą demotywować. W Polsce jest 5 mln osób z niepełnosprawnościami. Aktywna zawodowo jest zaledwie co dziesiąta. Autorzy kampanii chcą to zmienić i przekonać, że niepełnosprawność nie oznacza mniejszych kompetencji. A niewykorzystany potencjał to strata dla całej gospodarki. Jeszcze jest lato, ale są już miejsca, gdzie zimę mało to obchodzi. Na Kasprowym biało jak w szczycie sezonu, widać na kilka metrów, a synoptycy ostrzegają: padać będzie jeszcze kilka dni. Temperatura też bez szału, w okolicach zera, więc śnieg raczej się utrzyma. We wrześniu jeszcze nie ma co tęsknić za białymi świętami, ale jeśli ktoś lubi, to Sandra Meunier ma dla Państwa taką impresję. Do kalendarzowej jesieni zostało jeszcze kilka godzin. W Tatrach można dziś jednak przejść z lata prosto w zimę. Granica przebiega mniej więcej na wysokości 1600 metrów. Wyżej już śnieg, silny wiatr i temperatura, która w kilka godzin zabrała turystów o dwie pory roku dalej. Pierwszy raz we wrześniu chodzę po śniegu. Zimno. Nie jestem przyzwyczajona do zimy. Ja wolę lato. Na Kasprowym widok zdecydowanie zimowy. I choć dla oka to efektowne, dla turystów oznacza zupełnie inne zasady gry. Upał zelżał. Spadło trochę śniegu - 14 cm. I takiej aury w kolejnych dniach możemy się w Tatrach spodziewać, a później znów będzie ciepło. Jak szybko góry potrafią zmienić reguły, Leszek Cichy wie od ponad pół wieku. Jeden z dwóch pierwszych zimowych zdobywców Everestu mówi, że doświadczenie zaczyna się nie od tego, jak wejść wyżej, ale jak dobrze ocenić sytuację. Patrzę, co mnie czeka. I w zależności od tego albo wychodzę, albo nie, albo np. przyspieszam swoje wyjście, żeby zdążyć przed załamaniem pogody. Bo czasem w górach najlepsza decyzja prowadzi nie na szczyt, tylko z powrotem w dół. Warunki są bardzo złe. Dzisiaj rano na Kasprowym Wierchu pomiary wskazywały 14 cm. W Dolinie Pięciu Stawów jeszcze więcej, bo nawet 16 cm, więc możemy powiedzieć, że taki prawdziwy pierwszy śnieg. Pod śniegiem mogą kryć się kamienie. Miejscami jest ślisko. A wiatr dodatkowo odbiera ciepło i ogranicza widoczność. To, co z dołu wygląda jak zimowa pocztówka, na szlaku szybko przestaje nią być. Ten kontrast... W niedzielę byłem. Mam jeszcze zdjęcia. To nie to samo. Bo w Tatrach cztery pory roku nie zawsze potrzebują 12 miesięcy. Czasem wystarczy jeden dzień. Za chwilę w "Pytaniu dnia" były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski i Maciej Zakrocki. Miłego wieczoru. Do zobaczenia. -- Maciej Zakrocki, witam państwa. No i jak przed chwilą mówił Marek Czyż, przedstawiam gościa dzisiejszego programu "Pytanie Dnia". Jest nim pan profesor Jacek Majchrowski, przez 22 lata prezydent Krakowa. Dobry wieczór, panie profesorze. -- Dzień dobry państwu. -- W jednym z wywiadów chyba z początku sierpnia, kiedy zapytano pana, co jest potrzebne do zarządzania miasta, mówił pan: "trzeba mieć pomysł, koncepcję, umieć podejmować odważne decyzje". No, oglądaliśmy dzisiaj na naszej antenie kolejną już debatę kandydatów w wyborach prezydenta Krakowa. Czy w którymś z nich znajduje pan te cechy: niezbędne do zarządzania miastem? -- Wie pan, generalnie jest ciężko dosyć odpowiedzieć, albowiem większość kandydatów albo mówiła ogólnikami, albo mówiła o sprawach, które nie należą do kompetencji prezydenta. I tak nie bardzo prezydent może to robić. Tam w zasadzie były dwie osoby, moim zdaniem, może to jest błędne, ale sądzę, że jedyną taką osobą rzetelnie przygotowaną i wiedzącą, o czym mówi, jest pani Monika Piątkowska, ale też bardzo sensownie mówił pan Hoffman, inicjator referendum, mówił: "nie dużo, ale zwięźle". Można się kłócić z tym, co mówił pan z Konfederacji, ale też mówił konkretnie i wiedział, co chce przekazać. -- Pamiętam, że chyba po pierwszej debacie pytany pan podobnie o to, który z kandydatów pana zdaniem wydaje się być najlepszym, wymienił pan te nazwiska, czyli pani Monikę Piątkowską i pana Jana Hoffmana. Ale przed chwilą też pan dodał, że to przecież organizator referendum. Czy w takim razie człowiek, który, no, w pewnym sensie można powiedzieć,