Pomocna d¾o$ - PSL pr#buje poprawi^ prezydencki SAFE. Emocje prezydenta - dlaczego Karol Nawrocki zaatakował słownie dziennikarza? Ksiądz pedofil ukarany - sąd w Sosnowcu skazał go na 2,5 roku więzienia. SAFE 0% 2.0. PSL chce dać drugą szansę prezydenckiemu projektowi i składa projekt ustawy z poprawkami. Władysław Kosiniak-Kamysz mówi o eliminacji niekonstytucyjnych potknięć w projekcie prezydenta, ale pieniędzy chce szukać tam, gdzie znalazł je prezes Glapiński. Ma być na służby i infrastrukturę i ma nie być weta, bo jak miałby prezydent zawetować swoją ustawę z kosmetycznymi zmianami? Złożyliśmy przed chwilą u marszałka Sejmu ustawę o polskim funduszu inwestycji obronnych. W ten sposób ludowcy weryfikują tę deklarację. Mamy dla SAFE konkretną, polska, suwerenną alternatywę. Politycy PSL, choć używają innych słów... To nie jest wybór, to jest uzupełnienie. ...to biorą słowa prezydenta za dobrą monetę. Z jego projektu wykreślili niekonstytucyjne zapisy, które odbierały rządowi i dawały głowie państwa prawo do dzielenia pieniędzy na zbrojenia. Wydłużyli też listę możliwych wydatków z zysków NBP, dopisując do armii policję, straż graniczną, służby specjalne, cyberbezpieczeństwo, opiekę zdrowotną dla służb mundurowych i infrastrukturę. Jeżeli są pieniądze w Narodowym Banku Polskim, to jesteśmy tym jak najbardziej zainteresowani, żeby były spożytkowane na bezpieczeństwo państwa polskiego. Ten tryb warunkowy to efekt m.in. takich słów prezesa NBP. Właściwie jeszcze nic konkretnego nie przedstawiłem. I takich ocen ze strony Rady Polityki Pieniężnej. Szczegółów tak naprawdę nie było, tak jak sam ten pomysł okazał się trochę takim pustym projektem, taką wydmuszką raczej niż poważnym projektem. Mowa w nim o zysku NBP, choć ten od 4 lat wykazuje straty, które w sumie przekraczały 80 mld zł. Projekt wskazuje też na kredyty, pożyczki i obligacje, ale gdyby zaciągała je Polska, byłyby oprocentowane wyżej niż unijny SAFE. Są wreszcie takie rozbudzające wyobraźnię zdjęcia zawartości skarbców NBP. Tyle tylko że złoto, co pokazuje ten wykres, notuje ostatnio rekordowe spadki. Uważamy, że tych pieniędzy nie ma i nie będzie. To są pieniądze wymyślone przez Adama Glapińskiego, natomiast dobrze jest to pokazać Polkom i Polakom. Stąd jedno słowo... To jest nasze "sprawdzam". Powtarzane teraz przez wszystkie ugrupowania rządzące. W tym skarbcu Adama Glapińskiego są jakieś pieniądze na wojsko? No właśnie to się okaże, zrobimy takie "sprawdzam", bo trzeba sprawdzać te rzeczy, które wygłasza Karol Nawrocki. Mówimy: "sprawdzam". Te słowa wicepremiera politycy PiS rozumieją tak. Cieszę się, że Kosiniak-Kamysz ma tyle rozumu jeszcze w tej koalicji, że uważa, że pomysł prezydencki jest oczywistością i że jest świetny. To jeszcze raz szef MON. My tą ustawą mówimy mu: sprawdzam. Jeżeli tam tych pieniędzy nie ma, to to wyjdzie i to będzie kompromitacja dla prezesa Narodowego Banku Polskiego, również dla Pałacu Prezydenckiego. Obawiam się, że znam odpowiedź, ale bardzo szanuję to, że wicepremier Kosiniak-Kamysz chce przyjrzeć się tej sprawie. To skoro według pana, panie senatorze, tam nie było od początku pieniędzy, to po co był ten projekt? Projekt był po to, żeby uzasadnić weto, którego uzasadnić się nie da. Czyli prezydenckie "nie" dla blisko 190 mld zł unijnej pożyczki SAFE, do wydania tu i teraz, niemal w całości w polskich zakładach zbrojeniowych. Te pieniądze i tak dla nas trafią. Deklaruje rząd, bo jak na razie realnej alternatywy dla programu SAFE nie ma. Władimir Putin to wojenny zbrodniarz i Polacy go nienawidzą - mówi prezydent Nawrocki, i to powinno jego zdaniem kończyć dyskusję o tym, jak rozkłada geopolityczne akcenty i sympatie. I tak by może było, gdyby nie kłopoty Nawrockiego z opisaniem swojego stosunku do premiera Orbana. Bo gdy ktoś wspiera największego przyjaciela naszego największego wroga, to może w istocie ktoś powinien się ogarnąć? W ostrych słowach premier Donald Tusk podsumowuje tę wizytę prezydenta Nawrockiego na Węgrzech i zwraca się do niego, parafrazując Romana Dmowskiego, który mówił "Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie". Jest pan prezydentem Polski i ma pan obowiązki polskie, a nie rosyjskie. I dlatego oczekiwalibyśmy, aby w kwestii polityki międzynarodowej, a szczególnie w tak drażliwych sytuacjach jak kwestie rosyjskie, ukraińskie, europejskie, prezydent wspierał politykę międzynarodową kreowaną przez rząd, a nie działał przeciwko polskim interesom. Premier wymienia rosyjskie interesy Orbana. Blokuje pieniądze dla Polski, rekompensatę od Unii za pomoc Ukrainie, i dla Ukrainy dużo większe sumy z Brukseli. Dochodzi współpraca energetyczna z Rosją, a ostatnio wyszło na jaw, że szef węgierskiej dyplomacji przekazywał tajne informacje do Moskwy. Unia odcięła Węgry od wrażliwych informacji. Wcześniej premier na portalu X zwracał się do prezydenta: "Proszę nie krzyczeć na dziennikarzy, panie prezydencie. To nie oni wpakowali pana w to rosyjskie bagno". To komentarz do tej sytuacji na konferencji prasowej. Pod koniec dziennikarz TVN zapytał prezydenta, czy nie przeszkadza mu zażyłość Orbana z Putinem. Gdyby nie było kamer, podwinąłby rękawy i doszłoby do rękoczynów. Jego postura, jego chód, to machanie tym paluchem, mówienie "słuchaj pan prezydenta, co prezydent mówi", przecież to jest takie zachowanie, którego jeszcze w życiu prezydenckim do tej pory nie było. Za chwilę możemy zobaczyć, że SOP nie będzie chronił głowy państwa, ale będzie chronił dziennikarzy przed głową państwa. Smutny obraz prezydentury. Prezydent pokazał swoją prawdziwą twarz - mówi Grzegorz Załuski, ekspert od mowy ciała. Każdy zauważył, że Nawrocki po prostu był sobą, do urzędu jest potrzebna maska, tu została odłożona na bok. To nie było spontaniczne, a świadome działanie - uważa specjalista od wizerunku politycznego Maurycy Seweryn. Zastraszenie dziennikarza to był cel. Nawrocki buduje w ten sposób autorytet, wykorzystując agresję i swoją pozycję. Większość z nas spotkała choć raz człowieka, który zachowywał się jak Nawrocki, i takich ludzi większość z nas się boi, łącznie ze mną. Zdziwiony? Jestem w szoku. Prof. Sadura, socjolog, w ogóle się nie dziwi, bo właśnie skończył badania nad raportem "Ludzie bezwstydni" o dynamice emocjonalnej populizmu w Polsce. Jak mówi, wyborcy Karola Nawrockiego są impregnowani na takie zachowania. Nie wstydzą się i nie będą się wstydzić, ani snusa, ani kibolstwa, więc nie będą się wstydzić i stąd kontynuacja zachowań, które pomogły Nawrockiemu wygrać wybory. Więc on nie zmienia taktyki, nie zmienia strategii. Ewidentnie mamy do czynienia z elektoratem, który nie chce się już wstydzić. A żeby nie musieć się wstydzić, wystarczy odkręcić kota ogonem. Pan prezydent szanuje dziennikarzy, natomiast nie może być tak, że pan prezydent jest ordynarnie zaczepiany przez dziennikarza. To na koniec jeszcze raz, do państwa oceny. Rośnie napięcie polityczne na Węgrzech na ostatniej prostej przed wyborami parlamentarnymi. Do informacji Washington Post o współpracy szefa węgierskiego MSZ z Kremlem dochodzą zapisy rozmów, które toczył z szefem rosyjskiej dyplomacji - stanowczo mało dyplomatyczne. Polskie wątki też ożywają nad Dunajem, bo rezydenci z Funduszu Sprawiedliwości robią się cokolwiek nerwowi. Pierwszą reakcja Budapesztu na ustalenia Washington Post były słowa o brudnej intrydze i fake newsach, a teraz głównym bohater afery, czyli szef węgierskiej dyplomacji, przyznaje, że kontaktował się z Moskwą podczas unijnych szczytów, bo jak przekonuje Szijjarto, na tym polega dyplomacja, żeby rozmawiać z innymi przywódcami. Dzisiaj Węgrzy poznali także stenogram rozmowy pomiędzy Szijjartą a Ławrowem dotyczącej wyborów na Słowacji. Na to reaguje główny polityczny rywal Orbana, czyli Peter Magyar, który przypomina, że za zdradę narodową grozi dożywocie. Ten sam polityk już wcześniej zapowiadał, że po ewentualnej wygranej w wyborach pozbawi azylu politycznego Marcina Romanowskiego i Zbigniewa Ziobrę. Dzisiaj korespondentka TVP w Brukseli próbowała pytać o te zapowiedzi małżonkę byłego polskiego ministra sprawiedliwości, jednak konkretnych odpowiedzi zabrakło. Kolejny rosyjski atak na Lwów. Drony uderzyły m.in. w historyczny budynek w pobliżu klasztoru Bernardynów na starówce. Rosyjskie drony spadły na budynki mieszkalne. Rannych zostało 7 osób, w tym jedna ciężko. Ponadto atak uszkodził kamienicę w ścisłym centrum. To zabytek architektury, znajdujący się na Liście Dziedzictwa UNESCO. Naruszona została również wieża pobliskiego kościoła. "19.30" w toku. A to jeszcze mamy dla państwa w dalszej części programu. Uciekli przed wojną, padli ofiarą nowych przepisów. Co my mamy im powiedzieć? To nie są turyści, którzy przyjechali tu na wczasy. Chorzy uchodźcy z Ukrainy poza systemem NFZ. To się odwróci przeciwko tym politykom. Pomysł pozbawienia tych ludzi skończy się tym, że po prostu będą umierać. OZE to mrzonka, opłaty ETS to haracz, wracamy do węgla, bo go mamy i jest nasz. Taki plan ma opozycja i to jest dobry plan, który wszakże może natrafić na drobną przeszkodę. Może być trudny do zrealizowania po 2049 roku, gdy polskie górnictwo ma zostać wygaszone. Zgodnie z umową społeczną podpisaną przez PiS. Może nie w całym PiS są kłopoty z pamięcią, ale bywa. Wychodząc na polityczny wiec, można zapomnieć, że na dachu domu ma się panele fotowoltaiczne. Poseł Marek Suski w programie "Bez retuszu" udowodnił, że równie łatwo można zapomnieć o dokonaniach własnego rządu. Że 5 lat temu postawił krzyżyk na górnictwie. Podpisano umowę, całkiem niedawno, że do 2049 roku polskie górnictwo będzie wygaszone do zera. Co z tym chcecie zrobić, panie pośle? To jest pytanie do obecnego rządu. Nie, to wyście ją podpisali, a chcecie wracać do węgla. Uważamy, że to jest nierealne. Wygaszenie kopalń do 2049 roku? Nierealne. Z punktu widzenia możliwości technicznych, możliwości finansowych. To czemuście ją podpisali? Nie przypominam sobie, żebyśmy coś takiego podpisali. To przypominamy. 28 maja 2021 roku, gmach urzędu wojewódzkiego w Katowicach. Musieliśmy zmierzyć się z tematem transformacji sektora górniczego, a właściwie wygaszania polskiego górnictwa węgla kamiennego. Umowę społeczną z górniczymi związkami zawodowymi i spółkami górniczymi podpisali w imieniu rządu wicepremier Sasin i wiceminister Soboń. Śląsk będzie odchodził od przemysłu wydobywczego. To jest dokładne wypełnienie idei polityki klimatycznej. Według harmonogramu z umowy ostatnie kopalnie mają w Polsce zostać zamknięte w 2049 roku. Ale perspektywa na prawicy się zmieniła. Dziś w ustach polityków PiS węgiel jako źródło energii jest efektywny, tani i wart inwestowania. Jest to najtańsza energia elektryczna. Jeśli nie zainwestujemy w nowoczesne kopalnie, to nie będzie w Polsce prądu. Co dementuje ekspert. Wszelkie inwestycje w węgiel, jeśli chodzi o ich realizację, teraz nie tylko w naszym kraju, ale też w ogóle w UE, napotkają na gigantyczne problemy, jeśli chodzi o finansowanie i ubezpieczenie, więc nikt w Unii Europejskiej już żadnych mocy węglowych nowych nie buduje. Próbował budować rząd PiS. W Ostrołęce. Inwestycja w blok węglowy elektrowni skończyła się przeszło miliardową stratą i rozbiórką jeszcze przed uruchomieniem. Ryszard G., ksiądz z sosnowieckiej parafii, pójdzie do więzienia na 2,5 roku za seksualne wykorzystywanie nieletnich. Jego ofiarami miały być 3 dziewczynki w wieku poniżej 15. Roku życia. Wyrok nie jest prawomocny i zdanie sądu dość mocno rozmija się z oczekiwaniami prokuratury, która w apelacji będzie się domagała dożywocia. Uznaje oskarżonego Ryszarda G. w ramach zarzutu pierwszego za winnego. 2 lata temu skrzywdził 3 małoletnie dziewczynki. Używał siły. Zmuszał do rzeczy, których się bały. Wszystko na parafialnych koloniach we Włoszech. Organizowanych przez niego. Chwycił ją za pierś oraz dotykał okolice dekoltu, dążąc do uchwycenia jej piersi, stosując przemoc w postaci przytrzymywania ręką za szyję. Za to wszystko sąd skazał Ryszarda G. tylko na 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Zasądził 10-letni zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych, równie długi zakaz pracy z dziećmi oraz wypłatę zadośćuczynienia w sumie zaledwie 12 tys. zł. Ksiądz działał z powziętym zamiarem, by te dziewczynki skrzywdzić, więc tym bardziej jest niezrozumiałe uzasadnienie czy wyrok sądu. Dlatego prokuratura już zapowiada apelację. Domaga się dożywocia. Bo zdaniem śledczych zarzuty na to pozwalają. Tam, gdzie dochodzi do pokrzywdzenia dzieci, sankcje z tym związane powinny być możliwie najsurowsze. Uzasadnienie wyroku było niejawne. Jednak jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary wobec duchownego, który od samego początku nie przyznawał się do winy. Dziś nie było go na sali rozpraw. Wyrok jest nieprawomocny. Bardzo się cieszę, że powoli mijają te czasy, kiedy duchowni byli bezkarni, bo najgorsza rzeczą było to poczucie bezkarności wśród księży. Wyrok to element większego śledztwa związanego z nadużyciami, jakich przez lata dopuszczali się księża na terenie diecezji sosnowieckiej. Według specjalnej komisji ofiarami mogło paść ponad 50 dzieci. Taki wyrok jest dla nas bolesny, bo bolesne jest to, że ksiądz z naszej diecezji przekroczył prawo i skrzywdził osoby małoletnie. I zostawił ślad na ich psychice. Konsekwencje emocjonalne, psychologiczne, dotyczące obrazu siebie, funkcjonowania wśród rówieśników, nawiązywania relacji. Bo choć wyrok już zapadł, to żadna kara nie cofnie wspomnień dziewczynek. Same nieprawidłowości przy powołaniu nie przesądzają automatycznie o braku niezawisłości orzekającego - oto najważniejszy fragment sentencji wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie tzw. neosędziów w Polsce. Tak kwestia rozpala i polityczną, i prawniczą debatę od 2017 roku i reform w KRS autorstwa PiS. Co wynika z tego orzeczenia? Unijny trybunał po raz kolejny już przyznał, że za rządów PiS doszło do dewastacji polskiego wymiaru sprawiedliwości. W dzisiejszym wyroku wskazuje na wady w funkcjonowaniu Trybunału Konstytucyjnego czy Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Przypomina, że Krajowa Rada Sądownictwa została całkowicie pozbawiona niezależności i niezawisłości. Jednocześnie sędziowie w Luksemburgu zdają sobie sprawę z tego, że wadliwie powołanych sędziów w Polsce jest ponad 3 tysiące, dlatego by uniknąć chaosu i bezprawia, w wyroku proponuje, by same nieprawidłowości przy powołaniu ich nie dyskwalifikowały. W ocenie niezależności i niezawisłości każdego trzeba sprawdzić też inne okoliczności: czy konkurs, w którym uczestniczyli, nie był tzw. ustawką, czy nie otrzymali awansu albo innych korzyści od polityków. Dzisiejszym wyrokiem TSUE apeluje do Polski o jak najszybszą naprawę wymiaru sprawiedliwości, w tym zwłaszcza Krajowej Rady Sądownictwa, którą blokuje polski prezydent. Mieli odwagę pomagać prześladowanym, choć za to groziła kara śmierci. Dzisiaj składamy im zasłużony hołd. Po raz 9. Obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów Pod Okupacją Niemiecką. Uroczystości upamiętniające bohaterów odbywały się w całym kraju. Tak było m.in. w toruńskiej Kaplicy Pamięci, gdzie odsłonięto kolejne 7 nazwisk Polaków zamordowanych za pomoc Żydom. Udział w uroczystościach wziął prezydent Karol Nawrocki. Według szacunków historyków podczas II wojny światowej Polacy uratowali co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Dzieci i młodzież do 18. roku życia, kobiety w ciąży oraz w połogu, a także osoby, które były ofiarami gwałtu i tortur - to losy uchodźców z Ukrainy objętych w Polsce bezpłatną opieką medyczną. Ale życie jest bardziej skomplikowane i wyjmuje poza ten system ludzi, których dotknęło inaczej, choć równie bezwzględnie. Taką grupa opiekuje się siostra Małgorzata Chmielewska, która ma w tej sprawie kilka pytań. Barbara pochodzi ze wschodniej Ukrainy. Jest autystyczką, jest niepełnosprawna. Znaleziono ją na granicy. Jest pozbawiona prawa do leczenia, pozbawiona stałego zasiłku, nie ma nic kompletnie, nie ma mowy o pracy, bo ona wymaga stałej opieki. W podobnej sytuacji jest tu kilkanaścioro podopiecznych. To za sprawą przepisów, które obowiązują od 5 marca. Na ich mocy ukraińscy uchodźcy stracili dostęp do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Z wyjątkami. Dzieci i młodzież do 18. roku życia, kobiety w ciąży oraz w połogu, a także osoby, które były ofiarami gwałtu i tortur. Podopieczni siostry Chmielewskiej do żadnej z tych grup nie należą. A dobrowolne ubezpieczenie to 830 zł miesięcznie. To są względy czysto polityczne, podlizywanie się tej części strony politycznej, dla której dobro drugiego człowieka ma bardzo niskie, w ogóle żadne znaczenie. Odbieranie dostępu do podstawowej opieki nazywa niemoralnym i niechrześcijańskim. Co my mamy im powiedzieć? To nie są turyści, którzy przyjechali tu na wczasy. To, co się wydarzyło w Polsce po najeździe Rosji na Ukrainę, było przykładem dla całego świata. Pokazało, na czym rzeczywiście polega solidarność. Do Polski trafiły dosłownie miliony uchodźców i ci, którzy zostali, w większości świetnie dobie radzą. Przez te 4 lata większość mieszkańców Ukrainy, którzy przyjechali do naszego kraju, zdążyła się już zadomowić, mają pracę, dzieci chodzą do szkoły. Jest jednak grupa - taka jak tu - osób, które wciąż potrzebują pomocy. Osób, które znalazły się gdzieś poza systemem. Stąd pytania ich opiekunów - także do Kancelarii Prezydenta. Odpowiedzi praktycznie brak. Moja presja w tej sprawie, w tym wcześniejsze weto, zmusiły rząd do poprawy tego projektu i wprowadzenia zmian oczekiwanych przez wielu Polaków, a zgłoszonych przeze mnie. To się odwróci przeciwko tym politykom. Temat opieki dla Ukraińców jest elementem gry politycznej. A przepisy wymagają nowelizacji. Siostrze Chmielewskiej i jej podopiecznym pozostaje, jak sama mówi, żebrać. Pomysł pozbawienia tych ludzi skończy się tym, że po prostu będą umierać. I zapowiada dalszą walkę o tych, o których prawie wszyscy zapomnieli. Donald Trump mówi o negocjacjach z Iranem w sprawie zakończenia wojny i tylko w Iranie nie bardzo wiedzą, z kim rozmawiał, bo na pewno nie z nimi. To wystarczyło, by na giełdach spadły ceny ropy, ale nie wystarczyło, by przestały spadać rakiety, bo nadal spadają, ostatnio na Izrael. To jeszcze koleje wojny czy już koleiny? Petersburg w amerykańskim stanie Wirginia Zachodnia. 9 na 10 wyborców głosowało tu na Donalda Trumpa. Choć jest daleko od bliskowschodniego frontu, to lojalni wyborcy też muszą płacić rachunek za tę wojnę. Trump zrobił wiele dobrego, gdyby tylko nauczył się trzymać buzię na kłódkę, poradziłby sobie o wiele lepiej. A Trump ponownie zmienił zdanie. Ultimatum Waszyngtonu dla Teheranu na zbombardowanie elektrowni ma już nie 2 doby, a 5. Jest bardzo duża szansa, że będzie umowa. Dajemy temu 5 dni, a potem zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. Iran odpowiada w państwowej telewizji, że żadnych rozmów nie prowadzi, i bombarduje z zaciekłością Izrael. Irański atak przedarł się przez Żelazną Kopułę, a rakiety trafiły w budynki mieszkalne m.in. w Tel Awiwie. Budynek w pobliżu miejsca wybuchu jest poważnie uszkodzony. Szacujemy, że w tym wypadku eksplodowało około 100 kg materiałów wybuchowych. Nikt nie chce wojny, ale tak musi być, jeśli chcemy bezpiecznego życia. A to zdjęcia udostępnione przez irański Czerwony Półksiężyc. Akcja ratunkowa w Teheranie po izraelskim nalocie. Coraz więcej krajów otwarcie krytykuje decyzję Izraela i USA o zaatakowaniu Iranu. Prezydent Niemiec uznał ją za złamanie prawa międzynarodowego. Nie ma wątpliwości, że uzasadnienie ataku przez USA jest nietrafione. Wydaje się, że taki pogląd jest obecnie podzielany również przez część amerykańskich służb wywiadowczych. Szef Sztabu Generalnego Francji mówi o "nieprzewidywalnym sojuszniku". I nie zadaje sobie trudu, by uprzedzić nas, gdy decyduje się na rozpoczęcie operacji militarnych. To ma wpływ na nasze bezpieczeństwo i na nasze interesy. A niezależnie od siebie Reuters i "The Wall Street Journal" informują, że 5-dniowy termin Trumpa zbiega się z przewidywanym dotarciem kilku tysięcy amerykańskich marines na Bliski Wschód. Michał Kotański, reżyser i dyrektor Teatru Telewizji, Człowiekiem Teatru 2026. Kapituła przyznała mu jedną z nagród imienia Zygmunta Huebnera. "Stoi na czele zespołu, który w powszechnej opinii odnowił oblicze telewizyjnej sceny, przywracając jej znaczenie dla kultury polskiej" - napisano w uzasadnieniu. Michał Kotański przez 9 lat był dyrektorem Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Stworzył kielecki Międzynarodowy Festiwal Teatralny. "W widoczny sposób umocnił znaczenie kieleckiej sceny na mapie teatralnej Polski" - twierdzi kapituła 13. edycji nagrody. W marcu weszły w życie zaostrzone przepisy prawa o ruchu drogowym, z za ciężką nogą łatwiej będzie stracić prawo jazdy. W głosowaniu nad przepisami poseł Łukasz Mejza się wstrzymał. Dlaczego? Może to jest jakaś poszlaka: w swojej karierze kierowcy w ostatnim czasie pan poseł zgromadził 163 punkty karne, a suma mandatów wyniesie 17 800 złotych. O szczególnym stosunku do prawa i wielkiej miłości do szybkiej jazdy. Poseł Łukasz Mejza na nagranie wywiadu przyjeżdża samochodem, ale nie zgadza się na jego pokazanie. Pytany o sytuacje, w których łamał przepisy drogowe, tłumaczy się pośpiechem w sprawach zawodowych. To słynne wykroczenie było w zeszłym roku, gdzie jechałem 200 na godzinę, czego bardzo żałuję. Wtedy obiecałem sobie, że będę jeździł zdecydowanie wolniej. Wolniej niż 200 km na godzinę, bo za taką prędkość został zatrzymany w październiku zeszłego roku na tej trasie w okolicach Polkowic, na Dolnym Śląsku. Odmówił przyjęcia mandatu, zasłaniając się immunitetem. Żałuję tego błędu. 5 dni temu poseł zrzekł się immunitetu, gdy w mediach ukazała się informacja, że policja chce go ukarać w sumie za 10 przypadków przekroczenia prędkości. Poseł Mejza już wielokrotnie chyba stracił prawo jazdy, jeżeli chodzi o liczbę punktów, i tych mandatów też jest ogrom. Inspekcja Transportu Drogowego, która zawiaduje fotoradarami, czeka na oficjalną informację o zrzeczeniu się immunitetu przez posła. Pan poseł jest kolekcjonerem wykroczeń w ruchu drogowym. Jest naszym stałym bywalcem, jeśli chodzi o Centrum Automatycznego Nadzoru Nad Ruchem Drogowym. Jeśli wykroczenia zarejestrowane przez fotoradary naliczą kierowcy więcej niż 24 punkty, to traci on prawo jazdy. Chyba że ma immunitet, to nie od razu. Pan poseł Mejza jest rekordzistą wśród parlamentarzystów, mógłby nosić żółtą, niechlubną, koszulkę lidera. Takie żółte fotoradar zarejestrowały aż 16 jego wykroczeń, które łącznie dały mu 148 punktów karnych. To jednak tylko punkty z fotoradarów. Dochodzą jeszcze te, które poseł dostał od żywych policjantów. Razem to 163 punkty. Mandaty to prawie 18 tys. zł. Są jakieś granice. Granice przyzwoitości, a nie granice prędkości, mają znaczenie. Te granice przyzwoitości zostały już dawno przekroczone. Przyda się panu posłowi i mam nadzieję, że przystąpi do egzaminu na prawo jazdy. Odświeży swoją wiedzę z przepisów ruchu drogowego. Jak Kmicic, będzie miał czas na poprawę. Oby egzaminator wstydu mu oszczędził. Jacek Czaputowicz, były minister spraw zagranicznych, w Pytaniu Dnia u Doroty Wysockiej-Schnepf. A w "19.30" to wszystko, dziękuję państwu za obecność. Do zobaczenia.