Giełda problemów. Tajemnicze spotkania polityków PiS z szefem Zondacrypto. Walka o młodych. Jak politycy próbują uwieść nowych wyborców? Tajemnicza wizyta. Co szef CIA robił w Moskwie? Anna Kowalska. Dobry wieczór Państwu. Zaczynamy 19:30. Jest kolejne zawiadomienie do prokuratury w sprawie Zondacrypto. Chodzi o tajemnicze spotkanie Michała Moskala z szefem giełdy Przemysławem Kralem. Jak wynika z informacji TVN24 i Wirtualnej Polski, do tego spotkania doszło na Ibizie równo rok temu, a chwilę później poseł PiS zaangażował się w prace nad ustawą o kryptowalutach. Śledztwo nabiera tempa. I to dobra wiadomość dla tysięcy poszkodowanych. Michał Wawrzyniak to jeden z tysięcy poszkodowanych przez Zondacrypto. Stracił ponad milion złotych. I wątpi, że pieniądze odzyska. Chciałbym w to wierzyć, ale niestety, patrząc na to, co się dzieje, nie mam pozytywnych myśli związanych ze zwrotem pieniędzy. To może się zmienić. Prokuratura, i to jest ogromny sukces prokuratury, zabezpieczyła już majątek, który w moim przekonaniu jest prawie wystarczający do pokrycia wszystkich tych osób, które się zgłosiły. Mówi nowy pełnomocnik Przemysława Krala. Po zmianie prawnika szef ZondaCrypto zaczął współpracować ze śledczymi. Prokuratura informuje, że są nowe dowody i połączenie dwóch śledztw w jedno. Ma zbadać oszustwa finansowe i wątki polityczne, a tych przybywa. Dziennikarze WP i TVN24 ustalili, że rok temu Kral spotkał się na Ibizie z posłem PiS Michałem Moskalem i byłym funkcjonariuszem CBA Arturem Chodzińskim. Nie sądzę, żeby tam panowie poszli się opalać. To nie było celem spotkania. Moskal przekonuje, że chodziło o wsparcie związanej z nim fundacji, do którego ostatecznie nie doszło. Nie zostały przyjęte żadne środki. Nie została podjęta żadna współpraca ani przeze mnie, ani przez fundację, ani przez żadnego z moich współpracowników. Ale zaszła zmiana. Przed spotkaniem na Ibizie poseł Moskal milczał w sprawie ustawy regulującej rynek kryptowalut. Po spotkaniu krytykował rządowy projekt i - jak sam pisał - w imieniu klubu PiS składał do niego poprawki. Zbieżne z oczekiwaniami Krala. Pojechał na Ibizę, zjadł kolację z panem Kralem, nagle interesuje się tym rynkiem i chce wprowadzać poprawki. I jeszcze jedno, w co - jak słyszymy - dość trudno uwierzyć - że Moskal zwrócił koszta wyjazdu. Gotówką rozliczyłem się z Arturem Chodzińskim, z którym wyjechaliśmy, on opłacał ten wyjazd. Michał Moskal nie przekonał polityków KO, którzy w sprawie spotkania posła PiS na Balearach zawiadamiają prokuraturę. Żądamy też, żeby prezes Jarosław Kaczyński sprawdził i spytał swoich członków, na jakie fundacje Zondacrypto przelewała pieniądze. Bo już wiadomo, że spółka Krala przelewała pieniądze na fundację Zbigniewa Ziobry. Przelew dostała też fundacja posła Konfederacji Przemysława Wiplera. Oba ugrupowania głosowały przeciwko rządowej ustawie o rynku kryptowalut, którą potem trzykrotnie wetował prezydent. Karol Nawrocki występował na sponsorowanym przez Zondacrypto prawicowym kongresie CPAC. Miliony płynęły do medialnej przybudówki PiS. Co więcej - jak donosi Onet - szef Republiki prowadził z Kralem rozmowy na temat sprzedaży części udziałów w stacji. Kralowi budowanie tej ośmiornicy złożonej z polityków PiS-u, Konfederacji i Nawrockiego udało się jak chyba nic innego w życiu. A premier Donald Tusk dodaje. Kasa na zegarki, na media, wyborcze imprezy, fundacje prawicowych polityków. A przecież serial Zonda dopiero się rozkręca. Posłowie PiS i Konfederacji tych powiązań się wypierają. ale miesiącami, by blokować ustawę o kryptoaktywach, powtarzali argumenty Zondacrypto. Mateusz Dolatowski sprawdzał, jak bardzo podobna była w tej sprawie narracja opozycji i Przemysława Krala. Aż tak bardzo politycy PiS-u, Konfederacji i przedstawiciel prezydenta cieszyli się z tego, że rządowa ustawa regulująca rynek kryptowalut nie weszła w życie. Grudzień. Prezydent wetuje ustawę po raz pierwszy, a koalicja nie ma głosów, by weto odrzucić. W imieniu prezydenta ustawę krytykuje jego minister. Ustawa tworzy jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów regulacyjnych w UE. I tu robi się ciekawie. Bo te argumenty brzmią zaskakująco podobnie do tych, których kilka miesięcy wcześniej używał prezes Zondacrypto. Proponowana ustawa jest takim kagańcem. Całkowitym zakazem rozwoju tego rynku. Tego rodzaju rozwiązania zahamują rozwój rynku kryptoaktywów. Argument drugi: ucieczka start-upów. W interesie Polski, polskiego rozwoju, polskich start-upów jest to, żeby ten rynek funkcjonował w Polsce, a nie żeby funkcjonował poza naszymi granicami. I argument trzeci: ustawa jest za długa. Kral porównuje Polskę z Cyprem, Bogucki - z Czechami. Teza pozostaje ta sama. Porównując z taką jednostronicową ustawą cypryjską, to to, co mamy w wykonaniu polskiego parlamentu, jest jakimś potworkiem prawniczym. Czeska ustawa to kilka, kilkanaście stron. Rząd pana premiera Tuska chce przedstawić taką ustawę. Trzy argumenty. Dwie różne osoby. I wyjątkowo podobna opowieść o tym, dlaczego rynku kryptowalut lepiej nie regulować tak, jak chciał rząd. Karol Nawrocki miał robioną kampanię na CPAC-u. CPAC dostawał pieniądze od Zondacrypto. A kto jest najbliższym współpracownikiem Nawrockiego? Bogucki. Więc Bogucki w Sejmie mówi słowa, które chce Kral, działał na rzecz Zondacrypto. Teraz PiS przekonuje jednak, że było odwrotnie, że to rządowa ustawa była korzystna dla Zondacrypto. To pan Kral spodziewał się, że ta ustawa zostanie przyjęta. To było w jego dobrze pojętym interesie. Odwracanie kota ogonem to domena prawicy, patoprawicy, ale ludzie nie są głupi. I tu rządzący przypominają tak bliskie powiązania prawicy i skrajnej prawicy z Zondacrypto. Fundacja Przemysława Wiplera dostała od spółki powiązanej z Zondacrypto około 300 tys. zł. Teraz Wipler podkreśla, że nie uczestniczył proaktywnie w procesie legislacyjnym. Tyle że z sejmowej mównicy domagał się rozwiązania, o którym wcześniej mówił Kral. Należy nam się jak miska zupy psu dostęp do mObywatela. Dlaczego nielegalnie i bezprawnie zablokowaliście możliwość Polakom, którzy korzystają z giełd kryptowalut, w tym przypadku giełdy Zonda, by mogli się logować i potwierdzać swoją tożsamość z wykorzystaniem mObywatela? Ten polityk - do niedawna w PiS - zapewniał, że pieniędzy od Zondacrypto nie brał, ale według WP co najmniej cztery razy odwiedzał lokale związane z prezesem spółki. Janusz Kowalski też mówił w przeszłości argumentami Krala. Jest projektem, który zabije rynek kryptowalut w Polsce. To jest zabicie rynku. Ludzie Krala w polskim Sejmie. Ludzie Krala w prawicowych partiach politycznych. Jeśli tyle politycznych głosów brzmi jak echo jednego biznesowego interesu, wersja o przypadku staje się coraz mniej wiarygodna. Ta impreza na stałe zagościła już w politycznym kalendarzu. Rusza 5. edycja Campus Polska, gdzie liberałowie próbują uwieść polską młodzież. Najmłodszych wyborców przekonać chce do siebie jednak nie tylko rząd, ale też Pałac Prezydencki. Gra jest warta świeczki, bo do zgarnięcia blisko 5 mln głosów. Campus Polska Przyszłości w Olsztynie ruszył po raz piąty. To największy tego typu festiwal polityczno-społeczny w naszej części Europy. Organizowany z inicjatywy Rafała Trzaskowskiego. Ma edukować, łączyć ludzi i zachęcać do zaangażowania publicznego. Nie chodzi nam o to, by zachęcać do jednej aktywności, do konkretnej partii, tylko żeby posłuchać młodych ludzi, oddać im głos. Tegoroczna edycja potrwa 4 dni. Wśród debat te o gospodarce, bezpieczeństwie czy praworządności. Wśród gości Andrzej Poczobut, Aleś Bialacki czy premier Donald Tusk i inni liderzy koalicji. Do Olsztyna zawitają także politycy Lewicy i PSL. Cel jest zatem jasny: walka o każdego z niemal 5 mln młodych wyborców. Za rok wybory i traktujemy ten Campus jako początek tego naszego koalicyjnego, wielkiej Koalicji demokratycznej, bicia się o Polskę. A jest się o co bić. Bo to właśnie dzięki młodym Karol Nawrocki został prezydentem. Głosowało na niego ponad 53% tych wyborców. To będą dwa dni pełne sportu, koncertów, wyjątkowych atrakcji. Prezydent w kontrze do Campusu organizuje swoją imprezę dla młodych w ośrodku prezydenckim w Juracie. Start w sobotę. Poczytujemy to sobie za zasługę, że nasza inicjatywa znajduje swoich naśladowców. Natomiast Campus jest wyjątkowy, niepowtarzalny, równościowy, różnorodny, a tej równości i tej różnorodności już na pierwszy rzut oka brakuje w Juracie. 11 prelegentów głównie - jeśli nie wyłącznie - o prawicowych, jak sami często mówią, konserwatywnych poglądach, a w tym gronie, co znamienne, tylko jedna kobieta. Poznajmy się bliżej. O jakiej Polsce marzycie? Co chciałybyście zmienić? Będzie także lekcja samoobrony z pierwszą damą. Cieszę się, że nie ma zajęć np. z ustawek i tego typu aktywności. Są lekkie złośliwości, bo to jest walka, także o to, kto będzie miał lepszą część artystyczną. Samą częścią artystyczną młodych ludzi się nie przekona. Uważa 21-letni rzecznik klubu PSL. Przekonuje, że Nawrocki wprawdzie ma niezły program, ale tylko artystyczny. Nie widzę oferty konkretnie dla młodych, konkretnego programu, konkretnych rozwiązań. My jako Polskie Stronnictwo różnimy się tym od Karola Nawrockiego, że mamy konkretne rozwiązania dla młodych. W tym chociażby walka z wykluczeniem komunikacyjnym, a właśnie rozwiązania w tej sprawie zawetował prezydent. Ja sam zmieniłem poglądy. Przyznaje rzecznik Lewicy, który kiedyś należał do prawicowej młodzieżówki Jarosława Gowina. Dużo osób wychodzi z tego i idzie na studia, musi pójść do pracy, zamieszkać sam, okazuje się, że jednak nie każdy będzie milionerem, jak mówi Mentzen. Nie każdy będzie miał na starcie wielkie imperium biznesowe, które podbije świat. Dlatego koalicja rządząca liczy, że wśród młodych wyborców to ona znowu będzie liderem, że młodzi - tak jak w ostatnich wyborach parlamentarnych - znowu dadzą jej zwycięstwo. Ta grupa jest niezwykle ważna. Jest kluczowa. Pytanie, jak trwałe będzie to poparcie, dlatego że młodzież lubi często zmieniać zdanie. Stąd ta walka i niepewny głos. O ten chce też walczyć ugrupowanie Mateusza Morawieckiego. Były premier za tydzień organizuje pożegnanie wakacji. To była polityka, ale w 19:30 w środę jeszcze wiele ważnych tematów, wśród nich... Toksyczne wysypisko. Czuję ten zapach. Ja wiem, kiedy jest wyciek. My żyjemy tutaj w kryzysie. My boimy się o własne dzieci. Tykająca bomba w Wołominie. Z tygodnia na tydzień stan tych zbiorników się pogarsza. To katastrofa ekologiczna w pobliżu. Ale najpierw pytanie, które zadaje sobie cały świat: co szef CIA robił w Moskwie? John Ratcliffe złożył rzadką i niezapowiedzianą wizytę na Kremlu. I to jeden z najwyższych rangą amerykańskich urzędników, który odwiedził Rosję w ostatnich latach. To wizyta rutynowa - mówi Donald Trump, ale jej dokładny cel pozostaje tajemnicą. O tych rozmowach za szczelnie zamkniętymi drzwiami - Wojciech Tymiński. Amerykański samolot transportowy C-17A Globemaster w stolicy Łotwy - Rydze. Jego lot był uważnie śledzony, bo zaledwie 8 godzin wcześniej niespodziewanie wylądował w Moskwie. Kulisy tajemniczej misji jako pierwsza ujawniła stacja CBS News. Dziś rano na lotnisku w Moskwie, co samo w sobie jest zaskakujące, wylądował amerykański samolot wojskowy. Sprawa stała się jeszcze bardziej intrygująca, gdy CBS News jako pierwsza poinformowała, że wśród osób na pokładzie był dyrektor CIA John Ratcliffe. Kreml zaprzeczał. Nie posiadam takich informacji. By dobę później potwierdzić spotkanie. Mogę powiedzieć jedynie, że doszło do kontaktów między służbami specjalnymi. I że nie było żadnych spotkań z prezydentem Rosji. Oczywiście prezydent Putin jest o wszystkim natychmiast informowany. Szef CIA John Ratcliffe miał wyruszyć w podróż już w niedzielę. Z bazy Andrews pod Waszyngtonem poleciał najpierw do Rygi. Stamtąd 2 dni później rano wyleciał do Rosji. Wcześniej USA miały uprzedzić Kijów, że wysyłają do Moskwy wysokiej rangi delegację, i poprosić o wstrzymanie uderzeń na rosyjską stolicę na czas wizyty. Według dziennika Wall Street Journal szef agencji wywiadowczej mógł zdecydować się na ten krok, by ostrzec Kreml przed planami prowokacji przeciwko NATO lub mobilizacją nawet kilkuset tysięcy żołnierzy. Z podobną misją ostrzeżenia Władimira Putina do Moskwy 5 lat temu przyleciał ostatni szef CIA, który odwiedził Rosję, Bill Burns. Miała zapobiec inwazji Kremla na Ukrainę. To naturalne, że w tych najważniejszych sprawach, kluczowych, jeżeli jest decyzja prezydenta USA, to do takich wizyt dochodzi. Dochodziło z inicjatywy prezydenta Bidena, dochodzi z inicjatywy prezydenta Trumpa. Polska jest w gronie państw, które ze służbami państw USA współpracuje najbliżej. A te wskazują, że Putin może być skłonny do prowokacji przeciwko NATO. Potwierdzają to też europejskie agencje. Szeroko zakrojone działania Rosji w Europie stale rosną. Infrastruktura krytyczna zarówno u nas, jak i w całej Europie jest celem różnego rodzaju działań hybrydowych i sabotażowych. Niezapowiedziana wizyta szefa amerykańskiej CIA w Moskwie zbiegła się w czasie z rozmowami wysłannika szefa watykańskiej dyplomacji z szefem rosyjskiego MSZ. Wierzymy, iż w obecnym trudnym klimacie stosunków międzynarodowych dialog jest ważniejszy niż kiedykolwiek, a świat potrzebuje dyplomacji bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Już 6 września niemieccy nacjonaliści mogą samodzielnie rządzić swoim pierwszym landem. AfD z miażdżącą przewagą prowadzi w sondażach w Saksonii-Anhalt. Skrajna prawica straszy migrantami i obiecuje deportację wszystkich Syryjczyków. Dziś w Magdeburgu na znak protestu wobec tej polityki nienawiści migranci przeprowadzili niecodzienny strajk. Rozmawiała z nimi Magdalena Gwóźdź-Pallokat. W Magdeburgu klienci pocałowali klamkę. Zakłady fryzjerskie, sklepy czy liczne restauracje prowadzone przez obcokrajowców były przez kilka godzin zamknięte. Ta akcja ma pokazać, jak wyglądałaby codzienność bez nich. Bez cudzoziemców nic by nie działało. Codziennie robię zakupy w tym sklepie. Mają pyszny chleb. Dziś zamykamy nasze drzwi, aby jutro nie zamknęły się drzwi do wolnego i demokratycznego społeczeństwa - mówią i protestują przeciwko rasizmowi, wykluczeniu i polityce skrajnie prawicowej AfD. Ta akcja to znak, żeby AfD zostawiła cudzoziemców w spokoju. Jeżeli nadal będą tak szczuć, to stracą pracowników. Czego oni od nas chcą? Przecież my też płacimy tu podatki. Za 2 tygodnie w Saksonii-Anhalt odbędą się wybory do parlamentu krajowego. Sondaże dają pewne zwycięstwo antyimigranckiej AfD. Pozostaje pytanie, czy będzie na tyle silna, by rządzić w tym landzie samodzielnie. Jej plany są dobrze znane. Afgańczycy nie będą już przylatywać, a Syryjczycy wszyscy zostaną odesłani do swojej ojczyzny. Na pytanie, jak chciałaby ich odesłać, Alice Weidel odpowiedzieć już nie potrafiła. Ludzie się boją o swoją przyszłość. Rasizm jest coraz bardziej odczuwalny. Do dzisiejszej akcji nie dołączyli pracownicy służby zdrowia. Ponad 40% z nich w Saksonii-Anhalt to osoby z całego świata. Gdyby nagle ich zabrakło, szpitale czy domy opieki byłyby sparaliżowane. Amerykańskie flagi opuszczone do połowy masztów i kondolencje, które płyną z całego świata. Mało który artysta może liczyć na takie pożegnanie, ale mało który pozostawia po sobie takie dziedzictwo jak Dolly Parton. Legenda muzyki country zmarła w wieku 80 lat. Miała na swoim koncie blisko 200 nagród i 100 mln sprzedanych płyt. Sandra Meunier przypomni niezwykłe życie i twórczość Dolly Parton, na czele z jej największym hitem "Jolene". Zanim była "Jolene", cekiny i blond peruki, był płaszcz. Mama uszyła go ze skrawków. Na nowy nie było pieniędzy. Dzieci w szkole się śmiały. Dla Dolly był najpiękniejszy, bo - jak potem opowiedziała w jednej ze swoich najważniejszych piosenek - w każdym jego ściegu była miłość. Tak później szyła swoje życie z talentu, uporu i ogromnego serca. Tworzyłabym muzykę i pisałabym piosenki, nawet gdybym musiała sprzedawać je z bagażnika samochodu. Kiedy próbowałam się przebić, naprawdę tak robiłam. Czwarta z 12 dzieci. Pieniędzy mało. Muzyki pod dostatkiem. Z miejsca, którego świat nie zauważał, dotarła wszędzie. Miała niesamowitą umiejętność pisania przepięknych piosenek o uniwersalnych wartościach, które docierały tak naprawdę do wszystkich. Napisała ich 3000. Sprzedała ponad 100 mln płyt. Ale liczby niewiele mówią o kimś, kto w "Jolene" zamknął strach przed utratą miłości, a w "I Will Always Love You" - pożegnanie. Utwór chciał nagrać Elvis Presley. Dolly odmówiła, gdy zażądano połowy praw. Powiedziała "nie", a piosenka dostała potem drugie życie w wykonaniu Whitney Houston w znanym filmie. Świat patrzył na włosy, paznokcie i cekiny. Mówiła, że dużo kosztuje, żeby wyglądać tak tanio. Ale doskonale wiedziała, ile jest warta. Nie myślę o swoim życiu w kategoriach supergwiazdy. Zawsze powtarzam, że jestem koniem pociągowym, który wygląda jak koń pokazowy. "9 to 5" stało się hymnem kobiet walczących z nierównością, a Dolly - gwiazdą kina. Dla ojca, który nie umiał czytać ani pisać, stworzyła "Imagination Library". Dzięki programowi do dzieci trafiło ponad 300 mln książek. Mój mąż zawsze powtarzał: "Jeśli ktokolwiek urodził się po to, żeby być gwiazdą, to właśnie ty". Zimą na Broadway ma trafić musical opowiadający jej historię. Przyszły sława i pieniądze, ale Dolly nigdy się nie zmieniła. Zawsze pełna życia, z tym swoim zaraźliwym uśmiechem. Kiedyś była dziewczynką w płaszczu uszytym ze skrawków. Dziś zostawia tysiące piosenek. I jedną, której jeszcze nie słyszeliśmy. Dolly kazała zamknąć ją w drewnianej skrzyni. Ma zostać otwarta dopiero w setne urodziny. 20 tys. ton odpadów, z czego 15 tys. ton toksycznej chemii: lakierów i rozpuszczalników. W takich warunkach od lat żyją mieszkańcy Wołomina. Nielegalne wysypisko to zagrożenie dla ich zdrowia i życia. I po niekończącej się batalii o wywóz tych odpadów pojawiła się wreszcie pierwsza szansa na przełom. Niemal 20 tys. ton niebezpiecznych odpadów. Obok - domy i codzienny strach mieszkańców. Czuję ten zapach. Ja wiem, kiedy jest wyciek. My boimy się o nasze dzieci. Dziś na terenie nielegalnego składowiska w Wołominie pojawił się prokurator. Te chemikalia są groźne dla zdrowia i życia. Dlatego wizyta śledczego wymagała specjalnej asysty. Grupa ratownictwa chemiczno-ekologicznego z Warszawy przyjechała po to, aby swoim sprzętem pomiarowym weryfikować ewentualne zagrożenia, które mogą tu wystąpić podczas prowadzenia tych działań. Strażacy co tydzień sprawdzają szczelność pojemników, bo są stare. Wyciek chemikaliów byłby katastrofalny, podobnie jak pożar. Jest szerokie spektrum zagrożeń, jakie to składowisko ze sobą niesie dla środowiska. W przypadku wystąpienia pożaru musimy się liczyć z tym, że substancje, które będą emitowane z dymem, będą bardzo szkodliwe. Ale poza przerzucaniem się odpowiedzialnością i szukaniem pieniędzy na utylizację dotąd nie działo się nic. O masowym zwożeniu chemikaliów do Wołomina dowiedzieliśmy się w 2023 roku. Od 3 lat tysiące ton odpadów zalegają w Wołominie, bo nikt nie chce zapłacić 200 mln za ich utylizację. Mieszkańcy boją się katastrofy, a urzędnicy nadal szukają rozwiązania. Część odpadów pochodzi ze składowiska zlikwidowanego kilka lat temu na Śląsku. Wykazało to śledztwo w sprawie tzw. mafii śmieciowej. Większość odpadów pochodzi z jednego ze składowisk zlokalizowanych w Mysłowicach. Nie zostały one zutylizowane. Samorząd województwa pracuje nad usunięciem odpadów, ale procedury trwają. Jest też prostsza ścieżka i pieniądze, ale procedurę trzeba by zacząć od nowa. Była propozycja współfinansowania w prawie 100% likwidacji tego składowiska, bo tak, stanowi ono zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Jeśli tylko samorząd podejmie decyzję, weźmie sprawy w swoje ręce i wystąpi do Ministra Klimatu i Środowiska w oparciu o narzędzia, którymi ja dysponuję, na pewno takie wsparcie otrzymają. Możliwe, że część odpadów zabiorą firmy, z których pochodzą chemikalia. Trwa ich identyfikowanie. Firmy, których odpady znajdują się na terenie składowiska, deklarują ich odbiór, a według kuratora pierwsze ciężarówki z odpadami mogą ruszyć już na początku września. Część pojemników zabezpiecza jednak prokuratura. A czasu do stracenia nie ma. Pojemniki są wystawione na działanie pogody. Z tygodnia na tydzień stan tych zbiorników się pogarsza. A teraz o prawdziwej rewolucji w polskich przedszkolach. Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o opiece nad małymi dziećmi, która zakłada zakaz publikacji zdjęć maluchów w Internecie, i to nawet za zgodą rodziców. Chodzi o to, by chronić najmłodszych. Nie wiadomo przecież, w czyje ręce te zdjęcia trafiały. Piknik, warsztaty, zajęcia plastyczne. Wszystkie chwile są ważne. Pokazują, jak wiele się dzieje, kiedy dziecko jest pod opieką placówki. Fajna pamiątka, na jakim etapie są dzieci, jak dorastają, jak się zmieniają, W tym warszawskim przedszkolu zdjęcia dzieci przesyłane są do rodziców poprzez wewnętrzny komunikator. W social mediach umieszczone są wizerunki tylko tych dzieci, których rodzice podpisali na to zgodę. Jeżeli rodzic nie wyraża zgody na publikację wizerunku, to buzia dziecka jest maskowana, używamy wtedy różnorodnych grafik. Zdarza się jednak, że w niektórych placówkach rodzice, którzy nie zgadzają się na publikację zdjęć dzieci, mają problem. Ich dziecko nie może wziąć udziału w konkursie, w zajęciach dodatkowych, jest pomijane. Ustawa, która będzie obowiązywać od września przyszłego roku, zakazuje pokazywania wizerunku dzieci do 3. roku życia, nawet jeśli rodzice wyrażą na to zgodę. Placówka nie będzie mogła się w ten sposób promować. Nie chodzi o to, żeby nie publikować zdjęć dzieci w ogóle. Ważne jest jednak, żeby robić to w taki sposób, żeby ich nie narażać na przestępstwa cyfrowe. Problem dotyczy dzieci w różnym wieku, a możliwości technologiczne ułatwiają wykorzystanie zdjęć w każdy sposób, np. do przemocy rówieśniczej. Jak porozmawiamy z uczniami w wieku 13-14 lat, oni nie chcą, żeby zdjęcia zrobione w przedszkolu czy żłobku gdzieś były, a teraz jest to możliwe. Także kwestie związane z pedofilią, z wykorzystywaniem seksualnym. To jest na bazie takich zwykłych zdjęć codziennych wrzucanych do Internetu. Kontrowersje wzbudziła ostatnio jedna z krakowskich szkół, która na swoich stronach daje możliwość obniżenia czesnego w wysokości ponad 40 tys. zł rocznie. To jest cena, jaką ta szkoła płaci za marketing, który na zdjęciu tego dziecka sobie dalej tworzy. To warszawskie przedszkole zastosuje się do nowej ustawy, mimo że dotyczy ona tylko młodszych dzieci. Będziemy zdjęcia wstawiać w taki sposób, żeby nasze dzieci widziane były z tyłu, z góry, tak żeby buzia nie była widoczna. Bo ochrona wizerunku podopiecznych świadczy o tym, jak placówka dba o ich bezpieczeństwo. To miał być wieczór pełen atrakcji: regionalne smaki, konkursy i koncert pod gołym niebem. Ale takich wrażeń mieszkańcy Chorzel na pewno się nie spodziewali. Obchody Święta Mleka i Chleba zakończyły się tam szalonym rajdem kombajnem cały czas połączonym z dożynkową sceną. Była muzyka, była zabawa, był nawet DJ w kombajnie. Na pierwszej edycji Święta Mleka i Chleba w Chorzelach wszystko szło zgodnie z planem. Do momentu, kiedy impreza się skończyła. Wtedy jeden z uczestników postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, bo jak to tak po zabawie zostawić kombajn bez opieki. Dostaliśmy informację, że została zniszczona scena, zadaszenie tej sceny, i z placu zginął kombajn. Długi na blisko 10 metrów. Trudny do przeoczenia, a jednak mieszkańcy o sprawie wiedzą zaskakująco niewiele. Nic nie wiem. Nie jestem w temacie. Nic nie wiem. Ja nie byłem. Kombajn gdzieś odjechał, ale nie wiem, tak mówili. Ale jest ktoś, kto o wszystkim wie. 22-letni kierowca, który miał usłyszeć od kolegów, że kombajn należy do jego znajomego. Postanowił więc go odstawić. Podłączył akumulator i ruszył. Razem ze sceną, bo kombajn był do niej przytwierdzony. Nie powinno tak być. Ludzie organizują imprezę, a jeden czy drugi taki się znajdzie, wszystko rozwali i opinię popsuje tylko. Dla kierowcy noc się dopiero rozkręcała. Ruszył w podróż po gminie. Przejechał kilka kilometrów, zahaczył nawet o stacje paliw. A gdy dojechał do znajomego, okazało się, że kombajn do niego nie należy. I tu kolejna niespodzianka: podejrzany 22-latek sam się zgłosił i przeprosił. Przyznał, że nieco go poniosło. Gmina wystawiła rachunek: kilkadziesiąt tysięcy złotych. Spotkaliśmy się w ośrodku kultury. Okazał skruchę. Powiedział, że wyrówna nam wszystkie sprawy związane ze stratami, które ponieśliśmy. Kombajn w końcu wrócił do właściciela, a młody kierowca dostał chyba najdroższą lekcję w życiu. żeby kolegom nie wierzyć na słowo. I to już wszystko od redakcji 19:30. ale w studio jest już prowadzący "Pytanie dnia" Piotr Maślak i jego gość Grzegorz Schetyna. Dobrze było spędzić z Państwem ten wieczór. Dziękuje za dziś i do zobaczenia ponownie - już jutro. -- Piotr Maślak, dobry wieczór. Państwa i moim gościem jest Grzegorz Schetyna, przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych, były marszałek Sejmu, były minister spraw zagranicznych, tymczasowo pełniący obowiązki wykonujący obowiązki prezydenta, też były i były minister spraw zagranicznych, dużo tych funkcji. -- Dobry wieczór, panie redaktorze, dobry wieczór państwu. -- Rozmowę, dobry wieczór. Szef Zondacrypto, Przemysław Krol, według Onetu już usłyszał zarzuty udziału w oszustwie ogromnych rozmiarów. Jeśli to jest prawda, mimo że prokuratura wciąż milczy w tej sprawie, no to dwa podstawowe wnioski: że jednak Kral podjął współpracę z prokuraturą? No bo musiałby. A po drugie, powinniśmy mówić, Przemysław K, ale ponieważ prokuratura nie potwierdza, to pozwolę sobie posługiwać się cały czas pełnym nazwiskiem. Komu i w jaki sposób pana zdaniem najbardziej może zaszkodzić to, co będzie zeznawał, zeznaje Przemysław Kral, były szef Zondacrypto?