Wszystkie ręce na pokład. Do Sejmu trafił rządowy projekt specustawy. To odpowiedź na najpilniejsze potrzeby powodzian. Zbigniew Łuczyński. Dobry wieczór. która wylicza zaniedbania rządu i przypomina słowa premiera "o niezbyt alarmujących prognozach". Co dziś mówi premier? Jak tłumaczy działania władz i jak wygląda usuwanie skutków powodzi? Premier przypomniał zanim w Polsce pojawiła się wielka woda, w gotowości były służby. Zwrócił się do polityków wszystkich opcji. Działał sztab kryzysowy. Premier zwrócił się do polityków, żeby działali. Rozumiem wszystkich, którzy ucierpieli. Mają w sobie też dużo złości, rozpaczy. To jest zrozumiałe. Słyszałem także od nich wszystkich bez wyjątku, że oczekują od nas, ludzi tutaj zgromadzonych, solidarności z nimi w tym nieszczęściu. A nie politycznej bijatyki. Na sali plenarnej przez cały czas przemawiają przedstawiciele rządu, przedstawiciele PiS nie mieli jeszcze okazji zabrać głosu. Wiemy,jak oceniają działania rządu podczas powodzi. Mamy takie wrażenie, że mamy do czynienie z ratowaniem ludzi czy koordynacją działań służb jak to było w czasach rządów PiS, ale z ratowaniem wizerunku Donalda Tuska. Ten test solidarności, o której mówił premier, jest właśnie przed politykami. To pierwsza próba zapisania w prawie obietnic, które od początku, a także dziś składał premier. Nie zostawimy mieszkańców terenów powodziowych z ich problemami po powodzi. Specustawa, która w nocy trafiła do Sejmu, to odpowiedź na najpilniejsze potrzeby. To jest olbrzymi projekt. Zaangażowanych jest w niego 12 ministerstw. To jest jedna z pierwszych ustaw. To nie jest ukoronowanie dzieła. To rzecz, którą trzeba zrobić na teraz, na cito. Do wypłacanych już 10 tys. zł oraz dotacji na odbudowę pomieszczeń gospodarczych i domów rząd w specustawie dokłada 1000 zł zasiłku edukacyjnego dla wszystkich poszkodowanych uczniów, zasiłek opiekuńczy dla osób, którym powódź zniszczyła miejsce pobytu podopiecznych, spłatę 12 rat kredytów hipotecznych oraz zawieszenie egzekucji długów. Są tam tak ważne sprawy jak dodatkowe finansowanie na koszty prądu w związku z osuszaniem. Wiemy, że osuszanie rodzi bardzo wysokie koszty. Na zalanych terenach obowiązuje zasada: wszystkie ręce na pokład. Dlatego w przypadku powodzian zmieni się też Kodeks pracy. Wśród nowych rozwiązań: około 10 dodatkowych dni urlopu, za które częściowo zapłaci państwo, i skrócenie nawet o połowę czasu pracy. Ci ludzie z jednej strony musieli iść do pracy, a z drugiej mieli z tyłu głowy, że ich dom wymaga dzisiaj naprawy. Specustawa to nadzwyczajne rozwiązania dotyczące łączności telefonicznej, opieki zdrowotnej, obiektów sportowych i mieszkań tymczasowych, których samorządy potrzebują na już. Nie wiem, gdzie będę mieszkać. Na zapewnienie takim osobom dachu nad głową przeznaczono kilkaset milionów złotych. Specustawa zawiera rozwiązania prawne, które przewidują też szybkie wydawanie pieniędzy. Ale najpierw musi zostać przyjęta. W tym celu w Sejmie powstanie specjalna komisja, która zajmie się także projektem ustawy złożonym przez PiS. Na jej czele prawdopodobnie stanie ten poseł z zalanego powiatu bielskiego. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z wagi tego wyzwania. Komisja ma pracować codziennie. Głosowanie ustawy - we wtorek. Jakkolwiek się nie skończy praca nad projektem dotyczącym pomocy powodzianom, to będziemy głosować za, bo jesteśmy to winni Polakom. Nie oznacza to jednak, że PiS zmienia narrację. Można było wiele dobytku uratować. M.in. stąd apel marszałka Sejmu. Żeby się nie kłócić, a pomagać ludziom, To kilkadziesiąt tysięcy rodzin, których państwo nie może pozostawić bez pomocy. Są atrakcyjne, ale budowanie tam to duże ryzyko. Tereny zalewowe w sąsiedztwie rzek zabudowywane są jednak gęsto, a zastrzeżenia Wód Polskich odpowiedzialnych m.in. za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe pozostają tylko na papierze. Porażający raport w tej sprawie przedstawiła Najwyższa Izba Kontroli. Teraz o tym, jak w Polsce nagminnie łamane jest prawo wodne. Osiecznica, gmina Krosno Odrzańskie w Lubuskiem. Kolejna podtopiona miejscowość nad wezbraną Odrą. Woda wdarła się do ponad 70 domów. Było dużo płaczu. Co mamy zrobić? Musimy to przeżyć i wziąć się w garść. Krosno Odrzańskie to jedna z 11 gmin, które pod lupę wzięła Najwyższa Izba Kontroli. Gmina nie ma miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Domy można tam budować na podstawie wydawanych przez urząd warunków zabudowy, także na terenach zagrożonych powodzią. Spotkałem mieszkańców, którzy mają pretensje do ówczesnych decydentów, kto pozwolił im wybudować dom w takim miejscu, gdzie są zalewani. Od 6 lat każdą decyzję dotyczącą zabudowania terenu zalewowego trzeba konsultować z Państwowym Gospodarstwem Wodnym Wody Polskie. Kontrolerzy NIK ustalili, że przeszło 90% takich decyzji i tak kończyło się zgodą na inwestycję. Inicjatywa leży po stronie Wód Polskich. To one mają najlepszą wiedzę, jakie jest ryzyko. i to one biorą też odpowiedzialność za wydanie ewentualnej zgody na budowę na terenach zalewowych. Z jednej strony w jakiś sposób ograniczony możemy wydawać zezwolenia, ale pod jednym warunkiem, że budujemy również inwestycje ochronne, czyli wały, zbiorniki retencyjne. A z tym w ostatnich latach bywało różnie. Według tych danych od 2016 roku długość zbudowanych lub wyremontowanych wałów nie przekraczała 100 km rocznie. Przy obecnym stanie zabudowy i hydrotechniki powinniśmy zwiększyć zabezpieczenia przeciwpowodziowe. Problemem jest też stan istniejących już wałów, konserwacja i nadzór. Niestety muszę to powiedzieć też, stwierdzić należy duże zaniedbania, jeśli chodzi o wały i jeśli chodzi o Wody Polskie. Szefowa Wód Polskich odpiera zarzuty. Przychodząc do Wód Polskich, zastałam firmę, która została całkowicie ograbiona z pieniędzy. A nawet gdy pieniądze w budżecie były, Wody Polskie miały problem z ich wydawaniem. To wyniki kolejnej kontroli NIK. Pod lupę wzięto program zwiększania retencji na terenach rolniczych. I choć rząd przeznaczył na to 160 mln zł, wydano niespełna 72 mln. Prezes NIK zwraca też uwagę na tempo budowy zbiorników retencyjnych. Zostały opóźnienia, i to poważne, jeśli chodzi o wykonanie inwestycji przeciwpowodziowych w Kotlinie Kłodzkiej. Z opóźnieniem oddano do użytku zbiornik Racibórz, który uchronił przed powodzią Wrocław i Opole. To jest "19.30", już za chwilę o przesłuchaniu byłego ministra sprawiedliwości, a potem... Miażdżący raport NIK. Przygotowujemy zawiadomienia do prokuratury. Liczyła się tylko kasa pod stołem, która miała być przekazywana. Wystarczyło otworzyć oczy, a potem Internet. Brakuje ekspertyz. Nie zgadzają się numery seryjne. Wojciech Szczęsny powiedział "tak". Barcelona kusi Szczęsnego. W bramce - Wojciech Szczęsny. W ataku - Robert Lewandowski. "Każdy musi być równy wobec prawa" - to słowa szefowej komisji śledczej ds. Pegasusa. Magdalena Sroka odniosła się w ten sposób do sprawy Zbigniewa Ziobry, który ma zostać przesłuchany przez komisję 14 października. Były minister sprawiedliwości ze względu na stan zdrowia ma być przesłuchiwany w innej formule niż dotychczasowi świadkowie. Na tym miejscu, przed tą komisją ma stawić się Zbigniew Ziobro. 14 października odbędzie się przesłuchanie Zbigniewa Ziobry. Komisja śledcza ds. Pegasusa dziś oficjalnie wezwała byłego ministra sprawiedliwości w rządzie PiS. Ma opowiedzieć o szczegółach zakupu oprogramowania szpiegowskiego z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości. Pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości wielokrotnie mówili, że to nie oni podejmowali decyzje, tylko dostawali polecenia z góry. Wezwanie było możliwe po opinii biegłego o stanie zdrowia Zbigniewa Ziobry. Posłużył się dokumentacją medyczną, która jasno wskazuje na to, że Zbigniew Ziobro może stanąć przed komisją. Były minister pisze o zaskoczeniu opinią biegłego i dodaje, że nikt go nie badał. Prokuratura Krajowa, która zleciła opinię na wniosek komisji, odpowiada: biegły korzystał z dokumentacji z 5 placówek medycznych i uznał, że nie ma potrzeby kolejnych badań. Politycy PiS i Suwerennej Polski mówią o skandalu. Zbigniew Ziobro leczy się nie tylko w ośrodkach w Polsce. To są m.in. kliniki leczenia bólu, ale również za granicą. Czułby się pan komfortowo, jakby biegły wydawał opinię bez badania u pana? W sprawie zdrowotnej. To jest na podstawie dokumentacji medycznej z 5 placówek, więc ktoś pana Zbigniewa Ziobrę już badał wcześniej. 5 różnych placówek. Czyli czułby się pan komfortowo w takiej sytuacji? Jeżeli to jest zgodne z prawem. Uważa pan, że jest to przeprowadzone zgodnie z prawem? A to jest zgodne z prawem? Jeśli jest biegły, to biegły powinien przeprowadzić badanie. Biegły nie ma takiego obowiązku - słyszymy od prawnika. Nie ma żelaznej zasady, że biegły musi badać pacjenta. To biegły decyduje i ocenia. Członkowie komisji nie zdradzili szczegółów dokumentacji medycznej, ale zapowiadają, że przyjrzą się zwolnieniom lekarskim przedstawianym przez byłego ministra w rządzie PiS. Pan Ziobro nie tylko dzisiaj może być przez nas przesłuchany, ale że od wielu miesięcy mógł być przesłuchany. To obrzydliwe, bo ja widziałem, w jakim stanie był pan Zbigniew Ziobro. Obrzydliwe jest stawianie się ponad prawem. Obrzydliwa jest linia obrony oparta o stan zdrowia. Jest też orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który stwierdził, że komisja działa niezgodnie z konstytucją. I to także może zaważyć na obecności Ziobry na przesłuchaniu. Rządzący wypominają mu jego listopadowe wystąpienie w Sejmie. Będziesz siedział! Liczę na was. Mam nadzieje, że nie okażecie się takimi fujarami jak w przypadku Trybunału Stanu. Dziś mam wrażenie, że pan Zbigniew Ziobro zachowuje się jak taka fujara, próbuje unikać odpowiedzi na pytania śledczych. Jeśli Zbigniew Ziobro stawi się przed komisją, będzie mógł odpowiadać na pytania przez maksymalnie 2 godziny. Po tym czasie konieczna będzie przerwa i wznowienie posiedzenia w innym dniu. Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała akt oskarżenia przeciwko Adamowi Niedzielskiemu. Według śledczych były minister zdrowia w rządzie Zjednoczonej Prawicy przekroczył swoje uprawnienia. W sierpniu ubiegłego roku Adam Niedzielski nie dopełnił obowiązków w związku z ujawnieniem na portalu X danych wrażliwych pacjenta dotyczących przepisanych mu na receptę leków. Jak podkreśla prokuratura, było to działanie na szkodę prywatnego interesu pacjenta. Byłemu ministrowi zdrowia grozi do 3 lat więzienia. Kolejna odsłona afery wizowej. NIK przyjrzała się działaniom byłego ministra spraw zagranicznych i jego zastępcy. Zbigniew Rau i Piotr Wawrzyk zdecydowali o otwarciu 2 centrów wizowych w Łodzi i Kielcach. Robili to w pośpiechu, a według urzędników NIK takie posunięcie - kompletnie niegospodarne - było związane z tym, że obaj mieli startować w wyborach parlamentarnych właśnie z tych miast. Marian Banaś w TVP INFO jasno o kontroli NIK w sprawie afery wizowej. Są bardzo poważne uchybienia. Przygotowujemy zawiadomienie do prokuratury w związku z ustaleniami tej kontroli. Raport NIK czeka na publikację, ale, jak pisze Gazeta Wyborcza, która się na niego powołuje, obywatelom państw muzułmańskich i afrykańskich wydano ponad 360 tys. wiz, często bez sprawdzenia. Wpuszczali do kraju różne osoby, których nie sprawdzano, a liczyła się tylko kasa pod stołem, która miała być przekazywana. Zarzuty ma usłyszeć 9 osób. Wśród podejrzanych jest były wiceminister spraw zagranicznych Piotr W. oraz jego współpracownik Edgar K. Prokuratorzy zgromadzili w tej sprawie obszerny materiał. To jest ponad 200 tomów. Nadal to postępowanie jest prowadzone. Myślę, że w tej sprawie możemy spodziewać się kolejnych zarzutów. Resortem kierował wtedy ten polityk - Zbigniew Rau. Niewykluczone, że on też może usłyszeć prokuratorskie zarzuty. W raporcie NIK zdaniem Wyborczej są też zarzuty niegospodarności. Bo tuż przed wyborami parlamentarnymi szef MSZ i jego zastępca przenieśli centra zajmujące się wizami do swoich okręgów wyborczych. Były potrzebne. Wielokrotnie się wypowiadałem w tej sprawie. To Centrum Decyzji Wizowych w Łodzi, skąd startował Zbigniew Rau. A to już Kielce i Centrum Informacji Konsularnej. W tym okręgu Piotr W. miał już pewne miejsce na liście. Ostatecznie w wyborach nie startował, bo został wyrzucony z resortu. Koszt tych przeprowadzek: niemal 700 tys. zł. Przypadek. Tak w biegu, uciekając od pytań, odpowiada były szef MSZ. Ale to, co znajduje się w raporcie NIK, nie przygotowywali politycy ani prezes Izby, tylko niezależni doświadczeni kontrolerzy. Marian Banaś nie powinien być prezesem NIK. Gdyby w Polsce były normalne warunki, toby nim nie był. - A kto go wybrał? - My. Popełniliśmy błąd. Po ujawnieniu afery wizowej prezes PiS mówił o niej tak. Nie ma afery. To nawet nie jest aferka. Politycy koalicji materiały zgromadzone przez NIK i prokuraturę nazywają szokującymi, bo wizy miały być często przyznawane według specjalnych zaleceń polityków PiS. Goście, którzy stawiali stragany i sprzedawali wizy przy tym murze, którego kazali nam chronić. Pracę kończy też sejmowa komisja śledcza, która bada aferę wizową. Raport już w październiku. I kolejne zawiadomienia do prokuratury. To będzie wszystko w raporcie. Wiadomo, że sprawa dotyczy także ministra Zbigniewa Raua, który funkcję pełnił. Wątków w aferze wizowej przybywa. Nie przybywa odpowiedzi. Dziękuję serdecznie. Przywódcy świata kontra przedstawiciele Kremla. Trwa szczyt Rady Bezpieczeństwa ONZ. Radosław Sikorski w mocnych słowach zwrócił uwagę na to, co robią Rosjanie w Ukrainie. Wystąpił, odpowiadając na tyradę ambasadora Rosji, który powielał rosyjskie propagandowe kłamstwa. Podczas szczytu przyjęto "Pakt dla przyszłości", który w założeniu ma lepiej reagować na to, co dzieje się na świecie. Takie obrazy świat ogląda już od ponad 2 lat. Rosyjskie rakiety wymierzone prosto w ukraińskie miasta i ludzi. Na szczycie ONZ w Nowym Jorku przywódcy jednogłośnie punktowali Moskwie wszystkie zbrodnie. Kiedy zwrócicie tysiące ukraińskich dzieci, które porwaliście? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że porywanie i indoktrynowanie dzieci z innych krajów jest równoznaczne z ludobójstwem? A Rosja na oskarżenia odpowiadała kremlowską propagandą. Kraje zachodnie nie mogą się powstrzymać od zatruwania atmosfery i wypełniania czasu antenowego oklepanymi ukraińskimi intrygami. To spotkanie jest tylko po to, by zapewnić panu Zełenskiemu kolejną scenę koncertową. Rosyjski ambasador, zirytowany w trakcie wystąpienia Radosława Sikorskiego, wyszedł z sali. Nie zobaczył tego zdjęcia rodziny, która zginęła w ostatnim ostrzale Lwowa. Dowód zbrodni na cywilach szef polskiego MSZ pokazał nie tyko przedstawicielom Moskwy, ale świata. Ambasador rosyjski twierdzi, że Rosja nie bombarduje celów cywilnych. To drugie kłamstwo. 2 tygodnie temu odwiedziłem Lwów, miasto w Ukrainie, w którym rosyjski pocisk Kalibr uderzył w kamienicę. Na oczach pewnego mężczyzny z gruzów wyciągnięto jego martwą żonę i 3 córki. Odniósł się też do rosyjskiej propagandy o "ukraińskich nazistach", jako dowód współpracy ZSRR z nazistowskimi Niemcami pokazując fotografię z września 1939 roku. Oto zdjęcie waszej wspólnej parady. Jestem pewien, że rozpoznaje pan sowieckie mundury. Mimo oburzenia wielu krajów Rosja nadal jest pełnoprawnym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Coraz głośniej mówi się o konieczności reformy organizacji. Otwierając tegoroczną sesję, apelował o nią sam szef ONZ. Coraz więcej rządów czuje się uprawnionych, by deptać prawo międzynarodowe. Myślą, że mogą sobie najechać inny kraj czy dewastować całe społeczeństwa. Skład Rady Bezpieczeństwa mógłby się zmienić, zwłaszcza tych państw, które są stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa, które są zawsze tam reprezentowane i dysponują prawem weta. To jest uprzywilejowana pozycja. Prezydent Ukrainy w Nowym Jorku apelował, że Putin planuje atak na 3 ukraińskie elektrownie jądrowe. Tak chce na zimę odciąć od prądu miliony mieszkańców. Rosja otrzymuje szczegółowe informacje o infrastrukturze naszych elektrowni jądrowych. Czemu to zagraża? Jakiekolwiek uderzenie rakiety, drona w krytyczny system energetyczny może doprowadzić do katastrofy nuklearnej. Taki dzień nigdy nie może nadejść. Już jutro Wołodymyr Zełenski przedstawi prezydentowi USA plan zwycięstwa Ukrainy. Mają go też poznać kandydaci na prezydenta Kamala Harris i Donald Trump. Nowy rok akademicki za pasem, a jedną z ważniejszych kwestii, z którymi muszą zmierzyć się studenci, jest odwieczne pytanie: gdzie spać? Mieszkania na wynajem, pokoje, akademiki. To możliwości, ale wszystkie trzy jedno: jest drogo, miejsc jest mało, a komfort, delikatnie mówiąc, raczej tylko w nazwie. Czy akademiki za złotówkę staną się faktem, a jeśli tak, to kiedy? To moduł dwuosobowy z dwoma pokojami jednoosobowymi. A do tego część kuchenna i własna łazienka. Wszystko za około 900 zł od osoby. Dobry standard za stosunkowo niewielkie pieniądze sprawia, że akademiki biją rekordy popularności. Grubo ponad 2000 chętnych na te kilkaset miejsc, które przygotowaliśmy dla osób z pierwszego roku. Na samej Politechnice Wrocławskiej ponad 1500 studentów nie dostało miejsca w akademiku. Rekordowe zainteresowanie także na Uniwersytecie Ekonomicznym. O ile mnie pamięć nie myli, największe od 5 lat, aplikowało około 860 studentów, mogliśmy zaoferować 805 miejsc. Bliskość uczelni, możliwość nawiązania kontaktów to atuty domów studenckich, ale to, co przemawia najbardziej, to koszty. Rozpiętość cen zależy od standardu i liczby osób w pokoju. W większości polskich miast student znajdzie w akademiku miejsce za kilkaset złotych miesięcznie, a pokoje jednoosobowe z najwyższym standardem to koszt maksymalnie 1500 zł. U mnie odległość od domu, bo jestem z Torunia. I też sytuacja rodziców raczej nie pozwala na to, żeby wynająć mieszkanie. Bo koszt takiego wynajmu to we Wrocławiu powyżej 2000 zł. Ceny wynajmu mieszkań rosną. Rośnie więc zainteresowanie akademikami. Ceny w akademikach wprawdzie z roku na rok rosną, ale jednak cały czas pozostają nawet dwu-, trzykrotnie niższe od najmu komercyjnego. Liczby nie napawają optymizmem. W Polsce jest ponad 1 mln 200 tys. studentów. Miejsc w akademikach - około 100 tys. To ma się zmienić. Temat akademików był niedoceniany w ostatnich latach i inwestowaliśmy dużo w aparaturę badawczą, w obiekty, uczelnie. Zapomnieliśmy o akademikach. Dzisiaj trzeba to nadrobić. Zdaniem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego studenci odczują zmiany za około 3 lata. Paderewski odzyskany. To hasło towarzyszyło zakupowi fortepianu i podniosłym uroczystościom z tej okazji m.in. na Zamku Królewskim. Fortepian miał należeć do Ignacego Paderewskiego. Kosztował 300 tys. zł. Teraz okazuje się, że instrument wart jest kilkanaście tysięcy złotych, a Paderewski raczej na nim nie grał. Ograć się dał za to Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej. Zakupowi fortepianu marki Boesendorfer rzekomo z połowy XIX wieku towarzyszyła taka feta. Utworzony przez rząd PiS Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej, kierowany przez Jana Żaryna, kupił instrument za 300 tys. zł od szwajcarskiego sprzedawcy. Kupiono kota w worku. Żeby zorientować się, że był to fortepian, który nie miał nic wspólnego z Paderewskim, wystarczyło otworzyć oczy i zobaczyć plakietkę z nazwiskiem sprzedawcy. Wirtualna Polska opisała trefny zakup krok po kroku. Ocena ekspertów w tej historii zajmuje niewiele miejsca. O opinię poproszono jedynie profesorkę klawesynu z Genewy i specjalistę od starodruków. Nie mieli kompetencji, by potwierdzić związek instrumentu z Paderewskim. Spawa wyszła na jaw już po zmianach w Instytucie. Poprosiło nas o wypożyczenie fortepianu Ossolineum i my zaczęliśmy sprawdzać dokumenty. I okazało się, że nic się w nich nie zgadza. Że brakuje ekspertyz, nie zgadzają się numery seryjne. Nie ma śladów prowadzących do Paderewskiego. Nie ma już śladów po blichtrze z uroczystości na Zamku Królewskim. Fortepian stoi w cichym, małym pomieszczeniu Instytutu. Dwa autentyczne fortepiany Paderewskiego są w Polsce od dekad. Można je oglądać tu, w Muzeum w Otwocku Wielkim. Paderewski zapisał je Polakom w testamencie, a to jeden z nich. Steinway z 1925 roku. Pochodzi ze szwajcarskiego domu Paderewskich. Podobnie jak ten, marki Erard, z 1929. Oba trafiły do Polski 72 lata temu. W sprawie zakupu fortepianu nie udało nam się uzyskać komentarza Jana Żaryna. Na profilu X napisał: Informuję, że jako dyrektor Instytutu wykonałem czynności pozwalające mi na podjęcie decyzji o zakupie kolekcji Paderewskiego. Odstąpienie stanowić mogło olbrzymią szkodę dla polskiej kultury. Jeżeli dokonuje się jakiegoś zakupu majątku, w szczególności z jakimś rodowodem historycznym, to należy to sprawdzić, to jest duże wyzwanie. Szkoda, że kupiono fortepian, przy którym Paderewski nawet nie siedział. Myślę, że jest to sprawa dla prokuratury. Obecna dyrekcja Instytutu niebawem spodziewa się profesjonalnej ekspertyzy i w sprawie zakupu fortepianu zamierza zawiadomić prokuraturę. Miał zakończyć karierę. Ale wiele na to wskazuje, że powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" w tym przypadku jest aktualne. Wojciech Szczęsny może dołączyć do Roberta Lewandowskiego. To piłkarskie trzęsienie ziemi, bo Duma Katalonii pilnie szuka nowego bramkarza. O błyskawicznym transferze w sytuacji zamkniętego okienka transferowego. Miał odpocząć od piłki nożnej i skupić się na życiu rodzinnym. Tak dosłownie kilka dni temu po 7 sezonach żegnał się z Juventusem Turyn. W barwach Starej Damy rozegrał 252 mecze. Ale piłkarską emeryturą nie będzie cieszył się długo. Wojciech Szczęsny powiedział "tak". W przyszłym tygodniu będzie graczem FC Barcelony. Negocjacje trwają od poniedziałku i są na ostatniej prostej. 84-krotny reprezentant Polski miałby podpisać roczny kontrakt o wartości około 2 mln euro. Byłoby brakiem szacunku, gdybym nie wziął pod uwagę tej opcji w swojej karierze. Barca to jeden z najlepszych klubów na świecie. Tak, prowadzę teraz rozmowy i rozważam transfer do Barcelony. Jeśli do niego dojdzie, będzie bronił barw Dumy Katalonii u boku Roberta Lewandowskiego. Możemy doczekać się miłej chwili. W bramce - Wojciech Szczęsny. W ataku - Robert Lewandowski. Do tej pory bramki Barcelony bronił Marc-Andre ter Stegen. Ale w niedzielnym meczu ligi hiszpańskiej doznał kontuzji. Do gry nie wróci co najmniej przez 8 miesięcy. Drugi bramkarz ma małe doświadczenie. Dlatego w trybie pilnym Barca musi szukać nowego golkipera. Klub może zatrudnić wyłącznie bramkarza, który aktualnie jest bezrobotny. Bo okno transferowe zostało już zamknięte. Według największego sportowego dziennika w regionie trener Hansi Flick wskazał na Szczęsnego. Jemu potrzeba 2 tygodni, by wrócił i poznał zespół, żeby zaaklimatyzował się chwilę. Jest zresztą blisko w Marbelli. To nie jest daleko. To raz. Dwa - to myślę klasa, umiejętności i forma, w której był i jest wciąż Wojtek Szczęsny. Transfer do Barcy to spore zaskoczenie, bo Wojciech Szczęsny zakończył karierę w reprezentacji Polski po mistrzostwach Europy. Później oświadczył, że nie będzie grał także w klubie i przechodzi na piłkarską emeryturę. Dałem tej grze 18 lat mojego życia, codziennie, bez wymówek. Moje zdanie jest takie, że Wojtek nie wytrzyma za długo. Jest zbyt młody i wróci jeszcze do grania. Słowa selekcjonera reprezentacji Polski z początku września mogą okazać się prorocze. Kończymy "19.30". Za chwilę w Pytaniu Dnia gościem Marka Czyża będzie były prezydent Nowej Soli, senator niezależny Wadim Tyszkiewicz. Wadim Tyszkiewicz naszym gościem. Kiedyś prezydent Nowej Soli. Dzień dobry, panie senatorze. Jak się ma Nowa Sól? Bardzo dobrze. Woda schodzi. Wały jeszcze namakają. Wszystko się może wydarzyć. Nowa Sól odrobiła lekcje po ostatniej powodzi. Przygotowaliśmy się na taką wodę tysiącletnią. W Nowej Soli było w miarę spokojnie. Emocje były. Woda rosła. Nie wiedzieliśmy, kiedy się zatrzyma. Te prognozy nie zawsze się sprawdzają. My byliśmy przygotowani. Jedna z lepiej przygotowanych gmin w Polsce. Wszyscy działali ze sobą. Mieszkańcy, służba, starosta, straż pożarna... Wy byliście blisko. Dlatego z wielką pokorą mówimy o tym, co się dzieje na południu. Żywioł zaskoczył mieszkańców, władze, samorządowców. Jestem przeciwny oskarżeniom samorządowców, którzy może jakieś błędy popełnili. Tego czasu było dużo mniej. Ja bym chciał zaznaczyć, że po 1997 roku my budowaliśmy wały, ścianę przeciwpowodziową. Miasto było przygotowane na wodę tysiącletnią. Wykonaliśmy inwestycje. Mówił pan do polityków opozycji: ważcie słowa. Niestety jest tak, że politycy na tragedii żerują. chodzi o inwestycje przeciwpowodziowe, widać, że w roku 2015 tę inwestycję się załamały. Trochę więcej pokory. Oni mówią o Raciborzu Dolnym. Racibórz był budowany od roku 2013. Do roku 2013 roku trzeba podziękować wszystkim rządom po kolei. Stanęli na wysokości zadania. PiS-owi się trochę udało. Powódź przyszła dopiero teraz. 8 lat budowali zbiornik, który miał być wybudowany w 2 lub 3 lata. Ja w nich nie walę, jeśli chodzi o polityczne oskarżenia. Wszyscy przysłużyli się temu. Pan jest nastawiony optymistycznie do działań rządu? Ja jestem bezpartyjny. Wiele rzeczy można poprawić, jeśli chodzi o funkcjonowanie struktur państwa w sytuacjach kryzysowych. Trzeba poprawić instytucje państwa takie jak Wody Polskie. Niektórzy mówią, że trzeba zlikwidować. co wtedy? Te kompetencje trzeba podzielić. Zlewniami nie będą zarządzać samorządy. Samorządy mogą zarządzać wałami. Kiedyś była taka instytucja. Z tym było różnie Nowej Soli. Za wały odpowiadały Wody Polskie. Na koniec za miasto odpowiada prezydent albo burmistrz. W gminach wiejskich było różnie. Jestem daleki od walenia w ludzi z Wód Polskich. Który z elementów tego awaryjnego planu czy tej ustawy, która będzie głosowana, robią na panu największe wrażenie? Pytanie, które element jest najbardziej przydatny? Ja nie znam tej ustawy. Dopiero widziałem projekt. Trzeba wyjaśnić projekt budowania, kwestia budowania na terenach zalewowych. Trzeba sprawdzić, kto wydaje zgodę. Gdzie były luki? Dlaczego tak się stało? Pytanie, jeżeli to wydał zgodę samorządowiec, to ma ponieść odpowiedzialność. Przez 8 lat prawo było tworzone przez dzisiejszą opozycję. Trzeba posypać głowę popiołem. Nie można walić na oślep. I wykorzystywać trudną sytuację na zbijanie politycznego interesu. Możecie walczyć ze skutkami. Które elementy są tutaj najistotniejsze? Oczywiście pieniądze. Tańsze jest funkcjonowanie tych wszystkich instytucji państwa. Począwszy od ludzi. Ludzie odegrali kolosalną rolę. Ludzie i przedsiębiorcy, którzy się włączyli w walkę, służby, OSP, policja, wojsko. Wszystko, jeśli chodzi o zażądania, trzeba poprawić. My mieliśmy więcej czasu, więc u nas to lepiej działało. Powstanie dobry plan? Ja sobie tego inaczej nie wyobrażam. Ja byłem prezydentem miasta. Podejmowałem decyzje na bazie tego, co mi przygotowywali fachowcy. Jakikolwiek nie byłby rząd, musi kierować się zdaniem fachowców. Było mnóstwo ludzi, którzy mówili, że się znają i wiedzieli, gdzie te woda się przeleje.