Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Program SAFE nabiera tempa, są pierwsze umowy w ramach programu i pierwsze podpisy. Do końca tygodnia zostanie zawartych kilkadziesiąt kontraktów, a część już podpisanych będzie refinansowana. W ramach SAFE Polsce przysługuje prawie 45 mld euro, a na początek do naszego kraju trafi zaliczka w wysokości 6,5 mld euro. O kropce nad i w sprawie unijnych pieniędzy na nasze bezpieczeństwo Bartosz Filipowicz. Tak zaczyna się realne wzmacnianie bezpieczeństwa i rozwój polskiej zbrojeniówki. Pierwsze umowy z unijnego programu SAFE - podpisane. Bardzo realne przedsięwzięcia, kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, bezpieczeństwa Europy, a wiec siłą rzeczy także całego NATO. Tylko dziś minister obrony narodowej i pełnomocniczka do spraw SAFE, by podpisać kontrakty, odwiedzili 4 miasta. Pierwsze było Legionowo i dowództwo Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Na cyberwojsko tylko w polskich firmach pójdą ponad 3 mld zł. MON w zeszłym roku odnotował 4 mln ataków hakerskich na nasz kraj. Dla cyberwojsk jest to absolutnie rewolucyjne podejście. Po południu Agencja Uzbrojenia i kontrakty na wyposażenie osobiste żołnierzy. Kamizelki kuloodporne i hełmy najnowszej produkcji HBT02 będą pozyskiwane dla polskiego wojska. Rządzący się spieszą, bo czas na podpisanie umów mija w sobotę. Kończy się okienko na podpisywanie samodzielnych kontraktów, czyli jedno państwo członkowskie kupuje na własne potrzeby. To się zamyka za 72 godz. Dlatego było dla nas tak ważne, żeby zdążyć. W ciągu 3 dni zakontraktujemy ponad 100 mld zł. PiS, który torpedował SAFE, dziś pyta: co z resztą miliardów? Ciekawe gdzie podzieje się te kolejne prawie 90, czy powędruje za granicę? Konkretnie politycy PiS straszyli, że środki trafią do Niemiec. Nic takiego się nie wydarzy - odpowiadają rządzący. Pozostałe środki trafią na tzw. wspólne zamówienia, czyli co najmniej 2 państwa członkowskie. I nasz cel jest jeden - żeby te dwa państwa członkowskie wydawały swoje pieniądze właśnie w polskim przemyśle. I to też się udaje. Takie zobowiązania mamy z Grecji, Szwecji, Norwegii. Ale też z Rumunii i Kanady, która kupi polskie drony z firmy WB Electronics. Czasu na podpisanie umów mogło być więcej, gdyby nie prezydenckie weto do ustawy. Jeszcze kilka dni temu Karol Nawrocki przypominał o tym swoim zwolennikom. Jak wiecie, nie podpisałem ustawy o SAFE. A to już Karol Nawrocki w Szwajcarii, na konferencji z tamtejszym prezydentem, gdzie mówił o wysokich wydatkach Polski na obronność. Aby zachować pokój, musimy inwestować w siły militarne, wojskowe, rozwój technologii zbrojeniowych. Widzimy jakim zagrożeniem jest Federacja Rosyjska. Dokładnie temu służy program SAFE - ripostuje wicepremier. Pan prezydent chwali się w Szwajcarii wydatkami na zbrojenia. Cieszę się, że wspiera MON i polski rząd. Szkoda, że nie podpisał się pod SAFE, bo wtedy dałby taki bardzo namacalny wymiar, że chce budować razem z nami bezpieczną, silną Polskę. Mimo weta prezydenta pieniądze trafią też do straży granicznej i policji. MON przekaże 17 mld zł. Na tym się nie zatrzymamy. Polska jest coraz bezpieczniejsza i musi być bezpieczna w 100%. Kolejne umowy z programu SAFE już w piątek. "Fundamentalna zmiana roli Polski jako kluczowego gracza na kontynencie" - tak o podpisanym wczoraj traktacie o wzajemnym sojuszu piszą brytyjskie media. A w naszym kraju bez zmian. Ze strony prezydenta i jego otoczenia słychać narzekanie. Jak mówi Karol Nawrocki: informacje napłynęły do niego dzięki "uprzejmości i profesjonalizmowi jednego z wiceministrów". O tym dlaczego według prezydenta to za mało Mateusz Dolatowski. Polska dzięki umowie z Wielką Brytanią jest silniejsza i bezpieczniejsza. Rząd nie ma wątpliwości: Nowy trakt polsko-brytyjski to przełomowy krok, wzmacniający bezpieczeństwo i zdolności obronne obu państw. Ja się pod tym podpisuję i wierzę, że prezydent RP też się pod tym podpisze, ale póki co, ze strony prezydenta nie ma jednoznacznej deklaracji - są za to pretensje. Dobrze byłoby przed podpisywaniem zobowiązań w imieniu narodu polskiego informować kancelarię prezydenta i prezydenta. Zachowanie polskiego rządu w tym przypadku było dalekie od profesjonalizmu. Szlag trafia człowieka jak ciągle słyszy o własnym ogródku kancelarii prezydenta Co istotne, by traktat wszedł w życie, Szlag trafia człowieka jak ciągle słyszy o własnym ogródku kancelarii prezydenta jak o pępku świata. To nie jest pępek świata. Co istotne, by traktat wszedł w życie, potrzebna jest jeszcze jego ratyfikacja, czyli zgoda Sejmu, Senatu i podpis prezydenta. W parlamencie raczej problemu nie będzie. Kluczowy może okazać się ostatni etap. Nie powiem oczywiście co z nim zrobię, bo muszę zapoznać się z tymi sprawami. To prezydent, a jego minister tak jakby już straszył. Nie świadczy to o profesjonalizmie polskiego rządu, że unika rozmów merytorycznych na temat tak ważnych spraw, jakim jest bezpieczeństwo państwa polskiego w sytuacji, w której ten traktat musi przejść tzw. dużą ratyfikację. Ja nie wyobrażam sobie, żeby prezydent mógł odmówić ratyfikacji. Ale rządzącym też trudno było sobie wyobrazić, że prezydent powie "nie" unijnym miliardom na zbrojenie, a powiedział. Nie chce mi się wierzyć, żeby ktoś mógł wpaść na tak niebezpieczny i niemądry pomysł, żeby blokować np. poprzez brak podpisu prezydenta traktat, który wzmacnia bezpieczeństwo Polski, Wielkiej Brytanii, ale też bezpieczeństwo Polski. To byłby serial, który pan prezydent też by żałował. Dzisiaj na pewno rozumie, że z SAFE zrobił kolosalny błąd. w przypadku programu SAFE prezydent nie słuchał generałów. Słuchał za to polityków PiS-u i po nich powtarzał, nie zważając na fakty. Polska niepodległość nie ma po prostu ceny. Nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność. Teraz PiS, podobnie jak w przypadku SAFE, ponownie wyraża sceptycyzm wobec traktatu polsko-brytyjskiego. Pan prezydent powinien być krok po kroku informowany o tym, na czym polegają te negocjacje i jak się zakończą. W związku z tym nie powinien podpisać? Tego nie wiem, zdecyduje prezydent, ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Przypomnijmy: mówimy tu o bezpieczeństwie Polski i traktacie z mocarstwem nuklearnym. A to polityczny argument PiS-u... Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. ...który może przesądzić o podpisie prezydenta pod umową, albo jego braku. Komitety ds. bezpieczeństwa regularnie się odbywają. Przedstawiciel BBN-u na tych komitetach jest. Każdy wiedział, że premier udaje się do Wielkiej Brytanii. Co mu trzeba robić? Na czerwonym dywanie nieść projekt traktatu? Panie prezydencie, powaga. Choć politykę zagraniczną prowadzi rząd, bez podpisu prezydenta traktat może stanąć pod znakiem zapytania. Apache i Himarsy na wspólnym poligonie. A ćwiczą razem - ramię w ramię - żołnierze polscy, brytyjscy i amerykańscy. Sojusznicy dzień po podpisaniu traktatu z Wielką Brytanią spotkali się na toruńskim poligonie, żeby wykonać przy wsparciu najnowocześniejszego sprzętu, jak te śmigłowce uderzeniowe, ważne zadania w ramach tzw. połączonego wsparcia ogniowego. O integracji ludzi i systemów Marcin Wojciechowski. Dziesiątki uzbrojonych żołnierzy. A potem strzały z ziemi i powietrza. Pokaz siły współczesnej armii. Zintegrowaliśmy różne systemy. Pierwszy był desant kawalerii powietrznej, potem bezzałogowe systemy powietrzne, potem artyleria rakietowa. To pierwsze takie ćwiczenia w Europie. Możliwości sprzętu sprawdzali żołnierze 3 sojuszniczych armii NATO: Polski, Wielkiej Brytanii i USA. Wszyscy wypełniamy te same standardy, przestrzegamy tych samych procedur, dzięki czemu możemy te zadania realizować bardzo płynnie. W niebo wystrzelono rakiety z wyrzutni Himars, w które inwestuje polska armia. Taki pocisk może zniszczyć cel oddalony o 300 km. Jak ważna to broń, pokazała wojna w Ukrainie. Głównymi bohaterami ćwiczeń w Ośrodku Szkolenia Poligonowego w Toruniu były jednak śmigłowce Apache. Niezwykle szybki i uzbrojony po zęby, najnowszy Apache na powietrznym polu walki zdominowanym przez drony, ma siać postrach i być gwarantem naszego bezpieczeństwa. Siłę ognia prezentowało 6 Apache AH 64, tyle Polska leasinguje od Amerykanów. W ramach największego kontraktu zbrojeniowego w historii trafi do nas 96 takich śmigłowców. Maszyna, która niszczy cele opancerzone, lądowe, ale również jest swoistym punktem dowodzenia. Bo ten 2-osobowy śmigłowiec może odpowiadać za ruch wielu dronów. Załoga może przejąć całkowicie kontrolę nad sensorami tego statku powietrznego bezzałogowego, może całkowicie przejąć kontrolę nad uzbrojeniem. Maszyna, która rozwija prędkość blisko 300 km/h już sprawdziła się w eliminacji dronów typu Shahed wykorzystywanych przez rosyjską armię. Latają stosunkowo powoli, taki śmigłowiec może dolecieć do tych celów i porazić je czy to z armaty automatycznej, czy to ze sterowanych laserowo rakiet. Pierwszych 20 pilotów w polskiej armii zostało już przeszkolonych. Za sterami Apache spędzili setki godzin. Ci piloci osiągnęli zdolności operacyjne, są w pełni zdolni, żeby wykorzystać potencjał tego śmigłowca. Pierwsze z zamówionych Apache trafi do Polski za 2 lata. To jest "19.30" w czwartek. A wśród dzisiejszych wiadomości dnia... Tragiczne zderzenie dwóch hulajnóg. Niestety jego życia nie udało się uratować. Jeżdżą na tych hulajnogach jak szaleńcy. Czasami sekunda wystarczy do tego, aby doszło do tragedii. Przyśpieszenie w sprawie Zbigniewa Ziobry. Sąd przesuwa termin rozprawy dotyczącej zażalenia na decyzję o tymczasowym areszcie dla byłego ministra sprawiedliwości. Nowa data to 1 lipca. To dzięki zmianie terminów urlopów sędziów ze składu orzekającego. Czy to oznacza, że ekstradycja byłego ministra uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości, jest bliżej? Nie 8 września, a już 1 lipca Sąd Okręgowy w Warszawie rozpozna zażalenie na areszt tymczasowy dla Zbigniewa Ziobry. Doszło do pewnej refleksji w tym sądzie. Że nie ma świętych krów i świętych krów, jak mówił Ziobro, białych kołnierzyków, którzy opalają się gdzieś w USA na plaży. Początkowo sąd miał się zebrać jesienią. Tłumaczono to urlopami sędziów i bardzo obszernymi aktami sprawy. Wątpliwości miał minister sprawiedliwości. Do rozpoznania zażalenia do aresztu sądu I instancji, a my go mamy, nie potrzeba przeczytać całych akt, jakbyśmy decydowali o winie czy niewinności Ziobry. Tego rodzaju sprawę sąd powinien rozpoznać niezwłocznie, ale nie później niż w terminie 7 dni. Stąd podejrzenia, że dochodzi do obstrukcji. Mam nadzieję, że tak nie jest, bo od polskich sędziów oczekuję nie tylko niezależności i niezawisłości, ale też odwagi i sprawnego działania. Ale pytania budzi też skład sędziowski. Pierwsza sędzia, Joanna Grabowska, jest właścicielką ponad 100 akcji związanej z PiS Telewizji Republika. Tej, która po ucieczce do USA zatrudniła właśnie Zbigniewa Ziobrę jako komentatora. Prokurator uznał, że widzi tu jakiś związek i że to jest okoliczność, która w takim zewnętrznym, obiektywnym postrzeganiu bezstronności sędziego, może powodować wątpliwości. Druga sędzia, Anna Nowakowska, która decyduje w sprawie Europejskiego Nakazu Aresztowania dla Zbigniewa Ziobry została delegowana do pracy przez samego Ziobrę. Do sądu apelacyjnego powołał ją neo-KRS. To także bliska współpracownica sędziego Piotra Schaba, bohatera afery hejterskiej. Te wszystkie okoliczności w ocenie prokuratura mogą budzić uzasadnioną wątpliwość, że jednak w tę drogą zawodową pani sędzi ingerowały władze polityczne. Dlatego w środę wieczorem Prokuratura Krajowa zawnioskowała o wyłączenie obu sędzi z orzekania. Zdaniem opozycji to ręczne sterowanie wymiarem sprawiedliwości. A sędzia został zmieniony już? Bo słyszałem, że w Ministerstwie Sprawiedliwości sterują też już składem sędziowskim. Koalicjanci żałują, że takie decyzje nie zapadły wcześniej. Którego mam nadzieję, w przeciągu najbliższych dni będziemy mieć zatrzymanego przez polskie służby. Samemu Zbigniewowi Ziobrze prokuratura postawiła 26 zarzutów, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Decyzja Sądu Okręgowego może ułatwić jego ekstradycję z USA. Choć najczęściej słyszymy o artystach osiągających sukcesy, to fakty są takie, że część osób wykonujących zawody artystyczne zarabia poniżej średniej krajowej i pracuje w wyjątkowo niestabilnym systemie. I to właśnie z myślą o nich powstał projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Resort kultury mówi: to nie przywilej. Ale opozycja nie szczędzi słów krytyki. Burza wokół pomysł wsparcia najmniej zarabiających artystów. Z myślą o nich... Rząd przyjął w tym tygodniu projekt dopłat do składek na ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne. Bo nie każdy artysta daje wielkie koncerty i gra w kasowych filmach. Głównie nasze zatrudnienie opiera się na umowach o dzieło, które są nieoskładkowane, więc nie mamy nawet możliwości pójść do szpitala bezpłatnie. Ubezpieczenie czy NFZ mamy głównie na etacie, a etat nie jest tak prosto, wolne etaty zwalniają się bardzo rzadko, jest to jedno, dwa, trzy miejsca na sezon, a chętnych multum. Ta ustawa obejmie osoby, które pracują w zawodzie artystycznym o najniższych dochodach. Takich, które średnio w roku nie przekraczają 125% najniższego wynagrodzenia. Prawica w projekcie wsparcia najmniej zamożnych twórców widzi czystą politykę. Artyści w Polsce, którzy wspierali dość mocno rząd w czasie kampanii wyborczej, dostają chyba teraz tantiemy za to wspieranie. Nie wygląda na to, żeby oni chcieli wesprzeć niezależnych artystów, tylko swoich celebrytów. Ta ustawa nie jest dla celebrytów. Choć nie brakuje ostatnio w mediach skarg, że niektóre z uznanych gwiazd dostają skromne emerytury. Jak kiedyś artyści płacili na swoje utrzymanie, gdzie płacili najniższy z możliwych ZUS-ów, najniższą składkę tylko po to, żeby tu i teraz mieć duże pieniądze, to jak oni nie myśleli wtedy o sobie, to nie można oczekiwać, że państwo teraz będzie ich dotować za to, że płacili niższą składkę. Kobiety artystki, ciężko im się zdecydować na to, żeby podjąć jednak tę decyzje o tym, żeby mieć dziecko, bo nie mają urlopu macierzyńskiego. Prawica nazywa ustawę nazwiskiem kontrowersyjnego twórcy, który nie podoba się przede wszystkim konserwatywnej części sceny politycznej. Ten lex kapela ma na celu danie pieniędzy takim właśnie twórcom, jak Jaś Kapela, czyli tym, którzy plują na opozycję. Kryterium ma być wyłącznie dochodowe, ale merytoryczne argumenty przeciw projektowi też są. Jest bardzo duża część prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, którzy są w podobnej sytuacji, zarabiają poniżej średniej, a nawet poniżej minimalnej krajowej, nie mogą liczyć na tego rodzaju wsparcie. Projekt wsparcia artystów ma rocznie kosztować ok. 370 mln zł rocznie. Będzie miał minimalne znaczenie dla budżetu państwa. System ma być szczelny. Dochody artystów ma dokładnie prześwietlać administracja skarbowa. Ogromny pożar lasu w powiecie wołomińskim w rejonie miejscowości Międzylesie. Na miejscu trwa akcja gaśnicza, w którą zaangażowano strażaków z kilku powiatów oraz lotnictwo gaśnicze. Na miejscu pracuje już ponad 45 zastępów straży pożarnej, a do akcji kierowane są kolejne siły. Z powietrza działania wspierają policyjny Black Hawk oraz samoloty Lasów Państwowych. Pożar nie został opanowany i wciąż się rozprzestrzenia. Akcję gaśniczą utrudniają silne porywy wiatru. Tragiczny wypadek z udziałem dwóch hulajnóg elektrycznych. Na ścieżce rowerowej w Kutnie 52-letni mężczyzna zderzył się z 15-latkiem podczas manewru skręcania. Mężczyzna stracił przytomność i trafił do szpitala. Niestety jego życia nie udało się uratować. To kolejny w ostatnim czasie wypadek z udziałem hulajnóg w tym mieście. To w tym miejscu doszło do tragedii. Na Zielonej Osi w Kutnie 52-letni mężczyzna zderzył się z 15-latkiem. Doznał poważnych obrażeń 52-letni mężczyzna. Jego życia nie udało się uratować. Obaj jechali hulajnogami elektrycznymi po drodze dla rowerów. Dla mieszkańców to szok, choć wszyscy zgodnie twierdzą, że w tym miejscu jadący na elektrycznych hulajnogach często stwarzają zagrożenie. Jeżdżą na tych hulajnogach jak szaleńcy. Widzi pan ich tutaj? Tak, bo jeżdżę rowerem. Bardzo szybko jeżdżą. Tu jest bardzo niebezpiecznie. Tym bardziej że tu jest plac zabaw. Czy w tym wypadku przyczyną była nadmierna prędkość, odpowie policyjne śledztwo. Za wcześnie jest na wysuwanie takich wniosków. To wszystko wykaże postępowanie. Wiadomo, że młodszy uczestnik wypadku jechał w kasku, 52-latek - nie. Większość z nich jest bez kasku. Czy kask uratowałby życie mężczyzny? Nie wiadomo. Ale jak wynika z obserwacji lekarzy szpitalnych oddziałów ratunkowych, pacjenci bez ochrony głowy mają minimalne szanse na wyjście z wypadku bez poważnych konsekwencji. Dochodzi do obrażeń mózgowo-czaszkowych i twarzowo-czaszkowych. To bardzo niebezpieczne obrażenia. Od 3 czerwca dzieci do 16. roku życia będą musiały jeździć w kaskach. Fundacja TVP, która prowadzi kampanię "Kask nie boli", chce trafić też do starszych użytkowników dróg. Jeśli my zakładamy kask, to dajemy dobry przykład dzieciom i promujemy nasze bezpieczeństwo. Choć liczba wypadków drogowych w Polsce z roku na rok maleje, hulajnogi jadą w tych statystykach pod prąd. W ubiegłym roku kierujący nimi uczestniczyli w prawie 1200 wypadkach. To o ponad połowę więcej niż w roku poprzednim. Zginęło 11 osób. Tu też niestety wyraźny wzrost. Było też blisko 400 więcej rannych. Zdecydowanie edukacja. Zdaniem specjalistów większy nacisk trzeba położyć na znajomość przepisów już od najmłodszych lat. Duża część użytkowników elektrycznych hulajnóg nie wie chociażby tego, że podobnie jak kierujący samochodem czy rowerem powinni sygnalizować chęć zmiany kierunku jazdy. Jak poruszać się hulajnogą, jak sygnalizować zmiany kierunku jazdy i jakie są zasady pierwszeństwa. To są te podstawowe kwestie. Znajomość przepisów, kask i zdrowy rozsądek to zestaw, który w miejskim ruchu mogą uratować nam życie. Niebezpieczne zabawki i wadliwa elektronika na celowniku Komisji Europejskiej. Chiński gigant sprzedający tanio produkty niskiej jakości, które okazują się niebezpieczne, ukarany ogromną grzywną. W Brukseli jest Dorota Bawołek. Aż 200 mln euro będzie musiała zapłacić platforma sprzedażowa. To najwyższa kara, jaką Unia nałożyła na mocy nowego rozporządzenia. Czy kara zostanie wyegzekwowana? Czy jest szansa, że ukarana firma zaprzestanie niebezpiecznych praktyk? Temu musi dostosować się do unijnych wymogów bezpieczeństwa, jeśli chce nadal działać na terenie Europy. KE nałożyła na platformę wysoką karę, bo już uważa, że sprzedawane przez nią towary zagrażają zdrowiu, a nawet życiu 130 mln Europejczyków, którzy korzystają z jej usług. Chodzi m.in. o łatwopalne, często rażące prądem ładowarki do sprzętu elektronicznego czy zawierające toksyczne substancje ubrania kosmetyki biżuteria i zabawki. Nasze przesłanie jest jasne: jeśli chcesz mieć dostęp do naszego rynku liczącego 450 mln konsumentów, musisz przestrzegać naszych zasad. Kropka. Oznacza to, że jako firma ponosisz odpowiedzialność za swoje usługi i ryzyko, jakie stwarzają dla naszych obywateli. Chiński gigant ma 3 miesiące na spłatę unijnej grzywny. Pierwszej, ale być może nie ostatniej. Bruksela już sprawdza czy Temu nie łamie innych unijnych zasad, np. stosując uzależniające taktyki polegające na nieustannym posyłaniu klientom ofert w oparciu o ich wcześniejsze wybory i zakupy. Kolonoskopia-jedyne takie badanie, które wykrywa raka jelita grubego i pozwala skutecznie leczyć zmiany. To trzeci najczęściej występujący nowotwór. Atakuje coraz więcej młodych ludzi. Aż przez 18 lat naukowcy z kilku krajów, w tym Polski, prowadzili prace badawcze, które analizowały efekty profilaktycznej kolonoskopii. Weronika Wójcik myślała, że to efekt stresu i przepracowania. Pięć lat temu usłyszała diagnozę: rak jelita grubego. To trzeci najczęstszy nowotwór. Co roku taką diagnozę słyszy 23 tys. Polaków. Choruje coraz więcej, także młodych ludzi. To był szok, tym bardziej, że w mojej rodzinie nie ma historii onkologicznej. Badanie opublikowane w piśmie "Lancet" trwało 18 lat. Miało sprawdzić efekty profilaktycznej kolonoskopii. W Polsce, Szwecji i Norwegii objęto nim 100 tys. osób. To jedyne badanie profilaktyczne, które nie tylko wykrywa, ale też leczy raka we wczesnym etapie. Wykonując kolonoskopię profilaktyczną, która jest prosta i bezbolesna - i usuwając polipy - doprowadziliśmy do zmniejszenia ryzyka zachorowania na raka jelita grubego. Okazało się, że nawet jednorazowe badanie ma niebagatelne znaczenie. Wśród osób, które skorzystały z tego badania, to zmniejszenie zachorowania na nowotwór sięga nawet 50%. A z wniosków, które pokazuje polsko-szwedzko-norweskie badanie mogą skorzystać inne kraje. Ocena, jak kolonoskopia wpływa na redukcję zachorowalności i umieralności na raka jelita grubego, jest fundamentalna, dlatego żeby ocenić jak ta interwencja opłaca się do wprowadzenia na skale populacyjną. Do skorzystania z badania w tym przypadku pacjentów zachęciły imienne zaproszenia. A to zwiększyło też świadomość znaczenia profilaktyki. W Polsce od 10 lat NFZ nie zaprasza pacjentów na profilaktyczną kolonoskopię. Być może dlatego zgłasza się na nią tylko 10% uprawnionych. Gdyby były zaproszenia, zdecydowanie więcej osób skorzystałoby z tego badania i mielibyśmy mniej zachorowań rocznie i mniej zgonów. Historia Weroniki pokazuje, że wrażliwość na nietypowe objawy jest ważna w każdym wieku. A osoby po 50. roku życia powinny skorzystać z bezpłatnych badań kolonoskopii raz na 10 lat. Można w łagodny sposób przejść przez to i pozbyć się wątpliwości co do naszego stanu zdrowia. Mierzyła się z hejtem i depresją. Ale to już przeszłość, a jej historia pisze się na naszych oczach. Maja Chwalińska, polska tenisistka, jest na ustach całego świata, bo w pięknym stylu wyeliminowała w pierwszej rundzie turnieju Roland Garros mistrzynię olimpijską. A teraz jest jeszcze bliżej elitarnego top sto światowego rankingu, bo dziś rozegrała kolejny ważny zwycięski mecz. W Paryżu nie jest sama, bo tamtejsze korty łączą naszych. Jest sensacją French Open. Maja Chwalińska pokonała belgijkę Mertens i melduje się w 3. rudzie French Open. Nigdy nie dotarła tak daleko. Byłam bardzo w swojej głowie. To do mnie jeszcze nie dociera. Ale na pewno się cieszę. Maja zaskoczyła już w pierwszej rundzie, pokonując Chinkę, mistrzynię olimpijską z Paryża. Grała bardzo dobrze. Grała wysokie piłki z top spinem. Muszę przyjąć tę porażkę. I to z rąk mierzącej zaledwie 1,64 m dziewczyny ze Śląska, która wraca na kort po przerwie. Mierzyła się z hejtem i opiniami, że jest za mała na wielki tenis. Ona nauczyła się wykorzystywać swoje warunki fizyczne i zwinność. Maja potrafi grać wysoką piłkę, która jest niewygodna dla rywalek. Zmienia rytm, zmienia długości piłek, zmienia głębokość piłki. I to przynosi efekty. A sukces Mai cieszy tym bardziej, że jeszcze kilka lat temu jej dalsza kariera stała pod dużym znakiem zapytania. Nie myślałam, że mam depresję. Nie domyślałam się. Dziś po raz pierwszy awansuje do najlepszej setki rankingu WTA, a to daje pewne przywileje. Mogą grać bezpośrednio w turniejach wielkoszlemowych. Tu jednak jedna istotna uwaga. W najbliższym turnieju na Wimbledonie Maja mimo wszystko będzie musiała przejść kwalifikacje, bo organizatorzy Wimbledonu już ogłosili listy startowe. A Mai kibicuje w sportowych zmaganiach królowa Paryża - Iga Świątek. Trzecia rakieta świata pewnie wygrała swój pojedynek z Sarą Bejlek i liczy na piąty tytuł w na paryskiej mączce. Czuję, że to ja kontrolowałam grę i to ode mnie zależało, czy zdobędę punkty, czy popełnię błąd. W ważnych momentach byłam skoncentrowana i wystarczająco cierpliwa, by grać solidnie. Na drodze do sukcesu Igi Świątek los postawił Magdę Linette. W 3. rundzie w Paryżu szykuje się więc polski hit. Panie zmierzą się ze sobą po raz trzeci. W Pekinie gładko wygrała Raszynianka. W marcu w Miami górą była Linette. Wyjdę tak samo bez presji i będę próbowała wszystkiego, żeby uprzykrzyć Idze życie chociaż trochę na tej mączce. Zobaczymy, jak to będzie. Bo po tym pojedynku jedyne, co jest pewne, to to, że zobaczymy polską tenisistkę w kolejnej rundzie. W "19:30" to wszystko dzisiaj. Za chwilę pytania i odpowiedzi na temat gorących wydarzeń ostatnich dni i godzin w rozmowie Justyny Dobrosz-Oracz z Marcinem Kierwińskim szefem MSWiA. Zapraszam też na "22:30". Do zobaczenia.