Atak w szpitalu - 19-latek zaatakowa¾ no¼em lekarzy. Us¾ysza¾ zarzuty. Spi-cia w Trybunale. Czy prezes traci władzę nad sędziami? Jubileusz - 40 lat Teleexpressu. W 19.30 gość specjalny. Anna Kowalska, dobry wieczór. Dziękuję, że są państwo z nami. Sceny jak z horroru - tak wczorajsze wydarzenia w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju opisują pacjenci. Późnym popołudniem do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego wdarł się 19-letni mężczyzna z długim nożem i ranił cztery osoby: dwie pacjentki, lekarza i pielęgniarkę. Tragedii udało się uniknąć tylko dzięki bohaterskiemu czynowi jednego z lekarzy, który mężczyznę obezwładnił. To 19-latek zatrzymany przez jastrzębską policję, podejrzewany o zaatakowanie nożem dwóch pacjentek oraz lekarza i pielęgniarki, którzy stanęli w ich obronie. Mężczyzna był trzeźwy, jak wskazały badania wstępne, był pod wpływem środków narkotycznych. Jedna z zaatakowanych pacjentek musiała być operowana. Wszyscy mają rany szyi, klatki piersiowej i rąk. Wymagali wielu leków przeciwbólowych z powodu zadanych ran. Najbardziej poszkodowany jest lekarz, który obezwładnił napastnika. Ma uszkodzenia klatki piersiowej i płuc, jest na oddziale torakochirurgii. Poprzez swoje bohaterskie działanie uratował życie kilku osób. Według śledczych 19-latek zaatakował przypadkowe osoby. Na pewno nie był leczony na tym oddziale, nie był pacjentem tego oddziału. Okoliczności wskazują, że nie znał najprawdopodobniej i nigdy nie widział pokrzywdzonych. Pacjenci i pracownicy szpitala są wstrząśnięci. Pani leży na łóżku, a tu takie coś. Jeszcze na gastrologii, pacjenci przykuci do łóżka. To mogło spotkać każdego z nas. To, że to był oddział gastrologiczny, to był przypadek. Mogło się to spotkać na każdym oddziale. Do ataków w szpitalach dochodzi prawie każdego dnia. W zeszłym roku w Siedlcach 60-letni ratownik z zespołu wezwanego do osoby potrzebującej pomocy zmarł dźgnięty nożem. Ponad rok temu w krakowskim szpitalu uniwersyteckim zmarł lekarz, brutalnie zaatakowany nożem przez pacjenta. Kilka dni temu śledztwo zostało umorzone z powodu stwierdzonej niepoczytalności sprawcy. W ostatnich dniach emocje związane z zarobkami w ochronie zdrowia są przez medyków szczególnie odczuwalne na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Nastawienie pacjentów jest widocznie inne i zachowanie niektórych pacjentów może stwarzać pewne niebezpieczeństwo dla personelu medycznego. Już wczoraj apelowałam, żebyśmy nie eskalowali niektórych emocji, szczególnie w systemie ochrony zdrowia, dlatego że zaufanie pomiędzy pacjentem a personelem jest bardzo istotne. Od stycznia zostały zaostrzone kary za ataki na medyków. Nożownikowi z Jastrzębia-Zdroju grozi kara od ośmiu lat do dożywocia. W ekspresowym tempie i w reakcji na aferę w Szpitalu Południowym parlament przyjął ustawę o zarobkach lekarzy. Teraz państwo ma gromadzić dane o wynagrodzeniach na podstawie numeru PESEL - będzie więc wiadomo, ile zarabiają lekarze, nawet jeśli pracują w kilku placówkach naraz. Ustawa trafi teraz na biurko prezydenta. Nie wiadomo, jak zareaguje Pałac, ale głośne "nie" nowym zapisom już mówi Naczelna Izba Lekarska. Większa jawność wynagrodzeń medyków? Lekarze mówią "nie". Użyjemy wszelkich środków, żeby tę ustawę zablokować jako szkodliwą. Ustawę, która wiąże zarobki lekarzy z ich PESEL-em lub numerem wykonywania zawodu, bez poprawek w ślad za Sejmem przegłosował Senat. Nowe przepisy pozwolą ustalić, ile na kontraktach zarabiają medycy zatrudnieni w kilku placówkach. Nie może być tak i myślę, że to na pewno budzi spore emocje, że my dzisiaj dokładamy kolejne miliardy do NFZ-u, nie mając wpływu na to, jak te pieniądze są wydatkowane. Tutaj, w szpitalu w Bełchatowie, jeden z urologów zarabia na kontrakcie 150 tys. zł miesięcznie. Gdy zestawić to ze średnimi zarobkami z innych krajów, to więcej niż jego koledzy z Niemiec czy Francji. Dzisiaj dostałem informację, że lekarze na trzech kontraktach zarabiają miesięcznie 600 tys. zł. No szanowni państwo, popadamy w jakiś absurd. Teraz Wielkopolska. W szpitalach województwa od Piły przez Poznań po Kalisz jest 26 lekarzy zarabiających ponad 1 mln zł rocznie. Pięciu - ponad 2 mln. Czasem 70% kontraktu z NFZ idzie na wynagrodzenia, za resztę nie da się leczyć. Zdaniem rządzących bez ustalenia, ile z tego stanowią wynagrodzenia, nie da się naprawić chorego systemu. Ale lekarze boją się, że dane zostaną wykorzystywane w niewłaściwy sposób. Jeżeli pan prezydent ustawę podpisze, pójdziemy do trybunałów europejskich i będziemy się domagać uchylenia tej ustawy. O to, aby prezydent szybko złożył podpis, apelują rządzący. Liczymy na szybki podpis prezydenta. Profesor Piotr Czauderna, przewodniczący prezydenckiej rady zdrowia, postuluje pilną reformę systemu finansowania świadczeń i organizacji szpitali. Ale to nie przesądza, że prezydent go posłucha. Kolejny kryzys w służbie zdrowia służy opozycji... Musimy ich rozliczyć, żeby już nigdy nie było takich patologii w ochronie zdrowia. I prezydentowi. W ilu szpitalach działają jeszcze salony VIP, a Polacy czekają w długi kolejkach do SOR-u, na ginekologię, położnictwo? Wraz z dyskusją o pensjach medyków trwają audyty Najwyższej Izby Kontroli w szpitalach. Rekordowo długi dyżur lekarski w jednym ze szpitali? 70 godzin, 10 minut. To bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa pacjentów. A na tym zarówno politykom, jak i medykom chyba powinno zależeć najbardziej. Oglądają państwo 19.30 i proszę koniecznie z nami zostać, bo już za moment: Śmiertelne przejazdy. Za 99% niebezpiecznych sytuacji na przejazdach odpowiedzialni są kierowcy. Konsekwencje zazwyczaj są tragiczne. Rusza kampania prewencyjna. Nie myślimy, nie zastanawiamy się, od razu wyłamujemy rogatkę. We własnych rękach mamy nie tylko życie swoje, ale i innych osób. Odbudowa Ukrainy będzie kosztować co najmniej 600 mld dolarów. To astronomiczna kwota, ale po czterech latach wojny zniszczenia są ogromne. Energetyka, porty, mieszkania i szkoły, Ukraina będzie potrzebować gruntownego remontu. Pierwsze umowy i listy intencyjne podpisano już w Gdańsku podczas Konferencji Odbudowy Ukrainy. Polski rząd ogłasza sukces, są też pierwsze kontrakty dla polskich firm. Bilans tej konferencji przygotował Bartosz Filipowicz. Dwa dni rozmów, negocjacji i ustalania konkretów - Gdańsk gościł uczestników Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy. Byliśmy świadkami wyjątkowego i pewnie największego wydarzenia polityczno-biznesowego w Europie. O tym świadczą liczby. Bo jak podaje Ministerstwo Aktywów Państwowych, 7,5 tys. uczestników, z czego 5 tys. po stronie przedstawicieli biznesu. Ponad sto delegacji międzynarodowych. I prawie 200 zawartych umów. Za tymi wszystkimi liczbami kryją się inicjatywy, rozmowy i plany na to, jak powinna wyglądać przyszłość. Przyszłość to odbudowa Ukrainy wyniszczonej wojną z rosyjskim okupantem. Po eskalacji napięcia pomiędzy prezydentami Ukrainy i Polski pojawiło się ryzyko, że siła wydarzenia nie będzie taka, jak zamierzali organizatorzy. Tak się jednak nie stało, mówią rządzący, a miarą sukcesu są świetne relacje biznesowe. Wziąłem udział w kilkudziesięciu spotkaniach. One wszystkie są konstruktywne. Rozmawiamy o wspólnych interesach, rozmawiamy o tym, jak poprowadzić te projekty związane z odbudową Ukrainy w przyszłości. Napięcie polityczne pomogli obniżyć szefowie rządów obu państw. Robią to też ważni ukraińscy politycy. Do każdego Polaka mam stosunek jak do brata. Zawsze w trudnych czasach się wspieraliśmy. Dzięki Polsce obecnie możemy kontynuować walkę. I nigdy nie zapomnimy o tej pomocy. W Gdańsku umowy zawierały głównie firmy z sektora publicznego. Orlen i ukraiński Naftohaz podpisały porozumienie między innymi w sprawie handlu LNG i infrastruktury gazowej. To element budowania bezpieczeństwa energetycznego Europy Środkowo-Wschodniej. My jako Polska mamy ambicje zostania hubem gazowym, nie tylko dla Ukrainy, ale dla całej Europy Środkowo-Wschodniej. Stąd też nasze inwestycje w infrastrukturę. Polscy giganci energetyczni, PGE, Orlen, Enea i Tauron, podpisali list intencyjny. Zaangażują się w odbudowę ukraińskiej energetyki. To kolejny ważny sygnał wsparcia dla naszego sąsiada. Polski biznes mógł się przedstawić. Polityka nie wpłynęła też na rozmowy prywatnych przedsiębiorstw, słyszymy od przedstawicieli biznesu. Zero polityki, pełna deeskalacja, jeśli chodzi o napięcia polityczne, i bardzo dobra atmosfera między prywatnymi firmami ukraińskimi i prywatnymi firmami polskimi. O czym to świadczy? Że biznes mimo czasem niesprzyjających okoliczności i tak sobie poradzi? Świadczy o tym, że emocje, nawet jeśli są bardzo uzasadnione... Faktycznie to było takie w kuluarach odczucie, że to myślenie biznesu, samorządów jest bardziej średnioterminowe i strategiczne, a mniej taktyczne. Chętnych firm z Polski do odbudowy Ukrainy jest ponad 3,5 tysiąca. Jak najbardziej chcemy uczestniczyć w odbudowie Ukrainy, w odbudowie infrastruktury energetycznej w tym wypadku, która po wojnie została mocno zniszczona czy też uszkodzona i trzeba będzie to odbudować. To piąta edycja Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy. To już kolejna odsłona awantury w Trybunale Konstytucyjnym. Nie odbyło się zaplanowane Zgromadzenie Ogólne. Prezes Trybunału opuścił posiedzenie, bo na sali pojawiło się czterech nowych sędziów powołanych przez Sejm. Ale wraz z prezesem salę opuściło tylko dwóch innych sędziów. Pojawiają się więc pierwsze głosy, że Bogdan Święczkowski po cichu traci władzę. Czy to już bunt? O tym, co dzieje się za tymi murami, jest coraz głośniej. Nie tylko z powodu orzeczeń, ale też walki o władzę, którą według rządzących traci ten prezes Trybunału Konstytucyjnego. To przesilenie, ten rozłam wewnątrz ewidentnie następuje - mówią rządzący po awanturze, do której doszło przed Zgromadzeniem Ogólnym Sędziów. Przyszli wszyscy, czyli: dziewięciu sędziów wybranych za czasów PiS i sześcioro wybranych przez obecną większość. Czworo z nich złożyło ślubowania w Sejmie w taki sposób. Zwracam się do prezydenta. Bo do Pałacu Prezydenckiego zaproszenia nie dostali. Wszystkie przesłanki do tego, żeby objęli oni funkcje sędziów w Trybunale, zostały spełnione, ale obecny prezes tak jak politycy PiS uważa, że nie. Dlatego ze spotkania sędziów chciał ich wyprosić i, jak mówi Onetowi jeden ze świadków, Wersal to nie był. Nikt nie wyszedł. Salę, powołując się na brak quorum, opuścił Bogdan Święczkowski, Wyszło z nim już tylko dwóch sędziów. Reszta mówi, że już nie chce brać udziału w tej jego zabawie, więc myślę, że to jest game over Święczkowskiego. Bogdan Święczkowski się nie poddaje. I wciąż nie uznaje czworga wybranych przez Sejm obecnej kadencji sędziów. Czyich interesów broni prezes TK? Pan Święczkowski broni po części siebie i swoich interesów, ale także swojego środowiska politycznego, z którym się nie kryje. I nie chodzi tylko o takie spotkania, to zdjęcia sprzed kilku dni, z klubami Gazety Polskiej czy to, że obecny prezes Trybunału ma w CV start na posła z list PiS. Zapadające tu wyroki... Komisja ta winna zaprzestać swej działalności. Od dziesięciu lat są po myśli PiS i z PiS, jak wynika z tego ujawnionego maila Michała Dworczyka, konsultowane. Trybunał Konstytucyjny działa niczym trybunał na polityczne zamówienie. Politycy PiS-u czegoś oczekują, prezes Święczkowski taki wyrok wydaje. PiS nazywa to praworządnością. Demokracja w Polsce obowiązuje, a jednym z elementów tej demokracji jest Trybunał Konstytucyjny. To jest teatr polityczny działający na zlecenie PiS-u wyłącznie. To nie jest niezależny sąd konstytucyjny - mówią rządzący i jako przykład wskazują na wczorajszy wyrok. Trybunał uznał, że wybór prezesa Sadu Najwyższego dokonany przez prezydenta nie wymaga kontrasygnaty premiera. I choć konstytucja mówi co innego, to, jak czytamy w uzasadnieniu, ten przepis nie może być zdaniem Trybunału odczytywany wyłącznie literalnie. Ja tylko oczekuję, kiedy będzie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, którego ogłosi Karola Nawrockiego królem Polski. Bardzo brakuje poważnego Trybunału Konstytucyjnego. Rządzący zapewniają, że jego przywracanie trwa. Ale wybrany dwa tygodnie temu przez Sejm na sędziego Trybunału profesor Sławomir Patyra wciąż czeka na zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego na złożenie ślubowania. Kilkumiesięczne niemowlę i 12-letniego chłopca bez żadnych obrażeń wyciągnęli dziś spod gruzów ratownicy w Wenezueli. W wielkim cierpieniu, jakie pozostawiło po sobie trzęsienie ziemi, pojawiają się rzadkie momenty radości, ale nadzieja na kolejny cud z każdą minutą maleje. Pod zawalonymi budynkami mogą być uwięzione dziesiątki tysięcy osób. Gołymi rękami próbują wydobyć ich bliscy. W absolutnej ciszy nasłuchują dźwięków. Bo każdy może oznaczać życie i szansę na ocalenie. Tak ratownicy uratowali to małe dziecko. Ale sami też musieli się ratować. Takich wstrząsów wtórnych odnotowano już ponad 30 po dwóch najsilniejszych od ponad 100 lat trzęsieniach ziemi w Wenezueli. To epicentrum tragedii - stan La Guaira. Jej skalę pokazują zdjęcia satelitarne. To setki zawalonych budynków. I setki ludzi, którym dramat odebrał też siły i nadzieję. Mam serce na dłoniach i nie wiem, co robić. Nie wiem, gdzie on jest. Ale choć z każdą godziną maleją, wciąż są szanse na odnalezienie żywych. Kiedy zaczęło się trzęsienie ziemi, chwyciłam się futryny drzwi tak mocno, jak tylko mogłam. Trzymałam się jej, aż zawaliły się wszystkie piętra. Potem zobaczyłam dłoń i ją chwyciłam. Bo, jak mówi, nie chciała umierać samotnie. Ale przeżyła. Przyjaciółka, której rękę ściskała - nie. Na liście zaginionych jest ponad 50 tysięcy nazwisk. Czy nie można zadzwonić do wojska i powiedzieć "przyjedźcie tu, pomóżcie nam, przywieźcie traktory, koparki, robotników budowlanych"? To powtarzający się apel Wenezuelczyków, którzy sami, często gołymi rękami, przeczesują gruzowiska. Bo rząd nie wysłał ciężkiego sprzętu ani profesjonalnych ekip. Te do tej pory widać było jedynie w stolicy kraju - Caracas. Za to rząd nasyła policję na takie centra pomocy, które w dotkniętych regionach uruchamia partia liderki opozycji Marii Coriny Machado. Zdecydowaliśmy o zmilitaryzowaniu stanu La Guaira. Siły zbrojne zostały tam rozmieszczone, aby poradzić sobie z tą trudną sytuacją, która dotyka nasz lud. Prezydent zaapelowała też o pomoc międzynarodową. Odpowiedziały liczne państwa, także te pozostające dotąd w sporze z władzami w Caracas, w tym USA, które wysłały elitarne zespoły ratownicze i pomoc humanitarną. Tej potrzebują dziesiątki tysięcy osób koczujących na ulicach. Pozbawionych też wody i gazu, które odcięły władze. Organizacje mówią nawet o 7 mln poszkodowanych przez trzęsienie. W 2025 roku na polskich przejazdach kolejowych zginęło 57 osób. I ta liczba jest zdecydowanie najwyższa w całej Europie. Patrząc na nagrania, które zaraz państwo zobaczą, trudno się dziwić. Wciąż nie przestrzegamy podstawowych zasad. Grzechy główne: wjazd na przejazd przy zamykających się rogatkach i ignorowanie sygnalizacji. PKP i policja ruszają więc z kolejną już odsłoną akcji "Bezpieczny przejazd". Taki wypadek zdarza się w Polsce średnio co 44 godziny. To nagrania Kolei Dolnośląskich, które pokazują, jak wypadek wygląda z perspektywy maszynisty. Czyli człowieka, który prowadząc pociąg, odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów. Chcieliśmy właśnie pokazać te drastyczne sceny właśnie po to, żeby wpłynąć na wyobraźnię kierowców. Bo wyobraźni ciągle kierowcom brakuje. To już nagrania PKP PLK, które pokazują przykłady braku zdrowego rozsądku i bezmyślnego łamania przepisów na przejazdach kolejowych. I to niestety nie odosobnione przypadki, a raczej codzienność. Wakacje to jest bardzo newralgiczny czas. W pierwszy weekend wakacji PKP znów przypomina o tym, żeby przestrzegać przepisów, a jeśli już dojdzie do niebezpiecznej sytuacji, szybko odczytać numery przejazdu z żółtej naklejki i zadzwonić na 112. Podajemy indywidualny numer skrzyżowania i ruch pociągów może być wstrzymany. W zeszłym roku 500 razy ruch pociągów został wstrzymany. Dzięki temu udało się uniknąć kilkuset takich sytuacji. Warto pamiętać, że droga hamowania rozpędzonego pociągu może wynieść nawet 1300 metrów. Dlatego na nieodpowiedzialne zachowanie kierowców maszynista nie ma nawet jak zareagować. Za 99% niebezpiecznych sytuacji na przejazdach odpowiedzialni są sami kierowcy. Liczby z ostatniej dekady plasują nas w europejskiej niechlubnej czołówce. Rocznie na przejazdach kolejowych ginie kilkadziesiąt osób. Przyczyny nie zaskakują. Ciągły pośpiech, nieuwaga i w ostatnim czasie zanotowaliśmy zwiększoną ilość używania telefonów komórkowych podczas jazdy. Na kierowców nie działają nawet zaostrzone cztery lata temu kary za wykroczenia na przejazdach. Policja ostrzega, że w te wakacje odpoczynku od mandatów nie będzie. Niezależnie, czy jest to wjazd za sygnalizator, który nadaje światło czerwone, czy wjeżdżamy na przejazd kolejowy w momencie, kiedy zapory, półzapory się podnoszą lub zaczynają opuszczać - kara to 2000 zł, 15 punktów karnych. Kolejarze przypominają, że taki dźwięk i czerwone światło zawsze oznaczają bezwarunkowy "stop". Zakaz kupna i spożycia alkoholu w miejscach publicznych - taki pomysł na walkę z upałem ma Paryż. Zakaz już obowiązuje, bo, jak przekonują władze, to, co jemy i pijemy, ma ogromny wpływ na to, jak radzimy sobie z upałem. Gdy na termometrze blisko 40 stopni, z menu trzeba wykluczyć nie tylko alkohol. Mądrze układając jadłospis, pomagamy sobie w przetrwaniu tych upalnych dni. Co jeść, by się ochłodzić? Dziś niemal w całej Polsce temperatury przekraczały 30 stopni. Przy takiej pogodzie ważne jest to, co nasz organizm przyjmuje do środka. 2,5, nawet do 3 litrów na dobę płynów w takich falach upałów wskazane. Wbrew pozorom lody wcale nie są najlepszym rozwiązaniem. Lody poza tym, że są pyszne i orzeźwiające, są także kaloryczne. Jak mamy możliwość wybrania, wybierzmy sorbet. Bo to, co jemy w upały, powinno być przede wszystkim lekkostrawne i zawierać dużo wody. Faktycznie jemy zdecydowanie mniej mięsa, więcej ryb, jajek, czegoś, co jest lżej strawne, a jest też białkiem. I jak wskazuje doświadczenie kucharzy z krajów o gorącym klimacie, wcale nie powinniśmy unikać gorącego jedzenia, o czym przekonuje pochodzący z Indii Tapinder Sharma. Nie ma ograniczeń jak u nas w Polsce, jemy, co jemy, zawsze jemy na gorąco, w naszej tradycji nie ma na ciepłe danie, zimne danie mamy zabronione. Podobnie jest z ostrymi dania, o czym przekonuje pochodząca z Korei trenerka kulinarna Inessa Kim. Ona jest ostra. Ostrość wpływa w taki sposób, że zaczynamy się pocić. A kiedy się pocimy, to się schładzamy. W trakcie upałów ważne są też pory jedzenia. Zdrowe jest obfite śniadanie, lekkie przekąski w ciągu gorącego dni i obfity posiłek dopiero późnym popołudniem. Jest też sjesta, czyli środek dnia, gdy uciekamy od upału, nie jemy dużo, a raczej się nawadniamy i absolutnie nie pracujemy. Przygotowując potrawy na upały, warto skorzystać ze straganów z warzywami i owocami. Spora ilość świeżych ziół nie jako dodatek do smaku, ale ważny składnik dań. Np. kuchnia wietnamska, proporcja sałat do ziół niemal identyczna. A biorąc pod uwagę prognozy pogody, coraz częściej będzie trzeba korzystać z kulinarnych doświadczeń krajów tropikalnych. To dla nas w Telewizji Polskiej dzień szczególny: obchodzimy dziś 40-lecie Teleexpressu. Dla wielu z nas to, obok 19.30, ulubiony program informacyjny. A ulubionym prezenterem jest on, Maciej Orłoś... Dlatego pan Teleexpress opowie o tym najlepiej. Powinien siedzieć tu już koło mnie. Inna energia po prostu. Pierwszy raz jestem w waszym studiu. Sporo tu przestrzeni. Nasze teleexpressowe jest dużo mniejsze. Nasz parowóz wyruszył w trasę 26 czerwca '86 roku, a to oznacza, że dziś pendolino mknie do państwa domów z informacjami niezmiennie od 40 lat. Inna energia. Pierwszy raz jestem w waszym studiu. Sporo tu przestrzeni. Nasz parowóz wyruszył w trasę 26 czerwca '86 roku, a to oznacza, że dziś pendolino mknie do państwa domów z informacjami niezmiennie od 40 lat. Jak one przebiegły - o tym Michał Niewodowski. Od samego początku Teleexpress uśmiechał się do widza. I choć czasy i godzina emisji była inna, jego energia jest ta sama. Nie było laptopów, nie było praktycznie komputerów, ale mieliśmy do dyspozycji długopis, maszynę do pisania i ogromne szczere chęci. Bo Teleexpress nigdy nie udawał wieczornego dziennika. Od zawsze miał rytm, skrót, czasem żart, czasem ciekawostkę, którą następnego dnia powtarzało się w pracy lub szkole. Pociąg osobowy ze Świnoujścia do warszawy ciągnął wagon kolonijny. Wagon był pusty, bo kolonia w Świnoujściu nie wsiadła. Trzeba pamiętać, że to miał być program młodzieżowy, robiony przez młodych ludzi dla młodzieży. Przez lata zmieniały się czołówki, zmieniali się prowadzący. Nie zmieniało się to, że Teleexpress w kwadrans potrafi zmieścić cały świat. To nie jest łatwe w tak krótkim czasie przekazać tyle informacji. A konkretnie 20 newsów. Z pomocą przychodzą lektorzy, którzy może nie są cichymi bohaterami, ale po głosach ich poznacie. Użyłem dwóch wyrazów: poproszę długopis. I pani powiedziała: "Ojej, ja pana codziennie słucham. ja pana oglądam". Bardzo mi miło. Marek Wilk ma najdłuższy staż w Teleexpresie i nazywany jest najszybszym lektorem w Polsce. Ale potrafię też wolno czytać. Określenie "teleexpressowe tempo" przeszło nawet do języka polskiego. Jak zaczynał się Teleexpress, to wyróżniało go tempo. Mówiono nawet żartobliwie, i to w Teleexpressie, że osobowy odchodzi o 19.30, a my jesteśmy ekspresem. Bo siłą Teleexpresu zawsze byli dziennikarze z lekkim piórem. Czasem warto wyjść ze skorupy własnych uprzedzeń bez obaw, że się wyjdzie na mięczaka. Oraz widzowie i ich pozytywnie zakręcone pasje. Wielka kolekcje pralek, milion guzików czy 20 kilowatów głośników. Cała galeria osobowości. Wszystkim bohaterom gratulujemy i przypominamy, że miejsc w teleexpressowej galerii ludzi pozytywnie zakręconych nigdy nie zabraknie. A w Teleexpressie nie może zabraknąć kultowego kącika muzycznego. Przez dwie dekady najpierw Marek Sierocki, a dziś Matusz Jędraś gościli tysiące wschodzących i największych gwiazd muzyki. Pokazujmy rozmaite gatunki, szerokie spektrum muzyczne, różnych artystów, z różnych pokoleń, ale także z różnych środowisk. Przez 40 lat zmieniło się prawie wszystko, tylko nie to, że w każdym domu jest ktoś, kto o siedemnastej mówi: "Cicho, cicho, Teleexpress się zaczyna". Siostrzana redakcja życzy Wam sto lat. Maciej Orłoś, mam nadzieje, że będziesz wpadać częściej. Teraz Pytanie Dnia. Gościem Aleksandry Pawlickiej jest już ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Jutro w 19.30 Zbigniew Łuczyński. Cieszę się, że byli państwo z nami. Do zobaczenia niebawem w Telewizji Polskiej.