Zagrożenia i wyzwania, czyli expose szefa polskiej dyplomacji i gorąca debata. Polski sektor zbrojeniowy razem ws. SAFE, prezydent wciąż ma zastrzeżenia. Akcja policji i 2 podwójne morderstwa w Opolskiem. Monika Sawka, dobry wieczór. Sytuacja jest poważna - mówi wicepremier Radosław Sikorski. I podkreśla, że musimy być gotowi na konflikt w skali, jakiej doświadczyli nasi dziadkowie i pradziadkowie. Według Radosława Sikorskiego polską racją stanu jest członkostwo w UE, jej budowanie i wzmacnianie. Szef polskiej dyplomacji wygłosił expose przy niemal pustych ławach, w których zasiadają posłowie Prawa i Sprawiedliwości. To jedno z najważniejszych wydarzeń w polskim parlamencie. Nie tylko dlatego, że na sali są prezydent, premier i ambasadorowie. Przede wszystkim dlatego, że dziś polityka zagraniczna bezpośrednio wiąże się z naszym bezpieczeństwem. Od napaści Rosji na Ukrainę to temat numer jeden. Poruszamy się w sferze pomiędzy pokojem a wojną. Musimy być przygotowani na konflikt w skali, jakiej doświadczyli nasi dziadkowie lub pradziadkowie. To także wyzwanie dla dyplomacji, bo tak samo jak uzbrojenie, ważne są stabilne sojusze. Dziś była mowa o dwóch - UE i NATO. Minister Sikorski nie pozostawił chyba najmniejszej wątpliwości co do strategicznego kierunku, w którym Polska podąża: silna Polska, Polska liderem w tej części Europy, Polska w zjednoczonej Europie, Polska lojalnym sojusznikiem wobec Ameryki, ale nie naiwnym. To nawiązanie do tych słów szefa dyplomacji. Byliśmy i będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki, ale nie możemy być frajerami. Bo jak mówił Radosław Sikorski, polski interes narodowy nie zawsze jest tożsamy z amerykańskim. I nie chodzi tylko o cła czy Grenlandię. Pytam prawą stronę sali. Czy nie dotarło do was, że przedwczoraj Stany Zjednoczone tak jak Chiny wstrzymały się od głosu w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w sprawie nienaruszalności granic Ukrainy? Według sondażu IPSOS dla "19.30" na pytanie "Czy USA z Donaldem Trumpem pomogą Polsce w sytuacji zagrożenia militarnego?" 19% ankietowanych odpowiada, że nie, a 29%, że raczej nie. To jednak - co dziś wybrzmiało mocno - nie zmienia faktu, że Ameryka jest strategicznym partnerem Polski. to wystąpienie wobec USA odbywało się, z dużą dozą sceptycyzmu, powiedziałbym, ale cieszę się, że pan minister przyznał, że Waszyngton, Stany są strategicznym zobowiązaniem Polski. W kwestii UE zgody zdecydowanie mniej. Mam wrażenie, że niektórzy w rozumieniu stosunków międzynarodowych zatrzymali się na "Krzyżakach" Sienkiewicza. W ten sposób szef dyplomacji odniósł się do takich happeningów i słów polityków prawicy. Czyli pan dopuszcza możliwość, że Polska może Unię opuścić? Oczywiście, że tak. W Moskwie cieszą się z każdego przejawu antyeuropejskiej histerii. Polską racją stanu jest członkostwo w UE. Ale dziś politycy PiS jakby nie pamiętali własnych słów. My jesteśmy ugrupowaniem proeuropejskim, spór nie jest o to. A PiS nie gra przeciwko Wspólnocie Europejskiej? Nie, proszę nie żartować, bądźmy poważni. To jeszcze raz, tym razem była posłanka PiS Krystyna Pawłowicz. W tym sondażu z grudnia za wyjściem Polski z Unii był co czwarty ankietowany. To najgorszy wynik od lat. Według prezydenta - nic takiego. Problemu dziś oczywiście nie ma. Pan minister zaprojektował sobie na 15 minut pewien problem polexitu. Minister miał konferencję w tym samym miejscu. Ale zanim przyszedł, zostały dostawione flagi Unii i NATO. Nawet scenografia pokazuje, że mamy różne wrażliwości, ja uważam, że Polska jest silniejsza, kiedy jest zakorzeniona w instytucjach Zachodu. Ja zamierzam być w tych relacjach z UE asertywny, żeby pewne dramaty, pewne tragedie, jak wojna w Ukrainie, się po prostu nie powtórzyły. Mam nadzieję, że źle usłyszałem i że pan prezydent nie obwiniał UE za wojnę w Ukrainie. Szef dyplomacji dziś przestrzegał, że taka jak ta... Nie chcemy Polski pod niemieckim butem. ...antyeuropejska narracja dała początek brexitowi. Ale mówił to do w większości pustych ław opozycji. Zdezerterowali, to chyba najlepsze słowo. Na sali było niespełna 40 posłów PiS i Konfederacji. Polskie firmy zbrojeniowe wydały wspólne oświadczenie z poparciem dla programu SAFE. Podkreślają, że program wzmacnia bezpieczeństwo Polski i stanowi bezprecedensową szansę na zwiększenie i przyśpieszenie zdolności produkcyjnych. Według nich to okazja do zdobycia nowych kontraktów - krajowych, jak i eksportowych. Prezydent do projektu zgłasza wątpliwości. A kierownictwo PiS za dobre słowo o SAFE ma grozić zawieszeniem w partii. Jest to radar śledzący. Oni nie mają wątpliwości. SAFE jest szansą dla nas wszystkich. Prezesi największych państwowych i prywatnych gigantów przemysłu zbrojeniowego jednoznacznie oceniają: SAFE to bezprecedensowa szansa dla Polski. To są pieniądze, które mają zwiększyć dobrobyt nas wszystkich w tym kraju i jednocześnie zapewnić większe bezpieczeństwo. Liczę na to, że program wejdzie w życie i umożliwi nam rozwój i spełnianie oczekiwań sił zbrojnych Rzeczpospolitej. A tak te argumenty wyglądają na piśmie. 11 firm jednym głosem we wspólnym oświadczeniu. SAFE to "radykalne zwiększenie produkcji obronnej", I one nie są w Warszawie, nie są w biurach, tylko są zlokalizowane w Tarnowie, w zakładach mechanicznych, w Jelczu, w Rosmaku na Śląsku czy w PIT-RADWAR w woj. mazowieckim. To są te miejsca, które najbardziej odczują pozytywny wpływ takich instrumentów jak SAFE. Prezesi tych spółek apelują i mówią wprost, że ten program jest dobrym programem, że oni liczą na ten program. Liczą na ten program, bo to są prezesi nominowani przez obecną władzę. Czyli prezesi też są od Tuska, nie no, panie pośle, to wszyscy są od Tuska? Tu warto podkreślić, że to oświadczenie podpisali prezesi przede wszystkim prywatnych firm zbrojeniowych, nie tylko państwowych. Jednoznacznie pozytywnie o SAFE wypowiadają się też wojskowi. Nie mamy wątpliwości jako wojsko co do zasadności użycia tego mechanizmu, powiem tylko, że był projektowany przy współudziale wojskowych. Jak się generałowi płaci, żeby to powiedział, prawda? To się go zwolni z funkcji. Dzisiaj tak to działa. Mówi to poseł PiS-u, który jeszcze nie tak dawno wykrzykiwał... Musimy stanąć murem za polskim mundurem. A dziś obraził m.in. najwyższego rangą dowódcę Wojska Polskiego, szefa Sztabu Generalnego, mianowanego przez prezydenta Dudę. To jest bezczelność, to jest brak szacunku dla polskich generałów. Tego typu stwierdzenie to jest w oczywisty sposób pogarda wyrażona wobec polskich żołnierzy. Taki jest prawdziwy obraz PiS-u. Politycy PiS-u od kilku tygodni nie zatrzymują się w zohydzaniu programu SAFE. Powinien zawetować tę ustawę, ona jest szkodliwa dla Polski, ona jest kolejnym elementem prowadzącym do utraty suwerenności. Jeszcze kilka miesięcy temu ci sami politycy PiS chcieli sami decydować o podziale środków z programu pożyczkowego SAFE. W sprawie funduszu SAFE. A więc żądamy, żeby pieniądze z tego funduszu były przeznaczone na budowę fabryki dronów. Z czego pana zdaniem wynika ta rozbieżność zdań? Rozbieżność zdań pana ministra Błaszczaka wynika z cynizmu. Ponieważ zmieniła się linia programowa PiS, PiS jest przeciwko SAFE, żeby mieć utarg polityczny kosztem Polek i Polaków. Sytuacja dziś wygląda tak. W moim przekonaniu powinien to zawetować. Politycy PiS-u oczekują od prezydenta weta, podsuwając takie wyświechtane argumenty. Proponowana jest nam Polska pod niemieckim butem. Czy wszystkie 19 krajów, które sięgają po środki programu SAFE, w tym Francja, Finlandia i bliskie wam Węgry, naprawdę chcą zostać koloniami Berlina? Muszą być jakieś granice obsesji. Czy to wystąpienie przekonało prezydenta? Nie będę mówił dzisiaj, jaką decyzję podejmę. Enigmatycznie odpowiada Karol Nawrocki. Szef podlegającego mu Biura Bezpieczeństwa Narodowego milczy. Czy prezydent podpisze ustawę o SAFE? Jeżeli nie będzie podpisu prezydenta, stracimy dużo, ale mamy przygotowane pewne metody, także prawne, żeby część tych pieniędzy wykorzystać. Ustawa wdrażająca program SAFE trafi na biurko prezydenta najpewniej jeszcze w tym tygodniu. Jest wniosek prokuratury o trzymiesięczny areszt dla prezydenta Częstochowy. Krzysztof M. usłyszał dwa zarzuty korupcyjne, w tym przyjęcie co najmniej 40 tys. zł łapówki w zamian za wprowadzenie zmian w budżecie miasta. Krzysztof M. jest prezydentem Częstochowy od 16 lat, to jego czwarta kadencja. Do czasu wyjaśnienia sprawy został zawieszony w prawach członka Nowej Lewicy. Zatrzymanie miało związek z wielowątkowym śledztwem prowadzonym w tym wydziale, dotyczącym przyjmowania korzyści majątkowych, w którym to śledztwie zarzuty usłyszało dotychczas 17 osób. W związku z dokonanym zatrzymaniem dokonano również przeszukań w kilku miejscach, m.in. w miejscu zamieszkania Krzysztofa M., w miejscu pracy, a więc w urzędzie miasta, jak również w siedzibach dwóch częstochowskich stowarzyszeń. Oba czyny, które są zarzucane Krzysztofowi M., są zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 8. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze m.in.: Polacy w spirali zadłużenia. Lodołamacze ruszyły do akcji na Wiśle. Pierwsze sygnały o możliwej tragedii w domu w Kadłubie, w woj. opolskim, pojawiły się dzień przed makabryczną zbrodnią. 17-latek umieścił w mediach społecznościowych filmy. Mówił w nich o planowaniu skrzywdzenia rodziny. Dziś rano policjanci znaleźli ciała ojczyma i prababci podejrzewanego. Do podobnego zabójstwa doszło w Sadach, też w Opolskiem. Dwa domy, dwie brutalne zbrodnie i cztery ofiary śmiertelne. Kadłub, koło Strzelec Opolskich. To tu policja znalazła ciała 92-letniej kobiety i 38-letniego mężczyzny. W domu był jeszcze 17-latek, który uciekł. Pasierb ofiary. Nie rozmawiał z nim w ogóle, on był taki skryty, siedział w domu przy komputerze, w gry grał, a jak się pokazywał, to tak przelotowo. Sygnały o tym, że może wydarzyć się coś złego, pojawiły się w mediach społecznościowych. Na opublikowanych filmach nastolatek miał mówić, że chce skrzywdzić swoją rodzinę. Nieoficjalnie - miał też nagrać moment zbrodni. Policja zareagowała natychmiast. Zwłoki noszą ślady licznych ran, niewykluczone, że do uśmiercenia osób użyta została siekiera. Po 7 godzinach policjanci znaleźli 17-latka. Ukrywał się w powiecie krapkowickim. Kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zbrodni. Mężczyzna nie był uzbrojony, nie stawiał oporu. Na chwilę obecną niczego nie wyjaśnił policjantom, w tej chwili jest zatrzymany. Nastolatek jest na razie osobą podejrzewaną. Śledczy ustalają, czy i jaki może mieć związek z tą zbrodnią. Szok dla każdego mieszkańca, blisko mieszkamy jeden od drugiego. Nie wiemy, co się działo w domu rodzinnym, bo my możemy go postrzegać z perspektywy oprawcy, ale także być może z perspektywy ofiary. 40 km dalej - Sady, pod Niemodlinem. W domu znaleziono ciała 24-latki i jej 29-letniego znajomego. Ofiary miały liczne rany kłute. W sprawie zatrzymano brata kobiety. On widzi w tych ludziach, w swojej rodzinie, wroga. Kogoś, kogo trzeba zniszczyć, unicestwić i będzie spokój. Mężczyzna ukrywał się na strychu. Podczas interwencji zaatakował policjantów. Według sąsiadów wrócił niedawno z zagranicy. Słyszałem krzyki nie raz. Od sąsiadów też słyszeliśmy, że tu była gruba awantura nie raz. Chociaż zbrodnie nie są ze sobą związane, to mają wspólny mianownik - karę, bo za podwójne morderstwo grozi nawet dożywocie. Teraz Clintonowie przed komisją Izby Reprezentantów prowadzącą śledztwo w sprawie Jeffreya Epsteina. To przełomowy moment, bo jeszcze niedawno zarówno ona, jak i jej mąż, były prezydent, konsekwentnie odmawiali udziału w przesłuchaniach. Zmienili zdanie dopiero pod groźbą pociągnięcia do odpowiedzialności za obstrukcję. Łączymy się z Marcinem Antosiewiczem. Co wiemy o tych zeznaniach? Wiemy, że kongresmeni zadają pytania byłej sekretarz stanu na tej wiedzy, w jaki sposób Epstein zgromadził potężny majątek, kto go chronił, a także czy był agentem rządu USA albo obcego rządu. I dlaczego jego wspólniczka i partnerka Ghislaine Maxwell została zaproszona na ślub córki Clintonów. Przesłuchanie wciąż trwa. Clinton chciała, by było publiczne. Ale nie zgodził się przewodniczący. Jednak ona opublikowała w internecie swoje oświadczenie wstępne, w którym czytamy: "Zmusiliście mnie do złożenia zeznań, mając pełną świadomość, że nie posiadam żadnej wiedzy, która pomogłaby wam w śledztwie, aby odwrócić uwagę od działań prezydenta Trumpa i zatuszować je pomimo uzasadnionych żądań udzielenia odpowiedzi. Gdyby komisja ta poważnie podchodziła do ustalenia prawdy o przestępstwach Epsteina związanych z handlem ludźmi, nie polegałaby na konferencjach prasowych, aby uzyskać odpowiedzi od obecnego prezydenta na temat jego udziału w tych sprawach, ale zapytałaby go bezpośrednio pod przysięgą o dziesiątki tysięcy wzmianek o nim w aktach Epsteina". Jutro zeznania Billa Clintona, który w odróżnieniu od żony utrzymywał kontakty z Epsteinem do początku lat 2000. Nikt jednak, ani organa ścigania, ani konkurencyjni Republikanie, nie stawiają Clintonom żadnych zarzutów. Viktor Orban wysyła wojsko do ochrony kluczowych obiektów energetycznych. Mówi o rzekomym ukraińskim ataku, którego celem ma być zakłócenie węgierskiego systemu energetycznego. W opublikowanym liście do Wołodymyra Zełenskiego oskarża Kijów o próbę wciągnięcia Budapesztu do wojny z Rosją. Wszystko wskazuje na to, że nie cofnie się przed niczym, by wygrać wybory parlamentarne. Tym bardziej, że w ostatnich sondażach jego partia przegrywa z opozycją. Na ulicach węgierskich miast plakaty Wołodymyra Zełenskiego z Ursulą von der Leyen i Manfredem Weberem. Ale to nie prawdziwe zdjęcie, to wytwór sztucznej inteligencji. Podobnie jak ten spot. Takimi agresywnymi obrazami Viktor Orban posługuje się w kampanii wyborczej. Kampanii, w której straszy Węgrów, że ich kraj może zostać wciągnięty w wojnę. I wskazuje na wrogi sojusz - Zełenskiego z Brukselą i węgierską opozycją. Przez 4 lata starał się pan zmusić Węgry do wojny pana kraju z Rosją. W tym czasie uzyskał pan wsparcie Brukseli i zapewnił sobie poparcie węgierskiej opozycji. Zwracając się bezpośrednio do Zełenskiego, mówi o zagrożeniu. W ostatnich dniach zablokował pan ropociąg Przyjaźń, kluczowy dla zaopatrzenia Węgier w energię. Pana działania są sprzeczne z interesami Węgier i zagrażają bezpiecznym i niedrogim dostawom energii dla węgierskich rodzin. Orban nie chce słyszeć, że to w wyniku działań Rosji pod koniec stycznia w Brodach uszkodzony został rurociąg. Zarzuca Ukraińcom, że celowo blokują dostawy rosyjskiej ropy. Zapowiada wysłanie żołnierzy do ochrony kluczowych obiektów energetycznych. Zwiększa też obecność wojska i policji wzdłuż granicy z Ukrainą. Jest budowana cała psychoza antyukraińska w kontrolowanych przez węgierski rząd mediach, jakoby Ukraina zamierzała uderzyć na Węgry. Wydaje mi się, że to są już desperackie ruchy populistycznego rządu. Rządu Orbana, który przed kwietniowymi wyborami czuje na plecach oddech opozycji. Te billboardy, które widzimy dookoła, nawołują do wojny, do walki z kimś. To zatruwa zdrowie psychiczne narodu węgierskiego, straszy dzieci i starszych. Na partię Tisza Petera Magyara chce głosować już 42% Węgrów. 31% na rządzący Fidesz. Stąd wyciąganie haków na lidera opozycji, jak sekstaśmy i imprezy z narkotykami w tle. Oczernianie polityków opozycyjnych Victorowi Orbanowi dotychczas służyło, ale karta się odwraca, bo Peter Magyar doskonale zna tę grę i wie, jak przeciwdziałać. Bo był prominentnym członkiem Fideszu. Magyar postanowił sam opisać kulisy imprezy, na którą został zaproszony, by uprzedzić ewentualną manipulację w mediach. I tu do gry Orbana wchodzi jeden z jego polskich azylantów, Zbigniew Ziobro. Ze zdumieniem przeczytałem pana wynurzenia o narkotykach na imprezie z pana udziałem. Czy tak postępuje kandydat na premiera? Jak ochroni pan węgierską młodzież przed tragedią? Magyar zapowiedział, że gdy wygra, to nie będzie chronił Ziobry i Romanowskiego przed polską prokuraturą, która ściga ich za malwersacje w Funduszu Sprawiedliwości. Teraz bój o najważniejszy sąd w kraju i pytanie, kto pod koniec maja zastąpi Małgorzatę Manowską. Dopiero dzisiaj, za trzecim razem, bo wcześniej nie było kworum, zgłoszono nazwiska sześciorga kandydatów na nowego prezesa Sądu Najwyższego. Wszyscy to sędziowie wybrani przez upolitycznioną KRS. Pozostali zbojkotowali wybory i zaapelowali do rządzących o uzdrowienie sytuacji. Następcę Manowskiej wskaże prezydent. Podziały są bardzo silne i to od wielu lat. To komentarz legalnych sędziów Sądu Najwyższego o tym, co dzieje się w najważniejszym polskim sądzie. Problem jest coraz poważniejszy, niektórzy określają to jako chaos. A ten tylko się pogłębia. Dziś Zgromadzenie Sędziów Sądu Najwyższego wybrało kandydatów na następcę pierwszej prezes Małgorzaty Manowskiej. Udało się to dopiero za trzecim podejściem. Powód? Na poprzednich spotkaniach nie było kworum. Została stwierdzona frekwencja, w dniu dzisiejszym w zgromadzeniu wzięło udział 53 sędziów. Wszystkich sędziów tego sądu jest 91, ale nowelizowana przez PiS ustawa o Sądzie Najwyższym obniża kworum, jeżeli wcześniej nie udało się przeprowadzić zgromadzenia wyborczego. W spotkaniu nie wzięli udziału tzw. starzy sędziowie. Powinienem być, tak. Napisali do pierwszej prezes, napisali list, w którym ostrzegli, że wybór nowego prezesa sądu będzie nielegalny. Sędziowie, którzy tworzą, czy tworzyli, dzisiaj to zgromadzenie, oni zostali powołani po wadliwej, można powiedzieć nielegalnej czy niezgodnej z konstytucją procedurze. Czyli zostali powołani przez wadliwą KRS. Przypomnijmy, od 2018 roku sędziowskich członków KRS wybiera Sejm, a nie środowisko sędziowskie. Chodzi o bunt starych sędziów? Chcą rozwalać cały wymiar sprawiedliwości. Ja na to nie mam wpływu. Wpływ ten poseł, a kiedyś wiceminister sprawiedliwości, miał - i to duży. Mamy legalnych sędziów Sądu Najwyższego i mamy tych, którzy uzurpują sobie te stanowiska, za każde ich wyjście w todze na salę pani, ja, wszyscy, którzy nas oglądają, muszą płacić odszkodowania. To efekty reform Zbigniewa Ziobry. Jestem mocnym kandydatem, tak. Wszyscy wybrani dziś kandydaci na nowego pierwszego prezesa to neosędziowie. Wśród nich Aleksander Stępkowski. Współtwórca ultrakatolickiego stowarzyszenia Ordo Iuris. Tej wady, którą przypisuje się w procedowaniu KRS-u działającego na obowiązanych zasadach prawnych, tej wady nie ma z punktu widzenia prawa. Sędzia Stępkowski powołuje się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że wybór członków KRS przez polityków był zgodny z Konstytucją. Problem w tym, że w sprawie orzekał nieuprawniony sędzia. A trybunałem kierowała Julia Przyłębska, odkrycie towarzyskie prezesa PiS. Dotychczasowa pierwsza prezes też jest neosędzią. I bliską znajomą Andrzeja Dudy. Nie wiem, jak długo ten kryzys w ocenie polityków miał być utrzymywany, bo tutaj jest rozwiązanie w ich rękach. Muszą znaleźć rozwiązanie, które jest zgodne z Konstytucją. Proponowane przez rząd ustawy mające uzdrowić sytuację w Sądzie Najwyższym, np. w sprawie uregulowania statusu neosędziów, hamuje prezydent, a to on z listy kandydatów wybierze nowego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Pierwszy kredyt zaciągnął 15 lat temu. Nie mógł go spłacić, więc wziął chwilówkę. W sumie zadłużył się na ponad 500 tys. zł. Żeby oddać pieniądze pożyczone w kraju, wyjechał za granicę. Tam brał kolejne pożyczki. Wpadł w taką spiralę zadłużenia, że nie wiedział nawet, komu i ile jest winien. Problem przypłacił zdrowiem i rozstaniem z partnerką. Podobnych historii jest wiele. Z najnowszych danych wynika, że Polacy toną w długach. Pan Marcel powoli wychodzi na prostą. Swoją historię opowiada, by ostrzec innych. Żyłem z dnia na dzień. Byłem w czynnym nałogu, dalej jestem. Leczę się. Nie przejmowałem się po prostu tym, co przychodziło. Byłem skrajnie nieodpowiedzialnym człowiekiem. Zaczęło się od kredytu na 25 tys. zł w zwykłym banku. Pieniądze przegrał - przez hazard. I tak właśnie wpadł w długi. By je spłacać, zaczął brać chwilówki. Brało się łatwo, przystępnie, rozwiązywały na krótką chwilę problemy. Próbowałem spłacać każdą chwilówkę następną chwilówką. Te chwilówki brał w kraju i za granicą. Łącznie około 30 pożyczek w instytucjach pozabankowych. Każda wysokości 2-3 tys. zł. Rozpadł się jego związek. Życie kręciło się wokół spłaty zobowiązań. Wpada się w taką spiralę zadłużenia, że się nie śpi, oszukuje się bliskich, można próbować zdobyć te pieniądze w sposób nielegalny. Chwilówki kuszą, że jeśli pieniądze odda się w ciągu miesiąca, koszt pozostaje zerowy. Ale jeśli to się nie uda, zaczynają się problemy. Emerytka, kwota 5 tys., nie mogła się z tego wyplątać, przechodziła z jednej firmy do drugiej, proponowano jej różne rozwiązania, które były jeszcze mniej korzystne. W efekcie straciła mieszkanie. Po szybkie pożyczki sięgamy coraz częściej. W styczniu tego roku udzielono 488 tys. tzw. chwilówek. To o 5% więcej niż w zeszłym roku. Ich kwota to 1 mln 218 tys. zł. Chwilówki przyciągają osoby w trudnej sytuacji albo takie, które są już zadłużone. Ludzie sięgają po chwilówki, bo są pod wpływem ogromnego stresu, lęku i presji. Wstydzą się prosić o pomoc na przykład bliskie osoby, porównują się z innymi. Z czasem wyjście z tej spirali zadłużenia staje się coraz trudniejsze. Trzeba się zastanowić, czy naprawdę tych pieniędzy potrzebujemy i czy naprawdę potrzebujemy z takiego źródła. Bo niestety stopy zwrotu, czyli koszty tego zobowiązania, są niewspółmiernie wyższe niż zobowiązań bankowych. Koszty zobowiązania, o których mowa, to np. opłata administracyjna czy przygotowawcza. Dlatego jeśli musimy wziąć pożyczkę, korzystajmy z zaufanych źródeł. Często lepiej jest sprawdzić w swoim banku, bo to są często małe pożyczki, 1-2 tys. zł, czy mogę na kliknięcie wziąć taką pożyczkę. Bo chwilówka to błędne koło, którego przerwanie zajmuje często długie lata. Lodołamacze rozbijają lód, który skuł Wisłę. Rozbicie pokrywy jest ważne dla bezpieczeństwa w rejonie zamarzniętej rzeki. Statki pokonały już setki kilometrów. Do pracy wyruszają o świcie. Dziś kruszyły lód w Zbiorniku Włocławskim na Wiśle, największym sztucznym akwenie w Polsce. Udrażniały koryto rzeki, by zapobiec piętrzeniu się płynącej kry lodowej i ewentualnemu powstawaniu zatorów. Gruba tafla lodu pęka pod naporem wzmocnionych kadłubów. Powoli, ale konsekwentnie, flotylla jednostek pokonuje kolejne kilometry w górę rzeki na Zbiorniku Włocławskim. Te lodołamacze, które dzisiaj rano wypłynęły z portu we Włocławku, walczą na Wiśle z pokrywą lodową o grubości kilkudziesięciu centymetrów. Żmudna i ciężka praca wyspecjalizowanych jednostek ma zapobiec powstawaniu zatorów na rzece. Załogi 6 jednostek, "Lwa", "Geparda", "Niedźwiedzia", "Bawołu", "Sokoła" oraz "Jaguara", mają za zadanie nie dopuścić do zagrożenia powodziowego. Akcja lodołamania generalnie polega na pokruszeniu lodu, a następnie spławieniu go poniżej stopnia wodnego we Włocławku. Niestety na chwilę obecną warunki hydrologiczne nie pozwalają na uruchomienie tego procesu. Dopiero gdy w zalewie będzie więcej wody, resztki rozbitego lodu zostaną spuszczone w dół rzeki. Cały ten proces jest konieczny po tak ciężkiej zimie. Naturalne roztopy w przypadku grubej pokrywy lodowej mogą doprowadzić do sytuacji, w której lód topi się chaotycznie, tworząc zatory, które blokują nurt rzeki, co prowadzi do gwałtownego wzrostu poziomu wody. Stąd konieczne jest lodołamanie. Podobna operacja trwa od kilku dni na Odrze. Kruszenie tafli na naszej zachodniej granicy odbywa się we współpracy z jednostkami z Niemiec. Najbliższe dni według synoptyków będą decydujące, jeśli chodzi o następstwa odwilży. Aktualnie mamy wydane ostrzeżenia na roztopy na północy kraju, do tego ostrzeżenia hydrologiczne na wezbrania z przekroczeniem stanu ostrzegawczym. Lokalnie województwo mazowieckie, kujawsko-pomorskie, wielkopolskie. Jeżeli utrzymuje się temperatura dodatnia przez całą dobę, a w śniegu mieliśmy zakumulowane około 50 mm opadu, to jest to dosyć znaczna ilość wody, która będzie zasilała rzeki. I chociaż hydrolodzy obecnie nie prognozują gwałtownego topnienia, to służby na bieżąco monitorują stan rzek w całym kraju, a flotylla wiślanych lodołamaczy jest w pogotowiu. Zakładaliśmy, że szybciej nam pójdzie, a jeszcze idzie wolno, bo w nocy przymrozek nas troszkę wstrzymał. Tak że dość ciężkawo idzie. W weekend temperatura w niektórych regionach może osiągnąć nawet kilkanaście stopni na plusie. Dziękuję za wspólnie spędzony wieczór. Za chwilę Pytanie Dnia. W studiu są już Justyna Dobrosz-Oracz i jej gość, generalny inspektor Marek Boroń, komendant główny policji. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia jutro.