Tragiczny bilans - jednego dnia w Polsce uton-¾o 17 os#b. Polskie Orki - kupujemy trzy okręty podwodne ze Szwecji. Deportowani. Jedenastu obywateli Ukrainy i Białorusi wydalonych za powiązania z Rosją. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". Pierwszy wakacyjny weekend przyniósł czarne statystyki. Tylko wczoraj utonęło 17 osób - najwięcej od początku roku. A od początku czerwca w trakcie wypoczynku nad wodą zginęło aż 56 osób. Publikując dramatyczne dane, policja przypomina, że woda to żywioł i że każdego roku dochodzi do utonięć, których można było uniknąć. To symulacja, która pokazuje, jak niewiele dzieli dobrą zabawę od tragedii. Pozorantka nie ma na sobie kamizelki i nie przymocowała deski do swojej nogi, przez co po utracie równowagi wpada do wody i zaczyna się topić. Będąc bez żadnej kamizelki asekuracyjnej lub ratunkowej, prosimy się o tragedię. Tragedią pierwszy weekend wakacji zakończył się dla 21 osób, a tylko wczoraj utonięć było aż 17. To najtragiczniejszy dzień od początku roku. Tutaj w Siechnicach pod Wrocławiem na niestrzeżonej części kąpieliska 24-latek ruszył na pomoc pięć lat młodszemu koledze. Jeden kolega próbował ratować drugiego i obaj poszli pod wodę. Służbom udało się przywrócić krążenie u 19-latka, ale ratujący go kolega mimo reanimacji zmarł. Po tragicznym weekendzie ratownicy jeszcze raz apelują, żeby pamiętać o zasadach wypoczynku nad wodą. Jeśli widzimy jakieś zdarzenie, to też apel: krzyczmy o ratunek przede wszystkim. Jeśli nie jesteśmy przeszkolonymi ratownikami, nie wchodźmy do wody, nie próbujmy ratować. Największe szanse na to, że kąpiel będzie bezpieczna, daje obecność ratowników, dlatego powinniśmy wybierać tylko strzeżone kąpieliska. Zdecydowana większość, myślę, że nawet ponad 90% osób, tonie w miejscach, które są niestrzeżone bądź po prostu w miejscach strzeżonych w ciągu dnia, a jest już po godzinach pracy ratowników. Pamiętajmy o tym, żeby nie wchodzić do wody po alkoholu, nie wypływać zbyt daleko od brzegu, nie skakać do wody w nieznanych miejscach i jeśli jesteśmy rozgrzani, zanurzać się w chłodnej wodzie stopniowo. Zakładamy ją oburącz, z przodu zamykamy zapięcie główne. O kamizelce pamiętać trzeba zawsze, kiedy płyniemy kajakiem, łódką albo na SUP-ie. Bardzo często dochodzi do tego, że tych kamizelek nie ma, bo ludzie traktują to jako "na chwileczkę wypływamy tylko". A chwila, kiedy wpadamy rozgrzani do zimnej wody, może skończyć się tragicznie. Jeśli w pobliżu nie będzie ratownika, nasze szanse na przeżycie maleją drastycznie. Coś się stanie, nie będzie nam szybko udzielona pomoc, dla nas jest ważne te trzy do sześciu minut. Jeżeli w tym czasie nie udzielimy pomocy, to właściwie już jest szansa na odratowanie bardzo mała. Słoneczna pogoda zachęca do odpoczynku nad wodą. Widać to także w policyjnych statystykach. Fala rekordowych upałów dosłownie zalała kraj. I choć temperatura, jak widać to na mapie, w nocy nieco się obniży, to i tak wciąż pogoda jest rozgrzana do czerwoności, a synoptycy ostrzegają przed żarem i burzami. Lato od samego początku sprawdza naszą wytrzymałość, ale to także test odporności dla energetyki czy kolei. I przede wszystkim dla pasażerów, którzy dziś w wielu miejscach zamiast informacji o peronie i godzinie odjazdu, widzieli komunikat o odwołanej podróży. Rekordy temperatury i rozkręcone klimatyzatory. Nie spowodowały blackoutu. Z dostawami energii nie było problemów. Ostatnia fala upałów nie spowodowała żadnych perturbacji w pracy systemu. W weekendy zapotrzebowanie na moc i energię jest dużo niższe niż w dni robocze. Akurat fala upałów przypadła na sobotę i niedzielę. To tego dużo energii przy tej pogodzie wytwarza fotowoltaika. W niektórych godzinach źródła odnawialne zaspokajały ponad 70% zapotrzebowania. A było ono na poziomie 20 gigawatów. Jeszcze daleko od rekordowego. System energetyczny zdał test. Ale upał zaciągnął hamulec na kolei. Takich skasowanych połączeń było w całej Polsce prawie 130. Nie wytrzymuje infrastruktura kolejowa. Dochodziło do przypadków przeciążeń sieci, co automatycznie powodowało wyłączenie podstacji trakcyjnych i odłączenie zasilania. Włączenie tego zasilania z powrotem wymaga po prostu pracy. Temperatura odkształca też szyny. Dysponujemy też zespoły awaryjne, żeby możliwie szybko usuwały wszelkie awarie związane czy z siecią trakcyjną, czy z wyboczeniami torów. Przewoźnicy kolejowi odwoływali połączenia. Spółka Intercity, odpowiedzialna za pociągi dalekobieżne, odwołała ich 21. To na tych trasach. To jest 5% naszych pociągów, które uruchamiamy dziennie. Ale zrobiliśmy to w trosce o pasażerów. W trosce o to, żeby mieć lepszą przepustowość na linii, jeżeli chodzi o pociągi pasażerskie. To one mają priorytet. Ministerstwo infrastruktury niemal na cały dzień usunęło z tras pociągi towarowe. Pasażerskich wyjechało mniej, ale przewoźnicy dogadali się co do honorowania biletów. Oferujemy albo zastępczą komunikację autobusową, albo skomunikowania innymi pociągami innych przewoźników kolejowych, nasze bilety są honorowane w związku z tą sytuacją. Można też zwracać bilety bez potrącenia części ich ceny. Już wiadomo, że pociągi będą odwoływane także jutro. Przewoźnicy proszą o śledzenie aktualności na stronach internetowych i słuchanie komunikatów na dworcach. Utrudniania, choć nie tak poważne jak na kolei, były też na warszawskim lotnisku Chopina. Wczoraj na jednym z pasów pojawiły się pęknięcia i cały ruch prowadzony był z drugiego pasa. W nocy usterkę naprawiono. Prognozowana niższa temperatura nie oznacza, że będzie spokojnie. Już na zachodzie, południu, w centrum i na południowym wschodzie burze z gradem, nawalne opady deszczu, lokalnie dość silny i porywisty wiatr 100 km/h. Niewykluczone, że te wartości będą jeszcze wyższe. A to może oznaczać kolejne kłopoty. Początek poniedziałkowej "19.30" zdominowała pogoda, ale mamy dla państwa także takie tematy. Ekskluzywny news. Lewandowski zagra w Chicago? Będzie traktowany w Stanach jak gwiazda. Będzie drugim najlepiej zarabiającym piłkarzem amerykańskiej ligi po Leo Messim. Życzę mu, by zdobył mistrzostwo w USA. Najdłużej czekali marynarze, ale to dobra wiadomość dla nas wszystkich. W Gdyni polski rząd podpisał umowę ze Szwecją na nowe okręty podwodne. Zakup trzech jednostek typu A26 to jeden z najdroższych polskich programów zbrojeniowych ostatnich lat, a koszt łącznie z uzbrojeniem to co najmniej kilkanaście miliardów złotych. O zakupach nowych okrętów podwodnych dyskutowano od trzech dekad, kiedy więc Orki przypłyną ze Szwecji? Na ten podpis polska marynarka czekała latami. W towarzystwie premierów Polski i Szwecji program Orka staje się faktem. Robimy to wszystko także dla naszych dzieci i wnuków, aby nasz region, nasze oba państwa, Morze Bałtyckie, był obszarem pokoju i bezpieczeństwa, a nie tak jak bywa dzisiaj, obszarem niepokoju i zagrożeń. Jedna z największych umów zbrojeniowych tej dekady została podpisana na fregacie ORP Kościuszko. To tu w porcie wojennym w Gdyni będą stacjonować nowe okręty podwodne A26. Polska od Szwecji kupi trzy takie okręty za 18 miliardów złotych. To dzień historyczny, to jest kamień milowy. Polska otrzyma jedną z najsilniejszych flot w NATO i to wszystko przyczyni się do ogromnej siły wojskowej obu naszych krajów. Szwecja w ubiegłym roku została partnerem programu Orka. Jej okręty podwodne produkowane są w tej fabryce Saaba. A26 jest długi na ponad 66 metrów, pomieści maksymalnie 35 osób załogi. Jest wyposażony w kilka wyrzutni torpedowych. Może pozostawać pod wodą nawet przez kilka dni. Do tego jest bardzo trudno wykrywalny. To jest taki game changer, jeżeli chodzi o marynarkę wojenną, a co najważniejsze są to jednostki specjalne przygotowanie do działania na Bałtyku, morzu trudnym zarówno hydrologicznie jak i także płytkim. Ostatni raz Polska kupiła nowy okręt podwodny 40 lat temu. Wysłużony ORP Orzeł jest jedynym okrętem podwodnym, którym dysponuje Marynarka Wojenna. Rozwój technologiczny w wielu obszarach uzbrojenia, także w przypadku okrętów podwodnych, poszedł tak daleko, że my musimy jako przemysł polski, jako PGZ, nabywać te kompetencje kompletnie od początku. ORP Sokół. Okręt, który przypomina historię polskiej floty podwodnej. Historię opartą przez lata głównie na jednostkach radzieckiej konstrukcji. Gdyby porównać z nimi nowe okręty, to trochę jak zmienić samochód z lat 60. czy 80. na nowoczesny, naszpikowany elektroniką model. Bo okręty mają wykrywać zagrożenia jeszcze przed podjęciem działań przez przeciwnika. A tych zdolności nowych okrętów obawia się Rosja. To jest prawie niewidzialny okręt. Można porównać go do F-35 w powietrzu, pod wodą właśnie A26 są takimi F-35 o niezwykłych zdolnościach, o niezwykłej precyzji działania i niewidocznych dla naszego adwersarza. Po podpisaniu umowy kolejnym krokiem będą szkolenia. Pierwsi polscy marynarze wyjadą do Szwecji w sierpniu. Chcemy dzielić się naszym doświadczeniem z domeny podwodnej i chcemy blisko współpracować w zakresie praktyk z polską marynarką wojenną. Widzimy, dla kogo to robimy. Spotykamy się z młodym pokoleniem marynarzy, którzy rzeczywiście wierzą, że do tej pory wierzyli, że ktoś im te okręty kupi, okręty zostały kupione, więc teraz tylko z górki. Ale te oczekiwania marynarzy trwały długo. Bo program Orka, który miał pozyskać nowe okręty podwodne, oficjalnie ruszył w 2010 roku. Poprzednie rządy program i zakupy odkładały. Grubo ponad 20 lat przymierzaliśmy się do pozyskania tej zdolności, różne przeciwności losu różnej natury nie pozwalały do dopłynięcia do tego portu. Pierwszy z trzech okrętów podwodnych A26 dopłynie do polskiego portu za 4 lata. Mieli rekrutować i opłacać uczestników demonstracji organizowanych wśród ukraińskich uchodźców. Funkcjonariusze ABW zatrzymali obywateli Ukrainy i Białorusi - to łącznie 11 osób, które mają być powiązane z Rosją, inspirującą i finansującą ich działania. Ta demonstracja przeciwników Wołodymyra Zełeńskiego odbyła się dwa miesiące temu we Wrocławiu. Ukraińscy uchodźcy w Polsce protestowali, jak twierdzili, przeciwko korupcji rządu w Kijowie. Ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że była to zorganizowana, opłacana akcja na zlecenie Kremla. Rzekomo proukraińscy demonstranci zostali przywiezieni do Wrocławia z różnych części kraju i podczas protestu powielali rosyjską propagandę. Teraz osoby odpowiedzialne za te prowokacje wpadły w ręce polskich służb. Na ich trop wpadli funkcjonariusz ABW i jasno i wyraźnie ustalili, że te wszystkie demonstracje były organizowane za pieniądze rosyjskie. Od jesieni 2025 roku osoby te rekrutowały i opłacały uczestników demonstracji organizowanych wśród ukraińskich uchodźców przebywających w Polsce. Łącznie zatrzymano 11 osób - 9 obywateli Ukrainy i 2 Białorusinów. Wszystkich natychmiast deportowano z Polski i otrzymali zakaz wjazdu do krajów strefy Schengen na 10 lat. Bo takie akcje, choć nie są bezpośrednim aktem agresji, są niezwykle niebezpieczne w sferze dezinformacji. To nawet nie chodzi o to, co się wydarzy lub nie wydarzy na takiej demonstracji. Chodzi o to, że w ogóle ona zaistniała i że zostanie przekazana przez media różnego rodzaju z różnym rodzajem komentarza. I tak też się stało w przypadku kwietniowego protestu zorganizowanego we Wrocławiu. Prorosyjskie portale natychmiast podchwyciły rzekomo antykijowskie nastroje wśród uchodźców w Polsce. Chodzi o wywołanie niepokojów społecznych, eskalację tych działań, przede wszystkim oddziaływanie w postaci dywersji, sabotażu, m.in. dużych kampanii informacyjnych, angażowanie środowisk migracyjnych do tego typu działań na terenie Polski. Bo wojna prowadzona militarnie to tylko jedno oblicze rosyjskiej agresji. Prowadzone jednocześnie działania sączące antyukraińską propagandę, także w przekazie podprogowym, to równie groźne i niestety skuteczne narzędzie kremlowskiej machiny. Dlatego służby apelują o to, by dokładnie weryfikować wszystkie inicjatywy, w jakich bierzemy udział. Nie dać się zwieść, nie uczestniczyć w protestach, które właśnie są organizowane na zlecenie Rosji, za rosyjskie pieniądze. By samemu nie stać się narzędziem w rękach wroga. Czerwone światło dla rozejmu. Rosja odrzuca ukraińską propozycję i zamiast wstrzymania wzajemnych ataków dalekiego zasięgu, chce dalszej ofensywy. Odpowiedź Władimira Putina to eskalacja działań na froncie, którą chce zakończyć dopiero po przejęciu pełnej kontroli nad okupowanymi regionami Ukrainy. Taki plan agresor ma zresztą od początku pełnoskalowej wojny i mimo upływu lat nie udaje mu się go zrealizować. Już nie galopujące ceny paliw, a to, czy w ogóle uda się zatankować, stało się największym problemem Rosjan. W całym mieście nie ma benzyny. Kierowcom coraz częściej puszczają nerwy. Bo braki na stacjach w kraju, który jest jednym z trzech największych na świecie producentów ropy naftowej, to sytuacja bezprecedensowa. Nie możemy zatankować. To problem. Dają tylko 20 litrów na osobę. Potem musisz wrócić do kolejki. Kryzys paliwowy dotarł już nawet do Moskwy, gdzie również zaczęto racjonować paliwo. Czy rozumiesz, jak mogło do tego dojść? Oczywiście, ale nie powiem. To niebezpieczne, nie wolno nam o tym rozmawiać. Milczeć do tej pory wolał też Władimir Putin. Ale w końcu po ponad miesiącu takich ukraińskich ataków dronowych na rosyjskie rafinerie po raz pierwszy publicznie przyznał, że problem istnieje. Oczywiście te ataki na naszą infrastrukturę powodują problemy, to oczywiste. Obecnie obserwujemy pewne niedobory, ale nie są one krytyczne. I według niego nie powstrzymają dalszych ataków rosyjskiej armii. Putin nadal chce podbić Ukrainę. Dlatego propozycję Kijowa wzajemnego wstrzymania ataków dalekiego zasięgu odrzucił. Powód tej propozycji jest oczywisty. Nasze ataki odwetowe w głąb terytorium Ukrainy są znacznie potężniejsze, bardziej precyzyjne i bardziej niszczycielskie, co pociąga za sobą naprawdę poważne konsekwencje dla reżimu w Kijowie. Cel Kremla jest niezmienny. Przejęcie pełnej kontroli nad całym Donbasem oraz obwodami zaporoskim i chersońskim. Ale od miesięcy na większości odcinków liczącego około 1200 kilometrów frontu Rosjanie utknęli i nie notują postępów. Wyjątkiem może być Konstantynówka. Jedna z kluczowych twierdz w ukraińskim pasie fortec w Donbasie. Do miasta zaczęli przenikać Rosjanie. Bitwa o nie może być jednak długa i krwawa. A w rosyjskiej armii narasta bunt na panujące w niej warunki. To apel rosyjskiego weterana do Putina. Jeżeli w najbliższym czasie nie zostanę zaproszony na Kreml i nie wystąpię na żywo obok pana, armia skieruje swoją broń przeciwko Kremlowi. Nagranie jest hitem w Rosji. W ciągu doby obejrzano je prawie 12 milionów razy. Weteran został w tym czasie aresztowany. 5 osób zginęło w strzelaninie w mieście Stade koło Hamburga, na północy Niemiec. Domniemany sprawca zbrodni został zatrzymany. Policja ustala przyczynę tragedii. Do ataku doszło w placówce opiekuńczej dla młodzieży. Wszystkie ofiary to osoby dorosłe. Nie wiadomo, jaki był motyw zbrodni. Według świadków po oddaniu strzałów domniemany sprawca ataku wraz z kobietą próbowali uciec samochodem z miejsca zdarzenia. Pojazd, jak podają lokalne media, został ostrzelany przez policję, a kierowca i pasażerka zatrzymani. To drugie podejście w ciągu niespełna tygodnia, tym razem z pełnomocnikiem. W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie od rana trwa przesłuchanie byłego ordynatora chirurgii z warszawskiego Szpitala Południowego. Jak poinformowała prokuratura, "przesłuchanie jest bardzo produktywne" i Emil Jędrzejewski nie chce go dziś przerywać. A to zupełnie inna postawa niż przy okazji pierwszego spotkania lekarza ze śledczymi. Doktor Emil Jędrzejewski ponownie w warszawskiej prokuraturze. Tym razem w towarzystwie prawnika. Po to przyszedł pan doktor, żeby złożyć zeznania, to jest jasna sprawa. Kilka dni temu jasna nie była. W środę lekarz-sygnalista stawił się w prokuraturze, ale milczał, tłumacząc się brakiem pełnomocnika. Jak słyszymy, dziś Jędrzejewski chętnie odpowiada na pytania śledczych. Przesłuchanie jest bardzo produktywne. Trwa od rana i ma potrwać do późnego wieczora. Zgodnie z wolą i pełnomocnika, i świadka, jest dążenie do tego, by nie było przerwane to przesłuchanie i by nie był wyznaczany kolejny termin. Śledczy mają mnóstwo pytań, bo były ordynator chirurgii Szpitala Południowego w Warszawie w wywiadzie dla Kanału Zero stawiał mocne oskarżenia. Traktuje ludzi jak fantomy. A jeżeli fantom się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty. Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. Mowa o tym młodym lekarzu. Dawid Kacprzyk pracował na SOR-ze, był koordynatorem oddziału, miał samowolnie stworzyć tak zwany salonik dla VIP-ów. Padł ofiarą sygnalisty, który jest totalnie niewiarygodny. Prawnik Kacprzyka zapowiada pozew o naruszenie dóbr osobistych jego klienta. Sugeruje też, że to Jędrzejewski operował swoich prywatnych pacjentów w publicznym szpitalu poza kolejką. W każdy wtorek 3-4 osoby były zgłaszane i nie wiadomo, skąd te osoby pochodziły. Obaj skonfliktowani lekarze nie pracują już w Szpitalu Południowym. Kacprzyk złożył też legitymację partyjną - był radnym Koalicji Obywatelskiej. W zeszłym roku zarobił ponad półtora miliona złotych, po wybuchu afery część pieniędzy zwrócił, niejako przyznając, że część jego dyżurów była tylko na papierze. Z kontraktu wynika, że musiałby pracować codziennie po kilkanaście godzin. A miał też umowę w innym szpitalu. Naczelna Izba Lekarska sprawdza te doniesienia. Zostały wszczęte dwa postępowania u rzecznika odpowiedzialności zawodowej dotyczące tych dwóch zawiadomień medialnych, czyli pana doktora Kacprzyka i doktora Jędrzejewskiego. To niejedyna kontrola w Szpitalu Południowym. Do placówki weszli też audytorzy ze stołecznego ratusza, NFZ, inspekcji pracy i ministerstwa zdrowia. Jednocześnie dwa śledztwa prowadzi prokuratura. Teraz ważne pytania o CV byłego agenta CBA. Jak informują dziennikarze Onetu i TVN24, Artur Chodziński, który w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy był jednym z najbardziej wpływowych funkcjonariuszy Agencji, miał pracować dla kierującego Zondacrypto Przemysława Krala. Ciekawych wątków jest więcej. Nie znam człowieka. Osoba związana z PiS-em. Tak PiS dziś dystansuje się od tego człowieka. A to był jeden z najbardziej wpływowych funkcjonariuszy CBA za rządów PiS-u. To nie znaczy, że my do tego pociągu nie mamy wsiąść. Tu na partyjnej imprezie w Katowicach. Dziś redakcje Onetu i TVN24 ujawniły, że Artur Chodziński pracował dla Przemysława Krala. Prezesa giełdy Zondacrypto. Pan jest zaskoczony? Nie, to potwierdza tylko, że to się układa w jedną całość. Całość pod szyldem kryptoafery. Na tej planszy wyraźnie widać, jak bliskie relacje łączyły prezydenta, Konfederację, PiS i jej medialną przybudówkę z firmą Zondacrypto. Tu dochodzi nowy wątek: współpraca Chodzińskiego z prezesem giełdy. Która oszukała tysiące Polaków na łącznie 400 mln złotych. To jest bardzo konkretny układ zamknięty polegający na towarzystwie wzajemnej adoracji, i to adoracji finansowej czy pośrednio finansowej. Według rządzących to właśnie to miało przełożyć się na polityczny sprzeciw prawicy wobec ustawy, która miała uregulować rynek kryptowalut. Nie podpiszę. Przypomnijmy - ustawę już trzy razy zawetował prezydent. Blokowanie ustawy o kryptowalutach to nie jest przypadek. Zobaczymy, kto następny będzie. Może się okazać, że na patoprawicy co drugi siedzi w kieszeni giełd kryptowalut. To jest przerażające. Artur Chodziński teraz broni się i twierdzi, że nigdy nie pracował dla Przemysława Krala, ale Onet dotarł do korespondencji Chodzińskiego z byłymi partnerami z jego fundacji, w której on sam napisał: Dalej Chodziński tłumaczy, że zajmował się analizą prywatnych spraw cywilnych oraz karnych właściciela Zondacrypto. Jak to sam ujął - między innymi "za bardzo dobre pieniądze". I o to próbujemy pytać po raz drugi polityka PiS-u. Czy to w was uderza? Kto jest powiązany z PiS? Artur Chodziński. Nie znam takiego nazwiska. A jestem w PiS prawie 20 lat. W CBA był agentem. Jeśli był agentem, to na pewno nie był powiązany z PiS-em. To nieprawda - odpowiadają rządzący. Z krwi i kości człowiek ulepiony z pisowskiej gliny. Artur Chodziński w CBA był jednym z najbardziej zaufanych Mariusza Kamińskiego z PiS-u. Pan Chodziński został wyrzucony z CBA m.in. za sprowadzanie prostytutek do CBA i wrócił, kiedy PiS wrócił do władzy. To on też wrócił. I był zaufanym człowiekiem Kamińskiego. Do tego bardzo często pojawiał się w Pałacu Prezydenckim u Nawrockiego. To dowód. Zdjęcie, które Chodziński sam opublikował w internecie. Pytamy więc Kancelarię Prezydenta: czy prezydent albo jego ludzie kiedykolwiek poruszali z Arturem Chodzińskim temat regulacji rynku kryptowalut? Informujemy, że nie było takich rozmów. Ucina biuro prasowe. Rządzący nie dają wiary. Nawrocki jest ambasadorem tych giełd kryptowalut, żeby tego nie uporządkować, żeby tego nie uregulować. Rząd na razie nie przedstawił czwartej wersji projektu ustawy regulującej rynek kryptowalut. Podobno to już przesądzone, brakuje jedynie oficjalnego komunikatu. Po długich negocjacjach i wielu propozycjach, Robert Lewandowski miał postawić na Stany Zjednoczone. Wszystko wskazuje na to, że kapitan Biało-Czerwonych Dumę Katalonii zamieni na Chicago Fire, o czym sam klub ma poinformować jeszcze w tym tygodniu. Determinacja, by pozyskać piłkarską gwiazdę nie tylko za oceanem była ogromna, co więc przesądziło? Może i Polska nie gra na mundialu w USA, ale mimo to za oceanem nazwisko "Lewandowski" jest na ustach wszystkich. Ekskluzywny news, potwierdzający dopięcie umowy między Lewandowskim a klubem z MLS. Po 20 latach gry w topowych europejskich klubach Lewandowski przenosi się do Chicago Fire. La Ligę zamienia na Major League Soccer. Jest to liga, która rośnie, która się rozwija, która ma na siebie pomysł i ten piłkarski, i ten sportowy, ale też marketingowy. A drużyny z Wietrznego Miasta nie trzeba reklamować polskim kibicom. Pierwsze i jak na razie jej jedyne mistrzostwo kraju zdobyło polskie trio: Piotr Nowak, Jerzy Podbrożny oraz Roman Kosecki. Polski snajper trzyma kciuki, żeby Lewandowski w brawach Strażaków powtórzył jego sukces. Życzę mu serdecznie, żeby zdobył mistrzostwo USA. Pamiętajmy, że w Stanach liczy się zwycięzca, a poza tym dla MLS to jest kolejna gwiazda. W drodze po puchary Lewandowski będzie mógł liczyć na wsparcie polskich kibiców na trybunach. W Chicago mieszka półtora miliona Polonii. Transfer Lewandowskiego ma być dla klubu z Chicago początkiem większego projektu. Lewy ma dać nowe życie drużynie i przywrócić ją na wielkie piłkarskie tory. Robert ma być takim motorem napędowym i ten zespół ma być budowany wokół niego. Myślę, że to jest też to, co przekonało Roberta. Do przeprowadzki za ocena miała również przekonać go ta wizyta w Chicago. Władze Strażaków przyjęły go po królewsku. Na trasie z lotniska ustawiono bilbordy, a trener postawił go na równi z Messim. Lewandowski byłby świetnym nabytkiem nie tylko dla Chicago Fire, ale i dla całej ligi. To zawodnik wielkiego kalibru. Uważamy, że pod względem umiejętności jest na równi z Messim. Lewandowski ma dostać dwuletni kontrakt z możliwością przedłużenia o rok. Za sezon zarobi około 20 milionów dolarów, w lidze więcej dostaje tylko Messi. Do tego bonusy ze sprzedaży koszulek, ale klub zaopiekuje się też rodziną piłkarza, najlepsza szkoła dla córek, dla żony klub fitness. Jego żona Anna ma zamiar wprowadzić na rynek swoją linię kosmetyków, ma zamiar sprzedawać ją także w USA. Tutaj myślę, że nie było to bez znaczenia. Nie bez znaczenia pozostaje pytanie, czy Lewandowski, grając w MLS, jest w stanie utrzymać poziom reprezentacyjny. Dopóki będzie się czuł tej kadrze potrzebny, to niezależnie, gdzie będzie grał, zawsze będzie przyjeżdżał w dobrej dyspozycji. Lewandowski ma podpisać kontrakt w najbliższych dniach i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zadebiutuje 16 lipca przeciwko Vancouver White Caps. Gościem "Pytania Dnia" będzie senator Marek Borowski. Bardzo państwu dziękuję i do zobaczenia.