Gra wywiadów. Kulisy uwolnienia przez Mińsk Andrzeja Poczobuta. Łatanie koalicji. Deklaracje jedności przed głosowaniem wotum zaufania dla minister klimatu. Wizyta po angielsku. Król Karol u Donalda Trumpa i angielski humor na amerykańskich salonach. Jak to w polityce, ojców sukcesu przybywało z każdą godziną, ale najważniejszy jest efekt. Sztab medyczny diagnozuje stan zdrowia Andrzeja Poczobuta po latach w białoruskim łagrze, a opinia publiczna poznaje oszczędnie dawkowane szczegóły jego uwolnienia. O operacji rozpiętej nad Atlantykiem i zbudowanej na europejskich sojuszach. To chwila, która była możliwa dzięki wspólnemu wysiłkowi wielu osób. Wysiłek, który łączył polską dyplomację oraz służby przez ponad dwa lata. Otoczenie tej strażnicy było zabezpieczane przez żołnierzy z bronią, inne służby też tam na pewno miały udział, chyba też jakiś dron był w powietrzu. Akcja do ostatniej chwili trzymana była w tajemnicy. O wymianie więźniów między Mińskiem i Warszawą nie wiedzieli nawet niektórzy członkowie rządu. Kiedy byliście zapraszani na tę konferencję, nie wiedzieliście, czemu będzie poświęcona. Dla Aleksandra Łukaszenki polski dziennikarz nigdy nie był zwykłym więźniem. Był kartą przetargową. Poczobut był naszą wrażliwością. Strona białoruska doskonale wiedziała, że jest w stanie tą kartą przeciw Polsce grać. A Aleksander Łukaszenka szuka zbliżenia z Zachodem. Chce być legitymizowany i oczekuje, że to Amerykanie go zlegitymizują. Nie będzie uzurpatorem, człowiekiem, który sfałszował wybory, ale normalnym prezydentem. Kwestii więźniów politycznych używa, by skłonić Zachód do znoszenia rujnujących białoruską gospodarkę sankcji. Dotąd Mińsk wypuścił z więzień ponad 150 osób. Zgodnie z poleceniem prezydenta Trumpa USA znoszą sankcje na potas. Przyciśnięcie Łukaszenki przez Putina doprowadziło do tego, że teraz on jest zmuszony budować relacje ze Stanami Zjednoczonymi. A w aresztach w Polsce i Europie przebywały osoby, na których zależało Mińskowi i Moskwie. Trzy osoby, które żeśmy wydali, to osoby o dużym ciężarze gatunkowym. Na tej liście zatrzymany w Polsce na podstawie ukraińskiego listu gończego historyk i archeolog Aleksandr Butiagin. Ukraińcy ścigają go za zniszczenie bezcennych wykopalisk na Krymie. A Moskwa ceni jako sprawnego propagandystę. W dyplomatycznej grze była też Mołdawia, która w zamian za dwóch oficerów uwolniła dwójkę rosyjskich szpiegów. I Rumunia. A wszystko przy wsparciu Waszyngtonu. Myśmy jako Zachód oddawali szpiegów rosyjskich, a po drugiej stronie był dziennikarz niezależny, który po prostu wykonywał swoją robotę. Do Polski wrócił też przetrzymywany w więzieniu polski przedsiębiorca i zatrzymany na Białorusi we wrześniu zakonnik Grzegorz Gaweł. Białoruskie KGB oskarżyło go o szpiegostwo. Miał przy sobie mieć plany rosyjsko-białoruskich manewrów wojskowych ZAPAD. To było grubymi nićmi szyte, bo ojciec Gaweł nawet dobrze nie znał języka rosyjskiego. To pokazuje, jak białoruski reżim łatwo, bez względu na okoliczności może zrobić z każdego więźnia politycznego. Podobnych jemu i Poczobutowi więźniów politycznych jest dziś w białoruskich więzieniach i łagrach jeszcze blisko tysiąc. Ta operacja była tak tajna, że nie wiedziała o niej nawet część ministrów. Za to teraz, przybywa tych, którzy wiedzieli o niej wszystko, mieli na nią największy wpływ, a ziarno sukcesu posiali tak dawno, że tylko oni pamiętają kiedy. Są i takie głosy, że co prawda się udało, ale mogło się udać wcześniej, gdyby nie niekompetencja rządu. Jak się na wolności bohatera, tworzy polityczne legendy - Mateusz Dolatowski. Andrzej Poczobut na wolności. - Wspólny sukces rządu, prezydenta i USA? - Słucham? Tak duży problem mają politycy PiS, by przyznać, że ta akcja to wspólny sukces Polski i polskich sojuszników. Za tymi zdjęciami stoi ogrom pracy dyplomatów, funkcjonariuszy, żołnierzy, urzędników i polityków. Chciałbym przede wszystkim podkreślić absolutnie kluczową rolę naszych służb. Bardzo, bardzo ważną rolę ministra Siemoniaka. Nic nie udałoby się bez wsparcia zza Oceanu, dodaje premier. Rolę kluczową odegrały tu USA. Wyrazy uznania popłynęły też do prezydenta, który tego dnia przebywał w Chorwacji. Słyszę też o zaangażowaniu prezydenta i jego ludzi o przypominaniu naszym amerykańskim przyjaciołom o tej potrzebie. Też za to dziękuję. Z drugiej strony słowo "dziękuję" nie padło. Prezydent mówił za to dużo o swojej roli. Aż tak dużo. Osobiście zabiegałem o Andrzeja Poczobuta. Ten proces był wzmocniony przede wszystkim dyskusją z panem prezydentem Trumpem. Zwróciłem się do prezydenta Trumpa, żeby nie zapomniał o Polaku. A za prezydentem, przekaz dnia polityków PiS-u o sukcesie prezydenta USA i prezydenta Nawrockiego. - A premiera nie? - Nie ulega wątpliwości, że to była determinacja prezydenta Trumpa. Medialna przybudówka PiS-u też miała problem, by pokazać pierwsze zdjęcie Andrzeja Poczobuta po uwolnieniu przez reżim Łukaszenki. a prezes PiS-u w tej wyjątkowej chwili dostrzegł szansę na zbicie politycznego kapitału i zrobił to... ...w takim stylu. Powinniśmy się wszyscy radować, ponad politycznymi podziałami. Pan Kaczyński takim zachowaniem pokazuje jakim jest człowiekiem. Ja uważam go za największego szkodnika politycznego. Krok dalej poszedł współpracujący z PiS-em ten internetowy troll - Paweł Rybicki: A swoją drogą, pamiętajmy, że Poczobut to człowiek zaczadzony "Gazetą Wyborczą". Mógł wyjść w 2021 i przyjechać do Polski, ale odmówił. Zgadnijcie dlaczego... Będziecie bardzo zdziwieni, co on zacznie wygadywać. Haniebny wpis? Tego nie wiem, chciałbym poznać co dalej ma pan Paweł na myśli. Może lepiej nie - odpowiadają rządzący. Są bezduszni, którzy nie mają jednak wątpliwości, że są to myśli kierownictwa klubu PiS. Czy pan wierzy w to, że takie wpisy pojawiają się bez zgody Mariusza Błaszczaka i Rafała Bochenka? - Nie, to jest taki cyngiel, który jest wykorzystywany do tego typu strzałów. I tu rzadko spotykania ponad polityczna zgoda: Skasuj konto podły typie. Tu się zgodzę z Dworczykiem - o dziwo. Powinien to skasować. Po naciskach współpracujący z PiS-em Paweł Rybicki wpis usunął. Środa, "19.30", a przed nami jeszcze: Chłopcy z zapałkami. Pożar był spowodowany najprawdopodobniej przez trzech 9-latków. Paliły się dwa budynki gospodarcze, były to stodoły. Istniało zagrożenie dla budynku mieszkalnego. I wysoki rachunek za wyrządzone szkody Rodzice każdego z nich będą odpowiadać solidarnie przed poszkodowanym. Znamy najnowsze preferencje wyborcze Polaków. Był jedną z niewielu szans polityki, by zasłużyła na dobre słowo. Rozumiał ją jak w podręczniku - była dla niego działaniem dla dobra wspólnego. Życzliwością, troską o innych i poświęceniem mógł uszlachetnić niejeden życiorys, bo rozdawał ciepło, wsparcie i empatię za innych. Dziś w Sosnowcu żegnano posła Lewicy, Łukasza Litewkę, polityka z wyboru i człowieka z przekonania. Najdroższy przyjacielu, Łukaszu, dzisiaj rano czekałem na twój telefon, ale niestety zamiast tego jest bolesna cisza i ogromna pustka, której chyba niczym nie zapełnimy. Część naszego życia, naszych serc, naszej przyszłości, została brutalnie wyrwana. Wiemy, że ta rana nie zabliźni się nigdy. Żyliśmy z niezwykłym człowiekiem. Dziękujemy, Łukasz, że wybrałeś właśnie nas. Ludzie go kochali, ludzie mu wierzyli. Ludzie widzieli w nim szansę na ratunek. Jak nikt nie mógł pomóc, to wierzyli, że Łukasz pomoże. Przyszłyśmy, ponieważ stwierdziłyśmy, że takiego wartościowego człowieka naprawdę trzeba pożegnać godnie. Zapamiętamy go jako osobę pogodną, życzliwą, oddaną dla ludzi. Łukasz pozostanie w naszych sercach. Dziękuję ci za twoje życie. Nigdy nie pogodzimy się z twoją stratą. Znamy najnowsze preferencje wyborcze Polaków. Koalicja Obywatelska z Lewicą, razem mogłyby uzyskać 40,7% głosów, co przełożyłoby się na 232 mandaty, czyli miałyby większość w Sejmie. W sondażu IBRiS dla "Rzeczpospolitej" prowadzi Koalicja Obywatelska z 32-procentowym poparciem. PiS mogłoby liczyć na 23,2% poparcia. Na Konfederację głos oddałoby 12% wyborców. Do Sejmu weszłyby jeszcze: Lewica z prawie 9% poparciem i Konfederacja Korony Polskiej z niespełna 8-procentowym poparciem. Poza progiem wyborczym Polskie Stronnictwo Ludowe i Razem, które mogłyby uzyskać po około 4% głosów. Na zaledwie 0,5% wyborców mogłaby liczyć Polska 2050. 7,3% respondentów nie wie, na kogo oddałoby swój głos. Najpierw nie zauważyli, jak się z Trzeciej Drogi zrobiło rondo, a kiedy wreszcie z niego zjechali, wybrali dwie drogi. Polska 2050 pocięta osobowościami liderek nadal może zakończyć koalicję 15 października, a w tle pytanie o wotum nieufności dla ministry klimatu. Premier zapowiada, że braku lojalności nie zaakceptuje, głosowanie jutro. To zdjęcie wygląda jak zawieszenie broni. Kilkukrotnie przekładane spotkanie ministry klimatu i środowiska z jej dawnymi partyjnymi kolegami, wczoraj wieczorem wreszcie doszło do skutku. - To była taka atmosfera... - Dobra. - Wojenna? - Nie, merytoryczna, bardzo merytoryczna. Z drugiej strony ocena podoba. Atmosfera była dobra. To należy odnotować, bo do tej pory w tych relacjach wiało chłodem. Zwłaszcza po tym jak 2 miesiące temu partia założona przez Szymona Hołownię podzieliła się na pół. Po jednej stronie Paulina Hennig-Kloska, po drugiej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. To był burzliwy rozwód, który wciąż rezonuje. Na tyle, że gdy opozycja złożyła wniosek o odwołanie ministry klimatu, Polska 2050 jako jedyny klub koalicji rządzącej, nie powiedziała "nie". A jej głosy są niezbędne, by go odrzucić. Jestem pewien tego, że wszyscy w koalicji zachowają się odpowiedzialnie i opozycja po prostu nie będzie nam meblowała rządu, to jest oczywista oczywistość. Dla Polski 2050 chyba jednak nie. Bo choć Szymon Hołownia dziś deklaruje: Damy jej jutro, jestem przekonany, ostrożny kredyt zaufania. To władzy w partii już nie ma. A według szefa klubu wszystkie karty są na stole. Głosowanie już jutro. - I co zrobi Polska 2050? - Podejmie decyzję jutro. - A pan podjął? - Oczywiście, że tak. - Jaką? - Jutro będziemy podejmować wspólnie decyzje. I tak można by wywnioskować, że przeciąganie liny trwa. Ale według ustaleń "19.30" jutro trzęsienia ziemi w koalicji rządzącej nie będzie i większość Polski 2050 zagłosuje w obronie Pauliny Hennig-Kloski. Jesteśmy odpowiedzialnym koalicjantem i zachowamy się naprawdę odpowiedzialnie. To wystarczy, by ministra klimatu zachowała stanowisko. Mimo, że w klubie jednomyślności nie będzie. Dlaczego ja mam ją bronić? Dlatego, że jest w jednej koalicji? Musimy współpracować i trzeba jednak powściągać swoje osobiste ambicje na rzecz pracy w grupie. Koalicja Obywatelska przypomina, że to opozycja chce odwołania ministry klimatu. Posługując się takimi argumentami, jak te z wczoraj: Jest pani tak niekompetentna, jest takim wstydem dla polskiego państwa, bo czegokolwiek się pani nie tknie... Panie pośle, o jeden most za daleko. Nie zejdziemy z kursu, niezależnie od tego, ile zostanie oplute na politykę energetyczną opartą o OZE, atom i gazy zdekarbonizowane, nie zejdziemy ze ścieżki zmiany. Współkoalicjanci apelują do Polski 2050 o pohamowanie emocji i przypominają co jest stawką w tej grze. To jest dyskusja o jedności koalicji i to jest dyskusja o niedaniu przestrzeni Jarosławowi Kaczyńskiemu, Mentzenowi, czy szerzej - Konfederacji. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to powinien się dokształcić politycznie. Nie przypominam sobie, żeby w wolnej Polsce zdarzyło się, że opozycja wygrała głosowanie nad wotum nieufności. To po co to było? Po co były te sugestie, że może jednak nie, że może zagłosujemy razem z opozycją? Bo to jest normalna gra, każdy przy tego typu głosowaniach chce poprawić swoją pozycję polityczną. A ta w przypadku Polski 2050, jak wynika z najnowszego sondażu Ibris, szacowana jest na pół procent poparcia. Był jedną z niewielu szans polityki, by zasłużyła na dobre słowo. "Łukasz Mejza usunięty z klubu przez władze PiS" - poinformował w mediach społecznościowych rzecznik ugrupowania, Rafał Bochenek. Powodem mają być liczne wykroczenia drogowe i doniesienia na temat planowanego przez posła udziału w gali tzw. freak fightów. W oficjalnym wpisie rzecznika PiS czytamy: Informację tę potwierdził na swoim koncie sam poseł i dodał: "Nie pozwolę na to, aby przez moje obecne i przyszłe decyzje polityczne oraz te dotyczące działalności charytatywnej Klub był obiektem ataku ze strony prorządowych mediów". Jednocześnie poseł zapewnia o dalszym i lojalnym wsparciu polityki prowadzonej przez cały obóz patriotyczny. Mało lekarzy, mało pieniędzy, dużo szpitali, dużo długów. Prawda o polskiej służbie zdrowia nie jest aż tak prosta, ale są miejsca, gdzie jest taniej, sprawniej i lepiej dla pacjenta, bo połączono szpitale. Resort zdrowia zna te przykłady i jest gotów wesprzeć inne, jeśli taka terapia zadziała. Jeden szpital zamiast kilku. Tak, by leczyć szybciej, taniej i sprawniej. Mam nadzieję, że ułatwi i rozszerzy możliwości leczenia. Jednym z pierwszych - Szpital Świętego Łukasza w Bolesławcu. Placówka podpisała umowę o konsolidacji ze szpitalem w Zgorzelcu. Do końca czerwca obie mają już działać pod jednym szyldem. Bez zamykania oddziałów i zwolnień. Będziemy mogli sprawniej pacjentów umieszczać w oddziałach docelowych, w związku z czym będzie nam łatwiej pacjentów z oddziału ratunkowego chociażby przekazywać do oddziałów szpitalach. Wspólnie - ponad 40 oddziałów, 3000 pracowników i 1000 łóżek. Duży obiekt, duży szpital, duża załoga z dużym potencjałem. Robimy wszystko, żeby nie dopuścić do marginalizacji naszych. Chcemy poprawić dostępność do usług, które realizowane są w obu szpitalach. Powód - brakuje pieniędzy, sprzętu i lekarzy. Wiele szpitali oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów ma dziś podobne problemy i podobnie wysokie długi. Od lipca takie rozwiązanie wprowadzi szczeciński szpital Zdroje i Zachodniopomorskie Centrum Onkologii. Sprzęty wysokospecjalistyczne są bardzo drogie, natomiast jeżeli kupujemy takie urządzenie dla dwóch takich dużych szpitali, to wtedy ma to sens, bo ten sprzęt jest wykorzystywany. Zmiany wspiera resort zdrowia. Na ten cel przeznacza ponad miliard złotych. Szpitale będą mogły dostać nawet 70 mln wsparcia. Czas na decyzję mają do końca marca przyszłego roku. Będzie potrzebna jakaś konsultacja dla pacjenta, to wszystko będzie można przeprowadzić, z lepszym sprzętem i większą dostępnością do specjalistów. Tyle że potrzeby szpitali są większe, więc pytanie, czy miliard wystarczy. Chociażby najsłynniejszy szpital w Lesku. To tam kwestia konsolidacji podmiotów, które były zgłaszane, to potrzeba 400 mln. W Toruniu taki model działa od 12 lat. Sześć placówek połączono w jeden duży szpital wojewódzki. Efekt - mniej dublujących się oddziałów i łatwiejszy dostęp do diagnostyki. Budżet jest dziś na plusie. Jest bardzo duża różnica - jest dużo lepiej, szybciej załatwić. Bo w leczeniu najważniejszy jest czas, więc pytanie nie brzmi, czy, tylko jak sprawić, by pacjent naprawdę odczuł różnicę. Dwie stodoły, urządzenia rolnicze i ciągnik. Wszystko poszło z dymem we wsi pod Nową Hutą, a bilans strat to około 170 tys. zł. Rachunek może będą musieli zapłacić rodzice trzech 9-latków, którzy taką sobie zaplanowali zabawę. Ogień był taki ogromny, że mógł się spalić dom. To dopiero by tragedia była. Spłonęły dwie stodoły, a w nich maszyny i zaparkowany obok ciągnik. Kiedy na miejsce przyjechali strażacy, pożar był już mocno rozwinięty. Walczyło z nim 60 strażaków i 12 wozów ratowniczo-gaśniczych. Istniało zagrożenie dla budynku mieszkalnego, więc oprócz działań gaśniczych prowadzono działania obronne, aby uniknąć przeniesienia się pożaru na budynek. Z jednego z budynków objętych pożarem ewakuowano psa, który był przywiązany do tego budynku. Pożar to efekt zabawy. Ogień podłożyli trzej chłopcy. wszyscy mają po 9 lat. Najprawdopodobniej podczas zabawy chłopcy wpadli na taki pomysł i jeden z nich podłożył ogień pod budynek gospodarczy. Ten ogień przeniósł się na inne zabudowania w związku z tym, że w tym dniu panował silny wiatr. To jeszcze spotęgowało straty. Właścicieli gospodarstwa wstępnie wycenił je na 170 tys. zł. Sprawa została przekazana do sadu rodzinnego. To sąd rodzinny będzie podejmował dalsze decyzje. Sprawcy podpalenia to małoletni, nie poniosą kary, ale sąd rodzinny może zdecydować o środkach wychowawczych, np. ustanowić dla chłopców kuratora. Finansowo za szkody materialne wywołane przez dzieci odpowiadają rodzice. Jeżeli poszkodowany zdecyduje się wystąpić przeciwko rodzicom na drodze cywilnej, o odszkodowanie bądź też czasami w niektórych sytuacjach zadośćuczynienie, to w takiej sytuacji odpowiadać będą rodzice. Do opiekunów małoletnich sprawców może się też zgłosić ubezpieczyciel osoby, która poniosła straty. Kiedy dana nieruchomość jest ubezpieczona i ubezpieczyciel, który jest na tej nieruchomości, będzie chciał regresu z tego tytułu, co się wydarzyło, od rodziców tych małoletnich, którzy zaprószyli ten pożar. Pożar gospodarstwa mógł się skończyć gorzej. Dlatego policja uczula rodziców. Bo to oni, nikt inny odpowiada za dzieci. Mówimy o 9-letnich chłopcach, nad którymi jednak te dorosłe osoby powinny sprawować opiekę i kontrolować to, co robią. I rozmawiać z nimi, bo dzieci w tym wieku nie są w stanie same ocenić konsekwencji swoich czynów. Bulwary nad Wartą w Poznaniu. Lubiana i przez miejscowych, i przez turystów promenada. Grupa 20-latków wyczuła tu okazję i poszukała łupu. Doszło do serii brutalnych ataków, rozbojów i kradzieży. Policja zatrzymała piątkę agresorów. Odpowiedzą za pobicie, rozbój, uszkodzenie ciała, a nawet za posiadanie narkotyków. Na proces poczekają w areszcie. Kradli, bili i czuli się bezkarni. Od tygodni terroryzowali młodych ludzi nad Wartą w Poznaniu. Policjanci zatrzymali 5 osób, które napadały na wypoczywających nad rzeką. Działali bardzo brutalnie, wytypowane osoby, rówieśników, bardzo dotkliwie bili, kopali, doprowadzali niemalże do utraty przytomności, a następnie zabierali wszystkie drobne przedmioty, pieniądze, telefony komórkowe. Pierwsze zgłoszenie pojawiło się 27 marca. Napastnicy brutalnie pobili młodego mężczyznę, który ze złamanym oczodołem trafił do szpitala. Sprawcy zabrali mu pieniądze, papierosy i szalik. Śledczy ze Starego Miasta przeanalizowali monitoring, wtedy okazało się, że takich ataków było więcej. Trzeba piętnować takie zachowanie. I takie sprawy nagłaśniać. Ludzie przestają się czuć bezpiecznie. Otwarta przestrzeń - wszyscy wszystko widzą. Zero ograniczeń moralnych. Sprawcy to osoby w wieku od 20 do 30 lat. Podejrzani usłyszeli zarzuty udziału w pobiciu oraz rozboju. Dodatkowo jeden z 20-latków odpowie także za uszkodzenie ciała oraz posiadanie narkotyków. Cała piątka 3 najbliższe miesiące spędzi w areszcie, grozi im do 15 lat więzienia. Po wczorajszym wystąpieniu Karola III przed Kongresem termin "mowa królewska" zmienił znaczenie. Błyskotliwa, udekorowana wyszukanym poczuciem humoru, ważąca akcenty, miejscami wręcz dydaktyczna wobec administracji Donalda Trumpa. Dziś para królewska gości w Nowym Jorku, a komentarze do tej historycznej wizyty zbiera Marcin Antosiewicz. To miało być ceremonialne przemówienie okraszone angielskim humorem. I takie było. Na początku. Losy naszych narodów są ze sobą ściśle powiązane. Jak powiedział Oscar Wilde: w dzisiejszych czasach łączy nas z Ameryką właściwie wszystko, z wyjątkiem oczywiście języka. Król żartował także z amerykańskiego akcentu. Ale między żartami i uśmiechami celnie odpowiedział na ostatnie złośliwości prezydenta pod adresem NATO, że Sojusz jest papierowym tygrysem, a obecny brytyjski premier nie jest Churchillem, bo odmawia pomocy USA w wojnie z Iranem. Tuż po wydarzeniach z 11 września, kiedy NATO po raz pierwszy powołało się na artykuł 5, a Rada Bezpieczeństwa ONZ zjednoczyła się w obliczu terroru, wspólnie odpowiedzieliśmy na to wezwanie, tak jak czyni to nasz naród od ponad wieku. Ramię w ramię przetrwaliśmy dwie wojny światowe, zimną wojnę, konflikt w Afganistanie oraz inne momenty, które miały decydujący wpływ na nasze wspólne bezpieczeństwo. Dzisiaj ta niezłomna determinacja jest potrzebna do obrony Ukrainy i jej niezwykle odważnego narodu. Tych słów i aplauzu przede wszystkim opozycji prezydent nie mógł zignorować na wieczornym bankiecie. Chciałbym pogratulować Karolowi wspaniałego przemówienia w Kongresie. Sprawił, że Demokraci oklaskiwali go na stojąco. Mnie by się to nigdy nie udało. Prezydent ma rację. Szefowa protokołu Białego Domu w rozmowie z nami spodziewała się jedynie okolicznościowego przemówienia. Demokraci, w tym była spikerka Izby Reprezentantów, liczyli na jednoznaczne deklaracje. I się nie zawiedli. Jestem mu wdzięczna za wyrażenie poparcia dla Ukrainy. Nie wiem, czy to wpłynie na jego politykę wobec Ukrainy, bo jego ambasadorka właśnie zrezygnowała. W trakcie przemówienia króla w Kongresie pojawiła się informacja, że szefowa amerykańskiej ambasady w Kijowie zrezygnowała z funkcji ze względu na różnicę zdań z prezydentem. Przed rokiem to samo zrobiła jej poprzedniczka. Czy myśli pan, że przemówienie króla wpłynie na politykę prezydenta Trumpa wobec Ukrainy i Rosji? Myślę, że prezydent robi, co najlepsze dla kraju. I na tym poprzestanę. Nie wiem. Z pewnością mamy obecnie wiele problemów na świecie, z którymi musimy sobie poradzić. Wizyta króla ma ocieplić nadszarpniętą przyjaźń między Londynem i Waszyngtonem. Choć prezydent Trump podkreśla swoje przywiązanie do Wielkiej Brytanii i w swoim stylu przypomina o szkockich korzeniach własnej matki, która uwielbiała rodzinę królewską. Moja mama podkochiwała się w Karolu. Dacie wiarę? Można oczywiście szybciej i w epoce, gdy czas jest bezcenny, entuzjazm towarzyszący tej inicjatywie, może trochę dziwić. Z Paryża do Berlina, albo z powrotem - nocny pociąg wraca na tę trasę po latach i kolejki stoją po bilety. 15 godzin w kuszetce może nie do porównania z 90 minutami lotu, ale kolej serwuje klimat, który uwodzi nawet tych zawsze spóźnionych. Równo o 18.03 na dworcu północnym w Paryżu rozpoczyna się podróż w czasie. Nocny pociąg Paryż-Berlin wraca na tory. Nie jechałam nocnym pociągiem od 30 lat. Wycieczka do Berlina to prezent na 16. urodziny mojego syna. Wybraliśmy nocny pociąg, bo to coś wyjątkowego. Wyjątkowego dziś, ale w Europie, transgraniczne pociągi nocne aż do lat 80. były popularnym środkiem transportu. Wraz z rozwojem tanich lotów i kolei szybkich prędkości, zostały odsunięte na boczny tor. Tym razem w obsługę pociągu nie są zaangażowane koleje państwowe, a holendersko-belgijska spółdzielnia European Sleeper. To nasz przedział klasy średniej. Do zwykłego przedziału kuszetkowego z twardymi łóżkami dodaliśmy miękkie materace, pościel i wygodną poduszkę. Pociągi z Paryża do Berlina przez Belgię kursują 3 razy w tygodniu. Taka podróż trwa 15 godzin, samolotem 90 minut. On nie lubi latać. Pociąg jest lepszy dla klimatu. Europejczycy coraz chętniej przesiadają się do pociągów, ale wygodnych połączeń brakuje. Nie ma np. pociągu Paryż-Warszawa. Trzeba jechać z przesiadką i rezerwować osobne bilety, bez gwarancji, że zdążymy na kolejny pociąg. Liczymy na ujednolicenie europejskiego systemu. Jest już prawie 21.00 i zbliżamy się do granicy z Belgią. Nasza podróż tu się kończy, my wysiadamy na kolejnej stacji, ale pociąg jedzie dalej, kolejne 12 godzin do samego Berlina. Na miejscu czeka już Magdalena Gwóźdź Pallokat. Jest przed 9.00 rano - dworzec główny w Berlinie. Już za chwilę, przed czasem, co rzadkie w Niemczech, wjedzie pociąg z Paryża. Czas sprawdzić, jak przebiegła podróż. Podróż szybko minęła. Nie spodziewałam się, że będę tak dobrze spała. - A pan z rowerem? - Tak. Będę zwiedzał Berlin rowerem. Łatwiej przewieźć go pociągiem. Z tym przewoźnikiem, podróżując nocą, do Berlina można dojechać nie tylko z Paryża, ale i Brukseli, Amsterdamu, czy Pragi. Pociągi nocne są bardziej efektywne czasowo niż samoloty. Nawet jeśli lot samolotem nie trwa długo, to trzeba przecież dojechać do lotniska i to ze sporym zapasem. Do pociągu wystarczy wsiąść. Dojeżdżasz i nie musisz iść do hotelu. Masz cały dzień na zwiedzanie. Cieszę się, że wybraliśmy pociąg. Podróż była super. Tylko kiedy zasypiałem, ciągle z głośników słyszałem dokąd dojeżdżamy. I to w trzech językach. Myślałem: o nie, znowu! Podróżujący z i do Polski na takie połączenie na razie muszą poczekać. Myślę że byłoby zainteresowanie trasą z Brukseli czy Amsterdamu, do Warszawy lub Krakowa. Ale jest kilka przeszkód. Chociażby tych związanych różnymi przepisami. Z Warszawy do Berlina można co prawda dojechać nocnym pociągiem Intercity, ale bez wagonów sypialnych i kuszetek. Kilkunastogodzinna podróż nocnym pociągiem zapewne nie każdego zadowoli, ale dla tych, którzy wybierają tę opcję, liczy się to, że jest alternatywa do lotu. Szczególnie w czasach, gdy kerozyny zaczyna brakować. To wszystko w programie. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu Dnia" będzie prokurator Ewa Wrzosek, radca generalny Ministerstwo Sprawiedliwości. Dziękuję.