Na początek o pomocy państwa dla powodzian. Rząd przyjął pilny projekt specustawy. Do 23 mld złotych będzie miał rząd na walkę z żywiołem i jego skutkami. Powodzianie będą mogli liczyć na dodatkowe dni wolne od pracy, darmową pomoc prawną, a także zawieszenie egzekucji długów. To m.in. zawiera projekt specustawy. Pomoc trafi do tych, których woda nie oszczędziła. Według najnowszego raportu zalanych zostało 20 tys. mieszkań. Fala wezbraniowa dotarła do województwa lubuskiego. Zalana została Osiecznica w powiecie krośnieńskim. Odra podtopiła ponad 70 posesji. Żeby do mieszkania się nie wdarło. Ale jest już chyba blisko? Cały czas przybiera. Kładziemy się spać, zamykamy oczy, otwieramy oczy i patrzymy, czy w pokoju wody nie mamy. 50 kilometrów dalej, w Cigacicach, poziom wody przekroczył stan alarmowy o ponad 2 metry. Fala dotarła już do Krosna Odrzańskiego. Pospolite ruszenie także w miejscowościach, gdzie trwa wielkie sprzątanie po powodzi. Według najnowszych wyliczeń Kancelarii Premiera, zalanych zostało ponad 20 tys. mieszkań. M.in. dla tych osób rząd przygotował specjalną specustawę powodziową. Dziś, przed jej przyjęciem, premier odebrał meldunek od ministrów. Przesuwamy tutaj siły i środki, przesuwamy śmigłowce. Bez prądu zostaje 1738 odbiorców. Na Dolnym Śląsku wszystkie drogi przywróciliśmy od przejezdności. Projekt specustawy, którą dziś zajmował się rząd, ma jedno główne zadanie: ułatwić odbudowę zniszczonych miejscowości. W tej chwili łącznie ze środkami europejskimi zakładamy, że jesteśmy w stanie zmobilizować do 23 mld złotych. Ustawa wraz z uzasadnieniem liczy ponad 200 stron. Pracowało nad nią wielu ministrów, bo zmienić trzeba kilkadziesiąt przepisów. W tym te dotyczące przetargów na odbudowę dróg, szkół czy mieszkań komunalnych. Będziemy szukać uproszczonych procedur w trybie kryzysowym, możliwe jest pominięcie procedury przetargowej, oczywiście pod nadzorem antykorupcyjnym, ale mamy takie możliwości formalne. Bo na horyzoncie zima, a pracy dużo. Pieniądze na remont czy odbudowę, urlop na koszt państwa - to wszystko ma zawierać proponowana ustawa. Ulgi także dla przedsiębiorców, którzy ucierpieli w powodzi. Do przyszłego roku mają być odroczone niektóre podatki. Środki finansowe otrzymają także samorządy. Te pieniądze będą przekazywane w równomierny sposób, żeby do każdego samorządu, który ucierpiał podczas powodzi, została przekazana konkretna pula środków, która pozwoli na odbudowę najważniejszych punktów infrastruktury w tych miastach. Swój projekt złożyło także Prawo i Sprawiedliwość, choć politycy tej partii nie wykluczają poparcia rządowego projektu. Jeżeli będzie dobra dla Polaków, to nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy głosować przeciw. Jasny komunikat płynie też z Kancelarii Prezydenta. Na pewno pan prezydent będzie wspierał wszystkie działania rządu, które służą zwalczaniu skutków powodzi i odbudowie. Projekt specustawy trafi jutro do Sejmu. Marszałek Hołownia chce powołania specjalnej komisji. Powód? Czas. Ona tak naprawdę by musiała trafić do każdej komisji, bo w niej jest o zdrowiu, infrastrukturze, edukacji. Jeżeli Sejm się zgodzi, komisja powołana może zostać już w czwartek. W środę informacja rządu w sprawie sytuacji związanej z powodzią. Przewiduję, że ta debata będzie długa. I z pewnością bardzo gorąca! Prawie 2 tysiące polskich wiz dostali obywatele Federacji Rosyjskiej już po wybuchu wojny. To jeden z wniosków raportu Najwyższej Izby Kontroli w sprawie afery wizowej. O procederze miało wiedzieć kierownictwo MSZ i prezes PiS. Przed dziurawym systemem ostrzegało ich ABW. Rządzący pytają, dlaczego nie było reakcji. Były wiceminister spraw zagranicznych przekonuje, że każda sprawa była weryfikowana. Program Poland Business Harbour miał być wsparciem dla białoruskich opozycjonistów z branży IT. Po kolejnych sfałszowanych przez reżim Łukaszenki wyborach, dzięki ułatwieniom wizowym, mieli znaleźć pracę w Polsce. Tyle że program obejmował też Rosjan. I działał po wybuchu wojny w Ukrainie. Sprawę wzięli pod lupę kontrolerzy NIK. O ich wnioskach pisze "Gazeta Wyborcza". Przez półtora roku od agresji na Ukrainę, obywatelom Rosji przyznano w Polsce ponad 1800 wiz. Bez specjalnej kontroli. Wtedy, kiedy wszystkie kraje zabezpieczały się, żeby nie wpuszczać agentury, ludzi związanych z GRU, był kanał - 1800 wiz wydanych. Kto to był? Jakie stanowił zagrożenie? Czy byli to specjaliści od cyberataków? Od dezinformacji? Z pisma szefa ABW do którego dotarliśmy wynika, że zarówno ABW jak i Agencja Wywiadu ostrzegały, że program Poland Business Harbour niesie zagrożenia: o charakterze wywiadowczym i terrorystycznym, i że wraz z napływem rosyjskich migrantów mogą do Polski przenikać osoby powiązane z grupami przestępczymi. W lutym 2021 roku takie pisma trafiły do Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Raua i Mariusza Kamińskiego. ABW działało przy wykryciu tej afery i w związku z tym mamy winnych i ukaranych. Program trwał mimo kolejnych ostrzeżeń. W październiku 2022 roku Agencja Wywiadu informowała ABW, że białoruscy pracownicy jednej z firm, którzy uzyskali wizy, są powiązani z kapitałem rosyjskim. Informowała też, że kilkudziesięciu obywateli Rosji i Białorusi otrzymało polskie wizy w konsulatach, mimo wcześniejszych odmów w innych placówkach. Wygląda na to, że MSZ ignorowało informacje ABW dotyczące ściśle bezpieczeństwa państwa. ABW ma to zadanie, żeby to sprawdzać, i o ile wiem, każda sprawa była weryfikowana. Były szef komisji wizowej ma wątpliwości. 8 kwietnia 2022 ABW zaprasza na spotkanie ministra cyfryzacji Janusza Cieszyńskiego, wiceministra spraw zagranicznych Pawła Jabłońskiego i informuje: kanałem Poland Business Harbour wjeżdżają nadal Rosjanie, trwa wojna, trzeba to przeciąć. Nie zrobili nic. Dlaczego? Zostało wstrzymane wydawanie wiz turystycznych, zostało wstrzymane wydawanie wiz na ogromną skalę, tylko te wizy, które były w sytuacjach specjalnych, osoby, które uciekały przed reżimem Putina, kierowcy w tranzycie, wizy dyplomatyczne. Tylko takie były przyznawane. Tej pewności nie mają rządzący. Czy szukali tej pracy, dlatego żeby w sytuacji ewentualnej wojny hybrydowej, czy konfliktu po prostu wykorzystywać swoje umiejętności do siania zamętu albo wręcz sabotażu. Program Poland Business Harbour zawieszono dopiero po wyborach w styczniu tego roku. Z raportu NIK wynika, że ponad 366 tys. wiz dostali obywatele krajów muzułmańskich i afrykańskich, często bez sprawdzenia. I to w czasie, gdy nielegalni migranci forsowali polsko-białoruską granicę. Przy całym szacunku, bo ja mam ogromne zaufanie do kontrolerów NIK. Natomiast jakby polityczny charakter nadał pan Banaś. Marian Banaś prezesem NIK został 5 lat temu. Jest człowiekiem kryształowym. Absolutnie uczciwy człowiek. ...dzięki poparciu PiS. Tego raportu nie przygotowywał prezes NIK. Ten raport przygotowało 7 kontrolerów, profesjonalistów, którzy, podobnie jak komisja śledcza, prześledzili dokumentację, przesłuchali świadków. I mogą skierować wnioski do prokuratury. Cały raport NIK w sprawie afery wizowej poznamy w połowie października. O miażdżącym raporcie Najwyższej Izby Kontroli w sprawie afery wizowej także w nowym programie w TVP INFO. Łączymy się z prowadzącymi "Trójkąt polityczny" Aleksandrą Pawlicką i Renatą Grochal. Kogo dzisiaj przepytacie i jakie tematy będą poruszone? Dobry wieczór. Naszym gościem będzie prezes NIK Marian Banaś. Porozmawiamy o aferze wizowej. Ale nie tylko. Będzie temat, którego nie mogło zabraknąć w naszym pierwszym odcinku. Czyli powrót. Kiedy południowa Polska, liczy straty po powodzi, my pędzimy pytać, czy można było tej powodzi uniknąć. Co wynika z raportów NIK, która badała zabezpieczenia przeciwpowodziowe. Oglądają państwo "19:30". Już za chwilę... Kiedy Zbigniew Ziobro stanie przed komisją śledczą ds. Pegasusa? A później jeszcze... Jasna deklaracja w ONZ. To zabawa w kotka i myszkę z policją. Ci ludzie naprawdę nie są bezkarni. Wielkie święto miłośników polskiego kina. Magiczne chwile przeżyłem w tym filmie. To był fantastyczny materiał na film. Możemy zobaczyć ciekawe nowe spojrzenie na kino. Komisja śledcza ds. Pegasusa przekonuje: mamy opinię biegłego, więc możemy przesłuchać byłego ministra sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro decyzją jest zaskoczony, bo nikt w tej sprawie się z nim nie kontaktował. Nie musiał - tłumaczy Prokuratura Krajowa. I przekonuje, że ma odpowiednią dokumentację, na podstawie której wydana została ocena. Czy to przesądza sprawę? Na pytania komisji śledczej ds. Pegasusa może niebawem odpowiedzieć Zbigniew Ziobro. Do tej pory były minister sprawiedliwości nie zeznawał ze względu na stan zdrowia. Teraz może się to zmienić. Jest opinia biegłego. Opinia jednoznacznie wskazuje: Zbigniew Ziobro może stanąć przed komisją, dlatego w tym tygodniu wyznaczymy jego termin przesłuchania. Komisja chce zapytać Ziobrę o zakup systemu do inwigilacji z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości. Pegasus miał służyć łapaniu przestępców, a podsłuchiwano nim politycznych przeciwników PiS. Fundusz Sprawiedliwości miał z kolei pomagać ofiarom przestępstw, ale pieniądze trafiały też na działania polityków Suwerennej Polski w kampanii wyborczej. Niech powie, dlaczego zgodził się na zakup narzędzia, które służyło do przestępstw. Sam Zbigniew Ziobro w mediach społecznościowych pisze, że jest zaskoczony opinią biegłego. Żaden biegły mnie nie badał ani nawet ze mną nie rozmawiał. Co więcej, ani biegły, ani prokuratura czy komisja śledcza nie wystąpili do mnie o aktualną dokumentację medyczną. Opinię na wniosek komisji zleciła Prokuratura Krajowa. Uzyskaliśmy dokumentację z 5 krajowych placówek medycznych, w tym ze szpitali. Biegły na tej podstawie wydał opinię. W niniejszej sprawie biegły uznał, iż badanie bezpośrednie i ewentualna dalsza dokumentacja nie są mu potrzebne do wydania opinii. Politycy PiS, pytani czy Ziobro powinien stawić się przed komisją, zasłaniają się wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który stwierdził, że działania komisji są niezgodne z konstytucją. Mają obowiązek przestrzegać orzeczenia Trybunału i mają prawo do niestawienia się na tej komisji. Rządzący nie uznają decyzji Trybunału. Nawet nie ma zabezpieczenia, tylko jest pseudowyrok. Muszę powiedzieć "pseudowyrok", bo po pierwsze wydany przez sędziego dublera. Zbigniew Ziobro na razie nie poinformował, czy się stawi. Zbigniew Ziobro powinien zastosować się do swojej własnej maksymy, że nie wolno być miękiszonem i stawić się przed komisją pegasusową. Jeśli ktoś uporczywie nie stawia się przed komisją, wtedy będzie wniosek o doprowadzenie takiego delikwenta. Nad byłym ministrem sprawiedliwości zbierają się czarne chmury. Były prawnik powiązany z PiS Waldemar G., który reprezentował rząd Mateusza Morawieckiego przed europejskimi trybunałami, ma zarzuty korupcyjne. Jak podaje portal Goniec.pl, adwokat przy okazji swojej sprawy obciążył też Zbigniewa Ziobrę, twierdząc, że były minister pomógł mu w zdobyciu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości na jedną z parafii. Według jego wyjaśnień Zbigniew Ziobro miał zapewnić go, że to on osobiście decyduje o wykorzystaniu środków z Funduszu Sprawiedliwości i żeby zawsze w takich sprawach zwracać się bezpośrednio do niego. Dla Suwerennej Polski prawnik obciążający Ziobrę nie jest wiarygodny. Może, kłamiąc, próbować wywoływać inne sprawy, które mogłyby mu się przysporzyć, żeby uniknąć odpowiedzialności. Jak poinformował przewodniczący zespołu ds. rozliczeń PiS, będzie też śledztwo prokuratury w sprawie listu z 2019 roku, w którym Jarosław Kaczyński zwrócił się do Zbigniewa Ziobry o zakazanie kandydatom - wtedy jeszcze Solidarnej Polski - korzystania z Funduszu Sprawiedliwości w kampanii wyborczej. Mowa o niedopełnieniu obowiązków nie tylko przez byłego ministra, ale też przez prezesa PiS. Jarosław Kaczyński wiedział, ze pieniądze publiczne, które miały być przeznaczone na ofiary przestępstw, są wykorzystywane na kampanię wyborczą. To jest istota tego problemu. A jeśli wiedział, to miał obowiązek po pierwsze ten proceder zatrzymać, czego nie zrobił, a po drugie poinformować prokuraturę. Obu politykom grożą nawet 3 lata więzienia. Ukraiński prezydent mówi o końcu wojny i planie zwycięstwa, który nie opiera się na negocjacjach z Rosją. Wołodymyr Zełenski bierze udział w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Dziś w Nowym Jorku przemawiał Joe Biden. Prezydent USA apelował o wsparcie dla Ukrainy aż do osiągnięcia pokoju. Jako prezydent USA na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ wystąpił po raz ostatni. To moje ostatnie takie przemówienie. To także jedno z ostatnich jego przemówień na arenie międzynarodowej w kończącej się czteroletniej prezydenturze i trwającej pół wieku karierze politycznej. Widziałem ogromny szmat historii. Zostałem wybrany na senatora w roku 1972. Choć wiem, że wyglądam na raptem 40 lat. Rok temu Joe Biden poświęcił większość swojego przemówienia rosyjskiej agresji na Ukrainę. O wojnie Putina mówił i tym razem. Dobra wiadomość jest taka, że Putin w swojej wojnie poniósł porażkę. Ale nie możemy pozwolić się zmęczyć, nie możemy odwrócić wzroku i nie zaprzestaniemy naszego wsparcia dla Ukrainy, aż do zwycięstwa Ukrainy i osiągnięcia sprawiedliwego i trwałego pokoju. W wywiadzie dla stacji ABC News Wołodymyr Zełenski ocenił, że wojna w Ukrainie jest bliższa końcowi, niż wielu się to wydaje. Mówił też o swoim planie zwycięstwa z Rosją. Tu nie chodzi o negocjowanie. Nie, tu chodzi o most prowadzący do dyplomatycznego sposobu zakończenia wojny. Tu chodzi o wzmocnienie Ukrainy, jej armii i Ukraińców. Tylko będąc w mocnej pozycji, możemy naciskać na Putina, by powstrzymał tę wojnę. Kluczowe dla Kijowa jest amerykańskie wsparcie. Wie o tym dobrze Wołodymyr Zełenski. Wiedzą i sami Ukraińcy, w odległym o niemal 8000 km Kijowie. Nie zrobimy nic bez USA, jeśli nam nie pomogą, nie dadzą nam broni lub pieniędzy. Takiego scenariusz obawia się właśnie Zełenski, w przypadku powrotu do Białego Domu Donalda Trumpa. Uważam, że Wołodymyr Zełenski jest jednym z najlepszych sprzedawców w historii. Za każdym razem, gdy przyjeżdża do naszego kraju, wyjeżdża z 60 mld dolarów. Jutro Biały Dom ma ogłosić największy od maja pakiet pomocy wojskowej dla Kijowa o wartości niemal 400 mln dolarów. A jeszcze dziś w sprawie rosyjskiej agresji prezydent Ukrainy przemówi na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Krwawy atak Izraela na Liban. Tel Awiw prowadzi intensywne naloty na cele Hezbollahu w Libanie i przy granicy z Syrią. Zginęło blisko pół tysiąca osób, w tym 50 dzieci, a ponad 1,5 tys. zostało rannych. Skala i sposób przeprowadzenia ataku nie mają precedensu. W polskim kontyngencie wojskowym w Libanie został podniesiony stan gotowości. Libańczycy rzucili się do ucieczki. Tak wygląda autostrada w kierunku Bejrutu. Opuściliśmy nasze domy, by chronić nasze rodziny. Dotąd nie zdecydowaliśmy się na wyjazd, ale ataki tak się nasiliły, że postanowiliśmy wyjechać ze względu na dzieci. Nie wszyscy w Libanie zdecydowali się na ucieczkę. Ci, którzy zostali, szukają schronów i robią zapasy. Takie kolejki są teraz do większości sklepów. Zazwyczaj kupuję jeden chleb, ale dzisiaj kupię cztery, jeśli mi dadzą. Dlaczego? Ponieważ jest wojna. Izrael przed atakiem na Hezbollah ostrzegł mieszkańców południowo-wschodniego Libanu. Chcemy zapewnić bezpieczeństwo i równowagę sił na północy. Niszczymy tysiące rakiet i pocisków wymierzonych w izraelskie miasta i izraelskich obywateli. Wymiana ognia między Izraelem a Hezbollahem trwa od miesięcy, ale tak krwawego ataku, jak w ostatnich dniach, nie było od wojny w 2006 roku. Tylko jednego dnia zginęło blisko 600 mieszkańców południowego Libanu. Wśród ofiar są dzieci, kobiety, starsi. Są ludzie, których ciała zostały poćwiartowane, mają złamane czaszki, niektórzy stracili nos lub rękę. Wszyscy, którzy zginęli to cywile, każdy widzi, że to cele cywilne zostały zaatakowane. Netanjahu ma inne zdanie. Dla Izraela to są cele wojskowe. Przedstawił nawet animację: domy cywilów, w których, według Tel Awiwu, Hezbollah ma przechowywać broń. To moje przesłanie do Libańczyków. Izrael nie prowadzi wojny z wami, ale z Hezbollahem. Zbyt długo Hezbollah używał was jako ludzkich tarcz. Umieścił rakiety w waszych salonach i rakiety w waszych garażach. Hezbollah w odpowiedzi ostrzeliwuje Izrael. Dlatego na wojnę szykują się też sami Izraelczycy. Szpitale ewakuują pacjentów i sprzęt do piwnic. Sytuację na Bliskim Wschodzie z przerażeniem obserwują światowi przywódcy. Ta eskalacja jest niezwykle niebezpieczna i niepokojąca. Mogę powiedzieć, że jesteśmy niemal w stanie pełnoprawnej wojny. Międzynarodowe linie lotnicze, w tym polski LOT, zawiesiły loty do regionu. Odwołane zostały m.in. wszystkie połączenia do i z Bejrutu. W polskim kontyngencie wojskowym w Libanie podniesiono stan gotowości. 10 dni od początku powodzi. Turystyczne miejscowości, które nie zostały dotknięte przez żywioł na Dolnym Śląsku świecą pustkami. Turyści omijają południe kraju w obawie przed zamkniętymi restauracjami i nieprzejezdnymi drogami. Dla przedsiębiorców, którzy żyją z turystyki, to kolejny cios. Stąd apele, bo każdy gość jest teraz na wagę złota. Tu była prosta droga, zniszczyła ją powódź. Tędy można było dotrzeć do zabytkowej kopalni uranu, która jest jedną z atrakcji okolic Stronia Śląskiego. Trwają prace po powodzi, które spowodują, że jesteśmy w stanie kopalnie udostępnić do ponownego ruchu turystycznego w czasie tygodnia. Miejscowości, przez które przeszła powódź, takie jak Lądek Zdrój czy Stronie Śląskie zapraszać turystów jeszcze nie mogą. Tu wciąż nie ma gazu i kanalizacji. Potrzebni są żołnierze, strażacy i wolontariusze, którzy nadal będą pomagać w sprzątaniu i odbudowie. To oni oraz ewakuowani powodzianie zajmują teraz większość pensjonatów. Na południu Dolnego Śląska są jednak miejscowości, gdzie turyści mogą przyjeżdżać bez obaw. Przepiękna Polanica-Zdrój, podobnie jak wiele miejscowości Kotliny Kłodzkiej, nie ucierpiała w żaden sposób w wyniku powodzi, mimo to przedsiębiorcy mówią, że jest gorzej niż w czasie pandemii. Wtedy turyści nie mogli tu przyjeżdżać, działała też rządowa tarcza. Teraz nie ma żadnych przeszkód, żeby turystyka tętniła życiem. Mimo to pensjonaty, tak jak ten Krystyny Krężel, świecą pustkami. Porezygnowali. Nie mam nikogo. Odwołują rezerwacje. Burmistrz Polanicy mówi o prawdziwym dramacie, większość hoteli notuje 90%-owy spadek rezerwacji. U nas nie ma przemysłu, nie ma fabryk, nie ma wielkiego biznesu. To są rodzinne interesy związane z obsługą ruchu turystycznego. Wrzesień to zwykle bardzo dobry miesiąc dla tutejszych przedsiębiorców, więc wszyscy byli przygotowani na tłumy. Tak jak bierzemy produkty z serowarni, one są świeże, nie mają długich terminów, w momencie kiedy my tego nie sprzedamy, będziemy musieli to wyrzucić. Artur Gaul, który w Polanicy prowadzi sklep z odzieżą. Parę osób może jest w sanatoriach. Kotlina Kłodzka to system naczyń połączonych. Jeżeli państwo przyjedziecie do nas, my będziemy mogli świadczyć pomoc chociażby dla członków naszych rodzin i naszych przyjaciół, którzy ucierpieli w wyniku powodzi. Puste restauracje i pijalnie wody przywołują pandemiczne wspomnienia. Dlatego wszyscy tu apelują: nie odwołujcie rezerwacji, przyjeżdżajcie. Ziemia kłodzka to 14 gmin. Kilka gmin w ogóle nie ucierpiało. Np. Kudowa Zdrój, Polonica, Duszniki-Zdrój czy Lewin Kłodzki to są miejscowości, które mogą w tym momencie bez żadnych problemów przyjmować turystów i kuracjuszy. Krystyna Partyka przez powódź musiała opóźnić swój przyjazd do sanatorium, do głowy jej jednak nie przyszło, żeby w ogóle zrezygnować. Bardzo fajnie jest. Jedzenie super, jest gdzie zatańczyć, pan organizację taką fajną prowadzi, karaoke i grilla dzisiaj będziemy mieli, więc bym polecała. Czyli nie żałuje pani, że przyjechała? Nie. Następnym razem też tutaj przyjadę. Ulice traktują jak tor wyścigowy. Są szybcy i niebezpieczni. Na nielegalne rajdy umawiają się w mediach społecznościowych. Tam chwalą się wyczynami. Imponuje im prędkość, ryzyko i pisk opon. Nocna brawura kierowców to prawdziwa zmora polskich miast. A ostatnie tragiczne wypadki z udziałem piratów drogowych to tylko wierzchołek góry lodowej. Czy na walkę z nimi jest skuteczny sposób? Nocne palenie gumy na środku drogi, w środku miasta. I wstrzymany ruch. Wszystko pod osłoną nocy i bez niepokojenia przez policję lub wręcz grając jej na nosie. Takie nocne drifty lub uliczne rajdy to nie nowość, i wciąż nierozwiązany problem. Na nocną akcję z ostatniej soboty na tzw. węźle Marsa w Warszawie zwrócił uwagę stołeczny radny. Z nocnymi wyścigami nie radzą sobie ani władze samorządowe, ani policja. Problemem jest brak odpowiednich przepisów. Ale też brak takich podstawowych narzędzi jak fotoradary, jak odcinkowe pomiary prędkości, które skutecznie by zniechęciły. Możliwość korzystania z fotoradarów odebrano samorządom w 2016 roku. Dziś to wyłączna kompetencja Inspekcji Transportu Drogowego. Policjanci przekonują, że nie spektakularnie, ale radzą sobie z nielegalnymi rajdami. Czemu policja nie wjeżdża tam po prostu z plikiem mandatów? Ale kto powiedział, że my tak nie robimy? Tak właśnie jest, tylko my nie wjeżdżamy w tłum. Ci ludzie nie wiedzą o tym, że tam, w tym miejscu, gdzie oni są, są też policjanci nieumundurowani, którzy nam pomagają, którzy rejestrują to, co oni tam robią. A mandaty wystawiane są już po zakończeniu zdarzenia. Uczestnicy rajdów skrzykują się w mediach społecznościowych. Nie jest to problem wyłącznie warszawski. To się wszystko odbywa za pomocą, powiedziałbym, i specjalnego kodu, i zaufanych ludzi. Rajdy uliczne to nie tylko nielegalne, ale przede wszystkim skrajnie niebezpieczne zjawisko. Biorą w nich udział amatorzy. Po pierwsze ryzykują swoje życie i zdrowie, ale przede wszystkim ryzykują życie i zdrowie osób postronnych, ponieważ rywalizują w otwartym ruchu. To wszystko jest prowizorycznie na chwilę nielegalnie zamykane. Gorzej, kiedy nawet prowizorycznie nie jest zamykane. Sprawca niedawnego, bulwersującego wypadku na stołecznej Trasie Łazienkowskiej prawdopodobnie właśnie ścigał się z drugim kierowcą i uderzył w przypadkowe auto, zabijając człowieka i ciężko raniąc kilku innych. Jest reakcja prezydenta Warszawy. Warszawa przekaże kolejne środki na dodatkowe patrole policjantów z drogówki, w tym na ściganie organizatorów i uczestników nocnych rajdów samochodowych. Nie ma zgody na to, aby nasze ulice były torami wyścigowymi. Rozmowy na ten temat już toczą się z Komendą Stołeczną Policji. Rafał Trzaskowski zapowiedział też, że we współpracy z rządem przygotowuje projekt ustawy przywracającej samorządom możliwość stawiana fotoradarów na ulicach. To jeden z najstarszych festiwali filmowych w Europie, który co roku gromadzi znakomitych twórców i artystów. W Gdyni widzowie mogą obejrzeć najnowsze polskie produkcje. Wśród prezentowanych obrazów jest film "Pod wulkanem", w którym prywatny dramat staje się uniwersalnym obrazem ludzi uwikłanych wbrew swojej woli w wielką politykę. To tym filmem festiwal został otwarty. Święto kina, komentujące otaczająca nas rzeczywistość bez filtra rozpoczęte. To impreza, która ma łączyć. Pod takim hasłem organizatorzy zainaugurowali najważniejszy festiwal filmowy w naszym kraju. Obraz otwarcia, czyli polski kandydat do Oscara "Pod wulkanem" poruszył serca publiczności. Choć koprodukcja TVP opowiada o wojnie u naszego wschodniego sąsiada, to nawet przez sekundę nie widzimy rakiet. To jest film o tym, że żyjemy w bardzo niepewnych czasach. Żyjemy pod wulkanem, który nie wiadomo, kiedy eksploduje nigdy nie możemy być pewni tego, jak będzie wyglądał nasz następny dzień. Temat wojny w Ukrainie zainspirował twórców 3 filmów walczących w konkursie głównym. Już miałem wcześniej rodzinę ukraińską pod dachem, także byłem jakby emocjonalnie z tym tematem zaznajomiony. Większe wrażenie na mnie zrobiło emocjonalne spotkanie z dziećmi ociemniałymi, niewidomymi. Przykłady kina, które porusza nie tylko wyobraźnię, ale i serca można mnożyć. W ubiegłym roku rywalizację o Złote Lwy przysłoniła dyskusja o filmie, którego nawet nie wyświetlono. Twórcy byli solidarni z Agnieszką Holland. Teraz "Zielona granica" znalazła się w konkursie głównym. Jest też sporo nowości. Np. debiutujący konkurs perspektywy, do którego zakwalifikowała się inna koprodukcja TVP "Cisza nocna" Bartosza M. Kowalskiego. Patrzymy na reżyserów i reżyserki i ich talent. Na tych, którzy w przyszłości mogą nas zainteresować w kinie. Tutaj możemy też zobaczyć naprawdę ciekawe, nowe spojrzenie na kino. Filmy oglądają również Ci, którzy byli inspiracją do ich powstania. Do Gdyni przyjechał m.in. lider legendarnego zespołu KSU, polskiej wersji "Sex Pistols" z Ustrzyk Dolnych. Jakieś 70-80% filmu to są fakty, nawet złagodzone, niektóre były bardziej drastyczne. Każdy by się cieszył, jakby o każdym kręcili film. Byłem fanem KSU W latach 80., ale muzyki KSU nie słuchałem, bo nie można było KSU posłuchać. Czasy się zmieniły, ale rola sztuki jest taka sama. Ma uwrażliwiać i inspirować. Sprawiać, że staniemy się nie tylko odważniejsi, ale i lepsi. Ja już Państwu dziękuję. Czas na Pytanie Dnia. Spokojnego wieczoru.