Wiążący wynik. Referendum w Krakowie ważne, prezydent miasta odwołany. Polityczne paliwo. Kto chce zyskać na aferze z fałszywymi alarmami? Zielona granica. Na wschodniej granicy powstanie pas naturalnych przeszkód. Dobry wieczór, zaczynamy "19.30". Zaczynamy od politycznej burzy w Krakowie i pytania, kto i kiedy zastąpi odchodzącego prezydenta. Referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego jest ważne - frekwencja wyniosła niemal 30%, nie była jednak wystarczająca do odwołania Rady Miasta Krakowa. Do czasu przyspieszonych wyborów miastem będzie zarządzać komisarz, a giełda nazwisk potencjalnych następców Miszalskiego ruszyła tak szybko, jak polityczny spór o samorząd na szczeblu centralnym. Radość w sztabie komitetu referendalnego. I choć to reakcja na sondażowe wyniki, to rano było już potwierdzenie. Prezydent miasta Krakowa został odwołany. Aleksander Miszalski po zaledwie 2 latach opuszcza gabinet prezydenta miasta. Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo ważną lekcją. Pełnienie funkcji prezydenta Krakowa było ogromnym zaszczytem i odpowiedzialnością. By referendum było wiążące, frekwencja musiała wynieść co najmniej 27%. Wyniosła niespełna 30. Za odwołaniem polityka zagłosowało 171 tysięcy osób. Koalicja Obywatelska traci prezydenta w Krakowie. Wyciągamy wnioski z tego referendum. Ono pokazało, że bardzo uważnie trzeba słuchać mieszkanek i mieszkańców, i że czasem jakieś małe błędy, jeśli nie będziemy ich korygować, mogą wywołać efekt kuli śnieżnej. Może nie na kulę, a na falę, liczy dziś PiS. Początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy się odejściem samego Tuska, bo dziś mamy do czynienia z odejściem Tuska krakowskiego. Te krzyki czy radość pana Czarnka powinny go kierować raczej do troski o kondycję PiS-u. PiS-owi spada, niech PiS spada. Ale prawdą jest, że w kampanii referendalnej nie było pomocy ze strony czołowych polityków Koalicji Obywatelskiej. Ta była, ale dwa lata temu. Do Krakowa przyjechał wtedy premier Donald Tusk. Nie uważa pan, że powinniście go wspierać? Absolutnie uważam, że w tego typu sytuacjach władze centralne, rząd czy politycy, nie powinni upolityczniać tego, co ma charakter lokalny. Miszalski stracił stanowisko przez wprowadzoną Strefę Czystego Transportu, podwyżkę cen biletów komunikacyjnych czy zadłużanie miasta - to opinia tych, którzy stoją za referendum. Został odwołany dlatego, że był bardzo złym prezydentem miasta Krakowa. To nie był atak na rząd Tuska, to nie było nasze mieszanie się w sprawy partyjne. Wieloletni prezydent Krakowa Jacek Majchrowski podkreśla, że na Miszalskiego wylała się fala hejtu opłacona przez kontrkandydata. Tam nie tylko ludzie Łukasza Gibały, który chce po raz 4. Startować, ale także Konfederacja i inni. To była cała koncepcja dotycząca odwołania i prezydenta, i rady. Rada Miasta nie została odwołana z powodu braku wystarczającej frekwencji, a wspomniany Łukasz Gibała, z którym Miszalski wygrał zaledwie 5000 głosów w wyborach samorządowych, jasnej deklaracji o starcie w wyborach jeszcze nie podjął. Są za to kandydaci, którzy ogłosili swój start. Wśród nich Marian Banaś czy Bartosz Bocheńczak z Konfederacji. Kto będzie kandydatem KO, jeszcze nie wiadomo. Trwają rozmowy. Nowa Lewica wystawi kandydata. Zapewnia marszałek Sejmu, choć w koalicji rządzącej są pomysły co do wspólnego kandydata. Chciałbym, żeby ta współpraca została tutaj w Krakowie pokazana, to będzie test naszego przywództwa. Za to PiS: Rozważamy bardzo mocno poparcie kandydata obywatelskiego, niezależnego. Na razie do czasu powołania komisarza miasta, a tego ma wskazać niezwłocznie premier, miastem będzie zarządzał sekretarz Krakowa. Kryzys nastąpił i tym kryzysem, wspólnymi siłami zarządzimy tak, żeby mieszkańcy go w ogóle nie odczuli. Przyśpieszone wybory muszą odbyć się w ciągu 90 dni od odwołania Aleksandra Miszalskiego. Najpewniej w drugiej połowie sierpnia. "Wystawiamy własne warty i patrole pod Belwederem, żeby chronić Karola Nawrockiego" - to oferta Ruchu Obrony Granic, bo jak twierdzi Robert Bąkiewicz, państwo nie chroni prezydenta wystarczająco. Dlaczego ruch pojawia się akurat przed Belwederem, to biorąc pod uwagę to, gdzie mieszka Karol Nawrocki, ciekawe pytanie. Ale w kwestii ochrony kluczowych osób w państwie są ważniejsze. Samozwańczy Ruch Obrony Granic dziś nie na granicy, a w centrum Warszawy. Takie patrole pojawiły się przed Belwederem. Jakie jest tutaj wasze zadanie przed Belwederem, będziecie pilnować bezpieczeństwa tego miejsca, lokatorów? Jesteśmy tu turystycznie. Ostatnio służby się bardzo kompromitują. Ale to nie turystyczny cel wizyty swoich ludzi wczoraj zapowiadał Robert Bąkiewicz. Prezydent tu mieszka? Podobno tak. Prezydent tu nie mieszka, a jedynie bywa przy okazji spotkań i uroczystości. Na miejscu są funkcjonariusze policji i Służby Ochrony Państwa. Pan Robert Bąkiewicz sam wprowadza destabilizację przed Belwederem. To są sytuacje, które nie powinny mieć miejsca. Do ochrony SOP nie było zgłoszone rodzinne mieszkanie Karola Nawrockiego na tym osiedlu w Gdańsku. Fałszywy alarm o pożarze oraz zagrożeniu życia i siłowe wejście strażaków do środka wzburzyły opozycję. To kolejny taki incydent u ludzi związanych z prawicą. Nie zadziałały żadne procedury, służby nie wyciągnęły żadnych wniosków. Dla PiS-u to polityczne paliwo. Posłowie tej partii o poranku ruszyli na kontrole do Komendy Głównej Policji i MSWiA. Chcą dymisji ministra Kierwińskiego. Kompletnie nie panuje nad służbami, kompletnie nie panuje nad tym, co dzieje się w Polsce. To jest po prostu biciem politycznej piany i szukaniem awantury, a nie odpowiedzi na pytanie, jak tą sprawą zarządzić, żeby ścigać tych, którzy dokonują takich fałszywych zgłoszeń. W policji działa specjalny zespół powołany po wcześniejszych fałszywych alarmach. Premier zapowiedział też przegląd procedur przyjmowania zgłoszeń alarmowych. Te, jak słyszymy w centrum powiadamiania ratunkowego, dziś są jednoznaczne. Nie rozgraniczamy, czy to jest anonimowe, czy nieanonimowe. Jest zagrożenie życia i zdrowia - przyjmujemy zgłoszenie i przekazujemy do służb. Zgłoszenia dotyczące mieszkania matki Karola Nawrockiego wpłynęły SMS-ami. Namierzenie sprawcy w tym przypadku może potrwać - uważa ekspert. Bo ktoś mógł się włamać i skorzystać z czyjegoś smartfona. Może się tak okazać i często się tak okazuje, że te osoby wcale nie mają pojęcia, że ich telefon, ich numer telefonu albo ich tożsamość została wykorzystana do wygenerowania takiego fałszywego zgłoszenia. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oczywiście wspiera tu policję, natomiast to policja i prokuratura będą informować o wszystkich ustaleniach. Dziś gdańska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie fałszywego alarmu w mieszkaniu rodzinnym prezydenta. Zostali przesłuchani uczestnicy tej akcji ratunkowej oraz ustalono numer, z którego było zgłoszenie. Sprawcy grozi od pół roku do 8 lat więzienia. Zbigniew Kapiński nowym pierwszym prezesem Sądu Najwyższego. Dotychczasowego prezesa Izby Karnej SN powołał prezydent Karol Nawrocki. Swoją funkcję sędzia Kapiński obejmie pojutrze. Procedura wyłonienia kandydatów na nowego pierwszego prezesa rozpoczęła się w lutym. Dopiero za trzecim razem udało się wybrać 5 kandydatów, spośród których prezydent wskazał sędziego Kapińskiego. Temu wyborowi zdecydowanie sprzeciwiał się prezes PiS-u Jarosław Kaczyński, zarzucając sędziemu, że w 2000 roku zasiadał w składzie Sądu Apelacyjnego, który orzekł, że Lech Wałęsa nie współpracował z SB. To jest poniedziałkowe wydanie "19.30", w którym mamy jeszcze m.in. takie tematy: Chwile grozy nad Alpami. Nie wiem, jak to się stało, że on jej nie zauważył, nie wiem, czy to słońce go oślepiło. Samolot wleciał w paralotnię. Spadochron zapasowy, ratunkowy, ona go użyła perfekcyjnie. Mimo że krzyczała, to bardzo dobrze wykonała całą procedurę. Tarcza Wschód ma odstraszać i zabezpieczać wschodnią granicę, ale warto tę ochronę wzmocnić, wykorzystując naturalne bariery, jak bagna, torfowiska czy doliny rzeczne, które często są pierwszą linią utrudniającą ruch wroga. Dziś w Ministerstwie Klimatu i Środowiska zaprezentowany został plan na modyfikację terenów leśnych przy wschodniej granicy. Gęste lasy, mokradła i bagna mają być w razie konfliktu naturalnym sprzymierzeńcem polskiej armii. To ma być Zielona Tarcza Wschód. Aby sprzęt ciężki, głównie czołgi albo transportery opancerzone, miały utrudniony albo niemożliwy przejazd na jakichś odcinkach. Albo, gdy przejadą, móc je kierować tam, gdzie się tego chce, a potem je niszczyć. Zielona, naturalna tarcza ma się ciągnąć wzdłuż granic z Rosją, Litwą, Białorusią oraz Ukrainą linią naturalnych umocnień. Złożoną z będącej zaporą dla obcych wojsk strefy no-go. To będzie 5 kilometrów od granicy państwa i obejmą teren około stu tys. hektarów obszarów leśnych. Oraz następującej po niej, dużo większej strefy slow-go. Radykalnie spowalniająca ruch wojsk lądowych ze strony naszych potencjalnych agresorów. Będzie wprowadzona na terenie do 50 kilometrów od granicy państwa i obejmie 700 tys. hektarów. Wszędzie tam władza chce zwiększać retencję, dbać o tereny podmokłe i znacząco ograniczać wyrąb lasów. Mniej ma być tam też dróg, które mogłyby ułatwić przeciwnikowi przerzut wojsk. Jeżeli żołnierze planują jakieś działania, czy to taktyczne czy operacje, to pierwsze co, to oceniają teren. Stąd las, wody, bagna, zabagnienia, wody gruntowe to jest zawsze taki element, który bardzo pomaga obrońcy i to trzeba bezwzględnie wykorzystywać. Przygraniczne samorządy mają dostać na ten cel prawie pół miliarda zł. A do 7-miesięcznych konsultacji zaproszono przyrodników. Nawet lekka piechota ma problem, aby przebyć takie obszary jak na przykład Puszcza Białowieska. Tarcza ma przygotować Polskę na jeszcze jedno zagrożenie - zmianę klimatu. Mogącą skutkować klęskami takimi jak ostatni pożar Puszczy Solskiej. Lasy się palą, nawet bagna się palą, więc jeżeli udałoby nam się tę wodę zatrzymać w środowisku, to zyskuje nie tylko obronność, ale też mieszkańcy, którzy od tej wody są zależni. I zyskuje też bioróżnorodność. Własne zielone linie umocnień tworzą też sojusznicy - Litwa, Łotwa, Estonia oraz Finlandia. W Polsce będą one częścią całej Tarczy Wschód - kosztującego 10 miliardów euro systemu umocnień mającego zabezpieczać nas od północy i wschodu. Swoje tarcze budują także państwa bałtyckie, które ostatnio mierzyły się z falą ataków dronowych, będących elementem walki hybrydowej. Jak Litwini komentują te prowokacje? Zarówno Litwini, jak i Polacy mieszkający nad Niemnem doskonale zdają sobie sprawę, że niepodległość krajów nadbałtyckich zawsze będzie solą w oku Kremla. I to naruszenie przestrzeni powietrznej jest kolejnym tego dowodem. Zakończone dzisiaj poszukiwania tego obiektu okazało się bezskuteczne. Nadal w 100% nie wiemy, co postawiło na nogi policję, wojska oraz tutejsza SG. Do tego dźwięku uczniowie polskiego gimnazjum w Wilnie są przyzwyczajeni. Ten, który usłyszeli w ubiegłym tygodniu w czasie lekcji, dźwięk alarmu przeciwlotniczego, wzbudził jednak niepokój. Zajęcia w natychmiast przerwano i choć to nie były ćwiczenia, skończyło się na strachu. Nie było żadnej paniki ze strony nauczycieli, wszyscy zachowywali spokój. Jest taki lęk trochę, ale miejmy nadzieję, że takie coś nie powtórzy się. Tej nadziei nie podzielają eksperci. Ich zdaniem przyczyną ogłoszenia alarmu było wtargniecie w przestrzeń powietrzną Litwy niezidentyfikowanego drona. Prezydenta i premier kraju ewakuowano do schronów, czasowo zamknięto lotnisko w Wilnie. Miasto, a nawet państwo nie jest przygotowane, w takim stopniu przynajmniej jak na przykład Finlandia. Okazało się, że procedury, które wymyślono w czasie pokoju, niespecjalnie działają. Okazało się, że wielu kierowników instytucji nie wie, jak się zachować. To sparaliżowało na krótki czas bardzo wiele działalności i nie do końca wiadomo, co to było. Drona, który postawił na nogi system obronny Litwy, dotąd nie odnaleziono. Ale Wilno nie ma wątpliwości, gdzie szukać źródła zagrożenia. Putin, Haga czeka na ciebie. Litwini nie mają wątpliwości - prezydent Rosji odpowie za swoje zbrodnie przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Ten plakat to niejedyna widoczna w Wilnie oznaka solidarności z Ukraińcami. Choć Wilno i ukraiński front dzielą setki kilometrów, Litwini na każdym kroku okazują wsparcie dla Kijowa. Sami mocno odczuwają efekty wojny hybrydowej. Jednym z jej elementów jest dezinformacja. Cel Kremla to wywołanie konfliktu między Litwinami a największą na Litwie mniejszością narodową - Polakami. Badania pokazują, że ogólnie to nie jest może skuteczne w przekonaniu poszczególnych osób do tego typu racji, ale jest skuteczne w budowaniu pewnej atmosfery. Atmosfery strachu i niepewności, której kraje nadbałtyckie nie zamierzają się poddać. Wspierać chce ich Bruksela. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jutro Litwę ma odwiedzić Ursula von der Leyen. Przewodnicząca Komisji Europejskiej ma spotkać się z przywódcami krajów nadbałtyckich, a w agendzie spotkania m.in. wzmocnienie zdolności obronnych tego regionu. Jaki jest plan porozumienia na linii Waszyngton - Teheran? Doniesienia dotyczące trwających negocjacji są wyłącznie nieoficjalne i często sprzeczne. Wysocy rangą amerykańscy urzędnicy mówią o zbliżaniu się do finału rozmów, możliwym otwarciu cieśniny Ormuz i oddaniu wzbogaconego uranu przez Iran, czego Teheran nie potwierdza. Jaki jest stan gry o pokój w regionie? Załoga tego brytyjskiego okrętu desantowego zacumowanego na Gibraltarze czeka tylko na rozkaz. Wyładowany amunicją i dronami morskimi do poszukiwania min okręt może ruszyć w każdej chwili do cieśniny Ormuz. To są czujniki, których możemy użyć do wykrywania i identyfikacji min. Mają sonar, który skanuje dno morskie, dając nam obraz tak dobry, że widać dokładnie, co jest poniżej. Międzynarodowa misja odminowywania cieśniny Ormuz ma być odpowiedzią sojuszników na wcześniejszą krytykę Donalda Trumpa i wkładem w przywrócenie sparaliżowanej żeglugi w Zatoce Perskiej. Firmy ubezpieczeniowe potrzebują absolutnej pewności, jeśli chcemy ponownie przeprowadzać po 120 statków przez cieśninę Ormuz. Jednak rozkaz "cała naprzód" dla brytyjskiej jednostki zostanie wydany dopiero, gdy USA zawrą porozumienie z Iranem. Amerykańskie media sugerowały, że to już niemal pewne. Na stole mamy całkiem solidną umowę, jeśli chodzi o ich zdolność do otwarcia cieśniny i rozpoczęcie realnych, czasowo ograniczonych negocjacji w sprawach nuklearnych. Donald Trump naciska na Iran, mówiąc "wszystko albo nic". I wzywa wszystkie biorące udział w negocjacjach do podpisania porozumień abrahamowych, czyli dokumentu normalizującego stosunki z Izraelem. O umowie z Waszyngtonem dużo ostrożniej mówi Teheran. Według władz irańskich głównym celem rozmów pozostaje zakończenie wojny na wszystkich frontach. Negocjowany dokument nie zawiera też szczegółów dotyczących zarządzania cieśniną Ormuz. Twierdzenie, że podpisanie umowy jest nieuchronne, tak nikt nie może powiedzieć. Wciąż bowiem nie wiadomo, czy dojdzie do porozumienia w sprawie irańskiej kontroli nad żeglugą i pobieraniu ewentualnych opłat, a tego chciałby Iran. Bliska perspektywa wznowienia ruchu przez cieśninę Ormuz, czyli jeden z kluczowych szlaków dla transportu surowców energetycznych, sprawiła, że ceny ropy znów zaczęły spadać na światowych rynkach. Tragiczny wypadek na kolei. W miejscowości Garbatka w Wielkopolskiem pociąg zderzył się z ciężarówką. Zderzenie było tak mocne, że dwa główne człony pociągu wykoleiły się. Jedna osoba nie żyje, kilkanaście jest rannych. Do wypadku doszło na przejeździe kolejowym, który nie jest wyposażony w zapory. Pociąg jadący z Rogoźna do Poznania uderzył w samochód ciężarowy z naczepą. Na miejscu pracowało 11 zastępów Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej. Linia kolejowa jest zablokowana. Pociągi dalekobieżne skierowano na objazdy, a dla połączeń lokalnych wprowadzono autobusową komunikację zastępczą. Na razie nie wiadomo, ile potrwają utrudnienia w ruchu pociągów. Bajeczny podniebny krajobraz, który w ułamku sekundy zamienia się w dramatyczną walkę o przetrwanie. W austriackich Alpach 44-letnia paralotniarka cudem uszła z życiem po zderzeniu z samolotem. Na umieszczonym w sieci nagraniu widać moment, w którym Cessna dosłownie taranuje paralotnię. Służby wyjaśniają przyczyny wypadku, a kobieta w Internecie pisze, że właśnie urodziła się na nowo. Spokój nad alpejskimi szczytami przerwał huk silnika. Chwilę później Cessna rozdarła czaszę paralotni na strzępy. Potem kilkadziesiąt sekund walki o życie, wszystko rejestruje kamera paralotniarki. W takiej sytuacji jest wyrzut adrenaliny i jest tylko i wyłącznie to zadanie do wykonania, dopiero potem przychodzą jakieś refleksje. Kobieta błyskawicznie otworzyła spadochron, o kontrolowaniu lotu nie ma już mowy. Nie ma możliwości sterowania, spadnie tam, gdzie spadnie. Skończyło się na strachu, siniakach i stłuczeniach. Do wypadku doszło w sobotę nad rejonem Piesendorf koło Salzburga w Austrii. Tu go chyba usłyszała. Według ustaleń austriackiej policji, kobieta leciała prosto, samolot, który znalazł się na tej samej wysokości, uderzył w nią od tyłu. Każdy pilot powinien, chociaż nie ma obowiązku, posiadać spadochron zapasowy, ratunkowy, ona go użyła perfekcyjnie. Pilot samolotu także wylądował bezpiecznie. Wiele wskazuje, że 10-metrowego skrzydła paralotni nie zauważył. Paralotnia, jako że jest pojazdem bez silnika, on powinien zwracać uwagę i ją ominąć. Ruch w powietrzu można śledzić na takim urządzeniu. Choć nie ma obowiązku zgłaszania lotów paralotnią, to taka informacja przekazana służbie informacji lotniczej może uratować życie. Samolot zazwyczaj ma transponder i taki fisowiec woła przez radio: uważaj, w rejonie, w którym latasz, są zgłoszone loty paralotniowe. Tomasz Brodnicki kończy kurs paralotniarski. Jednym z jego elementów jest korzystanie ze spadochronu. Jeśli się skupimy, oddamy się temu w całości, to to jest bezpieczne. Pod koniec kwietnia z niewyjaśnionych przyczyn paralotniarz spadł na jedną z posesji w Inowrocławiu. Upadek zamortyzowały tuje. Ze złamana nogą trafił do szpitala. Z nadejściem wiosny w miastach robi się zielono, ale od pewnego czasu to także ożywiona dyskusja o koszeniu trawy. Dla zwolenników walki ze zmianami klimatu ograniczenie koszenia chroni miejski ekosystem. Z drugiej strony argumenty, że przystrzyżony trawnik to bezpieczeństwo kierowców i pieszych czy lepsze warunki dla alergików. To już nie fanaberia, a konieczność. Naukowcy przekonują, że kwitnące miejskie łąki zamiast równiutko przystrzyżonych trawników to dla miasta i jego mieszkańców same plusy. Po to, żeby nam się nie tylko estetyczniej żyło, ale żeby nam się przede wszystkim lepiej żyło. Profesor Przemysław Bąbelewski z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu od 10 lat przekonuje, że ograniczenie koszenia traw to korzyść dla roślin, zwierząt i ludzi. A miejskie łąki zyskują znaczenie zwłaszcza teraz, gdy coraz częściej doświadczamy suszy. Woda, która spływa z trawnika niekoszonego, to ona się na tych roślinach osadza i stopniowo wsiąka w glebę. Korzyści? Rośliny lepiej rosną, jest ich coraz więcej, a to oznacza też coraz więcej zwierząt. Łąka lepiej oczyszcza powietrze, a w upały pomaga nieco obniżyć temperaturę. Zostawienie tej wilgoci, tego zapasu wody, jest o wiele bardziej efektywne w trawniku. We Wrocławiu takie widoki można spotkać w wielu częściach miasta. Od kilku lat koszenie ograniczone jest do miejsc, które wymagają tego ze względów bezpieczeństwa, jak na przykład przy drogach i skrzyżowaniach. Tam, gdzie można, trawy koszone są tylko dwa razy w sezonie. Jest to koszenie, ale z taką opcją zostawienia trawy, żeby się rozsiała, nie tylko trawy, ziół, które tam rosną, i efekty tego widzimy. Widzą też mieszkańcy. To jest coś wspaniałego, to jest natura, to jest dla oka przyjemne, to jest dla ludzi i to jest dla zwierząt, czyli dla owadów bardzo przydatne. Dobrze, znaczy bardzo dobrze, jakby pszczółki, zwierzątka, a poza tym kwiatki, no ładnie pachnie, ładnie to wygląda. A oprócz tego taka mała retencja to sposób na walkę ze współczesnymi problemami zabetonowanych miast. Mimo że mamy dopiero maj i przez Polskę przeszła ostatnio fala opadów, po raz kolejny IMGW ostrzega przed suszą hydrologiczną w kilku miejscach kraju. Dlatego na początku sezonu koszenia eksperci przypominają. Nie wszystko wszędzie jednakowo, tylko uczmy się takich nawyków, które pozwolą nam przede wszystkim zachować różnorodność biologiczną większą niż na takim gołym trawniku, a zwiększamy w ten sposób retencję wody. Tym bardziej, że to inwestycja, która nie wymaga dodatkowych kosztów, a efekty cieszą oko każdego, nie tylko naukowców. Historyk kina, krytyk filmowy, reżyser, publicysta i scenarzysta. Nie żyje Stanisław Janicki - autor legendarnego programu "W starym kinie", najdłużej nadawanej audycji filmowej w historii polskiej telewizji. Miał 92 lata. "W starym kinie" - najdłużej nadawany programu filmowy w historii polskiej telewizji. Stanisław Janicki pojawił się na ekranie w 1967 roku i prowadził ten program do końca XX wieku. Był i pozostanie postacią kultową w polskim kinie. Jego cykl "W Starym Kinie" ocalał od zapomnienia postaci międzywojennego kina polskiego i światowego. Myślę, że wielu z nas pokochało kino dzięki tym opowieściom. Tylnojęzykowe "r" i charakterystyczne czarne okulary, którymi bronił się przed ostrym światłem. Styl przedwojennego dżentelmena i ogromna erudycja. Postać, której dzisiaj w telewizji już nie ma, intelektualista z krwi i kości, ale też kinoman, który kochał dziesiątą muzę, potrafił o niej opowiadać z zaangażowaniem i pasją. Pisarz, dziennikarz, scenarzysta, historyk kina. Dla pokoleń filmowców i krytyków był wzorem i nauczycielem. Nawet jak siedział nieporuszony na krzesełku za stolikiem i robił wprowadzenia do starego kina, było to fascynujące, nie można było od tego uciec ani odejść na sekundę. Audycja "Moje pierwsze filmy", rok 1972 i wywiad z Kazimierzem Kutzem. Fascynowało go nie tylko stare kino, ale filmy z całego świata. Polskim czytelnikom przybliżał także kino japońskie. O dziesiątej muzie napisał jedenaście książek. A jego życie i praca w telewizji same stały się tematem książki Andrzeja Pacuły. Zobaczyłem człowieka pełnego energii, planów artystycznych na przyszłość, nieustannie ciekawego świata. Artysta telewizji, człowiek, który nieustannie podążał za swoimi marzeniami. Urodził się w Czechowicach, ale bardziej związany był z Bielskiem-Białą. To tu przez 15 lat powstawał ten cykl. Wielki smutek dla kultury nie tylko w naszym mieście, ale dla kultury w Polsce, dla kina. Stanisław Janicki miał 92 lata. Na koniec dla państwa zapowiedź wyjątkowego muzycznego wieczoru. Gala Fryderyki, czyli rozdanie najważniejszych polskich nagród muzycznych już dziś. Ile statuetek czeka na artystów i kto ma największe szanse na wyjątkowe wyróżnienie? Grupa ma otrzymać dziś Złotego Fryderyka, czyli nagrodę za całokształt twórczości. Aż 4 nominacje trafiły do Kubana. M.in. za album roku hip-hop. To bardzo mocna kategoria. Artysta, który podbił serca fanów nie tylko muzyką, ale też działalnością. Najpierw Diss na raka, później słynna akcja z Łatwogangiem i ponad 280 mln złotych na rzecz fundacji Cancer Fighters. Druga jest Kasia Lis. Ja już państwu dziękuję, za chwilę Justyna Dobrosz-Oracz zaprosi państwa na Pytanie dnia i rozmowę z wicemarszałkinią Senatu Magdaleną Biejat. Do zobaczenia.