Tragiczny bilans karambolu - 4 śmiertelne ofiary to dzieci. 800+ bez zmian - rząd nie planuje likwidacji programu. Rowerem na Giewont - skrajna nieodpowiedzialność w polskich górach. Na S7 pod Gdańskiem tragedia była nie do opisania, teraz jest jeszcze bardziej. Prokuratura już wie, że w spalonym samochodzie zgniecionym przez rozpędzonego tira zginęło nie dwoje, a czworo dzieci. Takie tragedie przypominają o statystykach, a w nich polskie drogi jak pole bitew, bo giną tam rocznie tysiące ludzi. Są coraz lepszej jakości, ale dla wielu 140 km/h to dopiero początek przygody. Co bywa na końcu i dlaczego? Trasa S7 na wysokości Gdańska, noc z piątku na sobotę. To tu doszło do karambolu. Prokuratura potwierdziła, że wszystkie cztery ofiary tego tragicznego wypadku to dzieci. Oprócz 7-letniego Nikodema i 10-letniego Mikołaja ze Straszyna zginęło tu także rodzeństwo z powiatu malborskiego. Eliza, 9 lat, i Tomek, 12 lat, którzy podróżowali autem z meczu z ojcem, który też jest w szpitalu. Prawdopodobnie jeszcze dziś późnym wieczorem śledczy przeprowadzą w tym miejscu eksperyment. Próbują odpowiedzieć na pytanie, dlaczego 37-letni Mateusz M., kierowca tira, staranował sznur aut. Stąd apel pomorskiej policji do świadków wypadku. Jeśli dysponują zapisem z kamer, które nagrały to zdarzenie, to prosimy o przekazywanie tego nagrania, bo być może ten fragment będzie pomocny. W ubiegłym roku na polskich drogach doszło do ponad 21 tysięcy wypadków, w których zginęło 2000 osób. Według policyjnych statystyk ponad 80% takich zdarzeń ma miejsce na drogach dwukierunkowych jednojezdniowych. Jeśli chodzi o ekspresówki i autostrady, są to drogi najbezpieczniejsze. W zeszłym roku doszło tam do około 4% ogółu wszystkich wypadków drogowych. Ale w takich miejscach jak to zabija prędkość. Na polskich autostradach na liczniku można mieć do 140 km/h. Dla niektórych to jednak zbyt mało. Mamy problem z percepcją, myślimy, że auta są fajne, szybkie, że możemy jechać szybko, żebyśmy tylko "nie jeździli jak baba". W innych krajach potrafimy zdjąć nogę z gazu. Bo tam kary są nie tylko wyższe, ale i nieuchronne. Prawdopodobieństwo kontroli i nałożenia mandatu na drogach w Czechach czy Austrii jest kilkanaście razy większe niż w Polsce. Komend tzw. policji autostradowej jest niewiele, do tego 10 tysięcy policjantów w drogówce i ponad tysiąc wakatów. Policjanci chodzą po przedszkolach i rozdają kamizelki. Jak ktoś chce być lubiany, to powinien być aktorem, a nie policjantem. Ale by poprawić bezpieczeństwo, nie wystarczą wzmożone kontrole. Kluczowa jest zmiana mentalności kierowców. Bo wśród grzechów głównych oprócz ciężkiej nogi także tak zwana jazda na zderzak. Ta odległość powinna wynosić połowę naszej prędkości wyrażonej w metrach. Jeśli jedziemy 140 km/h, to odległość od pojazdu powinna być 70 m. Niezachowanie odpowiedniej odległości było prawdopodobnie przyczyną dzisiejszego wypadku na trasie S5 koło Kleszczewa w Wielkopolsce. Kierowca tira uderzył w tył osobowego auta. Siła uderzenia była tak ogromna, że tir przewrócił się na pas rozdziału, a samochód osobowy został przepchnięty i wbity w tył poprzedzającego go pojazdu. 22-latek z osobówki zginął na miejscu. Nie będzie konsulatu Federacji Rosyjskiej w Poznaniu. Taką decyzję ogłosił dziś szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Sprawa jest pokłosiem przyznania się niedoszłego sabotażysty, że to rosyjskie służby nakazały mu dokonania podpalenia we Wrocławiu. Decyzja ministra oznacza, że pracownicy placówki dyplomatycznej w Poznaniu zostaną uznani za osoby niepożądane na terenie Polski. Federacja Rosji prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie i wojnie hybrydową przeciwko Zachodowi, w tym przeciwko Polsce. Na wojnę hybrydową składa się agresja informacyjna, ataki cybernetyczne, destabilizacja granicy polsko-białoruskiej oraz akty dywersji. Po niespełna godzinie pojawił się odpowiedź Moskwy. "Na kolejny wrogi krok ze strony Polski Moskwa da bolesną odpowiedź" - powiedziała agencji RIA Nowosti rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. Szef polskiego MSZ będzie dziś gościem programu "Trójkąt polityczny". Aleksandra Pawlicka i Renata Grochal zapraszają do TVP Info na 20.18. Albo Polaków zacznie przybywać, albo będą prawdziwe kłopoty, więc damy im coś na zachętę - takie z grubsza było uzasadnienie dla programu Rodzina 500+. Pochłonął dotąd ponad 300 miliardów, zmienił się w 800+, ale demograficzne wskaźniki jak spadały, tak spadają. Jest tak kiepsko, że rząd ogłasza klęskę programu, ale prawica grzmi o wielkim sukcesie PiS-u i zafałszowanych danych. Jaki jest bilans plusów i minusów? Resort rodziny zachowuje się w sposób skrajnie nieodpowiedzialny. Program 800+ w centrum politycznego sporu. A wszystko po publikacji tego dokumentu. To sprawozdanie Rady Ministrów z realizacji ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci w 2023 roku. Rząd przyznaje w nim, że program, wtedy jeszcze 500+, zmniejszył ubóstwo wśród dzieci, ale nie zwiększył dzietności. Według opozycji to oznacza jedno. To jest przygrywka do tego, żeby ten program, bardzo dobry program, został skasowany. Zobaczycie, Tusk wróci, to zabierze 500+, oni jechali na tym kłamstwie całą kampanię. Rządzący przypominają, że PiS już wielokrotnie straszyło wygaszeniem programu. Takiego planu jednak nie było. I nie ma. Mogę zadeklarować, że do końca kadencji Sejmu program 800+ nie zostanie zlikwidowany absolutnie. Ten program nie ma wpływu na demografię, to trzeba powiedzieć jasno, że rząd szuka różnych rozwiązań, by ją poprawić. A jest co poprawiać. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że zapaść demograficzna w Polsce się pogłębia. Suma urodzeń z 12 miesięcy to już niewiele ponad ćwierć miliona. 7 lat temu było to ponad 400 tysięcy. Wśród środowiska demograficznego nikt nie spodziewał się długofalowych efektów tego projektu. Skok urodzeń był, ale krótkotrwały, bo rok po starcie wypłat świadczenia dzietność wzrosła. Jednak w czerwcu na świat przyszło tylko 19 tys. dzieci, najmniej, odkąd gromadzone są takie dane. Dzietność to była wymyślona przez PiS jako argument. Generalnie celem programu 500+ była walka z ubóstwem dzieci. Ale, jak zauważa pomysłodawca programu, do dziś nie ma pewności, czy ten cel udało się osiągnąć. Bo nie ma żadnych badań na ten temat. W tym czasie 2016-2024 są takie dzieci, których rodzice dostali na nie 55 tysięcy złotych, mniej więcej, bo to można obliczyć. I co my wiemy o tych pieniądzach? Jak one zostały wydatkowane? Na program Rodzina 500+ wydano łącznie 305 mld złotych. Od 5 lat świadczenie przysługuje także na pierwsze dziecko - bez kryterium dochodowego. Te miliardy trafiały zarówno do rodzin biedniejszych, jak i bogatszych. A czasami bezdzietni ubodzy finansowali bogatszych z dziećmi. Jeżeli to porównamy z dochodami z akcyzy, które sięgają około 100 mld zł, moglibyśmy powiedzieć, że stać nas na to, żeby na politykę prorodzinną wydawać kwotę rzędu 70 mld zł. W budżecie na przyszły rok rząd na program 800+ przeznaczył 63 mld zł. W zasadzie wszyscy są młodzi, a w każdym razie nie są starzy i chyba znają języki. Z okazałością różnie, ale to pewnie kwestia gustu. Na giełdzie nazwisk w prezydenckim wyścigu same zapowiedzi, deklaracje i z wyjątkiem Konfederacji żadnych oficjalnych nominacji. Ale ruch w interesie wyraźnie się zaczyna, bo widać, kto zaczyna wydeptywać kampanijne ścieżki. Kto chce być, a kogo chcą na prezydenta? Choć Szymon Hołownia oficjalnie nie potwierdził, że będzie kandydatem Trzeciej Drogi na prezydenta Polski, to takie spotkania w różnych częściach kraju nie przeszkodzą mu w budowaniu kampanijnego wizerunku. Od kilku tygodni w trasie po Polsce jest jedyny dotąd oficjalny kandydat - Sławomir Mentzen z Konfederacji. Dołączył do nich Rafał Trzaskowski, który był w województwie śląskim. I choć głównym powodem wizyty były spotkania ze śląskimi samorządowcami, to prezydent stolicy rozmawiał też z mieszkańcami. Co wielu odczytuje jako start prekampanii. Także w Koalicji Obywatelskiej. Gdzie ostatnio coraz głośniej mówi się o rosnących szansach Radosława Sikorskiego. Obaj kandydaci są fantastyczni i jestem przekonani, że każdy z nich wygra z kandydatem PiS. We wszystkich sondażach Rafał Trzaskowski miał najwyższe notowania. Kandydata Koalicji Obywatelskiej mamy poznać 7 grudnia. Niemal miesiąc wcześniej karty ma odkryć PiS, choć nie wiadomo, czy jak zapowiadano, będzie to w Święto Niepodległości. Zobaczymy, czy to będzie 11 listopada, czy to będzie jednak inna data. Mówi Zbigniew Bogucki, który ma być na długiej liście chętnych do fotelu prezydenta. Nowym nazwiskiem jest Przemysław Czarnek. Ale to prezes IPN Karol Nawrocki i poseł Mariusz Błaszczak mają być najpoważniejszymi kandydatami. Możliwe są prawybory w partii. Są różne koncepcje, są rzeczywiście prowadzone również... Zasięgane są opinie. PiS nie ma dobrego kandydata - mówią politycy koalicji rządzącej. Wybiera między mało atrakcyjnymi mastodontami jak pan Błaszczak a ludźmi kompletnie nieznanymi. Nie wiadomo, który z wymienionych kandydatów spełnia najwięcej z tych niektórych kryteriów wyborcy PiS według Jarosława Kaczyńskiego. Musi być młody, wysoki, okazały, przystojny. Ludzie abstrahują od wizualności, aparycji. Inne kryteria wskazują Polacy bez podziału na sympatie partyjne - mówi nam dyrektorka CBOS. Ma być strażnikiem konstytucji, to po pierwsze. Po drugie ma być otwarty na dialog społeczny z różnymi środowiskami politycznymi i społecznymi. Jak słyszymy, kwestię konstytucji wyborcy odnoszą do prezydentury Andrzeja Dudy. Kryterium wskazało jako najważniejsze prawie 90% badanych. Do wyścigu o Pałac wystartuje też Lewica, która najprawdopodobniej wystawi ministrę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. W partii potencjalne kandydatury Katarzyny Kotuli i Łukasza Litewki to na razie fakt medialny. Podjęliśmy decyzję, żeby Lewica miała kandydata lub kandydatkę i jedyne nazwisko, które wtedy padało, to nazwisko ministry Dziemianowicz-Bąk. Oficjalnego Kandydata Lewicy mamy poznać w pierwszej połowie grudnia. To jest 19.30, w której już za chwilę o broni przeciwko kolejnej mutacji koronawirusa, a potem jeszcze: Mój były mąż pracuje, to nie jest tak, że nie pracuje, otrzymuje środki, utrzymuje drugą rodzinę. 16 miliardów alimentacyjnych długów. Całe rodziny, przyjaciele i pracodawcy pomagają, by tych alimentów nie płacić. Rowerem na Giewont. Jest to zakazane. Nie ma na głupotę lekarstwa, tak to można skomentować. Objawy przypominają przeziębienie lub grypę, ale warto zrobić test, bo to może być covid. Groźny dla starszych, dzieci i osób przewlekle chorych. Szczepionki już są, od dziś mogą je zamawiać apteki, a od piątku rozpoczną się szczepienia. Zapisy na bezpłatne szczepienia ruszyły. W przychodniach sporo chętnych pacjentów. Ciągle przychodzą, pytają, czy już jest dostępna szczepionka, kiedy się będzie można zaszczepić. I jest odpowiedź: najpewniej od najbliższego piątku, choć początkowo Ministerstwo Zdrowia zakładało, że szczepienia ruszą w połowie października. Tu były opóźnienia ze względu na to, że firmy, które powinny zarejestrować szczepionki, nie nadążały z tą rejestracją. Preparat jest w rządowych magazynach. W najbliższych dniach ma zostać rozdysponowany do punktów szczepień. To jest dobra wiadomość, ale nie bardzo dobra, dlatego, że co tu dużo mówić, szczyt zachorowań mieliśmy od sierpnia. A co mamy? Prawie listopad. Więc musztarda po obiedzie. Jednocześnie profesor Ernest Kuchar tłumaczy, że na szczepienie nie jest za późno. Lepsza jakakolwiek odporność niż żadna. Szczepienie, jeśli nawet nie uchroni nas przed zachorowaniem, to przynajmniej złagodzi przebieg, a to oznacza leżeć we własnym łóżku w domu niż leżeć w łóżku w szpitalu. Już nie mówię o cmentarzu. Na razie dostępnych będzie 300 tys. sztuk szczepionek, w kolejnej fazie - 700 tys. To preparaty przeciwko nowemu wariantowi: JN1. Dominują objawy ze strony układu oddechowego, przy czym widzimy znowu niestety ciężkie zapalenia płuc, widzimy czasami objawy ze strony układu pokarmowego - biegunki. Większość osób przechodzi nowy wariant COVID-19 łagodnie, ale są grupy szczególnie narażone. Osoby, które są przewlekle chore, szczególnie w zakresie układu oddechowego, krążenia, osoby z cukrzycą, te osoby powinny w pierwszej kolejności zgłosić się na szczepienie. Powikłania po covidzie mogą być bardzo groźne. Jest więcej pacjentów z cukrzycą, więcej z chorobami reumatologicznymi. Również nefrolodzy mówią o zapaleniach nerek. Neurolodzy mówią o zapaleniu mózgu. Zaszczepić się będzie można w przychodniach albo aptekach, które zamówiły szczepionki. Rozeszły się błyskawicznie. Regularnie sprawdzałam stronę RARS, gdzie te szczepionki są dystrybuowane, i po prostu udało się zamówić wtedy, kiedy jeszcze były. Nowa szczepionka jest przeznaczona dla osób powyżej 12. roku życia. Szczepienie można umówić przez Internetowe Konto Pacjenta lub bezpośrednio w punkcie. Ich listę znajdziemy na stronie pacjent.gov.pl. Koronawirus jest z nami od 4,5 roku. Przez ten czas według oficjalnych danych zachorowało ponad 6,5 mln Polaków. Zmarło niemal 121 tys. Za uporczywe uchylanie się od tego obowiązku można trafić do więzienia na rok. Umiarkowana kara za pozbawianie własnych dzieci środków do życia. Alimentacyjne długi Polaków to 16 mld złotych. Góra pieniędzy wielka jak szczyt bezsilności państwa. Za małżeńskie porażki płacą dzieci, bo nie płacić alimentów to często punkt honoru, a nie powód do wstydu. Czy to się da zmienić? Dopiąć rodzinny budżet to dla pani Bogusławy prawdziwe wyzwanie. Źródło utrzymania to jest jedna pensja, moja, na troje dzieci. Po rozwodzie były mąż powinien płacić na dzieci alimenty, ale nie płaci. Zaległość to już 11 tys. złotych. Pracująca matka nie ma co liczyć na wsparcie z funduszu alimentacyjnego. Odebrałam z Gdańskiego Centrum Świadczeń decyzję o odmowie przyznania Funduszu Alimentacyjnego z uwagi na to, że przekraczam próg dochodowy. Ten jest bardzo niski, wynosi 1209 zł na osobę. A to wyklucza nawet osoby pracujące za minimalne wynagrodzenie. Najniższa pensja to obecnie ponad 3200 na rękę. Szacuje się, że dzieci takich jak pani Bogusławy, które od drugiego rodzica nie dostają pieniędzy na utrzymanie, jest w Polsce około miliona. Niepłacący alimentów rodzice są im winni już 16 mld zł. To dane zebrane w rejestrze dłużników. Jest to rekord, kiedyś to było mniej - 9, 10, 11 mld złotych, ale przez rok ona przyrosła aż o 1,3 mld. I to jest rekordowy wzrost. Realna kwota jest jeszcze wyższa, bo do rejestru trafiają tylko te długi, których zapłatę wziął na siebie Fundusz Alimentacyjny. Szacujemy, że w naszym rejestrze jest 60% wszystkich długów alimentacyjnych. Tylko 1/4 spraw alimentacyjnych, jakie trafiają do komorników, kończy się zapłatą. To efekt społecznego przyzwolenia. Takiemu małżonkowi, który jest zobowiązany do płacenia tych alimentów, całe rodziny, znajomi, a także pracodawcy pomagają w tym, żeby tych alimentów nie płacić. Alimenciarz, kiedy tylko zgłasza się do niego komornik, nagle traci majątek i pracę. Mimo że jest codziennie widywany w tej samej pracy, przychodzi tam dalej, to formalnie nie jest tam zatrudniony. Czyli pomaga mu pracodawca, który zatrudnia go na czarno. Dłużnicy alimentacyjni mają więcej pomysłów, jak uniknąć obowiązku, i się nimi dzielą. Jest coraz więcej grup na różnych mediach społecznościowych, wymieniają się poradami, do jakich banków wpłacać środki finansowe, aby komornik nie miał do nich dostępu. Mój były mąż pracuje, to nie jest tak, że nie pracuje, otrzymuje środki, utrzymuje swoją nową rodzinę. Za niepłacenie alimentów przez 3 miesiące teoretycznie można pójść do więzienia. Kto uchyla się od wykonania obowiązku alimentacyjnego... Jeżeli łączna wysokość zaległości stanowi równowartość co najmniej 3 świadczeń okresowych albo jeżeli opóźnienie zaległego świadczenia innego niż okresowe wynosi co najmniej 3 miesiące, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Niepłacącym alimenty może się wydawać, że oszukują system, państwo albo komornika. W rzeczywistości ich ofiarami są ich własne dzieci. Ukraina szykuje się na kolejną trudną zimę. Będzie trudna na froncie, ale też z dala od niego, bo gdy Rosja chce, to przynosi wojnę daleko od okopów, na mieszkalne osiedla, szpitale albo elektrownie. Mateusz Lachowski jest w Irpieniu. Powiedz, jak sobie Ukraina radzi pod koniec trzeciego roku wojny i na czyje wsparcie może liczyć? Na wsparcie NATO i Unii Europejskiej. Dziś Parlament Europejski zatwierdził przyznanie Ukrainie pożyczki na 2025 rok o wartości 35 mld euro z zysków z zamrożonych aktywów Federacji Rosyjskiej. Kluczowe ze względu na potencjał militarny jest dla Ukrainy wsparcie Stanów Zjednoczonych. Dlatego tak ważna była wczorajsza wizyta Lloyda Austina w Kijowie, w trakcie której poinformowano o przekazaniu kolejnego pakietu pomocowego o wartości 400 mln dolarów oraz. jak przekazał prezydent Zełeński, dodatkowe 800 mln na produkcję dronów. Bardzo ważne dla Ukraińców były także słowa sekretarza obrony USA, który zapewnił, że pomoc dla Ukrainy będzie kontynuowana. Wiem, że wojna Kremla jest koszmarem, od którego naród ukraiński stara się uciec. Ale wszyscy powinniśmy zrozumieć, że atak Putina jest ostrzeżeniem. To zapowiedź świata zbudowanego przez tyranów i bandytów, chaotycznego, brutalnego świata podzielonego na strefy wpływów. Świata, w którym tyrani depczą swoich mniejszych sąsiadów, i świata, w którym agresorzy zmuszają wolnych ludzi do życia w strachu. Wsparcie jest konieczne, zwłaszcza że sojuszników szuka również Moskwa. Potwierdziła się obecność żołnierzy z Korei Północnej na froncie w Ukrainie. Kiedy Rosja ma wsparcie takich państw jak Iran czy Korea Północna, pomoc Zachodu jest dla Ukrainy kluczową, aby móc dalej skutecznie się bronić. W australijskim parlamencie Jego Królewska Wysokość Karol III został wygwizdany przez senatorkę, przedstawicielkę rdzennej ludności. Wykrzyczała monarsze, że nie jest jej królem, a Korona ukradła aborygeńską ziemię. Głos był pojedynczy, ale republikańskie tendencje w Australii widać i słychać od dawna. Boże, zachowaj króla, ale najlepiej z dala od Australii? Król Karol III w Australii. To jego najdłuższa podróż zagraniczna od objęcia tronu. Jestem ogromnie wzruszony tym miłym powitaniem i zaproszeniem do powiedzenia kilku słów. Nie wszyscy odwzajemniają sympatię, o czym brytyjski monarcha przekonał się tuż po tym przemówieniu. Nie jesteś moim królem. Jesteś winnym ludobójstwa na naszym narodzie! Oddajcie nam naszą ziemię! Oddajcie nam to, co nam ukradliście! Lidia Thorpe to niezależna senatorka i przedstawicielka rdzennej australijskiej ludności. Jest zadeklarowaną przeciwniczką monarchii. I nie zamierza przepraszać. Jak on może stać i mówić, że jest królem naszego kraju? Ukradł tak wiele bogactwa naszym ludziom i naszej ziemi, że musi to oddać. Australia jest monarchią konstytucyjną, a głową państwa jest król Wielkiej Brytanii. Jego rola jest symboliczna, a australijscy poddani - podzieleni w ocenach. Monarchia jest w dobrych rękach. Nie wszyscy chcą być "poddanymi". Unię próbowano zerwać już 25 lat temu. Wtedy Australijczycy zagłosowali przeciwko przekształceniu kraju w republikę. Właściwie wtedy była i nadal istnieje wyraźna grupa opowiadająca się za tym, żebyśmy pewnego dnia stali się republiką. I pokazują to choćby tak - to pomnik królowej Wiktorii w Sydney. Cieszę się, że przybywa jako król Anglii, ale wolałabym, żeby nie przyjeżdżał jako król Australii. Karol III spotkał się z przedstawicielami rdzennych Aborygenów. Od nich również usłyszał gorzkie słowa. Jesteśmy tu od tysięcy lat i mamy własną historię do opowiedzenia. Wczoraj w Canberze byłeś tego świadkiem. Jednak Karol III cieszy się teraz większym zaufaniem od australijskiego premiera i aktualnego lidera opozycji. Jest niesamowicie popularny. Ludzie zdali sobie sprawę, że wiele jego pomysłów i myśli wyprzedzało swoje czasy. Majątek Karola III, szacowany na około 747 mln dolarów, nie stawia go w pierwszej 10 najbogatszych monarchów. Windsorowie to jednak najpopularniejsza królewska marka, która skutecznie zasila brytyjski budżet. Problem w tym, że Australijczycy tego nie odczuwają. Są ludzie, którzy chcą żyć w sposób realny. Chcą mieć głowę państwa, który jest na miejscu. Trzy lata temu unię personalną z Wielką Brytanią zerwał Barbados. Zmiany promowała m.in. pochodząca z wyspy wokalistka Rihanna. Kocham was wszystkich i modlę się, aby młodzi nadal rozwijali Barbados. Jestem z was dumna. Plan był chyba taki, żeby choć na chwilkę zostać królem Youtube'a. Pan się wybrał na Giewont rowerem elektrycznym, teraz go szukają służby, bo mają dla niego mandat. I to jest kolejny wyczyn, który śmiało można dopisać do różnych brawurowych zachowań tych, którym niskie ciśnienie w górach dobrze nie robi. A lista jest długa, miejscami zabawna, ale miejscami znaczona krzyżami przy szlaku. Odwaga czy szaleństwo? Doświadczeni przewodnicy tatrzańscy mówią, że zachowanie turysty, który na rowerze elektrycznym wybrał się na Giewont, to skrajny przykład nieodpowiedzialności. Bardzo niebezpieczna sytuacja. Na pewno sam rower jest ciężki. Uderzenie kogoś takim rowerem spowodowałoby jego upadek z wysokości. Rowerem można zahaczyć też o kamienie i zrobić komuś krzywdę. A nawet zabić. Wychodząc w góry, bierze się też odpowiedzialność za inne życie, za cudze życie. Może chciał sobie coś udowodnić? Na pewno zlekceważył przepisy Tatrzańskiego Parku Narodowego mówiące wprost, że szlaki turystyczne, poza pojedynczymi wyjątkami, nie są przeznaczone do jazdy na rowerze. Mężczyzna jest poszukiwany przez służby. Musi liczyć się z mandatem około 500 złotych, ale sprawa może zostać skierowana też do sądu. Jest to zakazane. W Tatrzańskim Parku Narodowym są tylko niektóre szlaki dla rowerów, np. w Dolinie Chochołowskiej. Lista niebezpiecznych sytuacji w Tatrach jest coraz dłuższa. Rok temu znany w sieci sportowiec i kolekcjoner rekordów wyniósł na szczyt Rysów 50-kilogramowy głaz. Byli też tacy, którzy w drodze do Morskiego Oka zorganizowali sobie nocleg "pod chmurką" lub mimo zakazu kąpali się nad Szczyrbskim Jeziorem. Był już 10 lat temu rower przykuty do krzyża. Trzeba było przeciąć łańcuch i znieść ten rower. No ale cóż, nie ma na głupotę lekarstwa, tak to można skomentować. Niektóre historie, jak wrześniowa wyprawa nieprzygotowanych turystek z Litwy, kończą się tragicznie. Tylko w ubiegłym roku w polskich górach doszło do 18 śmiertelnych wypadków. Ratownicy TOPR przeprowadzili ponad 900 akcji ratunkowych i pomogli w sumie ponad 1000 turystów. Interwencji z powodu poważnych urazów lub nagłych zachorowań wymagało prawie 320 poszkodowanych. Równie piękne, co niebezpieczne. Góry nie wybaczają błędów. Nawet najlepszym. Dziennikarka TVP Sport i prowadząca "The Voice of Poland" Paulina Chylewska z Telekamerą Teletygodnia 2024. Została nagrodzona w kategorii "Komentator/Prezenter/ Dziennikarz sportowy". Kompletnie się nie spodziewałam. Bo jak jesteś nominowany w tak mocnej kategorii, w której nominowani są fantastyczni komentatorzy i dziennikarze sportowi, i w dodatku, że jesteś jedyną kobietą w tej kategorii i drugą w historii tej kategorii w ogóle nominowaną, to nie masz prawa się tego spodziewać, więc to jest nagroda, która cieszy podwójnie. Wśród nominowanych byli jeszcze Jakub Bednaruk, Tomasz Ćwiąkała, duet Wojciech Drzyzga i Tomasz Swędrowski, Mateusz Święcicki, Marek Rudziński oraz Rafał Wolski. Telekamery to jedna z najbardziej prestiżowych nagród dla twórców telewizyjnych i gwiazd małego ekranu. Przyznawane są od 1998 roku. To wszystko w 19.30. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu dnia" będzie były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Jutro na 19.30 zaprasza Joanna Dunikowska-Paź.