13 milionów wątpliwości - lista prywatnych wydatków księdza Michała O. Trump kontra Harris - emocje na ostatniej prostej amerykańskich wyborów. Szybcy i niebezpieczni - nielegalne wyścigi nie tylko w stolicy. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Zaczynamy "19:30". Miliony dla Fundacji Profeto, prywatne wydatki i rodzinne przelewy. Dziennikarze Gazety Wyborczej opisują układ wokół inwestycji księdza Michała O. Na co wydano miliony z Funduszu Sprawiedliwości? Na liście wątpliwości jest choćby 11 operacji bez pokrycia w rachunkach i milionowy rachunek za skarpetki. Nie ma za to odpowiedzi księdza, który konsekwentnie odmawia wyjaśnień. ŚPIEW: Niech żyje, żyje nam... Te zdjęcia z piątku warto przypomnieć, bo pokazują, kim jest dla obozu Prawa i Sprawiedliwości Michał O. Duchownemu, którego tak witano po wyjściu z aresztu, śledczy zarzucają udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Szczegóły dziś ujawniła Gazeta Wyborcza, a później potwierdziła prokuratura. Jest siódme przykazanie, które mówi wprost: nie kradnij. I zwłaszcza ktoś, kto nosi sutannę, powinien o tym pamiętać. Ksiądz Michał O. to prezes Fundacji Profeto, która za rządów PiS wygrała konkurs na budowę tego azylu dla ofiar przemocy. Z Funduszu Sprawiedliwości nadzorowanego wówczas przez polityków Suwerennej Polski dostała na to 68 milionów złotych. Ta fundacja nigdy tego konkursu nie powinna wygrać. Ten konkurs był ustawiony. Ta fundacja nigdy nie spełniała warunków formalnych i merytorycznych. Ale to tylko jeden z wątków śledztwa. Według ustaleń prokuratury z 68 milionów złotych na budowę ośrodka fundacja wydała 55. Odpowiedź na pytanie, co się stało z pozostałymi 13 milionami złotych, ma być częścią aktu oskarżenia. Te środki zostały wydane bez żadnego związku z celem, dla którego zostały przekazane. I tak ponad pół miliona złotych ksiądz wypłacił z bankomatu w gotówce, z banku - również w gotówce - pobrał blisko drugie tyle. Około miliona złotych kosztowały hotele, podróże i rachunki z restauracji, za które duchowny płacił kartą. Na konta swoich rodziców przelał w sumie 250 tysięcy złotych. Wykorzystywał pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, żeby czynić swoim zachciankom i swoich znajomych zadość. Pełnomocnik Michała O. dziś wszystkiemu zaprzecza. W ramach budowy azylu dla ofiar przemocy ponad 3 miliony złotych trafiły na konto producenta skarpetek. 6 milionów - do firm zajmujących się produkcją medialną i wyposażeniem radiowo-telewizyjnym. To według śledczych dowód na to, że od początku w tym budynku była planowana inna działalność. Pieniądze, które płynęły do Profeto, nie miały służyć najbiedniejszym, tylko budowaniu kolejnego imperium medialnego. Nie komentuję tych głupot. Tak na pytanie o ustalenia śledczych odpowiada PiS, który - przypomnijmy - od początku stoi murem za księdzem O. i zatrzymanymi wraz z nim byłymi urzędniczkami resortu sprawiedliwości. Wasza odwaga, wasza determinacja jest dla nas, ale także dla całej Polski niesłychanie istotne. Bronią księdza, bronią urzędniczek, bo boją się, że oni będę zeznawać, że oni będą sypać, ratując swoje cztery litery, że będą obarczać swoich mocodawców politycznych. Fundusz Sprawiedliwości nadzorował Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości. Jego zwierzchnikiem był Zbigniew Ziobro. Jak traktować Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego? To ważne pytanie, na które Państwowa Komisja Wyborcza dziś nie odpowiedziała. Decyzja została odroczona do 18 listopada. Sprawa ma związek ze skargami na uchwały PKW, jakie wpływały właśnie do Sądu Najwyższego. To kolejny przykład na chaos prawny i klincz, w jakim znajdują się ważne instytucje, których paraliż wcześniej czy później wpłynie na naszą codzienność. Kwadratura koła, węzeł gordyjski, zapętlenie - brakuje już określeń na chaos prawny w Polsce, który jak w soczewce widać w sytuacji Państwowej Komisji Wyborczej. To jest bardzo trudna sytuacja, dlatego że to jest sytuacja, w której dwa organy państwa stoją w takiej kolizji, a jest to następstwem sporów politycznych, których ofiarą pada system prawny w Polsce. Na szali prawnego sporu między innymi pieniądze dla PiS-u. PKW odmówiła dotacji dla tej partii z powodu naruszeń w kampanii, PiS się odwołał do Sądu Najwyższego, a w nim sprawą zajęła się powołana przez PiS, a nieuznawana przez międzynarodowe trybunały Izba Kontroli Nadzwyczajnej. Dziś akta są w Sądzie Najwyższym w tejże izbie, która nie istnieje, ale która proceduje. Nie istnieje, ale proceduje - takie zdania już nie dziwią. PiS, jak się coś dzieje, to albo do izby, która już nie powinna dawno funkcjonować, się odwołuje i która jest niezgodnie z prawem powołana, albo do trybunału pani Przyłębskiej, która na zaś czasem wydaje orzeczenia. Pod koniec sierpnia PKW odrzuciła sprawozdanie finansowe komitetu Prawa i Sprawiedliwości z ostatnich wyborów. Chodziło o szereg nieprawidłowości w finansowaniu kampanii - na przykład prowadzenie agitacji wyborczej podczas pikników wojskowych. W sumie naruszenia na kwotę ponad 3,5 miliona złotych, w efekcie dotacja dla tej partii pomniejszona o prawie 11 milionów. Izba Kontroli Nadzwyczajnej ma na rozpatrzenie sprawy 60 dni. Termin mija na początku listopada. Ale dla PKW ta decyzja może się okazać bez znaczenia - zamierza głosować nad projektem uchwały. Jest projekt uchwały, która stwierdza, że nie uznajemy izby kontroli nadzwyczajnej, bo takiej izby nie ma zgodnie z decyzją Sądu Najwyższego i sądów międzynarodowych. Komisja wyborcza podlega właśnie kontroli SN. Jeżeli komisji wyborczej nie spodoba się wyrok, to wtedy komisja może sobie stwierdzić: a nie, tego sędziego nie uznajemy albo tamtego uznajemy. No to jest anarchia. Nieoficjalnie wiadomo, że pięciu z dziewięciu członków PKW chce zakwestionować decyzje Izby. Dziś na posiedzeniu PKW zabrakło jednej osoby, dlatego głosowanie odroczono. Ale i tak największą moc w tej sprawie będzie miał inny organ. Na końcu tej zabawy jest minister finansów. To on musi nacisnąć przycisk z przelewem lub tego przelewu nie zrobić. W opinii byłego przewodniczącego PKW w obecnej sytuacji nie ma innego wyjścia jak nie uznawać orzeczeń izby, która sądem nie jest, by nie pogłębiać chaosu wywołanego przez PiS. Dopóki uprawnienia, które ma obecnie ta izba, nie zostaną przywrócone izbie pracy i ubezpieczeń społecznych, która przedtem w tych sprawach orzekała, no to niestety taki problem będzie występował ciągle. Co najmniej do czasu wyborów prezydenckich. Politycznych komentarzy nie zabraknie dziś u Marka Czyża, który czeka już na państwa w programie Bez retuszu . Mówi nam to narodowa instytucja. Też ekspert w dziedzinie. Kto ma jeszcze nam to powiedzieć? Żebyśmy uznali, że mamy wiedzę ws. Wydarzeń sprzed 15 lat. Oglądają państwo poniedziałkowe wydanie "19:30", za chwilę powyborcza relacja z podzielonej Gruzji, a potem także... Czas decyzji. Oni są "wrogiem wewnętrznym". Z nimi walczymy. To wybór między dwiema bardzo różnymi wizjami naszego narodu. Kolejka po sprawność. Ze skierowaniem pilnym czeka się do maja 2025. W neurologii liczy się powtarzalność, systematyczność. Rajdowe ulice. Są w stanie przyblokować policję. Narażają nie tylko swoje życie, ale i życie pozostałych użytkowników dróg. W "19:30" Gruzja po wyborach, a w niej protesty i manifestacja w centrum Tbilisi. Opozycja mówi o rosyjskiej operacji specjalnej, obserwatorzy o wyborczym wyniku, który nie odzwierciedla woli narodu, a który według gruzińskiej prezydent został ukradziony. Emocje i nastroje na miejscu obserwuje Bartłomiej Bublewicz. Jaki jest bilans ostatnich godzin? O bieżącej sytuacji prezydentka rozmawiała z prezydentami Polski, Litwy, Mołdawii. Wizytę rozpoczął Viktor Orban. Odbyła się manifestacja przed budynkiem parlamentu. Protestujący domagają się powtórzenia głosowania. Prezydentka otworzyła to zgromadzenie. Protestujący są zdeterminowani. Sytuacja jest napięta. Planu B nie ma. Ameryka na ostatniej prostej, najnowszy sondaż daje niewielką przewagę Kamali Harris i to wynik, który o niczym nie przesądza. Wiceprezydent dziś w Michigan, a jutro w Waszyngtonie, gdzie zaplanowała największy wiec w swojej kampanii. Marcin Antosiewicz - z nami. Jaki jest plan na to wydarzenie i jak ostatnie sondaże w szczegółach opisują prezydencką rywalizację? Wszystkie sondaże pokazują przewagę któregoś z kandydatów w granicach błędu statystycznego. Szykuje się wyrównany pojedynek. Tydzień przed wyborami zwołano polityczny wiec. Wyborcy Harris może mniej obrażają i są bardziej cisi, ale nie zwalniają. Harris jutro musi dać z siebie wszystko. Z Waszyngtonu Marcin Antosiewicz, bardzo dziękuję. Biały mężczyzna o konserwatywnych poglądach, pracujący fizycznie - to stereotypowy wyborca Donalda Trumpa i to obraz, który się zmienia. Na kandydata republikanów coraz częściej chcą głosować Latynosi i Afroamerykanie, zwłaszcza mężczyźni. Z czego wynika ta zmiana? To ciekawe zjawisko. W trakcie wiecu w Nowym Jorku padło wiele wulgarnych, nawet rasistowskich słów pod adresem migrantów. Ci mówią, że przymykają na to oko. Ale są za wzmocnieniem granic. Ale chodzi im o walkę z drożyzną. Dlatego chcą zagłosować na Trumpa. Paul Wiggins pochodzi z Bronksu w Nowym Jorku. Jeszcze do niedawna pracował w ekskluzywnych hotelach Donalda Trumpa, najpierw w Waszyngtonie, a później w Las Vegas. Jeśli Trump będzie rządził krajem, tak jak prowadzi swoje interesy, to jestem za. Dziś pracuje w niewielkim motelu w Las Vegas. I podobnie jak 4 lata temu zamierza zagłosować na Donalda Trumpa. Wcześniej byłem demokratą, byłem bardzo liberalny, a kiedy zacząłem spotykać ludzi, którzy wspierali Trumpa, zauważyłem, że łączą ich dobre pomysły, a nie to, jak wyglądają. Jak wynika z sondaży, 26% czarnych mężczyzn w wieku od 18 do 40 lat chce głosować na Trumpa, to znaczący wzrost. W poprzednich wyborach było to tylko 12%. Paul, któremu towarzyszę w drodze na lunch, nie ma wątpliwości, że to efekt drożyzny. Lunch w tej knajpie podrożał tylko kilka dolarów, ale wszystko inne dużo bardziej. Zakupy spożywcze, czynsz, ubezpieczenie auta, paliwo, nawet karma dla psów jest droższa. 10 minut jazdy od najbardziej rozrywkowej ulicy Las Vegas. Paul mieszka z partnerem i psami. Są parą od 11 lat. Poznali się w nietypowych okolicznościach. Podczas manifestacji Black Life Matters. Wtedy byliśmy po zupełnie przeciwnej stronie. Jar nie zamierza głosować, ale i on dostrzega zmiany. Wszyscy zmagają się z trudnościami. A rząd daje pieniądze innym krajom. Tyle problemów można by rozwiązać, gdyby wydać te pieniądze na miejscu, np. na walkę z bezdomnością, zamiast wysyłać je do Ukrainy czy gdzie indziej. Liczą na to, że Trump zakończy wojny i zrobi porządek z nielegalną imigracją, choć języka tej debaty nie akceptują. Kamala Harris sprowadziła armię gangsterów i przestępców z więzień, zakładów dla obłąkanych i szpitali psychiatrycznych z całego świata, od Wenezueli po Kongo w Afryce. Będą polować na niewinnych Amerykanów. Sposób, w jaki Trump to komunikuje, jest nietrafiony, ale on to robi dla rozgłosu, bo jest showmanem. Jeśli chodzi o konkretne działania, to myślę, że ma rację. Kiedy pytam o zachowanie Trumpa wobec kobiet, o jego procesy czy ksenofobiczne wypowiedzi, mówią, że wszystko to wyolbrzymiają media. On na początku lat 80. i 90. miał opinię fajnego gościa. Wszyscy go uwielbiali, w tym Oprah i inni celebryci. Miał najlepszy program telewizyjny, a gdy kandydował na prezydenta, nagle wszyscy zaczęli mówić, że jest rasistą, złym facetem. I tak się zastanawiam, dlaczego teraz. Podkreślają, że Kamala Harris nie odpowiada na wiele ważnych pytań. Nadzieję pokładają w kandydacie republikanów. Teatr Telewizji zaprasza na spektakl "Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję". To intymna rodzinna opowieść autora o umieraniu ojca i punkt wyjścia do rozmowy o bliskich, którzy zmagają się ze współumieraniem, czy słabości instytucji, które powinny wspierać. Początek o 20:40 w Jedynce, a także TVP VOD. A tuż po ważna rozmowa Grażyny Torbickiej z twórcami i aktorami spektaklu. Błagam was, pozwólcie mi już odejść. Wołanie o godną śmierć. Ceniony architekt Marek Pakuła, którego projekty możemy podziwiać w Kielcach, jej nie doczekał. Choć w cierpieniu mu ulżyć chciała cała rodzina. Proces odchodzenia ojca najpierw na kartach książki, a później w sztuce udokumentował jego syn. Prosił mnie o eutanazję. Na ludziach robi gigantyczne wrażenie. Jak zaznacza dyrektor Teatru Telewizji, dla widzów to poruszający obraz bólu, cierpienia i nieludzka twarz systemu opieki zdrowotnej. I wielki znak zapytania o to, czym jest godna śmierć. Eutanazja w naszym kraju to nadal temat tabu. Często słyszę, że ludzie mówią, że to spektakl o nich. Pani Barbara Jackiewicz niemal cale życie poświęciła, walcząc o godną śmierć dla syna. Cierpiący na podostre stwardniające zapalenie mózgu Krzysztof nie chodził, nie widział, nie mówił i nie przełykał. Przez ponad 30 lat był więźniem własnego ciała. Odszedł w bólu. Udusił się. Codzienna opieka odebrała jego matce zdrowie. Jest po operacji kręgosłupa i sama wymaga opieki. Może to być nowotwór, ale mogą to być też np. jak moja serdeczna przyjaciółka, która parę lat temu poddała się eutanazji, która miała ciężkie schorzenia ortopedyczne niepozwalające jej funkcjonować i prowadzić normalnego życia. Prawo do eutanazji wprowadziły niektóre kraje europejskie. Słowa mają moc i zostawiają ślady w sieci i w głowach. Anonimowi hejterzy czują się bezkarni i o ile hasła "hejt" próżno szukać w Kodeksie karnym, to zniesławienie, znieważenie, nękanie czy groźby mają konkretne konsekwencje. Jak zatrzymać hejt? Ten film nagrał 12-letni uczeń, który na własnej skórze doświadczył, czym jest hejt. W moim filmie pojawił się symbol maski, ta maska ma powiedzieć, że w dzisiejszych czasach hejt jest anonimowy. Hejt uczłowieczony w filmie wstydzi się swojej tożsamości. Tak było z ludźmi, którzy pisali niepochlebne komentarze o Olku, gdy jako młody muzyk wystąpił w programie typu talent show. Hejt dotyka coraz więcej młodych osób i wywołuje poważne konsekwencje psychiczne. Tak było w przypadku szesnastoletniej Julii, która zaszczuta przez rówieśników we wrześniu popełniła samobójstwo. Empatii się nie nauczy. Nie wpisze się jej w podstawę programowa, by była realizowana, to jest proces na lata budowania wrażliwości społecznej, wspierania siebie, surowych kar. 145 samobójstw nastolatków - to liczba z zeszłego roku. Daje wyobrażenie o tym, co dzieje się w głowach młodych ludzi, którzy nie radzą sobie z agresją innych. Każdy młody człowiek może zgłosić hejt w internecie np. do nauczyciela, psychologa, to taki sposób, kiedy nie pozostajemy obojętni. Pomagać mają także rzecznicy praw ucznia. To realizowana od marca inicjatywa resortu edukacji. Rzecznikami w każdej szkole mogą być nauczyciele i uczniowie. Nie mieliśmy takiego stanowiska. Jest to pierwszy raz. Najczęściej są to problemy wynikające z nowej technologii, internet i nękanie w internecie. Niestety, jak podkreśla wielu ekspertów, hejt stał się dziś polskim sportem narodowym. Politycy, osoby, które są na ważnych stanowiskach, żeby pokazywali, jak można z hejtem walczyć, jak nie hejtować. Dziś w polskim Sejmie z ministrami i posłami spotkali się młodzi ludzie, którzy ze zjawiskiem hejtu próbują walczyć. Rodzice muszą zrobić pracę w domach, my musimy wiedzieć, że nasze dziecko może być hejterem, albo ofiarą hejtu, nie możemy zakładać, że tak cudownie wychowaliśmy nasze dzieci, że są cudowne i tego by nigdy nie zrobiły. Czy czeka nas rehabilitacyjny paraliż? We wracaniu do sprawności czas gra kluczową rolę, a nawet dwuletnie oczekiwanie to nie jest dobra perspektywa na skuteczne leczenie. Trwa dyskusja wokół rozporządzenia rehabilitacyjnego Ministerstwa Zdrowia i są w niej ważne pytania, między innymi o planowane ograniczenia. Ale debata jest zdecydowanie szersza, a my pytamy także o głos pacjentów. Dwa miesiące budziłem się ze śpiączki. Był na granicy życia i śmierci. 28-letni Filip Krzeszowski zasłabł podczas treningu. Lekarze uratowali mu życie, ale w wyniku powikłań po operacji doznał udaru. Miałem czterokończynowe porażenie, więc początki były bardzo trudne. Nawet nie potrafiłem siedzieć, było ciężko utrzymać tułów. Dzięki rehabilitacji powoli odzyskuje kontrolę nad własnym ciałem. Filip był pacjentem leżącym. Gdyby tej rehabilitacji nie było, obawiam się, że stan pacjenta, w jakim się znalazł, by się zatrzymał. W Polsce co roku ponad 70 tys. osób doznaje udaru mózgu, ale zaledwie co trzeci kontynuuje leczenie na oddziale rehabilitacji neurologicznej. A czas gra tu kluczową rolę. Okres sześciu miesięcy od udaru jest najistotniejszy. Natomiast na rehabilitację wtórną pacjenci czekają nawet do dwóch lat. Z raportu Fundacji Watch Health Care wynika, że to kolejki na rehabilitację wydłużyły się najbardziej. Dla 55-latki z chorobą zwyrodnieniową i problemami z chodzeniem oznacza to 9 miesięcy czekania. To rzeczywiście jest dziedzina, w której kolejki są jednymi z najdłuższych w systemie. One wynoszą już średnio siedem miesięcy, w ciągu roku one wydłużyły się o 3 miesiące. W dodatku, jak alarmują fizjoterapeuci, proponowane przez resort zdrowia zmiany dostęp do rehabilitacji jeszcze ograniczą. Projekt rozporządzenia, listę wskazań do rehabilitacji w warunkach szpitalnych z 900 pozycji skraca do zaledwie 170. Nie zgadzamy się, żeby pacjenci z porażeniem mózgowym mieli ograniczony dostęp do rehabilitacji. Tylko w tym szpitalu z rehabilitacji skorzystało 1800 małych pacjentów. Władze placówka boją się likwidacji oddziału. W kolejce oczekuje tyle samo. 90% nie zostanie przyjęta, ponieważ nie mieści się w klasyfikacji, która została zaproponowana przez resort zdrowia. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że projekt jest na etapie konsultacji społecznych. Ostateczną wersję zmian poznamy w listopadzie. Wszyscy, w tym dzieci, które będą potrzebowały rehabilitacji, otrzymają ją w taki sposób, żeby jak najszybciej doprowadzić je do stanu, w którym będą mogły funkcjonować lepiej i sprawniej. Ministerstwo chce też, by część świadczeń przejęli od lekarzy rehabilitantów fizjoterapeuci. Prędkość - największy grzech polskich kierowców, którego skalę dobrze widać w policyjnych statystykach. Tylko od początku tego roku funkcjonariusze odnotowali ponad 2 mln 400 tys. przekroczeń prędkości, zatrzymali niemal 22 900 praw jazdy. Są szybcy, wściekli i często przez lata bezkarni. Nocne wyścigi piratów drogowych to na stołecznych drogach niechlubna tradycja, równie długo mieszkańcy alarmują o problemie, często bez rezultatów. W tym wyścigu to organizatorzy na ogół są o krok do przodu, utrzymując rajdy w tajemnicy aż do momentu, gdy na ulicy rozlegnie się pisk palonych opon. To mógłby być plan filmowy. Ryk silników i mknące z zawrotną prędkością drogie samochody to jednak nie Hollywood, ale wieczory mieszkańców stolicy. Mieszkańców, którzy mają dość nie tylko hałasu, ale ciągłego strachu o bezpieczeństwo. W ciągu 26 minut miałem 18 takich zdarzeń akustycznych, czyli z piątku na sobotę późną nocą. Reporterzy z TVP3 Warszawa dotarli do osób organizujących nocne rajdy po stolicy. To grupa ponad 14 tys. osób. Spotykają się dwa razy w tygodniu w konkretnym celu. W soboty mają takie otwarte spotkanie dla - jak o sobie mówią - miłośników motoryzacji, natomiast w każdy czwartek ściągają się na 1/4 mili. Mają sposoby, żeby zmylić policję, i scenariusze, jak blokować ulice i interwencje służb. Porozumiewają się przez komunikatory na zamkniętych grupach. Miejsce wyścigu do ostatniej chwili pozostaje tajemnicą. Udostępniana jest informacja, że na przykład w garażu podziemnym jakiegoś centrum handlowego stoi samochód. Jest zdjęcie samochodu, trzeba podjechać do tego samochodu. Zeskanować QR kod na szybie i dopiero wtedy można się dowiedzieć, gdzie takie wyścigi będą się odbywały. Takie wyścigi odbywają się w całej Polsce. Z miłośnikami nocnych wyścigów walczą Kielce czy Kraków. W Białymstoku w trakcie nocnego ścigania jeden z kierowców pędził z prędkością 314 km/h, nie przeszkadzał mu w tym brak prawa jazdy. Zgodnie z wyrokiem sądu w trybie nakazowym obaj mężczyźni zostali ukarani grzywną w wysokości 5 tys. złotych. Oraz trzyletnim zakazem kierowania wszelkimi pojazdami. Działalność Grupy Speed, mandaty i zabieranie prawa jazdy za przekroczenie prędkości są głównymi narzędziami walki policji z nocnymi wyścigami. Jest to zjawisko, które chcemy wyeliminować z polskich dróg, bo jest to niebezpieczna dla uczestników tych wydarzeń, ale i dla osób, które normalnie uczestniczą w ruchu drogowym. Za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym grozi nie tylko mandat, ale także utrata prawa jazdy na 3 miesiące. W "19:30" to już wszystko. Bardzo dziękuję, że byli państwo z nami i polecam "Pytanie dnia". Justyna Dobrosz-Oracz i jej gość - wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski już na państwa czekają. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia.