-- Do Polski przyjechał ponoć z Niemiec, w nocy. Rano był już w Jarosławiu, a około 9:00 zaatakował. Podkarpacie w głębokim szoku, bo 31-letni Ukrainiec nożem zamordował księdza i ciężko ranił 4 inne osoby. Wszystko wydarzyło się w opactwie sióstr benedyktynek. Sprawcą ujęto trwa walkę o jego życie, o życie ofiar a służby próbują ustalić motywy sprawcy. Kinga Bednarek. -- Chodzi mi o moje życie. Nie chcę. -- Ta kobieta próbuje przedrzeć się na teren opactwa. Chwilę wcześniej, około 9:30, w klasztorze sióstr benedyktynek w Jarosławiu doszło do tragedii. -- Zaczęło się właśnie od takiej agresji, nie tego słownej, tego napastnika, gdzie no właśnie, no niech pan się uspokoi, proszę pana, no nie to miejsce. I tak dalej, i tak dalej. A po wymianie słów zaczęły się, zaczęła się akcja. -- Mężczyzna wtargnął do kawiarenki i wywołał awanturę. Potem zabrał nóż z klasztornej kuchni i na oślep zadawał ciosy. Najpierw w kawiarni, później w świątyni. To był chaos, krzyk, pisk. Wszyscy biegali. Część ludzi się schowała w konfesjonale, ten konfesjonał jest dla głuchych, zamykany. Tam część ludzi się schowała. Do przyjazdu policji napastnik zdążył ranić nożem 5 osób, w tym kobietę i trzech księży, którzy próbowali go powstrzymać. Przyszłam, kiedy ksiądz Marek siedział na ławce, krwawił. Ks. Stanisław wszedł do konfesjonału i kiedy był tyłem odwrócony, został ugodzony w plecy. Wszyscy ranni trafili do szpitali. Ksiądz Stanisław nie przeżył. Trafił do nas. Doszło do zatrzymania krążenia. Ze względu na liczne obrażenia, rany kłute klatki piersiowej i jamy brzusznej doszło do zgonu stwierdzonego w SOR-ze. Na miejscu śledztwo prowadzi prokuratura. Na razie wiadomo, że napastnik to 31-letni obywatel Ukrainy. Do Polski miał przyjechać w nocy. Teraz przebywa w policyjnej celi. Dziś w godzinach nocnych z terenu Niemiec wjechał do Polski. Udawał się na przejście graniczne w Korczowej, jednak granicy tam nie przekroczył. Są potrzebne zweryfikowane, sprawdzone informacje dotyczące pobytu tego mężczyzny na terenie Polski i zweryfikowanie wszystkich motywów, którymi mógł się ten mężczyzna kierować. Atak w Jarosławiu potępił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Kondolencje rodzinie ofiary złożyli m.in. prezydent i premier. Łączę się w bólu z bliskimi ofiar tego brutalnego ataku. Składam wyrazy ogromnego współczucia rodzinie osoby, która nie żyje. Osoby, które były świadkami tego zdarzenia, zostały objęte pomocą psychologiczną. Władze Jarosławia wprowadziły żałobę. Potrwa do końca tygodnia. Burmistrz zdecydował, że bezpieczeństwa na ulicach w najbliższym czasie będą pilnować dodatkowe służby. Przed nami kolejne tematy w 19.30. Za chwilę o pożarze w stacji systemu Starlink, potem też o kolejnej bitwie w politycznej wojnie o Trybunał Konstytucyjny i grafficiarzach wandalach. Doszło do napaści na pociąg przez kilkunastoosobowa grupę. Mogliśmy zatrzymać 5 osób, żeby inni nie zabierali się za takie haniebne czyny. Służby badają sprawę, ale według strażaków hipoteza o celowym podpaleniu jest bardzo prawdopodobna. W Woli Krobowskiej na Mazowszu ugaszono pożar elementów stacji przekaźnikowej systemu Starlink. Jeśli ktoś działał celowo, to w grę może wchodzić sabotaż. System Starlink zapewnia m.in. sprawną łączność dla ukraińskiego wojska na froncie. Jak działa, jak jest ważny i jak wrażliwy na sabotaż? To tu znajduje się naziemna stacja Starlinków. Wola Krobowska na Mazowszu. Pożarem była objęta skrzynka zasilająca instalację. Niezwłocznie podjęto działania w celu ugaszeniu pożaru. Potem działania straży pożarnej skupiły się na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia. Zniszczone zostały: rozdzielnia oraz agregat, co oznacza czasowe wyłączenie tej stacji z użycia. Instalacja zapewnia dostęp do Internetu nie tylko Polsce, ale też Ukrainie i dużej części Europy Środkowo-Wschodniej. Uszkodzenie nie wywołało odcięcia sieci. Utrudniło jednak jej pracę. Nie lubię definiować zbyt wcześnie, co jest sabotażem, a co wypadkiem, ale to źle wygląda. Sprawę badają prokuratura i ABW. Istnieje duże uzasadnione podejrzenie, że doszło do podpalenia. Staramy się ustalić, kto jest sprawcą zdarzenia i jakimi motywami się kierował. Do pożaru doszło na terenie spółki Exatel, polskiego operatora telekomunikacyjnego. Firma nie jest jednak właścicielem stacji Starlinków. Udostępnia działkę klientowi w ramach poddzierżawy. Pytanie, czy i jak chroniony jest tego typu obiekt. Jeżeli jest tak, że w Polsce znajduje się tylko jedna baza Starlink i ta baza jest w taki sposób chroniona, to jest bardzo źle. Mam nadzieję, że jest jakaś dodatkowa baza, która jest bazą zapasową. Starlink to system tysięcy satelitów należący do multimiliardera Elona Muska, wykorzystywany przez ukraińską armię. Starlinki są dziś jednym z kluczowych elementów. Ukraińskiej armii zapewniają łączność między żołnierzami na froncie a dowództwem, pozwalają przekazywać dane i obserwować ruch rosyjskich wojsk. Terminale są też montowane na dronach i robotach, wszędzie tam, gdzie człowiek narażony byłby na śmierć. Kiedy Rosja testuje odporność państw NATO, pożar stacji może nie być dziełem przypadku. Nie można powiedzieć, że to na pewno byli Rosjanie, ale wiele wskazuje, że to się wpisuje w nową rosyjską doktrynę ataku. Wojny, której celem jest wzbudzenie strachu i wprowadzenie chaosu. Mamy od 3 lat stale do czynienia z aktami dywersji ze strony rosyjskiej. Podpalona Marywilska, wysadzane tory, zabójstwa na zlecenie. Osoby, które tego dokonują, najczęściej są werbowane przez Internet. Dostają za to pieniądze. To są śmieszne kwoty kilku tysięcy dolarów za takie akty dywersyjne. Nie tylko u nas przecież robienia zamieszania na wschodniej flance NATO. Polska od początku pełnoskalowej inwazji przekazała Ukrainie 30 tys. terminali Starlink. Polska na forum ONZ ma dwa bardzo ważne głosy w najważniejszej dla Europy sprawie. Minister Sikorski punktuje rosyjski grzech pychy, imperialne ambicje bez ekonomicznego pokrycia. Prezydent Nawrocki przypomina rosyjski udział w najbardziej ponurych epizodach europejskiej historii i dodaje: "Nie szykujemy się na wojnę, tylko by bronić pokoju". O polskim bezpieczeństwie też słychać jedno: chcemy stałej amerykańskiej bazy, bo lepszej gwarancji nie będzie. Siergieju, wiem, że słuchasz. Powiedz swojemu szefowi: już wystarczy. Tak Radosław Sikorski na forum ONZ zwrócił się do szefa rosyjskiego MSZ, który mówił, że Moskwa nie zamierza przerywać inwazji na Ukrainę. Specjalna wojenna operacja... Siergiej Ławrow chwilę potem opuścił salę. Rosja eskaluje konflikt na kraje NATO, bo po 4 latach kolonialnej wojny Putin nie osiągnął niczego. Mówił Radosław Sikorski. Wyliczał rosyjskie ataki na pociąg i stację paliw tuż przy polskiej granicy. Drony w Mołdawii, Rumunii, nad Litwą czy Estonią. Wreszcie uzbrojonego drona na lotnisku w Lipsku w Niemczech. Od ponad 12 lat próbujecie podbić Donbas, a od ponad 4 lat - Kijów. Zatrzymała was bohaterska Ukraina, kraj, którego PKB to ledwie 1/10 PKB Rosji. Polska ma PKB odpowiadające niemal połowie rosyjskiego. Gospodarka Europy jest 10-krotnie większa od rosyjskiej, a państw NATO - 25-krotnie większa. Nadal możecie zabić wielu ludzi, ale nie możecie wygrać. Rosyjska imperialna pycha w przeszłości doprowadziła do dwóch wojen światowych. Ostrzegał Karol Nawrocki. Jako przedstawiciel państwa sąsiadującego z Rosją chcę powiedzieć, że to nie my szukamy konfrontacji. Umacniamy nasze sojusze, umacniamy naszą armię i modernizujemy jej wyposażenie nie po to, by prowadzić wojnę, lecz po to, by jej zapobiec. Gdy prezydent przemawiał, obrady prowadził Krzysztof Szczerski. "Polska chwila w ONZ" - tak skomentował to szef MSZ. Zarówno rząd, jak i prezydent rozmawiali z władzami USA o bezpieczeństwie, w tym o stałej bazie w Polsce. Karol Nawrocki - z Donaldem Trumpem, delegacja resortu obrony - w Pentagonie. Po raz pierwszy w sposób otwarty prezydent USA mówi wprost, że USA będą lokować żołnierzy w ramach stałej obecności w Polsce. To kluczowe dla naszego bezpieczeństwa. Zwłaszcza że Amerykanie redukują siły w zachodniej Europie. Decyzje dotyczące przeglądu strategicznego to jest pewnie końcówka roku. Wtedy pewnie będziemy mówili o kolejnych krokach. Faktycznie jest już to krótka lista potencjalnych lokalizacji. W grze - Dolny Śląsk i Wielkopolska. Amerykańska baza na terytorium Polski jest elementem realnego odstraszania. Pokazujemy, że uderzenie w kraj, na którego terytorium jest taka baza, pośrednio jest także atakiem na sojusznika, na największego partnera w NATO. Karol Nawrocki mówi o nazwie Fort Trump. Gdy administracja USA i oba rządy zakończą prace, prezydent Trump będzie mógł osobiście wziąć udział w inauguracji Fortu Trump. Jako pierwszy pomysł ogłosił jeszcze Andrzej Duda. Stała baza, którą nazwiemy Fort Trump. 8 lat temu, za pierwszej kadencji Donalda Trumpa. Demonstrowanie takiej uniżoności... Szef MSZ przypomina, że finansowanie bazy zatwierdza Kongres USA, a tam w listopadzie połówkowe wybory. Sam proponuje inną nazwę. Myślę o Pułaskim, Kościuszce. Albo jeśli chcemy już politycznie, to ja bym wolał Ronalda Reagana. Najważniejsze, żeby baza powstała - tu polityczna zgoda. Proponuję nie dzielić skóry na niedźwiedziu. Jak już będą podpisane umowy, wbite łopaty, to wtedy zróbmy konkurs na nazwę. Wcześniej w Polsce może powstać centrum serwisowe rakiet do systemów Patriot. Dzisiaj, jeżeli trzeba te rakiety serwisować, one są odsyłane do USA i trwa to kilkanaście miesięcy. Postawienie takiego centrum serwisowego w Polsce skróci czas oczekiwania nie tylko dla Polski, ale dla wszystkich krajów w Europie korzystających z tego sprzętu do kilku miesięcy. Decyzja ma zapaść w ciągu kilkunastu dni. "Nie możemy wykluczyć tego, że prawo będziemy przywracać za pomocą służb, które są w państwie za to odpowiedzialne, żeby ten porządek utrzymać". To minister sprawiedliwości o sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym. I brzmi wprost jak zapowiedź radykalnych ruchów. W Trybunale też napięcie jak przed trzęsieniem ziemi. Prezes Święczkowski wszczyna dyscyplinarne kroki wobec trójki sędziów i grozi im złożeniem z urzędu. Przed Trybunałem też coraz ciekawiej. Każdy wie, że nie ma racji bytu multikulti. Przed Trybunałem - głośniki, transparenty i polityczne emocje na pełen regulator. Nastroje dopisują. Są nawet tańce. W pierwszym szeregu nie mogło oczywiście zabraknąć polityków PiS-u. Trzeba tutaj być, trzeba się wsłuchiwać w to, co tu się dzieje. Czego dzisiaj bronią politycy PiS? Politycy PiS-u bronili, bronią i będę bronić tych, którzy są politycznymi pałkarzami i wykonują ich polecenia. Do tej grupy należy zaliczyć Bogdana Święczkowskiego. Który dziś kontratakuje. I wobec tych trzech nowych sędziów wszczął postępowanie, które może zakończyć się zarzutami dyscyplinarnymi. Odmawiają orzekania w Trybunale, odmawiają w zgromadzeniach. Zarówno ja, sędzia Bentkowska, jak i sędzia Szostek powstrzymujemy się od orzekania w TK w tej chwili, ale tylko z tego powodu, że Trybunał działa w sposób niezgodny z konstytucją. Bo Święczkowski - o czym więcej za chwilę - nie dopuszcza legalnie wybranych sędziów do orzekania. Ale jest jeszcze jeden powód wszczęcia postępowania - odwet. Złożyli zawiadomienie o przestępstwie, na skutek którego pani dyrektor dostała zarzuty. Chodzi o prawą rękę Święczkowskiego w Trybunale, czyli dyrektorkę kancelarii TK, oraz komendanta Straży Trybunalskiej. Te osoby brały udział aktywny, żeby nie dopuszczać legalnie wybranych sędziów do pracy, łamały ich prawa pracownicze, nie wpuszczały do Trybunału. Poddawały takiej upokarzającej kontroli. To teraz po kolei. Sejm powołał w tym roku 8 nowych sędziów. Problem w tym, że prezydent tej legalnie wybranej piątki sędziów wciąż nie zaprosił na uroczystość ślubowania. A Święczkowski czworga sędziów nie dopuszcza do orzekania. sami sędziowie zgotowali sobie ten los. Gdyby nie składali przysięgi przed kolumnami, to być może prezydent zdecydowałby się za jakiś czas... Być może prezydent za jakiś czas... Tyle że prezydent - jak podkreślają rządzący - nie może sobie wybierać, kogo zaprosi, a kogo nie zaprosi na uroczystość ślubowania. Bo konstytucja mówi jasno. To Sejm wybiera sędziów Trybunału. Po drugie, w ustawie o TK czytamy: Osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec prezydenta ślubowanie. "Wobec" nie oznacza "w obecności" ani "przed prezydentem". Więc rządzący mówią wprost. Nowo wybrani sędziowie muszą zostać dopuszczeni do pracy niezależnie od tego, czy ślubowali w Pałacu Prezydenckim, czy w Sejmie. Apeluję do wszystkich, którzy blokują Trybunał przed legalnymi sędziami, że młyny sprawiedliwości zaczęły mielić. Będą działać skutecznie. Mówi minister sprawiedliwości i dodaje. Prawo będziemy przywracać za pomocą służb, które są w państwie za to odpowiedzialne, żeby ten porządek utrzymać. Trybunał Konstytucyjny miał być miejscem, w którym polityka kończy się na progu. Tymczasem dziś sam jest jednym z głównych tematów politycznego sporu. I ten problem trzeba w końcu rozwiązać. Nie dla tej czy innej partii, ale dla obywateli, którzy powinni mieć pewność, że Konstytucji pilnuje niezależna instytucja. W Krakowie giełda wyborczych obietnic, bo wybory już w niedzielę. Gdyby je kandydaci spełnili, to Kraków byłby miastem o zrównoważonym budżecie, ale dostatnim socjalu, czystym powietrzu, ale bez strefy czystego transportu, o sprawnej komunikacji, ale tanich biletach. Żyliby tam szczęśliwi seniorzy jeżdżący na rowerach, mieszkania byłyby tanie, bo komunalne, a może nawet powstałoby metro. W czym jeszcze mogą przebierać wyborcy? Rano Adrian Zandberg... Postanowiłem dołączyć do grupy wolontariuszy Aleksandry Owcy. Po południu Włodzimierz Czarzasty... Kraków potrzebuje osoby, która będzie odpowiedzialna. Później - Donald Tusk. Wybór Moniki Piątkowskiej będzie wyborem prawdziwej prezydentki. Skoro jednego dnia Kraków odwiedza aż trzech politycznych liderów, to można się zastanawiać, czy znaczenie tych wyborów nie kończy się na granicach miasta. Czy będą miały przełożenie na ogólnopolska politykę? Tego nie wiemy, mogą mieć, jeśli któraś z partii, jej kandydat wygra wybory. Na razie prowadzi jedyny bezpartyjny kandydat Łukasz Gibała. Choć z polityczną przeszłością. Po mojej prawej stronie lider naszej partii. Którą podczas krakowskiej konwencji wytknęła mu była premier z PiS. Był twarzą skompromitowanego i upadłego ruchu Palikota. To jest pan Gibała. Zainwestował dużo w swoją promocję. Od ponad 10 lat jestem politykiem niezależnym. Skupiłem się na działalności lokalnej. Według sondażu Opinii24, który powstał, zanim jeden z kandydatów wycofał się ze startu, Łukasz Gibała w 2. turze wyborów spotka się z Moniką Piątkowską, która w odróżnieniu od niego ma większość w radzie miasta. Można rządzić miastem bez większości w radzie miasta? To bardzo poważny problem, prawie nie do wykonania, ale to jest świat, decydują i tak mieszkańcy. Na razie na przedterminowych wyborach miasto zyskuje. Senat dziś przyjął przepisy o opłacie turystycznej. By mógł ją pobierać także Kraków w wysokości do 5 zł za noc, potrzeba już tylko podpisu Prezydenta. Kandydat PiS, który w sondażach zajmuje trzecie lub czwarte miejsce, dziś na konferencji występował sam. Jarosław Kaczyński jest jednym partyjnym liderem, który nie przyjechał do Krakowa, co Marek Suski tłumaczy tak. To są wybory samorządowe w dużym mieście, w którym koalicja 13 grudnia ma spore poparcie. Test poparcia wszystkich kandydatów - już w niedzielę. Są takie pokolenia, a jedno znam bardzo dobrze, dla których studia bez mieszkania w akademiku to trochę jak pójść na imprezę jako kierowca. Czasy się zmieniły, bo są studenci z własnym mieszkaniem, są też gotowi zapłacić za wynajem apartamentu, ale są ciągle ci, którzy muszą szukać bardziej budżetowej opcji. Gaudeamus już za chwilę, więc Tomasz Mildyn sprawdził, co z popytem i z podażą na żakowską kieszeń. Studenckie wakacje jeszcze trwają, ale powoli trzeba wracać do rzeczywistości. Emilia, studentka medycyny, właśnie wprowadza się do akademika Uniwersytetu Ekonomicznego. I docenia, że może skorzystać z oferty wrocławskich uczelni, zamiast szukać pokoju na rynku nieruchomości. Prawie dwa razy taniej. Będę płacić teraz 820 zł, to moje koleżanki zazwyczaj płacą 1400-1500 zł. Według danych Związku Banków Polskich połowa studiujących w Polsce mieszka w domu rodzinnym i za lokum nie płaci. 6% studentów ma własne mieszkania, a cała reszta co roku staje przed wyzwaniem znalezienia dachu nad głową. Mieszkałem na 9. piętrze przez 4 lata. Rektor Uniwersytetu Ekonomicznego prof. Czesław Zając ocenia, że 900 łóżek w akademikach uczelni zaspokaja potrzeby dużej części studentów, ale gdyby miejsc było więcej, to nie stałyby puste. Przy zagwarantowaniu odpowiedniej jakości na pewno osoby, które dzisiaj wynajmują na rynku, byłyby bardziej skłonne jednak mieszkać w akademikach. Dziś część placówek jest modernizowana z publicznych pieniędzy, co podwyższa standard, ale nie oznacza zwiększenia liczby miejsc. A przy obecnych cenach wynajmu na rynku nieruchomości studenci szukają tańszych opcji. Co roku mamy duże zainteresowanie, ale ten rok nas zaskoczył. Jest większe zainteresowanie niż w latach ubiegłych. Średnia cena jednego pokoju we współdzielonym mieszkaniu w dużych akademickich miastach jak Warszawa, Kraków, Poznań czy Wrocław to od 1100 do 1400 zł miesięcznie. Ale kwota rośnie, im większy standard i czym bliżej uczelni. Dlatego pokoje w akademikach znikają w pierwszej kolejności. Zainteresowanie jest bardzo duże. Pokoje rozchodzą się jak ciepłe bułki. W Warszawie na jedno miejsce w akademiku przypada 17 studiujących. Studenci coraz częściej zaczynają szukać mieszkań już w lipcu, bo wtedy na rynku jest ich więcej. Wtedy też właściciele są bardziej skłonni do negocjacji np. cenowej lub innych warunków współpracy. Egzamin z przedsiębiorczości studenci muszą więc zdawać jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego. W Kenii powstaje straż pożarna z prawdziwego zdarzenia. Informacja byłaby może skrajnie egzotyczna, gdyby nie to, że służby ratownicze tworzą tam i szkolą Polacy. Kenia to państwo, w którym całe połacie pozbawione były jakiejkolwiek służby ratowniczej, a pożary i katastrofy budowlane przy umiarkowanej tradycji dbania o standardy bezpieczeństwa zdarzają się często. Te wozy tym razem nie jadą na akcję. To kolejny dzień ćwiczeń. W Kiambu niedaleko Nairobi Polacy prowadzą szkolenia strażackie. To jeden z pierwszych etapów akcji, bo pierwszym jest zabezpieczenie miejsca, rozpoznanie sytuacji, odcięcie ewentualnych dodatkowych zagrożeń. Teraz trwają poszukiwania tych osób przy użyciu sprzętu technicznego. Adepci taki sprzęt często widzą po raz pierwszy. Uczą się zawodu od zera. Centralnego Systemu Ratownictwa w Kenii nie ma. Nie było też jednolitego systemu szkoleń. Dopóki nie stworzyli go Polacy. To jedyne tego typu centrum. Śmiało możemy powiedzieć, od Algierii po RPA, które tak kompleksowo szkoli. Kenijską misję finansuje polski MSZ. Większość z nas pochodzi z rodzin, w których byliśmy świadkami nieszczęść dotykających sąsiadów i bliskich. Widzieliśmy, jak płoną całe wioski. Nikt nie miał odpowiednich umiejętności. Mamy plan całego zdarzenia. Tu przyszli strażacy poznają teorię, sprzęt, zasady działania w terenie. Muszą być sprawni fizycznie, muszą znać język angielski, ponieważ tutaj szkolimy się w takim stopniu, że ten język jest potrzebny. Na miejscu mają posiłki i zakwaterowanie. Przyjeżdżają tu też kursanci z sąsiedniej Etiopii, słabiej niż Kenia radzącej sobie w ratownictwie. Są w stanie ugasić podstawowy pożar, ale w przypadku większych zdarzeń, zawaleń budynków, powodzi nie wiedzą jeszcze, co mają robić. Uczą się tego pod okiem polskich strażaków. Zwieziony tutaj gruz z prawdziwego zawaliska powoduje, że szkolenie strażaków odbywa się w warunkach maksymalnie zbliżonych do prawdziwych. Jest też żywy człowiek, którego trzeba znaleźć i wydostać. Bo katastrofy budowlane to prawdziwa plaga Kenii, a zwłaszcza stolicy, gdzie buduje się dużo i byle jak. Budynki często walą się nawet w trakcie budowy. To akcja z maja. Tu pod gruzami znalazło się 4 robotników. 2 lata temu zdecydowaliśmy się na stworzenie i wytrenowanie specjalistycznej grupy poszukiwawczo-ratowniczej dedykowanej do zawalisk. Lider zespołu mówi, że to powołanie. To trudna praca. Aby zostać strażakiem, trzeba to czuć całym sercem. To zajęcie wymaga nie tylko dużej siły fizycznej, ale także serca gotowego nieść pomoc ludziom. W Nairobi widziałam mnóstwo ludzi podczas pożarów. Byłam świadkiem wielu sytuacji, w których np. dzieci znikały pomiędzy budynkami. Dlatego tak niezbędne są tu profesjonalne zespoły poszukiwawczo-ratownicze. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej wspiera budowanie systemu ratownictwa w całej Kenii. Wyszkoliło 70% strażaków, a z mapy kraju zniknęły białe plamy hrabstw, w których nie było ani jednej jednostki straży. Polscy instruktorzy też się tu czegoś uczą - tej niepohamowanej radości po dobrze wykonanym zadaniu. W Ładzinie w Zachodniopomorskiem jeden artysta był w pociągu, inni - przy torach, gdy ten pierwszy zatrzymał skład Polregio hamulcem bezpieczeństwa, reszta rzuciła się dać upust wenie i nabazgrolić coś sprejami na wagonach. Ale że artyści bywają roztargnieni, to jeden zgubił kamerkę GoPro, policja ją znalazła i się skończyło picassowanie. O bezkompromisowych artystach, na których Kodeks karny ma jednak inną nazwę - Maciej Gąsiorowski. Stacja Ładzin. Pociąg relacji Szczecin - Świnoujście. Zamaskowani mężczyźni zerwali plomby i włączyli hamulec awaryjny. Unieruchamiając jednostkę, rozpoczynając sprejowanie od kamer, by nie było widać aktu wandalizmu. Grupa działała według planu. Na miejscu znaleziono kamerę z nagraniem podobnej akcji z Berlina. Policji udało się zatrzymać podejrzewanych. 5 osób, które będą miały postawione zarzuty. Za takie przestępstwo grozi zatrzymanym do 8 lat pozbawienia wolności. W dalszym ciągu prowadzimy czynności. Mają nieco ponad 18 lat. Sterroryzowali podróżnych i kolejarzy. Zniszczenia to prawie 140 tys. zł. Złapanie sprawców na pewno się przyczyni do odstraszenia, by inni się nie zabierali do takich czynów. Pomazane wagony to codzienność polskich kolei. Warszawskie metro w tym roku przeżyło atak hiszpańskich grafficiarzy. Ale taka "twórczość" jest też na ulicach. Nielegalne graffiti od lat jest plagą większości polskich miast. Jednym z najbardziej poszkodowanych jest to miejsce, zabytkowy warszawski MDM. Miasto co roku wydaje miliony złotych na usuwanie takiej pseudosztuki. Reprezentacyjne centra miast i takie akty wandalizmu. Brzydkie jest. Taki bałagan w mieście. Niektóre są ładne, ale takie mazanie szpeci. Władze Warszawy, które walczą z grafficiarzami, tłumaczą, że młodzi szukają ryzyka. Ludzie, którzy tworzą pseudograffiti, nie przejmują się, że jest to dziedzictwo Warszawy i czyjaś prywatna własność. Malowanie graffiti w takich zwykłych warunkach może już nie dawać takiej przyjemności, dlatego będą poszukiwać coraz bardziej niebezpiecznych miejsc i mocniejszych doznań w tym zakresie. A tymi doznaniami często bezkarnie chwalą się w Internecie. Ciężko jest wandala ukarać, ponieważ sądy często orzekają, że niszczenie budynków jest niską szkodliwością czynu, nie został zniszczony stale ten budynek, więc można go zamalować, więc grafficiarze dostają pouczenie. Wielotysięczne koszty usuwania takiej twórczości ponosimy my, podatnicy. Gościem Justyny Dobrosz-Oracz w "Pytaniu dnia" będzie sędzia Trybunału Konstytucyjnego Anna Korwin-Piotrowska. Dziękuję za uwagę. Dobrego wieczoru. -- Dobry wieczór państwu. Justyna Dobrosz-Oracz, zapraszam na "Pytanie dnia". Ze mną i z państwem jest sędzia Anna Korwin-Piotrowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Od piwnicy 5 miesięcy nie jest jednak pani dopuszczona do pracy. -- Bez pensji? -- Czasem pani żałuje, że kandydowała? -- Nie żałuję. Dobry wieczór, pani redaktor, dobry wieczór państwu. Tak, ponad 5 miesięcy nie jesteśmy dopuszczeni do orzekania, absolutnie. Nie żałuję. Eee, podejmując tę decyzję i wyrażając zgodę na kandydowanie, w mniejszym czy większym stopniu uwzględniałam, że taka sytuacja może mieć miejsce, i to ryzyko podejmowałam. -- Przed Trybunałem Konstytucyjnym teraz dyżurują takie grupki zwolenników PiS, Bogdana Święczkowskiego. Musiała się pani przedzierać, by dostać się do budynku przed ten mniejszy czy większy tłumek? -- Eee, tak, owszem. W zeszłym tygodniu była taka sytuacja, że udałam się do Trybunału Konstytucyjnego, przechodząc, zobaczyłam, że bramka wejściowa jest również zatarasowana przez manifestantów, wejście było bardzo utrudnione. W zasadzie, no, pomimo że szłam i zmierzałam do wejścia, absolutnie nie zamierzali ustąpić i pozwolić mi tam swobodnie przejść. -- To pani usłyszała. -- Usłyszałam, że po co tam idę, kim jestem i w jakim celu tam przechodzę. Jakieś głosy do mnie doszły, nawet że mają prawo