4 lata - 1461 nocy i dni krwawej wojny w Ukrainie. Partie w Sejmie - polityczny krajobraz w sondażu IPSOS dla "19.30". Strategia rezerw - miliony złotych strat w aferach rządowej agencji. Zapraszam na "19.30". W kilka dni mieli zająć Kijów, zlikwidować faszystowski reżim Zełenskiego, zaprowadzić ruski ład. Tak sobie putinowska Rosja wyobrażała koniec nieudanego eksperymentu, jakim zdaniem Kremla jest Ukraina. Z kilku dni zrobiły się 4 lata i setki tysięcy ofiar, bo Ukraińcy mają swoją odwagę, światowe wsparcie i zepchnęli drugą armię świata na inną pozycję. W Kijowie jest Piotr Kaszuwara. Jaka jest ta rocznica w Ukrainie? To trudna rocznica. Wkracza w piąty rok piekła, które zgotował Putin. Jeńcom wojennym, rodzinom, żołnierzom, uchodźcom. Ale Ukraina nie jest sama. Do Kijowa przyjechali europejscy przywódcy, w tym delegacja z Polski. Putin nie może zaakceptować jednej, prostej rzeczy, że gdzieś ludzie mogą żyć inaczej i cieszyć się życiem. Dlatego konsekwentnie próbuje kogoś złamać, nie tylko teraz, nie tylko przez 4 lata, ale przez cały okres swoich rządów. Putin jest wojną. A każdy, kto wspiera Putina, musi zrozumieć, że wybiera wojnę. Potępiam prezydenta Putina jako zbrodniarza. Osądzam i potępiam ludzi, którzy z jego rozkazu dokonują zabójstw i gwałtów na ukraińskim narodzie. Szanowny przewodniczący Rady Najwyższej, szanowni członkowie Rady, nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. Przez ostatnie 4 lata Rosja starała się zniszczyć ukraińskie miasta, sterroryzować mieszkańców. Zniechęcić żołnierzy do walki, a sojuszników odwrócić od Ukrainy. Nie udało się. Ale to wielki trud. Kolejne transze finansowego wsparcia mimo sprzeciwu Węgier zapowiedziała Ursula von der Leyen. Europejscy przywódcy zapewnili o poparciu dla ukraińskich reform i jej wstąpieniu do UE. Miały być 3 dni, są już 4 lata. W tym miejscu w 2022 roku Ukraińcy rozbili rosyjską pancerną kolumnę zmierzającą w stronę Kijowa, ale dla wielu mieszkańców to, co działo się wtedy, wciąż staje przed oczyma. Piotr Płoski do Kijowa dotarł w środku nocy, kiedy miała zacząć się inwazja. Kiedy kilka godzin później na miasto zaczęły spadać bomby, zabrał rodzinę i wyjechał do teściów na wieś, w kierunku Czernichowa. Tam wpadli pod okupację. Przed domem, mniej więcej 20 m przed domem, stało BMP z lufą wycelowaną po prostu w nasz dom. I ta reminiscencja zostanie ze mną do końca, bo ja to po 4 latach pamiętam. Ucieczka była pierwszą myślą. Polską granicę przekraczały setki tysięcy osób na dobę. Kijów gotował się do obrony. Ci, którzy zostali, szykowali koktajle mołotowa i budowali barykady. Półki w sklepach opustoszały. Stolica wyludniła się. Korespondentka wojenna Khrystyna Lutsyk została. Najlepiej byłoby, gdybym tego wszystkiego nigdy nie widziała. Wojna to wielka trauma, jaka zostanie z nami na wiele lat. Dla wielu Ukraińców będzie ona otwartą raną. O piekle rosyjskiej okupacji przypomina do dziś krajobraz Irpienia, Hostomela czy Buczy. Wiele osób celowo zostawia ślady po kulach na swoich płotach. Rosjanie dokonali tam masakry na cywilach. Konstantin Gadauskas uratował ponad 200 osób, wywożąc ich na kontrolowane przez Ukrainę tereny. Z ulic zbierał ciała zabitych i chował je w pobliżu cerkwi Świętego Andrzeja Apostoła. Kiedy zobaczyłem Rosjan i to, jak oni się zachowują, strzelają do cywili, już wiedziałem, że to będzie straszny czas. Czas, o jakim moja babcia opowiadała mi z okresu II wojny światowej i tego, jak wówczas Rosjanie się zachowywali. I za te cztery lata faktycznie straciłem wielu przyjaciół, którzy oddali życie za niepodległą Ukrainę. Kiedy rosyjskie kolumny zmierzały z okupowanego Krymu w stronę Mariupola, do jego obrony szykował się Artem, syn Natalii, który do dziś przebywa w rosyjskiej niewoli, podobnie jak 7 tys. innych ukraińskich wojskowych. Artem miał jechać na narty do Gruzji, ale 19 lutego anulowali mu w wojsku urlop i wezwali do Mariupola. Już wiedzieliśmy wtedy, że będzie wojna. Zapytałam go nawet, czy mogę do niego przyjechać, ale powiedział, że absolutnie nie można mi jechać w tę stronę. Nad ranem dostałam SMS o treści: zaczęło się. Od tej pory syna nie widziałam. Centrum Wolności Obywatelskich udokumentowało już 98 tys. rosyjskich zbrodni wojennych. To zaledwie wierzchołek góry lodowej. Rosjanie metodycznie wykorzystują zbrodnie wojenne. To jedna z ich broni, nie przypadek. W ten sposób chcą złamać ducha i sprzeciw narodu, by okupować cały kraj. Nie wiemy dokładnie, ile ofiar pochłonęła już rosyjska agresja . ONZ szacuje, że zginęło 15 tys. cywili i 760 dzieci. 20 tys. nieletnich zostało porwanych, a 700 tys. przymusowo przesiedlonych do Rosji. W okupowanym Ługańsku powstał portal internetowy, gdzie Rosjanie mogą wybrać sobie dziecko do adopcji. Rosjanie w ten sposób sztucznie starają się integrować okupowane terytoria z Federacją Rosyjską. W całej Rosji dostępne są tego typu katalogi, gdzie można wybrać sobie kolor oczu, włosów czy płeć dziecka, a potem zabrać je do swojej rodziny. Odkąd rok temu zaczęły się rozmowy pokojowe, liczba ofiar cywilnych w Ukrainie wzrosła o ponad 30%. Szacuje się, że powojenna odbudowa kraju może kosztować blisko 800 mld dolarów. "19.30" trwa, a przed nami m.in.: Przemoc w przedszkolu? Zostaje przyciskany do podłogi, pani krzyczy. Reszta dzieci potwierdziła tę sytuację. Opiekunka odsunięta od pracy, trwa kontrola. Jestem w olbrzymim szoku. W zależności od wyników kontroli będziemy podejmować dalsze kroki. 6 partii w Sejmie, lider bez zmian, ludowcy pod progiem, silna lewica, choć Razem osobno. Taki jest polityczny krajobraz w najnowszym sondażu pracowni IPSOS dla "19.30" i TVP Info. Prawica podzielona będzie musiała szukać porozumienia na linii PiS-Konfederacja, ale chyba nie tylko, bo na razie w samym PiS błyskają zęby, ale nie w uśmiechach. Półtora roku do wyborów, co z tego może być? Jedni do Sejmu wchodzą... Będziemy bić się z PiS-em, z Konfederacją Mentzena i Konfederacją Putina pod szyldem Brauna. Inni - niekoniecznie. Nie takie sondaże już próbowały mnie zagonić do jednej listy i ten mnie też nie zagoni. Według sondażu dla najwyższy wynik notuje Koalicja Obywatelska. Tuż za nią PiS. Podium zamyka Konfederacja. Dzisiejsze sondaże są takie, można powiedzieć, emocjonujące, ale kluczem jest to, co dopiero wydarzy się w kampanii, i będziemy wtedy jeszcze mocniej pracować. PiS wciąż goni Koalicję Obywatelską. Apele prezesa o jedność prawicy w obliczu wewnętrznych podziałów w partii - nie skutkują. Widać napięcie pomiędzy posłami PiS, widać, że oni nawet spotkania organizują w dwóch różnych miejscach w tym samym czasie. W Stalowej Woli konwencja programowa o obronności, a na niej Antonii Macierewicz czy Mariusz Błaszczak. 500 km dalej, w Słupsku, Mateusz Morawiecki spotyka się z wyborcami. Była debata poświęcona obronności, pan premier Morawiecki w tej debacie nie jest specjalistą. W tle spór dotyczący kandydata partii na premiera. Kto nim będzie - prezes już zdecydował. Na medialnej giełdzie nazwisk Morawieckiego nie ma. Kryzys narasta. Może być jeszcze gorzej, bo część się może wkurzyć i nawet wyjść z PiS. No i co z tym PiS-em wtedy będzie? Im gorzej w PiS, tym lepiej. Może mielibyście więcej punktów procentowych, gdybyście się po prostu nie kłócili? Panie redaktorze, kłócimy się programowo. Premier, jak pan wie, ma być wskazany pewnie pod koniec marca przez prezesa. A nie będzie to Mateusz Morawicki. Pan prezes ma strategię. Na razie dzięki tej strategii nie udaje się odzyskać sondażowych punktów. Ale zdaniem ekspertów kryzysowa sytuacja w partii Kaczyńskiego może zniechęcać część wyborców. I strategie zniechęcenia mogą owocować albo przeniesieniem głosów na inną partię albo wycofaniem w ogóle poparcia i zasileniem tej grupy, którą określiłam grupą ucieczkową, która udziela odpowiedzi: trudno powiedzieć. Ta grupa w naszym sondażu to 8%. Słabnie Konfederacja Korony Polskiej. Na ugrupowanie Grzegorza Brauna oddałoby głos 7% badanych. Dał się poznać jako polityk mówiący przepiękną polszczyzną, tylko problem w tym, że jego słowa są pisane bardzo często cyrylicą. Do Sejmu nie weszłoby PSL i Polska 2050. Przypomnijmy, próg wynosi 5%. Oba ugrupowania mają po 2%. My słuchamy głosu obywateli, także w sondażach, my reagujemy na to, co się dzieje. Doktor Maciej Onasz w oparciu o nasz sondaż przeprowadził symulację podziału mandatów poselskich. Możliwe są dwa scenariusze. Utworzenie koalicji przez Koalicję Obywatelską z Konfederacją, albo utworzenie koalicji przez Prawo i Sprawiedliwość z Konfederacją, z niewiele mniejsza liczbą mandatów niż ta pierwsza. To tylko przewidywania. Weryfikacja przy urnach wyborczych. Premier chciał to wyjaśnić najprościej, jak potrafi, ale się jednak skomplikowało. Wypowiedź o zakutych łbach, nie wierzących w dobre skutki programu SAFE, pewne środowiska wzięły bardzo do siebie i skarżą się do sejmowej komisji etyki. Dziury w programie szuka też poseł Bocheński z PiS i zawiadamia o pewnych wątkach CBA. Stawką są miliardy na zbrojenia, ale unurzane w polityce po ostatnie zero. Sejm w piątek zagłosuje nad ustawą SAFE, która wdroży mechanizmy przekazania wielkich unijnych pieniędzy dla polskiej zbrojeniówki. Po głosowaniu dokument trafi na biurko prezydenta. Prezydencie, podpisuj. Nie ma co tutaj zwlekać i dyskutować, bo od tego zależy los przyszłości Polski, bezpiecznej Polski. A także los dziesiątek i setek polskich firm. Z Pałacu Prezydenckiego słychać wątpliwości w sprawie SAFE. Mimo że w ustawie jest już poprawka, której oczekiwał prezydent. Ta pożyczka, to zobowiązanie nie będzie spłacane, ani odsetki nie będzie spłacane, z budżetu MON. Karol Nawrocki oczekiwał więcej zmian. Prezydent będzie na pewno dokładnie to wszystko analizował, ale tej decyzji na ten moment jeszcze nie ma. A czy zwierzchnik sił zbrojnych mógłby zawetować taką ustawę? Panie redaktorze, myślę, że zwierzchnik sił zbrojnych zawsze się kieruje tym, co jest najlepsze dla państwa polskiego i dla sił zbrojnych. Czy prezydent zalicza do tego ponad 180 mld zł dla Polski z programu SAFE? Na razie nie wiadomo. Coraz głośniej pada więc pytanie o możliwe weto. Byłoby kompromitujące. Zwierzchnik sił zbrojnych powinien zabiegać o modernizację Wojska Polskiego. Gdyby grunt merytoryczny miał wziąć górę, to nie byłoby innego wyjścia, tylko podpisać tę ustawę. Politycy PiS zamierzają ponownie zagłosować przeciwko ustawie. Sugerują nieprawidłowości i składają zawiadomienie do CBA. I straszą możliwością utraty środków. Jeżeli Ursula von der Leyen będzie miała takie polityczne widzimisię, to zawiesi dostawy i dofinansowania. To nieprawda - komentują rządzący. W warunkowości, na którą się zgodzili, nie ma uznaniowości. Jest ochrona pieniędzy publicznych, pieniędzy europejskich przed korupcją. PiS przekonuje też, że pieniądze z SAFE mają wspomóc nie polską, ale niemiecką gospodarkę. To reakcja premiera. Patrzcie mi na usta: 20 miliardów tylko dla tej Huty Stalowa Wola, Podkarpacie, Polska. Dotarło, zakute łby? Za te słowa europoseł PiS chce ukarania Donalda Tuska przez Komisję Etyki. Dziś premier tłumaczył sprawę w mediach społecznościowych. Termin "zakute łby" dotyczył tych, którzy chcą zablokować pieniądze dla Polski z powodu braku kompetencji lub zwykłej głupoty. Tych, którzy robią to w politycznym lub finansowym interesie obcych państw, nazwałbym zdecydowanie mocniej. Politycy koalicji przypominają: wielu posłów opozycji nie zapoznało się nawet z dokumentami dotyczącymi SAFE. Jak ten polityk Konfederacji, który przyznał w TVN24, że z listą projektów nie zapoznał się. A to tylko kilkanaście stron - krytykuje opozycję członkini komisji obrony. Pójdźcie i przeczytajcie, bo strasznie trudno się rozmawia, jeśli się nie ma takiej podstawowej wiedzy. W środę rano szansa na konsultacje prezydenta z ministrem obrony i generałami w sprawie SAFE podczas odprawy kierowniczej kadry MON i sił zbrojnych. Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych. Prokuratura twierdzi, że strategia tam była, rezerwy też i że dzielono się nimi hojnie, ale nie całkiem zgodnie z prawem. Do respiratorowej, maseczkowej, agregatowej dołącza właśnie podejrzenie o następną - węglową. Zarzuty ma 16 osób, straty sięgają prawie ćwierć mld zł. Śledztwa toczą się od z górą 2 lat, więc gdzie jest prawo i sprawiedliwość? Setki ton węgla, które nie spełniały norm, to nie jedyna gigantyczna afera w historii RARS. W szczycie pandemii agencja kupiła od handlarza bronią respiratory, które nigdy nie dotarły do szpitali. Po wybuchu wojny w Ukrainie zamówiła agregaty, odkupywane potem od zaufanych firm po zawyżonych cenach. Wygląda na to, że RARS była maszynką do robienia ciemnych interesów. Rządową Agencję Rezerw Strategicznych powołano w grudniu 2020 roku. Miała dbać o to, aby w Polsce w wypadku pandemii czy wojny nie zabrakło żywności oraz lekarstw, sprzętu i paliwa. Jej stery objął zaufany premiera, Michał Kuczmierowski. Mamy tego sprzętu dużo. Każdy szpital, który się do nas zwrócił, otrzymał wsparcie - mówił w szczycie pandemii. Dziś ukrywa się w Wielkiej Brytanii i czeka na ekstradycję do Polski. Prokuratura stawia mu poważne zarzuty. Po pierwsze, branie udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Po drugie, przestępstwo urzędnicze polegające na przekroczeniu uprawnień i niedopełnieniu obowiązków. Zdaniem śledczych w RARS dochodziło do korupcji i ustawiania przetargów. Zarabiać mieli zaufani. Jak prezes związanej z prawicą firmy "Red is Bad" Paweł Szopa. To w RARS zapadły też decyzje o kupnie od handlarza bronią respiratorów, które nigdy nie dotarły do szpitali. Działań agencji i jej szefa broni były premier Morawiecki. Nagonka na Michała Kuczmierowskiego i jego współpracowników Najpierw były respiratory, potem agregaty, teraz jest węgiel. Afery RARS od lat opisuje dziennikarz śledczy Onetu Jacek Harłukowicz. Ich skalę szacuje na przynajmniej kilkaset mln zł. Wyprowadzono z RARS prawie 700 mln zł. Prokuratura na kontach dwóch głównych podejrzanych zabezpieczyła raptem 130 mln. Te pieniądze muszą gdzieś być. Gdzie? To może wiedzieć Kuczmierowski. Decyzja w sprawie jego ekstradycji miała zapaść przed brytyjskim sądem już 27 lutego, ale na 13 kwietnia wyznaczono nowy termin - ustaliła redakcja "19.30". Jest mało prawdopodobne, że zapadnie i wtedy. Tego dnia sąd ma ponownie przeanalizować zgromadzone dowody i samą procedurę postępowania. A to oznacza w praktyce kolejne miesiące oczekiwania. Czyli dłuższy czas na wyjaśnienie, gdzie podziały się publiczne pieniądze. Hydrolodzy zapowiadają, że tej wiosny hydrologiczna susza może nam nie zagrozi, bo śnieg spadł, było go sporo i długo poleżał. I to są dobre wiadomości, ale odwilż zaczyna się od złych. Jest coraz cieplej i w części kraju obowiązują ostrzeżenia hydrologiczne I i II stopnia przed gwałtownym wzrostem stanów wody. Co przynosi woda, gdy zabiera zimę? Takich roztopów mieszkańcy podlaskich Kosaków nie widzieli od lat. 15 lat nie było, bo nie było zim, a tak to bywało, że ta droga była zmywana, jak roztopy były 30-40 lat temu. Woda wdzierała się do domów, piwnic, zalewała posesje. Przyszły roztopy, nie ma drożnej kanalizacji i zalewa. Zalewa nie tylko domy. To cmentarz w Białymstoku. Sanepid uspokaja, że nie ma zagrożenia sanitarno-epidemiologicznego. Jest to woda stojąca, nie przepływa przez dany teren, w tym wypadku cmentarz, w związku z tym nie przedostają się szczątki, nie wymywa szczątków. Pompy chodziły w całym regionie, bo zagrożone były też gospodarstwa rolne. Nadmiar tej wody utworzył koryto, które przechodzi przez posesje, występowało zagrożenie dla zwierząt hodowlanych. Strażacy w całym kraju interweniowali prawie 2 tys. razy. To Kłosowo w Zachodniopomorskiem. Kierowca tego samochodu miał dużo szczęścia. Choć porwał go nurt, udało mu się uratować w ostatniej chwili. Chwila moment go tak zniosło, całkowicie się zanurzył, jakoś przypadkowo mu się otworzyła szyba z prawej strony i przez szybę wypłynął. Dramatyczna sytuacja również na Pomorzu. Mieszkańców miejscowości Czarne obudziła wysoka woda wlewająca się z okolicznych pól. Jak zobaczyłem poziom wody, która zaraz się może wlać do domu, obudziliśmy dzieci i ja samych klapkach, spodenkach, bez żadnych butów, bez niczego. W takiej wodzie powyżej kolan wynosiłem dzieci na suchy ląd. A wody będzie przybywać. IMGW wydało ostrzeżenia dla 14 województw. Ale są też dobre wiadomości: po raz pierwszy od dawna możemy uniknąć suszy na wiosnę. To, że śnieg topnieje, to dobrze, bo powolutku woda będzie wsiąkała w glebę, powolutku będzie odnawiała zużyte zasoby wód podziemnych. I choć woda teraz sprawia kłopoty, za kilka miesięcy może okazać się sprzymierzeńcem. Kilkuletnie dzieci z kędzierzyńskiego przedszkola opowiadały dziwne rzeczy o praktykach w placówce, a że mówiły je rodzicom, rodzice zaczęli pytać, co się w przedszkolu dzieje. Dociskanie do podłogi, zamykanie w łazience, a nawet bicie dzieci - tak miała się zachowywać jedna z opiekunek. Dyrekcja wdrożyła wewnętrzną kontrolę, odsunęła opiekunkę od pracy z dziećmi, a teraz magistrat czeka na ustalenia kontroli. - Biła. - A gdzie cię biła? - W głowę. Historię nagłośniła mama 5-letniego chłopca, nad którym miała się znęcać jedna z opiekunek w tym przedszkolu, w Kędzierzynie-Koźlu. Siadała na Jasiu, wykręcając ręce do tyłu, i siedząc na nim, grała na telefonie. Dzieci miały być szarpane i za karę zamykane w łazience. Siedziała. - Siedziała? - No. - A gdzie mu siedziała? - O tu, na plecy. - A co Jasiu wtedy robił? - Płakał. Pierwsze sygnały o niepokojących sytuacjach pojawiły się już rok temu. I zaczęliśmy wypytywać każdy z nas swoje dzieci, co się dzieje, i dostaliśmy gros odpowiedzi dzieci, które się powielały. Syn zaczął wracać z przedszkola z płaczem, zaczął mówić, że pani go bije. Rodzice deklarują, że zgłaszali sprawę w placówce od dawna. Bez efektu. Osoby, które nie potrafią sobie radzić z własnymi negatywnymi emocjami, a tych może w przedszkolu nie brakować, nie powinni wykonywać tej pracy. Tylko pamiętajmy: trzeba uzyskać informacje ze wszystkich stron. Dyrekcja twierdzi, że zawiadomienie od rodziców dostała dopiero kilka dni temu. Sama jestem w olbrzymim szoku. Nie mam skarg pisemnych od rodziców, jak usłyszałam to, co wpłynęło do nas w czwartek, od razu zgłosiłam to pani prezydent i niezwłocznie zajęłam się tą sprawą. W placówce trwa kontrola wewnętrzna. W zależności od wyników tego postępowania będziemy podejmować odpowiednie kroki. Eksperci przyznają, że kilkuletnie dzieci zupełnie inaczej odbierają świat, ale takich sygnałów nigdy nie można ignorować. Szczególnie w przypadku małych dzieci wysłuchanie nie polega tylko na tym, co one nam powiedzą, ale też to, co zauważymy. Ich różne gesty, nadpobudliwość, agresja. Opiekunka, która miała stosować przemoc, została tymczasowo odsunięta od grupy, w której pracowała. Rodzice złożyli na policji zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa znęcania się. Cyfrowy portfel na dokumenty i usługi państwowe, dla znajomych po prostu mObywatel. Tych znajomych jest już ponad 11 mln, bo tylu Polaków korzysta z aplikacji. Pojawiają się nowe funkcjonalności i nowe plotki o rychłym końcu aplikacji, bo na horyzoncie unijne rozwiązanie. Opozycja łamie ręce nad wygaszaniem polskiej aplikacji, a Ministerstwo Cyfryzacji odpowiada: nic z tych rzeczy. To jak się rzeczy mają? Mobywatel będzie żył. Nie ma żadnych planów wygaszania aplikacji - zapewnia w rozmowie z "19.30" wiceminister cyfryzacji. Po pierwsze ma się dobrze, a po drugie trwają intensywne prace nad jej rozwijaniem. Przed nami nowe dokumenty, nowe usługi. Opozycja bije jednak na alarm. Ta aplikacja ma dzisiaj być zamykana, wygaszana i zastępowana nową aplikacją. Nowa aplikacja rzeczywiście ma się pojawić. Bo do grudnia Polska, jak inne kraje Wspólnoty, musi wdrożyć unijne rozporządzenie w sprawie Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej. To będzie właśnie taki europejski mObywatel. Ale to wcale nie oznacza likwidacji polskiego. Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej stanowi uzupełnienie ekosystemu aplikacji mObywatel, bo tak jak dzisiaj mamy mObywatela oraz mObywatela Junior, na koniec tego roku do rodziny dołączy Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej. Wizja europejskiego portfela różni się jednak od naszego rodzimego pomysłu. Ta nowa aplikacja będzie bazowała na założeniach troszeczkę innych. Cele są niejako te same, natomiast format danych jest inny, przechowywanie tych danych jest inne i zdecentralizowanie systemu tutaj robi różnicę. Różnice opisane w uzasadnieniu do projektu ustawy wdrażającej dały pole do interpretacji i wróżb, że mObywatel odejdzie do cyfrowego lamusa. Dokładnie to zdanie. "Konieczne jest opracowanie zupełnie nowego rozwiązania, w tym nowej aplikacji". Stąd taki postulat byłego szefa resortu. Po pierwsze oczekujemy, że w mObywatelu zostanie dodany moduł, który będzie odpowiadał właśnie za połączenie z tym węzłem europejskim. To się da zrobić - słyszymy od eksperta. Za ekranem startowym aplikacji można zaszyć wiele tzw. backend'ów, które realizują inne zadania. Być może problem jest w certyfikacji, więc my tak na prawdę nie wiemy, na czym te trudności polegają. Ta aplikacja jest rozwijana przez kolejne rządy od ponad 8 lat. To dziś nie tylko cyfrowe dokumenty w smartfonie, to już także brama do urzędowych usług. MObywatel to sukces na skalę europejską. Ma wielu ojców i 11 mln użytkowników. Kasowanie go teraz byłoby zmarnowaniem wielu lat wysiłków. Takich historii można opowiedzieć więcej, a każda z nich to nasz powód do dumy, bo gdy w Ukrainie wybuchła wojna, nie pytaliśmy uchodźców, dokąd jadą, za co chcą żyć i gdzie mieszkać. Polacy otwarli domy, podali ręce, i ciągle podają, bo dla wielu Ukraińców od 4 lat Polska to dom, praca i rodzina. O wielkiej rozpaczy i na szczęście większej nadziei. Taisa i Alicja prowadzą kawiarnię i sklep w Warszawie. Ta polsko-ukraińska przyjaźń zaczęła się 4 lata temu, gdy Taisa uciekła z córką z Żytomierza do Polski, tuż po wybuchu wojny. To była taka panika, taki stres. Nie wiesz, gdzie jedziesz, dokąd jedziesz, wystarczy jedna walizka i dokumenty. Kupiłyśmy bilet na taki mały bus i po prostu kilka osób jechało, a od granicy już sami. Mąż Taisy jest zawodowym żołnierzem. Walczy od czasu aneksji Krymu. Taisa w Ukrainie była sprzedawczynią w sklepie jubilerskim. Wszystko zmieniło się 24 lutego. Po przyjeździe do Warszawy trafiłyśmy do punktu recepcyjnego, stąd Ala nas zabrała do siebie, do domu. Spontaniczny zryw Polaków przerósł wszelkie oczekiwania. Świat podziwiał naszą solidarność. Organizowaliśmy zbiórki pieniędzy, ubrań, leków i jedzenia. Jeździliśmy pomagać na przejściach granicznych, dworcach, w punktach pomocy dla uchodźców. Otworzyliśmy swoje domy i serca. Jak Alicja i jej rodzina - dla Taisy i Oli. Razem ze znajomymi wynajęliśmy im mieszkanie, pomogliśmy znaleźć pracę, podpisać umowy, opłacić mieszkanie, dopóki nie staną na nogi. Stanęły. Choć było trudno. Miałam tylko 17 lat, musiałam skończyć szkołę. Najpierw studiowałam jako kosmetyczka, ale to było tylko miesiąc, i później się przepisałam na transportowe studia. Nieufność i bariera kulturowa powoli znikały. Schronienie w naszym kraju od początku pełnowymiarowej wojny znalazło 1,6 mln osób. Mają pracę, znajomych, przyjaciół. Prowadzą polsko-ukraińskie biznesy, taki, jak niedawno otwarta kawiarnia Taisy i Alicji. To najlepsze, co się mogło nam przydarzyć, sprzedajemy masło, ser, lancze, a przy okazji tworzymy coś, co powoduje, że dziewczyny mogą stabilnie i na stałe zostać tutaj. Na stałe, choć w głębi serca z jednym marzeniem. Polska stała drugim domem, ale tęsknimy za swoim krajem i chciałabym, żeby szybciej ta wojna się skończyła i żebyśmy wrócili do domu. Za chwilę Jakub Rutnicki, minister sportu i turystyki, dziś w Pytaniu Dnia. A ja dziękuję państwu za uwagę i życzę dobrego wieczoru. jzw INFORMACJA O AUDYCJACH (N)