Ekspres legislacyjny ws. niższych cen paliw. Ponad złotówkę mniej za litr. Decyzja w rękach prezydenta. Burza o wizytę Karola Nawrockiego w Stanach. Kogo prezydent spotka na CPAC? Po trudnym meczu z Albanią Szwecja na drodze Polski do mundialu. Monika Sawka, dobry wieczór. Legislacyjny ekspres pędzi. Najpierw Sejm niemal jednogłośnie, później Senat przyjął bez poprawek projekty ustaw, które umożliwią obniżenie cen paliw. To reakcja rządzących na coraz droższe tankowanie w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Jeszcze dziś pakiet pod nazwą CPN miał trafić do prezydenta. Jeśli Karol Nawrocki go zaakceptuje, kierowcy zapłacą mniej za paliwo jeszcze przed świętami. Na ten moment czekali wszyscy, którzy od kilku tygodni widzą ceny na pylonach. Rządowe projekty o obniżce VAT-u i akcyzy na paliwa jednogłośnie przeszły przez parlament. Koalicja rządowa chciała ekspresowo przegłosować przepisy, by niższe ceny stały się faktem jeszcze przed Wielkanocą. Wiemy, że wtedy potrzeba przemieszczania się jest większa i koszty byłyby większe dla polskich rodzin, więc mam nadzieję, że to wszystko znajdzie swój dobry finał. Senat zwołał specjalne posiedzenie i przyjął projekty bez poprawek, by jeszcze dzisiaj mogły trafić do prezydenta. To najszybsze tempo prac w tej kadencji. Wszyscy oczekujemy, żeby te przepisy weszły w życie jak najszybciej. Rządzący chcieli, by Karol Nawrocki dokumenty otrzymał i podpisał tuż przed wylotem na prawicową konferencję CPAC w USA. Tak się nie stało. Prezydenccy ministrowie sugerują, że głowa państwa podpisze ustawy niezwłocznie. Wcześniej Pałac i PiS zarzucali rządowi opieszałość. Nie wiem, gdzie rząd był przez 3 tygodnie, bo ja w tej sprawie rządu nie widziałem. Miesiąc opóźnienia w reakcji na to, co dzieje się na stacjach benzynowych. Cały świat był karmiony informacjami, że wojna będzie bardzo krótka. Ripostuje premier, przypominając słowa Donalda Trumpa. Wygraliśmy w pierwszej godzinie. O współodpowiedzialności Trumpa za rosnące ceny paliw PiS już nie mówi. Krzyczeli "Donald Trump, Donald Trump", zakładali czerwone czapeczki. A jak przychodzi co do czego, to nie potrafią niczego dla Polski załatwić. Premier z kolei alarmuje o możliwej eskalacji wojny w Zatoce Perskiej. Nie możemy się spodziewać radykalnej poprawy na rynku paliw. I dlatego postanowiliśmy zadziałać błyskawicznie. Rządowy pomysł to obniżka VAT-u na paliwo z 23 do 8 procent. Spadnie też akcyza - o 29 groszy na benzynie i 28 na oleju napędowym. Średnio kierowcy mają zapłacić mniej o 1,20 zł. Na pewno jest oczekiwane przez ludzi, ponieważ są zaskoczeni podwyżką cen. Każdy grosz się liczy w budżecie domowym. Będzie też podatek od nadmiarowych zysków dla koncernów paliwowych. A to kolejne rozwiązanie, by spadek cen na stacjach był realny. Rząd wprowadzi maksymalną cenę paliwa. Codziennie będzie ją ustalał minister energii. Mamy oczywiście odnośnik rynkowy, ale gdzie nie mogą zarabiać na tym koncerny paliwowe, gdzie nie mogą zarabiać na tym pośrednicy. Krajowa Administracja Skarbowa na nieuczciwych sprzedawców będzie mogła nałożyć nawet milion złotych kary. Dzisiejszy konsensus polityczny nie był oczywisty. Bo jeszcze rano politycy PiS głównie krytykowali pomysły koalicji rządzącej. Jest tu poważny mankament, decyzje podejmują ministrowie poprzez rozporządzenia. Choć byli i tacy, którym projekty najwyraźniej się podobały. Dlaczego nie, to jest właściwie powtórzenie projektu, który zgłosiliśmy. To inny projekt. PiS nie chciał np. weryfikacji nieuczciwych sprzedawców paliwa, słyszymy. Projekt pisowski w ogóle nie wprowadzał tych mechanizmów, żeby te obniżki przełożyły się na portfel Polaków. Jest jeszcze kwestia Komisji Europejskiej, która obniżanie VAT-u na paliwa określiła jako niezgodne z unijnym prawem. Rząd liczy na to, że Bruksela zgodzi się na czasowe ustępstwa. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze między innymi: Okręty podwodne dla Polski z bliska. To okręt zaprojektowany specjalnie na płytkie wody Bałtyku. Warto mieć jednostkę, która porusza się właściwie niezauważona. Jest to niewątpliwie jeden z najnowocześniejszych okrętów na świecie. Przez lata walczyła o prawo do śmierci. Odeszła w spokoju. Myślę o całym bólu, którego doświadczyłam przez lata. Chcę, żeby żyła, ale cóż, zamierzam uszanować wszystko. Eutanazja nie jest tylko kwestią prawa, ale również najgłębszego dylematu moralnego. Lista gości na tej konferencji może szokować. Oprócz Karola Nawrockiego w Dallas ma przemawiać m.in. proputinowski rumuński polityk, oskarżany o współpracę z rosyjskimi służbami, producent broni, a także ewangelicy twierdzący, że Donald Trump działa z woli Boga. Samego Trumpa na CPAC nie będzie. Spotkania z polskim prezydentem też nie. Czemu ma służyć zatem ta wizyta? To już druga w tym tygodniu zagraniczna podróż prezydenta po poniedziałkowej, podczas której w taki sposób wsparł sojusznika Putina, dziś leci na amerykański kongres konserwatystów. Czyje interesy leci reprezentować Karol Nawrocki w Teksasie? Na pewno nie są to interesy Polski, to są partyjne interesy. W przypadku prezydenta RP moim zdaniem to jest błąd. W Dallas są już politycy PiS. Z Mateuszem Morawieckim na czele, który w sieci pochwalił się spotkaniem ze swoim, jak pisze, przyjacielem George'em Simionem. To proputinowski rumuński polityk, oskarżany o współpracę z rosyjskimi służbami. To dobrze, że tam się pojawi prezydent Polski? Zdecydowanie tak, to jest zaplecze intelektualne partii republikańskiej, więc dobrze jest budować dobre relacje z tym zapleczem. To zaplecze w taki sposób opisało OKO.press. To m.in. ten - tu tańczący do piosenki Wermachtu - producent broni i youtuber Brandon Herrera, który wprost przyznaje się do fascynacji nazizmem. I duchowni, którzy, tak jak ten ewangelicki kaznodzieja... Łaska Boża interweniowała w ostatnich wyborach. ...przekonują, że Donalda Trumpa zesłał Bóg. W tym towarzystwie Karol Nawrocki będzie jedyną głową państwa. Nie mamy do czynienia z wizytą państwową, tylko partyjną, więc pan prezydent będzie tam w charakterze przedstawiciela na Polskę ruchu MAGA. Czyli konserwatywnego zaplecza Donalda Trumpa, któremu polska prawica zawdzięcza wiele, m.in. takie zdjęcie. I przedwyborcze wsparcie Karola Nawrockiego. Dobrze by było, żeby za tę wizytę zapłaciła partia PiS, a nie polski podatnik, bo tam żadnych interesów Polska na tym zgromadzeniu patoprawicy nie ma do załatwienia. Przedstawiciele Pałacu dziś... Prezydent wykonuje pracę natury państwowej. ...podobnie jak po poniedziałkowej wizycie w Budapeszcie, przekonywali, że chodzi o interes państwa. Pan prezydent przekonywał Viktora Orbana jako prezydenta Węgier, że ma alternatywę na przykład dla rosyjskiego gazu. Coś jednak poszło nie tak, skoro dzień później Orban zakręcił kurek z gazem walczącej Ukrainie, a kolejnego dnia o Ukrainie powiedział to: Mamy do czynienia z bardzo niebezpiecznym krajem, państwem terrorystycznym. Ja chyba tak ostrych wypowiedzi na Kremlu nie słyszałem. Tego się najbardziej obawiam, że są to poglądy pana prezydenta, które kazały mu wyjechać do Budapesztu i wspierać pana Orbana w tak kluczowym momencie historii. Viktora Orbana wsparł też Donald Trump, który pół roku temu z takimi honorami podejmował na Alasce Władimira Putina. To film zamieszczony wczoraj i członkowie rosyjskiej Dumy w amerykańskim Kongresie. Republikanka, która ich zaprosiła, napisała, że był to dla niej zaszczyt, ale później - jak donosi korespondent Polskiego Radia - wpis usunęła. Zaczyna się robić niebezpiecznie, jeśli środowiska, które jawnie sprzyjają Putinowi, zaczynają zacieśniać przyjaźń z prezydentem Polski. Liczę, że się pan prezydent ogarnie. Karol Nawrocki mówi to samo, choć w mniej parlamentarny sposób... ...do dziennikarza, którzy zapytał go o powody wsparcia sojusznika Putina. Posłowie nie odrzucili prezydenckiego weta tzw. lex kibic. Reforma Kodeksu postępowania karnego dotyczyła m.in. zakazu korzystania z nielegalnych dowodów oraz ograniczenia tymczasowych aresztów. Według prezydenckiego ministra przepisy równocześnie chroniłyby pedofilów i godziły w ochronę małoletnich. Sprzeciw Karola Nawrockiego wywołał falę krytyki, m.in. środowiska kibiców. Takie transparenty nadal mogą pojawiać się na stadionach. Karol Nawrocki podpadł kibicom wetem do reformy, która miała ograniczyć nadużywanie aresztów tymczasowych. Wetem, którego nie udało się odrzucić. To by było storpedowanie pracy organów ścigania. O to wam chodzi? I dlatego prezydent to zawetował. Ja wiem, że byście chcieli mieć takie przepisy, żeby wszystkich trzymano w aresztach, tylko wasi posłowie wyjeżdżali do Budapesztu. Tak by było idealnie. Pałac Prezydencki mówi jednym głosem z PiS. PiS opowiada się za karaniem przestępców, a nie za pobłażaniem przestępcom. Tyle że tymczasowy areszt to nie kara za przestępstwo. To środek zapobiegawczy, najsurowszy, jaki zna polskie prawo. I nadużywany, na co już dawno zwracał uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich. Że aresztowani w Polsce czekają za kratami na prawomocne wyroki o połowę dłużej niż w innych krajach Unii. Sądy często zbyt pochopnie i bezrefleksyjnie orzekają o pozbawieniu człowieka wolności, uwzględniając statystycznie 90% wniosków prokuratora. Nie rozważają wolnościowych alternatyw. Reforma procedury karnej przegłosowana przez koalicję pod koniec stycznia miała to zmienić. Dwa tygodnie temu prezydent ją zawetował i, co mogło go zaskoczyć, naraził się kibicom. Słyszy to chyba na stadionach. Nie chcę być złośliwy wobec prezydenta, bo jak wiecie, mam otwarte serce na prezydenta, ale w sprawie tej ustawy na każdym stadionie jest informowany przez osoby, które go wspierały, że źle zrobił i zawetował. Kibice wyciągnęli transparenty, a przeciwnicy nowelizacji wytoczyli takie działa, jakoby reforma miała chronić podejrzanych o szpiegostwo czy pedofilów. To jest kwestia pedofilii w waszych strukturach. Kto wiedział o tym, co się u was dzieje? Chodzi o sprawę z Kłodzka, gdzie była działaczka Koalicji Obywatelskiej została skazana za nieudzielenie pomocy małoletniej ofierze gwałtów. Kobieta dostała za to 6,5 roku więzienia, jeszcze nieprawomocnie. Sprawcą gwałtów był jej ówczesny mąż. Jego sąd skazał na 25 lat. Nikt niczego nie tuszował - odpowiada premier. Jeśli coś budzi moje podobne obrzydzenie jak tego typu zbrodnie i tego typu przestępstwa, to także politycy, którzy mają coś na sumieniu, a starają się z tragedii ofiar i z samego faktu zbrodni robić brudną, obleśną politykę. A w zawetowanej nowelizacji w istocie chodzi o prawo do obrony - podkreśla ekspert. Nie było tam żadnych regulacji dotyczących pedofilii. To są, można powiedzieć, tylko kwestie związane z pewną retoryką, żeby było łatwiej uzasadnić weto prezydenckie. Za areszty, które okazują się bezprawne, płacą potem podatnicy. Najwyższe odszkodowanie za stosowanie bezprawnego aresztu to 2,7 mln zł. To nie są sprawy groszowe. W aresztach na procesy czeka obecnie ponad 5000 osób. Ich sprawy nawet jeszcze nie toczą się w sądach. Pod wodą mogą być dwa tygodnie bez przerwy. Prezydent podpisał ustawy obniżające ceny paliw. Szwedzkie okręty A26 trafią do nas za cztery lata. Będą lwią częścią polskiej floty. Są zaprojektowane tak, by nawet przy silnych uszkodzeniach okrętu można było uratować załogę. Ich produkcji z bliska przyjrzała się Anna Kowalska. Najnowocześniejszy na świecie - tak z dumą Szwedzi mówią o swoim nowym okręcie podwodnym A26. Z przodu ma specjalną śluzę, przez którą można z okrętu wypuszczać podwodne drony albo nurków. Jest w zasadzie niewykrywalny i ma dłuższą autonomię dzięki nowemu systemowi zasilania. To na razie tylko zdjęcia promocyjne, bo pierwsze takie okręty dopiero są budowane. A26 będą mieć 66 metrów długości, zmieszczą do 26 marynarzy. Wyposażone są w cztery wyrzutnie torped i sonary. I przede wszystkim, poza napędem diesla i elektrycznym, mają osobny AIP, czyli napęd niezależny od dostępu do powietrza atmosferycznego. Dzięki temu pod wodą mogą przebywać nawet 45 dni i są dużo mniej widoczne dla wroga. To łodzie skrojone na Bałtyk - mówi producent. Morze Bałtyckie jest dość płytkie. Znajduje się w nim wiele osadów. W Szwecji mamy ponad sto lat doświadczenia w projektowaniu okrętów z myślą o Bałtyku. Właśnie dlatego to A26 ma najlepiej spełnić wymogi polskiej marynarki. Polska chce kupić trzy takie okręty. Wartość całego kontraktu to aż 10 mld złotych. Zamówione przez Polskę okręty podwodne będą powstawać tutaj, w stoczni w szwedzkiej Karlskronie. Na razie pod czujnym okiem inżynierów budowane są tutaj jednak okręty zamówione przez Szwecję i bardzo spóźnione. A26 do służby w szwedzkiej marynarce miały trafić już dwa lata temu. Ostatecznie pierwszy zostanie zwodowany dopiero w 2028 roku. Te zamówione przez Warszawę do Polski trafią na czas. Zgodnie z rozmowami z Polską wodowanie okrętu nastąpi w 2030, to jest nasz plan i go dotrzymamy. Polska dysponuje dziś tylko jednym 40-letnim okrętem "ORP Orzeł". Przez Bałtyk przypływa do nas większość towarów z importu, energii i dostaw broni. Ochrona morza to więc ochrona interesów państwa - przede wszystkim w kontekście prowokacji Kremla. Zakłócany jest m.in. sygnał GPS, do tego drony i rosyjska flota cieni. Dziś poza Polską okrętami podwodnymi na Bałtyku operują jedynie Niemcy, Szwecja i Rosja. Zakup nowych A26 przez Warszawę i Sztokholm wzmocni pozycję NATO w tym strategicznym miejscu. Jeśli będziemy mieć 5 okrętów podwodnych, a Polska 3, to łącznie będzie ich 8 w ograniczonym, zatłoczonym i zagrożonym obszarze Morza Bałtyckiego. Łodzie podwodne to w czasie pokoju pierwsza linia obrony, element odstraszania i źródło wywiadu. W czasie wojny tylko jedna torpeda okrętu A26 ma wystarczyć, by zwalczyć przeciwnika. Ta historia poruszyła cały świat. Przed dwoma laty 25-latka z Hiszpanii podjęła decyzję, że chce odejść w pokoju i przestać cierpieć. Mimo sprzeciwu rodziny poddała się zabiegowi eutanazji. Kobieta padła ofiarą zbiorowej napaści seksualnej. Próbowała popełnić samobójstwo. Przeżyła, ale była całkowicie sparaliżowana, przykuta do łóżka i skazana na nieustanny ból. Nazywam się Noelia, mam 25 lat i zostały mi cztery dni życia. To historia o ogromnym bólu i cierpieniu. Noelia większość życia spędziła w hiszpańskich ośrodkach dla nieletnich. Cztery lata temu w jednym z takich miejsc padła ofiarą zbiorowego gwałtu. Myślę o całym bólu, którego doświadczyłam przez lata. Przez te wszystkie lata. Po prostu chcę odejść w spokoju. Brutalny gwałt wywołał u niej traumę, z którą nie potrafiła sobie poradzić. Kilka miesięcy później próbowała popełnić samobójstwo, skacząc z 5. piętra. Przeżyła, ale została sparaliżowana od pasa w dół. Od tamtej pory żyła z ciągłym bólem, niepełnosprawnością i pogłębiającą się depresją. W kwietniu dwa lata temu Noelia złożyła wniosek o eutanazję. Nie chcę, żeby ona się posunęła tak daleko. Chcę, żeby żyła, ale cóż, zamierzam uszanować wszystko. Walka trwała blisko dwa lata. Ojciec nie pogodził się z decyzją córki i lekarzy. W Hiszpanii eutanazja jest legalna od pięciu lat. Każdy przypadek przechodzi wieloetapową procedurę z udziałem lekarzy, komisji i sądów. Jeśli społeczeństwo nie wie, czym jest taki regulowany proces, być może mogą myśleć, że decyduje tylko o tym jedna osoba, a to tak nie działa. Jest w to wiele osób zaangażowanych. Ojciec, wspierany przez organizacje katolickie, składał odwołania od decyzji córki. Sprawą zajmowały się kolejne sądy - aż po Trybunał Konstytucyjny i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Wszystkie instytucje orzekły, że Noelia ma prawo sama decydować. To jedna z najtrudniejszych kwestii etycznych, bo z jednej strony ściera się autonomia jednostki, możliwość decydowania o sobie samym, a z drugiej strony prawo i obowiązek zachowania życia. Decyzja wywołała w Hiszpanii debatę. O sprawie młodej kobiety mówiono w telewizji, na ulicach i w Parlamencie. Bo system nie obronił młodej kobiety i nie zagwarantował bezpieczeństwa. Pytano o prawo do śmierci i rolę rodziny w podejmowaniu najtrudniejszych decyzji. Uważam to za absolutną tragedię i naprawdę uważam, że musimy się nad tym zastanowić, ponieważ ją zawiedliśmy. To życzenie Noeli i jest to całkowicie zgodne z prawem. Wczoraj, w dniu zabiegu, przed szpitalem pojawili się ci, którzy chcieli ją powstrzymać. Inni - żeby wesprzeć. Była też jej przyjaciółka. Do szpitala nie mógł nikt wejść. Muszę coś zrobić, żeby móc się pożegnać albo ją zobaczyć. Noelia podkreślała, że decyzja nie była impulsem, ale świadomym wyborem. W dniu zabiegu założyła swoją najładniejszą sukienkę. Pożegnała z bliskimi. Chciała być sama. Miała 25 lat. Teraz wielki zwycięzca wojny w Iranie. Według szacunków Instytutu Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej Rosja zarabia obecnie nawet 760 mln dolarów dziennie na sprzedaży rosyjskich surowców. Sprzedaż ropy i gazu przez Moskwę w tym miesiącu ma się niemal podwoić. Kto jeszcze czerpie zyski z konfliktu na Bliskim Wschodzie? Zyski liczą giełdowi gracze za oceanem. Pytanie, jak do tego doszło. Kluczem był ten poniedziałkowy wpis Donalda Trumpa w mediach społecznościowych. Amerykański prezydent informował o udanych rozmowach z Iranem i wstrzymaniu ataków na cele w tym kraju. Ceny ropy momentalnie spadły, bo to dobra wiadomość, ale nieoczekiwana. Okazało się, że ktoś jej jednak oczekiwał lub po prostu o niej wiedział i to wykorzystał. Kwadrans przed wpisem Trumpa nagle sprzedano kilka tysięcy kontraktów na ropę o wartości kilkuset milionów dolarów. Zainwestowano też 1,5 miliarda dolarów na giełdzie. W kilka chwil nieznani inwestorzy zarobili gigantyczne pieniądze. Pojawiła się lawina spekulacji o kontrolowanym wycieku poufnych informacji. Senator Demokratów Chris Murphy wprost pytał: kto zarobił? Trump, jego rodzina czy może ktoś inny z Białego Domu? Transakcje wyglądały nietypowo - przyznaje analityk rynku surowców. Jeżeli popatrzymy sobie na to, co działo się w poprzednich dniach na tę godzinę, czy ta płynność na rynku była podobna, to widzimy, że była ona zdecydowanie mniejsza niż wtedy, kiedy Donald Trump tę informację opublikował. Biały Dom przekonuje, że wszelkie sugestie o wykorzystywaniu tajnych informacji przez urzędników są bezpodstawne i nieodpowiedzialne. Ale wojna w Iranie to też ogromne pieniądze dla Moskwy. Według wyliczeń ekspertów Rosja dziennie zarabia na niej już ponad 700 mln dolarów. Po blokadzie cieśniny Ormuz rosyjska ropa podrożała, a chętnych na nią przybyło. Waszyngton tymczasowo zdjął sankcje na surowiec już załadowany na tankowce. I tu pojawiają się symulacje - jeśli wojna w Iranie skończy się niebawem, to Rosja i tak zarobi ponad 200 mld dolarów. Jeśli konflikt potrwa dłużej, roczny zysk Kremla może sięgnąć niemal 400 mld. A to gotówka na finansowanie innej wojny - za naszą wschodnią granicą. Broń dla Ukrainy pod znakiem zapytania. Według amerykańskiego dziennika "Washington Post" Stany Zjednoczone mogą przekierować sprzęt przeznaczony dla Ukrainy na Bliski Wschód w związku z wojną z Iranem. Chodzi o pociski przechwytujące zamówione w ramach programu NATO. Decyzja jeszcze nie zapadła, ale pewne jest, że amerykańskie zapasy się wyczerpują. Wczoraj Wołodymyr Zełenski przyleciał na Bliski Wschód. Ta wiadomość zmroziła Ukrainę, bo światowe zapasy rakiet obrony przeciwlotniczej Patriot - krytycznych dla Kijowa - topnieją. W Zatoce Perskiej używa się ich do strącania tanich, ale groźnych irańskich dronów Shahed. Szkopuł tkwi w liczbach. Rosja na przykład jest w stanie produkować około 500 bojowych dronów dziennie, podczas gdy USA - jedyny producent Patriotów - pozyskuje ich około 600 rocznie. Bez nich ukraińskie miasta są niemal bezbronne. Szef NATO zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą. Dzięki programowi PURL ten kluczowy sprzęt, czyli niezbędny dla Ukrainy sprzęt z USA, w tym pociski przechwytujące, nadal trafia do Ukrainy. Dodam jeszcze, że od momentu uruchomienia programu, czyli oczywiście od zeszłego lata, w ramach PURL dostarczono już około 75% wszystkich pocisków dla ukraińskich baterii Patriot oraz 90% amunicji wykorzystywanej w innych systemach obrony powietrznej. Jest to więc, powtórzę, ważny program, w ramach którego dostawy są kontynuowane. Kijów chce siedzieć przy stole, a nie być przystawką w grze supermocarstw. Dziś prezydent Zełeński podpisał porozumienie z Arabią Saudyjską. Kijów ma nauczyć partnerów z Zatoki Perskiej, jak taniej i skuteczniej walczyć z Shahedami. Technologię, którą udoskonalano latami, Ukraina chce przekazać w zamian za Patrioty. Arabia Saudyjska ma to, co interesuje Ukrainę - przyznał Zełeński. Odkąd Donald Trump został prezydentem USA, Ukraina nie otrzymuje od Waszyngtonu bezpośredniego wsparcia. Uzbrojenie dla Kijowa kupuje od Stanów Europa. Ale broń to nie wszystko. Brakuje 50 mld euro na funkcjonowanie państwa. Problem miała rozwiązać unijna pożyczka, ale tę zablokowały Węgry, a Moskwa szykuje się do mocnego uderzenia i do bitwy o Donbas. W milionach domów było wczoraj bardzo nerwowo. Do przerwy polska reprezentacja przegrywała z Albanią 0:1. Jedną nogą Biało-Czerwoni byli już poza mundialem. Ale wszystko zmieniło się w drugiej połowie. Bramki strzelili: bezcenny Robert Lewandowski i niezawodny Piotr Zieliński. Przed nami mecz, który Szwedzi zapowiadają jako prawdziwy horror. Jak pokonać piłkarskich Wikingów? Na Narodowym sensacja wisiała w powietrzu. Ale charakter drużyny buduje się w trudnych warunkach. Liderzy kadry nie zawiedli. Wyrównanie dał Lewandowski. Dziesięć minut później wynik meczu ustalił Piotr Zieliński. Chcieliśmy ten mecz wygrać i go wygraliśmy, i to dla całej Polski, ale wiemy, że jest drugi finał, który trzeba wygrać. Finał baraży ze Szwecją, gdzie stawką jest awans na mistrzostwa świata? Brzmi znajomo. Już raz to zrobiliśmy trzy lata temu w Chorzowie. Tym razem tracimy atut własnego boiska. Ale nie tracimy wiary w awans, pomimo że Szwedzi są żądni rewanżu. Nawet lepiej, jak czasami ten pierwszy mecz nie do końca jest usłany różami i z chłodną głową podejdziemy do tego finału i na wyjeździe pokażemy się z jeszcze lepszej strony. Do tej pory graliśmy ze Szwedami 28 razy. Wygraliśmy 9 meczów, zremisowaliśmy 4 i aż 15 razy to Skandynawowie byli górą. Blisko sto lat czekamy na zwycięstwo na szwedzkiej ziemi. Dużym znakiem zapytania jest forma Szwedów, bo oni zawodzili na każdym kroku w eliminacjach. W grupie zdobyli zaledwie dwa punkty, w barażach grają tylko dzięki wynikom z Ligi Narodów. Jednak pod wodzą nowego selekcjonera powoli się odbudowują, czego dowodem jest wczorajsza wygrana 3:1 z Ukrainą. To spotkanie ze Szwecją jest najważniejszym w mojej karierze jako trenera reprezentacji. Szwecja to zespół niewygodny, silny i dobrze zorganizowany. Nasze atuty to doświadczenie i młodość. Z Albanią dobrze zaprezentował się Rózga, swojego reprezentacyjnego debiutu doczekał się Pietuszewski. Bardzo się cieszę, że ten debiut nastał dzisiaj. Spełniam po raz kolejny swoje marzenia. Oskar Pietuszewski i Nicola Zalewski mogą być pomysłem na Szwedów. Obaj są szybkimi i kreatywnymi zawodnikami, którzy potrafią przejść do ataku. Trener musi to rozważyć, bo my w ostatnim meczu mieliśmy dwóch bardzo młodych ludzi, 17-latka i 19-latka, i jeżeli do tego dojdzie Nicola... Drugim naszym atutem są stałe fragmenty gry, co było widać w meczu z Albanią. Nasza taka siła, że w stałych fragmentach gry jesteśmy groźni, stwarzamy sytuacje. Myślę, że z kolejnymi spotkaniami jesteśmy w stanie zdobywać jeszcze więcej bramek. I na to liczą kibice. Kto wygra mecz? Polska! Mamy nadzieję, że taki wynik powtórzymy w barażu ze Szwecją i już kupujemy bilety do Meksyku, USA i Kanady. Mecz Polska-Albania zobaczyło 6 mln widzów. Spotkanie ze Szwedami we wtorek o 20.45 w TVP1. Biały puch przykrył kwitnące krokusy. Zima wróciła na Podhale. W Zakopanem sypie śnieg. Wzrosło zagrożenie lawinowe. Niebezpiecznie jest też w Beskidach. Ratownicy apelują o rozwagę i odradzają wyprawy. Kierowcy walczą z podjazdami na śliskich drogach, a synoptycy wydają pilne alerty. Zima nie pozwala o sobie zapomnieć. A że mamy już kalendarzową wiosnę. to zaskoczenie tym większe. Także wśród tych, którzy dziś dotarli tu - do Zakopanego. Zaskoczenie oczywiście. Nas zaskoczyła bardzo. - Zdziwiłem się. - Naprawdę? Naprawdę. Znów trzeba było chwycić za łopaty, a nawet ciężki sprzęt, bo na południu kraju spadło 20 cm świeżego śniegu. Odśnieżał kiedyś pan wiosną? Wiosną jeszcze nie, ale tegoroczna zima się trochę przedłużyła i mamy takie anomalie jak w tej chwili, czyli śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg. I - jak to zwykle bywa - zdania na temat zimowej aury pod koniec marca podzielone. Turyści zachwyceni. Pada śnieg, jest cicho, przemykają od czasu do czasu inni turyści i cieszą się zimą. Za to mieszkańcom Zakopanego chyba już ze śniegiem nie po drodze. Jestem załamana tym faktem. Żeby wyjść z domu, to się o mało też nie zakopałam, bo pełno śniegu. Sporo śniegu na nieprzetartych szlakach to trudniejsze warunki dla maszerujących po górach. W Karkonoszach śniegu już nie tak dużo, ale w wyższych partiach znów zrobiło się bardzo zimno. Odczuwalna temperatura w tej chwili w górach jest znacznie poniżej zera, dochodzi na Śnieżce do nawet -18, -20. Nocnych przymrozków możemy spodziewać się w dużej części kraju, w Beskidach i Tatrach Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej dodatkowo ostrzega przed śniegiem. Prognozy na kwiecień raczej nie napawają wiosennym optymizmem. W prognozach długoterminowych widać, że kwiecień będzie z temperaturą poniżej normy z okresu wieloletniego. Czyli będzie zimniejszy niż w ostatnich 30 latach. Ja już państwu dziękuję, czas na "Pytanie dnia". U Aleksandry Pawlickiej dziś Marek Siwiec, szef Kancelarii Sejmu. Spokojnego wieczoru i do zobaczenia jutro o 19.30.