Europa z pomocą. Są już pierwsze ustalenia Konferencji Odbudowy Ukrainy. Burzliwe obrady. Prezydent Warszawy tłumaczy się radnym za Szpital Południowy. Lista porad, czyli jak przetrwać najbliższe upalne dni i noce. Witam i zapraszam na "19.30". Pierwsze konkrety podczas gdańskiej Konferencji Odbudowy Ukrainy padły już z samego rana: to ponad 3 mld euro z unijnej pożyczki, które Kijów wykorzysta na podreperowanie budżetu. Ale ten pierwszy dzień gdańskiej konferencji obfitował nie tylko w wielkie kontrakty, ale też wielką dyplomację i ważne symbole. O nie pytamy już Bartosza Filipowicza, który jest w Gdańsku. Co wybrzmiewa najbardziej? Zdecydowanie chęć dalszej współpracy Polski i Ukrainy mimo politycznych napięć. Głównie między prezydentami. Ale jednak prezydentów tutaj w Gdańsku nie było. Była premier Ukrainy, która dziękowała Polakom za wsparcie. Z kolei premier Donald Tusk mówił o tym, że do pełnego pojednania jest ważne zrozumienie historii, ale też przyszłość. Była też mowa o solidarności z Ukrainą. Europejska solidarność i dzięki niej odbudowa po wojnie będzie możliwa. Kilkadziesiąt delegacji z całego świata. Gdańsk stał się dziś światowym forum rozmów o pomocy Ukrainie. Wszyscy jak tu jesteśmy, ale też wszyscy w Polsce, wszyscy w Ukrainie i w Europie wierzymy w to, że Ukraina oprze się rosyjskiej agresji i że nasze plany odbudowy Ukrainy to nie jest miraż. To może być możliwe przede wszystkim dzięki dołączeniu Ukrainy do rodziny unijnej. Szefowa Komisji Europejskiej mówiła o otwarciu pierwszego etapu negocjacji. Kolejny krok to odbudowa kraju, na którą Unia przeznaczy 90 mld euro pożyczki w ciągu dwóch lat. Pierwsza transza już jest. 3,2 miliarda euro wsparcia finansowego. Jestem szczęśliwa i dumna, że mogę ogłosić, że tę transzę przekazujemy dziś. Tu też swój udział ma Polska. Nie byłoby tej odbudowy, gdyby nie zastrzyk środków finansowych. Tu Polska też bierze udział w stworzeniu specjalnego funduszu. Szefową ukraińskiej delegacji była premier Ukrainy, która przypomniała o wdzięczności wobec Polski. Drodzy Polacy, bardzo dziękuję za waszą pomoc, którą okazaliście wówczas, kiedy była nam najbardziej potrzebna. Wielokrotne podziękowania dla narodu polskiego wybrzmiały dziś jeszcze mocniej, bo w tle jest nieobecność Wołodymyra Zełenskiego na konferencji. Wszystko przez napięte relacje między prezydentami Ukrainy i Polski. Relacje polityczne nie mają wpływu na kwestie biznesowe - mówi minister finansów. Dziś rozmawiał z ukraińskim biznesem w sprawie kontraktów dla polskich firm. Moją rolą jest to, aby zabezpieczyć udział polskich firm w tych zleceniach. To spotkanie pozwala udowodnić, że biznes potrafi ponad podziałami rozmawiać ze sobą. Bo gdańska konferencja to głównie miejsce negocjacji dla przedsiębiorców. Na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy do Gdańska przyjechało ponad 80 delegacji, prawie 5000 uczestników. To nie tylko politycy, to także przedstawiciele biznesu, przedstawiciele polskiego biznesu. Jest ich tutaj wielu i zamierzają brać czynny udział w odbudowie zniszczonej przez wojnę Ukrainy. To wielkie koncerny, duże przedsiębiorstwa, ale i małe firmy. Każda taka konferencja, każde takie spotkanie przybliża nas do tego, by te kontrakty wspólnie realizować. Odbudowa Ukrainy ma według szacunków wynieść 500 mld dolarów. Jak mówi minister Domański, Polska musi mieć zagwarantowany udział w części tych środków. Dzisiaj nie powiemy, czy to będzie 2, 5, czy 25%, natomiast wiemy, że polskie firmy są gotowe, bo z nimi rozmawiamy. Nie ma branży czy sektora, w którym nie ma ogromnych potrzeb w Ukrainie. Na liście PAIH zarejestrowało się ponad 3500 firm, deklarując chęć udziału w procesie odbudowy Ukrainy. W trakcie konferencji spodziewane jest podpisanie 160 umów gospodarczych na kwotę ponad 9 mld euro. My jesteśmy naturalnym hubem logistycznym dla Ukrainy. Musimy zrobić wszystko, żeby później po wojnie Polska była zapleczem logistycznym dla odbudowy Ukrainy Gdańsk oprócz areny negocjacji biznesowych stał się dziś także miejscem spotkania premierów państw wschodniej flanki NATO i przewodniczącej Komisji Europejskiej. Flanka wschodnia dzisiaj w Gdańsku pokazała pełną jedność i solidarność. Niech to będzie znak ostrzegawczy dla wszystkich, którzy coś złego planują wobec kogokolwiek z nas i naszych państw. Premierzy zapowiedzieli dalszą ścisłą współpracę w zakresie bezpieczeństwa. To jest "19.30" w czwartek, a dziś jeszcze o: Głośnej zbrodni sprzed 30 lat. Oskórowanie żywcem człowieka. Jest finał zbrodni z Krakowa. Oddala kasację. Nie jest on sprawcą zabójstwa. Żadnych dowodów, śladów DNA, motywu. "Wszyscy odpowiedzialni poniosą konsekwencje" - obiecuje prezydent Warszawy podczas bardzo burzliwego posiedzenia Rady Miasta. Rafał Trzaskowski dziś po raz pierwszy tłumaczył się z nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. "Problemy z ewidencją pracy były, saloniku VIP - nie" - powiedział prezydent, ale nie wszystkich przekonał. Na sali słychać było krzyki "skandal" i "referendum". Po raz pierwszy dziś reaguje też Ministerstwo Zdrowia. Wnioski o odwołanie urzędników miejskich, transparenty i gorąca wymiana zdań między radnymi. Nam zależy, żeby ustalić prawdę. Tak wyglądało posiedzenie Rady Miasta, zdominowane przez dyskusję o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Pani Aldona Machnowska-Góra była w radzie nadzorczej Szpitala Południowego. Nie uwierzymy, że jest ślepa, głupia i nic nie wiedziała o tej sprawie. Jeżeli w toku audytów, postępowania prokuratury stwierdzone zostaną naruszenia procedur lub przymykanie oka na nieprawidłowości, nie będę się wahał ani minuty z podjęciem decyzji. Dyskusja w sprawie stołecznego szpitala zbiegła się z wotum zaufania i absolutorium dla Rafała Trzaskowskiego. Nie boję się o Rafała, ale musi wyciągnąć wnioski, także personalne, odnośnie ludzi, z którymi pracuje, na których scedował odpowiedzialność, a którzy, jak widzimy, nie zawsze odpowiedzialni byli. Za udzieleniem absolutorium jest Koalicja Obywatelska, która ma w radzie większość. Przeciwko - PiS i Lewica. Rozumiem emocje, rozumiem też chęć politycznej gry, ale tu chodzi o jasne dla wszystkich ustalenie faktów, czy sytuacje, o których mówił były ordynator, miały miejsce. Rafał Trzaskowski odnosi się do tej wypowiedzi Emila Jędrzejewskiego. Absurdalny zarzut. Mówi nam następca Jędrzejewskiego na stanowisku ordynatora chirurgii w Szpitalu Południowym. Lekarza sygnalistę zna od wielu lat i wysoko ocenia jego kompetencje jako chirurga. Tym bardziej zaskoczyły go publiczne oskarżenia. Jak to jest możliwe - przychodzi młody człowiek, który morduje innego człowieka w SOR-ze, zakłada mu rurkę intubacyjną, bo taki zarzut, zdaje się doktor Jędrzejewski, postawił, obserwuje to kilka osób i co? Nic nie mówią? Prokuratura, NFZ i Ministerstwo Zdrowia sprawdzają, czy były nieprawidłowości. Wszystko, co może podważać zaufanie i poczucie bezpieczeństwa pacjentów do systemu ochrony zdrowia, powinno być wyjaśnione w sposób bardzo rzetelny. Tym bardziej że chodzi o duży stołeczny szpital. Szpital Południowy, SOR według danych, którymi dzisiaj dysponujemy, jest bezpiecznym miejscem do leczenia. Przypomnijmy, że lekarz, który publicznie w mediach mówił o nadużyciach w placówce... Nie zgłosił tego organom ścigania. ...pytania skwitował milczeniem. Nie odpowiadał też wczoraj na pytania prokuratorów. Na jaw wyszedł też spór pomiędzy odwołanym koordynatorem SOR-u Dawidem Kacprzykiem a Emilem Jędrzejowskim. Dziennikarz "Gazety Wyborczej opublikował notatkę, którą młody lekarz milioner złożył w zarządzie szpitala. Potem Jędrzejewski miał pchnąć lekarza z SOR-u. Sam ordynator chwilę później został zwolniony. Jest kilka obszarów, które muszą być, jeśli chodzi o niego, wyjaśnione przez niezależnych śledczych. PiS proponuje inne rozwiązanie. Przygotowujemy już odpowiednią ustawę przez Komisję Zaufania Publicznego. Żądam komisji śledczej. Mówiący te słowa Morawiecki domaga się komisji śledczej, a sam ma postawione zarzuty. To jest kpina PiS-u. Systemowych zmian domaga się samorząd lekarski. Żądamy wręcz od pana premiera tego, by jak najszybciej wprowadzić rozdzielenie polityki od ochrony zdrowia. Naczelna Izba Lekarska chce też ujednolicenia maksymalnego czasu pracy i zmiany wycen świadczeń medycznych. Nie ukrywam, że była to zawsze presja na rzecz ochrony status quo. Premier i ministerstwo są gotowi do rozmów. 6 stycznia 1999 roku w krakowskim odcinku Wisły znaleziono fragmenty skóry i ciała kobiety. Ofiarą okazała się 23-letnia studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. To była jedna z najbardziej brutalnych zbrodni w nowoczesnej Polsce i do dziś pozostaje nierozwiązana. 4 lata temu Sąd Okręgowy w Krakowie uznał co prawda Roberta Janczewskiego winnym zabójstwa Katarzyny Z., ale najpierw uniewinnił go sąd apelacyjny i dzisiaj Sąd Najwyższy i ten wyrok jest ostateczny. Oddala kasację jako oczywiście bezzasadną. To koniec sądowej sprawy Skóry. Sąd Najwyższy nie dał prokuraturze kolejnej szansy. Oddalił kasacje w głośniej sprawie zabójstwa studentki z Krakowa. Robert Janczewski jest niewinny. Na tym etapie postępowania kończy się jego oskarżenie i podejrzewanie od tych 30 lat na nim ciążące o tym, że nie jest on sprawcą zabójstwa. Prokuratura chciała ponownego procesu. Obrona przekonywała, że nie ma do tego żadnych podstaw. Sąd wskazał coś jeszcze - porażkę organów ścigania. Nie doprowadziły, i to chyba w tym okresie jak najbardziej wczesnym, do złapania osoby, która w taki sposób brutalny doprowadziła do zgonu, do oskórowania, do zbeszczeszczania zwłok pokrzywdzonej Katarzyny Z. Na ten wyrok czekano 9 lat. Przed chwilą rozmawiałem z Robertem. Mogę powiedzieć, że i Robert, i my jako obrońcy jesteśmy bardzo, tak po ludzku, szczęśliwi. Prokuratura odmówiła komentarza. Sprawa jednak mówi sama za siebie - tysiące stron akt, setki poszlak i żadnego dowodu, który mógłby jednoznacznie wskazać Janczewskiego jako winnego. Dzisiejsza decyzja zamyka sądowy spór. Nie zamyka jednak historii, która od blisko 30 lat pozostaje jedną z największych zagadek polskich spraw kryminalnych. Listopad 1998 roku. Znika Katarzyna Z. Kilka tygodni później z Wisły wyławiane są fragmenty jej ciała. Makabryczna zbrodnia przechodzi do historii jako sprawa Skóry. Ta skóra została odcięta od ciała w fachowy sposób. Wygląda na to, że ta osoba, z której zdjęto tę skórę, jeszcze w tym momencie żyła. Przez blisko 20 lat śledczy nie potrafili wskazać sprawcy. W 2017 roku zatrzymano Roberta Janczewskiego. Oskarżono go o brutalne zabójstwo i zbezczeszczenie zwłok. Nieprawomocnie skazano go na dożywocie. Proces opierał się wyłącznie na poszlakach. Taka samowola w interpretacji dowodów, kiedy nic nie wiadomo na pewno, ponieważ ta układanka, te puzzle nie pozwalają się w najistotniejszej części ułożyć. Nie wiemy, co ten obrazek przedstawia, i nie wiemy, jak ta zbrodnia wyglądała. 7 lat spędził w areszcie tymczasowym. Przez większość pobytu nie miał prawa do telefonu i kontaktu z rodziną. Na wolność wyszedł dwa lata temu po wyroku sądu II instancji. Nie jestem potworem, nikogo nie zabiłem, nikomu nie zrobiłem krzywdy. Ten rozdział jego życia właśnie się skończył. Odpowiedzi na najważniejsze pytanie: kto zabił i oskórował Katarzynę Z., wciąż nie ma. Dwie osoby zginęły w katastrofie awionetki w Warszawie. Samolot miał wylądować na Lotnisku Bemowo, ale runął na ziemię i stanął w płomieniach w okolicach ośrodka szkolenia kierowców, gdzie odbywała się nauka jazdy. Awionetka była całkowicie objęta ogniem, pożarem. Dopiero po ugaszeniu można było podjąć jakieś inne działania. Podczas tych działań zostały zlokalizowane dwie ofiary śmiertelne. Poszkodowane zostały także dwie osoby, które znajdowały się na placu manewrowym. Jednej udzielono pomocy na miejscu, drugą przewieziono do szpitala. Przyczyny wypadku wyjaśni teraz Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. I jeszcze wiadomość sprzed kilkudziesięciu minut. W Wielkopolsce w gminie Białośliwie doszło do zderzenia dwóch pociągów pasażerskich. Na razie wiemy o dwóch osobach poszkodowanych. Zderzyły się pociąg regionalnych kolei i PKP Intercity - tak brzmią wstępne ustalenia. Zgłoszenie w tej sprawie trafiło do strażaków chwilę po godzinie 18.00. Według wstępnych informacji przekazanych przez służby dwie osoby zostały ranne. Na miejscu pracuje ponad sześć zastępów straży pożarnej. Trwa ustalanie, ile osób podróżowało pociągiem Intercity. W Warszawie było równo cztery minuty po północy, gdy w Wenezueli po raz pierwszy zatrzęsła się ziemia. 39 sekund później nastąpił drugi wstrząs. I ta jedna minuta wystarczyła, by z ziemią zrównać przedmieścia Caracas. To było najgorsze trzęsienie ziemi w Wenezueli od ponad stu lat. Pierwszy bilans to 164 ofiary, ale mogą być ich dziesiątki tysięcy. Spod gruzów słychać głośne błagania o pomoc. El Junquito na przedmieściach Caracas. Potężne trzęsienie ziemi w kilka sekund zmiotło ten budynek z powierzchni ziemi. Autor tych zdjęć ledwo uszedł z życiem. A tu moment wstrząsów na lotnisku w wenezuelskiej stolicy. Zniszczenia są na tyle poważne, że port został zamknięty. Spójrzcie, to katastrofa, wszystko zniszczone. Sytuacja jest poważna. Trzęsienie ziemi o dużej sile. Teraz już wiemy, jak wielkiej. Magnituda pierwszego wstrząsu wyniosła 7,2, drugiego 7,5. Według Amerykańskiej Służby Geologicznej to najsilniejsze trzęsienie ziemi, jakie nawiedziło ten kraj od blisko 130 lat. Schodziliśmy w pyle, nic nie było widać. To wyglądało jak horror. Przedzieraliśmy się przez gruzy. Trwa walka z czasem, bo pod gruzami są ludzie. Jenser Gevara został wyciągnięty spod ruin, po tym jak jego dom się zawalił. Trzęsło się coraz mocniej. Trzymałem się ściany, a potem zaczęło ustępować. Najbardziej zrujnowane są okolice nadmorskiego miasta La Guaira, około 30 km od Caracas. Strażacy skarżą się jednak na brak koordynacji i pomocy rządu. Sytuacja jest krytyczna. Nie mamy ciężkiego sprzętu, nikt nam nie pomaga, brakuje ludzi. Wenezuela to państwo bankrut - pogrążone w kryzysie gospodarczym i politycznym. Prezydent kraju został zatrzymany przez amerykańskie służby i czeka na proces w USA. Pełniąca obowiązki prezydenta Delcy Rodriguez ogłosiła stan La Guaira strefą klęski żywiołowej. Zawaliły się dziesiątki budynków. Obecnie prowadzimy operacje, by uratować jak najwięcej istnień. Deklaracje pomocy płyną z całego świata. Waszyngton już wysłał swoje ekipy do "nowych i wspaniałych przyjaciół", jak określa teraz Wenezuelczyków Donald Trump. Jadą ekipy poszukiwawczo-ratownicze z Fairfax w Wirginii i z Los Angeles, będą kolejne. To jest teraz najpilniejsza potrzeba. Informacje o liczbie zmarłych i rannych nie są ostateczne. Według amerykańskich geologów należy spodziewać się wysokiej liczby ofiar. Dla żołnierzy wojsk specjalnych operacje najwyższego ryzyka to chleb powszedni. Ale wojna w Ukrainie pokazała, że najtrudniejsza w ich pracy jest ewakuacja rannych. Pod ciągłym odstrzałem każda sekunda decyduje o losie żołnierza. Dlatego w słowackim Lest wojska specjalne z państw NATO ćwiczą ewakuację medyczną, by doskonalić współpracę i procedury. Na poligonie był Igor Sokołowski. Tak szkolą się najlepsi. Tu trzeba działać szybko i mieć oczy dookoła głowy, bo nigdy nie wiadomo, skąd zaatakuje przeciwnik. Każdy błąd może drogo kosztować. Tak wyglądają ćwiczenia wojsk specjalnych. Tu nie ma taryfy ulgowej. Bo chociaż to tylko symulacja, to ci żołnierze zawsze muszą być gotowi w 100%, w każdej sytuacji. Pojechaliśmy z naszą kamerą na największy słowacki poligon w mieście Lest, by na własne oczy zobaczyć, jak kilkuset żołnierzy z 9 krajów NATO przez kilka dni przechodzi szkolenie z ewakuacji medycznej. Wynika to przede wszystkim z infrastruktury i możliwości na tym poligonie, a to, co ćwiczymy, dotyczy najbardziej aktualnych konfliktów i tego, do czego powinniśmy być przygotowani. Czyli do pełnoskalowego konfliktu. Kolejna doba bez snu, w pełnym rynsztunku. Na termometrze ponad 30 stopni. Ale specjalsi nie szukają wymówek. Zdecydowanie nie jesteśmy w warunkach lekkich, łatwych i przyjemnych. Ze względu na charakter prowadzonych działań ratownicy wojsk specjalnych muszą pozostać anonimowi. Pokazanie ich twarzy mogłoby grozić ich bezpieczeństwu. Zarówno stres występuje, jak i adrenalina, ale także zmęczenie. Ta adrenalina trzyma nas przy tym, żebyśmy tych błędów popełniali jak najmniej. Bo ich służba to nie tylko walka o zdrowie i życie drugiego człowieka, ale też zadbanie o własne bezpieczeństwo. Bo jak pokazała rosyjska agresja na terenach Ukrainy, międzynarodowe prawo humanitarne przestało obowiązywać. Niestety medyk jest jednym z głównych celów, ponieważ to on ratuje życie żołnierzy, którzy mogliby walczyć dalej, dlatego starają się wyeliminować medyków. Transport poszkodowanego, który może trwać nawet kilka godzin, bo konwój musi unikać ostrzału, operacje przeprowadzane przy minimalnym oświetleniu - scenariusz szkolenia musi jak najmniej odbiegać od rzeczywistości. Zajrzeliśmy też do polowego laboratorium współtworzonego przez naukowców z Uniwersytetu Rzeszowskiego. To tu powstają niezwykle realistyczne fantomy dostosowane do potrzeb medyków. Począwszy od prostych ran, które tu widzicie, po bardziej skomplikowane symulacje, jeżeli mówimy o zespołach chirurgicznych, gdzie musimy odtworzyć zdecydowanie bardziej anatomicznie czy technicznie elementy. W ostatnim czasie zmienił się sposób prowadzenia konfliktów zbrojnych. My, jako medycy wojskowi, też musimy się do tego dostosować i takie szkolenia to dla nas bardzo cenne doświadczenie. A im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi na polu walki. W Radomiu z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego trwają jubileuszowe obchody Czerwca 76'. Dokładnie 50 lat temu, rankiem 25 czerwca, pracownicy radomskich zakładów Łucznik wyszli na ulice w proteście wobec podwyżek cen żywności. Szybko dołączyli do nich inni robotnicy. Represje peerelowskich władz były brutalne, ale ten bunt stał się początkiem długiej drogi do wolności. Obchody 50. rocznicy robotniczych protestów w Radomiu trwają cały dzień. W centrum miasta wmurowano kapsułę czasu, w której umieszczono materiały dokumentujące historię radomskiego Czerwca. Kapsuła będzie otwarta za kolejne 50 lat. Wręczono odznaczenia bohaterom tamtych dni i w intencji bohaterów robotniczych protestów odprawiono mszę, w której wziął udział prezydent. ale za swoją odwagę Radomszczanie zapłacili często najwyższą cenę. W wyniku represji władz 4 osoby zginęły, 200 zostało rannych. Niektóre rany nie zabliźniły się do dziś. Z tymi, którzy 50 lat temu wychodzili na ulicę, spotkała się Magdalena Karpińska. Ich historie są niezwykle wzruszające. Pogoda była identyczna. Wiesław Dróżdż miał wtedy 18 lat i plany, które ten dzień zrujnował. Był wśród tysięcy ludzi, którzy wyszli na ulice Radomia. Tłum otoczył budynek partii po tym, jak Jaroszewicz ogłosił podwyżki cen - gigantyczne. Średnio ceny mięsa wzrosną o 69%. Ludzie się zbuntowali, także w Ursusie i Płocku. W Radomiu podpalono Dom Partii. Kłęby dymu się unosiły nad budynkiem. IPN nie dysponuje żadnymi ruchomymi zdjęciami z tamtych wydarzeń, to zdjęcia ożywione za pomocą sztucznej inteligencji. Do Radomia ściągnięto oddziały ZOMO. Masowo zatrzymywano ludzi - zwożono ich tu, gdzie obecnie jest urząd miasta. Dawniej była tu komenda milicji. Te schody były węższe. Tu setki Radomiaków doświadczyły pierwszy raz tego, co w grudniu na Wybrzeżu 6 lat wcześniej nazwano ścieżkami zdrowia. W Radomiu bestialskie praktyki zaczęto stosować na szeroką skale. Miedzy szpalerem milicji znalazł się Wiesław Dróżdż. Ta ścieżka zdrowia tutaj była, taka solidna była, bo wiadomo, że z tych kilkudziesięciu ludzi każdy chciał jak najmocniej uderzyć i nie patrzył gdzie, czy w głowę, czy w plecy, czy w nogi, tak że jak najszybciej trzeba było po schodach uciec tam. Plecy były granatowe. Silnie potłuczoną głowę miałem, a potem ubytek słuchu. Potem więzienie, odmowa paszportu na lata, wilczy bilet i brak możliwości znalezienia pracy. Trzeba tam, tej załodze 40 zakładów powiedzieć, jak my ich nienawidzimy. W Stowarzyszeniu Czerwca 76, które dziś mieści się w dawnym Domu Partii, świadkowie tamtych wydarzeń najgorzej wspominają psychiczne tortury. Komunistycznej władzy zależało na ośmieszeniu, wyszydzeniu robotników, od których protest się zaczął. Te papiery, to zło, które miałem wypisane w aktach, szły za mną i to jakoś sobie z tym radzili, że to krążyło za nami. Zarzuty, że plądrowali sklepy i niszczyli miasto. To prowokowała sama milicja, sam Urząd Bezpieczeństwa, chcąc przeobrazić ten strajk, te żądania robotników w wydarzenia złodziejskie, chuligańskie. A na wiecach poparcia dla Edwarda Gierka mówiono o nich tak. Trzeba pokazać narodowi tych chłystków, tych chuliganów, tych łobuzów, tych warchołów. Czy czuje pan dumę? Być warchołem? Tak! Cel osiągnęli i, jak mówi rzecznik radomskiego IPN, był to jedyny protest z takim sukcesem w powojennej historii. Walczyli o cofnięcie podwyżek i te podwyżki zostały cofnięte, więc był to sukces okupiony bardzo wielkimi stratami. Miałem 18 lat i te wszystkie plany prysły. Straconych lat nikt im nie odda, ale wszyscy możemy oddać im hołd. Zamknij okna i opuść żaluzje, noś lekką odzież, unikaj aktywności fizycznej i dużo pij - ale tylko wody. Lista rad "jak przetrwać upał" Ministerstwa Zdrowia jest bardzo długa. Warto tych zasad przestrzegać, bo naprawdę ratują życie. Afrykański żar już dotarł do Polski i się tu zadomowi. Praktyczne wskazówki, jak bezpiecznie i komfortowo przetrwać ten weekend, ma dla państwa Michał Niewodowski. Panowie, żar leje się z nieba. Ten cytat z "Hydrozagadki" mimo upływu lat nie traci na aktualności. Jest ciepło i na razie nie mamy co liczyć na ochłodzenie. Jak wychodzę z domu, to mama mnie zawsze smaruje kremem. Żona nie znosi upałów, ale mi to nie przeszkadza. O zasadach bezpieczeństwa przypomina aplikacja Regionalny System Ostrzegania. W czasie takich temperatur najprostsze zasady są najważniejsze. Woda, cień, nawadniać się. Siedzę w domu, jak już jest tak nie do wytrzymania. Policja apeluje: w najgorętsze dni pamiętajmy o naszych sąsiadach - seniorach, którzy są szczególnie wrażliwi na upały. Zapytajmy się, czy czegoś nie potrzebują w codziennym życiu. Być może trzeba zrobić im zakupy, przynieść zgrzewkę wody. Uwagę trzeba zwracać też na dzieci - zwłaszcza gdy widzimy je pozostawione w samochodzie. Służby regularnie sprawdzają, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Jeśli sami jesteśmy świadkami niebezpiecznej sytuacji, najpierw reagujemy, a później dzwonimy pod 112. Jeżeli drzwi są zamknięte, wybijamy szybę bez zastanowienia. I nie czeka nas za to żadna kara, bo to jest konieczność ratowania ludzkiego życia. Upały zaskoczyły Polaków, jak i co roku. Klimatyzatory i wiatraki cieszą się dużym powodzeniem, a przeglądy instalacji zostawiliśmy jak zwykle na ostatnią chwilę. Co roku jest taka sytuacja, że Polak jest zaskoczony do ostatniej chwili i chce montaż na już, tylko że niestety nie jesteśmy w stanie wszystkiego obsłużyć. Każdy próbuje się schłodzić, jak może. Ale tu nie ma drogi na skróty. Gwałtowne przejście z rozgrzanego powietrza do lodowatego pomieszczenia może być dla organizmu kolejnym szokiem. Nasz organizm nie ma szans, żeby się dostosować do tego nowego stanu, w związku z czym planujemy ochładzanie się w tym trudnym momencie, musimy to robić z głową. Warto o tym pamiętać, bo w weekend może zostać pobity rekord ciepła dla Polski, który wynosi ponad 40 stopni. A to dopiero początek upałów tego lata. Według tych prognoz długoterminowych te temperatury średnie będą zdecydowanie wyższe od tych z lat poprzednich i będą to też miesiące suche. A to może oznaczać lato, w którym skwar będzie przeplatał się z gwałtownymi burzami. Na zegarach prawie 20.00, więc czas na "Pytanie dnia". W studio jest już Justyna Dobrosz Oracz i jej gość: Jacek Dubois, sędzia Trybunału Stanu i pełnomocnik doktora Dawida Kacprzyka. Ja zapraszam państwa też na jutro: na 14.30 i 19.30. Do zobaczenia i spokojnej nocy.