Czerwony alarm przed wielkim upałem w całej Polsce. Jak przetrwać rekordowe ciepło? Wenezuela znów zadrżała. Ponad 50 tysięcy zaginionych. Trwa wyścig z czasem. Jesteśmy w Radomiu. To kolejny przystanek na naszej wakacyjnej mapie. Marek Czyż, dobry wieczór ze studia w Warszawie. Dziś specjalne wydanie "19.30". W ramach wakacyjnej trasy Polskiego Radia i Telewizji Polskiej a także akcji "Polska na Tak" TVP Info jesteśmy dziś w Radomiu. Na miejscu Zbigniew Łuczyński. Dobry wieczór - z pewnością gorący. Gorący jak wszędzie. Ale tutaj od samego rana jest także gorąco od emocji, i to tych pozytywnych. A wszystko za sprawą "Polski na Tak!". Radom to miejsce, o którym nie można opowiedzieć w jednym zdaniu, dlatego już teraz zapraszam na tę część "19.30", w której pokażemy różne oblicza tego miasta. Mapy pogody całe na żółto i na niebiesko, mapy ostrzeżeń całe na czerwono, Polska dołącza do grona ciepłych krajów. Ale nie ma śmiechu, bo gdy 40 stopni w cieniu i nie ma gdzie uciec, to co to za życie. Udary, zasłabnięcia, omdlenia, wiecznie aktualne apele o więcej wody, zero alkoholu i nakrycie głowy. O pogodzie, której puściły hamulce. Średnio ze 150 pacjentów na dobę. SOR warszawskiego szpitala przy Lindleya. Lekarze już teraz mówią o wzroście liczby pacjentów o 30%. Mam nadzieję, że dziś mnie przyjmą, bo jak byłem z mamą, to 20 godzin czekałem. A jak prognozują lekarze, prawdziwy oblężenie zacznie się po weekendzie, bo skwar nie odpuszcza. Odnotowaliśmy ostatnio znaczący wzrost tych pacjentów. Tracimy płyny, naczynia się rozszerzają, więc może dojść do utraty przytomności. To już szpital Orłowskiego, również w stolicy i z równie dużą liczbą pacjentów. Pięć karetek na wejście mieliśmy na wejściu, po zasłabnięciu. Bezpośrednia przyczyną tych hospitalizacji jest odwodnienie. Na przegrzanie i odwodnienie narażone są przede wszystkimi osoby starsze, dzieci, ale również pacjenci chorujący na otyłość. Tkanka tłuszczowa zatrzymuje ciepło, a po drugie te osoby mają już wiele chorób współistniejących, czyli powikłań otyłości. Przy blisko 40 kreskach na termometrze nawet po kilkudziesięciu minutach na otwartym słońcu może dojść do odwodnienia albo udaru cieplnego. Zaburzenia świadomości, drgawki, znacznie osłabienie, to wszystko objawy, które powinny skłonić chorych do zgłoszenia się do szpitala, dlatego że udar cieplny jest bezpośrednio stanem zagrożenia życia. Jak duże jest ryzyko, wie dobrze Dorota Ziółkowska, dlatego zakupy robi rano, a w ciągu dnia zostaje w domu. Nie wychodzę. Ja mam zawroty głowy, mam arytmię, wiec muszę się chronić. Poza unikaniem słońca, zwłaszcza między 11:00 a 17:00, kluczowe jest schładzanie na przykład okładami z ręczników i odpowiednie nawodnienie organizmu. 2,5 litra wody. W pełnym słońcu w śmiertelną pułapkę może zamienić się też auto, po kilkudziesięciu minutach temperatura może przekroczyć 48 stopni. Kiedy zobaczycie coś takiego, nie miejcie skrupułów, żeby podejść i otworzyć drzwi, a nawet wybić szybę. Dlatego ratownicy apelują o czujność i szczególną uważność na potrzebujących pomocy. ludzie reagują dzwonią, mamy bardzo dużo takich telefonów, nawet przed chwila dzwonił pan, że leży mężczyzna na przystanku. Taki telefon może być na wagę życia. Ostrzeżenia przed upałami obowiązują już w całej Polsce bez wyjątku, apogeum upałów jeszcze przed nami. Na razie meteorolodzy nie mają materiału na pocieszenie. Apogeum opałów jutro, potem rozpalony do białości poniedziałek, a na koniec tych atrakcji burze. Miasta ledwo dyszą, bo porządek kostki brukowej, asfaltowa wygoda trzech pasów i elegancja przeszklonych ścian kiepsko się sprawdzają w upalne dni. A tych przybywa. To nie Emiraty, tylko Słubice w Lubuskiem. Strażacy monitorują, jak nagrzewa się miasto. Jak widać na obrazie z kamery termowizyjnej, dominuje kolor czerwony. Najcieplejsze miejsca w mieście to są na pewno tam, gdzie mamy największe skupiska budynków. Wybetonowane place, jakieś asfaltowe parkingi. To konsekwencja naszych działań, przez lata drzewa przegrywały z kostką. A miasto po upale nie stygnie razem z termometrem. Beton i asfalt oddają ciepło jeszcze bardzo długo, dlatego po zachodzie słońca plac bez drzew nadal może działać jak piec kaflowy. Brakuje systemowego myślenia o zupełnie nowej polityce przestrzennej dla w zasadzie wszystkich miast na świecie. W momencie, gdy rzeczywiście jesteśmy w obliczu nie tylko ocieplenia klimatu, ale w ogóle zmian klimatycznych. Z upałem w mieście przegrała Bydgoszcz, która w związku z wysoką temperaturą musiała odwołać Jarmark Świętojański na Wyspie Młyńskiej. Został właściwie powołany alert trzeciego stopnia, który mówi, że to jest zagrożenie życia i zdrowia, te warunki atmosferyczne. Myślę, że żadne dziecko tam nie będzie. Słusznie. Rozgrzane zjeżdżalnie, gorące huśtawki. Nie fundujmy kolejnym pokoleniom naszych traum z dzieciństwa. Przy tak dużej temperaturze czy to dorosły, czy mniejsza osoba, nie chce przebywać na urządzeniu, które może się nagrzać, czy też w pełnym słońcu. Kurtyny wodne pojawiają się wtedy, gdy temperatura w miastach przekracza 30 stopni. Nie chłodzą jak klimatyzacja, ale dają chwilową ulgę tam, gdzie beton, asfalt i słońce pracują na pełen etat. Elegancko bardzo. Co prawda chłodzi na chwilę, ale to jest coś. Bardzo dobry pomysł, ale mało jest tego w mieście. W upały zalewy stają się miejską tratwą ratunkową. Tu łatwiej złapać oddech niż między blokami i rozgrzaną kostką. Można się schłodzić, temperatura wody bardzo przyjazna. Jak się człowiek schłodzi, to jest później o wiele lepiej ten czas spędzać. Sanepid przypomina: chłodzić się można, ale najlepiej tam, gdzie woda jest badana. A to można łatwo sprawdzić. Nasz serwis kąpieliskowy, on jest dostępny w całej Polsce, opisuje wszystkie kąpieliska w Polsce i dostępny jest też z każdego miejsca, bo jest w internecie. Polska była dziś jednym z najcieplejszych miejsc na mapie Europy. 37-stopniowemu upałowi w Zielonej Górze musiały ustąpić także Dubaj czy Hurgada. Ale, jak słyszymy, będzie jeszcze cieplej. Niewykluczone są temperatury około 40 a lokalnie nawet 42 stopni. Zanim w środę przyjdzie ochłodzenie, Polska jeszcze przez kilka dni będzie oddychać gorącym, burzowym powietrzem. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze m.in.: Bali się, że ich blok może runąć, nadzór budowlany nakazał wyprowadzkę. Boimy się w ogóle w nocy spać, bo słychać jakieś trzeszczenie od czasu do czasu. Sytuacja jest bardzo smutna, bo mieszkańcy zostali zaskoczeni z dnia na dzień. Stan wyjątkowy na Krymie. Nasza presja i każda inna forma nacisku na Rosję musi być kontynuowana. Jeszcze wczoraj mówiłam, że nie opuszczę Krymu, ale dzisiaj właściwie spakowałam już walizkę. Wspólne rozliczanie podatkowe, dziedziczenie czy dostęp do informacji o stanie zdrowia partnera albo partnerki. Senat przyjął bez poprawek ustawę o statusie osoby najbliższej. Nie jest ustawą o związkach partnerskich, ale według autorów absolutnym minimum ułatwiającym i porządkującym życie osób niepozostających w związku małżeńskim. Ustawa dotyczy także par jednopłciowych. Czeka na podpis prezydenta. W związkach nieformalnych żyje już 2,5 miliona Polaków. Poza małżeństwami rodzi się co trzecie dziecko. Nie ma takiej dużej szafy, do której moglibyśmy schować te osoby. One też zasługują na godność, szacunek, równość. I też poczucie bezpieczeństwa. Ma w tym pomóc ustawa o statusie osoby najbliższej. Pod koniec maja przegłosował ją Sejm. Piekło zamarzło. Nadszedł czas, aby ludzie o różnych poglądach, różnych stylach życia, różnych preferencjach seksualnych, żeby czuli się w Polsce, każdy bez wyjątku, czuł się pełnoprawnym obywatelem i człowiekiem szanowanym. Teraz ustawa przeszła przez Senat. Budowaliśmy to z ogromną determinacją. Ludzie mają prawo żyć po swojemu, być bezpieczni w swoich związkach, przyjąć na siebie prawa, ale też obowiązki. W myśl ustawy dwie osoby pełnoletnie będą mogły zawrzeć u notariusza umowę regulującą: wspólnotę majątkową, sprawy majątkowe, prawo do mieszkania, dostęp do informacji medycznej czy kwestie pochówku i testamentu. Chroni te osoby, które znajdują się w gorszej sytuacji z powodu śmierci, choroby, trudniejszej sytuacji finansowej. I pary hetero, i pary jednopłciowe. To jest absolutne minimum dla zapewnienia bezpieczeństwa osobom w związkach nieformalnych, w szczególności dla par tej samej płci. Ustawa to efekt bolesnego wewnątrzkoalicyjnego kompromisu. W trakcie prac z projektu wykreślono m.in. możliwość zawierania umowy w urzędzie stanu cywilnego. Ja już bym się nie skupiał na szczegółach. Dwa skrajne skrzydła koalicji były w stanie się porozumieć i wypracować ustawę, która jest ustawą techniczną. Oczywiście, mogliśmy zaproponować dalej idącą ustawę, ale ona nie uzyskałaby większości w Sejmie. Teraz ustawa trafi na biurko prezydenta. Aż 47% ankietowanych chce, aby Karol Nawrocki ją podpisał. Ale politycy PiS odwodzą go od tego pomysłu. Absolutnie jesteśmy przeciwko. Ustawa jest niekonstytucyjna. W trakcie kampanii prezydenckiej kandydat Karol Nawrocki przekonywał, że jest otwarty na rozmowę. Ja już wielokrotnie, na samym początku mówiłem, że jestem zwolennikiem statusu osoby najbliższej - sam znam takie relacje. Ale dziś współpracownicy prezydenta wysyłają sygnał, że nie może być o tym mowy. To taka polityka małych kroków do przysposobienia, do adopcji dzieci. Nie będzie zgody prezydenta na wprowadzenie quasi-małżeństw do polskiego prawa. To nie tylko złamanie wyborczej obietnicy, ale też obłuda i hipokryzja - twierdzą rządzący. Ilu posłów PiS-u żyje w takich nieformalnych związkach? Ilu miało po kilka żon, ilu miało rozwody kościelne? Oni chcą kogokolwiek moralizować dzisiaj? Na decyzję prezydent będzie miał teraz 21 dni. Blok przy Hirszfelda 2 w Warszawie wygląda, jakby był ofiarą masywnych szkód górniczych, tyle że w Warszawie nie ma kopalni. Wygląda tak nie od dziś, ale dopiero teraz uznano, że jest w stanie katastrofy budowlanej i mieszkańcy mają go natychmiast opuścić. Odcięto dopływ gazu do budynku, mieszkańcy mogą zamieszkać w hotelach, za co zapłaci ubezpieczenie, ale dalszej perspektywy nikt nie zna. Z zewnątrz zwyczajny blok z wielkiej płyty, jakich wiele na warszawskim Ursynowie. Wewnątrz tego budynku przy Hirszfelda 2 widok jak po trzęsieniu ziemi. Niczym trzęsienie ziemi mieszkańców nawiedziła nagła decyzja nadzoru budowlanego. To odcięcie dostaw gazu i nakaz natychmiastowej wyprowadzki. Lokatorzy w pośpiechu i nerwach wynoszą swoje rzeczy. Niektórzy o konieczności opuszczenia mieszkań dowiedzieli się pocztą pantoflową. Nawet tego nie czytałem. Bo jedyna informacja to papierowy komunikat na drzwiach wejściowych. Może do córki się przeniosę czy gdzieś, nie mam pojęcia, gdzie na razie, nikt nie powiedział mi osobiście, że proszę wyjść, bo już zagraża. Choć takie zniszczenia na klatkach schodowych i w mieszkaniach nie pojawiły się wczoraj. To efekt błędów popełnionych w projekcie lub podczas budowy. Dom ma kilkadziesiąt lat. Niespełna trzy tygodnie temu byliśmy z kamerą w tym sypiącym się bloku. Wtedy nadzór budowlany jedynie nakazywał remont w wyznaczonym terminie. Była sytuacja nie raz, że tynki spadają, spadają nawet kawałki ścian. Stropy trzymają się dzięki metalowym podporom. Pęknięcia są coraz większe, coraz większe są też pretensje lokatorów do spółdzielni mieszkaniowej. Nie załatwiono lokali zastępczych z wyprzedzeniem, przygotowania do remontu się przeciągały. Nie interesowali się w ogóle, najpierw próbowali to zbyć kompletnie, żeby to jakoś zatuszować, kazali płacić za te podstawy, jak podstawili to mamy płacić. Kilkanaście dni temu prezes spółdzielni nie widział podstaw do przygotowania się na scenariusz awaryjny. Rzeczoznawcy uspokajają, że na razie nie ma jeszcze takich mocnych powodów do obaw. Teraz Rafał Januszkiewicz nie mógł się spotkać. W rozmowie telefonicznej mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Spółdzielnia opłaci zainteresowanym mieszkańcom tymczasowy pobyt w hotelu. Jak słyszymy, trwają poszukiwania mieszkań do wynajęcia. Być może będzie też wsparcie władz dzielnicy. Mam nadzieję, że dla tych mieszkańców, którzy nie znajdą właściwego lokalu, będzie możliwość pomocy chociażby poprzez zapewnienie lokali socjalnych. I tak aż do marca przyszłego roku. Wtedy blok przy Hirszfelda ma być już naprawiony i bezpieczny dla mieszkających tam 44 rodzin. Najpierw w środę, potem w piątek. Ziemia w sumie trzy razy zatrzęsła Wenezuelą. Doliczono się około tysiąca ofiar, ale nie ma żadnej nadziei, że to ostateczny bilans. Eksperci oceniając siłę wstrząsu i zniszczenia każą się liczyć z dziesiątkami tysięcy zabitych. Akcja ratunkowa nie przebiega sprawnie. Brakuje sprzętu, ludzi, przywództwa. Mieszkańcy zarzucają władzy niekompetencję i nieudolność. Żyje między nadzieją a strachem. Od trzech dni wpatruje się w rumowisko po centrum handlowym i zdjęcia w telefonie. Leonela, Elisa. To jej córki. Były w środku, gdy runął budynek. Wciąż ma nadzieję, że przeżyły. Chcę tylko, żeby wróciły do mnie. Są wszystkim, co mam. W Wenezueli łzy rozpaczy mieszają się z łzami radości. Ta kobieta właśnie dowiedziała, się że jej mąż przeżył pod gruzami. Ma szczęście, bo na miejscu są też ratownicy z meksykańskiej armii. Do epicentrum tragedii stanu La Guaira dotarła też ekipa z Salwadoru. Mieszkańcy mówią, że dzwonią na telefon i ktoś odbiera. Słyszą płacz dzieci i krzyki ludzi. Mamy wszystko, co konieczne, aby zlokalizować tych, którzy żyją: kamery termowizyjne, drony i psy. Skalę wyzwań widać na tym nagraniu z drona. I tych zdjęciach satelitarnych. To setki budynków, często wielopiętrowych, które nagle zmieniły się w zwały betonu i stali. Dlatego najczęściej to wciąż sami mieszkańcy i wolontariusze usiłują dotrzeć do pogrzebanych - szpadlami, kilofami, improwizowanymi narzędziami, a nawet gołymi rękoma. Ludzka siła to za mało. Człowiek nie może przesunąć tych konstrukcji. Potrzebujemy pomocy. Potrzebujemy ciężkiego sprzętu. Pod spodem wciąż są żywi ludzie. Gdzie jest ta pomoc? Ta z zagranicy dociera z trudem. Bo uszkodzone jest główne lotnisko kraju. A na miejscu brakuje odpowiedniego personelu, sprzętu i środków, które wenezuelski reżim przez dekady wolał przeznaczać na terroryzowanie społeczeństwa. Stąd taka reakcja na wizytę prezydent w zniszczonej dzielnicy Caracas. To przekształcanie tragedii w kampanię polityczną. Rząd nic nie zrobił dla ludzi. Lekarze alarmują, że w szpitalach brakuje podstawowych środków. I miejsc, by pomieścić poszkodowanych. Wszystkie szpitale są przytłoczone liczbą pacjentów. A ludzie mówią, że nie ma nikogo, kto mógłby im pomóc. Wiemy, że w La Guaira jest bardzo wiele ofiar śmiertelnych, które nie zostały policzone. Takie obrazy ulic zapełnionych zwłokami władze starają się ukryć. Ale wciąż zapełniają się też listy osób uratowanych. Jednym z nich jest ten czteroletni chłopiec. Rosjanie uciekają z Krymu. Ukraina atakuje tam na tyle skutecznie, że przerwy w dostawach prądu są coraz częstsze, dostęp do paliw zawieszony, obozy wakacyjne odwołane, a stan wyjątkowy wprowadzony. Półwysep staje się coraz bardziej odizolowany przez skuteczne ataki dronowe, na najważniejsze arterie wiodące w głąb Rosji. To nie jest pojedynczy atak. Po ukraińskich uderzeniach w ogniu stanęły mosty, linie kolejowe, magazyny paliw i elektrownie. Czy tu, ku***, jest jakaś obrona powietrzna? Rosja nie potrafi już zamieść tego pod dywan i na Krymie sięga po nadzwyczajne środki. Ogłaszamy stan wyjątkowy na poziomie regionalnym. Nasilone ukraińskie ataki to część tak zwanej "operacji wpływu". To jest dron kamikadze. Leci tylko w jedną stronę. W ciągu 40 dni Kijów chce siłą skłonić Rosję do zakończenia wojny. Nasza presja i każda inna forma nacisku na Rosję musi być kontynuowana i musi działać na rzecz pokoju. Władze w Moskwie długo bagatelizowały narastające problemy na Krymie. Jeśli chodzi o sytuację na rynku paliw, rzeczywiście nie jest łatwa, ale pozostaje pod kontrolą. Teraz spod kontroli się wymknęła. Jeszcze kilka dni temu przed stacjami paliw ustawiały się długie kolejki. Dziś już ich nie ma. Najpierw ograniczano sprzedaż. Teraz cywile w ogóle nie mogą tankować. Będę miał okazję pospacerować. Tak brzmi ukraiński dron. A tak silnik motocykla. Według Rosjan to niemal identyczny dźwięk, który wprowadza żołnierzy w błąd. Z tego powodu zakazano nocnych przejażdżek na jednośladach. Ci, którzy są w stanie myśleć i analizować, zaakceptowali zakaz jazdy motocyklami w nocy. Noce są coraz ciemniejsze przez awarie prądu. Do tego brakuje wody i podstawowych produktów w sklepach. Oczywiście robimy zapasy. Gromadzimy wodę i żywność. Staramy się zabezpieczyć. Od nielegalnej aneksji w 2014 roku Krym był przedstawiany nie tylko jako popularny kierunek wakacyjny, ale też nowy dom dla wielu Rosjan. Jeszcze wczoraj byłam osobą, która mówiła, że wszystko będzie dobrze, przetrwamy ten czas, nie opuszczę Krymu. Ale dzisiaj właściwie spakowałam już walizkę. Takich osób są już tysiące. Widać to na moście Kerczeńskim. Absolutny rekord. Takiej kolejki przed mostem jeszcze nigdy nie było. Wracają tam, skąd wcześniej przybyli - do Rosji. Ukraińska Armia wprost pisze, że "kończy sezon plażowy". Krym będzie wyspą! Aby półwysep symbolicznie stał się wyspą, ten most musiałby zniknąć. Już kilka razy ukraińska armia próbowała go zniszczyć, na razie bezskutecznie. A już teraz przenosimy się do Radomia. Oddaję głos Zbigniewowi Łuczyńskiemu. Jeśli Radom to kolejna odsłona akcji, którą państwo doskonale znają i lubią, czyli Polska na tak. A razem wieloma atrakcjami jest reprezentowana tutaj "19.30". A jeśli "19.30" to Sandra Meunier. Od rana dzieje się tutaj wiele, ale kulminacja wydarzeń przed nami. Co zobaczą Radomianie i widzowie TVP? Dziś wielkie muzyczne widowisko i przeboje, które Polacy znają doskonale. Plejada gwiazd od Natalii Kukulskiej przez Viki Gabor. Nieoczekiwane spotkania na tej scenie. Już za chwilę punktualnie o 20:00 transmisja w telewizyjnej Dwójce, a także TVP VOD, ale zanim zabrzmi pierwszy przebój sprawdziliśmy specjalnie dla państwa, co dzieje się latem w Radomiu. Radom od lat żartobliwie domaga się dostępu do morza. Przy 35 stopniach nad zalewem Borki można uznać, że miasto dostało właśnie okres próbny. Może być to jakaś forma alternatywy, że tak powiem, radosnych kąpieli, prawie morskich! No woda! Z dzieckiem przyjechaliśmy. No wiadomo, trzeba korzystać. Ciepło, bo lato. Tego lata Radom nie tylko się chłodzi. Także śpiewa. TVP Info sprawdzało dziś, dlaczego miasto mówi "Polska na TAK". Chór Gospel Radom odpowiedział po swojemu własną wersją hymnu akcji. Co poza waszym cudownym głosem Radom ma do zaoferowania? Dużo pięknych ludzi, Gospel Radom oraz piękne miejsca typu muzeum Gombrowicza, muzeum Malczewskiego. Malczewski wychodzi tu daleko poza mury muzeum, a na mapie miasta swoje miejsca mają także Leszek Kołakowski i Andrzej Wajda. Radom sztuką stoi. Ale sam nie stoi w miejscu. Jedni ćwiczą równowagę przy baletowym drążku. Inni jak jej nie stracić na zapaśniczej macie. Będę o to walczył. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, żeby zapasy weszły jako dyscyplina do szkół podstawowych. No to opowiadaj o swoich sukcesach, jestem szalenie ciekawa. Trzeba bardzo dużo trenować, żeby wygrywać te złote medale. I to nie jest takie łatwe. Po takim treningu Radom oferuje konkret. Ziemniaki, mąka i solidna porcja skwarek. Tak powstaje porka, zwana też psiochą. Wisienka na torcie to jest nasza okrasa, skwareczki ze śmietaną, swojską, kwaśną. Jedna porcja może mieć około 500 kalorii. Na szczęście wieczorem będzie je można wytańczyć podczas koncertu Lata z Radiem i Telewizją Polską. Zagramy dzisiaj "W to mi graj". Nie mogę się doczekać, bo to będzie chyba drugi raz, kiedy wystąpimy z tym utworem na żywo. I bardzo się cieszę. Tak, on rzeczywiście zapowiada nowy album. Hiszpania, Włochy, Grecja - te wszystkie kraje mogą nam zazdrościć dzisiaj pogody. A ty, jakie masz skojarzenia? Lato w Polsce to świetna atmosfera, następstwo cudownej wiosny, uśmiechnięci ludzie, piękne koncerty, lato z TVP, serdecznie polecamy. Na scenie pojawi się również Natalia Kukulska, Varius Manx z Kasią Stankiewicz czy Kasia Moś. Morza nadal nie będzie, ale nad radomskim zalewem przejdzie prawdziwa fala przebojów. Start o 20.00. Transmisja w TVP2 i TVP VOD. Będzie się więc działo! Przypominam: jesteśmy w Radomiu. Na początku mówiłem, że jest to miasto, które ma wiele oblicz. I za chwilę to udowodnimy. Starsi widzowie pamiętają doskonale sofixy, buty - obiekt marzeń wielu. Były stąd. Ale Radom to przecież używane do dzisiaj maszyny do szycia Łucznik, a teraz miejsce, bez którego polski przemysł zbrojeniowy by nie istniał w pełni. O Radomiu, ważnym dla nas wszystkich, Marek Smółka. Wieki temu na krótko nieformalna stolica Polski. W 1976 ognisko robotniczego buntu. Radom przez wieki, zwłaszcza od wieku XIX, słynął jako miasto dużego przemysłu. Między innymi skórzanego. Radoskór był największym producentem obuwia w PRL-u. Główny technolog Radoskóru postanowił założyć własną firmę i stworzyć właśnie tu markę butów na miarę zachodnich adidasów. To był prawdziwy hit lat 80. Po raz pierwszy w Polsce wprowadziłem buty zapinane na rzepy, co było nowością i bardzo wygodne w użytkowaniu. Co sprawiło, że te buty stały się super modne i bardzo pożądane. Zjeżdżały po nie do Radomia wycieczki z całej Polski, a polscy olimpijczycy na otwarciu zimowych igrzysk w Calgary wystąpili w sofixach. Nie do zdarcia okazały się maszyny do szycia produkowane w Łuczniku. Do dziś działają w wielu polskich domach. Ta ma ponad 40 lat. A nie było łatwo ją kupić. Wystana w sumie przez kilkadziesiąt dni w sklepie. Służyła jako dodatkowy zarobek. Bo były to ciężkie lata. Po normalnej godzinie pracy siadałam do maszyny i chałupniczo szyłam do 22.00, żeby dorobić do życia. Te maszyny przechodzą z pokolenia na pokolenie. Odziedziczyłam po babci mojego męża. Jest to na pewno taka rzecz z wartością sentymentalną, ale też jest to bardzo dobra maszyna. Łucznik to już ponad stuletnia część historii miasta. Produkowano m.in. legendarne pistolety Vis, karabiny mauzer, legendarne rowery Łucznik, które rozsławiały całą Polskę w 20-leciu międzywojennym. A po wojnie słynne też maszyny do szycia i do pisania. Jest synonimem tej dobrej ekonomii radomskiej, ale z drugiej strony łączy w sobie ten wątek sentymentalny i historyczny. Myślę sobie, że w zasadzie w Radomiu chyba nie ma rodziny, w której ktokolwiek nie pracowałby kiedyś w fabryce broni. Dzisiaj to jeden z filarów polskiego przemysłu zbrojeniowego, a jednocześnie beneficjentów programu SAFE. Fabryka właśnie zawarła kolejny kontrakt. Fabryka broni stanęła przed nowym zadaniem realizacji nowej umowy na potrzeby polskiego wojska. Przedmiotem tej umowy jest nowa wersja karabinka, czyli grot w wersji A3. To ta najbardziej zaawansowana wersja Grota. Łucznik wyprodukuje dla wojska kolejnych 46 tys. sztuk. Historia Radomia to opowieść o przemysłowej transformacji. Kiedyś miasto szyło buty dla całej Polski, dziś uzbraja polską armię. Z czasem zmieniają się produkty, ale nie zmienia się przemysłowe DNA miasta. Ja już państwu dziękuję. Czas na Pytanie Dnia, u Justyny Dobrosz-Oracz dziś profesor Grzegorz Motyka, historyk, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Spokojnego wieczoru i do zobaczenia jutro.