Spotkanie partnerów. Donald Tusk i Wołodymyr Zełenski rozmawiali w Lublinie. Rozwód minus. Klub PiS bez posłów Morawieckiego, oni mają własny klub. Mundial na sprzedaż. FIFA chce zgarnąć miliardy dolarów za prawa do meczów. Zbigniew Łuczyński. Dobry wieczór. To spotkanie za zamkniętymi drzwiami. Ale w sytuacji napiętych relacji po upamiętnieniu UPA w Ukrainie rozmowa pomiędzy prezydentem Wołodymyrem Zełenskim a Donaldem Tuskiem nabiera szczególnego znaczenia. Droga powrotna ukraińskiego prezydenta prowadzi przez Polskę. Oby efekty tej rozmowy były inne niż ton nienawiści, który coraz częściej pobrzmiewa w narracji niektórych polityków, milczeniu prezydenta i na wrocławskiej ulicy. To niezapowiadany wcześniej przystanek w drodze powrotnej Wołodymyra Zełenskiego z USA. Po spotkaniu konferencji nie było. Premier napisał, że rozmowa dotyczyła ustaleń z Waszyngtonu, wspólnych inwestycji i wsparcia militarnego Ukrainy. Tematów do omówienia - znacznie więcej. To pierwsze takie spotkanie po zaostrzeniu polsko-ukraińskich stosunków, które odbywa się w cieniu wydarzeń z Wrocławia, Łodzi i Bielska-Białej. Oni się ośmielili właśnie dlatego, że mają dzisiaj politycznych patronów, polityczne przykłady, polityczne wsparcie. Zwracam się bezpośrednio do prezydenta, żeby przestał milczeć w tej sprawie. Mimo takich apeli prezydent milczy. Cisza wobec tragedii ludzkiej jest zgodą na tę tragedię. Choć o Ukraińcach wcześniej mówił wiele. Powinni być traktowani jak każda inna mniejszość narodowa. Promując swoją wizję wzajemnych relacji, w której miejsca na dotychczasowe wsparcie nie ma. Są granice, których w relacjach polsko-ukraińskich przekraczać nie wolno. Mówił prezydent, ogłaszając decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Powodem było nadanie imienia bohaterów UPA jednej z jednostek bojowych. Choć do podobnych sytuacji 3 lata temu jako szef IPN-u podchodził z taką wyrozumiałością. Uznaję, że swoich bohaterów mają Ukraińcy prawo wybierać. Jeśli dla nich bohaterem jest Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz, Od tego czasu sytuacja Ukrainy się nie zmieniła. Wciąż walczy z rosyjską agresją. Ale na prawicy zmienił się klimat. Na niechęci do innych, do naszych sąsiadów, prawica będzie chciała szukać szansy dla poniesienia swoich notowań. Już to robi. Powtarzając, jak wynika z raportu NASK, takie tezy propagandy Kremla, wrzucane do polskich mediów społecznościowych. Wśród nich przekaz, że pomoc Ukrainie osłabia Polskę. To Moskwa. A to prawica. Zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie. Odesłać wszystkich Ukraińców na Ukrainę. Bez tych przywilejów, bez dostępów do polskiego socjalu. Według wyliczeń GUS na każdą złotówkę, która do Ukraińców trafia w ramach świadczeń społecznych, przypada ponad 5 zł, które wpłacają oni do polskiego budżetu. Ale o tym prawica milczy. To jej się opłaca we własnym sosie, tylko to się Polsce nie opłaca, tym, którzy przyjeżdżają do Polski, to się nie opłaca. I reputacji Polski to się nie opłaca. Budowanie na wrogości, nienawiści, na takim szowinizmie nigdy dobrze się nie kończy. Pytana o to dziś prawica, reaguje tak, jakby takie słowa... Naród musi otworzyć oczy. ...wypowiadał ktoś inny. Czy prawica ma sobie coś do zarzucenia? Nie mamy sobie nic do zarzucenia. To jest narracja koalicji 13 grudnia. Przez Tuska i Czarzastego fala agresji wzrasta. Nie ma na to zgody. A nie przez nakręcanie m.in. przez pana antyukraińskiej narracji? Ja jestem zwolennikiem prostej rzeczy: Polska dla Polaków. To hasło przypomina najgorsze karty historii. Kiedyś obowiązywało w Polsce getto ławkowe. Mam nadzieję, że Polacy dadzą odpór tej fali nienawiści. Prezydent na razie tylko się przygląda. Z jednej strony wizerunek Polski i zysk gospodarczy, z drugiej - korzyść polityczna dla prawicy. Odpowiedź na pytanie, gdzie jest polska racja stanu, o której prezydent tak często mówi, wydaje się oczywista. Jednym z aresztowanych po ataku na ukraińską parę we Wrocławiu jest Adam C. mający za sobą kryminalną przeszłość, a także udział w turniejach organizowanych przez federację Gromda. Federacja odcina się od pobicia, ale to w jej mediach społecznościowych znalazło się wcześniej nawoływanie do przemocy wobec obywateli Ukrainy. O mowie nienawiści, która przeradza się w krew. Na pięściach Artur C. wytatuował imiona synów. Tymi pięściami w niedzielę skatował parę Ukraińców: Anastazję i Maksyma. Dziś sąd podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie dla agresora. C. to recydywista. 10 lat spędził w więzieniu. Drugi z aresztowanych napastników, Tomasz M., to pseudokibic. Pobicie, którego byli sprawcami, powiększa niechlubne statystyki ataków na obcokrajowców w Polsce. Taki uliczny bandyta myśli, że mu się to upiecze, bo skoro tacy ludzie w elitach, w telewizji mówią rzeczy dość agresywne o tej grupie, to może wcale nic go nie spotka złego, jak ich atakuje. Federacja walk na gołe pięści Gromda, do której należy C., do promocji od dawna wykorzystuje ksenofobiczne treści. Jak im się tak bardzo nudzi, to wynocha do siebie. Walczyć za swój kraj. Szef Gromdy, Mariusz Grabowski, odciął się od ataku we Wrocławiu, ale sam ma na koncie kryminalną przeszłość: kradzież z włamaniem, oszustwo, współudział w porwaniu dla okupu. Rok temu Gromda wsparła Ruch Obrony Granic. Wchodzicie do naszego kraju na własną odpowiedzialność. Ruch, który powołał do życia Robert Bąkiewicz. Ten sam, którego prezes Jarosław Kaczyński nazywał "wybitnym działaczem społecznym" i "mądrym, dzielnym człowiekiem". Te chwasty trzeba z polskiej ziemi powyrywać. I napalm na tę ziemię rzucać, żeby nigdy nie odrosły. Dziś słowami Bąkiewicza zajmuje się prokuratura. Ale od takich słów, co podkreślają eksperci, do przemocy już tylko krok. Mowa nienawiści ma swoje konsekwencje. Prowadzi de facto wprost do aktów przemocy fizycznej, do przypadków agresji. To już Lublin, wiec Braci Kamratów regularnie paradujących po ulicach polskich miast w mundurach przypominających te wojskowe. Ukrainiec nigdy nie będzie moim bratem. Tak mi dopomóż Bóg. O powstrzymanie fali nienawiści apeluje premier. Eksperci zgodnie przyznają, że oprócz apeli potrzeba szybkiego działania policji, prokuratury, sądów jako obywatele mamy prawo oczekiwać, że instytucje do tego powołane w sposób znacznie bardziej energiczny i konsekwentny będą stosowały przepisy. To samo mówią Ukraińcy, także ci z Wrocławia. To bardzo ważny sygnał, na który patrzy wielu Ukraińców wierzących, że Polska dalej pozostaje państwem europejskim, sprawiedliwym i domem, który tak chcieli znaleźć. A na dowód tego - zachowanie tych pasażerów podmiejskiej kolejki, którzy wyrzucili z pociągu dwóch mężczyzn obrażających podróżnych z Ukrainy. Są jeszcze w PiS, ale tylko formalnie i raczej już niedługo. Bo Mateusz Morawiecki zapowiada nowe "spojrzenie w przyszłość i koniec partyjnych przepychanek". A droga do tego to klub parlamentarny pod nazwą Rozwój Plus. To rozwój, który wprost prowadzi do rozwodu po tym, gdy prezes PiS zakazał stowarzyszeń wewnątrz partii, a miejsce współpracy zajmują często wzajemne oskarżenia i wylewanie żalu. Koledzy odchodzą. 41 kolegów i koleżanek odchodzi. Naprawdę? To bardzo ciekawe. Być może jest tak, jak pan mówi. Można udawać, że nic się nie stało. Kompletnie mnie to nie interesuje. Można zaklinać rzeczywistość. Jak pan odnajduje się w tej nowej sytuacji? Bez zmian. Ale to nie zmieni faktu, że w tym momencie to koniec PiS-u, jaki znamy. Partia Jarosława Kaczyńskiego się podzieliła. I jest to największy rozłam w historii tego ugrupowania. Prawdziwi rozłamowcy chcą doprowadzić do tego, żebyśmy się zajmowali życiem partyjnym. A my chcemy iść dalej. Dalej oznacza nowy klub parlamentarny. Który będzie liczył 40 posłów i jednego senatora. To zapewnia mu status trzeciego co do wielkości klubu parlamentarnego w Sejmie. A to oznacza, że klub PiS nie będzie już największym klubem w Sejmie. Sytuacja wygląda więc tak. Morawiecki zrezygnował z funkcji, na którą rekomendował go Kaczyński, czyli przewodniczącego Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Teraz pokieruje własnym klubem. Wniosek trafił już do marszałka Sejmu. Rozstanie odbywa się w atmosferze wzajemnych oskarżeń. Zostaliśmy wypchnięci z klubu parlamentarnego. Posłowie nie mają elementarnych narzędzi do swojej pracy. To, co robi Mateusz Morawiecki, wpisuje się tak naprawdę w scenariusz przygotowany w Alejach Ujazdowskich przez Donalda Tuska. I tu zaskoczenie, bo Morawiecki i jego ludzie formalnie wciąż są w PiS-ie. Bo wczoraj kierownictwo partii zatwierdziło jedynie liczbę osób, które nie złożyły partyjnych lojalek. Ktoś dzisiaj wyrzucony z partii czy nie? Od strony formalnoprawnej należy dopiąć to na poziomie rzecznika dyscypliny. Teraz to Karol Karski ma rozmawiać z każdym z rozłamowców osobno. Chętnych jednak nie widać. Ja na spotkanie z panem prof. Karskim się nie wybieram. O co chodzi w tym całym zamieszaniu? Żadna ze stron nie chce wziąć odpowiedzialności za rozbicie prawicy. Wyborcy PiS-u mogliby tego nie wybaczyć. Dlatego trwa przeciąganie liny. Ludzie Morawieckiego nie oddają legitymacji, a ludzie Kaczyńskiego nie chcą ich wyrzucić. Rozbijają PiS, zakładając konkurencyjny klub. To dlaczego nie wyrzucicie ich z automatu? Wiceprezes PiS-u nie milczy. A rządzący mówią wprost: Kaczyński nie spodziewał się tak dużego rozłamu. Kaczyński, bezzębny lider popękanej prawicy. Polityczne zęby wybił mu Mateusz Morawiecki. W panice zmienił zdanie wczoraj, myśląc, że jeszcze kogoś przeciągnie, że kogoś wyciągnie. Do tego Kaczyński chciał przy okazji opóźnić powstanie nowego klubu. A jak nie wiadomo, o co chodzi... Kaczyński policzył i chciałby jeszcze jeden miesiąc mieć pieniądze z Kancelarii Sejmu na tych posłów. Przy 40 posłach to może być około 100 tys. miesięcznie. Ludzie Morawieckiego nie odpuścili. Dołączył do nich kolejny poseł. Ja wybieram Mateusza Morawieckiego. I zaczęli prężyć muskuły. Mówił stronnik Morawieckiego, wchodząc do siedziby stowarzyszenia. skąd dochodziły takie okrzyki. Mateusz! Mateusz! "Zdradzeusz" - odpowiada w sieci stronnik Kaczyńskiego. Przed tym, jak mieli władzę, łączyło ich koryto. Łączyła ich kasa. Teraz te zasoby wyprowadzone z RARS-u, Funduszu Sprawiedliwości się kończą. I pokłócili się chłopcy. Choć niektórzy wciąż udają, że wszystko jest dobrze. Chciałem wam przedstawić młodych ludzi, którzy są przyszłością PiS. Musi pan uważać, żeby Mateusz Morawiecki ich nie zgarnął do swojego stowarzyszenia. Przemysław Czarnek pokazuje przyszłość PiS-u. Problem w tym, że jego teraźniejszość właśnie się rozpada. Od dziś będzie stała na straży wolności i praw człowieka. Sylwia Gregorczyk-Abram złożyła przed Sejmem ślubowanie i tym samym została nowym rzecznikiem praw obywatelskich. Adwokatka zastąpiła na stanowisku Marcina Wiącka. Ja od dziś całą swoją wiedzę, doświadczenie, energię, zaangażowanie chciałam poświęcić temu, aby urząd rzecznika był jak najbliżej ludzi. Aby pomiędzy tą konstytucyjną obietnicą ochrony praw i wolności, którą każdego dnia składa obywatelom państwo, nie powstawała przepaść. Sylwia Gregorczyk-Abram od ponad 20 lat zajmuje się ochroną praw człowieka. Jest współzałożycielką inicjatywy Wolne Sądy. Podczas jej zaprzysiężenia na stanowisko rzecznika praw obywatelskich posłowie PiS demonstracyjnie opuścili salę plenarną. To jest "19.30", główny program informacyjny TVP, a wśród dzisiejszych wiadomości... Wirusowe zapalenia wątroby. Może przebiegać bardzo ciężko, nawet ze skutkiem śmiertelnym. To jest ciężka choroba, tak że trzeba się szczepić. Wzrasta liczba zachorowań. Zapalenie typu C przebiega w zdradziecki, skryty sposób, nie daje objawów. Jeżeli ta choroba pokazuje jakiekolwiek objawy, to już jest za późno. Barbara Mróz-Gorgoń pełnomocniczką do spraw promocji Polski. To właśnie ona ma koordynować działania związane z tworzeniem spójnej narracji o Polsce i wzmacnianiem marki kraju za granicą. Jak zapewnił premier Donald Tusk, "to najwybitniejsza ekspertka specjalizująca się w budowaniu marek, strategii rozwoju i komunikacji. Silna marka narodowa to są realne korzyści. To jest więcej inwestycji, to rozpoznawalność naszych marek, produktów, firm za granicą, ale też wielka siła w relacjach międzynarodowych. Polska jest cudem. Polska jest czymś wyjątkowym. I warto umieć nazwać ten cud. To, że my się rozwijamy najszybciej w Europie, że jesteśmy fenomenem wśród wszystkich państw, które przystąpiły po roku '89 do UE. Tragedia związana z ogromnymi pożarami we Francji nie ma końca. Wysoka temperatura i silny wiatr utrzymują zagrożenie. Alerty obowiązują w wielu departamentach i choć mieszkańcy gmin w pobliżu Bordeaux mogą wracać do domów, to muszą być gotowi do ponownej ewakuacji. A w Żyrondzie trwa walka z płomieniami. Już od tygodnia trwa walka z ogniem w Żyrondzie. Strażacy we wtorek i w środę musieli gasić nowe pożary. Wielkie płomienie wybuchły m.in. tu, przy bazie treningowej francuskich sił specjalnych. Strażacy walczyli z nimi przez całą noc. Pożar nie rozprzestrzenia się już tak szybko jak w ciągu ostatnich kilku dni, ale pogarszają się warunki atmosferyczne. Temperatura w rejonie sięga 42 stopni Celsjusza, a wieczorem suche wiatry mogą ogień podsycać. Dlatego służby przygotowują się na ciężką noc. W tej chwili sytuacja jest stabilna, ale pożar wciąż nie został opanowany. Przeprowadziliśmy wszelkie działania gaśnicze: zrzuty wody i interwencje w miejscach, gdzie występował ogień i nagłe jego nasilenie. Oczywiście zachowujemy czujność. Po tygodniu walki dzień i noc służby są przemęczone. W tej akcji rannych zostało już 120 strażaków. Bez dachu nad głową pozostały tysiące Francuzów, bez pracy - blisko 150 tys. Pomoc obiecał już francuski rząd. A Ministerstwo Zdrowia do lokalnych aptek wysyła 5 mln maseczek, bo w całym regionie unosi się chmura dymu, powodując groźne zanieczyszczenie powietrza. W Żyrondzie rozgrywa się też tragedia środowiskowa. Spłonęło 42 tys. hektarów lasów i zginęły dziesiątki tysięcy dzikich zwierząt. Ekosystem odbuduje się najwcześniej za 10 lat. Niezależnie od tego, co przyniosą kolejne godziny i dni, strażacy już ostrzegają, że całkowite ugaszenie tego potwora potrwa jeszcze wiele miesięcy. O nielegalnej migracji z Białorusi w Polsce ciszej niż w ostatnich latach. Wzmocniona granica wydaje się skuteczną barierą. Niestety przemytnicy migrantów wykorzystują nowe metody, korzystając z kanałów przerzutowych z Litwy, gdzie cudzoziemcy przedostają się z Białorusi. O tym, jak służby radzą sobie z coraz większą liczbą incydentów, prosto z granicy z Litwą - Igor Sokołowski. Budzisko. Tymczasowe przejście graniczne z Litwą. Do kontroli został wytypowany rejsowy autokar jadący z Wilna do Warszawy. Proszę dokumenty do kontroli. Uwagę strażników granicznych zwróciły dokumenty jednego z pasażerów. Okazało się, że obywatel Etiopii posługiwał się fałszywym niderlandzkim paszportem. Mężczyzna został zatrzymany. Z Etiopii przyleciałem do Moskwy. Tam byli ludzie, którzy powiedzieli mi, że pomogą mi dostać się na Litwę, a stamtąd, przez Polskę, do Holandii, gdzie mieszka mój wujek. Ile zapłacił pan tym ludziom za tę pomoc? 1500 dolarów. Czyli 6000 zł. Organizatorzy nielegalnych przewozów wliczają w to cenę podrobienia dokumentów. Taki fałszywy paszportu na czarnym rynku kosztuje ok. 2000 zł. Ten mężczyzna po przesłuchaniu został cofnięty na litewską stronę. Jego zeznania mogą doprowadzić do osób odpowiedzialnych za ten nielegalny proceder. Zatrzymujemy również kurierów, czyli organizatorów nielegalnego przekraczania granicy. Kilkanaście godzin wcześniej w ręce naszych służb wpadło 4 obywateli Somalii. Mieli fałszywe paszporty krajów unijnych. Somalijczyków oddano w ręce litewskich służb. Tylko w tym roku w ten sposób cofnięto z terytorium Polski na Litwę ponad tysiąc osób. Skuteczność zapory na granicy z Białorusią zmieniła kierunek szlaku migracyjnego. Teraz najwięcej naruszeń polskie służby odnotowują na przesmyku suwalskim. To efekt luk na granicy krajów bałtyckich. M.in. takimi tunelami kurierzy przeprowadzają migrantów z kraju Łukaszenki na terytorium unijne. Litewskie służby odkryły już kilkanaście takich podziemnych przejść. Z Suwalszczyzny migranci próbują przedostać się na zachód Europy. Dlatego ten malowniczy teren musi być non stop monitorowany, w czym naszym służbom pomaga najnowocześniejszy sprzęt: drony oraz takie specjalistyczne pojazdy obserwacyjne. Posiada on dwie kamery: dzienną, oraz termowizyjną, co pozwala nam na prowadzenie obserwacji przez całą dobę. Bo granica musi być szczelna zarówno w dzień, jak i w nocy. To właśnie w takich miejscach funkcjonariusze muszą wykazać się szczególną czujnością, zwłaszcza po zmroku. Ten niewielki punkt kontrolny znajduje się w lesie, a tuż obok przebiega tzw. zielona granica. Ona również jest strzeżona dla bezpieczeństwa nas wszystkich. Pomagali Łukaszowi Żakowi, sprawcy wypadku na Trasie Łazienkowskiej w stolicy, zacierali ślady i nie pomogli na miejscu tragedii. Otrzymali wyroki od 2 do 5 lat więzienia. Jednak tylko jeden z nich stawił się na komisariacie, został zatrzymany i osadzony w zakładzie karnym. To jeden z najgłośniejszych wyroków ostatnich miesięcy. Łukasz Żak 2 lata temu spowodował na Trasie Łazienkowskiej wypadek, w którym zginął mężczyzna, a jego żona i dzieci zostały ranne. Oprócz Łukasza Żaka skazane zostały też 3 inne osoby, które miały pomóc mu uciec. Gdy zapadł wyrok, nie było ich na sali. Gdyby oni byli na tej rozprawie, usłyszeli wyrok skazujący, wówczas policja sądowa od razu by ich prowadziła do aresztu. Bo choć wyroki nie są prawomocne, to sąd zdecydował o karze więzienia, do którego początkowo zgłosił się tylko jeden ze skazanych - Kacper K. Nie wiem, na co oni liczyli. Że nastąpi jakiś cud? Że ta kara zostanie im darowana? Wczoraj do aresztu na Białołęce zgłosił się drugi skazany. Na jego decyzję miała wpływ pewna presja społeczna i medialna, Policja poszukuje trzeciego mężczyzny. Mikołaj O. zniknął bez śladu. W Polsce jest ich ponad 40 tys., czyli tyle, ile mieszkańców Świnoujścia czy Kutna. Policja przekonuje, że wszystkie historie osób, które unikają wyroku, prędzej czy później skończą się w takich miejscach. Liczba osób, które mimo wyroków unikają kary, to niemal połowa tych, którzy zapełniają areszty. Czasem wystarczy jednak drobny błąd lub chwila nieuwagi. Np. podczas kontroli drogowej policjanci ustalają, że kierowca lub jakiś pasażer jest osobą poszukiwaną. Podczas ogólnopolskiej akacji poszukiwanych w samym woj. lubuskim zatrzymano 118 osób. Sprawdzaliśmy wszystkie te miejsca, gdzie mogą ukrywać się osoby poszukiwane. Część osób ucieka z kraju, choć i wtedy przestępcy nie mogą czuć się bezpiecznie. Jednym z ostatnich sukcesów jest zatrzymanie dwóch braci, którzy zaszyli się w Hiszpanii, obaj przed ucieczką usłyszeli wyrok. Za przestępstwo obcowania płciowego z osobą nieletnią i udzielenia małoletniej narkotyków. Niektórzy w strachu przed zasłużoną karą żyją latami. Poznańscy łowcy głów zatrzymali mężczyznę, który za przestępstwa narkotykowe został skazany 27 lat temu. Wpadł, gdy wrócił do Polski. Ukrywanie osoby poszukiwanej to też przestępstwo, za które grozi do 5 lat więzienia. Nawet 140 tys. osób może być zakażonych, ale o tym nie wiedzieć. Chodzi o wirusowe zapalenie wątroby typu C. Przez lata niszczy narząd, nie dając objawów. Dzięki programowi Twoje Zdrowie wzrosła wykrywalność zakażeń w ostatnim roku nawet o 20%. Choć nie ma na to szczepionki, warto wiedzieć, że jest dostępne skuteczne leczenie. Dawid dowiedział się, że ma wirusowe zakażenie wątroby typu C przy okazji, kiedy chciał oddać krew. Nie miał żadnych objawów. Zostałem poinformowany o tym, że może być tak, że coś zakończy mój żywot z dnia na dzień. Jeżeli ta choroba pokazuje jakiekolwiek objawy, to już jest za późno. Dlatego ważne są regularne badania krwi. A od roku taką możliwość daje także program profilaktyczny Moje Zdrowie. W badaniu Moje Zdrowie pacjenci mają oznaczony poziom przeciwciał. Osoby, które nie mają żadnych objawów, mają w ten sposób stwierdzaną chorobę. Od zeszłego roku wykrywalność zakażeń wzrosła o 20%. Tylko w tym roku wykryto już ponad 2700 przypadków, w zeszłym było 4000 przypadków. Nie jest to zjawisko mówiące o tym, że jest więcej zakażeń, ale że wykrywamy zakażenia tych osób nieświadomych, które żyją z chorobą niekiedy już od wielu lat. Przy WZW typu C, czyli żółtaczce wszczepiennej, wirus dostaje się przez kontakt z zakażoną krwią. Inną chorobą jest wirusowe zapalenie wątroby typu A przenoszone drogą pokarmową. Tu objawy pojawiają się w ciągu kilku tygodni. To nudności, bóle brzucha czy zażółcone białka oczu. Nie prowadzi do trwałego uszkodzenia wątroby, ale może przebiegać bardzo ciężko, nawet ze skutkiem śmiertelnym, Tu także rośnie liczba zachorowań ze względu na kontakt z brudna żywnością lub wodą lub kontakt z osobą chorą. W przypadku zakażenia zapalenia wątroby typu A jest zalecana szczepionka. To szczepienie zawsze należy wziąć pod uwagę, chociażby przy wyjeździe do krajów, gdzie WZW A występuje endemicznie, czyli w dużej ilości. Na zapalenie wątroby typu C nie ma szczepionki, ale jest skuteczne leczenie. Fundacja Gwiazda Nadziei pomaga pacjentom znaleźć właściwe ośrodki. Informujemy, w którym miejscu można pogłębić diagnostykę, dowiedzieć się, czy naprawdę tego wirusa mają, i otrzymać leczenie. Leczenie w Polsce jest w 100% bezpłatne. Leczenie w formie tabletek trwa kilka tygodni i skutecznie eliminuje wirusa. Dzięki temu wątroba regeneruje się, a pacjent unika marskości i przeszczepu. Dawid po przebytej terapii czuje się tak, jakby dostał drugie życie. Postanowiłem, że sam zostanę wolontariuszem w fundacji. W ten sposób oddaję to dobro, które dostałem. Chodzi o miliardy dolarów, a pytanie, czy wszystko jest na sprzedaż, w tym przypadku jest jak najbardziej zasadne. FIFA chce sprzedać udziały w mistrzostwach świata. W grze o pieniądze nawet 30% udziałów, które miałyby trafić do zagranicznych inwestorów zewnętrznych. Na strategii prezesa organizacji suchej nitki nie pozostawia UEFA. Czy dusza piłki może być na sprzedaż? Nasz wspaniały prezydent FIFA, Gianni Infantino. Nie ma drugiego takiego jak on. Kurtuazyjne gesty i uprzejmości na zakończenie mistrzostw świata. Amerykański sen stał się rzeczywistością, panie prezydencie. Okazały się fundamentem pod wielki biznes. Kilka dni po zakończeniu mundialu Gianni Infantino w oświadczeniu stwierdził, że zamierza powołać nową organizację: "FIFA Forward Enterprise". Nowa spółka miałaby zarządzać organizacją mistrzostw. I choć sam nagłówek brzmi obiecująco... FIFA zamierza zwiększyć finansowanie rozwoju piłki nożnej do kwoty ponad 10 mld dolarów. ...to diabeł tkwi w szczegółach. Infantino chce sprzedać nawet 30% jej udziałów prywatnym inwestorom. Na ich czele ma stać fundusz Thrive Eternal należący do firmy Josha Kushnera. Jest to brat zięcia Donalda Trumpa. Bardzo sensacyjny pomysł, ale jak już to widzieliśmy podczas tego mundialu, jeżeli czegoś sobie zażyczy osoba Donalda Trumpa, to ma tak duży wpływ na Gianniego Infantino, że ten od razu sięga po różnego rodzaju maszyny, żeby ta skarbonka pęczniała. Z medialnych doniesień wynika, że wstępne porozumienie w tej sprawie już podpisane. Wartość transakcji: 15 mln funtów. Dyrektorem generalnym nowego tworu ma być Gianni Infantino. Związki piłkarskie do planu chce przekonać zastrzykiem gotówki. Z 8 do 20, a potem w okresie długofalowym 22 mln dolarów. Jest oczywiście swego rodzaju zachętą, ale pamiętajmy jedno, żeby te pieniądze mogły się pojawić na kontach federacji, muszą się najpierw pojawić na kontach FIF-y, a być może to są pieniądze wirtualne. Jednak "zachęta", jak już wiadomo, nie skusiła UEF-Y, czyli Europejskiej Unii Piłkarskiej, największej organizacji pod FIF-ą. Ta plan nazwała "przekroczeniem granicy". Rozważa też bojkot mistrzostw świata kobiet, jeśli szef FIFA nie wycofa się z planów. Duch i zarządzanie piłką nożną nie są towarem na sprzedaż, zwłaszcza przy całkowitym braku przejrzystości co do tego, kto odniesie z tego korzyści finansowe. Żadne z nas nie jest właścicielem piłki nożnej. To nie jest własność FIFA, którą można sprzedać. By rewolucja weszła w życie, projekt Infantino musi być formalnie przegłosowany przez Radę FIFA i większość narodowych federacji. Infantino wysłał list z prośbą o deklarację do 19 września. Dziś dziękuję za państwa obecność. Za chwilę gościem Aleksandry Pawlickiej w programie "Pytanie dnia" będzie Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego, a potem także "Bez Trybu" Justyny Dobrosz-Oracz. Warto z nami zostać. Z "19.30" wracamy jutro. Do zobaczenia. -- Dobry wieczór, Aleksandra Pawlicka, zapraszam na "Pytanie Dnia". Naszym gościem jest dziś Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego i wiceprezes PSL. -- Dobry wieczór. -- Panie marszałku, dziś mamy nowy twór polityczny na scenie i w Sejmie. Mateusz Morawiecki ogłosił, że będzie powstawał nowy klub parlamentarny, a tym samym pewnie będzie nowa partia, bo to takie... taki pierwszy krok. Czy mógłby to być koalicjant PSL-u do jakiejś nowej, Trzeciej Drogi w przyszłorocznych wyborach? -- No, rozpoczęła pani dość trudnym pytaniem, tak. Znaczy, wie pani, ja mam dość bogatą wyobraźnię, ale trudno mi sobie na dzisiaj taki rozwój wydarzeń wyobrazić. Znaczy, trzeba mieć