Pilna narada premiera z ministrami. Powodem fałszywy alarm w domu rodziny prezydenta. Apokaliptyczne sceny w Kijowie. Uszkodzony klasztor prowadzony przez polskich zakonników. Paweł Pawlikowski nagrodzony w Cannes. Polak otrzymał statuetkę za reżyserię. Dobry wieczór, zaczynamy "19.30". Był wieczór. Służby dostały zgłoszenie dotyczące pożaru i rzekomego zagrożenia życia. Szybko pojawiły się na miejscu. Alarm był jednak fałszywy, a lokal pusty. Okazało się, że mieszkanie należy do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Nie zostało jednak zgłoszone do specjalnej ochrony. Według opozycji i Pałacu Prezydenckiego cała sprawa jest nie do obrony. PiS domaga się dymisji osób odpowiedzialnych. Rządzący zwołują specjalną naradę i apelują o zdrowy rozsądek, bo to nie pierwszy taki przypadek. Tuż przed północą pilna odprawa służb. Rano narada w rządowym centrum bezpieczeństwa. To uderzenie nie tylko w poczucie bezpieczeństwa rodziny głowy państwa, ale uderza też w poczucie stabilności państwa jako takiego. Chodzi o fałszywe zgłoszenie dotyczące mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego, które nie było zgłoszone do ochrony przez SOP. Wczoraj o 19:33 służby dostały SMS-owe zgłoszenie, że wybuchł w nim pożar, a w środku są dzieci, których nie można obudzić. Minutę później wysłano tam straż pożarną, pogotowie i policję. Pod wskazanym adresem nikt się nie odzywał, przez okna nie było widać oznak pożaru, choć jedno z nich było zasłonięte. Wtedy przyszło kolejne zgłoszenie, że w środku jest osoba, która utraciła funkcje życiowe. I tutaj kierujący działaniem ratowniczym nie miał już wątpliwości, że trzeba wejść do lokalu i sprawdzić, czy nie ma tam osoby, która wymaga pomocy. Była próba nawiązania kontaktu z osobą, która wysłała tego SMS-a, ta osoba nie odbierała. Służby weszły do środka siłą, wtedy okazało się, że to fałszywy alarm. Jeszcze w nocy byłem w bezpośrednim kontakcie z prezydentem. Sprawcy tych działań nie pozostaną bezkarni. W policji od tygodnia działa specjalny zespół, zajmujący się wcześniejszymi fałszywymi alarmami, które dotyczyły szefa związanej z PiS telewizji i prezesa PiS. To wystarczyło. To prowokacja. Opozycja i Pałac Prezydencki ruszyli do ataku. Powinny zostać ogłoszone dymisje osób odpowiedzialnych. Ta sytuacja jest nie do obrony. Bo według prawicy służby powinny najpierw sprawdzić, czy wezwanie jest prawdziwe. Ale wtedy może dojść do takiej sytuacji, że ktoś będzie potrzebować pomocy, a służby nie przyjadą na czas, bo będą weryfikować prawdziwość tego zgłoszenia. Ale to są typowe tłumaczenia z wewnątrz funkcjonowania państwa totalitarnego. Jarosław Kaczyński stawia kropkę nad "i". Ta władza to zło w czystej postaci. Rządzący apelują o zdrowy rozsądek. Szef MSWIA przypomina, że chodzi o procedury, które na co dzień ratują życie. Jeździłem karetka przez wiele lat i setki razy wyjeżdżałem do fałszywych alarmów, i nawet jeśli spośród 100, 1000 fałszywych alarmów jeden będzie prawdziwy, to znaczy, że trzeba jechać. Mają wchodzić oknem i wywalić ścianę, jak będzie trzeba, bo ludzi trzeba ratować, a nie sprawdzać, czy to nie jest przypadkiem mieszkanie Nawrockiego. Ale fala spekulacji ruszyła. Takich czysto politycznych i spiskowych, jedna głupsza od drugiej, ale niestety są bardzo nośne. To wpis posła PiS, który sugeruje, że państwo współpracuje z prowokatorami. Jeżeli ktokolwiek twierdzi, że to rząd stoi za tymi wszystkimi alarmami, to powinien spojrzeć na wschód i zobaczyć, kto mu klaszcze. Rosja tak naprawdę nie przebiera w środkach, trwa wojna hybrydowa, trwa wojna informacyjna. To jeden z tropów służb, kolejny to działania hakerskie, które zdarzają się od lat, także za rządów PiS. 7 lat temu część matur była opóźniona z powodu blisko 800 fałszywych alarmów bombowych. Wtedy nie było żądań dymisji. Chciałbym zwrócić się do wszystkich najbardziej gorliwych uczestników tej debaty, żeby nie włączali takiej typowej partyjnej walki w tę kwestię, bo tu chodzi o bezpieczeństwo ludzi. Premier zapowiada przegląd procedur przyjmowania zgłoszeń alarmowych. Służby - informacje o wynikach śledztwa w ciągu kilkudziesięciu godzin. Rząd nie daje za wygraną i po raz kolejny wysyła na biurko prezydenta projekt ustawy w sprawie kryptoaktywów. To już trzecia próba uregulowania tego rynku w Polsce. Karol Nawrocki dwa poprzednie projekty zawetował, bo według niego przepisy tworzą nadmierne bariery dla branży. Spór o regulację rynku zaostrzyła afera Zondacrypto. Straty klientów szacuje się na co najmniej 350 milionów złotych. Pytanie, co tym razem zrobi głowa państwa. Były dwa weta, jest trzecia próba. Ale niekoniecznie w sprawie kryptowalut będzie do trzech razy sztuka. Prezydent od początku mówił, że ten rynek należy uregulować, tylko nie należy go przeregulować. Szkoda, że rząd nie wyciąga konsekwencji i wniosków z tych wcześniejszych decyzji, bo dawno byłaby ta sprawa już uregulowana. Prezydent się wpisał w linię obrony kryptowaluciarzy. Robi to wprost, jasno, trzecia obrona pójdzie, trzecie weto, ustami i rękami Boguckiego chronią tych gości, którzy oszukali ludzi. W czwartek Senat przyjął rządową ustawę bez poprawek i wysłał na biurko prezydenta. Uwzględniono jedną propozycję Karola Nawrockiego - Komisja Nadzoru Finansowego we współpracy z ministrem finansów będzie publikować roczne raporty o rynku kryptoaktywów. Ponieważ trzeci raz to samo, to trudno wierzyć, że jeśli jest to samo, to skutek będzie inny. Państwo chcecie chronić, jak to mówicie, inwestorów, żeby im nie zablokować rachunku, a my chcemy chronić okradanych przed złodziejami. Mowa o tysiącach poszkodowanych w aferze Zondacrypto. Straty klientów szacuje się na co najmniej 350 milionów złotych. Trzeci projekt zaostrza kary. Mamy do czynienia z największą aferą nie lat, a dekad. Macie ostatnią szansę pokazać, że coś do was dotarło. Rząd mówi "sprawdzam", Pałac Prezydencki odbija piłeczkę. Donald Tusk, nie uginając się ani o krok w tej sprawie, tylko proponując tę samą ustawę już dwukrotnie. Teraz idzie na trzecie okrążenie, to nie jest dobre. Czemu przeszkadza prezydent? Dobrze wiemy, czemu przeszkadza, bo wiemy, jakie ma związki polska prawica z Zondacrypto. Zondacrypto sponsorowała prawicową imprezę CPAC. Prawie pół miliona złotych od kancelarii Przemysława Krala, prezesa giełdy, dostała Fundacja Zbigniewa Ziobry, a fundacja Przemysława Wiplera 300 tysięcy. Teraz PiS chce całkowicie zakazać kryptowalut w Polsce, choć wcześniej bronił wet prezydenta, który zarzucał rządowi nadmierną regulację rynku. My mówimy o zakazie kryptowalut w Polsce. Ale popieracie weto prezydenta, który mówi, że jest nadmierna regulacja. Mamy projekt PiS, który wskazuje na to, że kryptowaluty powinny być zakazane. Ale ta zmiana nie wszystkim w PiS się podoba. Nie możemy poruszać się tak od jednej skrajności do drugiej, od bandy do bandy. Tokenizacja to będzie trend, który będzie postępował. Kolejny przykład hipokryzji. Jarosław Kaczyński podjął decyzję, że to, czego nie rozumie, trzeba zakazać. Od 1 lipca firmy z rynku krypto muszą mieć zezwolenie wymagane unijnym rozporządzeniem MiCA. W Polsce nie ma ustawy, więc na razie nie będzie można dostać licencji. Możliwe będzie to w innym unijnym kraju, ale takiej działalności polska KNF nie skontroluje. To będziemy żyć w chaosie prawnym. Z jednej strony będzie ta działalność nielegalna, ale z drugiej strony nie będzie też podstawy prawnej, żeby ścigać tego typu firmy jak Zondacrypto i taki dokładnie plan był pana Krala. Zondacrypto zarejestrowano w Estonii. Obawiam się, że będzie trzecie weto, a powinien być podpis. Uważam, że ustawa powinna być najostrzejsza. Zdaje się, że prezydent chciał, żeby była trochę łagodniejsza, ja twierdzę, że Polaków trzeba bronić przed nimi samymi. Prezydent ma trzy tygodnie na decyzję. Oglądają państwo "19.30", już za chwilę Kijów w ogniu, sceny jak z apokalipsy, a później: Znów to zrobił - Łatwogang zebrał 12 milionów na leczenie Maksa. Mamy oficjalnie pieniądze na leczenie dla Maksa. Spełniły się nasze marzenia. Ostatni mecz i ostatnia bramka Lewego w Barcelonie. My już za nim tęsknimy. To, że został nazywany legendą, to pokazuje, ile Robert zrobił dla tego klubu. W nocy Rosja przeprowadziła zmasowany atak na Kijów i okolice. Co najmniej 4 osoby nie żyją, kilkadziesiąt jest rannych. Rosjanie użyli m.in. pocisku Oriesznik, który uderzył w miasto Biała Cerkiew niedaleko stolicy. W trakcie rosyjskiego nalotu ucierpiał klasztor dominikanów w Kijowie oraz działająca przy nim uczelnia teologiczna. Dla Mieszkańców Kijowa ta noc była piekłem. Jestem przerażony. Myślałem, że to jest mój ostatni dzień. Gdy zawyły syreny, była pierwsza w nocy, na stacji metra Łukianowska schronienia szukały setki mieszkańców. Ale i ono stało się celem rosyjskich ataków. Dzieci zaczęły krzyczeć, ludzie panikowali, zaczęli uciekać coraz głębiej, by się ukryć. Było słychać eksplozje, po 4:00 sufit w metrze zaczął się walić. Przeszliśmy pod eksplozjami i widzieliśmy, co latało. Przerażające, siedzieliśmy w metrze kilka godzin. To był jeden z największych rosyjskich ataków w tym roku. Kreml na terytorium Ukrainy wystrzelił 600 dronów bojowych i 90 rakiet różnego typu, wśród nich znalazł się Oresznik. Pociski trafiły w wodociągi, spłonął targ, uszkodzono dziesiątki budynków mieszkalnych, kilka szkół, Kreml wystrzelił też Oresznik w Białą Cerkiew. Oni są naprawdę szaleni. Oresznik to jedna z największych i najniebezpieczniejszych rakiet hipersonicznych w rosyjskim arsenale. Osiąga prędkość nawet 12 tysięcy km/h, może przenosić ładunki jądrowe, a drogę z rosyjskiego poligonu do Kijowa pokonuje w kilkanaście minut. Jednak zanim Kreml użyje drogiego sprzętu, zalewa ukraińskie niebo rojami świecących bezzałogowców. Tak było i tej nocy. Rosjanie przeciążają obronę Ukrainy, zmuszając ją do wykorzystania drogiej amunicji, a następnie przeprowadzają docelowy atak. W stolicy zginęły co najmniej 4 osoby, kilkadziesiąt jest rannych, w tym dzieci. Zniszczenia ciężko oszacować. Rosjanie uderzyli prawie we wszystkie dzielnice Kijowa. W tych miejscach pracują teraz służby i psycholodzy niosą pomoc poszkodowanym. Centrum handlowe w Łukianiwce, dzielnicy Kijowa, jest zrównane z ziemią. Pociski uderzyły m.in. w ukraińskie MSZ, siedzibę stacji ARD, Muzeum Narodowe Czarnobyl, zaledwie miesiąc temu na nowo otwarte z okazji 40. rocznicy katastrofy. I klasztor ojców dominikanów, gdzie mieszkają i pracują polscy zakonnicy. Ten sprzed był tak potężny, że jednocześnie większość okien w naszym budynku wyleciała z futryn. Dla Putina atak to odwet za ukraińskie ataki wgłąb Rosji. Dla Europy akt desperacji, który głośno potępia. Terror wobec ludności cywilnej nie jest oznaką siły. To rozpacz. Dla Ukrainy to jednak coś więcej - kolejna bolesna rana, która nie ma czasu się zagoić. I znów to zrobił! 12 milionów złotych na leczenie 8-letniego Maksa, chorującego na dystrofię mięśniową Duchenne'a, zebrane. Udało się tego dokonać przed 9:00, po 40 godzinach jazdy rowerem przez Polskę. To kolejny sukces youtubera Piotra Hancke, znanego jako Łatwogang. Licznik zbiórki wciąż bije. I dzięki temu uda się pomóc innemu chłopcu - Adamowi, zmagającemu się z tą samą chorobą. Udało się. Na 522. kilometrze na koncie zbiórki pojawiło się 12 milionów złotych. Mamy oficjalnie pieniądze na leczenie dla Maksa. Spełniły się nasze marzenia, jesteśmy ogromnie wdzięczni Piotrkowi Łatwogangowi za to, co dla nas zrobił. Łatwogang, czyli Piotr Hancke, po raz kolejny udowadnia, że Polacy potrafią pomagać. Jego rowerową wyprawę z Zakopanego do Gdańska wspiera cała Polska. To dla nas jest wielka szansa, nadzieja, że Maks ten lek dostanie jak najszybciej i wróci do normalnego życia, będzie cieszył się życiem jak jego rówieśnicy. 8-letni Maks cierpi na dystrofię mięśniową. Chorobę, która powoduje stopniowy zanik mięśni. Szansę na wyzdrowienie daje terapia genowa i leczenie w USA. Łatwogang postanowił zebrać pieniądze dla Maksa i przejechać 700 kilometrów. Każda złotówka się liczy, jeśli uda się dać coś jeszcze od siebie, byłbym bardzo wdzięczny. Maks jest super chłopakiem, zasługuje na wszystko, co najlepsze. To, że on dalej jedzie, dalej walczy, to jest coś niesamowitego dla mnie. Obiecał, że jeśli zbierze 12 milionów, to z Gdańska do Zakopanego wróci rowerem, by zbierać pieniądze dla kolejnych małych pacjentów. Jednak dopadł go kryzys. Nie uda mi się wrócić z Gdańska do Zakopanego, będzie to niemożliwe dla mnie. To była mądra decyzja - mówią eksperci, którzy na co dzień zajmują się sportami ekstremalnymi. To jest bardzo duże obciążenie fizycznie związane z dużym zmęczeniem mięśni, deficytem kalorycznym, utratą elektrolitów, ryzykiem kontuzji. Jak dopadną zakwasy, to one miną, groźniejsze są kontuzje karku, ścięgien czy kolan. Wpłacający nie obrazili się. Łatwogang ruszył dalej, ruszyła też kolejna zbiórka na walkę z dystrofią mięśniową. Dla 4-letniego Adasia. Bardzo dziękujemy za twoje poświecenie, dziękujemy, że już uzbierałeś cała kwotę dla Maksa i że teraz pomagasz nam. Na operację dla Adasia potrzebne było 3,5 miliona złotych. Przed chwilą udało się je zebrać. Łatwogang jedzie dalej. Do Gdańska ma dotrzeć o 21:00. Z poczuciem dobrze spełnionej misji. Dziękuję wszystkim i Łatwogangowi za to, co dla mnie zrobiliście. Nastolatki na potęgę publikują w Internecie swoje nagie zdjęcia i dostają za to pieniądze. Najczęściej robią to, by zaimponować rówieśnikom. Eksperci przestrzegają przed alarmującym zjawiskiem sekstingu wśród nastolatków i zwracają uwagę na zbyt łatwy dostęp do nieprzyzwoitych treści w sieci. Na popularnej platformie internetowej pojawiły się ostatnio filtry zawierające pornografię twardego typu ukrytą pod niewinnymi nazwami. To zjawisko, które powinno zaalarmować rodziców. W sieci roi się od takich ogłoszeń. 11- i 12-latki sprzedają swoje nagie zdjęcia na platformach społecznościowych. Młodzi ludzie niestety obserwują w internecie, że na nagości, pornografii można zarobić. Chwalą się tym influencerki, influencerzy, których na co dzień oglądają. Eksperci mówią też o narastającej skali sekstingu wśród dzieci, czyli modzie na przesyłanie swoich intymnych zdjęć i filmów. Z najnowszych badan wynika, że prawie co trzeci nastolatek spotyka się z takimi zdjęciami, wysłanymi ze strony kolegów, koleżanek. Co dwudziesty przyznaje, że wysyłał swoje nagie lub prawie nagie zdjęcia. Często chcą w ten sposób zaimponować rówieśnikom, a konsekwencje bywają tragiczne. Często zdarzają się szantaże. Prośby o wysyłanie kolejnych zdjęć, filmików, nagrań, jeżeli tego nie zrobi, to te zdjęcia zostaną ujawnione w szkole, na portalach. Eksperci o mówią o komercjalizacji intymności i jej psychicznych kosztach, a wśród przyczyn wskazują zbyt łatwy dostęp dzieci do treści pornograficznych. Jeżeli to najmłodsze pokolenie się edukowało na pornografii, to oni będą mieli taką normę. Ponad połowa nastolatków w Polsce przyznaje, że miała kontakt z pornografią online. Średnio pierwszy kontakt z takimi materiałami przypada na 11. rok życia. W grach online, w komunikatorach, w mediach społecznościowych, styka się z tym niemal codziennie, nie musi klikać, że ma 18 lat, algorytm sam dostarczy mu takie treści. Wpisując jakiekolwiek słowo związane z seksualnością, natrafiają na treści bardzo brutalne, porno, to nie są treści edukacyjne, i właściwie tam zostają. To jeden z alarmujących przykładów, który w ostatnich dniach wykryła Fundacja KidsAlert. Na TikToku pojawiły się filtry zawierające treści pornograficzne ukryte pod niewinnymi nazwami zwierząt i kreskówek. Treści są dramatyczne i to wzbudziło nasz niepokój i oprócz zgłoszenia do odpowiednich służb, wysłaliśmy raport z tej obserwacji do wielu polskich służb, m.in. do kancelarii prezydenta, do ministerstwa cyfryzacji. W Polsce nastolatki oficjalnie mogą korzystać z portali społecznościowych od 13. roku życia, ale badania pokazują, że prawie 1,5 miliona użytkowników to osoby młodsze, nawet 7-latki. Stąd kolejne apele o podniesienie granicy wieku użytkowników, a przede wszystkim wprowadzenie narzędzi, które skutecznie będą go weryfikować. Dostali obietnicę niższych rachunków za prąd, zostali z długami. Inwestycje wydawały się korzystne. Trzeba było tylko wziąć kredyt, ponad 100 tys., i zamontować instalacje wiatrową. Prąd miał płynąć strumieniami. A koszt miał szybko się zwrócić. Wiarygodności dodawały rządowe dotacje. Okazało się jednak, że turbiny nie działają, a pożyczkę trzeba spłacać. Klienci w całej Polsce mówią o gigantycznym przekręcie. Depresja mnie tylko męczy. Marian Krela to jeden z wielu nabitych w butelkę przez sprzedawców takich przydomowych turbin wiatrowych. Minielektrownie miały obniżyć rachunki za prąd i być inwestycją, która szybko się zwróci. Kosztowały majątek, a prądu niemal nie produkują. Z wiatraka to mi jeszcze nic nie wyprodukowało. Ode mnie żądają teraz kupę pieniędzy. Całkowita kwota kredytu to 132 tys. 234 złote. Czy w tej branży istnieje coś takiego jak etyka sprzedaży? Odpowiem krótko: nie. Sprzedawcy do naciągania klientów wykorzystali rządowy program dotacji z pulą 400 milionów złotych. Dawał wiarygodność i pozwolił na podnoszenie cen wiatraków. Sprawie przyjrzał się dziennikarz programu Raport Specjalny Mateusz Wróbel. Powstał program i nagle powstały też firmy, które zaczęły sprzedawać instalacje wiatrowe. Bo kryteria programu były nieprecyzyjne. Nie ma w nich słowa o tym, ile energii musi wytworzyć dotowana instalacja. Jeżeli nic nie wyprodukuje, to my na pewno cofniemy tę dotację. Ale czy są takie zapisy, które mówią o tym, że turbina musi wyprodukować 1 kilowat? Przeprowadzamy kontrolę i te turbiny muszą produkować energię elektryczną. A wiele turbin może ją produkować tylko przy ekstremalnie silnym wietrze. Na papierze zwróci się dwóch, trzech, pięciu, siedmiu lat - w rzeczywistości wyprodukuje tyle prądu, żeby zasilić żarówkę. Jak ustaliła ekipa Raportu Specjalnego, sprzedawcy turbin wcześniej za ogromne pieniądze sprzedawali niewiele warte garnki czy pościel, stosując bezwzględne i agresywne triki marketingowe. Na szkolenia takich handlowców udało się wejść z ukrytą kamerą. 5 minut aktorstwa i macie 4-5 tysięcy złotych. A później to możecie wyjść, wykrzyczeć, pojechać do lasu, przytulić brzozę - podobno pomaga. Firmy zarabiały krocie, klienci liczą straty. Część z nich ostatecznie nawet nie dostała dotacji, bo firmy nie złożyły wymaganych dokumentów. Prokuratura odmawia wszczęcia postępowania, bo nie dopatruje się w tym oszustwie żadnej formy przestępstwa. W stan ubóstwa mnie wprowadzili, ja na życie nawet nie mam pieniędzy. Więcej o tej sprawie w Raporcie Specjalnym o 20:15 w TVP Info. Paweł Pawlikowski wyróżniony nagrodą za reżyserię na 79. Festiwalu Filmowym w Cannes. Jury konkursu głównego doceniło jego najnowszy film "Ojczyzna" - inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami filmową opowieść o powrocie Thomasa Manna po latach emigracji do Niemiec. W centrum filmu znalazła się podróż pisarza i jego córki przez powojenną rzeczywistość. Statuetkę dla najlepszego reżysera w Cannes Paweł Pawlikowski odebrał przy gromkich brawach. I z mocnym przekazem. Żyjemy w świecie, w którym coraz więcej ludzi jest absolutnie przekonanych, że mają absolutną rację. I to jest przerażające. Naprawdę przerażające. Jesteśmy w okropnym miejscu. Kino musi stawiać opór, pokazać, że sprawy nie są takie proste. To jeden z powodów dla których zrobiliśmy nasz film. Pawlikowski wyróżnienie otrzymał za "Ojczyznę" ex aequo z hiszpańskim duetem Ambrossi/Calvo za "La bola negra". Jury poszło w ślady canneńskich krytyków, którzy w dziele Pawlikowskiego docenili piękno, elegancję i głębię. W zaledwie 82 minuty Pawlikowski z niezwykłą precyzją i mnóstwem emocji przenosi widzów do post-nazistowskich Niemiec, gdzie pisarz Tomasz Mann i jego córka Erika na nowo odkrywają podzieloną ojczyznę. To już drugie wyróżnienie w Cannes dla Pawła Pawlikowskiego - w 2018 roku wyjechał stąd też ze statuetką dla najlepszego reżysera za "Zimną Wojnę". Cóż, dwie nagrody dla najlepszego reżysera dowodzą, że zdecydowanie jestem najlepszym reżyserem. Kino europejskie coś znaczy i cieszę się z tego. Bo w tym roku wszystkie nagrody, poza tą dla najlepszej roli damskiej, trafiły do filmów z Europy. Złotą Palmę otrzymał rumuński reżyser Cristian Mungiu za "Fjord". Czyli przejmujący dramat o rodzinie rumuńskich emigrantów w Norwegii. Społeczeństwo jest dziś podzielone. Ten film jest przysięgą przeciwko wszelkiemu fundamentalizmowi. A Grand Prix - "Minotaur" rosyjskiego dysydenta Andrieja Zwiagincewa. To rodzinny thriller z krytyką wojny w Ukrainie w tle. Panie prezydencie Federacji Rosyjskiej. Niech Pan położy już kres tej rzezi. Cały świat na to czeka. Paweł Pawlikowski dołącza do niewielkiego i bardzo elitarnego grona reżyserów, którzy w Cannes nagradzani byli dwukrotnie. W historii tylko 5 filmowców otrzymało tu statuetkę dla najlepszego reżysera więcej niż raz. I to świetny prognostyk przed kolejnymi wielkimi galami. Wszyscy laureaci z Cannes już zaczynają walkę o Oscary. Ale najpierw te filmy muszą trafić do jak największej liczby widzów, i to jest teraz ich główne zadanie. "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego do polskich kin trafi już 19 czerwca. Misja ukończona. Robert Lewandowski rozegrał swój finałowy mecz dla Barcelony. W tym niełatwym starciu strzelił ostatnią bramkę dla Dumy Katalonii. Został ogłoszony piłkarzem spotkania i dostał owacje na stojąco. W sumie ma na swoim koncie 120 trafień w 4 sezonach. Pytanie, gdzie kapitan reprezentacji Polski zagra w kolejnym, na razie pozostaje bez odpowiedzi. To ostatni gol Robert Lewandowskiego dla Barcelony. Łącznie 120 bramek w 4 sezonach. Daje Lewemu miejsce w dziesiątce najlepszych strzelców w historii Blaugrany. To nie tylko gole, to przede wszystkim wpływ na klub. To, że został nazywany legendą, to pokazuje, ile Robert zrobił dla tego klubu. Lewy odbudował Barcelonę w jej najgorszym okresie. Choć w swoim ostatnim meczu przegrał z Valencią 1:3, głosami kibiców został piłkarzem spotkania i dostał owacje na stojąco. My już za nim tęsknimy, ale to jest część życia, część gry. Pod koniec sezonu niektórzy zawodnicy odchodzą, inni przychodzą. Klub będzie za nim tęsknił. Gdzie pójdzie Robert Lewandowski, pozostaje zagadką. Saudyjczycy kuszą go wielkimi pieniędzmi. Zainteresowanie wyrażają również Amerykanie. Jeśli Lewy zostanie w Europie, może trafić do jednej z potęg Serie A lub Premier League. Jego cel to forma gwarantująca występ na Euro. Jest wielkim profesjonalistą, poświęconym w stu procentach, jeśli nie więcej, rozwojowi futbolowemu i myślę, że na jaką ligę się zdecyduje, na jaki klub się zdecyduje, on tę formę utrzyma. Odejście Roberta Lewandowskiego nie kończy polskiej przygody z Barceloną. Będę tęsknił. Szczęsny zostaje jeszcze na jeden sezon. Być może dołączy do niego Kiwior, który jest na radarze Barcelony. W drużynie kobiecej króluje Ewa Pajor, która wraz z koleżankami musiała zbudować w muzeum klubowym dodatkową gablotkę na puchary. Bo w tym sezonie wygrała wszystko, łącznie z ligą mistrzyń, gdzie w finale strzeliła dwa gole. Dla Pajor to szczególne trofeum. To najlepszy dzień w moim życiu. Przegrałam 5 finałów, ale zawsze wierzyłam, że pewnego dnia ze wspaniałą drużyną możemy to zrobić i zrobiłyśmy to. To niesamowity dzień. O lidze mistrzów marzy również klub, z którego Lewandowski ruszył do światowej piłki. Lech Poznań świętuje drugie mistrzostwo Polski z rzędu i myślami jest już przy eliminacjach. To nie będzie łatwa przeprawa. To będą też mistrzowie z innych krajów. No myślę, że to jest coś wspaniałego, to będzie coś wspaniałego, jeśli uda się to osiągnąć i usłyszeć hymn ligi mistrzów w Poznaniu. Zanim ruszą eliminacje do europejskich pucharów, przed nami gorące piłkarskie lato z mistrzostwami świata. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. U Aleksandry Pawlickiej dziś Marek Siwiec, szef Kancelarii Sejmu. Spokojnego wieczoru.