Co z transkrypcją małżeństw? Przed kancelarią premiera protest w tej sprawie. Afera Zondacrypto i rosnący kryzys wizerunkowy wokół Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie żyje Andrzej Olechowski, współzałożyciel Platformy Obywatelskiej miał 78 lat. Monika Sawka, dobry wieczór. Zmarł Andrzej Olechowski - były minister finansów i były minister spraw zagranicznych. Miał 78 lat. Był jednym ze współzałożycieli Platformy Obywatelskiej. Dwukrotnie kandydował na urząd prezydenta. Był jednym z twórców fundamentów polskiej transformacji. Na początku lat 70. pracował jako didżej w programie 3 Polskiego Radia. Pozostanie w pamięci nie tylko jako polityk, ale przede wszystkim jako człowiek, który wierzył w sens dialogu. Andrzej Olechowski był obecny w kluczowych momentach polskiej historii, ale nigdy nie stawiał siebie na pierwszym planie. Z bardzo wspólnotowym przekonaniem, zaangażowany w przystąpienie do NATO, w wejście do Unii, tutaj jego zasługi są nie do przecenienia. To zdjęcie już przeszło do historii. 11 stycznia 2001 roku. Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński i Donald Tusk ogłosili powstanie Platformy Obywatelskiej. Byli nazywani trzema tenorami i do tych wydarzeń odniósł się dziś premier w mediach społecznościowych. Ja go zapamiętałam jako osobę, która miała ogromną wiedze, reprezentacyjną, która dobrze negocjowała. Olechowski był ministrem finansów w rządzie Jana Olszewskiego oraz spraw zagranicznych w rządzie Waldemara Pawlaka. Dwukrotnie kandydował na urząd prezydenta. Uważam, że nie byłoby źle, a wręcz byłoby bardzo dobrze, gdyby w pewnym momencie Andrzej Olechowski został prezentem Polski. Tego kalibru był to polityk. Pozostanie w pamięci jako ktoś, kto myślał o Polsce w kategoriach dobra wspólnego - podkreśla szef Ministerstwa Obrony Narodowej. Potrafił łączyć, dlatego kondolencje płyną dziś z różnych stron sceny politycznej. O wielkiej stracie mówią też jego bliscy. "Najdłuższa przyjaźń mojego życia" - napisał w mediach społecznościowych dziennikarz Wojciech Mann, który przyjaźnił się z Andrzejem Olechowskim od sześciu dekad. Łączyła ich miłość do rocka. Tak Olechowski opowiadał o swojej recepcie na przyjaźń. Nie trzeba być zazdrosnym. Nie trzeba być nieprzyjemnie złośliwym i to już jest fundament, a poza tym trzeba się lubić po prostu. Dariusz Rosati, który znał się z nim od czasu studiów, podkreśla, że potrafił rozbawić najbardziej ponure towarzystwo. Spotkania z nim to była uczta duchowa i intelektualna. Ostatnie rozmowy to dość czarno widział przyszłość polityki w Polsce - te głębokie podziały. Będzie go bardzo brakowało. Zostaje po nim coś więcej niż wspomnienia. Zostaje sposób myślenia o państwie oparty na odpowiedzialności i dialogu. I może właśnie to będzie najtrudniejsze do zastąpienia. Andrzej Olechowski zmarł w nocy, miał lat 78 lat. Monika Sawka, dobry wieczór. "Polska w Unii albo wcale - basta!" - słychać było dziś przed kancelarią premiera. Manifestację zorganizowały środowiska LGBT. Domagają się od rządu pełnej realizacji wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie transkrypcji małżeństw jednopłciowych zawieranych za granicą. To pierwsza taka antyrządowa demonstracja. Rządzący zapewniają, że wyroki sądów będą szanowane. I mówią o konkretnym przełomie. Pisarz Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński tydzień temu złożyli w urzędzie wniosek o transkrypcję ich aktu ślubu. Małżeństwo zawarli 7 lat temu w Londynie. Jesteśmy polskimi obywatelami, którzy się upominają o realizowanie naszych praw i tyle. To nie jest kwestia emocji, że my jesteśmy rozżaleni, że jest nam smutno. Jesteśmy rozżaleni, bo dlaczego nie wszystko powyżej? Wiele się po tym rządzie nie spodziewałem, ale naprawdę dostali taki prezent od losu w postaci tego postanowienia, wystarczyło wykonać wyrok Trybunału i tyle. I to też... Wykonać wyrok! ...skandowano przed kancelarią premiera. Należą się nam równe prawa, bo jeżeli chcemy bronić rodziny, to wszystkie rodziny. Żeby rządzący pamiętali, że nie jesteśmy tylko kampanią wyborczą. Tęczowy protest to pokłosie wyroku NSA sprzed miesiąca. Mamy dzisiaj święto praw człowieka. Tak komentowali go pełnomocnicy pary, która wygrała sprawę. To nasz telewizyjny kolega z Teleexpressu Mateusz Trojan i jego mąż Jakub Cupriak-Trojan. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że małżeństwa zawarte w krajach Unii są w Polsce ważne. Wcześniej podobnie orzekł unijny Trybunał Sprawiedliwości. Ratusz zapewnia, że wyrok NSA wykona, ale nie dostał jeszcze akt z sądu. Nie bez powodu wyrok, który właśnie realizujemy, nazywany jest "precedensowym". Po prostu nie było takiej formalnej ścieżki, trzeba ją dopiero stworzyć. I to się właśnie dzieje w Warszawie. Monika i Nora miesiąc temu po wyroku NSA nie kryły radości. To jest ogromna satysfakcja. Dziś przyszły na protest. Wkurzenie! Nawet bym powiedziała ostrzej, ale do mediów nie wypada. Oczekują uznania wszystkich zagranicznych małżeństw, a nie tylko pary, która wygrała przed NSA. Odgradzamy się murem od tej Europy, mówiąc, że są małżeństwa, których nie będziemy uznawali, a ja będę apelował do premiera, żeby ten mur zburzyć. To pierwszy taki protest środowiska LGBT przed kancelarią premiera po wygranych przez koalicję 15 października wyborach. Protestujący przypomnieli o złożonych wtedy obietnicach. I dziś się o nie upominali. Myślę, że w przyszłych wyborach będę słyszeć, że każdy głos się liczy, idźmy wszyscy na wybory, musimy bronić, musimy zatrzymać. okazuje się, że nasze nie są aż takie istotne, skoro to nie jest istotne. Szef MSWiA w tym tygodniu zapewniał. Wyroki sądów będą szanowane, uwzględniane, bo to było hasło tej koalicji, gdy szliśmy do wyborów. Cieszę się, że w tych pracach już jesteśmy razem, Ministerstwo Cyfryzacji oraz MSWiA. Kluczowe rozmowy z MSWiA i Rządowym Centrum Legislacji odbyły się w środę. I, jak słyszymy, jest przełom. Akt jest już gotowy, jeśli chodzi o projekt. To rozwiązanie będzie konsultowane krótko, prawdopodobnie przez trzy dni w przyszłym tygodniu. Z naszych informacji wynika, że we wzorze aktu ślubu urzędnik będzie wpisywał w rubryce "kobieta" lub "mężczyzna". A nie "małżonek jeden lub dwa", jak sugerowano wcześniej. Ma być też adnotacja, że małżeństwo zawarto zagranicą. Lewica zapowiada uznanie zagranicznych małżeństw w miastach, w których rządzi. Jak tylko będzie to możliwe, wszyscy nasi prezydenci będą to oczywiście wdrażali w życie. Jej zdaniem rozporządzenie wystarczy. Należy uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą - koniec i kropka. W KO słychać, że potrzebna będzie też ustawa. Taką ustawę także trzeba przygotować, przegłosować w Sejmie. PSL z kolei odsyła do innej ustawy. Jest nasza ustawa o statusie osoby najbliższej. Projekt jest po pierwszym czytaniu. Polska jest jednych z ostatnich unijnych państw, w których nie sformalizowano związków partnerskich. Oglądają państwo "19.30", w programie PKOL w wizerunkowym dołku, a później jeszcze: Zarzuty i tymczasowy areszt dla kierowcy po śmiertelnym wypadku posła Litewki. Mężczyźnie realnie grozi wysoka kara do lat 8 pozbawienia wolności. Straszne jest to, że tak młody człowiek odszedł, który tak dużo dobrego robił dla nas, dla zwierząt. Miałem takie poczucie, że on kończy jedną zbiórkę i od razu zakłada drugą, żeby pomóc kolejnej osobie. Dużo ludzi na pewno nigdy o nim nie zapomni. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego straszy ministra sportu pozwem i wskazuje winnego afery z Zondacrypto. Według Radosława Piesiewicza, gdyby spółki Skarbu Państwa na polecenie byłego szefa resortu nie wycofały się ze sponsorowania PKOlu, problemu by nie było. Dymisji Piesiewicza domagają się prezesi polskich związków sportowych. A liczba poszkodowanych w sprawie rośnie z dnia na dzień. Miała dać wiatr w żagle polskim olimpijczykom. To jest coś innowacyjnego, coś innego. Ale umowa sponsorska PKOL z Zondacrypto stała się powodem takich apeli. Pan Piesiewicz powinien natychmiast podać się do dymisji. Nie tylko ze strony polityków, ale także większości związków sportowych. Bo pół roku po tych wydarzeniach światło Zondacrypto zgasło. Jej prezes wyjechał do Izraela, zostawiając na lodzie kilkadziesiąt tysięcy osób, które powierzyły mu swoje pieniądze. Na obiecane nagrody wciąż czekają olimpijczycy. A prokuratura sprawdza, czy na umowie z Zondacrypto nie wzbogacił się Radosław Piesiewicz. Tam są kwestie dotyczące rozliczeń. Nie mogę mówić o szczegółach, dotyczące wystawiania faktur. Tak, ma to związek z Zondacrypto. Według informacji "19.30" śledztwo w tej sprawie jest zaawansowane i w ciągu kilku miesięcy może się skończyć postawieniem zarzutów. Prokurator Krajowy skompletował już zespół śledczych badających aferę Zondacrypto. Sześciu prokuratorów, którzy wcześniej zajmowali się m.in. tą sprawa zostało odwołanych. Nie wystawiałem żadnych faktur na Zondacrypto. Zapewniał wczoraj prezes PKOL podczas wywiadu w stacji, do której z Zondacrypto też płynęły pieniądze. Ta transmisja amerykańskiego szczytu to tylko jeden z przykładów. Nie może się PKOl kojarzyć z Zondacrypto, a jak długo będzie prezes Piesiewicz, tak długo będzie się kojarzyć z Zondacrypto. Ale Radosław Piesiewicz przekonuje, że sponsoring giełdy kryptowalut to żaden powód do wstydu. Dzięki Zondacrypto PKOl mógł wysłać naszych sportowców na igrzyska olimpijskie. Bo od Polskiego Komitetu Olimpijskiego, czego Radosław Piesiewicz nie może zrozumieć, półtora roku temu odwrócili się dotychczasowi sponsorzy. Nad tym by się trzeba było pochylić, dlaczego tak się dzieje, czy dlatego, że ja zostałem wybrany za rządów PiS? A skoro prezes nie pamięta, to przypominamy, co było powodem zniechęcenia sponsorów. Ta okładka to wisienka na torcie. Tuż przed igrzyskami w Paryżu, gdy PiS szukało kandydata na prezydenta, prezes PKOL postawił na autopromocję. Były sesje zdjęciowe i bilbordy. PKOL wydał 150 tysięcy złotych na luksusowe apartamenty w paryskich hotelach. Ale nie korzystali z nich olimpijczycy, lecz m.in. ten polityk PiS - Tomasz Poręba. Według rządzących to nie przypadek. Czyim człowiekiem jest Radosław Piesiewicz? Jak powszechnie wiadomo, jest człowiekiem Jacka Sasina. Co potwierdza ta publikacja Onetu. Gdy Jacek Sasin był ministrem aktywów państwowych w rządzie PiS, żona Radosława Piesiewicza została doradczynią zarządu PKO SA. Choć nie dostała nawet zakresu obowiązków, w pół roku w kontrolowanym przez Skarb Państwa banku zarobiła ponad milion złotych. Moja żona to osoba prywatna. Tak bronił jej prezes PKOL, który zasłynął też z tego. Do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego zamiast sportowca rekomendował Andrzeja Dudę. Wszyscy chętnie by sponsorowali polski sport, gdyby to, co się dzieje w Polskim Komitecie Olimpijskim, było uczciwe i przejrzyste. A tak została tylko Zondacrypto. Sponsor, mam wrażenie, jest dosyć pewny. To słowa polityków PiS sprzed pół roku, teraz przekaz jest inny. Szanowni państwo, mamy do czynienia z kryptoaferą rządu Donalda Tuska. Klasyczne odwracanie kota ogonem przez PiS. Komentują rządzący. Związki sportowe mówią wprost, że dalsza współpraca z obecnym prezesem PKOL jest niemożliwa. Doszliśmy do ściany i teraz w naszych rękach jest zmiana tej sytuacji. Zapowiadają zwołanie zarządu i walnego zgromadzenia PKOl. Ale w sprawie ich terminów ostatnie słowo należy do prezesa. A ten niezmiennie szuka się dziury w całym. Swoją pracę ocenia wysoko. 57-latek podejrzany o nieumyślne spowodowanie śmierci Łukasza Litewki trafił do aresztu. Grozi mu do 8 lat więzienia. Do wypadku doszło na leśnej drodze. Poseł Lewicy zginął podczas jazdy na rowerze. Polityk był znany z działalności charytatywnej i społecznej. Jego fundacja m.in. poprzez portale społecznościowe nagłaśniała i wspierała leczenie dzieci czy ratowanie zwierząt. Tragedia, w którą nadal trudno uwierzyć. Na rowerach się widzieliśmy ostatni raz jakiś rok temu, trudno sobie wyobrazić coś takiego, jeszcze tutaj na prostej drodze, no tragedia. 57-latek podejrzany o śmiertelne potrącenie posła Łukasza Litewki trafił do aresztu. Mężczyzna przyznał się do winy. Wracał z pracy - tak tłumaczył śledczym. Twierdzi, że zasłabł albo był rozkojarzony i nie pamięta całego zdarzenia. Przywoływał takie okoliczności, które w naszej ocenie są wątpliwe i częściowo sprzeczne ze sobą. Śledczy sprawdzają, czy w chwili wypadku kierowca korzystał z telefonu i czy był pod wpływem narkotyków. Na wyniki badań trzeba poczekać. Prokuratura szuka świadków. Do tragedii doszło w czwartek po południu w Dąbrowie Górniczej. Łukasz Litewka jechał na rowerze. Aresztowany wjechał wprost w niego. W miejscu wypadku od 3 dni palą się znicze. Potrafił zjednoczyć ludzi z obu stron polityki, tak że wiele dobrego zdziałał, wiele dzieci udało nam się uratować. Jedną z nich była trzyletnia Lena, która w zeszłym roku usłyszała diagnozę: agresywny nowotwór mózgu. Na leczenie potrzebne były trzy miliony złotych. Rodzinie brakowało 2,5 miliona. Litewka zebrał te pieniądze w 27 godzin. Zadzwonił po zakończeniu zbiórki i powiedział tylko, przywitał się, "no to ja zrobiłem swoje, teraz Wy działajcie". Wierzył w ludzi i w to, że dobro wraca. Dziękuję wam za ogrom wsparcia, który wszyscy razem przekazaliśmy tysiącom osób, dzieciom, które nigdy nie zapomnimy. Które większość jest na całe szczęście zdrowe i szczęśliwe. Co miesiąc o pomoc prosiły go tysiące osób. Nikogo nie zostawiał. Odbierał telefon i działał. On tym żył, to był człowiek o wielkim sercu, o dużej dozie empatii, który stawiał drugiego człowieka ponad siebie. Nie obiecywał, po prostu pomagał. Moi drodzy, kończąc to nagrywanie, chciałem wam naprawdę podziękować za to, że jesteście, że trwacie, że ufacie i mam nadzieję, że najlepsze dopiero przed nami. Jednym telefonem, jednym postem, potrafił zmienić czyjeś życie. I robił to naprawdę często. Nasila się walka o kontrolę nad najważniejszym szlakiem transportowym ropy naftowej na świecie. Marynarka wojenna USA zatrzymuje irańskie statki w cieśninie Ormuz. Reżim w Teheranie szturmuje z kolei przepływające przez szlak frachtowce. O zakończeniu wojny na Bliskim Wschodzie nie ma na razie mowy. Nie odbyła się też kolejna tura rozmów zaplanowanych w Pakistanie. Oczy świata zwrócone na Islamabad. Służby w stolicy Pakistanu postawione w stan najwyższej gotowości. To właśnie tu miało dojść do kolejnej tury rozmów o zakończeniu wojny na Bliskim Wschodzie. Region potrzebuje pokoju i dobrze byłoby, gdyby wszystkie nierozstrzygnięte kwestie zostały rozwiązane poprzez negocjacje. Między Waszyngtonem a Teheranem. Wczoraj późnym wieczorem na miejscu wylądował samolot z ministrem spraw zagranicznych Iranu na pokładzie. Spotkał się z szefem MSZ Pakistanu i premierem. Choć Donald Trump twierdzi, że w przeciwieństwie do Teheranu nie jest pod presją czasu. Jeśli chodzi o wojnę z Iranem, jak długo jest pan gotów czekać? Nie poganiaj mnie, Jeff. To Biały Dom poinformował, że do Islamabadu polecą też przedstawiciele amerykańskiej administracji. Jednak nie wiceprezydent USA, a doradcy Donalda Trumpa. Prezydent wysłał specjalnego wysłannika Witkoffa i Jareda Kushnera. Irańczycy chcą rozmawiać osobiście. Amerykanie twierdzą, że to Teheran poprosił o spotkanie. Jednak MSZ Iranu był innego zdania. Nie jest planowane żadne spotkanie między Iranem a USA. Stanowisko Iranu zostanie przekazane Pakistanowi. Dokładnie dowódcy sztabu pakistańskiej armii. Po szeregu spotkań szef MSZ Iranu opuścił Pakistan. Poprzednia runda negocjacji pokojowych USA z Iranem odbyła się 11 kwietnia, również w Islamabadzie, i zakończyła się fiaskiem. Donald Trump jednak jednostronnie przedłużył rozejm - na co Teheran zareagował w ten sposób. Rozejmu nie widać też w cieśninie Ormuz. Amerykanie wysłali na Bliski Wschód trzeci lotniskowiec i utrzymują blokadę irańskich portów. Żelazna blokada z dnia na dzień staje się coraz silniejsza. Od Zatoki Omańskiej po otwarte oceany, nasza Marynarka Wojenna egzekwuje ją bez wahania i przeprosin. To przykład: amerykański okręt blokujący statek, który zmierzał do irańskiego portu. Teheran odpowiedział i również opublikował zdjęcie przejęcia kontenerowca powiązanego z USA. Dzięki takim niewielkim jednostkom Teheran nie tylko terroryzuje statki towarowe, ale rozmieszcza też miny. Dlatego prezydent USA wydał rozkaz ich niszczenia. Przeszczepy ratują przed śmiercią. To od naszej gotowości zależy, czy ktoś dostanie szansę - przypominają uczestnicy "Biegu po Nowe Życie". W inicjatywie biorą udział artyści, sportowcy, przedstawiciele świata nauki, dziennikarze, ale przede wszystkim ci, którzy dzięki transplantacji żyją. Potrzeby wciąż są ogromne, a zmagania niektórych pacjentów wyjątkowo dramatyczne. Mikołaj, jeden z najmłodszych pacjentów po transplantacji. Miał 8 miesięcy, kiedy wykryto u niego pogłębiającą się wadę serca. Po jego pierwszych urodzinach okazało się, że może nie przeżyć tygodnia. Konieczne było wszczepienie sztucznej komory serca. Podłączony do niej czekał na przeszczep 10 miesięcy. Nie było wiadomo, czy serce się znajdzie, końcówka była najgorsza. W końcu się udało i po przeszczepie Mikołaj szybko nadrabia czas, kiedy nie mógł chodzić i uczyć się tego, czego uczą się inne małe dzieci. Po przeszczepie jego uśmiech był jeszcze bardziej promieniujący, zawsze mówiłam, że ten jego uśmiech to jest podziękowanie. Rafał Kątny, dziennikarz, 8 lat temu miał przeszczep wątroby. Dla niego to była szansa nie tylko na nowe życie, ale też motywacja do całkowitej zmiany. Schudłem 40 kilogramów. Jestem dzisiaj pływakiem open, uprawiam aktywnie sport. Takich historii jest dziś tutaj więcej. Ponad sto osób po przeszczepie bierze udział w każdej sztafecie. Cecylia miała przeszczep serca jako 8-miesięczne dziecko. W każdej sztafecie, oprócz pacjentów, są dziennikarze, transplantolodzy i uczniowie. To już 15 lat "Biegu po nowe życie", pierwszy był w Wiśle na nartach. Zaczynaliśmy w 30 osób. Dzisiaj jest nas pół tysiąca. Liczba transplantacji od kilku lat stale rośnie. W zeszłym roku było to ponad 2000. To jest dla nas piękne święto. Każdy, kto ukończy bieg, dostaje medal. Ikona kultury, niepoprawny perfekcjonista i tytan pracy. Andrzej Seweryn świętuje 80. urodziny. Stworzył niezapomniane kreacje w tak głośnych produkcjach, jak "Ziemia obiecana", "Dyrygent", "Noce i dnie", "Bez znieczulenia" czy "Na srebrnym globie". Ponad 30 lat spędził we Francji. Jest jednym z najwybitniejszych polskich aktorów kinowych i teatralnych. Na swoim koncie ma wiele nagród i wyróżnień. Choć osiągnął w życiu zawodowym wszystko, do każdego projektu podchodzi tak, jakby był pierwszym. Perfekcjonista obdarzony niezwykłym wyczuciem czasu. Najnowszy spektakl Andrzeja Seweryna "Horacjusz" pokazuje, że klasyka wciąż potrafi być boleśnie aktualna. Zwraca pan uwagę nawet na takie szczegóły jak kostium, który trzeba delikatnie poprawić. Naturalnie. Rzeczywiście uważam, że trzeba porządnie wykonywać swoją robotę. Umieć grać, umieć oświetlić aktorów, przygotować im kostium, a potem powitać publiczność. Tak było zawsze. Ponad 70 filmów. Ponad 200 ról teatralnych na deskach całej Europy. Na ekranie spotykał się z największymi: Catherine Deneuve, Nastassja Kinski czy Leonardo DiCaprio. Mówimy o kinie najnowszym jak "Ostatnia rodzina" Matuszyńskiego. Mówimy o filmach francuskich: jak "AMOK" czy "Rewolucja francuska". Role, które przeszły do historii kina i teatru. Nagrody. Produkcje nominowane do Oscara i Złotej Palmy. Ponad pięć dekad pracy artystycznej i ani chwili rutyny. Egzamin do szkoły teatralnej. Nogi, które mi drżały. Pierwsze przedstawienie w Teatrze Ateneum. Wyjazd do Francji. Jako trzeci cudzoziemiec w historii dostał angaż w Comédie-Française - jednym z najbardziej prestiżowych teatrów świata. Nad Sekwaną spędził ponad trzy dekady. Miał taką ambicję, żeby grać bezbłędnie. Oczywiście on ma taką technikę i talent, że tego nie było widać. A jednak, jak mówi Agnieszka Holland, swoje najwybitniejsze role stworzył już po powrocie do Polski. Nie boi się ryzykować w ogóle. Podziwiam dlatego, że ja nie jestem aż tak elastyczna. Twórca, który nie daje się zamknąć w żadnych ramach. Z bliska podczas pracy nad filmem dokumentalnym obserwowała go także Agnieszka Gola. To jak zostaliśmy przyjęci na planie, jak nas traktował pan Andrzej, to było coś niesamowitego. Nigdy nie zwątpił w zawód aktora. Dla niego to coś więcej niż praca. On nie wypoczywa tak jak wszyscy, regeneruje się, tylko przygotowuje się do kolejnego zadania. Ja bym chciał, żeby moja rodzina była szczęśliwa, żeby zdrowie pozwoliło mi parę lat popracować w zawodzie i chciałbym, żeby cierpliwość mojej żony, Katarzyny cudownej i przepięknej, trwały dalej. Bo najważniejsze decyzje mistrz podejmuje już poza sceną. Szkoła Podstawowa nr 2 w Bolszewie w gronie laureatów ogólnopolskiej akcji "Polska na Tak". Z tej okazji na scenie wystąpił zespół Kombi. Inicjatywa TVP i Polskiego Radia promuje aktywność obywatelską, solidarność społeczną i współpracę międzypokoleniową. Jej ideą jest pokazanie, że nasze małe ojczyzny mają wiele do zaoferowania. Co takiego? Muzycznie i energetycznie dziś w szkole podstawowej numer 2 w Bolszewie. Ta szkoła mówi dziś całej Polsce: tak! W ramach ogólnopolskiej akcji "Polska na tak". Pokazali gazetkę szkolną, w której znajdziemy przygodę o nas, o naszych pasjach i zainteresowaniach. Doskonały przykład na to, że szkoła to nie tylko nauka. To jest miejsce realizacji marzeń, związywanie przyjaźni. Nasza szkoła jest najlepsza w Polsce. To jest piękna rekomendacja. Na sali gimnastycznej specjalnie ustawiona scena i dzisiaj zespół Kombi. - Jak było? - Super. Energetycznie, wszyscy tańczyli. Takiego wydarzenia jeszcze w szkole nie było. Szkoła podstawowa numer 2 w Bolszewie wśród 11 laureatów ogólnopolskiej akcji. Dziękuję za uwagę. Za chwilę Pytanie Dnia. Gościem Aleksandry Pawlickiej jest Bartosz Arłukowicz, wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej. Spokojnego wieczoru i do zobaczenia jutro o 19:30.