Chcą niezwłocznej dymisji szefa PKOL. Wspólny apel związków sportowych. Premier Tusk ostrzega liderów Unii przed Rosją i pyta o amerykańską lokalność w ramach NATO. Prezydent chce odtajnienia aneksu do raportu z likwidacji WSI. Monika Sawka, dobry wieczór. Przedstawiciele związków sportowych i świata olimpizmu domagają się dymisji szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza w związku z aferą Zondacrypto. Związkowcy mówią o "instrumentalnym" wykorzystaniu polskich medalistów do promowania giełdy kryptowalut. Piesiewicz rezygnować ze stanowiska nie zamierza. Wzywamy Radosława Piesiewicza do niezwłocznego złożenia dymisji z pełnionej funkcji. Pod tym apelem podpisało się 60 spośród 71 prezesów związków, bo, jak mówią, mają już dość. To zawodnicy, to ich twarz, ich wizerunek jest bardzo mocno nadwyrężony. Bo nad PKOl, który reprezentują, wciąż dumnie wisi sponsorskie logo giełdy Zondacrypto, przez którą kilkadziesiąt tysięcy osób straciło co najmniej 350 milionów złotych. Strona giełdy nie działa, a jej prezes wyjechał do Izraela, którego ma obywatelstwo. Polska ma podpisaną umowę o ekstradycję, ale wiemy też, że są kraje, które nie wydają własnych obywateli. W to wszystko sport został uwikłany za sprawą tego człowieka. Jestem bardzo rozemocjonowany pozytywnie. Tak o umowie sponsorskiej z Zondacrypto Radosław Piesiewicz mówił jeszcze w lutym. By ją podpisać, poleciał nawet do Monako, a później promował jej produkty. Token będzie notowany na giełdzie. To jest coś niesamowitego. Teraz Radosław Piesiewicz nie czuje się winny. Pójdę z roszczeniami do rządu. Choć zanim podpisał umowę ani rządu, ani służb o Zondacrypto nie pytał. Pan Piesiewicz robił też bardzo dużo, żeby uwiarygadniać tę firmę, użył do tego świętego wizerunku polskiego sportowca, polskiego olimpijczyka. To już jest bezczelność pod każdym względem. Czyj to człowiek? Absolutnie człowiek związany z Sasinem, związany z PiS-em, bliski tego środowiska. Które tak jak prezes PKOL dla rynku kryptowalut zrobiło wiele. To ich grudniowa obrona prezydenckiego weta. Nie rozumiecie tego, co się dzieje na całym świecie. Nie rozumiecie tych wielkich innowacji, które wiążą się z rynkiem fintechowym. Dziwię się postawie resortu finansów, że nie chce mieć w naszym kraju sektora, który będzie przynosił podatki do budżetu. Przypominamy te słowa, bo dziś PiS jakby wymazał je z pamięci. Czy PiS ma powody, żeby się uderzyć w piersi w sprawie Zondacrypto? Donald Tusk ma powody, żeby się uderzyć w piersi w sprawie Zondacrypto. A kto głosował przeciwko ustawie o regulacjach dotyczących kryptowalut? Ale to nie są regulacje rynku, to dotyczyło... Panu to się kompletnie nie łączy? Ustawa o kryptowalutach i afera Zondacrypto? - Ale widzi pani, bo Tusk to tak wyreżyserował. Donald Tusk raczej nie wyreżyserował tego, co Karol Nawrocki obiecał w kampanii wyborczej na imprezie, której głównym sponsorem była Zondacrypto. Dzień później powtórzył to w nagraniu. Jako prezydent będę gwarantem tego, że nie wejdą w życie zamordystyczne przepisy, które ograniczą waszą wolność. Prezydent przy wsparciu opozycji dwukrotnie zawetował regulacje rynku kryptowalut. Wiedza o tym, że Zondacrypto jest powiązana z rosyjskim kapitałem, mu w tym nie przeszkodziła. Mieli pełną świadomość, że wokół dokładnie tej jednej firmy pachnie Moskwą, pachnie grupami przestępczymi. Bo informował o tym premier na niejawnym posiedzeniu Sejmu. Z jakiegoś powodu uparcie bronili tego rynku i narazili na szwank bezpieczeństwo państwa i narazili na szwank tysiące ludzi. Według ujawnionych przez premiera ustaleń służb, szef Zondacrypto przelał po kilkaset tysięcy złotych fundacjom Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera. Miało się to stać tuż po tym, jak ustawa o kryptowalutach trafiła do Senatu i tuż przed głosowaniem w sprawie odrzucenia prezydenckiego weta. Nie ma tu przypadku, że tuż przed głosowaniem weta wpływają przelewy. To sprawdza prokuratura. Czy były to próby jakiegoś niedozwolonego lobbingu za to, że później politycy wspierają, czy też blokują, rozwiązania prawne. Polska jest jednym z niewielu unijnych krajów, w którym rynek kryptowalut w żaden sposób nie jest uregulowany. Premier wzywa Europę do mobilizacji i pyta, czy USA są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w traktatach NATO. W rozmowie z "Financial Times" szef polskiego rządu podkreślił, że zagrożenie ze strony Rosji jest poważne i jest to kwestia "raczej miesięcy niż lat". Lada moment ponad 44 miliardy euro z unijnego programu SAFE mają popłynąć do Polski. Polski system antydronowy San to jeden z projektów, który będzie finansowany z unijnego programu SAFE. Niemal 44 miliardy euro niebawem zaczną płynąć do Polski. Polska otrzymała z Komisji Europejskiej ostateczną treść umowy pożyczkowej. Dokument wkrótce mają podpisać polscy ministrowie obrony i finansów. Nie dni, a godziny po podpisaniu umowy to będzie ten moment, kiedy na polskie konto wpłynie zaliczka, czyli pierwsza część mechanizmu SAFE. Mechanizmu, który wbrew takim twierdzeniom opozycji... Proponowana nam jest Polska pod niemieckim butem. ...zaprojektowała Polska i który ma budować polską obronność głównie polskim sprzętem. Produkowanym między innymi w tej fabryce amunicji Mesko ze Skarżyska. Czy w tym bydgoskim zakładzie Nitrochem. Przez najbliższe 4-5 lat będziemy musieli zwiększyć produkcję, zwiększyć zatrudnienie po to, aby sprostać tym zamówieniom. Część z tych kontraktów, które wlicza się do SAFE, to są kontrakty już zawarte. Większość pozostałych ma być zawarta do końca maja. To krótki deadline od Komisji Europejskiej. Po wczorajszych bardzo dobrych rozmowach pana premiera Donalda Tuska z panią przewodniczącą von der Leyen ja jestem spokojna, że zdążymy do 30 maja. Skutecznie, szybko wydać wszystkie środki. Bo, jak mówi premier, Europa chce i powinna samodzielnie zadbać o swoje bezpieczeństwo. Szczególnie po takich wypowiedziach prezydenta USA o sojusznikach z NATO. Jeśli nie płacą, to nie będę ich bronił. I w obliczu takich prowokacji. Dziś nad Bałtykiem polskie myśliwce przechwyciły dwie rosyjskie maszyny. Donald Tusk mówi, że zagrożenie rosyjskim atakiem to być może kwestia miesięcy, nie lat. I zastanawia się. Czy USA są gotowe okazać tak wielką lojalność, jak opisano w traktatach NATO? Nie ulega wątpliwości i to są deklaracje strony amerykańskiej powtarzane od wielu, wielu miesięcy, że Europa musi się bronić i musi przede wszystkim liczyć na własne siły. Na wywiad z premierem zareagował ambasador USA w Polsce. Tak, Ameryka jest lojalna wobec swoich sojuszników. Czy nasi sojusznicy są wobec nas tak lojalni, jak oczekują, że my będziemy wobec nich? Cieszę się, jeśli ambasador od razu uznał za potrzebne, żeby potwierdzić, że Polska może zawsze liczyć na Amerykę. W Polsce znajduje się około 10 tysięcy żołnierzy amerykańskich i bazy amerykańskie i to pozostaje na niezmiennym poziomie. Polska ma też amerykański sprzęt i wciąż go kupuje. Za kilka tygodni przylecą do nas pierwsze myśliwce F-35, za kilka lat śmigłowce Apache. Produkcja własnego sprzętu w ramach SAFE się z tym nie kłóci, a może pomóc - uważa ekspert. Program SAFE to jest pierwszy krok do tego, by odbudować zdolności i odbudować odporność Europy. Żeby w razie nieporozumień wewnątrz NATO móc skutecznie odstraszać wroga. Europa chce móc bronić się sama. Bruksela szykuje plan na wypadek uruchomienia przez jeden z krajów członkowskich artykułu o wzajemnej obronie i pomocy. Zgodnie z przepisem, jeśli jedno państwo unijne padnie ofiarą ataku, pozostałe muszą udzielić mu wsparcia. Pytanie: jakiego? To mają ustalić przywódcy. Na razie podjęli konkretną decyzję o odblokowaniu unijnych pieniędzy dla Ukrainy. To pierwsze od lat spotkanie europejskich przywódców bez Viktora Orbana, za to z Wołodymyrem Zełenskim, który przyjechał na Cypr podziękować za odblokowanie unijnych pieniędzy dla Ukrainy. Jestem bardzo wdzięczny za jedność liderów, ta pomoc uratuje wiele ludzkich żyć, pozwoli nam przetrwać. Wymaganą zgodę 27 unijnych przywódców na 90 miliardów euro pożyczki dla Ukrainy, ale również blokowany od miesięcy 20. pakiet sankcji na Rosję, udało się uzyskać po rezygnacji z weta węgierskiego premiera. Unia bez Orbana już planuje kolejny, 21. pakiet restrykcji wobec Moskwy i rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Kijowem. Wczoraj można było odczuć ogromną ulgę pośród liderów, bo po raz pierwszy od lat nie było na sali żadnych Rosjan obecnych, jeżeli państwo wiecie o czym mówię, ale żarty na bok. Na takie słowa wymierzone w Orbana, dziennikarze zareagowali śmiechem, bo w tym samym czasie pojawił się premier Słowacji, uchodzący za drugiego po Orbanie najbliższego Rosji unijnego polityka. Spytałem Roberta - siedzi obok mnie, mówię: Robert, nie ma Wiktora, a Fico spojrzał na mnie i mówi: a ty się dziwisz? Węgierski premier miał być na szczycie upomniany za przekazywanie informacji z unijnych spotkań Moskwie. Problem po zmianie władzy na Węgrzech rozwiązał się sam. Wyzwaniem dla bezpieczeństwa Unii staje się za to postawa amerykańskiego sojusznika. Dlatego europejscy przywódcy na Cyprze rozmawiali o unijnej wzajemnej obronie. Którą gwarantuje art 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. W przypadku, gdy Państwo Członkowskie stanie się ofiarą agresji zbrojnej na jego terytorium, pozostałe kraje mają wobec niego obowiązek pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków. Jakich konkretnie, to chcą ustalić unijni przywódcy, bo artykuł do tej pory uruchomiono tylko raz - po atakach terrorystycznych w Paryżu. Cieszę się, że wszyscy, zarówno ci, którzy są w NATO, jak i ci, którzy nie są, widza potrzebę przygotowania planu operacyjnego. To jest przełom w myśleniu, jakbym kilka miesięcy temu to powiedział, to wszyscy by zamarli ze strachu. Poczucie zagrożenia w Unii zwiększył konflikt na Bliskim Wschodzie, w tym irańskie drony, które spadły na Cypr - unijne państwo niebędące członkiem NATO, i słabnące gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze: po co prezydent chce ujawnić tajny aneks, a później: Zapewniał, że psy chcą się tylko z nią pobawić, nic jej nie zrobią, no i zaczął się dramat. Trzy pitbulle pogryzły 26-latkę, która jechała na rolkach. W sądzie zapadł wyrok. Spowodowały ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci trwałego, istotnego zeszpecenia. Państwo chcą robić cyrk z tragedii swojej i drugiej rodziny. Proszę mnie nie nagrywać. A chciałaby pani mieć takie blizny na całym ciele jak ma moja córka? Nie chciałabym, ja bardzo państwu współczuje. Prezydent odtajnia i zamierza podać do publicznej wiadomości tajny aneks z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Dokumenty trafiły już do parlamentu. W historycznych dokumentach mają się znajdować nieznane wcześniej fakty dotyczące genezy polskiej mafii, w której istotną rolę mieli odgrywać żołnierze oraz tajni współpracownicy WSI. Panie prezydencie, nie warto tego ujawniać. To głosy nie polityków, a tych, którzy bezpieczeństwem kraju przez lata się zajmowali. Myślę, że doradzałbym, żeby przestał się tym zajmować. Pytanie, czy te apele trafią do Pałacu Prezydenckiego. Karol Nawrocki zapowiada ujawnienie aneksu do raportu z likwidacji WSI. Konsekwencje takiej publikacji mogą być poważne. Odtajnianie dokumentów dotyczących służb specjalnych i ich działalności działa bardzo na niekorzyść państwa. Bo odbiera służbom specjalnym wiarygodność, nie tylko w kraju, ale i na świecie. Zagrożenia nie widzi za to głowa państwa. Tak rzecznik tłumaczy decyzję. To jest stara taktyka polityczna prawicy: przykryć niekorzystne informacje, skandale, afery, które ich dotyczą. Jest rok 2006. Antoni Macierewicz zostaje przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej. Likwiduje Wojskowe Służby Informacyjne. Rok później powstaje raport nazywany raportem Macierewicza. Raport został przygotowany bardzo rzetelnie, podobnie zresztą uzupełnienie. I tu zatrzymajmy się. Raport opublikował prezydent Lech Kaczyński, ale uzupełnienie, o którym mówi Macierewicz, już nie. Tak tłumaczył swoją decyzję. Co potwierdza generał Polko, który pracował w tym czasie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Z treści samego raportu, a co dopiero aneksu, nie wynikało nic takiego, co pozwalało by budować lepiej nasze bezpieczeństwo, jakieś pomówienia, własne oceny. Dotąd - co ważne - ani Andrzej Duda, ani Bronisław Komorowski nie zdecydowali się na publikację aneksu. To był skandal, co zrobił Antoni Macierewicz, bo tym raportem zlikwidował wywiad wojskowy. Ja takiej decyzji nie podjąłem, nie zdecydowałem się na odtajnienie tego raportu i miałem ku temu powody. Karol Nawrocki odtajnienie aneksu do raportu obiecywał już w kampanii. Ja rozumiem że zasadnicza zmiana sytuacji międzynarodowej, upływ czasu może stanowić uzasadnienie dla zmiany tej decyzji. Tylko co zmieniło się przez niespełna 9 miesięcy i pytanie, dlaczego prezydentowi aż tak na tym zależy. Jeszcze niech te osoby, które decydują się na to, wysłały specjalną kopertę do Putina, żeby mógł sobie poczytać, jak działały polskie służby, a na Łubiance te raporty będą analizowane, będą otwierać szampana. Warto przypomnieć, że Antoni Macierewicz cały raport kazał przetłumaczyć na język rosyjski. Za które wielu zapłaciło życiem. Takie były realne skutki odtajnienia raportu. Część z tych osób zginęła. Były to m.in. osoby wspierające nasze służby w Afganistanie, były to dane oficerów i dane źródeł, które współpracowały ze służbą i świadczyły jej pomoc. Publikacja aneksu może mieć podobne konsekwencje. Polska złoży skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej na umowę handlową z krajami Mercosur - poinformował wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Z Komisją Europejską w sprawie krytycznej oceny niektórych aspektów umowy rozmawiał też szef rządu. Polska złoży skargę do TSUE w sprawie Mercosur. Konsekwentnie działamy na rzecz rolników. Najpierw skuteczna walka w Brukseli, teraz kolejny krok - twarde stanowisko polskiego rządu. Nie za późno. Właśnie wtedy, kiedy trzeba. Bronimy polskich konsumentów i rolników przed zagrożeniami i nieuczciwą konkurencją. Jesteśmy z wami. W Polsce nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o krytyczną ocenę niektórych aspektów umowy Mercosur. Od początku wiedzieliśmy, że niektórzy na tym mogą skorzystać, niektórzy stracić, ale pozycja rolnictwa w polskiej gospodarce jest istotna. rozmawiałem i uprzedziłem komisję, że będziemy szli do Trybunału z Mercosurem. 42-letni właściciel psów, które dotkliwie pogryzły kobietę, skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Mężczyzna będzie musiał też zapłacić 26-latce spore odszkodowanie. Opiekun czworonogów był w chwili zdarzenia pijany. Pogryziona do dziś mierzy się z konsekwencjami ataku. Psy wygryzły jej kawałek mięśnia uda. Została też trauma, które utrudnia codzienne życie. Na ten wyrok czekali prawie dwa lata. Sąd nie miał wątpliwości, że to Marcin K., właściciel psów, ponosi odpowiedzialność za to, co się stało. Wypuścił niezabezpieczone psy - te zaatakowały, wielokrotnie gryząc. 26-latka ma traumę, dlatego w jej imieniu w sądzie zjawili rodzice. Dominika jechała na rolkach, kiedy z jednej z posesji w miejscowości Świerzna na Dolnym Śląsku wybiegły trzy psy. Były na tyle agresywne, że nawet próby odciągnięcia ich przez właściciela nie pomagały. Gryzły, gdzie mogły, po głowie, po plecach, po udach. Kobieta była w śpiączce farmakologicznej, cudem przeżyła, ale konsekwencje tamtych wydarzeń odczuwa do dziś. Udo zostało wygryzione i nigdy już nie będzie sprawne. Właściciel zwierząt został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Musi również wypłacić pokrzywdzonej zadośćuczynienie w wysokości 32 tys. złotych oraz 100 tys. zł nawiązki. Rodzina pani Dominiki jest rozczarowana wyrokiem, chciała uśpienia psów. Ktoś je dalej będzie źle prowadził i będzie kolejna tragedia. Rodzinie właściciela psów w sądzie puściły nerwy. Twierdzą, że jeden zdechł, pozostałe dwa nie stanowią już zagrożenia. Chcą robić cyrk z tragedii jednej i drugiej rodziny. Są wyszkolone, mają w sobie zero agresji, kilkunastu biegłych to potwierdza. Rocznie w Polsce zgłaszanych jest nawet 35 tys. przypadków pogryzień przez psy. Brakuje sankcji prawnych dla właścicieli, kiedy pojawiają się pierwsze zgłoszenia o agresywnych zachowaniach zwierząt. Jeśli pies raz ugryzł, prawdopodobnie kolejny raz użyje tej strategii. Zawsze jest to pies pod specjalnym nadzorem. Eksperci podkreślają, że w Polsce działa rejestr ras psów uznawanych za agresywne, ale nie nakłada on na właścicieli obowiązku szkoleń czy dodatkowej kontroli. System reaguje, dopiero kiedy dochodzi do tragedii. Ten nadzór nie jest wystarczający. Rodzina pani Dominiki nie wyklucza apelacji. Koszmarny wypadek w Łódzkiem. Samochód z czterema osobami w środku wpadł do zbiornika wodnego. Jednej udało się wydostać z pojazdu o własnych siłach. Mężczyzna dotarł do drogi, zatrzymał przejeżdżający samochód i wezwał pomoc. Pozostali pasażerowie zostali wydobyci z auta przez strażaków i przewiezieni do szpitali. Bolimów koło Skierniewic. To do tego zbiornika wpadło BMW z czwórką młodych ludzi. Jeden z mężczyzn sam uratował się z ekstremalnej pułapki. 20-latek wydostał się z auta, które leżało w wodzie na dachu. Pobiegł do pobliskiej drogi, zatrzymał przejeżdżający samochód i wezwał pomoc. Może mówić o nieprawdopodobnym szczęściu. Bardzo trudna sytuacja, wpadnięcie do wody pojazdu. To mamy sekundy na uratowanie siebie. Jemu się to udało. Na miejsce przybyło kilka jednostek straży pożarnej i pogotowie, w tym trzy śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Za pomocą łodzi i bezpośredniego wejścia do wody strażacy zlokalizowali ten pojazd i za pomocą wyciągarki samochodowej wyciągnęli go na brzeg po to, żeby ewakuować te osoby jak najszybciej. Na brzegu wydobytych z wraku poszkodowanych przejęli ratownicy medyczni, którzy natychmiast podjęli resuscytację. Troje poszkodowanych śmigłowcami i ambulansem przewieziono do szpitali w Łodzi, Warszawie i Skierniewicach. Jeśli chodzi o trzeźwość, została przebadana ta jedna osoba, która sama wydostała się z tego pojazdu, i 20-latek był trzeźwy. Od pozostałych osób została pobrana krew. Według aktualnych ustaleń ten mężczyzna, który wydostał się z pojazdu, nie był kierowcą. Jest przesłuchiwany aktualnie w charakterze świadka. Wstępnie ustalono, że młodzi ludzie w wieku od 19 do 23 lat przyjechali nad wodę podriftować. Kierowca próbował wykonać manewr kontrolowanego poślizgu, czyli mówiąc potocznie driftu, i w wyniku tego, w wyniku utraty kontroli nad pojazdem samochód wpadł do zbiornika wodnego. Prokuratura ustala, która z poszkodowanych osób prowadziła BMW. 23-latek w stanie ciężkim walczy o życie w warszawskim szpitalu. Dwoje 19-latków, mimo udzielonej im pomocy medycznej, zmarło. Był jednym z największych beneficjentów poprzedniej władzy, dziś ucieka przed wierzycielami. Narodowy Instytut Wolności domaga się zwrotu 300 tys. zł od Roberta Bąkiewicza, szefa Ruchu Obrony Granic. Instytut zarzuca byłemu szefowi Stowarzyszenia Marsz Niepodległości m.in. braki w dokumentacji i wynajmowanie fikcyjnego biura. Założone przez radykalnego narodowca Stowarzyszenie Roty Marszu Niepodległości ciągle nie oddało pieniędzy, których zwrotu żąda Narodowy Instytut Wolności. Z odsetkami kwota przekroczyła już pół miliona złotych, ustaliła "19.30". Decyzja administracyjna będzie skutkowała powiadomieniem urzędu skarbowego, który zajmie majątek stowarzyszenia. A w przypadku, kiedy tego majątku nie będzie, skierujemy to na drogę zajęcia bezpośredniego majątku od władz stowarzyszenia, w tym Roberta Bąkiewicza. Egzekucja to efekt druzgocącej dla Bąkiewicza kontroli z ubiegłego roku. Setki tysięcy złotych z państwowego grantu narodowcy wydawali z pogwałceniem zasad. Bąkiewicz zlecił produkcję filmów promocyjnych firmie, w której sam był prezesem. Zlecał wynajęcie biura, które okazało się fikcyjnym lokalem w prywatnym domu rodzinnym kolegi pana Bąkiewicza, Bąkiewicz od lat ucieka przed wierzycielami. Kiedy przed laty plajtowała jego firma, majątek przepisał na żonę. Dziś nie płaci tym, z którymi przegrał procesy. Wśród nich jest aktywistka Krystyna Augustynek. U komornika złożył oświadczenie. Wynika z niego, że mieszka kątem u teścia z żoną, że nie posiada żadnego majątku. Jedyny zadeklarowany majątek to koszulka sportowa, spodenki, getry oraz do tego obrączka ślubna. Co warto przypomnieć, narodowiec był jednym z największych beneficjentów poprzedniej władzy. Do powiązanych z nim organizacji popłynęło 13 mln zł. Da się z Bąkiewicza ściągnąć każdą złotówkę. Organy państwa działają tak, jak powinny, robią wszystko, by ten utrzymanek Kaczyńskiego oddał pieniądze, które nielegalnie pobrał. Oficjalny brak środków nie przeszkadza Bąkiewiczowi w politycznej agitacji, w tym międzynarodowej. Ostatnio przestrzegał Węgrów przed głosowaniem na Petera Magyara. Jesteśmy w Budapeszcie, za nami parlament. Ja nie mogę mówić, dlatego będą mówili chłopaki, bo dzisiaj mocno dawaliśmy doping naszym braciom Węgrom. Wszystko z oficjalnym poparciem najważniejszych polityków prawicy. Przed państwem jeszcze bardzo interesujące, bardzo ważne wystąpienie naprawdę wybitnego działacza społecznego, pana Bąkiewicza! Wystąpienie, podczas którego padła ta skandaliczna wypowiedź o przeciwnikach politycznych. Chwasty trzeba z polskiej ziemi powyrywać! Za którą Bąkiewicz usłyszał zarzuty. Pytanie jest takie, czy takie osoby powinny ubiegać się o funkcje publiczne. Takie, czyli bardzo kontrowersyjne, siejące hejt i nienawiść, bo język pana Bąkiewicza to język nienawiści. Narodowiec nic sobie tego nie robi - dalej organizuje zbiórki pieniędzy. Na nasze pytania, czy odda zaległe pół miliona złotych, nie odpowiedział. Łukasz Litewka, który wczoraj zginął w wypadku, zapisał się w pamięci jako społecznik i miłośnik zwierząt. Tak wspominają go bliscy i dalsi znajomi. Jego życie i działalność, która nie miała sobie równych, pokazały, że polityka może wykraczać daleko poza mury urzędów, a empatia i zaangażowanie mają realną moc zmieniania świata. Zawsze blisko tych najsłabszych, potrzebujących, chorych. Nie pytał czy, tylko jak pomóc. Kim był dla nas Łukasz Litewka? Taką nadzieją na lepsze jutro dla Julii, bardzo dobrym człowiekiem. Tata chorej na lekooporną padaczkę Julii, by uzbierać na leczenie córki, sprzedawał cebulę i ziemniaki, które dostawał od okolicznych rolników. Szło opornie. Usłyszał o tym Litewka. O 20.00 zrobił zbiórkę, do rana mieliśmy prawie 2 mln zł. Uruchamiał lawinę dobra. Mówił, że potrzeba pomocy, i porywał innych. Tak jak w 2024, gdy spłonęła organizacja pomagająca zwierzętom, "Przystań Ocalenie". Jest to miejsce nietypowe, gdzie trafiają zwierzęta i z interwencji, jak również zwierzęta, które miały przeznaczenie rzeźne, zostały wykupione i u nas dożywają sobie spokojnej starości, jak jeden tutaj z przedstawicieli. Każde zwierzę było Łukaszowi Litewce bliskie. Dlatego opisał historię podpalenia Przystani. Wielokrotnie udowodniliśmy, jak można wykorzystywać internet do dobrych rzeczy. Wiem, że nie muszę wam nic tłumaczyć. Nie musiał, każdy wiedział. W świecie pełnym sporów i gdy tak łatwo o podziały, budował mosty. Uczył miłości do drugiego człowieka i troski o tych, którzy nie umieją albo nie mogą poprosić o pomoc. Dla przyjaciół wiadomość o jego śmierci jest jak koszmarny sen. Był kochany, wrażliwy, autentyczny, zawsze uśmiechnięty, łączył ludzi. W sosnowieckim urzędzie miasta mieszkańcy wpisują się do księgi kondolencyjnej. Byłam wdzięczna za to, że Łukasza poznałam, że mogliśmy razem pracować, za to, że był, i bardzo mi go będzie brakowało. Poseł jechał rowerem. Na jego pas zjechał samochód jadący z naprzeciwka. Kierowca był trzeźwy. Pobrana została krew do dalszych badań od kierującego, czekamy na wyniki. Policja prosi o kontakt świadków i kierowców z wideorejestratorami w samochodach. I podkreśla, że nie ma żadnych ustaleń wskazujących, aby - to cytat - zdarzenie miało charakter celowy. W miejscu wypadku, na drodze, gdzie zginął poseł, ludzie zapalają znicze. Wiele osób nie znało go osobiście, ale był im bliski jak przyjaciel. To była wyjątkowa postać w polskim parlamencie i w takim codziennym życiu. Na co dzień jak na niego się patrzyło, ile dobrego robił, odrzucając tę walkę polityczną i światopoglądową. Bo jego światopoglądem było przede wszystkim dobro. Marzy mi się kraj, w którym cierpienie zwierząt będzie precedensem, który natychmiast będzie piętnowany przez wszystkich. Dziękuję za uwagę. Już za chwilę "Pytanie dnia". Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf jest członek Państwowej Komisji Wyborczej, były szef MSWiA mec. Ryszard Kalisz. Spokojnego wieczoru. Do zobaczenia jutro o 19.30.