Paliwo sporu - wojna winduje ceny na stacjach, opozycja wini rządzących, a rząd zapowiada interwencję. Więzień wolności - Andrzej Poczobut od 5 lat w białoruskiej kolonii karnej. Rewolucja w sutannie - kobieta arcybiskupką i głową Kościoła w Anglii. Uwolnić rezerwy, obniżyć podatki albo zlecić Orlenowi zamrożenie cen. Rząd rozważa warianty uspokojenia runku paliwowego, bo drogi transport to droższe towary, a droższe towary to zaniepokojony konsument, który bywa wyborcą. Potrzebne są pilne działania, bo opozycja o tych zależnościach wie to samo, a drogie paliwo na stacjach w polityce oktanów ma więcej. Kierowcy na stacjach paliw łapią się za kieszenie. To ceny benzyny i diesla na poznańskim Orlenie. Ktoś tam powariował, ceny tak podskoczyły, do pełna to jest ponad 300 zł, do tej pory było 250 zł. To jest dla dużego samochodu 100-200 zł, to się od razu przekłada na ceny produktów naszych dla klienta ostatecznego. To już stacja w Łodzi, ceny i obawy podobne. Bolą, i pytanie, co z tym się dalej stanie. Rząd szykuje interwencję na rynku paliw. Do końca tygodnia ma ogłosić wsparcie dla kierowców. Ministrowie bardzo intensywnie pracują. Myślę, że na dniach będzie zaproponowane rozwiązanie. Na razie ceny hurtowe paliw kolejny raz obniżył Orlen. Benzyna 95 w dół o 45 zł za 1000 l, olej napędowy o 87 zł. Już teraz największy polski koncern paliwowy Orlen obniżył swoje marże. Jeżeli sytuacja na rynku będzie się utrzymywać i ceny ropy i paliw będą na podwyższonym poziomie, będziemy podejmować dalsze działania. Rząd może uwolnić strategiczne rezerwy paliw, więcej paliwa na rynku mogłoby obniżyć jego cenę. Możliwa jest też obniżka akcyzy albo VAT-u. Ale minister finansów wczoraj w czasie konferencji Londynie mówił, że najbardziej prawdopodobnym narzędziem jest czasowa obniżka podatku VAT na paliwa. Jeśli chodzi o ten ruch VAT-owski, to będzie przede wszystkim odczuwalny dla indywidualnych kierowców, osób fizycznych. Jeśli chodzi o zmiany, które miałyby pomóc transportowi czy usługom, to tutaj musielibyśmy mówić raczej o zmianach związanych z akcyzą. Ceny poszybowały przez wojnę na Bliskim Wschodzie i irańską blokadę Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20% światowego transportu ropy. Sytuacja jest niestety coraz trudniejsza. Ataki Iranu na rafinerie, na miejsca przetwarzania, miejsca transportu, na statki - odbywają się. PiS winnego widzi jednak w premierze. Na spotkanie w Staszowie, w Świętokrzyskiem, Przemysław Czarnek przyniósł kanister z podobizną Donalda Tuska. W tej cenie 10 zł podatki to jest połowa. Im większa cena zatem, tym więcej podatków. Rząd łupi Polaków. W czasach rządu Mateusza Morawieckiego brakowało diesla na stacjach. Pamięta pan? Awarie dystrybutorów. Mowa o sytuacji z początku października 2023 roku. Rządzący przypominają też ceny paliw z czasów PiS w 2022 roku, benzyna powyżej 7 zł, diesel powyżej 8 zł. Jeśli PiS chce coś zrobić na rzecz niższych cen energii, to w swoich pielgrzymkach zamiast atakować polski rząd w Waszyngtonie, to lepiej byłoby tam zadziałać na rzecz pokoju, zakończenia wojny. Rząd zapewnia, że paliwa w Polsce nie zabraknie. Donald Trump wspomina o rozmowach z Teheranem, Iran opisuje warunki zawieszenia broni. Świat próbuje ocenić perspektywę na pokój, ale z bliska nadal nie wygląda to dobrze. Teheran stawia warunki zaporowo nierealne, a Ameryka wysyła w rejon Zatoki spadochroniarską elitę. Czy coś się mieści między polem minowym a tym do negocjacji? Iran i kolejna salwa rakiet wycelowanych w amerykańskie i izraelskie obiekty. Na jednej z nich zdjęcie zabitego szefa sztabu sił zbrojnych. Na innej fotografia Donalda Trumpa z hasłem "Pomóżcie mi odblokować Cieśninę Ormuz". W nocy pociski, także te zakazane, kasetowe, znów były dobrze widoczne nad Izraelem. Na ziemi efekty ostrzału. Nie ma ofiar śmiertelnych. Na miejscu pracują jednostki saperów. Teheran zaatakował nie tylko Izrael. Także amerykańską bazę w Bahrajnie i międzynarodowe lotnisko w Kuwejcie. Do eksplozji doszło też w Iraku. Wszystko mimo takich zapewnień amerykańskiego prezydenta. Prowadzimy negocjacje. Jak twierdzi Donald Trump, są dobre, konstruktywne i na zaawansowanym etapie. Mają dotyczyć 15-punktowego planu pokojowego. Na jego najważniejsze założenia zdaniem amerykańskiego prezydenta zgoda Teheranu już jest. Nie chcę z góry nic mówić, ale zgodzili się, że nigdy nie będą mieli broni jądrowej. Zgodzili się na to. Irańskie media potwierdziły, że propozycja planu pokojowego została przekazana władzom. Ale o rozmowach z Amerykanami mowy nie ma. Prowadzicie negocjacje między sobą? Jednocześnie Iran stawia żądania. Nieoficjalnie, domaga się zamknięcia amerykańskich baz wojskowych w Zatoce Perskiej. Chce też pobierać opłaty za transport Cieśniną Ormuz. Ta wciąż pozostaje sparaliżowana. Ale Teheran dla niektórych statków zamierza zrobić wyjątek. Pod warunkiem, że nie uczestniczą w aktach agresji przeciwko Iranowi ani ich nie wspierają Za przeprawę trzeba zapłacić i to nawet 2 mln dolarów. Wcześniej Donald Trump zagroził atakiem na irańskie elektrownie... Wystarczy jedna z naszych potężnych rakiet, by obrócić je w pył. ...jeśli Iran nie odblokuje cieśniny. Choć z szantażu się wycofał, to Pentagon zdecydował o wysłaniu na Bliski Wschód 3 tys. żołnierzy elitarnej 82. Dywizji Powietrznodesantowej. Trwa "19.30", a przed nami jeszcze m.in.: Horror w domu. Aplikowała na skórę dziewczynki substancje toksyczne, żrące. Matka świadomie znęcała się nad córką. Za pieniądze coś takiego robić, to naprawdę... Oskarżona została skazana na karę 15 lat pozbawienia wolności. Żarty z nazwiska to standard wczesnolicealny, ale pan minister Bogucki lubi się pewnie poodmładzać. W telewizyjnym studiu, broniąc medialnej stylistyki pana prezydenta, radośnie wywiódł ocenę dziennikarza z jego nazwiska. Chyba jest nerwowo, bo coraz trudniej wyjaśnić, jak popierać Viktora Orbana w wyborach i krytykować za prorosyjską politykę. Tym bardziej że ta polityka zrywa kolejne hamulce. 2 dni po wizycie Karola Nawrockiego w Budapeszcie Viktor Orban zakręca kurek z gazem walczącej z Rosją Ukrainie. To o czym oni rozmawiali, co on ustalił? Pytają rządzący, skoro prezydent zapowiadał, że przedstawi premierowi Węgier polski punkt widzenia. Dla Polski Putin i Federacja Rosyjska jest egzystencjalnym zagrożeniem. Dla Viktora Orbana to bliski sojusznik, czego potwierdzeniem są nie tylko zdjęcia. Premier Węgier blokuje unijne sankcje wobec Rosji, pożyczkę dla Ukrainy i 2 mld zł dla polskiego wojska za przekazany jej sprzęt. Ale to nie przeszkodziło prezydentowi Polski wesprzeć go w kampanii wyborczej. To jest bycie zwierzchnikiem sił zbrojnych? Pyta dziś wicepremier, według którego owoców budapesztańskich rozmów, o których na portalu X pisze prezydent, po prostu nie ma. Ta wizyta zaszkodziła polskiej polityce zagranicznej. Moje wielkie rozczarowanie, że pan prezydent zachowuje się zgodnie z logiką polityczną i partyjną, a nie państwową. Ale PiS przekonuje. Polskim interesem jest zwycięstwo Viktora Orbana. I problemu w jego przyjaźni z Putinem nie widzi. A to nie jest tak, że przyjaciele naszych nieprzyjaciół są też naszymi nieprzyjaciółmi? Nie, nie jest tak, myślę, że zaangażowanie Donalda Tuska na Węgrzech jest szkodliwe. A zaangażowanie PiS? Nie, nie ma takiego zaangażowania. - Nie ma? - Nie ma. To słowa, a to fakty. Tu Marcin Romanowski na wspierającym Viktora Orbana wiecu. Tu kilka ciepłych słów o premierze Węgier od Zbigniewa Ziobry. W miniony weekend do Budapesztu poleciało kilku polityków PiS, z Mateuszem Morawieckim na czele, by wraz z innymi antyunijnymi politykami z Europy wesprzeć Viktora Orbana. To jest piąta kolumna Władimira Putina w UE i taką politykę od lat prowadzi PiS, w gębie antyrosyjscy, ale faktycznie prorosyjscy w działaniach. Jest pan Polakiem i ma pan obowiązki polskie. To słowa kierowane do Karola Nawrockiego, który w poniedziałek w taki sposób... Mówię do pana, panie redaktorze. ...zareagował na pytanie dziennikarza o sojusz Orbana z Putinem. To zachowanie oceniam jako wyjątkowo chamskie, brutalne i takie, które nigdy nie powinno dojść do skutku. Ale nie nowe. Za oceanem to standard. Jesteś wstrętną, straszną, naprawdę straszną reporterką. Który według rządzących Karol Nawrocki i jego otoczenie próbują teraz kopiować. Także przez takie wypowiedzi. Zachowuje się nie jak półdziennikarz, tylko jak ćwierćdziennikarz. Traktują Trumpa jak bożyszcze i idą według jego podręcznika. Naśladując niemal dokładnie i ton... Cicho, świnko. ...i gesty przywódcy Stanów Zjednoczonych. To jest robione tylko i wyłącznie dla słupków poparcia i dla poparcia przez swoich wyborców, to nie jest żadna nerwowość, to jest stricte ukartowane. I według rządzących podporządkowane interesom politycznym, a nie - kraju. Koniec tej korespondencji - oświadcza marszałek Sejmu i nie zamierza odpowiadać na kolejne pytania Kancelarii Prezydenta. A z Pałacu pytają, jak wybierano sędziów Trybunału Konstytucyjnego, bo pan prezydent się waha, co z ich ślubowaniem. Władza się nie waha, uzupełniła wakaty i na łaskę prezydenta nie czeka, przy okazji zarzucając głowie państwa złą wolę i grę na czas. Ja nie dam się zdenerwować. Tak marszałek Sejmu reaguje na kolejne już pismo od szefa Kancelarii Prezydenta. W pierwszym, sprzed tygodnia, Zbigniew Bogucki wyliczał wątpliwości Karola Nawrockiego dotyczące procedury wyboru nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, i żądał wyjaśnień. Pan minister Bogucki otrzymał trzy merytoryczne, bardzo głębokie prawnicze odpowiedzi. Szef Kancelarii Karola Nawrockiego uznał je za niewystarczające. I wysyła pismo numer dwa do marszałka Sejmu. Przedstawione stanowisko nie odpowiada na zasadnicze wątpliwości konstytucyjne podniesione przez pana prezydenta oraz postawione pytania i w istocie uchyla się od odniesienia do istoty sprawy. Drugiej odpowiedzi nie będzie. Stanowisko prezydenta jest takie, żeby te sprawę przeciągać, i wykazuje ewidentnie złą wolę. Prezydent zwleka z przyjęciem ślubowania tych sześciorga nowych sędziów, przez co nie mogą orzekać. Do uroczystości powinno dojść niezwłocznie - uważa były prezes Trybunału. Ja na przykład pamiętam, że jednego dnia zostałem wybrany przez Sejm do Trybunału, a na drugi dzień byłem zaproszony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dotychczas do ślubowania dochodziło maksymalnie po 14 dniach. Dwa tygodnie od tej decyzji Sejmu... Wybranym gratuluję. ...miną w piątek. Upływający czas i brak decyzji prezydenta niepokoi nowych sędziów Trybunału. To list jednego z nich do Karola Nawrockiego. Zwracam się o powiadomienie mnie o możliwym terminie ślubowania w obecności pana prezydenta. Jestem gotowy złożyć ślubowanie także w innej uroczystej formie. Prezydent jako strażnik Konstytucji w świetle ustawy zasadniczej powinien to ślubowanie odebrać. Jeśli tak się nie stanie, rządzący mają wdrożyć plan B - uroczystość poza Pałacem Prezydenckim bez udziału Karola Nawrockiego. Według opozycji to łamanie prawa. Nie ma ślubowania na chodniku, przed notariuszem, ślubowanie jest wobec prezydenta. Złożą ślubowanie wobec kogoś innego. Odpowiadają rządzący. Tym kimś może być marszałek Sejmu. A wszystko po to, żeby zakończyć paraliż Trybunału, który trwa już ponad dekadę. Od 2015 roku liczba wyroków wyraźnie spadła. Część z nich nie była publikowana, bo w składzie byli sędziowie dublerzy. Sprawy utykają w gmachu przy alei Szucha, a ich finał bywa ważny dla tysięcy ludzi. Przykładem, w którym Trybunał wprost stanął po stronie obywateli, jest ich oczywiście dużo, ale na przykład jest to orzeczenie w sprawie drugiego bezpłatnego kierunku studiów. Niewykluczone, że sprawa ślubowania sędziów Trybunału - z udziałem prezydenta bądź nie - rozstrzygnie się przed świętami. Podżeganie do nienawiści i rehabilitacja nazizmu oraz wzywanie do działań na szkodę Białorusi. Pod takimi zarzutami dokładnie od pięciu lat polski dziennikarz Andrzej Poczobut siedzi w białoruskim łagrze. Zarzuty są fikcyjne, ale dla reżimu Łukaszenki to ważny więzień, więc trafił do łagru o zaostrzonym rygorze. O życiorysie niezłomności. 1877. Tyle dni w białoruskim więzieniu spędził Andrzej Poczobut, człowiek niezłomny, który stawił czoło dyktaturze Aleksandra Łukaszenki. Andrzej płaci za idee krwią. Jest ucieleśnieniem polskiego romantycznego bohatera. W Polsce taka postawa zanikła, a w Białorusi, wśród polskiej mniejszości, na Grodzieńszczyźnie się uchowała. Dziennikarz i działacz polonijny usłyszał zarzuty rzekomego "wzniecania nienawiści" i "wzywania do sankcji na szkodę Białorusi". Skazano go na 8 lat kolonii karnej. Za kratki trafił 5 lat temu, 25 marca. Łukaszenka wybrał tę datę, bo ona jest symbolem takiej prawdziwej, niepodległej, proeuropejskiej demokratycznej Białorusi. Bo właśnie dzisiaj Białorusini nieuznający dyktatury w Mińsku obchodzą nieoficjalne święto swojego kraju. Uroczystości łączą z akcjami solidarności z ponad tysiącem więźniów politycznych Łukaszenki, przetrzymywanych w łagrach. Warunki tam są brutalne, barbarzyńskie, nieludzkie. Wszystko się robi po to, żeby złamać człowieka. Dla Łukaszenki to jest zakładnik osobisty. On wykorzystuje Andrzeja Poczobuta, żeby osiągnąć efekty w komunikacji ze stroną polską. Zależy Łukaszence na tym, żeby Polska uznała jego za prezydenta. Bo po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi w 2020 roku Warszawa, podobnie jak inne stolice unijne oraz Waszyngton, nie uznała Łukaszenki za prawomocnego, legalnego przywódcę Białorusi. A dyktatorowi, co widać na tych zdjęciach, bliżej jest do reżimów politycznych takich jak Korea Północna, gdzie przebywa obecnie z wizytą. Łukaszenka więźniów politycznych traktuje jako karty przetargowe w rozmowach z USA. Do końca roku wypuścimy wszystkich więźniów politycznych, ale nie będzie to oznaczało całkowitego zniesienia sankcji wobec Białorusi. Presja Amerykanów na Mińsk, by w zamian za zniesienie gospodarczych sankcji reżim zwalniał więźniów politycznych, przynosi efekty - w zeszłym tygodniu 250 osób znalazło się na wolności. Niestety nie było wśród nich Andrzeja Poczobuta. Bardzo byśmy chcieli, żeby został wypuszczony i każdy rząd zrobi co w jego mocy, aby do tego doszło. Ale nie o wszystkim mogę mówić. Pozostaje mieć nadzieję, że dyplomatyczne wysiłki przyniosą skutek, a Andrzej Poczobut odzyska to, o co niezłomnie walczy - wolność. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymało byłego funkcjonariusza ukraińskich służb, który wprowadzał do obiegu w Polsce sfałszowane pieniądze. W mieszkaniu w Sochaczewie policja odkryła podrobione banknoty i linię do ich produkcji, a w kilku miejscach w kraju zatrzymała w sprawie łącznie 7 osób. Podrabiali pieniądze, produkowali narkotyki i prali zyski z przestępstw. Polskie służby rozbiły zorganizowaną grupę przestępczą. Zatrzymano 7 osób, które działały w kilku polskich miastach. Kluczową rolę w grupie miał odgrywać były funkcjonariusz służb ukraińskich, fałszerz samouk. To osoba, która w Polsce przebywała od 4 lat. Posiada bardzo rozbudowaną wiedzę, jeśli chodzi o wiedzę informatyczną i elektroniczną. Ma też doświadczenie na froncie, skąd przyjechał do Polski, do swojej rodziny. W mieszkaniu zabezpieczono kompletną linię produkcyjną oraz wydruki fałszywych banknotów. Banknoty 500-złotowe były wprowadzane do obiegu, natomiast przygotowane były też banknoty 100- i 200-złotowe, które nie zostały wprowadzone właśnie dlatego, że policjanci podjęli te działania. Wspólnikiem był Rosjanin, który zajmował się produkcją narkotyków. Pozostali zatrzymani odpowiedzialni byli za pranie pieniędzy. Podejrzanym grozi 25 lat więzienia. Dane CBŚP pokazują wyraźny wzrost liczby cudzoziemców z zarzutami udziału w zorganizowanej przestępczości. W ubiegłym roku usłyszało je 265 osób. Zdecydowana większość to osoby rosyjskojęzyczne. To są tak zwani rezydenci, czyli ludzie, którzy na stałe w Polsce przebywają. Oni organizują różnego rodzaju przestępczość. Aby rozbić takie grupy, potrzebne są skoordynowane działania, takie jak te. CBŚP razem z partnerami z Hiszpanii i Szwecji rozbili kolejną międzynarodową grupę handlarzy narkotyków. Zatrzymano kilkanaście osób. Zabezpieczono trzy tony kokainy. Liderzy międzynarodowych grup przestępczych często kierują nimi z innych krajów, a działanie ułatwia internet. To sprawia, że przestępczość zorganizowana to przestępczość bez granic. Julka miała 9 lat i pewnie nie rozumiała, dlaczego mama smaruje ją jakimś płynem, bo bardzo bolało. Po kilku latach szokująca prawda wstrząsnęła okolicą, a potem prokuratura weszła do gry, bo pojawiło się podejrzenie, że matka celowo okalecza własne dziecko, by potem wyłudzać pieniądze na jego leczenie. Śledztwo potwierdziło tę wersję, dziś zapadł wyrok. Koszmar jej córki trwał 7 lat. Aplikowała na skórę dziewczynki substancje toksyczne, żrące, które powodowały obrażenia jej skóry. Jeździła od lekarza do lekarza. Twierdziła, że konieczne są badania genetyczne, drogie leki, terapia za granicą. I zakładała w internecie kolejne zbiórki na leczenie dziecka. Tylko na jednej z nich zebrała około 200 tys. złotych. Za pieniądze coś takiego robić, to naprawdę... Nie są warte żadne pieniądze niszczenia zdrowia człowieka drugiego. Dziewczynka już będzie prawdopodobnie do końca życia z tymi bliznami. I to psychika działa. Lekarze nie wiedzieli, co dzieje się z dziewczynką. W końcu zaczęli podejrzewać, że zmiany skórne to rezultat celowego działania człowieka. Substancje wywoływały stany zapalne, blizny i martwicę tkanek, która doprowadziła do częściowej utraty ucha. Drążą w głąb skórę, powodują głębsze uszkodzenia. Takie rany mogą czasami ulec zakażeniu, gojenie może być przez bliznowacenie. W trakcie śledztwa Monika B. nie przyznała się do winy. Biegli zdiagnozowali u niej zaburzenie nazywane zastępczym zespołem Munchausena. U najbliższego, najczęściej u dziecka, znajdujemy różne choroby i niedomogi i staramy się je leczyć, by wzbudzić litość. Głównie temu jest to podyktowane. Tu chodziło nie tylko o litość, ale i pieniądze. Sąd Okręgowy w Siedlcach skazał kobietę na 15 lat więzienia, ma też 10-letni zakaz kontaktu z córką i musi zapłacić jej zadośćuczynienie - sto tysięcy złotych. Znęcania się psychicznego i fizycznego oraz spowodowania poważnego uszczerbku na zdrowiu w postaci istotnego i trwałego oszpecenia ciała. Julka ma już 11 lat. Gdy zaczął się jej koszmar, miała zaledwie dwa. Jest pod opieką ojca. Stan zdrowia dziecka wyraźnie się poprawił. Wyrok Sądu Okręgowego w Siedlcach jest nieprawomocny. NFZ ma w tym roku kołdrę za krótką o 18 mld złotych i musi oszczędzać. Poszukiwane są takie rozwiązania, które pozostawią pieniądze na koncie, ale nie pozostawią pacjentów bez świadczeń. Zwłaszcza tych, które są kosztowne, konieczne, ale trudne do zaplanowania. Fundusz chce poszukać oszczędności w czasie hospitalizacji. Gdzie są rezerwy? Leczenie w szpitalu bez formalnej hospitalizacji i powrót do domu tego samego dnia. Pod warunkiem, że procedura medyczna zmieści się w 12 godzinach. To najnowszy pomysł resortu zdrowia na ograniczenie wydatków. Chcemy wyeliminować od 1 lipca te pobyty, które są nieuzasadnione ze względu na medyczne wskazania pacjenta. Takie rozwiązania od lat funkcjonują m.in. w Wielkiej Brytanii czy Szwecji, gdzie połowa procedur szpitalnych trwa krócej niż jeden dzień. W całej Europie Zachodniej stawia się na systemy jednodniowe. Zdaniem resortu zdrowia dziś system jest podporządkowany rozliczeniom z NFZ, a nie realnym potrzebom pacjentów. System wyceny jest tak skonstruowany, że często hospitalizacja musi być minimum trzydniowa, żeby system ją rozliczył. Jednak pomysł budzi też obawy, m.in. o nadmierne skracanie pobytu w szpitalu z uwagi na oszczędności. To niezbędne minimum nie może być określane pewnymi przepisami, dlatego że pacjent pacjentowi, choroba chorobie nierówne. Jeszcze większe obawy budzą ogłoszone w ubiegłym tygodniku plany cięć w najdroższych badaniach. Za świadczenia wykonane ponad limit szpital dostawałby tylko 40% wyceny. Będzie to absolutny wstrząs, jeśli chodzi o dostępność do tego rodzaju świadczeń, natychmiast wydłużą się kolejki. Janusz Łyskawa boi się, że może to oznaczać ograniczenie dostępu do badań dla przewlekle chorych pacjentów. Choruję na nieswoiste zapalenie jelit. Tylko w ubiegłym roku musiał sześciokrotnie wykonywać kolonoskopię. Ilość tych kolonoskopii jest nieprzewidywalna i duża, często muszą być robione, zatem pomysł, żeby ograniczyć te nadwykonania, jest dla mnie nieporozumieniem. Dlatego przeciwko oszczędnościom na zdrowiu protestują organizacje pacjenckie, które wysłały apel do premiera. Pacjenci są grupą, która nie wyjdzie na ulicę, bo choruje albo leży w szpitalu. Są najsłabszym ogniwem całego systemu i nie ma naszej zgody na to. Już teraz średni czas oczekiwania na kolonoskopię w pełnym znieczuleniu przekracza 300 dni, na rezonans trzeba czekać ponad 90 dni, i to w trybie pilnym. Historyczny moment dla Kościoła Anglii. Sarah Mullally ma zostać pierwszą kobietą na stanowisku arcybiskupa Canterbury, obejmując duchowe przywództwo nad wspólnotą anglikańską. Jej nominacja przypada na czas głębokich podziałów i kryzysu zaufania w Kościele, a jednocześnie otwiera nowy rozdział w kwestii roli kobiet w strukturach religijnych. To drzwi do najważniejszej dla anglikanów katedry. I historyczna chwila w blisko pięciusetletniej historii tego Kościoła. Dziś pierwszy raz zapukała do nich kobieta. Ale najważniejszy moment nastąpił, gdy Sarah Mullally zasiadła na tronie Świętego Augustyna. Tak jak podczas inauguracji 105 jej poprzedników. Wszyscy byli mężczyznami. Ten gest oznaczał faktyczne objęcie urzędu. To duża zmiana i pokazuje dziewczynkom oraz kobietom na całym świecie, że wszystko jest możliwe, że Bóg je kocha i wspiera ich posługę. To bardzo dobre. Nowa arcybiskupka Canterbury jest duchową przywódczynią wspólnoty anglikańskiej na całym świecie. Nad nią jest tylko Bóg i król. Monarchy dziś nie było, dwór reprezentowała książęca para. Państwo, bo anglikanizm jest religią państwową w Anglii, reprezentował premier. Sarah Mullally na tę historyczną inaugurację przyszła z Londynu pieszo. Sześciodniowa pielgrzymka miała przygotować ją do nowej roli. Roli, którą wielu postrzega jako przełom w Kościele. To bardzo ważny moment dla kobiet na całym świecie, szczególnie we wspólnocie anglikańskiej. Jesteśmy bardzo podekscytowani. Znam ją - byłam z nią dziś rano. Będzie znakomita i będzie wspierać zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Zanim została duchowną, przez lata pracowała jako pielęgniarka w brytyjskiej służbie zdrowia. To tam, jak sama mówi, nauczyła się, czym jest służba drugiemu człowiekowi. Droga do kapłaństwa nie była jednak wolna od przeszkód. Gdy w 2018 roku została biskupką, część duchownych próbowała zakłócić ceremonię. Dla wielu był to sygnał, że zmiana w Kościele dopiero się zaczyna. Dziś w Canterbury reakcje są spokojniejsze. Myślę, że każdy, kto kocha Boga i Jezusa, ma odpowiednie kwalifikacje, niezależnie od tego, czy jest mężczyzną, czy kobietą. To z pewnością ważne wydarzenie. Nie mam z tym żadnego problemu. To symbol ogromnej zmiany w Kościele anglikańskim. W 1994 roku wyświęcono na kapłankę pierwszą kobietę. 21 lat później pierwsza z nich została biskupką. Dziś kobieta staje na czele Kościoła Anglii i deklaruje, że głos kobiet będzie słyszany na każdym etapie. Bo drzwi, które przez wieki symbolizowały władzę i tradycję mężczyzn, dziś zostały szeroko otwarte. Miejskie i wiejskie legendy mówią, że mroźna zima trzebi kleszcze. Nie tym razem. Może temat wraca każdego roku trochę manierycznie, ale warto go poważnie potraktować, bo już są, wyległy na świat i są groźne jak zwykle. Katalog zagrożeń niby znany, metod obrony też, ale właśnie nadszedł czas, by wiedzę odświeżyć. Wiosenne słońce budzi przyrodę, w tym kleszcze, które podczas mroźnej i śnieżnej zimy pozostawały uśpione. Dla kleszczy to była niezła pierzynka i one sobie tam świetnie przezimowały. Gdy tylko temperatura wzrosła, głodne pajęczaki ruszyły na żer. Pełzną ku górze na te trawki, szukając żywicieli. W Polsce żyje 19 gatunków kleszczy. Dwa z nich są groźne dla człowieka. By nie ryzykować spotkania z nimi, do lasu warto się odpowiednio ubrać. Zakrywamy ciepłe miejsca w pachwinach, pod zgięciami łokci, kolan, długie skarpetki, długie buty, długi rękaw, długie spodnie. Kleszcze można spotkać nie tylko w lasach, ale także na polach, łąkach, trawnikach i w miejskich parkach. Jeśli już postanowił się nami pożywić, to trzeba działać szybko, ale i delikatnie. Chodzi o to, żeby jednym sprawnym ruchem wyciągnąć go ze skóry. Miejsce po wkłuciu dezynfekujemy i obserwujemy przez jakiś czas. Mały pasażer na gapę może spowodować ogromne problemy ze zdrowiem. Najnowsze statystyki mówią o ponad 29 tysiącach zachorowań na boreliozę i blisko 800 na kleszczowe zapalenie mózgu rocznie. Wiktoria Kowalik z boreliozą zmaga od roku. Nie wie, gdzie i kiedy ugryzł ją kleszcz. Wszystko zaczęło się od niepokojących objawów. Utrzymujący się stan podgorączkowy, problemy z równowagą. Ja potrafiłam iść, tak myślałam, prosto, a lecieć, jakbym była pijana. Od początku roku boreliozę zdiagnozowano już u ponad 2000 osób. Może powodować bardzo rozległe i uszkadzające dla pacjenta objawy, jak porażenia nerwów, jak zaburzenia świadomości, jak zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Badania pokazują, że co czwarty kleszcz przenosi bakterie borelli, co szósty - wirusa kleszczowego zapalenia mózgu. Są spreje, którymi można się popsikać, a po spacerze się dokładnie oglądamy. Szczepionka przeciw boreliozie jest na etapie testów. Mecenas Roman Giertych, poseł KO, w "Pytaniu dnia" u Doroty Wysockiej-Schnepf.