Prezydent wystąpi na CPAC. Uczestnicy konferencji uderzają w NATO. Tańsze paliwo na stacjach już od wtorku. Pakiet CPN opublikowany w Dzienniku Ustaw. Przez 28 lat służył w Watykanie. Kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim. Monika Sawka, dobry wieczór. Najpierw spotkanie w fabryce produkującej zamówione przez polskie lotnictwo myśliwce F-35. Za dwie godziny przemówienie na konferencji CPAC. Prezydent Karol Nawrocki jest jedyną głową państwa, która wystąpi na słynnym wydarzeniu dla konserwatystów w Stanach Zjednoczonych. Wśród uczestników częściej niż krytykę działań rosyjskiego przywódcy słychać na razie antynatowskie wypowiedzi. Co dzieje się za kulisami CPAC? Czyje interesy będzie w Teksasie reprezentować Karol Nawrocki? Chyba własne, osobiste. Tak rządzący oceniają tę wizytę. Karol Nawrocki - tu podczas zwiedzania koncernu produkującego myśliwce F-35 - poleciał do Stanów Zjednoczonych głównie po to, by wystąpić na tej scenie. Podczas kongresu amerykańskiej prawicy CPAC. W czyim interesie tam leci prezydent? W interesie Polski przede wszystkim. Przekonuje PiS, rządzący mają wątpliwości, gdy słyszą to. Powinniśmy wyjść z NATO i z ONZ. Co korespondentowi Polskiego Radia Markowi Wałkuskiemu powiedzieli uczestnicy CPAC-u. To nie tylko głos uczestników konferencji. Wśród mówców w Dallas - George Simion, tu obok Mateusza Morawieckiego. To rumuński proputinowski polityk, oskarżany wprost o współpracę z rosyjskimi służbami. Pytanie, czy dla kilku zdjęć na Facebooka czy na Instagram warto pojawiać się w takim gronie ludzi, którzy mówią wprost: rozbić NATO, zniszczyć NATO, zlikwidować projekt, bo to by oznaczało wprost niebezpieczeństwo dla Polski. PiS problemu nie widzi i przekonuje, że nasze bezpieczeństwo jest w rękach Stanów Zjednoczonych. Utrzymywanie dobrych relacji z USA jest naszym absolutnym, najważniejszym priorytetem. Tyle tylko, że Karol Nawrocki będzie jedną głową państwa na CPAC. Nikogo z Białego Domu nie będzie. W tym roku to zjazd prawicowych działaczy o takich poglądach. Wspierali nas podczas wojny secesyjnej. Wspierali nas podczas wojny o niepodległość. To Dallas, a to Budapeszt i węgierska ubiegłotygodniowa edycja CPAC, która okazała się wiecem poparcia dla Wiktora Orbana, czyli największego sojusznika Putina w Europie, który o Ukrainie mówi to. Mamy do czynienia z bardzo niebezpiecznym krajem, państwem terrorystycznym. To niemal to samo co w Moskwie. To jest straszne, bo to wygląda na spęd zwolenników Putina i Rosji. To, co robi Karol Nawrocki w ostatnich tygodniach, jest sprzeczne z interesami strategicznymi RP. To jego poniedziałkowa sesja zdjęciowa z sojusznikiem Putina. Dwa tygodnie temu "nie" blisko 190 miliardom złotych na zbrojenia. To pieniądze z unijnej niskooprocentowanej pożyczki na zbrojenia. Uzasadnienie tej decyzji brzmi jak wotum nieufności wobec europejskiej Wspólnoty. Nie podpisze ustawy, która uderza w naszą suwerenność i w nasze bezpieczeństwo militarne. To ta sama narracja, na którą zaczęła się ścigać także polska prawica. Jest to naprawdę wpływanie na bardzo niebezpieczne wody i myślę, że doradcy Karola Nawrockiego powinni bardzo szybko zmienić front. Ponieważ jest to absolutnie niekorzystne dla Polski. Oni chcą nas wyprowadzić na wschód, czyli tam, gdzie kiedyś byliśmy, nie chcemy wrócić, a my chcemy zostać w Europie i chcemy, żeby Europa była bezpieczna. Według ostatniego sondażu Onetu 30 procent Polaków uważa, że polexit to realny scenariusz po wyborach w 2027 roku. Większość jest przeciwnego zdania, ale jak pokazuje scenariusz brytyjski - to może się zmienić. Obecny prezydent Stanów Zjednoczonych uczestniczył we wszystkich konferencjach CPAC od dziesięciu lat. Tym razem zamiast przyjechać do Dallas, spędzi weekend w swojej posiadłości na Florydzie. Łączymy się z naszym specjalnym wysłannikiem Witoldem Tabaką. Dlaczego zabrakło nie tylko amerykańskiej głowy państwa, ale także innych ważnych dla prawicy nazwisk? Oficjalnym powodem nieobecności Trumpa jest natłok obowiązków związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Nieoficjalnie mówi się o dołujących sondażach prezydenta. To ma związek z konfliktem. Dziennikarze, działacze i politycy ruchu MAGA mają za złe prezydentowi, że wywołał ten konflikt na Bliskim Wschodzie. Ich zdaniem zrobił to na wyraźne życzenie Izraela, co im się nie podoba. Skutek jest taki, że drożeje ropa naftowa, a Amerykanie drożejących cen benzyny nie wybaczają. To, że nie ma tutaj Trumpa, oznacza obniżenie rangi wydarzenia. Rok temu prezydent Duda miał możliwość spotkania się z prezydentem Trumpem. Spotkanie trwało kilka minut. W tym roku Karol Nawrocki takiego spotkania już mieć na pewno nie będzie. To już pewne - paliwo będzie tańsze. Po podpisie prezydenta rządowy pakiet CPN został opublikowany w Dzienniku Ustaw. Kierowcy - jak informuje minister finansów Andrzej Domański - mniej za tankowanie zapłacą już we wtorek. Ceny na stacjach zaczęły drastycznie rosnąć po ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran, do którego doszło miesiąc temu. Zależało nam też bardzo na tempie w związku z terminem świątecznym. Wiemy, że wtedy potrzeba przemieszczania się jest większa i koszty byłyby większe dla polskich rodzin. Będziemy kontynuować działania zmierzające do tego, żeby to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, nie oddziaływało w tak negatywny sposób na sytuację polskich rodzin. My proponowaliśmy już tę obniżkę cen paliw poprzez zmniejszenie akcyzy i VAT-u już 9 marca. Trudno, żebyśmy byli przeciw, kiedy można już wreszcie to rozwiązanie wprowadzić i dlatego konsensualne przyjęcie tej ustawy, i dlatego też podpis prezydenta szybki pod ustawą. Nie ma innego rozwiązania. Polacy nie mogą płacić ceny konfliktu na Bliskim Wschodzie. To był jak najbardziej dobry ruch. Kardynał Konrad Krajewski oficjalnie objął urząd metropolity łódzkiego, zastępując kardynała Grzegorza Rysia. W homilii wygłoszonej podczas ingresu podkreślił, że jego jedynym zadaniem jest być z wiernymi i z nimi iść do świętości. Kardynał Krajewski pełnił w ostatnich latach funkcję jałmużnika papieskiego z nominacji papieża Franciszka. Teraz wrócił do domu. Pół tysiąca księży, pięćdziesięciu biskupów, wreszcie setki wiernych z całej Polski. Pan Ryszard na ingres przyjechał do Łodzi z Wrocławia z takim transparentem. Pasterz o takim sercu, jakim jest kardynał Krajewski czy poprzedni kardynał Ryś, to są znaki, że Bóg miłosierdzia istnieje. Kardynał Konrad Krajewski objął archidiecezję łódzką po kardynale Grzegorzu Rysiu, który został metropolitą krakowskim. Na pewno bardzo wrażliwy charytatywnie, będzie bardzo ewangeliczny, czyli taki jaki kościół ma być. Wierni z Łodzi pełni nadziei. Będzie wspaniale, pięknie, że kościół będzie otwarty dla każdego. Tę otwartość widać było po licznych zdjęciach z wiernymi tuż przed ingresem. Drogi księże kardynale Konradzie, witamy w domu. W łódzkiej archikatedrze św. Stanisława Kostki odczytano list od papieża. Nowy metropolita otrzymał pastorał i inne insygnia biskupie. Moim jedynym zadaniem jest być z wami i z wami iść do świętości. Święty to jest ten, który podoba się Panu Bogu. Niech nasza Łódź podoba się Panu Bogu. Jeśli nie wiecie, w jaki sposób się podobać Panu Bogu, czytajcie Pismo Święte. Tam jest wszystko, to jest testament. Kardynał Krajewski prosił wiernych o modlitwę. Uklęknę przed wami i poproszę - wyciągnijcie nade mną rękę, bym nie zasłaniał sobą Boga. Bym z wami szedł do świętości. Wcześniej mówił o cenie prawdy i potrzebie życia słowem bożym. O ingresie kardynała Konrada Krajewskiego nie mówi się tutaj inaczej jak o tym, że to powrót do domu. Pochodzący z łódzkich Bałut były papieski jałmużnik po 28 latach pracy w Watykanie został metropolitą łódzkim. Był papieskim ceremoniarzem, potem Franciszek uczynił go jałmużnikiem. Kazał mi sprzedać biurko, "wyjedź z Watykanu, nie chcę cię tu widzieć, bądź na ulicy z biednymi ". Zorganizował w Watykanie noclegownie, prysznice i ambulatorium dla bezdomnych. Siostra Małgorzata Chmielewska wspomina, jak przywrócił prąd i zapłacił zaległe rachunki w kamienicy zamieszkałej przez uchodźców z Afryki. Od tej pory włoska prasa nazywała go papieskim Robinhoodem. Podłączył to światło. Oczywiście mówiąc wobec prawa nielegalnie, wobec ewangelii bardzo legalnie. Bardzo odważny człowiek, który nie ustąpi, jeśli chodzi o dobro, zwłaszcza tych najsłabszych. To on głośno reagował na antyimigranckie protesty w Polsce. Nie wiem, czy wiecie, że Jezus był uchodźcą, musiał uciekać do Egiptu. Nie byłoby miejsca dla Jezusa, bo Polska jest dla Polaków. Zaledwie dwa tygodnie po rosyjskiej agresji na Ukrainę odprawił we Lwowie mszę. Był dla nas zawsze bardzo bliski. Jako jałmużnik papieski przyjeżdżał wiele razy w czasie wojny i tutaj był dla nas wielkim wsparciem. Z pomocą humanitarną jeździł aż do Charkowa i Zaporoża. Organizował karetki i agregaty. Zadzwoniliśmy do niego z dyrektorem Caritasu, że u nas jest bardzo wielka tragedia, dlatego że bardzo dużo ludzi zostało bez ogrzewania. I on powiedział: ile jest potrzebne? 800? Dobra. I w ciągu tygodnia wszystko zostało zrealizowane. Jedno z najpiękniejszych przesłań kardynała Krajewskiego to jest: idź i czyń dobro. Od kiedy? od zaraz. Tam, gdzie jesteś. Na ile możesz. Po ingresie kardynał wyszedł do wiernych przed archikatedrę. Kampania na Węgrzech wchodzi w decydującą fazę. I ma wyjątkowo burzliwy przebieg. Sondaże wciąż pokazują przewagę opozycyjnej partii TISA, ale Fides nie daje za wygraną. Na ostatnim wiecu Victora Orbana rozległy się gwizdy. Węgierski premier zareagował na nie wyjątkowo nerwowo. Internet obiegł z kolei film dokumentalny pokazujący metody kupowania głosów na węgierskiej prowincji. Proceder miał przynosić korzyści partii rządzącej. Na Węgrów z plakatów w całym kraju spogląda uśmiechnięty prezydent Ukrainy. Przy wsparciu Brukseli ma wyciągać rękę po węgierskie pieniądze i wsparcie wojskowe. Peter, nauczyciel, jest jednym z tych, którzy dłużej nie mogli patrzeć na to, jak Węgry toną w sponsorowanych przez rząd antyukraińskich i antyunijnych billboardach. I zaczął je zaklejać. Naprawdę wstydzę się, że mój kraj doszedł do punktu, w którym muszę to robić. Jego zdaniem to nie Ukraina ograbia Węgry, lecz premier Viktor Orban. Tu na wiecu w mieście Gyor - bastionie opozycji. Zamiast braw słyszał buczenie i gwizdy. Drodzy mieszkańcy, możecie gwizdać na to. Walczycie o interesy Ukrainy, a nie stoicie po stronie Węgrów. Chcecie proukraińskiego rządu i wysyłać węgierskie pieniądze na Ukrainę. Taka jest prawda. Według Orbana także taka o liczbie jego zwolenników w tym mieście. Opozycyjna partia Tisza ma za każdym razem na wiecach gromadzić mniej sympatyków. To zdjęcie z miejscowości Hodmezowa Szarhej partii Fidesz. A to wykonane przez Tisę. Która prowadzi w przedwyborczych sondażach aż o dwadzieścia trzy punkty procentowe wśród zdecydowanych wyborców. I powiększa przewagę. Mafia Orbana doskonale widzi, że to już koniec. Wiedzą już, że ich władza i swobodne grabieże dobiegły końca. Wiedzą, że zegar tyka. A 12 kwietnia pokażemy Viktorowi Orbanowi, że jego świat dobiegł końca. Dlatego by po 16 latach nie stracić władzy, Orban w kampanii takimi filmikami sięga między innymi po wojnę. Rzeczywistość pełną śmierci i zniszczeń ma zgotować Węgrom opozycja, jeśli wygra wybory. Jeśli, bo w tym filmie węgierska organizacja De.Akciokozosseg pokazała, jak władza kupowała głosy na węgierskiej prowincji. Za gotówkę, żywność, a nawet alkohol i narkotyki. Lub groźbą. Ale w kampanię Orbana zaangażowały się też służby specjalne. Jak ujawnili dziennikarze Direkt36, próbowały zinfiltrować Tiszę. Zainstalowały też szpiegowskie oprogramowanie liderowi partii. O akcji opowiedział portalowi jeden z policjantów. Wiem, jaką przysięgę złożyłem podczas zaprzysiężenia, i chcę jej dotrzymać. Służę swojemu krajowi, a nie określonej grupie ludzi takiej jak partia polityczna. To śledztwo było w dużej mierze motywowane interesami politycznymi partii. Jak to możliwe, że węgierski wywiad chce zniszczyć jakaś partię? Chce zniszczyć też czołowego węgierskiego dziennikarza śledczego Szabolcsa Panyiego. Władzę oskarżyły go o szpiegowanie na rzecz Ukrainy. Wcześniej ujawnił, że Kreml powołał specjalny zespół, który ma pomóc Fideszowi wygrać wybory. Rosjanie mieli nawet zaproponować zaaranżowanie zamachu na Orbana, by zwiększyć jego szanse. Władze zaprzeczyły. Jemeńscy rebelianci Huti przystąpili do wojny po stronie Iranu. Grupa potwierdziła, że przeprowadziła pierwszy atak na Izrael od początku walki tego kraju i Stanów Zjednoczonych z Teheranem. Ich zaangażowanie w wojnę może mieć katastrofalne skutki. Jemeńscy bojownicy już teraz grożą zablokowaniem jednego z najważniejszych szlaków transportowych świata. Wspierani przez Iran rebelianci Huti wystrzelili serię rakiet balistycznych w stronę Izraela. Siły Zbrojne Jemenu z pomocą Allaha Wszechmogącego przeprowadziły swoją pierwszą operację. To kolejny front wojny. Huti z Jemenu wyszli na ulice, by pokazać poparcie dla ataku. Izraelska obrona powietrzna była w ciągłej gotowości. W tym samym czasie nad Tel Awiw nadlatywały również pociski z Iranu. Izrael twierdzi, że Huti wystrzelili tylko jeden pocisk. Systemy obrony powietrznej przechwyciły zagrożenie. Jednak zapowiedź kolejnych uderzeń z zupełnie nowego kierunku pokazuje, że konflikt może nie zakończyć się szybko. Właśnie mija miesiąc, odkąd Iran praktycznie zablokował Cieśninę Ormuz - kluczowy szlak, przez który przepływa około jednej piątej światowej produkcji ropy. Nasi oddani bojownicy utrzymują jednocześnie inteligentną i potężną kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Teraz Hut,i dołączając do wojny, mogą spróbować zablokować kolejną ważną cieśninę - tę prowadzącą do Kanału Sueskiego. Zamknięcie obu przepraw oznaczałoby paraliż światowego handlu i kolejny szok dla rynku ropy. Donald Trump ma rozwiązanie, to zmiana nazwy jednej z dwóch cieśnin. Oni muszą otworzyć Cieśninę Trumpa. To znaczy Ormuz. Przepraszam, straszny błąd. Fałszywe media powiedzą, że to przypadek. Nie, ze mną przypadków nie ma. Kolejne kraje jak Korea Południowa i Tajlandia dogadują się z Iranem, by zapewnić sobie przeprawę przez Ormuz. Prezydent Stanów Zjednoczonych zagroził, że jeśli szlak nie zostanie w pełni otwarty, celem staną się irańskie elektrownie. Są bici tak mocno, że każdy by negocjował. Oni negocjują. Błagają o zawarcie umowy. Irański reżim opisuje kontakty jako minimalne i pośrednie. Na amerykański plan pokojowy na razie odpowiada tak. W ataku na amerykańską bazę w Arabii Saudyjskiej rannych zostało 12 żołnierzy Stanów Zjednoczonych. Dwóch jest w ciężkim stanie. Poważnie uszkodzono co najmniej dwa samoloty KC-135, czyli tak zwane powietrzne cysterny. Pentagon i Siły Obronne Izraela też przeprowadzają kolejne uderzenia. Mimo ciągłej wymiany ciosów administracja Donalda Trumpa przekonuje, że konflikt dobiega końca. Oczekujemy zakończenia operacji w odpowiednim czasie, w ciągu kilku tygodni, a nie miesięcy. Jutro w Pakistanie rozpoczną się rozmowy z udziałem Egiptu, Turcji i Arabii Saudyjskiej. Wciąż jednak nie wiadomo, czy wezmą w nich udział przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Iranu. Jedni wykorzystują je do reklamowania ubrań, kosmetyków czy wózków. I zarabiają przy tym niemało. Jeszcze inni tylko albo aż dzielą się w sieci chwilami z codziennego życia. Do tego dochodzi publikowanie zdjęć przez placówki edukacyjne i przedszkola. Udostępnianie wizerunku dzieci w sieci wymyka się spod kontroli. Dlatego Kids Alert apeluje do Ministerstwa Edukacji Narodowej o wprowadzenie zakazu takich praktyk. Spacer, urodziny, święta - każda okazja to pretekst do kolejnego zdjęcia dziecka, które błyskawicznie trafia do sieci. Około 40%. rodziców w Polsce publikuje zdjęcia swoich dzieci, zamieszczając średnio 72 fotografie i 24 filmy rocznie. Niewielu zdaje sobie sprawę z konsekwencji. Raz zamieszczone zdjęcie w sieci przestaje być naszą własnością, przestajemy mieć nad tym kontrolę. Beata Broniek, mama czwórki dzieci i edukatorka medialna, sama pilnuje, by zdjęcia jej pociech nie trafiały do mediów społecznościowych. Tylko dzielimy się w najbliższym gronie. Przyznaje, że masowe udostępnianie wizerunku dzieci nie tylko przez rodziców, ale też za ich zgodą przez placówki edukacyjne to coraz większy problem. Mnie to trochę przeraża, bo chciałabym, żeby szkolą dawała przykład. Przedszkolaki w przebraniu kotów pijących mleko, chłopcy tańczący w strojach baletowych i dziewczynki pokazujące elementy bielizny. Fundacja Kids Alert dostaje coraz więcej zgłoszeń o publikacjach, które nie tylko ujawniają wizerunek, ale też narażają dzieci na ośmieszenie. Cały czas to badamy, to są setki zdjęć w tygodniu. Szkoły coraz częściej wykorzystują wizerunek dzieci w celach promocyjnych. To dobitny przykład. Jedna z prywatnych placówek wyceniła go na 3,5 tysiąca złotych. Można dostać zniżkę czesnego, jeśli zgodzi się na udostępnienie wizerunku. Eksperci alarmują, że to zagrożenie dla bezpieczeństwa dzieci. Wizerunek dziecka pokazany w internecie, plus plan lekcji, plus adres szkoły, może służyć do namierzenia dziecka. NASK wskazuje, że nawet połowa materiałów gromadzonych przez pedofilów może pochodzić z mediów społecznościowych. Dzisiaj w zastraszającym tempie rośnie wykorzystywanie narzędzi sztucznej inteligencji do przerabiania wizerunku, oczywiście w ogromnej mierze ma to związek z krzywdzeniem seksualnym. Pedofile czekają tylko na nowe zdjęcia, nowy towar. Dlatego Fundacja Kids Alert zaapelowała do Ministerstwa Edukacji o wprowadzenie zakazu publikowania wizerunku dzieci przez placówki edukacyjne w publicznie dostępnych kanałach. Powinny regulacje z góry paść i ministerstwo powinno w takim przykładzie interweniować. W Stanach Zjednoczonych ruszyły już pierwsze sprawy sądowe przeciwko rodzicom i instytucjom wykorzystującym wizerunek dzieci. Zdaniem ekspertów w perspektywie najbliższych lat podobne procesy mogą ruszyć w Polsce. Usiedli przy suto zastawionym stole, ale, co najważniejsze, nie byli sami. Ich życiowe historie często są do siebie podobne. Dziś spotkali się, by na chwilę zapomnieć o codziennych troskach. W tradycyjnym śniadaniu wielkanocnym zorganizowanym przez stowarzyszenie Mali Bracia Ubogich we Wrocławiu wzięły udział osoby w kryzysie bezdomności i seniorzy. Dla wielu to pierwsza od dawna okazja, by się do kogoś odezwać. To taka moja babcia. A to moja wnusia. Pani Joanna i pani Barbara w rzeczywistości nie są spokrewnione, ale połączyła je wyjątkowa więź. Seniorka była samotna, a wolontariuszka chciała po prostu komuś pomóc. Można by powiedzieć, że siedziała uwięziona w swoim pokoju, brak możliwości wyjścia. Naprawdę mam drugie życie, odkąd pani Basia przychodzi. Podobne pary wolontariusz-senior od lat łączy Fundacja Mali Bracia Ubogich. Dziś we Wrocławiu wspólnie zasiedli przy wielkanocnym śniadaniu. Bo święta to wyjątkowy czas, w którym samotność seniorzy odczuwają znacznie bardziej niż na co dzień. Zarówno Wielkanoc, jak i Święta Bożego Narodzenia kojarzą im się właśnie ze spotkaniami z ludźmi, a teraz tych ludzi wokół nich nie ma albo jest bardzo mało. Pani Mariannie takie spotkania dają szansę na powrót do życia wśród ludzi. Że mnie wyciągnęli z tego pokoju, w którym dużo sama przebywałam, bardzo jestem szczęśliwa, że tu jestem. Najbardziej brakuje im bliskości. Doktor Magda Wieteska, która prowadzi zajęcia z seniorami, zwraca uwagę na fakt, że okresy świąteczne to czas trudny nawet dla tych, którzy na co dzień są aktywni. Chodzą na Uniwersytety Trzeciego Wieku, do klubów seniora, do centrum aktywności lokalnych, natomiast w święta telefony milkną od znajomych, od zaprzyjaźnionych rodzin, które same spędzają w swoim gronie ten czas. Dlatego wtedy tak ważne jest, żeby nie byli sami. W Polsce jest około 1,5 miliona osób powyżej 80. roku życia. Co czwarta z nich przyznaje, że cierpi z powodu samotności, a 13% osamotnionych seniorów nigdy nie wychodzi z domu. Ci seniorzy i wolontariusze pokazują, że można temu zaradzić. Ważna jest przyjaźń z drugim człowiekiem, bo człowiek nie może być sam. Nie patrzą na metrykę, mają pasje i swoją wizję współczesnej Polski. Kolejnym przystankiem na trasie ogólnopolskiej akcji "Polska na tak" był Stargard, a bohaterami - seniorzy. Przez cały dzień na antenie TVP Info można było zobaczyć talenty artystyczne słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Spełniamy się w tańcu, mamy zajęty czas. Brakuje nam już chyba dni tygodnia, żeby cokolwiek zrobić w domu. Robimy na szydełku, na drutach, robimy wszystko z pasją, z sercem. To serce i te pasje próbujemy przekazać młodzieży. Co nam w duszy gra. Malujemy w domu, malujemy w pracowni, robimy wystawy tematyczne. Noc, cisza i ponad 40 godzin marszu. To dla wielu nie tylko test wytrzymałości, ale przede wszystkim okazja do spotkania z samym sobą i głębszego przeżycia wiary. Tydzień przed Wielkim Piątkiem tysiące wiernych wzięło udział w Ekstremalnych Drogach Krzyżowych. Jedną z nich, z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej, pokonał także Maciej Gąsiorowski. Chrześcijaństwo musi być ekstremalne, wychodzić poza strefę komfortu - podkreśla ksiądz Jacek Stryczek, pomysłodawca ekstremalnych dróg krzyżowych. Kiedy weszliśmy w erę komfortu, że nagle ludzie zaczęli dużo zarabiać, było im miło. Ja wiedziałem, że dusza im powie wtedy, że ich życie nie ma sensu. Aby odnaleźć sens, zrodził się pomysł wielogodzinnych nocnych wędrówek z piątku na sobotę przed Świętami Wielkanocnymi. Jest godzina 19.20, przede mną 37 kilometrów i 1,5 kilometra różnicy poziomów. Idziemy. To najbardziej klasyczna EDK - z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej. Droga ma być 40 kilometrów, może mieć nieco powyżej 30 kilometrów, ale musi mieć więcej, przewyższyć co najmniej 500 metrów. Takich dróg w ciągu 17 lat powstało ponad tysiąc w 17 krajach na świecie. Co roku bierze w nich udział ponad 100 tysięcy osób. Po co męczyć swoje ciało przez 40 kilometrów w nocy, w deszczu, w zimnie? To jest właśnie najpiękniejsze w tym wszystkim. Drogę można pokonać samotnie albo w grupie, ale w ciszy i bez postojów na posiłki. Co kilka kilometrów rozważane są stacje drogi krzyżowej. Myślimy o tematach, które mamy na rozważaniach, ale też przechodzi przez głowę całe życie. To wszystko, co się dzieje w nas. Ja mam też dużo podziękowań w sercu, które pragnę złożyć w ten sposób, właśnie moim wysiłkiem, moim trudem. Do Kalwarii Zebrzydowskiej uczestnicy docierają z różnych miejsc, dziesiątkami innych tras... Wszedłem. Szliśmy. Szliśmy 40 kilometrów spod Stolic. Intencja za dzieci. I donieśliśmy. Dziękuję bardzo. Wszystko puszcza. Łzy same lecą i człowiek po prostu czuje wytchnienie, odpocznienie. Teraz można wrócić do domu. Twórcy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej szacują, że połowa uczestników to praktykujący katolicy, druga połowa to ci niepraktykujący, ale szukający sensu. Było pochmurno, zimno i bardzo mokro. Bolą mnie wszystkie części ciała, ale dusza śpiewa. Więc to była idealna Ekstremalna Droga Krzyżowa. Dziękuję za wspólnie spędzony wieczór. Za chwilę Pytanie dnia. W studiu są już Marek Czyż i Miłosz Motyka, minister energii. Do zobaczenia jutro o 19.30.