Zatrzymania - autorzy fałszywych alarmów w rękach służb i pierwsze areszty. Brytyjski sojusznik - Polska i Wielka Brytania podpisały traktat wojskowy. Dożywocie - sąd podtrzymał wyrok dla Mateusza H., który o zamordowaniu 18-letniej Patrycji zadecydował rzucając monetą. Dobry wieczór. Zapraszam na "19.30". Jest intensywne śledztwo i są pierwsze zatrzymania w związku z serią fałszywych alarmów, które postawiły na nogi służby. Były wymierzone w prawicowe media, rodzinę prezydenta czy prezesa PiS. Prokuratura Okręgowa w Warszawie informuje o zatrzymaniu 3 osób podejrzanych o udział w grupie przestępczej. Ale zdaniem śledczych, to dopiero początek. To moment doprowadzenia jednego z trzech podejrzanych w sprawie fałszywych alarmów. Sprawcy są bardzo młodzi. Jeden z zatrzymanych jest dobrze znany policji. Wszyscy mają około 20 lat. Czy to dla sławy, czy dla jakiejś osobistej satysfakcji, nie z pobudek ideologicznych czy partyjnych, dopuszczały się takich rzeczy w przeszłości, o tym już wiemy. Prokuratura ujawniła dziś nowe szczegóły. Dwójka zatrzymanych usłyszała już zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Grupa ta zawiązała się w przestrzeni internetowej i korzystała z popularnych komunikatorów. Mężczyźni nie znali się osobiście, ale wspólnie mają odpowiadać za serię fałszywych alarmów dotyczących zagrożenia zdrowia i życia. Grupa szybko zbudowała swoją hierarchię, która motywowała do tego, aby się w niej piąć, ale również pozwalała na kontrolę wykonywania poleceń kierownictwa. Śledztwo prokuratury dotyczy kilku incydentów. W tym głośnej sprawy interwencji w mieszkaniu prezesa medialnej przybudówki PiS. Policja pojawiła się tam po sygnale o zagrożeniu życia osoby nieletniej. 17 maja służby interweniowały na posesji Jarosława Kaczyńskiego. Zgłoszenie dotyczyło rzekomego podłożenia ładunków wybuchowych. Kilka dni później policja dostała wezwanie do mieszkania Sławomira Cenckiewicza. Zatrzymane osoby mają mieć z tym związek. Te osoby są źródłem informacji, jeżeli chodzi o ustalenie osób, które dzwoniły w sprawie mieszkania pana prezydenta, rodziny pana prezydenta Nawrockiego. Służby w sprawie mieszkania matki prezydenta wciąż prowadzą śledztwo. Wiadomo, że zgłoszenie, które dotyczyło pożaru i zagrożenia życia zostało wysłane z aplikacji alarmowej 112. śledztwo utrudnia brak próbki głosu. To jest poważne przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności i tutaj z całą determinacją będziemy te osoby doprowadzać przed sąd. Służby wciąż sprawdzają czy za fałszywi alarmami nie stoją obce służy. Będzie wotum nieufności dla M. Kierwińskiego? Sądzę, że tak. Mimo szybkiej reakcji policji PiS chce odwołania szefa MSWiA i podważa działania służb. Wtóruje Kancelaria Prezydenta. Nie wykluczałbym sytuacji, w której nagle dostali sygnał funkcjonariusze, żeby kogokolwiek zatrzymać. Jestem bardzo ostrożny w tej chwili w mówieniu, że winni zostali złapani. A były premier z PiS o incydenty oskarża służby. Podobną narrację powtarza telewizja powiązana finansowo z Nowogrodzką. Obrażacie polskich funkcjonariuszy, którzy robią wszystko, aby ustalić sprawców fałszywych alarmów wobec was, miejcie trochę przyzwoitości i dajcie służbom pracować, dość tych kłamstw dość tych fejków, jesteście obrzydliwi. Rządzący przypominają, że do pierwszego zatrzymania doszło w ubiegłym tygodniu. Będą kolejne. Zwracam się do wszystkich, którym taki pomysł pada do głowy. Nie róbcie tego, szkodzicie państwu polskiemu, szkodzicie potencjalnym ofiarom prawdziwych zdarzeń i przede wszystkim, to weźcie sobie naprawdę tak do serca: pójdziecie siedzieć. Za fałszywe zgłoszenia grozi nawet 15 lat więzienia. A o tym jak politycy wykorzystują działania grupy przestępczej, by budować narrację o rzekomych prześladowaniach opozycji w programie "Bez Trybu" Justyny Dobrosz Oracz. A teraz... Podążają za nim łowcy cieni. Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, który ukrywał się przez miesiące na Węgrzech, teraz ma przebywać na Bałkanach. Na jego tropie są funkcjonariusze specjalizujący się w poszukiwaniach osób zbiegłych z granicę. Za poszukiwanym wystawiony jest list gończy i postanowienie o tymczasowym areszcie. Chciałem spytać, gdzie powinien być dzisiaj Marcin Romanowski. Pan mnie pyta o takie sprawy, panie redaktorze? Tak. Politycy PiS-u zmieszani... Skąd ja mogę wiedzieć, gdzie powinien być. ...a odpowiedź jest banalnie prosta. Trwa posiedzenie Sejmu, więc Marcin Romanowski, jako poseł PiS-u, powinien być tu na sali plenarnej. Nie wiem gdzie jest. Nie, nie, nie gdzie, ale gdzie powinien być. No gdzie powinien być? Przecież jest człowiekiem wolnym, to wybiera sobie miejsce tam, gdzie... Ale jest posłem. Na dodatek ściganym listem gończym. Sąd wobec niego wydał też Europejski Nakaz Aresztowania. Rządzący nie mają więc wątpliwości gdzie jest miejsce Romanowskiego. Powinien być w areszcie albo Sejmie. Jedna z tych dwóch rzeczy. Nie ma go ani tu, ani tu. To znaczy, że ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości. A tak to wygląda na mapie: najpierw Węgry, a teraz Bałkany. Romanowski według Radia Zet i "Newsweeka" był 2 razy w Serbii i raz w Chorwacji. Politykowi PiS-u mają kończyć się pieniądze. Jego tropem podążają polscy łowcy cieni, pomagają im węgierskie służby. - Bałkany? - Trwają ustalenia w tym zakresie. Nie przekazujemy na ten temat żadnych informacji, działamy, żeby wszyscy poszukiwani, podejrzewani o przestępstwa, stawali przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Służby coraz bliżej? Takie mam doniesienia. Mam nadzieję, że ta jego odyseja wreszcie skończy się w Polsce. Co ciekawe, koledzy Marcina Romanowskiego, albo udają, albo nie wiedzą, gdzie jest ich poseł. Panie przewodniczący, pan mnie słyszy? Gdzie jest Marcin Romanowski? Proszę spytać pana Kierwińskiego. A pan jest przewodniczącym klubu i pan nie wie, gdzie jest pana poseł? Proszę zapytać pana Kierwińskiego. To nie Marcin Kierwiński, lecz Mariusz Błaszczak kieruje klubem PiS-u. Tym bardziej dziwi więc, że nie potrafi powiedzieć, gdzie przebywa jego poseł. Przed wymiarem sprawiedliwości ucieka też - choć się nie ukrywa - Zbigniew Ziobro. Finalnie odnaleziony w USA. Dostał się tam najpewniej z pomocą propisowskiej telewizji, której - uwaga - został komentatorem. To dla mnie zaszczyt. Skoro jest komentatorem, to pytanie czy dostał dodatkową pracę. Jeśli tak, to powinien poinformować o tym Kancelarię Sejmu, a tego nie zrobił. Niezłożenie przez posła do Prezydium Sejmu prawdziwego oświadczenia w zakresie podjęcia zatrudnienia, do którego był zobowiązany, może być potraktowane jako świadome działanie zmierzające do osiągnięcia korzyści majątkowej poprzez wprowadzenie w błąd. Czy pan zatrudnia Zbigniewa Ziobrę w jakiejkolwiek formie? MILCZY. Prezes medialnej przybudówki PiS-u w tej sprawie milczy. Politycy PiS-u rozkładają ręce. Pojęcia nie mam. A marszałek Sejmu nie pozostaje bierny i w związku ze sprawą zlecił kontrolę biur poselskich uciekinierów z Polski. Projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu niemal gotowy. Dziś zajmowali się nim posłowie. Ustawa zakłada, że 2 pełnoletnie osoby niezależnie od płci będą mogły zawrzeć umowę przed notariuszem. Po tym, jak projektem zajmie się Senat, ustawa trafi na biurko prezydenta. Z Pałacu, mimo obietnic z kampanii wyborczej, płynie jednak zdecydowane "nie". Nie ma zgody na związki partnerskie, jest chęć ułatwienia Polakom życia, jest chęć, rozmowy i wsparcia rozwiązań o osobie bliskiej, ale te rozwiązania, które dzisiaj są w parlamencie, to de facto jest legalizacja związków partnerskich, na które pan prezydent się nie zgodzi. Choć nie jest to ustawa moich marzeń, ani marzeń Lewicy, to my wierzymy, że jest potrzebna, bo jeśli dwie dorosłe osoby żyją razem, biorą za siebie odpowiedzialność w chorobie, wspólnie spłacają kredyt i planują przyszłość, to państwo nie ma żadnego moralnego, ani konstytucyjnego prawa udawać, że tego związku nie ma. Premier Donald Tusk i szef brytyjskiego rządu podpisali dziś traktat o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności. W Londynie jest Artur Kieruzal. Już w pierwszym zdaniu tego traktatu jest mowa o kraju, który niesie bezpośrednie zagrożenie. To Rosja. Na czym jeszcze ten traktat jest skoncentrowany? Obaj premierzy podkreślali dzisiaj, że wobec agresywnej polityki Kremla ponownie cała Europa musi myśleć o bezpieczeństwie jako wspólnej odpowiedzialności. Podpisano dzisiaj to porozumienie w historycznym miejscu. Zakłada współpracę wojskową, wspólne inwestycje w technologie obronne, a także działania przeciwko rosyjskiej dezinformacji. Ta dzisiaj jest traktowana jako realne zagrożenie dla demokracji. Podobnie jak 80 lat temu z tym zagrożeniem przecież totalitarnym walczono dokładnie w tym samym miejscu, w którym dzisiaj to porozumienie zostało podpisane. To właśnie stąd, z podziemnego bunkra RAF-u, dowodzono Bitwą o Anglię. Jedną z najważniejszych powietrznych bitew II wojny światowej. Dziś właśnie tu premierzy Polski i Wielkiej Brytanii podpisali nowy pakt obronny. Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo. Bo Londyn i Warszawa chcą pokazać, że współpraca wojskowa obu krajów ma dziś nie tylko polityczny, ale i historyczny wymiar. Chcemy chronić nas, ale też szerszą wspólnotę. Robimy to w ramach NATO po to, żeby wzmocnić NATO. Chcemy być bardziej praktyczni, szybsi w reakcji, jeśli będzie taka potrzeba. Obie stolice przekonują, że Europa musi myśleć o bezpieczeństwie w kategoriach wspólnej odpowiedzialności, zwłaszcza wobec agresywnej polityki Rosji. Widzimy to nie tylko w Ukrainie, ta agresja wykracza też poza nią, ma wpływ na nasze państwa. Dlatego podpisaliśmy traktat, który jest pokoleniowym wzmocnieniem wzajemnych relacji w zakresie bezpieczeństwa i obronności. Nowe porozumienie zakłada m.in. bliższą współpracę wojskową, rozwój technologii obronnych i wspólne działania przeciwko rosyjskiej dezinformacji. A ta jest dziś jest realnym zagrożeniem dla demokracji. Destabilizuje, począwszy od działań typowo informacyjno-psychologicznych, próbując dzielić zarówno społeczeństwa tych państw, jak i te państwa pomiędzy sobą. Oprócz tego Rosja nas atakuje, atakuje nas w cyberprzestrzeni, atakuje od czasu do czasu dronami. Dlatego nowy pakt ma obejmować również cyberbezpieczeństwo, ochronę infrastruktury krytycznej i rozwój nowoczesnych technologii wojskowych. To kolejny taki krok Warszawy. Polska podpisała już podobne porozumienie z Francją w Nancy. W planach - traktat z Niemcami. "Czasu jest coraz mniej" - mówią brytyjscy eksperci. To od decyzji Putina i Trumpa zależy, ile czasu Europa będzie miała na przygotowanie się. Nie wiemy, jak długo to potrwa, ile czasu dadzą nam ci dwaj prezydenci. Wiemy tylko jedno - powinniśmy byli zacząć znacznie wcześniej niż zaczęliśmy i musimy działać szybciej niż robimy to obecnie. Ale dzisiejszy dokument ma też szczególne znaczenie symboliczne. Bo podpisano go tam, gdzie ponad 80 lat temu Polacy i Brytyjczycy wspólnie bronili Europy przed totalitaryzmem. Historia wróciła dziś do miejsca, w którym kiedyś rozstrzygały się losy Europy. Tyle że tym razem chodzi nie walkę o wolność, ale o pokazanie Moskwie, że Zachód chce być gotowy zanim będzie za późno. O tym jak ważne są kwestie bezpieczeństwa i sojusze, które są jego gwarancją, wiedzą Łotysze. Na wschodniej granicy Łotwy dochodzi do incydentów z udziałem bezzałogowców. Igor Sokołowski jest w Rydze. Łotwa może liczyć na wsparcie NATO, a granica ma być wzmocniona. W jaki sposób? Tutaj na szczęście do tej pory nikomu nic się nie stało. Ale żaden kraj nie może opierać swojego systemu obronnego na szczęściu. Kraje nadbałtyckie to rozumieją. Dlatego podejmują konkretne kroki, np. dzisiaj Łotwa ogłosiła wysłanie swoich specjalnych wojsk antydronowych na granicę z Rosją. Tutaj trzeba zaznaczyć, że nie tylko problem Łotwy. Także Tallin i Wilno oczekują współpracy z sojusznikami. Temu wszystkiemu przyglądają się zwykli mieszkańcy, którzy oczekują pokoju. Dla Pani Anny to miał być kolejny spokojny dzień na działce nad jeziorem Dridzis na wschodzie Łotwy. W pierwszej chwili pomyślałam, że to wybuch gazu u sąsiada. Nie rozumiałam co się stało, huk był straszny. Służby przybyłe na miejsce wyłowiły te fragmenty niezidentyfikowanego drona, który eksplodował po zderzeniu z taflą jeziora. Tylko w ciągu ostatnich 2 miesięcy doszło do 10 podobnych naruszeń łotewskiej przestrzeni powietrznej. Z naszych informacji wynika, że są to ukraińskie drony, które były wycelowane w Rosję. Trafiły na łotewskie terytorium albo przez pomyłkę, albo to kremlowskie służby przejęły nad nimi kontrolę i przekierowały je do nas. Najpoważniejszy incydent miał miejsce tutaj, na terenie bazy paliwowej w mieście Rzeżyca na wschodzie kraju. Bezzałogowiec uderzył w ten zbiornik, który na szczęście był pusty. Informacja o tym, że w naszym kierunku leci niezidentyfikowany obiekt, przyszła z opóźnieniem. Dron zdążył eksplodować, a dopiero pół godziny później, kiedy już było po wszystkim, ostrzeżono nas. To wywołało na Łotwie polityczne i militarne trzęsienie ziemi - rząd w Rydze podał się do dymisji, a służby wzmacniają obronę antydronową na granicy z Rosją. Takie specjalne oddziały łotewskich wojsk zamierzają w najbliższym czasie wesprzeć straż graniczną, stojącą na straży terytorium Unii Europejskiej. Łotewscy funkcjonariusze doskonale zdają sobie sprawę z zagrożenia jakie stanowi Rosja, dlatego całą dobę patrolują wschodnią granicę, a dzięki tej nowoczesnej zaporze i monitoringowi maja pełną kontrolę w najbardziej newralgicznych punktach. Bo w miejscu oddalonym o kilka metrów od terytorium państwa agresora nie ma miejsca na błędy. W obecnej sytuacji musimy ściśle współpracować z naszymi siłami zbrojnymi. Więc jeśli zarejestrujemy jakiekolwiek podejrzane obiekty w powietrzu, natychmiast powiadamiamy wojsko. Łotewskie Ministerstwo Obrony otwarcie przyznaje, że tylko współpraca sojuszników NATO i UE pozwoli zwalczyć moskiewski terroryzm. Pani zdaniem, jaka jest szansa że te ataki się powtórzą? Stuprocentowa. Szczególnie kiedy widzimy, że Ukraina prowadzi kontratak wobec rosyjskiego agresora długodystansowymi dronami. Ryga nie ma złudzeń co do Kremla. Ten plakat wiszący w stolicy naprzeciwko rosyjskiej ambasady doskonale oddaje stosunek Łotyszy do Putina. Wiedzą, że dopóki on będzie u władzy, dopóty kraje nadbałtyckie nie zaznają spokoju. Życie przy granicy przestało być bezpieczne? Oj, co mogę panu powiedzieć. Oczywiście, że się boimy. Po tym, co się tutaj stało, musimy być gotowi na wszystko. A stan ciągłej gotowości dotyczy teraz wszystkich państw NATO. O losie 18-letniej Wiktorii z Bytomia zdecydował rzut monetą. Mateusz H. brutalnie zgwałcił i zamordował dziewczynę, którą poznał kilka godzin wcześniej. Ta wstrząsająca zbrodnia znalazła swój finał. Sąd Apelacyjny w Katowicach ogłosił prawomocny wyrok w procesie odwoławczym. W pierwszej instancji zabójca został skazany na dożywocie. Dziś wyrok został podtrzymany. To była klęska obrońców Mateusza H. Sąd utrzymał karę dożywocia. Z tą jedną różnicą. Orzeka wobec oskarżonego Mateusza H... środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym. W pozostałym zakresie zaskarżony wyrok utrzymuje w mocy. Dożywotnie więzienie jest najsurowszą, zarezerwowaną dla najcięższych przestępstw, karą w polskim prawie. Obrońcy wnosili o jej złagodzenie z uwagi na młody wiek sprawcy i wcześniejszą niekaralność. Mimo surowości tejże kary orzeczonej w bardzo młodym wieku oskarżonego, ta kara jest jedyną, jaka może być karą sprawiedliwą i właściwą odpłatą społeczeństwa za tak dokonaną, również na młodej przecież kobiecie, zbrodnię. Mateusz H. gdy zabijał 18-letnią Wiktorię, był od niej zaledwie rok starszy. Zaplanował, że pozbawi życia przypadkową osobę. Ofiarę spotkał na przystanku - jednym autobusem jechali z Katowic w stronę Tarnowskich Gór. Zwabił dziewczynę do mieszkania w Radzionkowie, brutalnie zgwałcił i udusił. O jej losie zdecydował rzucając monetą. To wszystko złożyło się na tak wysoką karę. Jest karą sprawiedliwą z uwagi na ciężar gatunkowy przestępstwa, które popełnił oskarżony. Biegli zdiagnozowali u Mateusza H. głębokie zaburzenia: i osobowości, i preferencji seksualnych z zespołem przymusowego sadyzmu seksualnego. Doznaje pewnej satysfakcji w brutalnym realizowaniu swoich potrzeb. On, mając zaburzone preferencje seksualne, jest groźny nie tylko dla kobiet. Prawomocny już wyrok oznacza, że jeśli Mateusz H. wyjdzie z więzienia przed terminem, a może się tak stać nie wcześniej niż po 40 latach, nie odzyska od razu wolności. Zza krat trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. O ewentualnym powrocie do społeczeństwa zdecyduje sąd. Co pół roku biegli psychiatrzy sporządzają opinie i sąd orzeka o zwolnieniu lub o dalszym pobycie. Mateusz H, nie jest chory psychicznie. Zabijając był poczytalny. Zdaniem ekspertów na ten moment jego zaburzenia są trwałe. Możliwe, że terapia i upływ czasu dadzą efekt, ale na razie jest niebezpieczny. Jest w tym momencie nawet nieprzewidywalny. Wydaje mi się, że chodzi tu nawet o osobnika, którego jeśliby nie pochwycono teraz, to moglibyśmy mieć do czynienia z seryjnym sprawcą. Oskarżonego nie było na sali rozpraw, obrona nie chciała rozmawiać z mediami. Były grzeczne petycje, apele, rozmowy, ale teraz polscy naukowcy mówią: "dzień świstaka już się skończył" i wychodzą na ulicę. Dziś przed budynkiem Sejmu odbyła się demonstracja, która ma zmobilizować rządzących do skutecznego wsparcia środowisk naukowych, bo niecałe 1,5% PKB na naukę to zdecydowanie zbyt mało. Nauka to polska duma narodowa. 3% na naukę to polska racja stanu. Tak krzyczeli dzisiaj pod Sejmem naukowcy. Na pierwszym w historii proteście środowiska naukowego domagali się godnych płac, pieniędzy na badania oraz stabilnych warunków dla studentów i doktorantów. Pensja asystenta w nauce to tylko 19 zł więcej niż najniższa krajowa. Zawsze są inne priorytety. Państwo nie zauważa nas już tak długo, że trudno, abyśmy własnym czasem, zdrowiem, kosztem rodzin dopłacali do tego systemu. Pod Sejm przyszli z bardzo konkretnym finansowym postulatem. 3% PKB na polską naukę. 100% dla Polski. Nie da się kontynuować tego wspaniałego wzrostu gospodarczego, który wykonała Polska w ciągu ostatnich 30 lat, będąc montownią i zasobem taniej siły roboczej. Bez inwestycji w badania i rozwój nie będzie zaawansowanych technologii w Polsce. A potencjał jest. Dowód - zaprezentowany wczoraj na Politechnice Poznańskiej komputer kwantowy. Wojsko i obronność wspierają polskie satelity wojskowe ICEYE. A świat korzysta ze stworzonego przez Polaków syntezatora mowy ElevenLabs na bazie sztucznej inteligencji. Ale jeśli nie będą mieli warunków naukowcy, którzy tworzą takie wynalazki, wyjadą. Tam, gdzie można mieć dodatek do pracy, ubezpieczenie, gdzie można mieć sensowne warunki i ścieżka rozwoju jest na tyle atrakcyjna, że biznes musi zaoferować dużo lepsze warunki. Na koszulkach protestujących - Maria Skłodowska-Curie, polska genialna naukowczyni, która musiała Polskę opuścić. Oni nie chcą tego robić. Jesteśmy tu po to, żeby pokazać, że jeżeli Polska ma się rozwijać, to nauka musi grać pierwsze skrzypce. Pod przygotowaną przez naukowców petycją do rządzących złożono już 25 tys. podpisów. Protest poparła Polska Akademia Nauk. Bardzo bym chciał, żeby rządzący zrozumieli, że dzisiaj tutaj zebrała się przyszłość Polski. Jeżeli my im nie pomożemy, to my wspólnie przyszłości mieć nie będziemy. Protestujących wspierają też Konferencja Rektorów Uczelni Polskich. Aby do tego nie doszło, 3 najważniejsze postulaty. W akompaniamencie gwizdów przekazane wiceminister Karolinie Zioło-Pużuk, która wyszła do demonstrujących. Żeby było jasne, tak jak powiedział minister Kulasek, popieramy postulat 3% na naukę. To jest tak samo nasz postulat, jak i wasz postulat. Jutro ruszy licznik, który pokaże, kiedy uda się wprowadzić je w życie. Dla jednych zdobycie Śnieżki to turystyczna przygoda. Dla nich dowód na to, że po amputacji można wrócić do aktywnego życia i przekraczać własne granice. Już po raz trzeci kilkadziesiąt osób po amputacjach wspólnie wejdzie na najwyższy szczyt Karkonoszy, żeby pokazać, że ograniczenia często istnieją tylko w naszych głowach. Przed nimi 1600 metrów w górę. Za nimi w wielu przypadkach zdecydowanie dłuższa droga do tego, by uwierzyć, że wciąż mogą wszystko. 45 osób po amputacjach przygotowuje się do wejścia na Śnieżkę, najwyższy szczyt Karkonoszy. Część z nich do tego wyzwania przygotowuje się w Poznaniu. Niektórzy z dwoma nogami nie dadzą rady wejść, a co dopiero osoba bez nogi czy też dwóch. Kilkanaście lat temu życie Jacka Braski wywróciło się do góry nogami. Po wypadku motocyklowym diagnoza brzmiała jak wyrok: amputacja nogi. Mężczyzna się nie poddał i wrócił do aktywności. To wszystko siedzi w głowie. Dla ludzi po amputacji ważne jest pokonywanie kolejnych wyzwań, stopni. Andrzej Szymański w wypadku samochodowym stracił stopę. Za kilka dni na Śnieżkę wejdzie po raz szósty. Kiedyś zjeżdżał kolejką. Teraz trasę w obie strony pokonuje sam. Jestem osobą bardziej aktywną niż przed wypadkiem. To też dlatego, że staram się pokazać najbliższej rodzinie i wszystkim dookoła, że to nie jest koniec życia, to jest wręcz początek nowego życia. Wspólne wejście na Śnieżkę osób po amputacjach odbędzie się po raz trzeci. Symbolem wydarzenia jest kolorowa koszulka z wizerunkiem osoby, dla której prowadzona jest zbiórka. W tym roku pieniądze pomogą Jozifkowi. To jest 4-latek, który urodził się z wadą kończyny dolnej. Sam chodzi na protezie. Wejście na Śnieżkę - już w sobotę. W Polsce żyje kilkadziesiąt tysięcy osób po amputacji. To nie będzie zwykły mecz. Już o 20.30 na antenie TVP transmisja meczu, który trzeba zobaczyć. Na murawę we Wrocławiu wybiegną legendy futbolu, które staną naprzeciw naszej reprezentacji pod wodzą Adama Nawałki. Maciej Biskup jest we Wrocławiu. Jaka atmosfera przed starciem gigantów piłki? Atmosfera tutaj staje się coraz bardziej gorąca. Za 40 minut to spotkanie się rozpocznie. Zmierzą się gwiazdy polskiej reprezentacji. Będzie emocjonująco i nostalgicznie. Gwiazdy, które dostarczały nam wielu emocji. Kuba Błaszczykowski, Piszczek, Boruc. Ale też inni wybitni piłkarze z różnych krajów. Utytułowani zawodnicy. Wielu znakomitych zawodników. Na boisku te drużyny się teraz rozgrzewają. Polaków poprowadzi Adam Nawałka. Drugą drużynę poprowadzi Michał Probierz. Piłkarze mówią, że to będzie trochę zabawa, ale też będzie dużo emocji. Nikt nie chce tutaj dać drugiej stronie taryfy ulgowej. A na koniec "19.30" przenosimy się do stolicy. Ale nie tej nad Wisłą. Do stolicy polskiej piosenki - Opola. Miasto już żyje tym, co wydarzy się tam już za tydzień. Po raz 63. w opolskim amfiteatrze pojawią się największe gwiazdy polskiej piosenki, zaprezentują się debiutanci, wybrzmią premiery, a swój jubileusz świętować będzie Lady Pank i kabaret Neo-Nówka. O ostatnich przygotowaniach przed pierwszą nutą. Tak z wysokiego C zaczyna się po raz 65. historia najważniejszego festiwalu polskiej piosenki. To ostatnia prosta do pierwszego akordu, który wybrzmi już za tydzień na legendarnej scenie w Opolu. Rozpoczynam festiwal. Na miejscu od 2 tygodni bez przerwy praca na pełnych obrotach. Wszystko idzie zgodnie z planem. Ciśniemy to i wyprzedzamy trochę plan. Bo plan jest taki, że scena zabłyśnie tysiącem świateł dla ponad trzytysięcznej widowni. Scena opolska jest bardzo charakterystyczna. Staramy się, żeby nie zatracać tego, że jesteśmy w Opolu. A Opole to stolica polskiej piosenki. Ponad 100 artystów pojawi się na scenie. To będzie i hip-hop, ale i premiery. Dużo dobrego rock'n'rolla jak Lady Pank, ale też hołd, który oddajemy Magdzie Umer i Agnieszce Osieckiej. To właśnie tutaj od 1963 roku rodzą się przeboje, które później śpiewa cała Polska. Od młodych lat wspomnienia, proszę pani, przecież człowiek był młody wtedy i zachwycał się naszymi idolami. Chociaż przez lata artyści i muzyczne trendy się zmieniały. To nie zmieniało się jedno. Opole wciąż daje artystom szansę na wielką karierę. Po występie opolskim nagle były wielkimi gwiazdami. Tu otwierały się drzwi bramy do muzycznego salonu, w którym niektórzy spędzali całe życie. I podobnie jak Opole od dekad widzom towarzyszy także Teleexpress. Program właśnie tu będzie świętować swoje 40. urodziny. Zapraszamy 40-latków, ale i nie tylko. Masa atrakcji i będziemy tam też całym zespołem. A nic nie łączy tak jak muzyka. Start 4 czerwca. Najpiękniejsze Opole, najpiękniejsze piosenki i najlepsza widownia. Bo w Opolu historia polskiej muzyki wciąż się pisze. W "19.30" to wszystko dzisiaj. Za chwilę "Pytanie dnia". Dorota Wysocka Schnepf w rozmowie z ministrem Jakubem Stefaniakiem. A my podsumujemy dzień w "22.30". Zaprasza Anna Hałas. Do zobaczenia.