Nagła dymisja - Sławomir Cenckiewicz nie jest już szefem BBN. Deklaracje prezesa. Szef PKOl nie zamierza rezygnować ze stanowiska. Susza i wiatr. Rośnie zagrożenie pożarami w wielu regionach kraju. Nie żyje Łukasz Litewka. Poseł, wieloletni radny Sosnowca, działacz Lewicy. Zginął w tragicznym wypadku. Jadąc rowerem, został potrącony przez samochód, którego kierowca zasłabł w trakcie drogi. Był jedną z najbardziej wyrazistych postaci młodego pokolenia w polskiej polityce. Poseł, społecznik, człowiek, którego wielu zapamięta nie tylko z sejmowych ław, ale przede wszystkim z codziennej, cichej walki o innych. Wiadomość o tragicznej śmierci Łukasza Litewki poruszyła całą Polskę. Parlamentarzysta zginął w tragicznym wypadku. W jadącego na rowerze Litewkę uderzył samochód osobowy. Niestety reanimacja nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, rowerzysta zmarł. W tej chwili na miejscu pracują jeszcze nasi policjanci, ustalają przyczyny tego zdarzenia. Zginął człowiek, fantastyczny człowiek, fajny, młody, taki bardzo energiczny, szkoda po prostu. To był człowiek, który miał masę pasji. I serce na dłoni. Szczególne uznanie zyskał dzięki działalności społecznej. Organizował liczne akcje charytatywne, wspierał dzieci z niepełnosprawnościami i ratował porzucone zwierzęta. Nie czekał. Reagował. Zbierał środki na leczenie, sprzęt rehabilitacyjny, pomagał ofiarom wypadków. Szerokiej publiczności dał się poznać podczas kampanii wyborczej. Na swoich plakatach zamiast politycznych haseł promował adopcję psów ze schroniska. Po wyborach banery nie zostały wyrzucone, posłużyły jako ocieplenie schroniskowych boksów. Dziś żegnają go nie tylko najbliżsi, ale też przedstawiciele wszystkich stron sceny politycznej. Dziś zostaje po nim coś więcej niż polityczne deklaracje. Pamięć o człowieku, który wierzył, że dobro ma sens i który każdego dnia próbował to udowodnić. Sławomir Cenckiewicz jest już byłym szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Właśnie złożył rezygnację na ręce prezydenta, bo - jak pisze - "rząd brutalnie ingeruje w prace Biura i nie szanuje prawomocnych wyroków sądów". Cenckiewicz zadeklarował jednocześnie, że dalej będzie wspierał prezydenta w nowej roli, a w starej zastąpił go generał Andrzej Kowalski. Sławomir Cenckiewicz, jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Karola Nawrockiego, przestaje być szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Odchodząc z ministerialnego stanowiska, chcę jedynie uwolnić Urząd Prezydenta RP od nieustannej presji i ingerencji, której, jako wróg publiczny rządu Tuska, Sikorskiego i Kosiniaka-Kamysza, byłem i jestem powodem. Gdański historyk i publicysta, lustrator Lecha Wałęsy i członek kolegium IPN, szefem BBN został w sierpniu ubiegłego roku. Jedyna racja, której służy pan prof. Cenckiewicz, to siła i stabilność Rzeczpospolitej. Informację o jego rezygnacji potwierdził rzecznik prezydenta. Przy okazji wystawiając mu laurkę. Wygrał z prokuraturą, wygrał ze służbami specjalnymi, wygrał z rządzącymi, którzy poprzez manipulacje, fejki, kłamstwa, próbowali zdusić prawdę, odebrać Cenckiewiczowi dostęp do informacji niejawnych. Sęk w tym, że według rządzących Cenckiewicz tego dostępu nie ma. Zrozumiał, że nie ma dostępu do informacji niejawnych. I że trwanie na stanowisku szefa BBN to po prostu fikcja. A związane z tym trudności miały być powodem dymisji. Uznałem, że nie powinienem pełnić tego stanowiska w sytuacji, w której ten wyrok niczego nie zmienił. Nie chcę być więźniem miłego gabinetu z widokiem na ogród prezydencki. To mnie nie interesuje, ja chcę działać. Ale to nie jedyny kłopot Cenckiewicza. Na byłym szefie BBN ciążą zarzuty za odtajnienie planu Warta. A prokuratura wszczęła właśnie śledztwo w sprawie dopuszczenia do Rady Bezpieczeństwa Narodowego osoby bez uprawnień. Miał nią być Cenckiewicz. Moim zdaniem pan prezydent uznał, że na czele takiej instytucji jak BBN musi stać osoba, wobec której nie ma wątpliwości. Cenckiewicz rezygnuje w dniu, w którym prezydent podjął kroki zmierzające do ostatecznego odtajnienia aneksu do raportu o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Publikacja miała być jednym z głównych zadać szefa BBN. Ja poczytuję zapowiedź publikacji aneksu WSI za sukces pana Cenckiewicza. Jak rozumiem, jesteśmy już na ostatnim etapie publikacji tego dokumentu. Obowiązki szefa BBN będzie teraz sprawował gen. Andrzej Kowalski. To oficer związany ze służbami, były szef Wywiadu Wojskowego, współpracownik Antoniego Macierewicza. - zareagował na tę informację minister Tomasz Siemoniak. Prezydent i rząd powinni współpracować. Ja mam nadzieję, że przyjdzie oprzytomnienie i do tej współpracy dojdzie. Dla dobra Polaków. Były szef BBN nie wycofuje się z polityki. Przy prezydencie ma być przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa i Obronności. Ma też pomagać Przemysławowi Czarnkowi w kampanii programowej PiS. Po apelu o natychmiastową dymisję szef PKOL-u nie tylko się do niej nie poda, więcej - zapowiada starania o kolejną kadencję. Radosław Piesiewicz dodaje, że nie planuje wypowiadać umowy Komitetu z Zondacrypto, prywatnie też tam zainwestował, stracił i będzie walczył o odszkodowanie. Szef PKOl o sobie samym mówi, że ma bardzo dużo pokory, a co w sytuacji, gdyby ocena jego pracy w kluczowej sportowej instytucji była inna? Logo Zondacrypto wisi nad wejściem do siedziby Polskiego Komitetu Olimpijskiego. A nad prezesem PKOl wiszą czarne chmury. Jego autorytet jest dziś, jak to się nie raz mówi radykalnie, żaden. Bo to Radosław Piesiewicz jesienią zeszłego roku podpisał umowę sponsorską z giełdą kryptowalut. To jest coś nowego, innowacyjnego. Coś o czym marzyliśmy. Dziś marzenia zamieniły się koszmar. Zondacrypto zalega kilkudziesięciu tysiącom osób setki milionów złotych. Zalega też olimpijczykom, którzy jeszcze 2 tygodnie temu dostawali od Piesiewicza i Zondacrypto czeki z nagrodami w tokenach. Jak się okazało - bez pokrycia. To największy kryzys wizerunkowy właściwie spowodowany poprzez działanie jednej osoby, pana prezesa Piesiewicza. Bo reszta zarządu PKOl nie miała pojęcia o umowie z Zondacrypto. Ja włączyłem telewizor i oglądałem transmisję z Monako, z której się dowiedziałem, jako wiceprezes, że jest podpisywana umowa sponsorska z Zondacrypto. Napisaliśmy list z niezadowoleniem podjęcia współpracy z tą giełdą. PKOl dziś sam zaczął regulować część zobowiązań Zondacrypto wobec olimpijczyków. Nasi sportowcy, którzy zajęli od czwartego do ósmego miejsca, wszyscy dostali wypłaty środków pieniężnych na swoje konta. Otrzymanie przelewu potwierdziła nam łyżwiarka szybka, Kaja Ziomek-Nogal. Medaliści wciąż czekają. Działacze sportowi nie chcą czekać. Na rok przed końcem kadencji Piesiewicza domagają się jego dymisji. Prezes Piesiewicz doskonale wiedział z kim ma do czynienia. Mówił, że PKOl jest jak Zondacrypto i odwrotnie. Kroczymy jako Polski Komitet Olimpijski od problemu do problemu. A właściwie do katastrofy. Piesiewicz nie zamierza odchodzić ze stanowiska. Zawierałem umowę z Zondacrypto w dobrej wierze. I broni się, że przed transakcją powiadomił o sprawie Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To jest pismo. W tym piśmie jednak nie ma słowa o Zondacrypto. To ogólna informacja o planowanej umowie sponsorskiej. Nie czekając na odpowiedź, 5 dni później Piesiewicz umowę podpisał. Gdyby odbyło się walne zgromadzenie, to podniósłby pan rękę za tym, żeby Radosław Piesiewicz został odwołany? Tak, naturalnie. Zgodnie ze statutem PKOl prezesa może odwołać większość działaczy na Walnym Zgromadzeniu komitetu. Ale Walne Zgromadzenie zwołuje prezes na wniosek zarządu. Posiedzenie zarządu też zwołuje prezes - minimum 4 razy w ciągu roku. Prezesa PKOl nie da się odwołać. Radosław Piesiewicz jest więc pewny siebie. A to nie pierwsze zamieszanie wokół niego. Trwa śledztwo w sprawie wystawiania fikcyjnych faktur, nadużycia uprawnień i wyrządzenia szkody majątkowej komitetowi. PKOl wydał milion złotych na remont restauracji. Polski Komitet Olimpijski nie jest powołany do prowadzenia usług o charakterze gastronomicznych. Jutro sytuację w PKOl mają omawiać szefowie związków sportowych i minister sportu. To jest czwartkowe wydanie 19.30, w którym mamy dla państwa jeszcze m.in. takie tematy: Tragedia na Podkarpaciu. Atak niedźwiedzia. Kobieta posiadała liczne obrażenia. Wielokrotnie widywała, ale z daleka to wiadomo, że niedźwiedź nie zrobi nikomu. Co robić, gdy spotkamy drapieżnika? Nie zaczepiamy, nie próbujemy go odstraszyć żadnym krzykiem, żadnym rzucaniem w niego kamieniami. Gigantyczna pożyczka dla Ukrainy. UE dopina formalności w sprawie 90 mld zł dla Kijowa, a Moskwie przesyła 20. pakiet sankcji z całkowitym zakazem transportu rosyjskiej ropy drogą morską. Zielone światło dla decyzji to efekt zmiany frontu przez Węgry i Słowację. Ukraiński prezydent wyraził nadzieję, że pierwsza transza pożyczki popłynie do Kijowa najpóźniej na początku czerwca. To skutki rosyjskiego ataku na Dniepr. Drony uderzyły w blok mieszkalny. Są ranni i zabici. By Ukraina mogła chronić swoje niebo, potrzebuje ogromnych pieniędzy. Na ulicach Kijowa od kilku dni mowa o tych, które popłyną z Unii. Wierzę, że je dostaniemy. Chodzi o 90 mld euro pożyczki. Po miesiącach niepewności Bruksela dała jej zielone światło. Znaczna część tej kwoty, bo aż 60 mld, zostanie przeznaczona na wsparcie zdolności obronnych Ukrainy. Pozostałe 30 mld zasili budżet państwa i pokryje jego bieżące wydatki. To dobra wiadomość m.in. dla Hanny, opiekunki w zaporoskim żłobku. Uważam, że pomoc Unii dla Ukrainy jest strategicznie ważnym źródłem stabilności dla gospodarki, dla instytucji państwowych, a co najważniejsze, dla edukacji i rozwoju. Pieniądze blokowały Węgry i Słowacja. By mogły popłynąć do Ukrainy, Kijów musiał wyrazić zgodę na tranzyt rosyjskiej ropy przez swoje terytorium. Chcę powiedzieć prezydentowi Ukrainy: jeśli rurociąg Przyjaźń nadaje się do transportu surowca to proszę, niech go otworzy zgodnie ze swoimi zobowiązaniami. Ropa przestała płynąć rurociągiem "Przyjaźń" przez Ukrainę do Słowacji i na Węgry pod koniec stycznia po rosyjskim ataku. Bratysława i Budapeszt wielokrotnie zarzucały Kijowowi, że zwleka z naprawą ropociągu z powodów politycznych. Po wygranych wyborach parlamentarnych lider partii Tisza zapewnił, że jeśli transport surowca zostanie wznowiony, to po objęciu urzędu premiera odblokuje zamrożone przez Viktora Orbana unijne pieniądze. Naprawiliśmy go. Mamy nadzieję, że UE wywiąże się ze swoich zobowiązań. Dziś rano ropa znów popłynęła rurociągiem. Państwa, które blokowały pieniądze dla Kijowa, zgodziły się je uwolnić. Co nie oznacza, że dołożą się do pożyczki. Kraje będą w stanie zapewnić pomoc Ukrainie ponownie, ale podkreślam, bez Słowacji, Węgier i Czech. To pożyczka wojenna, nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Naprawa rurociągu otworzyła drzwi także do wprowadzenia 20. pakietu sankcji wobec Rosji. Uderzy głównie w sektor energetyczny agresora. Jest zielone światło ze strony Komisji Europejskiej, teraz czas na przelew. Do Polski ma popłynąć 4. transza środków z KPO - ponad 30 mld zł. Wniosek złożyliśmy w grudniu, pieniądze do wspólnego portfela mają popłynąć pod koniec maja. Komisja Europejska zgodziła się na kolejny przelew z KPO po tym, gdy polski rząd obiecał rozprawić się z tzw. śmieciówkami, umożliwiając zreformowanej Państwowej Inspekcji Pracy ich zamianę na umowy o pracę. 30 mld euro, które dzięki temu popłynie do Polski, jak zapowiada minister Pełczyńska-Nałęcz, nie będzie jedynym przelewem z KPO w tym roku. To jest jedna z 3 wpłat, której się spodziewamy w tym roku. W sumie ok 100 mld zł. To są przeogromne, absolutnie rekordowe środki. Pieniądze mają być wydane na modernizacje szpitali onkologicznych i radiologicznych, infrastrukturę kolejową, autobusy bezemisyjne, ocieplenie szkół i przedszkoli, szerokopasmowy internet czy nowe sieci przesyłowe. Z przyznanych nam ponad 230 mld złotych z KPO, do Polski już trafiło 100 mld, a drugie tyle zasili budżet jeszcze w tym roku. To oznacza, że opóźnienia spowodowane sporem o praworządność za rządów PiS, zostały przez obecne władze nadrobione i pieniądze dla Polski nie przepadną. Nie żyje 58-letnia kobieta zaatakowana przez niedźwiedzia w miejscowości Płonna na Podkarpaciu. Służby szukały jej w trudnym leśnym terenie po zgłoszeniu od zaniepokojonego syna. Obrażenia były na tyle poważne, że kobiecie nie można już było pomóc. Ten las kobieta znała bardzo dobrze. Jakieś takie miała, że zawsze na wiosnę po lesie chodziła, ale nie sama, tylko z synem. Już wcześniej spotykała w nim niedźwiedzie. Z tego co mówiła, to wielokrotnie widywała, ale z daleka to wiadomo, że niedźwiedź nie zrobi nikomu. Jakby nie było, teraz zdarzyło się jak się zdarzyło. To młodszy syn zgłosił, że mamę zaatakował niedźwiedź. Na miejsce skierowane zostały 3 zastępy straży pożarnej i policja. Akcję utrudniał leśny teren. Gdy służby dotarły do kobiety, była już nieprzytomna. Kobieta posiadała liczne obrażenia. Na miejscu pracują policjanci pod nadzorem prokuratora i inne służby, które zbierają materiał dowodowy. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Niedźwiedzie są zwierzętami terytorialnymi i właśnie w takie miejsce prawdopodobnie weszła kobieta. Tutaj bytują 3 samice z młodymi. W związku z tym, może weszli ci ludzie między młode a dorosłe niedźwiedzice. Niedźwiedzie są w Polsce pod ochroną. Tylko w Bieszczadach żyje ponad sto osobników. Ale to, co cieszy przyrodników, jest wyzwaniem dla lokalnych władz. Mieszkańcy całej gminy Bukowsko zgłaszają wiele zdarzeń konfliktowych, czyli obecność dzikiej zwierzyny, niedźwiedzi, wilków. Według nieoficjalnych informacji matka z synem mogła zbierać w lesie poroża, na które właśnie trwa sezon. A miejsca, w których zrzucają je jelenie, często są miejscem odpoczynku niedźwiedzi. Jeśli wejdziemy wprost na odpoczywającego niedźwiedzia, to wtedy atak taki bezpośredni atak jest możliwy. To poważne zagrożenie dla turystów wędrujących po lasach poza utartymi ścieżkami. A wiosna jest momentem dużej aktywności wybudzonych już z zimowego snu niedźwiedzi. Na pewno ich nie zaczepiamy, nie próbujemy go odstraszyć żadnym krzykiem, żadnym rzucaniem w niego kamieniami i patykami, bo możemy go tylko zirytować. I wycofujemy się spokojnie. Bo wchodząc do lasu, wchodzimy do ich domu. Wielodniowa susza i silny wiatr to równanie, które daje ogromne zagrożenie pożarowe. Ryzyko dla kolejnych regionów gwałtownie rośnie, na mapach IMGW przybywa pomarańczowego i czerwonego koloru, przede wszystkim we wschodniej Polsce. Przy skrajnie wysuszonej ściółce leśnej do tragedii wystarczy iskra. Lasy suche jak wiór. To badanie wilgotności nie pozostawia złudzeń. To jest 8,3%, oznacza to, że próbka jest bardzo sucha. Zagrożenie pożarowe lasów jest w całej Polsce. Czerwone obszary to zagrożenie wysokie. Dlatego bazy lotnicze Lasów Państwowych są w gotowości. Leśnicy tak naprawdę od 15 marca do jesieni są w gotowości, w ciągłej czujności. Monitoring z kamer, z dostrzegalni pożarowych, z wież, jest ciągły. By w razie pożaru błyskawicznie ruszyć do akcji gaśniczej. Śmigłowcem lub takim, jak ten, dromaderem. Dostaję prognozowaną pogodę, czy jest duże zagrożenie w lasach, czy nie. Samolot jest i tak przygotowany, napełniony wodą i w razie potrzeby startujemy od razu, jeżeli nie, to lecimy na lot patrolowy. Wiosna niemal w pełni. Ale to bardzo sucha wiosna. Opady śniegu minionej zimy nie pomogły. Polska znów, albo raczej nadal, zmaga się z suszą. Ostatnie opady to - nomen omen - kropla w morzu potrzeb. Opady w marcu w naszym kraju były na poziomie 29% normy miesięcznej. I to był taki poziom, ilość opadów, jaka jest w krajach Bliskiego Wschodu. Niedobory wody widać na polach. W zeszłym roku ten rzepak już się powoli szykował do kwitnienia, gdzie on naprawdę już sięgał miejscami 30-40 cm, a tutaj, jak widzimy, on ledwo wychodzi z ziemi. Susza grozi słabszymi plonami i wyższymi cenami warzyw i owoców. Polska w ogóle jest bardzo suchym krajem. Blisko trzykrotnie mniejsze zasoby wody słodkiej na mieszkańca niż średnia europejska. 1600 m3 na mieszkańca, 4500 w Europie. Dekady melioracji pól, regulowania rzek i betonowania miast pozbawiły nas możliwości zatrzymywania wody w miejscu opadu. A to jest kluczowe. Wszyscy znamy pojęcie betonozy, ona niestety ma się jeszcze ciągle dobrze. W przyszłości, i to całkiem bliskiej, czeka nas odzyskiwanie wody z oczyszczonych ścieków. Dziś ta woda trafia do rzek. To jest bezsensowne, bo właśnie tą wodę należy zawracać. Ona powinna być stosowana do celów komunalnych i tak się dzieję w Warszawie, Krakowie, Europie, Paryżu choćby, wielu innych miastach. My jesteśmy w trakcie tych zmian. Na razie woda odzyskiwana ze ścieków służy do mycia ulic czy chłodzenia urządzeń. Kwestią czasu jest, kiedy będziemy musieli pokonać w sobie psychiczną barierę i odzyskiwać ją do picia. "Chciałem być piłkarzem, grać w jakimś dobrym klubie, być sławny na całą Polskę" - brzmi jak powrót do marzeń z dzieciństwa, ale tu żadne marzenia się nie spełnią, a dzieciństwo właśnie tragicznie się skończyło. 14-letni Mateusz odebrał sobie życie, a cała Polska usłyszała o nastolatku, który nie krzyczał głośno jak na meczach, bo dźwigał ciężar, którego po ludzku nie da się unieść. O cenie za hejt, którą w imieniu chłopca, opisuje poruszający list. Symbol pamięci o Mateuszu. 14-letnim chłopcu, który zginął pod kołami pociągu. Susz w powiecie iławskim to mała miejscowość. Wszyscy się znają. Tym większy szok. To mojej koleżanki syn. Tragedia to mało powiedziane. Zaledwie miał 14 lat. Całe życie przed nim, a tutaj nagle o! Skończyło się w tak tragiczny sposób. Dobrzy, spokojni ludzie, naprawdę. Straszna tragedia w szkole, nie można rozmawiać. Brakuje słów. Sprawę wyjaśniają policja i prokuratura. Ustalamy się, czy ktoś nie przyczynił się do tego, tej tragicznej decyzji tego młodego człowieka. Na jutro zaplanowano przesłuchania kilku nastolatków. Pojawiły się przypuszczenia, że Mateusz mógł być gnębiony w szkole. Doszło do konfliktu między rówieśnikami, tam doszło do jakiegoś popchnięcia, natomiast szczegółów w tej chwili nie znam. W szkole jest już prowadzona kontrola kuratorium oświaty. Te słowa w imieniu chłopca napisali jego najbliżsi. Odczytali je w kościele podczas pożegnania 14-latka. Przemoc rówieśnicza to zjawisko, którego doświadcza niemal każdy nastolatek. Jako ofiara, jako sprawca lub świadek. To są takie zachowania, które mogą być obecne w szkole, ale o przemocy rówieśniczej mówimy także wtedy, gdy dotyczy Internetu, elektroniki i dzieje się poza szkołą, np. na podwórku. "Przemoc nie dzieje się na korytarzu szkolnym, chociaż i tam czasem jej doświadczyłem, tylko w łazience, w szatni. Każdy, kto jest w kryzysie, może się zwrócić do specjalistów. Dwa pierwsze numery telefonu działają z myślą o dzieciach i młodzieży. Ten trzeci jest dla dorosłych. Rozmowa to podstawa w budowaniu relacji i zaufania. Jak mówi nam Lucyna Kicińska z Biura Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym, warto się kierować zasadą 4 "z". Zauważ, zapytaj. zaakceptuj, zareaguj. Czyli nie czekamy aż ktoś do nas podejdzie, tylko mówimy: widzę, że jesteś ostatnio smutny, od jakiego czasu tak się czujesz, co jest dla ciebie najtrudniejsze. Trzeci krok: zaakceptuj. Prokuratura prosi, by zgłaszały się do niej wszystkie osoby, które mogą pomóc w wyjaśnieniu okoliczności śmierci Mateusza. W Światowym Dniu Książki warto zapytać, jak się ma rodzima biblioteka. Ponad 40% z nas czyta co najmniej 1 książkę w roku, ale systematyczność wypada blado. Gdy jednak damy się wciągnąć w wyjątkowy świat emocji i refleksji, to co czytamy najchętniej? Tradycyjną książkę czy taką, która mówi głosem lektora, na papierze czy popularnym czytniku? To w kontekście tematu pytania znacznie przyjemniejsze. Kiedyś nieodłączny atrybut podróży. W Światowy Dzień Książki Koleje Wielkopolskie postanowiły obdarować pasażerów takimi prezentami. Dzisiejszy dzień skłania do tego, aby przypomnieć, że jest ten czas, aby wrócić do papierowej wersji, aby może odłożyć telefon, może odłożyć smartfon. Kryminały, romanse, literatura faktu. 15 tys. książek ma zachęcić podróżnych do czytania. To dobry pomysł, żeby ludzie odłożyli telefony i skupili się na czymś innym. Czytanie książek jest fundamentalne dzisiaj w dobie ekranów, zalania informacjami, przebodźcowania. Książki dają ludziom wytchnienie, pomagają odpocząć. A to już Biblioteka Wojewódzka w Łodzi i happening "Bohaterowie książek - reaktywacja". Czytelnicy nasi uwielbiają tego typu akcje. Całym zespołem promujemy czytelnictwo, promujemy książkę i bawimy się razem, wspólnie z naszymi czytelnikami. Ich liczbę co roku sprawdza Biblioteka Narodowa. Poziom czytelnictwa w Polsce prawie nie zmienia się w ostatnich latach. 2 na 5 Polaków czyta przynajmniej 1 książkę rocznie. Kobiety czytają więcej od mężczyzn, a najrzadziej po książkę sięgają seniorzy i osoby z mniejszych miejscowości. Tradycyjne papierowe książki coraz częściej są wypierane przez te cyfrowe: ebooki i audiobooki. Jednak ci, którzy po nie sięgają, to niemal ta sama grupa, co sięgający po wydania papierowe. Ci, którzy są aktywni, wybierają taki nośnik, który jest w danym momencie wygodniejszy. Dużo więcej słuchamy niż kiedyś, w korkach, wykonując czynności domowe, albo po prostu odpoczywając. A to lista autorów, po których najchętniej sięgamy. Po raz 8. z rzędu króluje Remigiusz Mróz, tuż za Stephenem Kingiem i Henrykiem Sienkiewiczem. W innych krajach spada czytelnictwo, ale oczywiście z dużo wyższego pułapu. U nas udało się zatrzymać trend spadkowy i mam nadzieję, że to jest początek wzrostów. Potwierdzają to organizatorzy targów książki. Mimo ekspansji nowoczesnych technologii zainteresowanie książkami nie spada. Triumfy święci literatura "young and adult" czyli dla młodych dorosłych. Przyciąga dziesiątki, setki, tysiące nastolatek, które do swoich ulubionych autorek przychodzą i stają w kolejkach, tak jak kiedyś do gwiazd rocka. Może więc starsi nie powinni narzekać na młodzież, ale spokojnie zająć się swoim lekturami. Jak mówił Cyceron: "czytanie rozwija rozum młodzieży i odmładza charakter starca". Ja już bardzo państwu dziękuję. Za chwilę w "Pytaniu dnia" wyjątkowy gość, Andrzej Seweryn, z którym Justyna Dobrosz-Oracz rozmawiała dziś w południe w Teatrze Polskim w Warszawie. Bardzo państwu polecam tę rozmowę.