Atak na Iran. Izrael i USA kontra reżim ajatollahów. Skutki dla Polski. Kłopoty linii lotniczych, ryzyko drogiej benzyny. SAFE na trudne czasy. Czy geopolityka wpłynie na decyzję prezydenta Nawrockiego? Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. "Epicka Furia" i "Ryczący Lew" - to kryptonimy prewencyjnego, jak to określono, ataku USA i Izraela na Iran. Operacja to seria zmasowanych ataków rakietowych. Eksplozje potwierdzono w Teheranie i innych strategicznych miejscach. Amerykanie mogą atakować z dwóch lotniskowców i baz rozmieszczonych m.in. w Katarze, Kuwejcie czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Celem są instalacje wojskowe, wyrzutnie rakiet oraz obiekty powiązane z programem nuklearnym, który jest głównym zarzewiem konfliktu z USA. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz, a w Brukseli Dorota Bawołek. Marcinie, jak Ameryka reaguje na wojnę z Iranem? I w jaki sposób planowano ten atak? Ataki potrwają co najmniej kilka dni, nie kilka godzin - informują źródła w Pentagonie. W Waszyngtonie nikt nie ma wątpliwości, że Ameryka jest w stanie pełnoskalowej wojny z Iranem, której celem jest zmiana reżimu w Teheranie. Źródła informują, że Amerykanie i Izraelczycy precyzyjnie koordynowali swoje działa ataki, ale przede wszystkim przygotowania do obrony przed irańskim odwetem. Amerykanie są odpowiedzialni za likwidację celów wojskowych, infrastruktury wojskowej. Izraelczycy atakują cele wojskowe, ale przede wszystkim cele ludzkie: dowódców irańskiej armii i przywództwo kraju. Prezydent Trump zaatakował Iran bez uzyskania zgody Kongresu. Dlatego opozycyjni do niego demokraci żądają jak najszybszego dostępu do informacji. Nikt tutaj nie bierze w obronę krwawego reżimu ajatollahów, chodzi o obawę wciągnięcia Ameryki w kolejną niekończącą się wojnę. Większość polityków Partii Republikańskiej albo milczy, albo popiera prezydenta, mówiąc, że Chamenei to Hitler naszych czasów, a jego eliminacja jest w interesie światowego pokoju. Są także liczni republikanie, w tym z ruchu MAGA, którzy atakują prezydenta, że Amerykanie wybrali go nie po to, że zmieniał reżimy w obcych krajach, a żeby zmieniał ich życie na lepsze w kraju. Prezydent kieruje ataki nie z Białego Domu w Waszyngtonie, a ze swojej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie. A teraz Bruksela, gdzie jest Dorota Bawołek. O poważnym zagrożeniu dla globalnego bezpieczeństwa mówi szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, a unijni przywódcy we wspólnym komunikacie wzywają do "powściągliwości". Co to oznacza? Europa jest bardzo zaniepokojona wydarzeniami na Bliskim Wchodzie, które, jak stwierdziła szefowa unijnej dyplomacji, są wyjątkowo niebezpieczne. Ale choć unijne władze apelują o powstrzymanie się przed eskalacją i rozwiązanie sporu w drodze negocjacji, to jednocześnie przypominają, że Europa także mocno potępia działania władz w Teheranie: za krwawe tłumienie protestów antyrządowych, w których zginęły tysiące ludzi, Unia nałożyła ostatnio na irański reżim kolejne sankcje, a popieranych przez tamtejsze władze strażników rewolucji islamskiej uznała za organizacje terrorystyczną. Unijne władze od lat próbowały też przekonać Teheran do rezygnacji z programów rakietowych i jądrowych, które, jak dziś przypominają, zagrażają bezpieczeństwu całego świata. Zapewnienie bezpieczeństwa jądrowego oraz zapobieganie działaniom, które mogłyby zwiększać napięcia lub podważyć system nierozprzestrzeniania broni jądrowej, ma kluczowe znaczenie. Wzywamy wszystkie strony do zachowania powściągliwości, ochrony ludności cywilnej i poszanowania prawa międzynarodowego. Ursula von der Leyen zwołała na poniedziałek nadzwyczajne kolegium unijnych komisarzy. W trybie pilnym mogą też odbyć się rozmowy ministrów spraw zagranicznych Unii. Za to Sojusz Północnoatlantycki, w którym najwięcej do powiedzenia mają Amerykanie, na razie nie komentuje wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Taka powściągliwość i brak komentarza w międzynarodowej dyplomacji też jest uważana za reakcję. Atak na irański reżim rozpoczął się około godziny 7:30 czasu lokalnego. Od tej pory przez cały czas napływają informacje o działaniach strony atakującej oraz o odwecie przeprowadzanym przez Iran. Coraz więcej doniesień o ofiarach - tych cywilnych, ale także śmierci wysokich rangą dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Pierwsze bomby spadły na Teheran. Wycelowane były w siedziby prezydenta kraju i najwyższego przywódcy Aliego Chameneiego. To zdjęcie pokazuje jego rezydencję obróconą w gruzy. Pociski uderzały w centrum irańskiej stolicy - kluczowe urzędy rządowe, w tym budynki resortów wywiadu, obrony, energii atomowej i Gwardii Rewolucyjnej. Zginąć miał jej dowódca oraz minister obrony. Tak rozpoczęła się wspólna amerykańsko-izraelska operacja o kryptonimach "Ryczący lew" i "Epicka furia", którą po kilku godzinach potwierdził prezydent USA. Naszym celem jest ochrona narodu amerykańskiego poprzez wyeliminowanie bezpośredniego zagrożenia ze strony irańskiego reżimu, okrutnej grupy bardzo twardych, strasznych ludzi. Ich groźne działania bezpośrednio zagrażają USA. W tym ośmiominutowym nagraniu Trump podkreślił, że nie można dopuścić, by Teheran kiedykolwiek miał broń nuklearną. Irańskich wojskowych wezwał do złożenia broni, a Irańczyków do przejęcia władzy. Nasze bomby będą spadać wszędzie. Kiedy skończymy, przejmijcie władzę w swoim kraju. Będzie ona wasza. Będzie to prawdopodobnie wasza jedyna szansa od pokoleń. Ameryka wspiera was przytłaczającą siłą i niszczycielską mocą. Największa koncentracja amerykańskich wojsk w regionie od dwóch dekad. Ataki prowadzą samoloty startujące z baz USA w regionie i z co najmniej jednego lotniskowca. Źródła stacji CNN twierdzą, że Pentagon planuje co najmniej kilka dni bombardowań. A to narada wojskowych Izraela tuż przed tym, jak jego armia poinformowała o uderzeniach na setki celów w Iranie. Skutki widać na tych nagraniach irańskiej telewizji. Rakiety miały spaść też na szkołę podstawową dla dziewcząt, zabijając co najmniej 57 osób. Operacja będzie kontynuowana tak długo, jak będzie to konieczne. Od 47 lat reżim w Iranie grozi śmiercią Izraelowi i Ameryce. Depcze obywateli swojego kraju, rozprzestrzenia terror na cały świat. Przelewa naszą krew. Do ewakuacji ze stolicy mieszkańców wezwały irańskie władze. Izraelskie - do ukrycia się w schronach, po tym jak Teheran wystrzelił rakiety balistyczne. Pod ziemię przeniesione zostały również szpitale. Trump powinien wiedzieć, że dziś mamy najbardziej zaawansowane możliwości, by walczyć z nim przez lata. Będziemy używać naszych najsilniejszych rakiet. Rzeczy, których dotąd nie ujawniliśmy. Teheran zaatakował nie tylko Izrael, ale też bazy sił powietrznych USA w regionie, w tym kwaterę Piątej Floty w Bahrajnie. To moment uderzenia, który uchwycili świadkowie. A to kolejne irańskie ataki - między innymi w Dubaju, Kuwejcie i Jordanii. Syn ostatniego szacha Iranu, Reza Pahlawi, uważa, że "Republika Islamska właśnie chyli się ku upadkowi". Z taką odezwą zwrócił się z emigracji do wszystkich Irańczyków. Na wspólny atak USA i Izraela na Iran reagują polskie władze. Prezydent informuje: "jestem na bieżąco informowany", a premier apeluje o ważną w tym momencie jedność Polaków. O wzmocnieniu monitoringu polskiej cyberprzestrzeni pisze także Ministerstwo Cyfryzacji. Reaguje także Wojsko Polskie, podważając zasady bezpieczeństwa polskich kontyngentów na Bliskim Wschodzie. Nowa wojna na Bliskim Wschodzie postawiła w stan gotowości polskie władze. W tej chwili nasi obywatele, w tym personel polskiej ambasady w Teheranie, są bezpieczni, ale jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. Jedność Polaków w kwestii bezpieczeństwa jest dziś szczególnie ważna. Premier już ponad tydzień temu apelował do obywateli Polski, by opuścili Iran. Za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt godzin ewentualność ewakuacji nie będzie wchodziła w rachubę. Według najnowszych danych, z systemu Odyseusz w Iranie przebywa pięciu rodaków, w Libanie ponad czterdziestu, a w Izraelu ponad dwustu. Wraz z sojusznikami monitorujemy dramatyczną, piekielnie skomplikowaną sytuację. Obywatelom przebywającym w miejscach konfliktu MSZ przypomina te numery telefonów do konsulów w Teheranie, Bejrucie i w Tel Awiwie. O wszystkim informowany jest prezydent. Atak dla głowy państwa zaskoczeniem nie był. Dzięki utrzymywanym kanałom sojuszniczym i koalicyjnym, mieliśmy świadomość podjęcia działań militarnych przez Izrael i USA. Obecnie priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim Polakom w rejonie Bliskiego Wschodu. Ten konflikt w sposób bezpośredni nam, Polsce, nie zagraża. Ale rząd na atak w Iranie reaguje. Do odwołania został zamknięty wydział konsularny w Izraelu, podwyższone zasady bezpieczeństwa obowiązują w Polskich kontyngentach wojskowych: Iraku i Libanie. Wicepremier Gawkowski poinformował, że wzmocniona została także polska cyberprzestrzeń. Na razie obserwujemy to z dystansem, najważniejsze jest to, żebyśmy się wewnętrznie nie angażowali, to znaczy, żeby Polska się nie opowiadała po żadnej ze stron, bo nie jest to w naszym interesie. Polska w tym konflikcie nie staje oficjalnie po żadnej stronie, choć Iran, odległy dla Polski, nie pozostaje bez wpływu na naszą rzeczywistość. Jeśli chodzi o przekierowanie pewnej uwagi Zachodu i USA z agresywnej Rosji na Bliski Wschód. Patrzymy na zachowanie głównych graczy na całej arenie międzynarodowej. Chiny, Rosja, bo to wszystko jest powiązane. To na pewno nie przejdzie gładko jak sytuacja Wenezueli. Bo Iran to 16. potęga militarna na świecie. Reżim ajatollahów w Iranie to nie jest przyjazna autokracja, więc tak naprawdę trzeba tutaj zachować daleko idącą wstrzemięźliwość. To, do czego zdolny jest irański reżim, można było zobaczyć ostatnio na ulicach. W falach protestów zginęło według magazynu "Time" nawet 30 tysięcy ludzi. Władzom miało zabraknąć worków na zwłoki, a karetki zastąpiono TIR-ami. Region jest szczególnie trudny. I może rzeczywiście budować i buduje problem dla polityki światowej. A także dla światowej gospodarki. W związku z eskalacją sytuacji na Bliskim Wschodzie linie lotnicze zawiesiły i zmieniły wiele połączeń lotniczych. Loty do Izraela, ale także do Dubaju, Abu Zabi czy Ammanu odwołały także Polskie Linie Lotnicze i inni krajowi przewoźnicy. A czy konflikt może także wpływać na ceny paliw w Polsce? 20% światowej ropy przepływa przez Cieśninę Ormuz. Tak wyglądało niebo nad stolicą Iranu po amerykańsko-izraelskich atakach. A w konsekwencji tak wygląda przestrzeń powietrzna nad całym regionem. Linie lotnicze zawiesiły połączenia do Iranu, Izraela, Jordanii, ale też Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru, które są dużymi hubami przesiadkowymi. Dotyczy to także rejsów z Polski. Linia zawiesza ze skutkiem natychmiastowym wszystkie loty do i z Izraela, Dubaju, Abu Zabi oraz Ammanu do 7 marca włącznie. Ze względu na wstrzymanie operacji na lotnisku w Tel Awiwie do 3 marca wszystkie rejsy LOT w tym okresie zostaną odwołane. Dzisiejszy rejs LOT-u do Dubaju w połowie drogi zawrócono do Warszawy. Wyższym ryzykiem byłoby tam polecieć i tam zostać nie wiadomo na jak długo niż to, że w porę nas zawrócili i wylądowaliśmy tutaj bezpiecznie. Miało być Bali, powrót przez Singapur potem katarskimi liniami. Nie wiemy, co będzie dalej, na razie jedziemy do hotelu. Skutki bombardowań na Bliskim Wschodzie to dla świata nie tylko uziemione samoloty. Wojna ma to do siebie, że ona jest taką kulą śniegową, która staczając się, eskaluje. Języczkiem u wagi jest ten wąski korytarz przylegający do Iranu, istotny nie tylko militarnie. Cieśnina Ormuz to jedyna morska trasa eksportowa ropy naftowej z krajów Zatoki Perskiej. Jeśli Teheran ją zablokuje, może dojść do wstrząsu na rynku surowców. A w konsekwencji na stacjach paliw. Ja bym się zdziwił, gdyby Iran tego nie wykorzystał w jakiś sposób nacisków politycznych bądź demonstracji militarnej. Przez cieśninę Ormuz przechodzi blisko 25 do nawet 30 procent ogólnego transportu ropy naftowej w skali globalnej. Kilkadziesiąt procent ropy sprowadzanej przez Orlen pochodzi z Arabii Saudyjskiej. Tankowce do Polski wyruszają jednak głównie z portów na Morzu Czerwonym. Będzie to oznaczało komplikacje i pewnie oznaczało wzrost cen, natomiast nie musimy się obawiać o dostęp do ropy i produktów ropopochodnych. Ceny ropy już w ostatnich dniach rosły tylko z powodu możliwości ataku na Iran. Pytanie o ile wzrosną, gdy atak stał się faktem. Moim zdaniem stu dolarów za baryłkę nie zobaczymy. To będzie kilka, może kilkanaście procent wzrostu, może 80 dolarów przekroczymy. Tutaj akurat z prognozami poczekałabym, ile ta operacja będzie de facto trwała. Czy i jak bardzo ceny ropy wystrzelą, okaże się w poniedziałek na otwarciu światowych giełd. W czasie, kiedy cały świat wstrzymuje oddech po ataku USA i Izraela na Iran, każdy z nas tutaj zastanawia się nad bezpieczeństwem. SAFE - to słowo w kontekście wydarzeń, które dzieją się na naszych oczach, nabiera szczególnego znaczenia. Unijne fundusze, setki miliardów, które mają wzmocnić obronność, są przedmiotem dyskusji i krytyki ze strony opozycji. Dyskusję może zamknąć zwierzchnik Sił Zbrojnych, prezydent Karol Nawrocki. Kiedy USA oraz Izrael bombardują Iran, a Teheran odpowiada ogniem, wracają pytania o bezpieczeństwo Polski. Dzień jest absolutnie symboliczny. Kolejne miejsce na świecie, które jest niespokojne. Czy to będzie krótkotrwałe, czy grozi nam tutaj długotrwała wojna? Istnieje obawa, że kolejny konflikt na Bliskim Wschodzie może odwrócić uwagę Amerykanów od naszej części świata. Istnieje niebezpieczeństwo, że zaangażowanie, zainteresowanie opinii publicznej skupi się na Bliskim Wschodzie, a zainteresowanie straci wojna na Ukrainie. Wymusi to na Europie więcej zaangażowania. Polska musi się zbroić. Będzie to trudne bez unijnego programu SAFE, którego mielibyśmy być największym beneficjentem, mając do dyspozycji pomoc w wysokości około 150 miliardów złotych. Dlatego program SAFE, dlatego potrzebny podpis prezydenta - tu i teraz. Ale Prawo i Sprawiedliwość dalej ma wątpliwości. Nie możemy zostawić Polaków na pastwę decyzji Komisji Europejskiej. A Konfederacja przyrównuje SAFE do chwilówki, na którą Polska nie może sobie pozwolić. To jest pożyczka od lichwiarza, w dodatku takiego, który będzie mógł ją nam dozować w zależności od tego, czy będzie mu pasował rząd w Polsce. W piątek wieczór Sejm przegłosował senackie poprawki do ustawy o SAFE. Teraz prezydent Karol Nawrocki ma 21 dni na podjęcie decyzji. Opinie wśród prezydenckich doradców, jak słyszymy, są podzielone. Natomiast na weto mają naciskać prezes Jarosław Kaczyński i władze z Nowogrodzkiej. Kaczyński jest przeciw, więc jest to pytanie również o jego podmiotowość polityczną. Czy prezydent będzie chciał pokazać, że podejmuje decyzje ważne dla Polski bez oglądania się na swoje środowisko polityczne? Zegar tyka - zwracają uwagę opozycja i specjaliści. Dzisiaj walczymy o czas. Eksperci mówią, że potencjalne ryzyka wyjścia Rosji na Europę to 2,3 lata. Mam nadzieję, że prezydent będzie potrafił zaskoczyć. Mamy plan B, ale najpierw czekamy na jego decyzje. O takim planie wspomniała już minister do spraw SAFE. Nie jest potrzebna ustawa do umowy z Komisją Europejską. Ale sama umowa z Komisją to jednak za mało, bo bez przepisów ustawy, jak mówi ministra, wykorzystanie całego potencjału pożyczki będzie trudne, a beneficjenci spoza sektora obronnego mogą zostać wyłączeni z programu. Na razie rząd ruszył z szeroką kampanią informacyjną na temat SAFE. Po profesjonalnej konferencji prasowej, na której głos zabrali premier, generałowie oraz przedstawiciele przemysłu obrony, przyszedł czas na social media. Łącznie z wygenerowaną w AI grafiką. Jesteśmy społeczeństwem obrazkowym, one się najlepiej propagują w internecie, więc ja akurat tego typu komunikację wspieram. Mówi europoseł Jarubas, licząc, że ustawa o SAFE niebawem wejdzie w życie. Po mroźnej zimie, sztormach, silnych wiatrach i cofających się falach to właśnie teraz jest dobry czas na poszukiwania. Cel to "bałtyckie złoto", czyli on. Piękny, i magiczny bursztyn. Tych, którzy wiedzą, jak i gdzie poszukiwać skarbów polskiego wybrzeża, przybywa. A wśród nich nasz reporter, który także wybrał się na łowy. Bałtyk. Zimą chętniej dzieli się swoimi skarbami. Wytrawni poszukiwacze na wyprawy po bursztyn wybierają się nocą. "19.30" towarzyszy grupie "Bursztyniarze Wybrzeża" na Wyspie Sobieszewskiej. Dzisiaj mamy ciężkie warunki. Bursztyn możemy pozyskać tylko z tego, że wypłucze nam go spod kry. Ale to miejsce bogate w bursztyn. Szczególnie po sztormach. Są poszukiwacze, którzy znajdą po pół kilo, są poszukiwacze, którzy dobiją i do 2 kg. Tak było w Sylwestra. Bursztyn wychodził na brzeg sam, tylko zbierać. Wyprawa wymaga sprawdzenia pogody, prądów morskich i wcześniejszego rekonesansu. A także wyposażenia. Po pierwsze wodery, po drugie kaszorek, czyli podbierak, prawie jak wędkarski. I przede wszystkim lampa UV, bo w warunkach nocnych tylko tak można zobaczyć bursztyny. Coś fascynującego, to się czasami czeka kilka godzin, szuka, a potem nagle jest nagroda, czyli duże bryłki, przychodzą rzadko, ale jak przyjdą, to się już od razu buzia cieszy, jest co położyć na półeczce, pochwalić się w internecie. Albo trochę oszlifować i obdarować bliskich. Teraz jak był Dzień Babci, to obie babcie zostały obdarowane naszyjnikami, dla siebie też zrobiłam. Zbieram wszystkie, nawet najdrobniejsze bursztyny, ponieważ szukam inkluzji, czyli tego, co zostało zatopione w żywicy, kiedy bursztyn powstawał. Co pan już znalazł, a na co pan jeszcze poluje? Poluję najbardziej na pająka. Bursztyn ma 40 milionów lat. Jest lżejszy od kamieni i po potarciu pachnie żywicą, z której powstał. Niektórych uzależnia. Coś jak hazard, to jest tak, że po prostu adrenalina działa do tego stopnia, że może być minus dwadzieścia, a ja się pakuję i wchodzę do wody. Bursztyniarze robią to z czystej pasji. Tego, co wyłowią, nie sprzedają. Poszukiwania trwają parę godzin, czasem do świtu. Ale nie dłużej, bo wschód słońca dla wytrawnych poławiaczy oznacza, że bursztyn przestaje być widoczny. Są gatunkiem chronionym, a ich populacja rośnie. Mowa o wilkach. Dobrej prasy nie mają i trochę nad tym pracują, ale to niekoniecznie ich wina. Populacja rośnie, więc przybywa też kontaktów z człowiekiem. Wilki na ludzi nie polują, ale na zwierzęta gospodarskie już tak, bo owce są łatwiejszym łupem niż sarny. O tym, jak żyć w zgodzie z wilkami. To pierwsza taka sytuacja w gminie Bystrzyca Kłodzka i pierwsze takie spotkanie z wilkami Karola Laska, który tutaj zajmuje się hodowlą owiec. Wilki zaatakowały nocą siedem owiec, mimo że pastwisko było dobrze zabezpieczone. Podkopały się pod siatką, wyżej wiaty dla owiec widać ewidentnie, że tam przeszły. W ostatnich dniach wilki widziane były także nieopodal Wrocławia, w gminie Siechnica. Tu władze apelują do mieszkańców o ostrożność. Nie spuszczać na spacerach psów ze smyczy, nie pozostawiać resztek jedzenia na zewnątrz, zabezpieczyć zwierzęta gospodarcze. A to już przykład ze Śląska - tutaj w Zarębicach, w powiecie częstochowskim, wilk zbliżył się do zabudowań. Ślady były wszędzie, przed domem, przed budynkiem obory, z tyłu. Wilki widujemy coraz częściej, bo ich populacja rośnie, co w przypadku gatunku chronionego powinno cieszyć. Specjaliści uspokajają - człowiek może czuć się bezpiecznie. Wilka jest więcej niż 20 lat temu, częściej się go spotyka, ale ja pracując 20 lat w lesie, prowadząc badania naukowe, widziałem wilka raz, natomiast tropów, śladów faktycznie jest coraz więcej. I coraz częściej zdarza się, że niektóre osobniki szukają po prostu nowych terenów do życia, także na obrzeżach miast i niedaleko zabudowań. Prawdopodobnie może to dotyczyć osobników, które z jakiegoś powodu zostały oddzielone od grupy rodzinnej, osobników młodych czy też szukających pożywienia. Takie zjawiska powinniśmy obserwować i zgłaszać służbom. Co ważne, w przypadku kontaktu z wilkiem przede wszystkim nie należy panikować. Widząc wilka, powinniśmy odejść spokojnie, nie afiszować się z emocjami, nie robić zdjęcia do social mediów, nie afiszować się podejściem, jaki piękny wilk, bo to nie jest pluszowa zabawka, tylko dzikie zwierzę. Szacuje się, że w całym kraju obecnie żyje od 2000 do 5000 wilków. 30 lat temu w polskich lasach było ich zaledwie 500. Był legendarnym prezydentem stolicy. Symbolem oporu Warszawy we wrześniu 1939 roku, kiedy wybuchła II wojna światowa. Teraz stał się bohaterem musicalu w Teatrze Syrena. "Starzyński, prezydent z pomnika" - spektakl oparty jest na biografii człowieka, który stał się bohaterem w czasach wielkiej próby. A historia lubi się powtarzać... To nie musical o bohaterze z pomnika. To opowieść o człowieku, który w obliczu wojny został w Warszawie, kiedy inni uciekali. To ostatnia noc Stefana Starzyńskiego. W bombardowanym mieście, w ratuszu. Pod presją decyzji i lękiem przed aresztowaniem. Właściwie każdego dnia mógł się spodziewać takiego aresztowania. W końcu długo tolerować go w świetle tych jego przemówień słynnych nie mogli. Starzyński został prezydentem stolicy w 1934 roku. Miał wizję wielkiej, nowoczesnej Warszawy. A potem przyszedł wrzesień. Wtedy został jedynym głosem miasta. Chciałem, żeby Warszawa była wielka. Wierzyłem, że tak będzie. Gdy teraz do was mówię, widzę ją przez okna w całej wielkości i chwale, otoczoną kłębami dymu. Kiedy nie widział przed sobą tego tłumu, kiedy siedział sobie w małym studio radiowym sam na sam z mikrofonem, potrafił improwizować płomienne przemówienia. Musical nie opowiada całej biografii. To portret człowieka w pułapce historii. Na scenie Teatru Syrena Starzyński wraca w wersji, której nie znamy z pomników. Z wątpliwościami, zmęczeniem i decyzją, że Warszawy się nie zostawia, nawet kiedy wróg przejął miasto. Kilka godzin później został aresztowany przez Gestapo. Przez lata nie było pewne, gdzie zginął. Najprawdopodobniej został rozstrzelany w grudniu 1939 w Warszawie lub okolicach. Niemcom zależało na tym, by zlikwidować Starzyńskiego po cichu, by nie dopuścić do masowego wybuchu niezadowolenia, buntu, bo tak popularnym był człowiekiem. Prawie 90 lat później jego słowa znów słychać - nie z kronik, ale ze sceny. Dziś tematem numer jeden na całym świecie jest atak na Iran i cel, który obrały Stany Zjednoczone, czyli walka z islamską dyktaturą w tym kraju. Wydarzenia dzieją się na naszych oczach, nie milkną komentarze i opinie. Śledzi je z perspektywy Waszyngtonu Marcin Antosiewicz. Prezydent Trump zwrócił się też do Irańczyków, zachęcając ich do działania i decydowania o swoim losie. Czy krystalizuje się już plan na dzień po atakach? Jak Amerykanie wyobrażają sobie zmianę reżimu? W tej chwili w Waszyngtonie nikt nie zna odpowiedzi na te pytania. Trzeba ustalić jedną podstawową informacją. Czy Chamenei przeżył? Wciąż nie ma tej informacji. Kto kieruje w tej chwili tym odwetem ze strony Iranu. Jak poznamy odpowiedzi na te pytania, to będzie można odpowiedzieć, co dalej. Nie wiemy, czy znajdą się kolaboranci jak w Caracas. Czy irańska opozycja jest na tyle zjednoczona, żeby zaakceptować przywództwo syna szacha. Pytanie, czy sojusznicy reżimu, Rosja, Chiny czy będą ratować reżim, czy dogadają się z Amerykanami. Bieżące informacje w TVP INFO. A ja dziękuję za "19.30". Zapraszam jutro. Za chwilę - jak co dzień - "Pytanie dnia". Gościem Aleksandry Pawlickiej będzie generał Bogusław Pacek. Do zobaczenia.