Militarne bezpieczeństwo. Celem zwiększanie stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce - mówi szef MON. Czołowi demokraci żądają wyjaśnień. Napisali list do sekretarza stanu ws. Zbigniewa Ziobry. Złamał zakaz i wjechał autem nad Morskie Oko. Dlaczego dostał tylko sto złotych mandatu? Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Dwa dni po zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczącej wysłania do Polski dodatkowych 5000 żołnierzy nadal nie wiadomo, jaka będzie ich ostateczna liczebność ani z jakim sprzętem do nas przyjadą. Ani Departament Wojny, ani Biały Dom nie udzielają informacji w tej sprawie. Pytań i wątpliwości jest znacznie więcej. Według rządzących kluczowe jest teraz to, by amerykańscy żołnierze w Polsce mieli stałe wojskowe bazy, a nie rotacyjne. Decyzja Donalda Trumpa o wysłaniu dodatkowych żołnierzy do Polski i dla prezydenta... Dobrze, że się udało. ...i dla rządu... To dobry dzień. ...jest jak wygrana bitwa. Teraz czas na kolejną. Jaki jest teraz nasz cel? Żeby zwiększać stałą obecność, nie tylko rotacyjną, ale stałą obecność. To ma kluczowe znaczenie. Spośród około 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy, tylko kilka procent przebywa w Polsce na stałe. Pozostali stacjonują tylko przez określony czas. I właśnie stąd wzięły się ostatnie problemy. Mieliśmy w kwietniu rotację jednych z tych brygad stacjonujących w Żaganiu i nie przejechało zastępstwo i mamy minus 4000 żołnierzy. Zgodnie z deklaracją Donalda Trumpa zamiast minusa będzie plus. Ale wciąż nie wiadomo, o czym piszą światowe media, jacy żołnierze tę lukę wypełnią, z jakim sprzętem przyjadą i jaką będą mieli specjalizację. A to ma dla Polski kluczowe znaczenie. W rotacyjnej obecności to może być brygada logistyczna, to może być brygada ciężka, ale musimy wiedzieć, na jakie siły w teatrze my możemy liczyć. Dowódca operacyjny musi wiedzieć, czy ma do dyspozycji zdolności dalekiego uderzenia, czy ma brygadę zmechanizowaną, czy ma po prostu jednostkę likwidacji skażeń, miejmy nadzieję, że nie. Przy stałej obecności wojsk sojuszniczych takich wątpliwości by nie było. Amerykaniści wskazują na jeszcze jedną lekcję. Donald Trump kieruje się przede wszystkim polityką wewnętrzną. Przy całym tym chaosie, który wyniknął, musimy wiedzieć, że z Trumpem musimy mieć nie tylko plan A, ale też plan B, C i D, bo nie wiadomo, co będzie kolejnego dnia. To ważne zwłaszcza teraz, gdy Ukraina walczy z rosyjską agresją. A na Białorusi trwają ćwiczenia z użyciem głowic nuklearnych. To zdjęcia opublikowane przez Rosjan, którzy ogłosili, że w związku z manewrami przetransportowali na Białoruś broń jądrową. Bezpieczeństwo powinno funkcjonować ponad podziałami, na pewno nie powinno być przedmiotem politycznych rozgrywek. To postulat rządzących, a to odpowiedź polityków PiS, którzy podczas dzisiejszej konferencji przekonywali, że wszystko, co Polska osiągnęła w kwestii bezpieczeństwa od wejścia do NATO, po utrzymanie liczby wojsk amerykańskich, to tylko i wyłącznie ich zasługa. PiS głośno krzyczało "nie dla pieniędzy z UE na zbrojenia" i biorą Macierewicza i Cenckiewicza, Kaczyńskiego i Błaszczaka, i mówią, że tylko oni są za bezpieczeństwem, to ja bym powiedział: oni są gwarantem niebezpieczeństwa. Karol Nawrocki też był przeciwny miliardom złotych na zbrojenia, czym wczoraj chwalił się sam. Jak wiecie, nie podpisałem ustawy o SAFE. Jednocześnie pouczał rządzących. Żeby poważnie traktować naszych partnerów. Trochę więcej umiaru. Najlepiej jakby pan prezydent zgłosił się do swojego zaplecza politycznego, do PiS-u, żeby oni przestali przeszkadzać. Bo jeżeli ktoś przeszkadza, to opozycja, która dzisiaj szczuje i jątrzy. Na razie są apele rządzących... Najważniejszy jest interes Polski. ...by w sprawie bezpieczeństwa grać do jednej bramki. W sprawie wojsk amerykańskich w Polsce właśnie to przyniosło sukces. Czołowi demokraci chcą wyjaśnień w sprawie wydania wizy Zbigniewowi Ziobrze. W liście do amerykańskiego sekretarza stanu Marco Rubio piszą o poważnym nadużyciu władzy i ingerencji w politykę wewnętrzną sojuszników USA. Byłego ministra sprawiedliwości broni prezes PIS. Ale nie wspomina o tym, że sam przestrzegał Ziobrę przed korzystaniem z Funduszu Sprawiedliwości w kampanii wyborczej. Demokraci żądają wyjaśnień, skąd dla Zbigniewa Ziobry amerykańska wiza, chcą ujawnienia korespondencji z ambasadami w Warszawie i Budapeszcie, mówią o ingerencji politycznej. Podobnie wicepremier Radosław Sikorski goszczący na forum Globsec w Pradze podkreśla, że miejsce Ziobry jest w Polsce. Jego zadaniem jest być w Sejmie i głosować, a dostał wizę dziennikarska pod fałszywymi pozorami, to nie jest dziennikarz. Przypomina, że śledczy chcą mu postawić 26 zarzutów, w tym ten najpoważniejszy, kierowania grupą przestępczą. Z Funduszu Sprawiedliwości sfinansowano system Pegasus, z Funduszu Ziobro miał też zrobić skarbonkę wyborczą. Jeszcze 3 lata temu Jarosław Kaczyński w liście przestrzegał byłego ministra sprawiedliwości przed takimi działaniami. Mogą przynieść fatalne skutki zarówno z punktu widzenia przebiegu kampanii, jak i ze względów związanych z jej rozliczeniem. Ostrzegał Ziobrę, a mimo to dziś Kaczyński rozkłada nad nim parasol ochronny. Te zarzuty, te 26 punktów, to są bzdury, tutaj już dawałem ten przykład, że z tego punktu widzenia na przykład 500+ czy później podwyższenie tego do 800+ można by traktować jako próbę uzyskania osobistej korzyści. Prezes PiS-u nie traktuje poważnie interwencji dwóch amerykańskich demokratów, podkreśla, że sytuacja Ziobry jest zgodna z prawem międzynarodowym. Ale Kongresmeni mają wątpliwości co do postepowania administracji Trumpa. Te działania i decyzje są poważnym nadużyciem władzy i lekceważeniem wobec legalnych procedur imigracyjnych USA. Dla wielu polityków PiS-u fakt, że USA przyjęły Ziobrę, źle świadczy o praworządności w Polsce. Obywatel, który uważa, że w Polsce jego proces będzie mieć charakter zemsty politycznej i skoro wjeżdża legalnie do USA, to znaczy, że administracja amerykańska jakby podziela ten argument i to jest problem dla polskiego rządu. Na razie największym problemem polskiego rządu, zwłaszcza ministra Żurka w sprawie Ziobry, jest opieszałość wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli są zarzuty, to oczekiwałbym, że będą szybko akty oskarżenia, bo wiemy, że ci delikwenci z PiS-u mają zarzuty, a aktów oskarżenia nie ma, więc ja bym tutaj oczekiwał determinacji i konsekwencji i szybkości działania. Wniosek o ekstradycję jest gotowy, ale konieczny jest nakaz aresztowania, a sprawa utknęła w sądzie. Przesunięta dopiero na wrzesień ze względu m.in. na urlopy sędziowskie. Na razie minister Żurek wysłał wniosek na Węgry o uchylenie azylu. Gdybyśmy doprowadzili do tego, że Węgry unieważnią dokument, który wystawiły za czasów Orbana, to może się okazać, że Ziobro nie ma dokumentów, na postawie którego może się poruszać w USA, bardzo chciałbym zobaczyć, jak się służby ICE wtedy zachowują. Nawet jeśli Stany dostaną wniosek o ekstradycję, to Ziobro będzie mógł się bronić przed amerykańskim sadem. Ale to nie wszystko. Sprawa może się ciągnąć latami. To rewolucyjna, historyczna zmiana. Każda jednopłciowa para, która zawarła związek małżeński za granicą, będzie mogła dokonać transkrypcji w polskim urzędzie stanu cywilnego. Nie ma żadnych wyjątków, nie trzeba czekać na żadne sądowe wyroki - przekonuje minister cyfryzacji. Przepisy wejdą w życie 22 sierpnia. "Nie" zmianom mówi burmistrz zakopanego. PiS zapowiada wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Tak, jak obiecywaliśmy - właśnie kontrasygnuję rozporządzenie ministra cyfryzacji. To był ostatni brakujący podpis, który pozwoli urzędom stanu cywilnego na transkrypcję, czyli uznanie zawartego za granicą małżeństwa osób tej samej płci. Od pierwszego dnia po wyroku TSUE mówiliśmy, że wyroki sądów dla koalicji 15 października są podstawą i będą przestrzegane. Od wyroku unijnego trybunału mija pół roku. Resort cyfryzacji prace nad rozporządzeniem rozpoczął już w styczniu. Potem był marcowy wyrok NSA, który orzekł, że małżeństwa zawarte w krajach Unii są w Polsce ważne. Wykonania wyroku domagali się protestujący przed kancelarią premiera. Sprawy przyspieszyły po tych słowach szefa rządu: Chciałbym przeprosić wszystkich, którzy przez długie lata czuli się odrzucani lub upokarzani. Tak wygląda nowy wzór aktu ślubu, w którym urzędnicy będą zaznaczać w rubrykach: kobieta lub mężczyzna. To zmiana, na którą czekało środowisko LGBT. Wasz czas upokorzeń się skończył, nadchodzi czas waszej godności. Otwiera wrota, otwiera dla nas tak naprawdę prawdziwa równość. Jakub i Dawid 9 lat temu wzięli ślub na Maderze. I już wtedy starali się o jego legalizację w Polsce. Niestety ten wniosek został odrzucony, a ówczesny minister sprawiedliwości Ziobro nasłał na nas prokuratora. Po 9 latach to się zmieniło wszystko o 180 stopni i naprawdę pierwszy raz się czujemy, że Polska znowu jest naszym domem. Rozporządzenie w sprawie transkrypcji wejdzie w życie za trzy miesiące. My mamy dzisiaj dane statystyczne, które mówią o 2 tysiącach małżeństw. Ile będzie ich w rzeczywistości, oczywiście życie pokaże. I choć rozporządzenie obowiązuje wszystkich urzędników, to burmistrz Zakopanego mówi rządowi "nie". Przestrzegamy obecnie obowiązujących przepisów m.in. konstytucji, która jasno określa, jakie małżeństwa można zawierać w naszym urzędzie stanu cywilnego. Decyzję odmowną można zaskarżyć do sądu administracyjnego - odpowiada wiceszef MSWiA. W świetle orzecznictwa europejskiego i tego ostatniego orzecznictwa polskich sądów administracyjnych maja dużą szanse pomyślnie zakończyć te procedurę odwoławczą i skargową od decyzji burmistrza. Głos zabrał episkopat. Mówi o trosce i niepokoju w sprawie interpretacji prawnych dotyczących małżeństwa. PiS zapowiada wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Ja dzisiaj krzyczę "konstytucja". W konstytucji małżeństwo to jest związek kobiety i mężczyzny. Konstytucja nie mówi, że małżeństwo to wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. Mówi dokładnie tyle, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny podlega ochronie i opiece państwa. Szanujemy konstytucję, która jest najważniejszym polskim aktem prawnym, dlatego jest to rozporządzenie. Szanujemy wyroki TSUE, NSA i WSA, dlatego jest to rozporządzenie. Szanujemy godność człowieka, dlatego jest to rozporządzenie. Na finiszu są też sejmowe prace nad ustawą o statusie osoby najbliższej. Drugie czytanie już w najbliższą środę. Głosowanie niewykluczone jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu. Zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci usłyszały dwie opiekunki ze żłobka w podwarszawskich Ząbkach, gdzie w czwartek w oczku wodnym utonął niespełna dwuletni chłopiec. Jedna z kobiet przyznała się do winy, druga odmówiła składania wyjaśnień. W klubie dziecięcym zlecono pilną kontrolę. Po tej tragedii wróciły pytania o bezpieczeństwo dzieci w takich placówkach. To sprawa, która budzi ogromne emocje i wątpliwości, czy placówki, które sprawują opiekę nad maleńkimi dziećmi, zapewniają im wystarczające bezpieczeństwo i są odpowiednio kontrolowane przez instytucje nadzoru. Ktoś to odbiera, ktoś to zatwierdza, ktoś to legalizuje. Jak rodzice oddają dziecko do żłobka, to w zaufaniu. Ciężko wyobrazić sobie, co czują rodzice tego dziecka, sam jestem ojcem dwójki dzieci. Placówka, w której doszło do tragedii, działa na terenie prywatnej posesji w Ząbkach jako klub dziecięcy. Ustawa reguluje, jakie warunki trzeba spełnić, by otworzyć taką placówkę, ale wymogi nie są wygórowane. Aby uzyskać taki wpis, potrzebna jest i opinia straży pożarnej, i sanepidu, i odpowiedniej jednostki samorządu w przypadku klubu dziecięcego. Jak zapewniają władze miasta i resort rodziny, pracy i polityki społecznej, spełniała wszystkie formalne wymogi i regularnie przechodziła kontrole. Ostatnia była w czerwcu ubiegłego roku, nie wykazała żadnych nieprawidłowości. Takie instytucje są kontrolowane, sprawdzane są kwestie związane z drzwiami, oknami, żeby uniemożliwić dzieciom swobodne wyjście. Wątpliwości budzą okoliczności, w jakich dwulatek niepostrzeżenie znalazł się w oczku wodnym. Nieoficjalnie mówi się o tym, że przeszedł przez niedomkniętą furtkę. Chłopca w wodzie znalazły opiekunki, pod opieką których powinien przebywać maluch. Wszystkie osoby, które pracują z dziećmi, wiedzą, że to bezpieczeństwo jest szczególnie ważne, bo dzieci kierują się energią, ciekawością, nie są w stanie przewidzieć konsekwencji. Kluczowe jest ustalenie, jak długo dziecko przebywało bez opieki i dlaczego nikt nie zauważył, że wyszło. Skupianie się tylko na tym, że opiekunki nie dopilnowały, jest bardzo wielkim uproszczeniem. Alina Czyżewska, aktywistka społeczna, zwraca uwagę na obecność na terenie placówki oczka wodnego, które urzędnicy zapewne widzieli podczas kontroli. Pytanie, czy zbiornik był odpowiednio zabezpieczony. Mam wrażenie, że zarówno władze placówki, jak i urzędnicy, są pozbawieni wyobraźni, która pomogłaby zapobiec tego typu tragediom. Ratownik Ariel Szczotok dodaje, że w przypadku tak małych dzieci nawet płytki zbiornik stanowi zagrożenie. Żeby utonąć, wystarczy kilka sekund, głębokość nie ma znaczenia, możemy utonąć w wodzie, która ma kilka centymetrów, możemy utonąć w wyniku zadławienia, zachłyśnięcia. Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci chłopca prowadzi prokuratura rejonowa w Wołominie. Opiekunkom grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Influencer z Ukrainy wjechał sportowym samochodem niemal pod samo schronisko nad Morskim Okiem. I pochwalił się tym w mediach społecznościowych. Dostał za to zaledwie sto złotych mandatu oraz 8 punktów karnych. W internecie wywołało to burzliwą dyskusję. Zareagowali premier i minister spraw wewnętrznych. Mężczyzna za swoje zachowanie wprawdzie przeprosił i przyznał, że nie zauważył znaku, ale to nie kończy sprawy. Andriy Gavryliv z dziewczyną od 6 dni zwiedza Polskę. Zapragnął także zetknąć się z pięknem polskich gór, nie rozstając się z amerykańskim bolidem. Tak cieszył się na końcu drogi. Było pamiątkowe zdjęcie i wpis w internecie. Jesteśmy pierwszymi ludźmi w historii, którzy wjechali samochodem nad Morskie Oko. Nie da się określić tej sytuacji, mi zabrakło słów, gdy to zobaczyłem. Władze Tatrzańskiego Parku Narodowego tłumaczą, że taka sytuacja była możliwa ze względu na remont drogi do Morskiego Oka. Na Palenicy Białczańskiej w nocy nie działał szlaban i nie było strażników. Jak to można skomentować? Debilizm. Kierowca został zatrzymany przez policję, którą przekonał, że omyłkowo minął szlaban i nie zauważył tego znaku, który dotyczy nawet osób z niepełnosprawnościami. Pieszo, piękne widoczki, to gdzie samochodem? Andriy dostał sto złotych mandatu, choć taryfikator za takie wykroczenie przewiduje karę do 5000. W internecie burza, zareagował premier Donald Tusk. Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji. Konsekwencje będą surowe - informuje szef MSWiA. W związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek Policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na 5 lat. Łamanie prawa zawsze spotka się z ostrą reakcją. Pojawiła się także lawina ostrych reakcji internautów i turystów. Bardzo zła sytuacja, to jest po prostu człowiek, Ukrainiec, jak i ja, który zachował się bardzo źle. Prezes fundacji Centrum Polsko-Ukraińskie ma nadzieję, że wybryk influencera nie wpłynie na dobre relacje Polaków i Ukraińców. Nie zetknąłem się w Polsce z żadną niechęcią do czasu wycieczki nad Morskie Oko - tłumaczył dziś sam Gavryliv. Jego profil ma ponad dwa miliony obserwatorów. Jeśli zaczniesz się dziwnie zachowywać, tak jak ja, to cię do tego czasu nie dotkną. Od wieków mówimy o mądrości po szkodzie - zatem "Mądry Andriy po szkodzie." Co najmniej 90 górników nie żyje po eksplozji gazu w kopalni węgla w Chinach. Do wybuchu doszło po tym, jak jej władze wydały ostrzeżenie o wzroście stężenia tlenku węgla. Wiadomo, że w momencie eksplozji pod ziemią znajdowało się blisko 250 osób. Zatrzymano kadrę zarządzającą spółką odpowiedzialną za kopalnię. Na miejscu wciąż trwa akcja ratunkowa. Najpierw przyszło ostrzeżenie: wzrasta poziom tlenku węgla. Nie słyszałem żadnego dźwięku, ale pojawiła się chmura dymu. Poczułem zapach siarki. Chwilę później doszło do eksplozji. Krzyknąłem do ludzi, żeby uciekali. Potem, gdy wbiegłem na środek jezdni, zobaczyłem, jak ludzie mdleją od oparów. Do tragedii doszło tu, w powiecie Qinyuan prowincji Shanxi na północnym wschodzie Chin. Lokalne media nie mają wątpliwości: to największa katastrofa górnicza w Chinach od 2009 roku. Prezydent Xi Jinping zaapelował o podjęcie wszelkich możliwych działań w celu opatrzenia rannych i zorganizowania akcji poszukiwawczo-ratunkowej. W chwili tragedii pod ziemią przebywało blisko 250 górników. 90 nie udało się uratować, los wielu pozostaje nieznany. W miejscowym szpitalu przebywa 27 osób, jedna w stanie krytycznym. Plan leczenia obejmuje głównie inhalacje tlenowe, działanie w celu obniżenia ciśnienia śródczaszkowego oraz terapię psychologiczną. Chińskie kopalnie od lat uznawane są za jedne z najniebezpieczniejszych na świecie. Nacisk na szybkie wydobycie łączy się w nich z brakiem systemów bezpieczeństwa. W ostatnich latach władzom udało się jednak ograniczyć liczbę wypadków. W prowincji Shanxi istnieje wiele małych kopalni, gdzie pokusa zysku okazuje się silniejsza i nie są dochowywane procedury bezpieczeństwa, które w Chinach ostatnio się poprawiały. Shanxi, jedna z biedniejszych prowincji kraju, jest stolicą chińskiego górnictwa. Odpowiada za ponad 25% krajowego wydobycia. Światowa Organizacja Zdrowia bije na alarm. Liczba przypadków zakażenia ebolą w środkowej Afryce rośnie. Według ekspertów wirus może rozprzestrzeniać się szybciej, niż wskazują oficjalne dane. Za obecną falę zachorowań odpowiada jeden z rzadszych wariantów. Nie ma na niego obecnie zatwierdzonej szczepionki ani specyficznego leczenia. W Demokratycznej Republice Konga mobilizacja, żeby wjechać do niektórych miast, trzeba założyć maseczkę i przejść dezynfekcję. Przyjęłam to normalnie, chcę chronić siebie i swoją rodzinę. Kupiłam im maseczki i rozmawiałam z nimi o środkach ostrożności. Epidemia eboli gwałtownie się rozprzestrzenia. Światowa Organizacja Zdrowia twierdzi, że zagrożenie ma międzynarodowy zasięg. Wirus zabił już blisko 180 osób, a liczba chorych zbliża się do 800. Organizacja do kraju wysłała 18 ton pomocy medycznej. Skorygowaliśmy naszą ocenę ryzyka, jest ono bardzo wysokie w skali kraju, wysokie w regionie i niskie globalnie. Lekarze w Kongo mają przygotowane specjalne namioty dla zakażonych pacjentów, a personel medyczny przechodzi przyspieszone szkolenia. Zawsze trzeba umyć ręce, następnie założyć fartuch, potem kombinezon, maseczki, czepki i buty. 5 pracowników służby zdrowia zostało już dotkniętych epidemią, a 4 z nich zmarło. Ognisko eboli wybuchło ponad tydzień temu we wschodniej prowincji Ituri. Wiadomo, że zakażeni są już też w sąsiadującej Ugandzie. Rwanda zdecydowała się zamknąć przejście graniczne. Uganda Zawiesza na miesiąc publiczne przewozy pasażerskie z Kongiem, wszystkie z wyjątkiem transportu towarów i żywności. Strach rośnie, bo wariant wirusa odpowiedzialny za epidemię, Bundibugyo, jest niebezpieczny. Nie ma jeszcze zatwierdzonej szczepionki ani skutecznego leczenia. Pracujemy nad nią tak szybko, jak to możliwe. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będziemy mieli szczepionkę, którą będzie można przetestować w ciągu 3 miesięcy. Jednak wirus już rozprzestrzenił się poza Afrykę. W Niemczech hospitalizowany jest zakażony Amerykanin - turysta, który odwiedził Kongo. Główny Inspektorat Sanitarny w Polsce przygotowuje szpitale na ewentualne przypadki. Apelujemy o niewybieranie się w tej chwili w rejony objęte epidemią tym bardziej, że sytuacja jest niestabilna i nie wiadomo, jak to się potoczy. Mówimy o DRK i Ugandzie. Wirus ebola przenosi się przez bezpośredni kontakt z krwią lub wydzielinami zakażonej osoby. Jego wykrycie nie jest łatwe, bo wczesne objawy przypominają grypę. Cybertwierdza coraz bliżej. Nowe Centrum Cyberbezpieczeństwa NASK powstanie w Warszawie. Dokładnie na Pradze Północ. W środku m.in. laboratoria do rozwoju sztucznej inteligencji czy Centrum Odzyskiwania Danych. Inwestycja warta jest 360 mln zł. Ma wzmocnić krajowy system cyberobrony w obliczu rosnących zagrożeń hybrydowych. Wojewódzki szpital w Szczecinie 2,5 miesiąca temu został zaatakowany przez cyberprzestępców. Placówka tymczasowo musiała pracować w trybie awaryjnym. Komputery zastąpił papier. Powrót do pełnej normalności trwa do dziś. Wiele elementów tego systemu, również informatycznego, uwolniliśmy, zbudowaliśmy na nowo, postawiliśmy od zera de facto. Cyberataki nie tylko na szpitale to w Polsce codzienność. W zeszłym roku służby przyjęły niemal 700 tysięcy zgłoszeń. To o 140% więcej niż rok wcześniej. Jedna trzecia z nich wymagała interwencji specjalistów. Wiele ataków to element wojny hybrydowej. Hakerzy to narzędzie w rękach służb specjalnych wrogich państw. Cel: wywołanie chaosu. Próbują na wiele różnych sposobów. Dlatego na muszce cyberterrorystów często są instytucje publiczne i infrastruktura krytyczna - wyjaśnia wiceminister cyfryzacji. Polska jest dzisiaj najbardziej atakowanym krajem UE w cyberprzestrzeni. Ten obiekt ma być tarczą w tej wojnie. Centrum Cyberbezpieczeństwa NASK na warszawskiej Pradze Północ ma już pozwolenie na budowę. Stanie się takim hubem technologicznym, mnóstwo miejsc pracy, i podkreślenie tego, że Warszawa stawia na nowe technologie. W budynku za 360 mln zł mają się mieścić m.in. laboratorium testowania i badania złośliwego oprogramowania oraz krajowe centrum odzyskiwania danych. Nowa siedziba to oczywiście nowe możliwości dla tych laboratoriów i zupełnie inna skala. Bo skala cyberataków rośnie. Wojna się już dzieje, ona trwa na co dzień i głównym narzędziem, które jest wykorzystywane w tego typu walce, to smartfon. Urządzenie, które ma niemal każdy dorosły Polak. I niemal każdy może paść ofiarą cyberprzestępców. Dlatego ważna jest edukacja z bezpieczeństwa w sieci. W nowym Centrum Cyberbezpieczeństwa NASK ma być ośrodek szkoleniowy. To będzie miejsce, które będzie łączyło najwyższy poziom specjalizacji z usługami również dla samorządów, dla firm oraz dla mieszkańców. Każda tak naprawdę inwestycja w coś, co zapewnia zdolności obronne systemom Polski, jest potrzebna. Na równi jak budowa silnej armii jest potrzeba silnego bezpieczeństwa w obszarze cyber. Tegoroczny budżet na cyberbezpieczeństwo to ponad 5 miliardów zł. Za kilkanaście minut dowiemy się, do kogo powędruje Złota Palma - najważniejsze wyróżnienie wręczane podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Do rozdania jest 7 statuetek. Wśród faworytów do zdobycia nagrody dla najlepszego reżysera jest Paweł Pawlikowski, który zaprezentował we Francji "Ojczyznę". To dogłębnie poruszający filmowy esej o stracie, żałobie i gorzkiej rzeczywistości powojennych Niemiec. Czerwony dywan w Cannes dziś wieczorem, po raz ostatni, gości największe gwiazdy kina. Ceremonia zamknięcia już za kilka chwil i lada moment poznamy laureatów tej 79. edycji. Do rozdania 7 statuetek: za najlepszą reżyserię, scenariusz, rolę damską i męską, nagroda jury, grand prix i oczywiście Złota Palma. Walczą o nią 22 filmy, wśród nich "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego. Film cały czas prowadzi w ogólnej ocenie canneńskich krytyków, zdobywając najwyższą średnią ocenę, tuż przed "Minotaurem" rosyjskiego dysydenta Andrieja Zwiagincewa i "All Of A Sudden" Japończyka Ryusuke Hamaguchi. "Ojczyzna" to film nakręcony w Polsce i z polską ekipą, po niemiecku i z niemieckimi aktorami w rolach głównych. Przedstawia trudną podróż wielkiego pisarza Tomasza Manna do postnazistowskich Niemiec. W Cannes Pawlikowski otrzymał 6-minutowe owacje na stojąco. Najdłuższe, bo aż 20-minutowe - hiszpański film "Bola Negra" z Penelope Cruz. Historia festiwalu pokazała jednak, że to nie długość oklasków, ale preferencje jury decydują o tym, kto z festiwalu wyjedzie ze statuetką. Członkowie kapituły pod przewodnictwem koreańskiego reżysera Park Chan Wooka debatowali dziś długo na tajnym zgromadzeniu. W Cannes zdarzało się już, że gusta krytyków rozmijały się z ostatecznym wyborem jury, trudno więc wskazać jasnego faworyta. Tajemnica będzie trzymana do 20:15, bo wtedy rozpoczęcie ceremonii zamknięcia. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. U Justyny Dobrosz-Oracz dziś Janusz Piechociński, były wicepremier i szef Izby Przemysłowo-Handlowej. Spokojnego wieczoru i do zobaczenia jutro o 19:30.